Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Kolorowe Zeszyty
Autor Wiadomość
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-09, 17:37   



"Wiertacz nie wie, co robić..." - " ThePirateArr" mierzy się z zatytułowanym "Blaszane gwiazdy" otwarciem "Descendera":



Cytat:
Lemire napisał utwór, który w sprytny sposób traktuje o alienacji i odrzuceniu. Trochę o próbie asymilacji i przystosowania się do życia. Twórca próbuje rozpisać nam, na swój rozum, kwestię adoptowanych dzieci, które przez wiele lat w sierocińcach są często mentalnie "starsze" od swoich rówieśników, ale jednocześnie mają problemy z oswojeniem w społeczeństwie i nowych rodzinach, których nigdy nie doświadczyli.

Cytat:
Największą wadą i jednocześnie jedną z największych zalet tego komiksu są dialogi. Problemem jest ich nierównosć. Na jednej stronie Lemire potrafi rozpisać naprawdę błyskotliwy lub zabawny komentarz, żeby na następnej szybko go zepsuć i poprowadzić pseudonaukowy bełkot między dwiema postaciami.

Cytat:
Ngyuen jest jednym z czołowych rysowników w mojej topce artystów komiksowych. Jego pastelowe, trochę impresjonistyczne plansze powodują natychmiastowy natłok myśli i zachwytu. Dzieła pana Dustina cholernie pasują do tego całego kosmicznego klimatu. Bałem się, że space opera to nie jest odpowiednie miejsce na niewyraźne, rozmywające się lekko prace, ale spełniły swoją rolę pokazując poniekąd głębię, ogrom i niepewność kosmosu.


:)

"Descender" #1: "Blaszane gwiazdy"
O jak dawno o tym albumie nie było

;)
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-10, 09:26   



Dwukrotnie Krzysztof Ryszard Wojciechowski :) :

1. "Książę Nocy" #5: "Anna Arkanea":



Cytat:
Album opatrzony na grzbiecie piąteczką zbiera dziewiąty i dziesiąty tom sagi. Tym razem Swolfs zrobił prequel i osadził swoją historię w realiach średniowiecznej Rusi Kijowskiej. Co ciekawe postanowił nieco zmienić wydźwięk opowieści i uczynił głównym bohaterem samego wampira Kergana, a nie polujących na niego ludzi. To bardzo ciekawy zabieg, który ujmuje dziełu Swolfsa wtórności wobec filmów, w których to uzbrojeni w kołki herosi pokroju Van Helsinga polują na krwiożerczą bestię. W niniejszym zbiorze przypatrzymy się drugiej stronie medalu. Antagonista – krwiopijca będzie więc musiał zmierzyć się z polującymi na niego i niezbyt miłymi chrześcijanami, a do tego zostanie wplątany w polityczny konflikt na wysokim szczeblu władzy. Poznamy też Arkaneę, wampirzą matkę głównego bohatera, która jest znakomicie napisaną, silną postacią kobiecą, a ja bardzo lubię takie literackie portrety niewiast.

Cytat:
Rysunkami do obu zebranych tu albumów zajął się świetny fachowiec Thimothée Montaigne, znany u nas z rysowania serii "Trzeci Testament" (nie czytałem jej jeszcze, muszę to zmienić). Jestem fanem krechy Swolfsa, ale nie odebrałem zmiany grafika bardzo negatywnie. Obaj autorzy to wszak rzemieślnicy, których rysunki bliskie są frankofońskiemu stylowi zerowemu.


:)

"Książę Nocy" #5: "Anna Arkanea"

2. "Miasto Wyrzutków" #2: "Chłopak, który zbierał stworzonka":



Cytat:
Krecha w komiksie Lamberta to nowoczesna europejska szkoła spod znaku przykładowo Sfara. Nic nie można tej warstwie zarzucić. To nieco cartoonowy styl, zdolny nacieszyć oczy wszystkich miłośników współczesnego frankofońskiego komiksu. Autorowi kapitalnie wychodzą zarówno postacie, jak i dynamiczne sceny akcji, od których drugi tom aż kipi.

Cytat:
Być może dzieło Lamberta nie jest czymś, co zakwalifikuje się do mojego podsumowania komiksów roku (a może jednak?), nie jest arcydziełem, ale ogólnie nie widzę w nim słabych elementów składowych i bardzo się cieszę, że Non Stop Comics (prócz rzeczy z rynku anglosaskiego) sięga po młodych francuskich twórców. Wydanie "Miasta wyrzutków" było odważnym posunięciem.


