Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Książka fantasy mojego autorstwa.
Autor Wiadomość
elfrun 
Wojowniczka



Wiek: 46
Dołączyła: 02 Lis 2008
Posty: 2651
Skąd: Langangen
Wysłany: 2015-01-25, 08:22   

Intencje zupelnie nie byly takie. Przynajmniej nie moje. Uwazam, ze powienienes pisac, pisac, pisac i doskonalic warsztat. Zycze powodzenia.
_________________
Nie dokarmiaj zlego wilka. :)
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2015-01-25, 22:42   

Supreme King napisał/a:
Nie wiem czy taki były intencje, ale efektem takiego odzewu zawiesiłem to gówienko i wyrzuciłem już plik .doc z mojego kompa. Części dalszej nie będzie, dziękuje za komentarze.

Niestety, krytykę trzeba umieć przyjąć, nawet głupią.

Supreme King napisał/a:
Nie kalkowałem nic z Hunger Games ponieważ nie znam tego tytułu.

Po polsku "Igrzyska Śmierci". Promowanie tego tytułu było takie, że wątpię, żebyś nie znał. Zresztą, Dystrykt pojawia się też w filmie "Dystrykt 9", dość znanym. To tylko świadczy o tym, że twój pomysł nie jest świeży.
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Raziel 
Jukka Sarasti



Wiek: 24
Dołączył: 13 Lut 2011
Posty: 3387
Wysłany: 2015-01-27, 21:26   

Wyluzuj King, są w życiu gorsze rzeczy. Np. zdajesz sobie na superhiperfajny kierunek, a potem Cię wszyscy straszą, że średnio sprytne dzieci prawników zabiorą Ci robotę ;)
_________________
http://www.thenonprofits.com/
http://www.facebook.com/p...266224913397771
"Because if you're not improving, no matter what you're doing, you're just dying."
www.lowking.pl
 
 
     
Supreme King


Dołączył: 20 Gru 2014
Posty: 8
Wysłany: 2015-05-05, 20:57   

Podążając za waszymi radami, oto fragment (bo nie wiem czy warto to dalej ciągnąć) pierwszego rozdziału mojego nowego projektu, mocno podobnego do starego. Starałem się ograniczyć suche opisy i nadać więcej dynamizmu tekstowi.

