Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Mankell, Henning
Autor Wiadomość
carpintero 
carpintero



Dołączył: 14 Paź 2011
Posty: 28
Wysłany: 2011-10-14, 13:26   

Świetny Mankell! Ale "Powrotu nauczyciela tańca" jeszcze nie czytałem... Trzeba to szybko zmienić :mrgreen:
_________________
http://www.shoppydoo.pl/
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2012-02-05, 20:53   

Chińczyk

Wczoraj zarwałam noc. Zaczęłam czytać te 600 stron późnym popołudniem i nie przestałam, dopóki nie skończyłam. "Chińczyk" to Zakazany Pałac, w którym po przejściu kolejnej sali otwierają się przed czytelnikiem następne drzwi.
Zaczynamy typowo, od morderstwa w Szwecji - morderstwa szczególnie brutalnego, którego ofiarami jest... 19 osób. Niemal cała wioska. Z tej hekatomby wyjdą cało zaledwie trzy osoby.
Od początku śledztwo policyjne traktowane jest w powieści marginalnie, na plan pierwszy wysuwa się postać pani sędzi Birgitty Roslin, która przypuszcza, że może być powiązana z jedną z rodzin z wioski. Birgitta przyjeżdża na miejsce i zaczyna zadawać pytania...
Spoiler:
Kolejne drzwi otwierają przed nami budowę kolei w Ameryce, w dziewiętnastym wieku. Za następnymi czeka na nas Przewodniczący Mao. Ostatnie z nich pokazują nam Chiny w roku 2006, ich sytuację polityczną i społeczną. Pekin widziany oczami Birgitty przeraża, zaś Chiny szukające swojego miejsca we współczesnym świecie fascynują. Jaką drogę obiorą?

Jeśli ktoś ma ochotę na kryminał, niech sięgnie po coś innego... Ale jeśli ktoś ma ochotę sprawdzić, jak można w jednej książce połączyć światy tak krańcowo odmienne, jak Szwecja, Chiny i Zimbabwe, i zrobić to bardzo dobrze - polecam.
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Paleolog 
czytaczszerokopojęty



Dołączył: 20 Lis 2009
Posty: 789
Skąd: z drakkaru
Wysłany: 2012-04-15, 16:36   

Przeczytałem "Chińczyka".

Tym razem Mankell prezentuje się nieco inaczej, jednocześnie nadal będąc starym, dobrym Mankellem. Zaskoczył mnie formą powieści. Nie dlatego, żebym wątpił w to, że może pisać w inny sposób, niż we wcześniejszych książkach, które miałem okazję czytać - nie wątpiłem. Po prostu tym razem rzeczywiście to zrobił.

Jednocześnie nadal był sobą, bo odnalazłem w "Chińczyku" tak wiele rzeczy znanych z jego pozostałych powieści - jest zagadka kryminalna, jest problematyka społeczna w szerokim ujęciu, są i świetnie oddane codzienne rozterki zwykłych ludzi, które czynią autora tak bliskim czytelnikowi.

Pod względem warsztatowym to bardzo dobra książka. Podoba mi się wiele rzeczy: od swoistej klamry, jaką jest wilk pojawiający się w prologu i epilogu, poprzez styl i głębię poruszanej tematyki, po sposób prowadzenia narracji - autor nie raz skacze z teraźniejszości w przeszłość, przy okazji jednym susem zmieniając kontynenty. Podoba mi się wreszcie to, że tym razem Mankell skłonił mnie do refleksji.

Nie podoba mi się natomiast fakt, że nie udało mu się utrzymać mojego zainteresowania w równym stopniu - od momentu kiedy akcja toczyła się we współczesnych Chinach książkę czytało się zdecydowanie gorzej. Nie bardzo podobały mi się też wnioski, płynące z rozmyślań, do jakich sprowokował mnie szwedzki pisarz. A w tych rozmyślaniach Mankell często wydawał mi się naiwny. Naiwny był jego portret Chin z idealistą Mao, naiwne były też jego szwedzkie bohaterki, w młodości należące do skrajnie lewicowego ugrupowania i chcące wprowadzać rewolucyjny porządek świata. Naiwne wydaje mi się i to, że autor traktuje je z ojcowską wyrozumiałością i sympatią, jako osoby, które porzuciwszy młodzieńcze złudzenia i głupie poglądy, nie mają się czego wstydzić. I nie mówię, że mają.