:-D

"Miasto Wyrzutków" #2: "Chłopak, który zbierał stworzonka"
Cztery poprzednie recenzje
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-10, 13:46   



Przemek Pawełek i "Pogańskie żądze":



Cytat:
Pierwsza antologia wydana przez Planeta Komiksów pod szyldem Pornographics całkiem mi podeszła, choć fanem komiksowej erotyki i pornografii nie jestem. Fachowe rysunki, krótkie i zwarte fabuły, dodatkowym plusem była niema forma, która pozbawiała autorów możliwości lania wody, co prowadziło dość szybko do konkretów. Jest zresztą taki cytat z Johna Carmacka, faceta, który współtworzył kultowego Dooma: 'Z fabułą w grach jest jak z fabuła w pornosie. Zakładamy, że jakaś tam będzie, ale nie jest ona zbyt istotna'. Pretekstowe fabułki tego tomu nawet się broniły, ale nie aspirowały do wyższej rangi.

No i w końcu z grami historia ten cytat zweryfikowała - owszem, fabuła może być ważniejsza od całej reszty. A jak jest z pornografią?

"Pogańskie żądze" wydają się zmierzać w odwrotnym kierunku niż tom pierwszy antologii. Po pierwsze - jest splatający wszystkie historie motyw mitów i podań (germańskich, nordyckich, iryjskich). Są to krótkie historie już nie tyle nie nieme, co dość gęsto wyładowane tekstem, który często prowadzi tę historię, a sam seks jest co prawda nieodłącznym elementem tych opowieści, ale nie jest on aż tak celebrowany jak w poprzednim tomie. O ile jest celebrowany, bo zwykle jest tu środkiem czy narzędziem, ceną do zapłacenia, generalnie jako element jest po prostu podporządkowany fabule.

Zmienia to zupełnie perspektywę, bo nie jest ważne już 'czy ładnie narysowano akty', ważniejsze wydaje się być 'czy dobre są te historie, w których odbywają się akty'. No i niestety nie wywołują te historie u mnie entuzjazmu, i to z paru powodów.

Najlepiej wypada pierwsza opowieść, a Anna Helena Szymborska to Królowa tego tomu, zresztą jej rysunki zawsze są perłą dowolnej antologii. Niezła nawet jest tu może historia, ale ciężkawa dla mnie była narracja, w której bohaterowie nie tyle mówią, co przemawiają, cały czas powtarzając swoje imiona, rody, rasy czy pochodzenie, by było naprawdę trudne do przeoczenia, że to mity skandynawskie, a nie generyczne fantasy 18+. Jest tu parę plansz wilgotnego seksu, ale skoro ma być komiksowa pornografia, a nie erotyk, to spodziewam się sekwencyjnego (było nie było) przedstawienia akcji, a nie kolażowej impresji. No ale to ja tak mam, rysunki zrobiła Szymborska, jest OK.

Potem jest gorzej, bo już nie ma szymborskiej, a kolejne szorty utrzymują jak dla mnie stopniową gradację poziomu rysunku, lecącą stopniowo w dół. Rysunki Golinowskiego w "Miodzie skaldów" bronią się całkiem nieźle, fabuła Pawła Kicmana (który napisał też resztę scenariuszy) nawet też, ale uwiera mnie tam narracja sprowadzona do monologu tak zwartego, że nie tylko streszcza przedstawioną niby na kadrach fabułę, ale też nie daje bohaterom szansy przemówić własnymi dymkami, bo za nich też mówi. "Szarka i Ctirad" - rysunki Justyny Bień jak dla mnie są jednak zbyt sterylne, czego rastry nie są w stanie zamaskować, doceniam patent z niewiarygodnym narratorem, ale to jedyne co mnie w tej historii ujęło. A to i tak więcej dobrego, niż mogę powiedzieć o kolejnych dwóch opowieściach.