- Wspaniały strzał paniczu - powiedział niski, starszy mężczyzna z bujną siwą czupryną i haczykowatym nosem, podając kolejną strzałę Danielowi.
- Jak zawsze Aldo, lepszy niż najlepszy - odrzekł wyższy co najmniej o głowę od starca młodzieniec o ciemniejszej karnacji i długich blond włosach związanych w koński ogon. - Gdyby ta tablica miała jedenastkę to nie musiałbym cały czas trafiać w dziesiątki.
- Panicz Daniel jak zawsze pewny siebie - uśmiechnął się Aldo podając kolejną strzałę.
- Mam ku temu podstawy - zaśmiał się Daniel. - Turniej łucznictwa wkrótce i tym razem zamierzam go wygrać.
- W zeszłym roku panicz był bardzo blisko wygranej - ciągnął służący.
- Nie musisz mi tego przypominać - oddał kolejny strzał z łuku, trafiając ponownie dziesiątkę. - Ale w tym roku będzie inaczej. Wygram.
- Pewność siebie może być zarówno zaletą i wadą paniczu - podał kolejną strzałę Danielowi.
- Być może. Ja jednak jestem pewien tego, że wygram.
- Pański rodzice byliby wtedy bardzo dumni z panicza gdyby tak się stało.
- Ta no jasne - przygryzł wargę i ponownie naciągnął łuk - Nie ma takiej rzeczy na tym świecie, którą mógłbym zrobić by im zaimponować. Powinieneś do tej pory o tym wiedzieć Aldo. - Tym razem strzała trafiła w siódemkę na tarczy.
- Zdenerwowałem panicza?
- Raczej zdekoncentrowałeś. - Daniel opuścił łuk i patrzył zażenowany na tarcze. - A ja na dekoncentrację nie mogę sobie pozwolić.
- Do turnieju jeszcze trzy dni, ma panicz wiele czasu na dopracowanie kwestii tremy i rozkojarzeń.
- Nie ma mowy o żadnej tremie Aldo. Po prostu nie myśl, że robię to dla rodziców. Nie zamierzam im imponować, bo to niemożliwe.
- Nie dostrzega panicz miłości jaką jest darzony przez pana i panią Helm.
- Dostrzegałbym, gdybym czasem z nimi miał szansę porozmawiać, albo chociaż ich zobaczyć, nie wliczając posiłków.
- To nie jest tak jak panicz myśli. Państwo Helm zajęci są...
- Tak, jasne, wiem, sprawami magii, sprawami korony, sprawami państwa. Ech, Aldo - położył rękę na ramieniu lokaja. - Każdy sobie musi jakoś radzić. Samotne ostrze jak ja w domu magów nie będzie nigdy stawiane na równi z innymi, wiesz o tym. Mogą mnie przekonywać o tym całe życie, mówić, że to nie prawda, ale ja i tak wiem swoje. Jednakże...
Daniel szybko chwycił jedną ze strzał z rąk służącego, napiął łuk, szybko zwrócił w stronę w tarczy i bez namysłu oddał strzał. Kolejna dziesiątka.
- ...jak już mówiłem, każdy musi sobie jakoś radzić. - na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech. - Wystarczy tego strzelania na teraz. Wracajmy do środka.
- Proszę pamiętać, że niektórzy... - Aldo rozpoczął recytować formułę, którą Daniel znał już na pamięć.
- ... Nie mają tyle szczęścia co ja, tak, wiem Aldo - przerwał mu Daniel zdejmując z siebie swój treningowy napierśnik, przyglądając się godłu rodu Helm na nim. - Nie myśl, że jestem niewdzięczny. Po prostu mam tak niewiele powodów do narzekania, że muszę się czegoś czepić, tak mi się przynajmniej wydaje - zażartował.
Daniel nie był biologicznym synem Augusta i Gabrieli Helmów. Został adoptowany przez nich w wieku czterech lat. Niewiele pamiętał z czasów gdy jeszcze nie mieszkał na dworze, dlatego nie myślał o tym zbyt często. Był sam. Nie był samotny, otaczało go zarówno grono najlepszych nauczycieli w Nesce. Uczony był przez najlepszych nauczycieli szermierki i łucznictwa, a na własną rękę uczył bardziej niekonwencjonalnych metod walki. Aldo był dla niego bardzo bliski, znacznie bliższy niż ojciec czy matka. Miał kilku znajomych, bo ciężko nazwać ich przyjaciółmi wśród sąsiadów. Nikt z zamieszkałych w najbogatszej dzielnicy miasta magów nie chciał przyjaźnić się z brudnym Anderczykiem.
