Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
[marzec 2010] Przeminęło z Wiatrem - Margaret Mitchel
Autor Wiadomość
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2010-02-07, 07:07   [marzec 2010] Przeminęło z Wiatrem - Margaret Mitchel

Otwieram temat o rozmów o naszej marcowej lekturze. :)
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Tifa Lockhart 



Wiek: 26
Dołączyła: 04 Lis 2008
Posty: 1870
Skąd: Augustów/ Toruń
Wysłany: 2010-03-03, 05:47   

Dobra mamy marzec ja zaraz zapomnę to czas napisać.
Podsumowując podobało mi się. Choć kilka kryzysów było np na początku samym. Ciekawy jest czas powieści. No i to jak autorka połączyła wojnę z bohaterami. A tak teraz zajmę się bohaterami. Najbardziej polubiłam dzieci wiadomo one są fajne, nikomu nic specjalnie nie wadziły no po za swoją mamuśką. Melanię też polubiłam. Była taka dobra. Rett jakoś na dzień dobry zrobił na mnie mnie złe wrażenie i tak już zostało. A Scarlett ta to już poszalała- egoistka i jędza. Nie miała za grosz instynktu macierzyńskiego. Ale trzeba przyznać odważana była.
 
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 40
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2010-03-03, 22:02   

Nie zgodzę się z Tifą... Scarlett z pewnością miała instynkt macierzyński, tylko że przesłonięty niesamowicie rozwiniętym instynktem przetrwania. Przeżyła potworne czasy, gdyby nie ona to "słodka Melania" i cala reszta rodziny gryzłaby ziemię. To ona musiała o nich wszystkich zadbać, wiec nie miała czasu na tulenie dzieciątek i szeptanie im do uszek. Cos za coś, niestety. To, że dzieci kochała, widać w jej rozpaczy po śmierci Bonnie Blue. Dla mnie Scarlett jest charakterną kobietą, pomimo swoich wad, takich jak próżność czy egoizm, wzorem do naśladowania. Nie zawsze dokonuje wlaściwych wyborów (nie podobalo mi się np., że odbiła narzeczonego siostrze) ale któż z nas jest nieomylny?
Rhett tez mi się bardzo podobał, pomimo że z pozoru cynik, miał jednak dobre serce i bardzo kochał żonę i córkę.
Melania i Ashley to dla mnie bezbarwne postacie tła, ona zbyt idealna, a on zbyt nudny, żeby się nad nimi dłużej rozwodzić...
Zawsze bardzo podobała mi się Belle Watling. :)
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Tifa Lockhart 



Wiek: 26
Dołączyła: 04 Lis 2008
Posty: 1870
Skąd: Augustów/ Toruń
Wysłany: 2010-03-04, 18:39   

Córka Lavransa napisał/a:
Nie zawsze dokonuje wlaściwych wyborów (nie podobalo mi się np., że odbiła narzeczonego siostrze) ale któż z nas jest nieomylny?

No fakt troszkę wredne to było.
Córka Lavransa napisał/a:
bardzo podobała mi się Belle Watling. :)

I mnie ona zaciekawiła. A jak zaczęłam czytać książkę to coś czułam,że ktoś w zakonie skończy. A jak ta Karina?o ile się nie mylę.
 
 
     
Ishikawa 
Crazy tortoise lady



Wiek: 32
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 820
Wysłany: 2010-03-04, 20:51   

Dla mnie Scarlett była aspołeczna. Typ kobiety,ktory sie podziwia, ale nie chce sie jej mieć jako przyjaciółki. Tez mi sie wydaje, że ona nie miała instynktu macieżyńskiego:) Ale rzeczywiscie, może to był wynik czasów w których żyła.

A Rhett, to po prostu Rhett :D Uwielbiałam go :)
_________________
"Boże! Zrób tak,żeby mnie w lesie zaskoczyła nagła i niespodziewana bajka! Niech ta bajka będzie straszna i groźna, byleby była ciekawa i piękna".
Chwile później na gładkiej skalnej ścianie pojawiają się drzwi wiodące do skarbów Sezamu.
~Ali Baba.
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 40
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2010-03-04, 22:30   