Siłą albumu pozostaje dla mnie występ Szymborskiej i forma wydania - konkretnej jakości papier, lakierowana okładka z rysunkiem Trusta, ornamenfiuciki Aśki Karpowicz, wyklejka Kasi Witerscheim i galeria artów. Reszta nie powoduje u mnie większej reakcji (poza drażniącą mnie momentami paplaniną narratorów), a szkoda. W końcu miały być pornografiki, a porno jednak chyba powinno wywoływać jakąś reakcję, szybszy puls, pobudzenie fantazji, cokolwiek, a tego tu nie uświadczyłem, bo jest to podane 'na chłodno'. Beznamiętnie. W końcu same akty są tu elementem integralnym podporządkowanym fabule, a nie na odwrót.

Co mi przypomina, jak to w okolicach premiery tego albumu Paweł Kicman zapowiadał 'nowy kierunek w polskiej erotyce', a teraz pisze on w dyskusji na Komiksy bez Granic tak: 'ten album to nie jest pornos, tylko po prostu mity z seksem'. Czyli nihil novi sub sole od czasów antycznych, ale może w Polsce to faktycznie coś świeżego, albo dotąd nikt po prostu adaptacji mitów erotyką nie nazywał i jest to jakaś nowa jakość, nie wiem, nie znam się, bo fanem komiksowej erotyki i pornografii nie jestem. Nie jestem też pewien, ile osób na właśnie taki nowy kierunek faktycznie czekało. Jednocześnie mam nadzieję, że przy trzecim albumie z serii uda się odnaleźć złoty środek bez obiecywania czy silenia się na nowatorstwo. Mitologia Słowian czeka.

100 stron na twardo, lekko powiększony format, za (a jakże) 69 zeta.


:)

To trzecia wizyta tej historii.
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-10, 16:06   



Bardzo interesująca rozmowa z Pawłem Ciołkiewiczem - dziękujemy za wiadomość :-D :

Paweł Ciołkiewicz - znawca komiksu, autor książki "Moje komiksy Vol.1 Od Tajfuna do Supermana" dziś dla Was!
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-11, 14:29   



"Batman" #9: "Drapieżne ptaki" w opinii autorstwa Adama Grochockiego:



Cytat:
Rewelacyjnie wypada nie tylko conocny rajd Nietoperza po ulicach Gotham City, ale też reakcja środowiska na jego najnowsze dokonania. Po raz pierwszy od dawna mamy prawdziwy konflikt z Gordonem, który ma już dość tuszowania występków Batmana, jeśli ten nie chce współpracować. Trudno uwierzyć jak bardzo zmieniła się ta seria.

Cytat:
"Batman Tom 9: Drapieżne Ptaki" dokłada kolejną, bardzo interesującą cegiełkę, ale na rozwiązanie będziemy musieli jeszcze poczekać. Minusem jest słaba antologia zatytułowana Tajne Akta, ale za to świetnie sprawdza się Annual z Alfredem w roli głównej.


:)

"Batman" #9: "Drapieżne ptaki"
O tym albumie czytamy po raz czwarty.
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-11, 15:54   



"Superman. Rok pierwszy" po raz drugi w naszym towarzystwie. Dzisiaj rzecze o nim Przemek Pawełek:



Cytat:
Czytając ten album trudno uwierzyć, że ma się do czynienia z dziełem niegdysiejszych gigantów superbohaterszczyzny. Zwłaszcza z perspektywy pokolenia komiksiarzy wychowanego na MCU, New52 czy Marvel Now! Frank Miller musi się obecnie jawić jako jakaś dziwna skamielina. Legenda z jakiegoś powodu ważna i istotna, ale obecnie niezrozumiała. Albo oderwana od rzeczywistości. Bo jednak przecież Miller był w materii superbohaterszczyzny rewolucjonistą, dał nam DKR, 300, Sin City, ostatecznie zdefiniował Daredevila, po czym się pochorował, pogubił, wychylając na prawo puścił się barierki. Ale wrócił, znowu tworzy. A mógłby przestać, bo nie ważne, czy pomaga mu Brian Azzarello, czy RomitaJR (z którym przecież stworzył "Człowieka bez strachu") - efekty są kiepskie, i stanowią co najwyżej kolejne rysy czy pęknięcia na sylwetce tytana.