Pomimo życia w luksusie, dostępu do wszystkich nauk i możliwości jakie prezentowało mu bycie członkiem rodziny Helm wiedział, że jest sam. Anderczyk adoptowany przez raońską rodzinę, na dodatek rodzinę magów. Gdy małżeństwa magów dochowały się potomstwa nie-magicznego uznawano to za karę zesłaną przez samego Kreatora, dlatego niejednokrotnie Daniela spotykały niezręczne sytuacje i pytania kierowane to do niego lub do jego rodziców w związku z jego adopcją. Natomiast to, że Anderczyk został wcielony do rodziny o tak wysokim statusie społecznym budziło jeszcze większą falę niepokoju. Oczywiście adopcje takie zdarzały się, ale nie w tak zamożnej rodzinie, nie mówiąc już o rodzie magicznym. Daniel jednak nigdy nie zapytał swoich przybranych rodziców wprost "dlaczego mnie adoptowaliście?". Nawet dla niego wydawało się to nie taktowne. Poza tym wyznawał zasadę "nie gryź ręki, która cię karmi".
Opuszczając ogród, na którym znajdowała się strzelnica, minęli po drodze rzędy kwiatów wszelakich gatunków. Kolekcja była bardzo zadbana, gdyż była to pasja matki Daniela.
Posiadłość rodu Helm była jedną z największych w mieście Neska. Hrabia August Helm był w teorii drugą najważniejszą osobą w mieście, zaraz za diukiem. Należał do Rady Korony, co czyniło go reprezentantem dynasty Lothara Czwartego w Nesce. Pełnił rolę konsultanta, łącznika pomiędzy zarządzającym miastem diukiem a samym dynastą.
Wchodząc wraz z Aldo do głównego holu Daniela zdziwił niecodzienny widok. W wielkiej sali stał jego ojciec oglądając kolekcję portretów rodzinnych na ścianie. Obrazów było kilkadziesiąt, przedstawiające przodków rodu Helm. August nie zważając na pojawienie się syna i służącego, kontynuował podziwianie drzewa genealogicznego swojego rodu. Wszystkie kobiety jak i mężczyźni i dzieci na obrazach cechowali się kruczoczarnymi włosami i bardzo bladą karnacją skóry. Wszyscy, poza osobą na ostatnim malunku. Przystojny chłopak w długich blond włosach, duży zielonych oczach i ciemnej karnacji. Daniel nie znosił tego obrazu i sporo protestował przed jego wykonaniem, ale taka była wola jego ojca. "Jesteś częścią naszego rodu, musisz znaleźć się na tej ścianie", powiedział mu wtedy ojciec. Obraz przedostatni na ścianie przedstawiał jego siostrę. Ładna, drobna dziewczyna z rozpuszczonymi, długimi włosami.
- Ojcze - odezwał się po chwili Daniel wykonując przy tym skłon, kładąc prawą rękę na piersi.
- Synu - odpowiedział mu po chwili chłodnym, zmęczonym głosem ciągle stojąc do nich plecami, przyglądając się obrazom. - Czyżbyś znowu poddawał się treningowi?
- Tak, ojcze.
Daniel był przyzwyczajony do braku kontaktu wzrokowego przy rozmowach z rodzicami, ale zawsze czuł się skrępowany rozmawiając w taki sposób.
- Jak progres? Co sądzisz Aldo? - hrabia zwrócił się do służącego.
- Panicz radzi sobie świetnie - odrzekł. - Jeśli da taki popis swych umiejętności na turnieju za trzy dni, na pewno wygra.
- Ach, tak, turniej... - hrabia jakby zamyślił się przez chwilę i teraz swoje spojrzenie zwrócił ku malunkom na ścianie po prawej. Na niej widać było różne sceny i krajobrazy, przedstawiające bitwy rycerzy, jak i magów kontrolujących siły żywiołów. - Rzeczywiście, to już za...
- Trzy dni mój panie.
- Oczywiście, jak mogłem zapomnieć. Więc twierdzisz, że mój syn ma duże szanse na wygraną? Oby nie skończyło się tak jak w zeszłym roku. Daniel twierdził, że wygranie to tylko formalność.
- Pewnie żałujesz, że nie mogłeś zobaczyć osobiście porażki syna, prawda? - wtrącił się Daniel.
- Ten język kiedyś może przysporzyć ci wielu wrogów młody człowieku - hrabia w ogóle nie przejął się krytyką ze strony syna.
