Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Opowiastki z życia wzięte...
Autor Wiadomość
magragora 



Wiek: 60
Dołączyła: 25 Lis 2014
Posty: 1253
Skąd: z nad jeziora...
Wysłany: 2014-11-28, 00:32   Opowiastki z życia wzięte...

Mam do Was prośbę, co sądzicie o tekście poniżej?
Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.


Paszkwil żarłocznie zachłanny..

Dzieci pod względem jedzenia dzielą się na : niejadki całkowite, niedojadki częściowe, wybiórcze łakomczuchy oraz żarłoki absolutne. Moje dziecko od chwili narodzin zaliczało się do tych ostatnich. Już w szpitalu zauważyłam, że inne kobiety popłakiwały żałośnie z powodu oseskowej niechęci do matczynego cyca, a ja chlipałam, bo moja córcia jak się do piersi przyssała, to siłą i podstępem odrywać trzeba było. Ciągnęła jak smok albo i lepiej, w dodatku bardzo fachowo oraz precyzyjnie, a mnie oczy z orbit wychodziły i cicho szeptałam małemu żarłokowi: nie żryj tyle, bo gruba będziesz i cycka mi urwiesz!
Po przyjściu do domu sytuacja nie uległa zmianie ani na jotę, co trzy i pół godziny z zegarkiem w ręku z pokoju małej dochodził krzyk głodomora. Nie płacz, nie kwilenie ale wrzask, bo płuca córcia miała zdrowe. Zbliżała się pora karmienia i najpierw słychać było wstępne : ła.. łaa..łaaa.. i jeżeli w tym momencie nie pojawiła się mamunia z piersią gotową do zatkania słodkiej gębiusi, ciche początkowo łaa,łaa przechodziło w dziki okrzyk protestu, w którym wyraźnie słychać było śmiertelne oburzenie dzieciątka, że jak to! ja tu leżę głodem przymierająca, a wyrodna matka, co sobie myśli?!
Felicja mogła być osiusiana i okupkana po same uszy i w niczym jej to nie przeszkadzało. Mokra i cieknąca pielucha? proszę bardzo, możemy poczekać....Kupka w dupinę gryzie i smrodkiem zalatuje? A niech gryzie! Dupcia wszak z chińskiej porcelany nie jest, smrodek całkiem swojski i do wytrzymania,a w życiu są sprawy ważniejsze do załatwienia. Jedzonko! Duuużo jedzonka! Potem to już tylko solidne bekanko żeby matce zrobić przyjemność i można spać dalej. Do następnego karmienia.
Kolkę moje dziecko miało tylko raz ale taką, że klękajcie narody! Bo mądra matka karmiąca najadła się kalafiora i poprawiła śliwkami, a potem dziwiła się mocno czemu dziecko drze się jak opętane i pręży niczym kompania honorowa na ruskiej defiladzie. Dopiero masaż brzuszka i ciepłe okłady ulżyły maleństwu do tego stopnia, że sfajdało się pokazowo po same pachy i ryczeć przestało.
W trzy tygodnie po porodzie okazało się, że „cesarka” zrobiona na wariackich papierach oraz w dużym pośpiechu procentuje ostrym zapaleniem czegoś tam w środku, i którejś pięknej nocy wylądowałam na oddziale septycznym w stanie raczej dość poważnym. Pogotowie zabrało mnie w nocy i świeży tatuś został ciężko wystraszony sam na sam z wiecznie głodnym maleństwem i pożarem w łazience, bo właśnie tej nocy, zaraz po tym jak odjechałam karetką na sygnale, piecyk gazowy na znak solidarności postanowił dokonać swojego żywota i po wstępnym wybuchu spalił się doszczętnie. Można powiedzieć, że mój mąż przeżył chrzest bojowy oraz istną noc Kupały łącząc duże ilości wody z niemrawym ogniem i usiłując w międzyczasie nakarmić czymś dziecko.