Ale jednocześnie uderzyła mnie świadomość tego, że podobny sposób myślenia jest charakterystyczny dla dużej części intelektualnych elit szeroko pojmowanych krajów zachodu. Krajów, gdzie osoby, które w młodości dały porwać się ideom skrajnej lewicy, a później od nich odeszły traktowane są jako ci, którzy po prostu przeszli okres 'burzy i naporu'. I byłoby w porządku, gdyby nie to, że do ludzi, którzy za młodu dali się ogłupić skrajnej, nacjonalistycznej prawicy jest przykładana inna miara. Że przylega do nich łatka oszołomów - Che w klapie za młodu jest romantyczny, Franco wpięty w tym samym miejscu jest sygnałem do przejścia na drugą stronę ulicy.
A ja chciałbym, żeby to było traktowane w ten sam sposób - obojętne, czy miałoby to być dobrotliwe wzruszenie ramion, czy ostracyzm.

Niektóre fragmenty "Chińczyka" czytałem nawet z niesmakiem: "Jeśli Chiny będą zmierzać ku przyszłości tą drogą, ze stale powiększającą się przepaścią, doprowadzi ona nasz kraj do katastrofy. Chiny ponownie pogrążą się w beznadziejnym chaosie. Lub też do głosu dojdą struktury faszystowskie" - co proszę, jakie struktury...?

Rozumiem, że są to zdania wypowiadane przez postacie będące częścią chińskiego społeczeństwa, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w ten sposób autor sugeruje także swój światopogląd. Z którym w tej części się nie zgadzam.

Bardzo lubię Mankella. I cieszę się, że nie ogranicza się tylko do czystych kryminałów - jest na to po prostu zbyt dobrym pisarzem i zbyt inteligentnym, mającym zbyt wiele do powiedzenia człowiekiem. Bardzo cenię jego obserwacje dotyczące zwykłych ludzi, dotyczące jednostek. Jego uwagi na temat społeczeństw państw rozwijających się uważam jednak za zbyt uproszczone.

Między innymi dlatego, ciesząc się, że przeczytałem "Chińczyka", jednocześnie jestem zadowolony, że nie wydałem na niego własnych pieniędzy.
_________________
... ale nie ułaskawił żadnych filozofów
 
     
Bruixa 



Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 1256
Wysłany: 2012-04-17, 22:00   

W "Chińczyku" bardzo mi się podobał początek - niesamowicie nastrojowy. Zaciekawiła mnie postać tej prowincjonalnej policjantki i miałam nadzieję, że będzie jedną z głównych postaci. Trochę mnie skonfundowało nieoczekiwane przeniesienie akcji w XIX wiek, do Chin i Ameryki, ale nadal czytałam z zainteresowanem. Dalej było już gorzej, jakoś mi zgrzytała ta mieszanka miejsc, czasów, postaci i tematów. I ta zemsta po kilku pokoleniach - jak dla mnie zupełnie niewiarygodna.

Powieść czytałam parę lat temu i nie pamiętam już w szczegółach rozważań Mankella o współczesnych Chinach i drodze, jaką mogą obrać w przyszłości. Ale jego obawy co do możliwego rozwoju sytuacji w Państwie Środka i jego polityki zagranicznej nie wydały mi się wcale naiwne ani bezzasadne.

Cytat:
Che w klapie za młodu jest romantyczny, Franco wpięty w tym samym miejscu jest sygnałem do przejścia na drugą stronę ulicy.
A ja chciałbym, żeby to było traktowane w ten sam sposób - obojętne, czy miałoby to być dobrotliwe wzruszenie ramion, czy ostracyzm.

Zestawienie "Che" i "Franco" jest moim zdaniem chybione - więcej sensu miałoby np. Stalin/Mao/Kim Ir Sen vs. Hitler/Mussolini/Franco. A reakcja na wizerunek w klapie czy inne elementy stroju bywa różna i zależy od sympatii politycznych reagującego (bądź nie) przechodnia - trudno, żeby było inaczej i oby tylko nie było to walenie delikwenta bejsbolem.
_________________
Mój blog o książkach
 
     
Paleolog 
czytaczszerokopojęty



Dołączył: 20 Lis 2009
Posty: 789
Skąd: z drakkaru
Wysłany: 2012-04-19, 00:21   

Bruixa napisał/a:
Zestawienie "Che" i "Franco" jest moim zdaniem chybione - więcej sensu miałoby np. Stalin/Mao/Kim Ir Sen vs. Hitler/Mussolini/Franco


Moim zdaniem jest trafne, chyba że weźmiemy pod uwagę funkcję (w sensie głowy państwa) - wtedy zgoda. Natomiast przy Twoich zestawieniach nie pasuje mi ciężar gatunkowy - senor Franco to zdecydowanie nie ten numer kaloszy, nawet jeżeliby przyjąć, że para ta sama ;-)

Bruixa napisał/a:
A reakcja na wizerunek w klapie czy inne elementy stroju bywa różna i zależy od sympatii politycznych reagującego (bądź nie) przechodnia - trudno, żeby było inaczej i oby tylko nie było to walenie delikwenta bejsbolem


Mam wrażenie, że się nie zrozumieliśmy - nie chodziło mi o opinię przeciętnego, pojedynczego człowieka, tylko tzw mainstreamu.