Dla mnie największą porażką Scarlett było to, że nie potrafiła rozpoznać uczucia nawet wtedy, kiedy z hukiem zwaliło się jej na łeb. Żyła iluzją, jakąś mrzonką, wynikającą chyba z niespełnionych chorych ambicji, a u boku miała mężczyznę, który był naprawdę wiele wart.
Moja przyjaciółka z charakteru podobna jest do Scarlett :) . Nie jest tak źle, Ishi, jeśli się wie, gdzie siła, a gdzie słabości. I jakie są motywy działań takiej osoby. Najgorszy jest tylko ten ośli upór...
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Bruixa 



Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 1249
Wysłany: 2010-03-04, 22:56   

Mnie też początkowe rozdziały nie porwały, za to później wpadłam w trans, mało mi oczy nie wypłynęły. ;-)
Widzę, że dotychczasowe wypowiedzi koncentrują się na głównych bohaterach, więc i ja się do nich ustosunkuję. Nie lubię Scarlett i poza kilkoma momentami nie potrafiłam się z nią identyfikować. Parę razy poczułam podziw dla jej hartu ducha, również wspólczucie, ale najczęściej niechęć. Egocentryczna, zachłanna, bezwzględna, pogardzająca innymi, a przy tym głupia, aż mi się wyć chciało.
Rett wydał mi się kimś na kształt filmowego Bonda - elegancki i cyniczny twardziel, co to zawsze spada na cztery łapy. Dopiero na końcu nabrał więcej cech ludzkich.
Ashley na odwrót - pod koniec Mitchell zrobiła z niego kompletną ofermę, aż trudno uwierzyć, że był tak nieporadny jak dziecko we mgle.
Główne postacie wydają mi się trochę przerysowane, dotyczy to też Melanii. Czy mogła być aż tak naiwna? Podejrzewałam, że doskonale wiedziała o afekcie męża i szwagierki, ale wiedziała też, że w niczym jej nie zagrażał.
Najwięcej sympatii miałam dla Willa Benteena. :)
_________________
Mój blog o książkach
 
     
Panna Jeż 



Dołączyła: 08 Lip 2009
Posty: 2420
Skąd: z mchu i paproci
Wysłany: 2010-04-05, 16:45   

Ja wciąż przed lekturą "Przeminęło..." A może ktoś mi powie, jak się ma ekranizacja do książki?
_________________
Niepamięć doda Ci skrzydeł...
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6442
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2010-04-06, 14:35   

Skrótowo, ale generalnie chyba wierna z tego, co pamietam ^^ Jedna z nieliczych, co do której nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń :D
Niedługo wkleję swój elaborat, dotyczący lektur FKD, tylko się troszke ogarnę z psotami ;-) Będąc na wygnaniu nie próżnowałam i mam gdzieś notatki, które muszę tylko przepisać :mrgreen:
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Melanie 



Wiek: 30
Dołączyła: 28 Mar 2010
Posty: 27
Wysłany: 2010-04-06, 16:48   

Co prawda książkę czytałam dość dawno, ale coś niecoś pamiętam. Jak powiedziała Ravena, ekranizacja generalnie jest wierna. Mimo że film jest bardzo długi nie udało się zawrzeć wszystkich wątków, gdyż książka również ma swoje rozmiary. Dlatego olbrzymi plus ode mnie dla scenariusza, który ukazał najważniejsze momenty książki w dość skondensowany sposób. Oczywiście zabrakło wielu wątków, ale to było nie do uniknięcia z powodu ograniczeń czasowych i wytrwałości widza. W książce, z tego co pamiętam, jest sporo polityki, która odgrywa dość istotną rolę (zwłaszcza w trakcie małżeństwa Scarlett z Rhettem), co zostało pominięte w filmie.
Według mnie główną różnicą między filmem a powieścią jest inne ukazanie relacji Scarlett-Rhett. W filmie dosyć jasno jest pokazane, co kto czuje do kogo i jak to się stopniowo zmienia, natomiast w książce nie jest to tak oczywiste i przez większość czasu nie wiadomo o co tak naprawdę Rhettowi chodzi.

Także poza obejrzeniem filmu, naprawdę warto przeczytać książkę, również po to, aby dowiedzieć się więcej :)
_________________
"W sercu pustyni czy wśród tłumu, co za różnica? Człowiek w swej istocie jest wszędzie samotny."
 
     
Panna Jeż 



Dołączyła: 08 Lip 2009
Posty: 2420
Skąd: z mchu i paproci
Wysłany: 2010-04-06, 20:31   

Uhm, dziękuję, spróbujemy :)
_________________
Niepamięć doda Ci skrzydeł...
 