Sztuczne mleko w ilościach wręcz hurtowych zalegało w szafkach, bo czasy były takie, że kupowało się wszystko trzeba czy nie trzeba, a najlepiej na zapas. W domu było więc i mleko zwykłe niebieskie,Bebiko1, Humana, Lactovit i jeszcze jakieś zagraniczne badziewie. Kochający tatuś chcąc dogodzić ukochanej córeczce na każde karmienie przygotowywał inny rodzaj mlecznego specjału. Podobno nasze dziecko w pierwszym momencie zdziwiło się lekko, że zamiast cieplutkiego cyca jakieś gumowe nie wiadomo, co ojciec jej do gęby wpycha ale, że z tego czegoś żarełko leciało całkiem smaczne, więc bez specjalnych grymasów zgodziła się na zamianę. Zaprotestowała głośno dopiero wtedy, gdy nowy smakołyk za szybko ukazał dno w butelce. Mój mąż mieszankę mleczną przygotował według mądrej szpitalnej broszurki, a tam stało jak wół, że dziecko w tym przedziale wiekowym(?!) zjada do 80 ml na jedno posiedzenie i ani grosza więcej. Normalne dziecko pewnie tak jadło, ale przecież nie moje!! Tatuś wkurzył jej tylko żołądek i nawet posmakować dobrze nie zdążyła! Co to jest głupie 80 ml? A sto dwadzieścia nie łaska dać głodnemu dziecku?? Chytry ten ojciec, czy jak?!
Niemowlęcy eksperyment żywieniowy w wykonaniu mojego męża nie miał żadnych, ale to żadnych skutków ubocznych dla naszego dziecka. Na każdy posiłek piła inne mleko i była bardzo zadowolona, bo ojciec poszedł w końcu po rozum do głowy i ulubionego jedzonka córci nie żałował. Szykował flaszkę na dwie setki i nienażarte dzieciątko mogło jeść do wypęku. I jadło. Bez żadnych kolek, biegunek, wysypek, ulewań. Takie dziwadełko małe.
Nawet kiedy czteromiesięcznemu dziecku dałam przetartego pomidora też nic nie było. Pomidor był z działki mojego teścia, duży i soczysty, a dzieciom powinno podawać się soki z warzyw i owoców. Tak czy nie? A co, to jest pomidor? Warzywo przecież, no to sparzyłam, obrałam ze skórki, przetarłam przez sitko i lekko posolone dałam nienażartej córeczce. Jadła jak szalona i łyżkę jeszcze oblizywała, tyle tyko że tym razem skupała się na pomarańczowo. No, a potem nadeszła era zupek i innych specjałów niemowlęcych. Pomna różnych rad dawanych przez starsze pokolenie oraz bogata w fachową lekturę ugotowałam pierwszą zupkę zgodnie z przepisem, i jak radził jeden z podręczników owinęłam butelkę białą szmatą w celu wizualnego oszukania dziecka, że niby mleko, ale o trochę innym smaku. I co?! I nico! Moje dziecko zupkę z flaszki wytrąbiło w okamgnieniu całkowicie lekceważąc tekstylne oszukaństwo i natychmiast ostrym wrzaskiem zażądało konkretnego jedzonka, bo to owszem na przystawkę być może ale gdzie solidna porcja ulubionej kaszki?!
Tylko raz się wygłupiłam z gotowaniem osobnej zupki dla niemowlaka i żadne tam wodniste ciapy na bazie marchwi w grę już więcej nie wchodziły. Od tamtej pory nasze dziecko jadło to co my, tyle że zmiksowane i słabiej przyprawione. I musiało być gęste żeby łycha stała. I żeby było dużo.
I tak jej już zostało.
Dużo, smacznie i o każdej porze.
_________________
Wszystko jest możliwe. Niemożliwe wymaga po prostu więcej czasu.
 
     
tomkot


Dołączył: 05 Maj 2017
Posty: 5
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-05-05, 10:40   

Muszę niestety odejść od komputera, ale opowiadanie zapowiada się ciekawie. Widać prawdę, widać pomysł, widać coś ciekawego...


---------------
dobre książki
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum KGB

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 14