Ale nie ma sensu tego roztrząsać, wystarczy powiedzieć, że książkę warto poznać - choćby po to, żeby móc pochwalić. Albo skrytykować.
_________________
... ale nie ułaskawił żadnych filozofów
 
     
domi 


Wiek: 27
Dołączyła: 28 Cze 2012
Posty: 36
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-06-28, 16:01   

Jestem w trakcie książki "Nim nadejdzie mróz", trochę inna niż dotychczasowe tego autora. :) Czytałam kiedyś wywiad z nim, że nie lubi stworzonej przez siebie postaci Wallandera :)
_________________
http://its-all-about-writing.blogspot.com/
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2012-06-28, 19:36   

domi napisał/a:
Czytałam kiedyś wywiad z nim, że nie lubi stworzonej przez siebie postaci Wallandera :)

No co ty...? :shock: Jeden z moich ulubionych bohaterów... Muszę poszukać tego wywiadu.
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
domi 


Wiek: 27
Dołączyła: 28 Cze 2012
Posty: 36
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-06-29, 21:14   

Córka Lavransa, tak, mówił coś w stylu, że łatwiej jest stworzyć wyrazistą postać, której się nie lubi i z którą nie ma się nic wspólnego, bo oczywiście zapytali go czy jest podobny do Wallandera, z tego co pamiętam :D
_________________
http://its-all-about-writing.blogspot.com/
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2012-06-30, 20:34   

A, to trochę zmienia sens wypowiedzi. :) Myślałam, że go nie lubi w tym sensie, że nie lubi o nim pisać, że go to męczy... :) A że nie ma z nim nic wspólnego, to chyba powinien się cieszyć, bo zbyt łatwego życia biedny Kurt nie ma. :)
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
domi 


Wiek: 27
Dołączyła: 28 Cze 2012
Posty: 36
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-06-30, 21:44   

cytuję: Henning Mankell: "Nie lubię go za bardzo. Nie jesteśmy specjalnie do siebie podobni. Tak naprawdę to mało nas łączy. Pisarzowi w wielu przypadkach łatwiej stworzyć wyrazistą postać zapadającą w pamięć czytelników, gdy ma do niej dystans i zbytnio jej nie lubi"
_________________
http://its-all-about-writing.blogspot.com/
 
     
fuksiara 
neuromance


Wiek: 31
Dołączyła: 19 Cze 2012
Posty: 17
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-07-06, 22:59   

Najbardziej z cyklu o Wallanderze podobał mi się "Fałszywy Trop", połknęłam go na jednym tchu :) Cenię też sobie "Psy z Rygi"i "Białą lwicę" - za ukazanie całkowicie obcych mi w sumie społeczeństw. Mniej za to podobały mi się "Morderca bez twarzy" i "Mężczyzna, który się uśmiechał" - tej ostatniej jakoś nie mogę dokończyć...Aha, lubię jeszcze "Piątą kobietę". Ogólnie, mam mnóstwo sympatii do Wallandera :)
 
 
     
Bruixa 



Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 1256
Wysłany: 2012-07-14, 19:42   

domi napisał/a:
Jestem w trakcie książki "Nim nadejdzie mróz", trochę inna niż dotychczasowe tego autora. :)
Przeczytałam i niestety, duże rozczarowanie. Moim zdaniem najsłabsza z jego powieści. Postać Wallandera nie pasuje mi do obrazu, jaki sobie stwprzyłam po lekturze wcześniejszych książek, podobnie jego relacje z córką. Linda działała mi na nerwy - jako nastolatka wydawała się dojrzalsza i rozsądniejsza niż jako trzydziestka. Całość jakaś nieprzekonująca, naciągana, trąci fałszem.
_________________
Mój blog o książkach
 
     
Paleolog 
czytaczszerokopojęty



Dołączył: 20 Lis 2009
Posty: 789
Skąd: z drakkaru
Wysłany: 2012-08-14, 15:15   

Wreszcie zapoznałem się z książką Mankella skierowaną do młodego czytelnika. I... hmm... zaskoczenie jest duże.