     
Erendis 



Wiek: 25
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 369
Skąd: Chrzanów
Wysłany: 2010-04-09, 20:28   

Nie wiem, czy powinnam się w ogóle w temacie wypowiadać, ponieważ jak na razie przeczytałam tylko dwa pierwsze tomy, ale cóż... lepsze to niż nic.

Scarlett jak dla mnie była niezwykłą postacią. Ja widzę ją jako niezwykle zaradną kobietę, która za wszelką cenę dąży do celu, nie oglądając się na szczęście swoje i innych - zresztą, wydaje mi się, że jak dotąd nie zależało jej zbytnio na własnym szczęściu w sensie: miej dobrego męża który cię kocha i gromadkę uroczych dzieci. Szczęściem była dla niej Tara i dla niej zrobiłaby wszystko (i to robiła). Poza tym, gdy tak teraz myślę o jej miłości do Ashleya, trochę trudno mi ją pojąć - jak Scarlett, tak trzeźwo myśląca i przyziemna kobieta, materialistka-egoistka mogła zakochać się w takim człowieku, i ciągle żyć jakimiś marzeniami o człowieku, którego w ogóle nie rozumiała?

Trochę szkoda mi Melanii - była tak wdzięczna i przywiązana do Scarlett, kochała ją, podczas gdy ta najchętniej zostawiłaby ją samą w połogu tuż przed nadejściem Jankesów do Atlanty.

Ashley podobał mi się na samym początku, myślałam sobie, że to cudowny człowiek, tak inny od całej reszty młodych mężczyzn otaczających Scarlett, ale potem stracił w moich oczach. Był taki słaby i niezaradny, i te jego biedne rączki, które musiały rąbać drewno...

---

Co do ekranizacji - natknęłam się na nią ostatnio przez przypadek w święta. Obejrzałam jakieś 20 minut i przełączyłam bo:
a) był to koniec filmu - czyli wydarzenia z 3 tomu, którego jeszcze nie czytałam
b) kiedy zobaczyłam, co twórcy filmu zrobili z Ashleyem, nie dałam rady i musiałam przełączyć :mrgreen:
_________________
you want to be free
don't act like it's bad
I'm already dead
my home is your head
 
     
Melanie 



Wiek: 30
Dołączyła: 28 Mar 2010
Posty: 27
Wysłany: 2010-04-09, 21:22   

Erendis napisał/a:
kiedy zobaczyłam, co twórcy filmu zrobili z Ashleyem, nie dałam rady i musiałam przełączyć

Masz na myśli sposób zagrania tej postaci czy wygląd?

Oglądałam kiedyś film dokumentalny o ekranizacji „Przeminęło z wiatrem” (bardzo ciekawy tak na marginesie) i to, co pokazali o aktorze grającym Ashleya po prostu mnie wbiło w fotel :shock: Jak spojrzałam na niego, to nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę on. W rzeczywistości wyglądał zupełnie inaczej niż w filmie, gdyż był znacznie starszy. Tak naprawdę miał chyba ok. 45 lat, ale publiczność bardzo nalegała, aby to właśnie jemu powierzyć tę rolę, więc charakteryzatorzy go odmłodzili. I tak nie wygląda na 20-latka, ale jest to nieba a ziemia w porównaniu z rzeczywistością...
_________________
"W sercu pustyni czy wśród tłumu, co za różnica? Człowiek w swej istocie jest wszędzie samotny."
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6442
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2010-05-29, 11:05   