No ale może dla odmiany napiszę coś na temat. "Superman: Rok pierwszy" wpisuje się w nurt originów najważniejszych postaci ze świata DC. Miller zasłynął kiedyś podobną historią o Batmanie, w której podsumował składowe elementy tworzące początek mitu Mrocznego Rycerza. Tu niby jest podobnie, bo i Krypton, Smallville, potem szukanie własnej tożsamości, którą Superman odnajduje w końcu w Metropolis, tylko że czyta się to średnio. Początkowo jest nudnawo. Potem, gdy Superman szkoli się na Navy Seala, albo staje do walki o córkę Posejdona i Atlantydę, robi się dziwnie, mało siedzi to w kontekście tego, z czym Supermana kojarzę. Ostatni, trzeci akt, to już dla mnie była męka, bo narracja nieznośnie opiera się na tekście, który jest jednak grafomańskim laniem wody, nie ważne, czy mamy do czynienia z zabawą kanonem, czy wariacją na jego temat. Cała ta przestrzeń, której Miller potrzebował na swoją pisaninę i wewnętrzne rozważania czy rozterki bohaterów, wizualne rozciągnięcie wydarzeń w czasie, zauważalnie spowalnia też samo kadrowanie, które nie próbuje nawet brać na siebie ciężaru opowieści. Niestety nie pomagają też rysunki, ale ja nigdy w sumie późniejszego RomityJR nie lubiłem za bardzo, wolałem jego rzeczy z lat 90tych.

Omijać, odpuścić sobie, nie psuć wspomnień o wielkości Millera, i albo nadrobić coś z jego staroci (na przykład Daredevil to oldskul, ale przedni oldskul), albo - jeśli chce się skrócony origin Supermana - to sięgnąć po "Birtright", gdzie Mark Waid niby robi to co Miller, ale za to jego scenariusz ma ręce i nogi, a rysunki Leinila Francisa Yu są świetne jak zawsze. Nie jest to jakaś perła, ale na tle "Roku pierwszego" prezentuje się jak dzieło ze stanowczo wyższej półki.

Wyrazy współczucia dla Jacka Żuławnika, że męczył się tu z tłumaczeniem tego napchanego watą słowotoku.

Superman: Rok pierwszy - 216 stron (w tym paskudne alt okładki Millera i szkice) w powiększonym formacie i na twardo za 79,99PLN z Egmontu.


:mrgreen:

A tutaj zaległy tekst od "Paradoksu" - dzięki! :-D .
_________________
"Kraina komiksu"
Ostatnio zmieniony przez jacek 2020-08-19, 12:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-12, 12:18   



Dzisiaj u Przemka Pawełka wypowiedź o księdze trzeciej "Promethei":



Cytat:
Trzeci tom "Promethei" to finał przygód tej wyjątkowej bohaterki. W tomie pierwszym Alan Moore przedstawił tytułową postać, superbohaterkę, za którą stoi siła wyobraźni, moc, która ma charakter przechodni, a która w tej inkarnacji może spowodować koniec świata. Drugi tom był podróżą po kabalistycznym Drzewie Życia, którą Moore wykorzystał do przedstawienia swoistego atlasu mistycznych warstw nie-rzeczywistości. Tom trzeci to oczywiście kulminacja.

I trudno mi napisać cokolwiek o tym tomie, by nie spoilować. Mogę zapewnić, że w ostatnich zeszytach splatają się dotychczasowe wątki, prowadzące do nie tylko mistycznego Wielkiego Wybuchu. Moore kontynuuje swój plan tłumaczenia ezoterycznych, niematerialnych wymiarów istnienia, za pomocą komiksu przygodowego, i działa mu to dobrze. Momentami dzieją się tu rzeczy dziwne i psychodeliczne, ale nabierają nieco głębszego wymiaru, gdy choćby pobieżnie zainteresować się kabałą hermetyczną i jej 32 ścieżką (nieprzypadkowo "Promethea" ma właśnie tyle zeszytów). Dodatkowo komiks pod koniec wchodzi na poziom meta, a za sprawą autorów, bohaterów i czytelników zachodzi poniekąd autentyczna magia.