- Wybacz, ojcze - Daniel wiedział, że nie powinien w taki sposób zwracać się do ojca. Zdawał sobie sprawę, że gdyby jakiś z jego rówieśników zrobił podobną rzecz najprawdopodobniej zostałby wychłostany lub ukarany w inny sposób. Jednak znał swojego ojca. Pomimo swoich wad i kompletnego braku zainteresowania synem, nie należał do takich, którzy chętnie karzą swoje dzieci w takimi metodami by je zdyscyplinować.
- Wiesz, że nie mogłem osobiście oglądać twojego występu w konkursie rok temu, byłem...
- Zajęty sprawami magów - przerwał mu Daniel wyniosłym tonem.
- Sprawami korony. I po raz kolejny radzę ci pohamować język. Moja cierpliwość jest na wyczerpaniu dla twojej dziecinady.
Daniel nie odpowiedział już nic, tylko wymamrotał coś pod nosem. To, że ojciec na niego nie patrzył doprowadzało go do szału, jakby chciał zaakcentować to, że jego syn nic dla niego nie znaczy jeszcze bardziej.
- A gdy już mówimy o turnieju - hrabia znowu spojrzał na portretu rodziny, szukając czegokolwiek do skupienia swojej uwagi. - W tym roku tez nie będę w stanie uczestniczyć w turnieju.
- Ja... - Daniel był wściekły.
Co tym razem? Sprawy korony? Wygodna i bardzo łatwa wymówka. Chciał mu wygadać, wyrzucić z siebie frustrację. Był w tym pieprzonym rodzie czy nie? Cały czas wpajano mu to od małego, uczono o przodkach, osiągnięciach i wpływach Helmów. Co z tego? Nic co znajdowało się w tej posiadłości nie było z nim powiązane. Cholerni magowie i ich przeszłość, głupie zaklęcia i inkantacje. Dumni i pyszni Raończycy, którzy z niewiadomych mu powodów zaadoptowali anderskie dziecko i pragnęli wychować jako swoje. Czego się spodziewali? To, że Anderczyk nie może być magiem jest wiedzą powszednią, więc dlaczego? Dlaczego wciągnęli go w te pierdoły? Może i żył w luksusie, należał do jednego z najbogatszych rodów miasta, a nawet całego Dystryktu A - tak właśnie nazwano terytorium byłej Andery po wcieleniu ją przez Rao. Daniel nie czuł żadnego przywiązania do swojego ludu - Anderczyków. Nic o nich nie wiedział, a jego wspomnienia z dni dziecięcych były jakby patrzeć na obrazy przez mgłę. Nie pamiętał prawie nic, ani swoich rodziców, ani swojego byłego domu, jeśli jakiś w ogóle miał. Niekiedy myślał o tym, czym mogli się zajmować jego rodzice. Zapewne byli jakimiś służącymi, bo tym właśnie zajmowali się Anderczycy, przynajmniej po zniesieniu niewolnictwa.
- Ja rozumiem ojcze. Przyjmuję tę informację z wielkim żalem - odpowiedział Daniel bardzo wyniosłym tonem.
- Twoja nienawiść w stronę magii jest źle skierowana, mój synu. To nie twoja wina, że nie jesteś obdarzony tym darem.
- Oczywiście, że nie ojcze. Muszę za to winić swoje anderskie korzenie. - dodał Daniel.
Zapadła cisza. Gdy tylko rozmowa schodziła na pochodzenie Daniela jego rodzice, siostra a nawet słudzy starali się szybko zmienić temat. Sądził, że to idiotyczne, jakby nie miał lustra i nie potrafił dojrzeć, że nie wygląda w ogóle jak oni, tylko jak pospolity anderczyk, który powinien zajmować się pomaganiu kowalowi lub obsługiwać ludzi podobnych do swego ojca. Czasem zastanawiał się, czy fakt, że Helmowie jako jedni z niewielu rodów nie mają ani jednego anderskiego służącego też wynikał z tego, by Daniel nie zadawał pytań o swoje pochodzenie. Jednak gdy osiągnął pewien wiek zaczął zadawać te pytania, bardzo niewygodne jak się okazało późnej.
- Przepraszam ojcze, to było... - Daniel poczuł ciężar na sercu. Może nie darzył swojej rodziny miłością w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, ale należał się im z jego strony jakiś rodzaj szacunku.
- Nie wygłupiaj się chłopcze, nie masz za co przepraszać - głos hrabiego jakby zmiękł na moment.