Niestety nie miałam dotąd dość czasu, żeby się wziąć za przepisanie notatek, a ponieważ minęło już trochę, nie jestem w stanie z notatek zrobić porządnej recenzji książki. Będą zatem tylko wrażenia z lektury, jak zwykle dość chaotyczne...
Bohaterowie „Przeminęło z wiatrem” są absolutnie nietuzinkowi. Mogą różne uczucia wzbudzać, ale nie da się ich ignorować.
Scarlett – nie, właściwie nie można jej lubić, jest w wielu swoich cechach irytująca, czasem zwyczajnie głupia, mocno egoistyczna, brak jej umiejętności obserwacji, a nawet mocno skupiona na swoim ja, nie umie być szczera sama ze sobą. Ale zasadniczo jest to postać, która musi budzić podziw siłą i mocnym charakterem, choć pozbawiona solidnego kręgosłupa moralnego. Może i nie powinna, jednak budzi we mnie większa sympatię niż naiwna słodziutka Melania. no i jej wieczne "Pomyślę o tym jutro!" O tak, to hasło jest mi bliskie! :lol:
Melania – akurat do tej postaci zawsze miałam jakąś urazę. Kiedy czytałam powieść mitchell pierwszy raz, Melania złościła mnie okropnie. Tymczasem podczas teraźniejszej lektury, o dziwo, właściwie ją polubiłam. Nadal uważam, że jest przerysowana, zbyt naiwna i za bardo przesłodzona, ale równocześnie należy do tych osób, które owszem, pochylą się pod naporem przeciwności, ale nigdy się nie złamią. Nie zmienia to faktu, że Melania jest irytująca w tych swoich niemożliwie szlachetnych odruchach (ciekawe, czy piszę to dlatego, że mnie samej na podobne gesty nie stać? ;-)). Słabsza fizycznie, nie ustępuje niezłomnością charakteru Scarlett. Choć niepozorna i nieśmiała, Melania jest jedną z tych południowych „stalowych magnolii”.

Ashley – zdecydowanie najmniej udana z postaci wykreowanych w „Przeminęło z wiatrem”. To dopiero irytujący osobnik. Nie przepadałam za nim dawniej, nie przepadam i teraz. Wydawałoby się, ze jego zamiłowanie do literatury powinno jakoś zjednać sympatię książkowego mola, ale Ashley jest tak oderwany od powieściowej rzeczywistości, że staje się nijaki. Niewyraźny, niezdecydowany, pozbawiony życia, straszliwie anemiczny. Na tle Scarlett Rhetta,a nawet i Melanii wypada niesamowicie blado. Nie rozumiałam nigdy fascynacji Scarlett, czym się ona tak zachwycała?

Rhett – spodziewacie się zachwytów, prawda? I słusznie! Bardzo lubię tę postać. Za poczucie humoru, dystans do siebie i innych, cynizm i brutalną szczerość, przede wszystkim wobec samego siebie. On nigdy nie udaje kogoś kim nie jest, a jeśli świat nie może go przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza, to cóż, niech idzie do diabła! Wprowadza sporo ożywienia na karty powieści, mnóstwo zamętu i obok Scarlett należy do najbardziej barwnych, pełnokrwistych bohaterów „Przeminęło z wiatrem”.

Nie zamierzam rzecz jasna robić przeglądu wszystkich postaci stworzonych przez Mitchell. Z pozostałych, które przewijają się przez książkę, najbardziej przypadła mi do gustu praktyczna Mammy, która jest wręcz esencją piastunki, Will Benteen, on dostrzega wiele, a jeszcze więcej zatrzymuje dla siebie – nic dziwnego, że Scarlett tak go polubiła, choć nawet nie rozpatrywała jego osoby w kategoriach miłosnego podboju, jak jej się to wielokrotnie zdarzało. Wreszcie starsza pani Fontaine, osoba mocna i niezwykle odporna na ciosy, a przy tym zachowująca wciąż niesamowitą klasę.

Jest „Przeminęło z wiatrem" niezwykle nostalgiczne, tęsknota za światem, który bezpowrotnie minął wciąż się przez powieść przemyka. Jakoś zastanowił mnie ten idealny obraz Południa – gdzie na wielkich plantacjach rodziny plantatorów i niewolnicy żyją sobie razem niczym wielka, zgodna rodzina, a ten piękny obrazek burzą wstrętni Jankesi i ich tak zwana abolicja. Zwróciło moją uwagę i to, że wprawdzie krytyka Południa i jego wartości, dość często się w książce pojawia, ale wygłaszają ją najczęściej osoby takie jak Rhett czy Scarlett, czyli postacie moralnie dość wątpliwe, a zatem czy i krytyka jakby mniej wiarygodna? W każdym razie ten ton nostalgii za dawnym Południem, wielkich plantatorów, dam i dżentelmenów jest wyraźnie wyczuwalny.
Uczeń zwrócił uwagę na piękne opisy południa. Rzeczywiście opisy są bardzo plastyczne, doskonale wspomagają wyobraźnię. Podobają mi się też te emocje, gdy Scarlett mówi o ziemi, niemal ją w takiej chwili można polubić, prawda?
Może i jestem na tym punkcie przeczulona, ale „Przeminęło z wiatrem” to kolejna powieść, w której moją uwagę zwraca sytuacja kobiety. Południe jest tęsknie wspomniane jako ostoja wartości i moralnych zasad, ale czytając o kobietach Południa cisnęło mi się na usta jedno słowo „biedaczki!” I to nie w czasie, gdy toczyła się wojna, ale gdy nad Georgią świeciło jasne słoneczko, a w domach odbywały zabawy i barbecue. Z mojej perspektywy egzystencja południowej damy była niesłychanie ograniczona – te wszystkie zasady, normy, których winna była przestrzegać. Niezależny duch musiał dusić się w tamtych czasach w sztywnym gorsecie społecznych reguł, tego co wypada, a co nie. Nic dziwnego, że taki żywioł jak Scareltt bronił się przed wtłoczeniem w siatkę konwenansów. W czasach współczesnych byłaby pewnie wojującą feministką ;-)
Miło było powrócić do „Przeminęło z wiatrem”. Mój sentyment do tej powieści trwa i nie przemija! :->