Nie chcę pisać więcej o treści, bo to pewne doświadczenie, które trzeba przebyć samemu, o którym można podyskutować odnośnie interpretacji, ale dopiero po lekturze wszystkich zainteresowanych. Znowu mamy tu fikołki formalne, dostosowane do fabuły zabawy estetyką (przyznam, że nie wszystkie konwencje mi tu grały), i przynajmniej dla mnie po poprzednich dwóch tomach podsumowanie nie przynosi zawodu. A na deser dostajemy 32 zeszyt tłumaczący antropologiczno-mistyczny wymiar dociekań Moore'a. Pierwotnie zeszyt rozkładał się w jedną dużą płachtę, z wydrukowanymi z obu stron olbrzymimi planszami, swoistym komiksowym hipertekstem, tu otrzymujemy go wydrukowanego w formie klasycznej, strona po stronie, i wspomniane rozkładane plansze jako dodatek w wersji mini. Wisienką na torcie pozostają dodatki.

Znowu #znakjakościGonza, jest to seria wyjątkowa, jeśli chcecie podrążyć co tu się odalaniło to zapraszam do komci, co by nie spoilować tym, którzy jeszcze tej przygody nie przeżyli.


:-D

Z tym albumem spotykamy się po raz piąty.
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-13, 12:25   



"Potwierdzenie geniuszu" - przed momentem otrzymana od jej autora czyli Marcina Knyszyńskiego recenzja albumu "Zemsta Hrabiego Skarbka" - pozdrawiamy Marcina :-D :



Cytat:
"Zemsta hrabiego Skarbka" jest opowieścią szkatułkową, a odkrywanie wszystkich niuansów fabuły i wzajemnych zależności odbywa się jednocześnie na dwóch planach - w teraźniejszości, czyli w czasach krucjaty Skarbka w Paryżu i przeszłości, czyli podczas wydarzeń, które doprowadziły do obecnej sytuacji. Podczas gdy pierwsza jest trochę takim proceduralnym dramatem sądowym (choć obfitującym w nieoczekiwane zwroty akcji) tak druga to opowieść historyczno-awanturniczo-przygodowa. Całość kojarzy się oczywiście z "Hrabią Monte Christo" - Sente w niesamowity, "rekurencyjny" sposób wplata historię powstania powieści w karty komiksu. Świetne, zaskakujące zagranie!

Cytat:
A Rosiński? Mistrz. Cały komiks jest malowany, trochę na modłę dziewiętnastowiecznych obrazów. Wszystkie plansze powstawały tak samo jak kadry Enkiego Bilala do "Tetralogii Potwora" - czyli po prostu na sztalugach jako pełnoprawne obrazy, rozplanowane wcześniej w scenopisie.


:idea:

"Zemsta Hrabiego Skarbka"
I cofamy się gdyż warto porównać.
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-17, 07:11   



"Witamy w Internetach - recenzja komiksu Sabrina" - opowiada Kamil Giedrys:



Cytat:
W poszukiwaniu grozy życia nie trzeba uciekać do thrillerów, czy tanich horrorów, XXI wieczna rzeczywistość oferuje jej nadto na co dzień. Dramaty dnia codziennego przybierają nowe, do tej pory niespotykane oblicze, każda tragedia może przecież przenieść się do Internetu i stać się zbiorowy przeżyciem. Komiks Sabrina zabiera nas do świata obdartego z intymności, pozbawionego sekretów i miejsca na przeżywanie żałoby.

Cytat:
Album Nicka Drnaso to pierwszy w historii komiks nominowany do nagrody Bookera, sukces bez wątpienia wynika z wykorzystania minimalistycznej, bardzo prostej kreski, kontrastującej ze skomplikowanymi losami bohaterów. Uporządkowane kadry beznamiętnie ujawniają kolejne elementy prezentowanej tragedii, krytycznie opisując naszą rzeczywistość. Oskarżycielski ton powieści graficznej jest wymierzony w nas samych, społeczeństwo lubujące się we wzajemnych torturach.


:shock:

"Witamy w Internetach - recenzja komiksu Sabrina"
To szósty tekst o tej historii.
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-17, 13:37   



Przemek Pawełek tak oto rzecze o tytule "Do bani z takim komiksem!":



Cytat:
"Do bani z takim komiksem" to - zgodnie z tym co pisze Kultura Gniewu - album dość wyjątkowy.

Po pierwsze - to powrót Tadeusza Baranowskiego, mojego ulubionego autora spośród polskich klasyków, którego komiksy o Kudłaczku i Bąbelku czy Profesorku Nerwosolku uwielbiam nieustannie, pomimo upływu dekad.