To zupełnie inny Mankell, który dotąd był dla mnie autorem kryminałów, ojcem Wallandera.
W "Podróży na koniec świata", ostatniej (?) części cyklu o młodym chlopcu, Joelu, pisarz używa zupełnie innego języka, niż ten, do jakiego mnie przyzwyczaił. Krótkie zdania, proste zwroty - przyznam szczerze, że ciężko było mi do tego przywyknąć. Początkowo książka nieco mnie nużyła i kilkakrotnie odkładałem ją by sięgnąć po inne pozycje, ale kiedy akurat pod ręką zabrakło nowych czytadeł przełamałem się i nie żałuję. Wzruszająca opowieść. Zaskoczyło mnie jak poważne tematy porusza autor w książce dla dzieci/młodzieży - matka porzucająca dziecko, śmierć, alkoholizm, pierwsze doświadczenia seksualne, wejście w dorosłe życie. Robi to jednak lekko, delikatnie. Podobało mi się. Jednocześnie całość przepełnia jednak nuta skandynawskiej nostalgii. I chłodu. To smutna książka. Mimo wszystko.
Dlatego nie wiem czy do końca zgadzam się z wydrukowanym na okładce sugerowanym wiekiem czytelnika - 12+. Pamiętam, że sam szczenięciem będąc bardzo przeżywałem takie smutne historie i na długo zapadały w mojej pamięci - nie mogłem spać po nocach itd (tu przychodzi mi na myśl jakiś film, którego tytułu nie pamiętam, ale w którym zmarł stary właściciel psa, darzący zwierzę wielką, odwzajemnioną miłością, a pies nadal na niego czekał, codziennie w tym samym miejscu, no i oczywiście generalnie zakończenie było kiepskie).
Ale z drugiej strony może właśnie takie emocje poznawane za młodu lepiej kształtują wrażliwość i wyobraźnię człowieka niż wychowanie bez zmartwień, smutku i strachu. Z wszechobecnym happyendem. Gdybym przeczytał "Podróż na koniec świata" w wieku lat 12 właśnie, z pewnością zapamiętałbym ją na bardzo, bardzo długo.

Lubię Mankella. Tak po prostu.
_________________
... ale nie ułaskawił żadnych filozofów
 
     
domi 


Wiek: 27
Dołączyła: 28 Cze 2012
Posty: 36
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-08-14, 17:05   

Bruixa, zgodzę się, temat też trochę oklepany..trochę już mam dość tego fanatyzmu religijnego :)

Paleolog, to ciekawe, zastanawiałam się czy sięgnąć po te książki, ale że okładki wyglają jakby to były jakieś bajki bardziej, to zrezygnowałam..a ten film o którym mówisz brzmi jak : "Mój przyjaciel Hachiko " chyba..:) Choć nie oglądałam, ale tak słyszałam.

Ja natomiast czytałam jeszcze Mankella "Comédia Infantil" i mimo, że to nie kryminał, książka bardzo mi się podobała. Zupełnie inna niż wszystkie, które jego czytałam, trochę smutna..
_________________
http://its-all-about-writing.blogspot.com/
 
     
Tifa Lockhart 



Wiek: 26
Dołączyła: 04 Lis 2008
Posty: 1874
Skąd: Augustów/ Toruń
Wysłany: 2012-09-11, 05:49   

Przeczytałam ''Psy z Rygi'' w sierpniu, ale dopiero teraz przypomniałam sobie, że trzeba coś o tym napisać. :) Początkowo nie za bardzo mogłam odnaleźć się w tej książce. Główny bohater irytował mnie trochę tym, że był taki zmęczony życiem. Ale potem do tego przywykłam i uznałam to nawet za zaletę. Dzięki temu bohater nie był idealny, nie wszystko od razu mu się udawało. Spotykam czasem w książkach takie postacie i są one denerwujące. Bardzo ciekawe też jest tło historyczne i społeczne. Upadek ZSRR, kraje odzyskujące wolność, mieszkańcy tych państw. Zmusiłam się do nie przeczytania zakończenia, więc poznawałam akcję w kolejności jak normalni ludzie. :P Nie udało mi się wydedukować kto na koniec okazał się tym złym. Myślę, że na pewno przeczytam kiedyś inną pozycję z dorobku Mankella.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum KGB

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 12