PS. Z rozpędu sięgnęłam także po kontynuację „Przeminęło z wiatrem” ciekawa jak odbiorę ją po latach. Wrażenia jednak mi się nie zmieniły, „Scarlett” A. Ripley to nie zdecydowanie jest „to”. Bohaterka poza imieniem ma niewiele wspólnego z Mitchellowską Scarlett.

Erendis napisał/a:
Trochę szkoda mi Melanii - była tak wdzięczna i przywiązana do Scarlett, kochała ją, podczas gdy ta najchętniej zostawiłaby ją samą w połogu tuż przed nadejściem Jankesów do Atlanty.

Intryguje mnie co Melania widziała w Scarlett? Czy rzeczywiście była tak ślepa, że nie dostrzegała jej wad i tego, że tamta ewidentnie jej nie lubi? Scarlett niespecjalnie kryła się z niechęcią do Melanii. I prawie wcale z miłością do Ashleya. Niezbyt to dobrze świadczy o inteligencji Melanii i jej zdoloności oceny ^^
Erendis napisał/a:
Był taki słaby i niezaradny, i te jego biedne rączki, które musiały rąbać drewno...

Tak, Eresiu, te jego biedne rączki :mrgreen:
Ale tak się sytuacja miała przecież i u nas po powstaniach i na emigracji. Pewnie trochę uogólnię. Zubożała arystokracja, której skonfiskowano majątki też przymierała głodem, ale fizycznie nie pracowali, bo przecież byli "urodzeni"... :roll:
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 40
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2010-05-29, 14:39   

Co Melania widziała w Scarlett... Wydaje mi się, że właśnie tę siłę, której Melania nie miała.
Melania była typową damą południa, ostoją rodziny, panią na włościach, cieszącą się szacunkiem i miłością swoich "poddanych". Nie umiała się jednak odnaleźć w zmienionych warunkach. Walczyła tylko o innych, nigdy o siebie. Taki typ. :) Myślę, że podziwiała w Scarlett jej zdolność do adaptacji, przetrwania i jej przedziwaczny egoizm. Z jednej strony Scarlett robiła wszystko dla siebie - przetrwanie Tary było tak naprawdę warunkiem jej przetrwania - i można było pomyśleć, że na nikim innym jej nie zależy. Ale z drugiej strony dzięki tej jej determinacji przetrwało razem z nią wielu ludzi - których mogła przecież w pewnym momencie swojej drogi porzucić na pastwę losu.
Wydaje mi się też, że Scarlett pomimo swojej wydumanej miłości do Ashleya darzyła Melanię pewnego rodzaju szacunkiem. I Melania o tym wiedziała.

Aktor grający Ashleya... :) Moim zdaniem był idealny, właśnie taki blond hrabia, który za bardzo nie wie, w którą stronę się obrócić i skąd wziąć czyste skarpety. :)

A tak trochę z innej beczki - przeczytałam ostatnio "Dziedzictwo" Philipy Gregory. Nie podobało mi się, ale to inny temat. Natomiast sama historia jest moim zdaniem mocno inspirowana bohaterami "Przeminęło z wiatrem". Jest silna kobieta, która posunie się do wszystkiego, żeby utrzymać ziemię, jest słaby mężczyzna, jest jego anielska żona i jest silny czarny charakter... :)
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 12