Po drugie - mamy do czynienia z reedycją tomu wydanego te 15 lat temu w sposób dość ekskluzywny dla największych fanów. Przy okazji był to nie tylko album wydany wyjątkowo, bogaty w dodatki, ale także chyba jeden z pierwszych (o ile nie pierwszy) komiksowy polski projekt crowdfundingowy, jeszcze sprzed czasu Kickstartera, sprzedażowo oparty o preordery, limitowany w nakładzie.

No i po półtorej dekady ten album, który miał dość zawężoną dystrybucję, teraz trafił w końcu do sklepów i księgarń, i każdy sam może się przekonać co przegapił (o ile przegapił). W środku na niemal 50 stronach otrzymujemy kilka epizodów związanych z badaniami Profesorka Nerwosolka, w których często asystuje Entomologia Motylkowska, i w których swoją rolę też odgrywa często nowy bohater - mysza Raptus. Mamy też oczywiście występy starych znajomych, takich jak Lord Hokus Pokus czy Diplodok.

Największy plus tego albumu - kompleciści Tadeusza Baranowskiego którzy przegapili temat w końcu mogą uzupełnić dziurę w kolekcji, co mnie akurat cieszy, bo na pierwsze wydanie się nie załapałem. Jednocześnie w serduszku u mnie ten tomik nigdy nie wygra z ulubionymi historiami z udziałem tych bohaterów sprzed dekad. Wolę stary styl rysunku mojego ulubionego autora, który po dekadach swoich bohaterów rysuje jednak nieco inaczej. Wolałem stary, klasyczny sposób kolorowania. Bardziej do mnie przemawiają stare fabuły, które wydają mi się być bardziej nasączone typowym dla Mistrza poczuciem humoru, konkretniejsze, bardziej zwarte na poziomie scenariusza i dialogów. Ale pewnie też całościowo przemawia przeze mnie syndrom inżyniera Mamonia, który najbardziej lubił te piosenki które już znał.

Czy w takim razie warto? Tak, zdecydowanie warto, bo nie będzie to drugie "Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa" czy "Skąd się bierze woda sodowa", ale i tak jest to powrót na rynek wydawniczy albumu jednego z najbardziej lubianych rodzimych autorów, w dodatku nawet w tym 'ubogim' wydaniu wzbogacony o plakat i szkicownik. Bez tego tytułu każda półka zagorzałego fana polskiego komiksu będzie po prostu miała rażącą lukę.

"Do bani z takim komiksem" - 48 stron w twardej oprawie + szkicownik o mniejszym formacie, ale tej samej objętości i plakat w pakiecie z Kultura Gniewu


:-D

Analiz nam przybywa z czego jesteśmy zadowoleni :)
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-19, 13:03   



Przemek Pawełek tak pisze o trzecim tomie "Daredevila (Franka Millera):



Cytat:
Trzeci tom Daredevila to album, który warto posiąść z kilku powodów.

Po pierwsze - to domknięcie tej części serii jego przygód, którą ciągnęli Frank Miller i Klaus Janson. Z jednej strony jest to staroć, z drugiej strony - staroć jak na swój wiek dość rześki, mocniejszy i klarowniejszy narracyjnie niż większość marvelowskiego towaru z tamtej epoki.

Po drugie - to domknięcie cyklu, który ostatecznie zdefiniował Daredevila. Wcześniej był to taki w najlepszym przypadku drugo-, ale raczej trzecioligowiec. Miller z Jansonem dokończyli pisanie tej postaci, nadali jej głębi, mroku, dwuznaczności, wprowadzili jako mocny kontrapunkt relacje z Elektrą. Bendis i Brubaker dołożyli po latach po prostu kolejne segmenty historii, ale oni dalej piszą Millerem.

Po trzecie - to początkowa faza Millera, kształtowanie się jego warsztatu i fascynacji. Są więc gangsterzy, jest mrok metropolii opanowanej przez przestępców, jest mistyka Wschodu i Ninja. Jest też dzięki współpracy z Jansonem ten ciężki tusz, są też momentami niezręczne rysunki, w których anatomia skręconego ciała gdzieś tam idzie w maliny, rozjeżdżają się proporcje nóg, ale no to jest ten wczesny Miller, szlifujący warsztat, daleki od pójścia w przerysowaną groteskę, a przynajmniej tak przerysowaną, jak tylko od czasu DKR2 potrafi.