- Czy to wszystko, co chciałeś mi powiedzieć ojcze? Czy mogę odejść? - Rozmowa wymykała się powoli spod kontroli, więc Daniel zapragnął zakończyć ją jak najszybciej by uniknąć większych komplikacji.
- Nie, tak właściwie to przynoszę ci inną wiadomość - Pierwszy raz ojciec odwrócił się w jego stronę i spojrzał mu w oczy. Był to człowiek o mądrym spojrzeniu, masie zmarszczek na twarzy, zmęczonych oczach, siwych włosach i masywnej brodzie. - Będziemy mieli dzisiaj gości podczas kolacji, szlachetne rody razem z diukiem na czele. Razem z twoją matką urządzamy swego rodzaju... bankiet. Dlatego też...
- I pewnie będziecie omawiać ważne sprawy? - wciął się Daniel. - Magia? Sprawy kraju? Zapewne chcesz, żebym...
- Pozwól, że tym razem ja ci przerwę, młodzieńcze. Chce, żebyś zachowywał się godnie na przyjęciu i był uprzejmy dla gości.
Danielowi odjęło mowę. Jak to, miał uczestniczyć w przyjęciu? On? Przecież na takich spotkaniach głównymi tematami mogą być tylko polityka lub magia. On jako osoba nie obdarzona darem boskim - bo tak właśnie określano magię w Rao, nie mógł uczestniczyć w rozmowach o magii. Do tej pory ojciec jak urządzał przyjęcia, lub udawał się na jakieś, zabierał tylko matkę i Kirko, jego siostrę. Przecież szlachetny ród magów z reprezentantem Rady Korony miasta nie mógł sobie pozwolić na zabieranie ze sobą niemagicznego adoptowanego syna, na dodatek anderczyka. Zapewne byłby mylony ze służbą przy każdej okazji. Jednak tym razem miał być członkiem takiego przyjęcia? Zaczął się zastanawiać nad motywami ojca. Dlaczego nagle chce, by on tego doświadczył? Czy chce go upokorzyć? Anderczyk na spotkaniu najważniejszych ludzi w mieście? Zwyczajny człowiek balujący razem z magami, bo to właśnie oni automatycznie otrzymywali najważniejsze stanowiska w Rao. Bycie magiem gwarantowało zamożność i przywileje.
- Czy mogę zadać pytanie, ojcze? - postanowił zapytać wprost.
- Nagła zmiana tonu i kultura osobista synu? To musi być coś naprawdę ważnego, skoro tak się do mnie odnosisz.
- Dlaczego chcesz, żebym był na tym przyjęciu? Wiesz, że ja tam nie pasuje.
- To ty tak twierdzisz.
- Ojcze, ja...
- Wmawiasz sobie, że jesteś kimś gorszym niż inni. Nie jesteś - głos ojca wydawał się jeszcze bardziej oschły niż zwykle. - Twoja nienawiść do magii zaczyna mnie już męczyć. Tak samo, jak twoje użalanie się nad sobą. Nie będę tego już więcej tolerował. Proszę tylko żebyś nie przysporzył mi wstydu przy gościach. Oni na twoje zachowania mogą być mniej pobłażliwi niż ja.
- Nie muszę nic robić, żeby przysporzyć ci wstydu. - na twarzy Daniela pojawił się szyderczy uśmieszek. - Sama moja obecność będzie powodem do wstydu. Dlatego proszę cię, żebyś rozważył...
- Powiedziałem dość! - wrzasnął ojciec. - Nie pozwolę, by twoja niewyparzona gęba i ignorancja sprawiły bym wypadł źle przy gościach, dlatego dzisiaj będziesz zachowywał się jak członek tej rodziny, przynajmniej raz w życiu.
Daniel nigdy nie widział go tak zdenerwowanego. Czy przekroczył granicę tolerancji ojca? Jak powinien się teraz zachować. Spuścił wzrok i to teraz to on unikał kontaktu wzrokowego. Nie chciał wyjść jako przegrany z tej wymiany słów, ale nie zamierzał pogorszyć spraw jeszcze bardziej. Dlatego też szeptem zaakcentował koniec rozmowy.
- Byłoby miło gdyby rodzina raz w życiu traktowała mnie jak jej członka.
Zapadła niezręczna cisza. Jedyny odgłos, który można było usłyszeć to ciężki oddech Aldo, o którym zarówno Daniel jak August jakby zapomnieli. Przerwał to mag, który odwrócił się znów w stronę obrazów.
- Możesz odejść. Bądź gotów wieczorem, tak jak nakazałem.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 12