Po czwarte - są ninja. Uwielbiam filmy kung fu, samurajskie i ninja, no i to tu mamy w klimacie produkcji VHS z tamtej epoki. Nie jest to dobre, ale co z tego? I tak zbiorowe nawalanki wypadają lepiej niż drugi sezon netflixowego Daredevila czy Defendersi.

Po piąte - otrzymujemy bardzo zacne bonusy. W komplecie wpada parę opowieści z cyklu "What if?", czyli alternatywne spojrzenia na pewne wydarzenia z continuum świata Marvela.

Co ważniejsze - w komplecie są też "Miłość i Wojna" oraz "Elektra wskrzeszona". Ten pierwszy tytuł pojawia się u nas pierwszy raz, i to kolejna (obok "Elektra Assassin") współpraca Millera i Billa Sienkiewicza. Jak wiadomo - polskiego noblisty nigdy za dużo na komiksowym rynku, a to śliczna opowieść. Jest to też opowieść dość wyjątkowa fabularnie, bardziej skupiona na Kingpinie, pokazująca jego wyjątkowo ludzką, tragiczną stronę, mówiąca o miłości i o stracie. Podobnie jest zresztą z "Elektra wskrzeszona", znanym już dzięki wydaniu Muchy sprzed ponad dekady jako "Elektra żyje!". Tym razem to tragiczna historia o miłości i stracie Matta Murdocka, który tu ani razu nie zakłada kostiumu, tylko trawiony wewnętrznym ogniem biega w cywilu po mieście szukając swojej utraconej miłości. Która ożyła. A może nie? Nie ważne, ważne że to rysunkowo szczytowy chyba Miller, z wyrobioną kreską, ale bez przegięcia, kapitalny momentami kompozycyjnie, świetnie wsparty stonowanymi kolorami Lynn Varley (która też jeszcze nie szalała).

W efekcie otrzymujemy album, który musi chyba posiąść każdy posiadacz poprzednich dwóch tomów Millera, ale którego posiadanie powinni rozważyć także ci, którzy ich nie mają, bo "Miłość i Wojna" wraz z "Elektrą wskrzeszoną" to dość łakome kąski.

"Daredevil. Tom 3" - 416 stron za 119,99PLN na twardo z Egmontu


:)

Vide też wcześniej oczywiście.
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-19, 17:06   



Recenzja "Avengers" #5: "Tajne Imperium" od Michała Żołyńskiego w dniu dzisiejszym - bardzo dziękujemy :-D :



Cytat:
Jeżeli chodzi o Tajne Imperium to w tym tomie mamy dwie opowieści dotyczące bezpośrednio tego wydarzenia.

Cytat:
W głównym wydarzeniu dowiadujemy się, że trafiła do innego wymiaru bez swojego młota. I tu nagle tajemnica co się stało z Jean Foster zostaje rozwiązana. Niestety dostajemy trochę ckliwą opowieść o przyjaźni. Szczerze liczyłem na coś porywającego, zwłaszcza że jak wiemy nowa Thor bez magicznego młota ma swoje problemy.

Cytat:
Druga opowieść związana z Tajnym Imperium to zupełnie nowa drużyna Avengers. Można śmiało powiedzieć Avengers Hydry. I w tym przypadku ten tie-in jest również zapychaczem. Nic nie wnosi do głównej fabuły poza jednym elementem, który może mieć swoje konsekwencje w komiksie o przygodach Spider-Mana.

Cytat:
Bardzo się rozczarowałem, chociaż na plus są rysunki Mike’a Del Mundo.


;)

"Avengers" #5: "Tajne Imperium"
Pierwszy artykuł
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-20, 05:12   



"Małe rzeczy, małe litery" - o zatytułowanych odpowiednio: "Dzieci i ryby głosu nie mają" i "Nowe życie" dwóch częściach "Marzi" pisze Michał Czajkowski:



Cytat:
Znowu opresyjny system, któremu wszyscy się przeciwstawiają lub mu ulegają, znowu tylko Historia przez duże H, znowu ludzie (poza kilkoma wyjątkami) są tylko statystami mielonymi przez jej tryby. Marzi pokazuje jednak tę przez małe h - opowieści pojedynczych ludzi, którzy mogli pozostawać na obrzeżach wielkich wydarzeń. To nie tworzenie jednolitej, wielkiej narracji najlepiej pozwala zrozumieć, co się działo, ale przysłuchiwanie się pojedynczym głosom. Trzeba zejść na ziemię, żeby dowiedzieć się, na czym tak naprawdę polegały zmiany opisywane w Marzi.

Cytat:
Piszę o tym dlatego, że pozwala to dobrze zrozumieć sposób prowadzenia narracji w Marzi, która w podobny sposób skupia się nie tyle na samych ludziach, ile na codziennych czynnościach, rytuałach i właśnie otaczających ich przedmiotach. Za pośrednictwem tych ostatnich można opowiedzieć historię dojrzewania głównej postaci i tego, w jaki sposób szuka ona własnego miejsca w świecie.


:-D

"Małe rzeczy, małe litery"
Przykładowa wcześniejsza recenzja pierwszej części
Przykładowa wcześniejsza recenzja drugiej części
_________________
"Kraina komiksu"
Ostatnio zmieniony przez jacek 2020-09-06, 08:03, w całości zmieniany 6 razy  
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-20, 06:25   



Janusz Samborski i piąta wypowiedź o pierwszej odsłonie "Coś zabija dzieciaki":



Cytat:
Autorzy umiejętnie budują atmosferę przedstawiając melancholijne miasteczko oraz udręczonych bliskich porwanych dzieci, których zmasakrowane szczątki są w odstępach czasu odnajdywane w lesie.
Sposób budowy klimatu oraz przedstawienia głównej bohaterki sprawia, że w trakcie lektury, czytelnik jest coraz bardziej zaciekawiony cóż to za bestia jest odpowiedzialna za cały ten koszmar? Więc i tu James Tynion IV wykazał się umiejętnym podejściem do gatunku horroru.

Cytat:
Warstwa graficzna również dobrze odgrywa swoją rolę w budowie klimatu. Ilustracje sprawiają wrażenie bycia szkicami na które bezpośrednio naniesiono kolory. Odcienie ciemnoniebieskiego i czarnego podkreślają złowieszczy ton i kontrastują z jaskrawoczerwoną posoką.


:shock:

"Coś zabija dzieciaki" #1
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 54
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 14423
Skąd: Puławy
Wysłany: 2020-08-21, 12:20   



W dniu dzisiejszym u Przemka Pawełka artykuł o albumie "Uwaga Giganty!" #01: "Strzeżcie się, olbrzymy!" - się cieszymy :-D :



Cytat:
Fajne.

Wydawnictwo Jaguar umiarkowanie skutecznie przebija się do tej hardkorowej komiksowej banieczki, ale robi bardzo dobrą robotę z wydawaniem komiksów dla młodszych czytelników. "Strzeżcie się, Olbrzymy!" to tego kapitalny przykład.

Album poleca sam Jeff Smith, co mnie nie dziwi, bo nie wiedziałem o tym wcześniej, a jednak czułem w trakcie lektury wyraźne pokrewieństwo. Komiks Rosado i Aguirre to nieco taki "Gnat", tylko nie przeciągnięty i bez przynudzania. Jest to mianowicie cartoonowy od strony kreski pastisz klasycznego, wzorcowego wręcz heroic fantasy - zbiera się drużyna, jest quest, ale wszystko postawiono na głowie.

Rodzice odnajdą tu zabawę znaną konwencją i uniwersalny, niegłupi i niewymuszony humor. Dzieciarnia też odnajdzie żarty, ale pewnie porwie ją też przygoda poprowadzona wprawną kreską i wartką narracją. Na koniec w zupełnie bezpretensjonalny sposób przemyconych też zostaje parę wyższych wartości, bo "Strzeżcie się, Olbrzymy!" to pochwała przyjaźni, lojalności i szczerości, a dodatkowo także zachęta do wychodzenia poza narzucane role, czy wręcz szablony społeczne, a także podążania za własnymi pragnieniami.

Więcej takich fajnych familijnych komiksów by się przydało, daję #znakjakościGonza, a najlepsze jest, że są tego jeszcze dwa tomy!

"Strzeżcie się, Olbrzymy!" - 208 stron za okładkowe 32,90, czyli niemal pół darmo, Wydawnictwo Jaguar


:)

Poprzednie dwie recenzje
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,33 sekundy. Zapytań do SQL: 13