Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
[marzec 09] Hrabia Monte Christo - Aleksander Dumas
Autor Wiadomość
koncept
Gość
Wysłany: 2008-11-21, 20:06   Re: Hrabia Monte Christo - Aleksander Dumas

Uwielbiam tę powieść. Nie zawiodła mnie. Nie rozczarowała. Sprostała opinii na swój temat i własnej legendzie. Zawsze mam obawy, sięgając po dzieła, które były wielokrotnie w różny sposób eksploatowane, iż okażą się gorsze od którejś ze swoich "kopii", podczas gdy to one powinny być właśnie tymi najlepszymi, najciekawszymi, najbardziej wciągającymi i fascynującymi. Tak było w tym przypadku. Od czasu przeczytania książki nie jestem w stanie obejrzeć żadnej ekranizacji, bo mnie wszystko w nich irytuje. Mam nadzieję, że jednak w końcu się przełamię ;].

Pamiętam niezwykłę uczucie przyjemności, które towarzyszyło mi podczas czytania tej powieści. Swoją złość przy początkowych rozdziałach, gdy los zakpił sobie z młodego Edmunda - całkowitą bezradność zarówno jego, jak i jego przyjaciół, dalej - rozczarowanie czy może żal straconych lat (co innego rok, dwa, ale czternaście?!), zainteresowanie stopniową metamorfozą Edmunda...
Poza naprawdę czarnymi charakterami było w tej powieści też kilka bardzo pozytywnych postaci. Do moich ulubionych należy rodzina Morrelów z lojalnym, dobrodusznym "ojcem" na czele...

Tego nie pamiętam:
Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
(...)To, jak hrabia w ostatniej chwili powstrzymuje Maksymiliana od targnięcia się na swoje życie z rozpaczy po stracie Walentyny.

Wydawało mi się, że ta historia inaczej się skończyła...

Naturalnie znalazło się w powieści kilka rzeczy, które nie przypadły mi do gustu, ale nie wpłynęło to na odbiór całości. Ba! Nawet całkiem zepsute zakończenie nie zdenerwowało mnie tak, jak powinno. Zapewne na skutek dobrego usposobienia po lekturze było we mnie więcej wyrozumiałości ;].

Ubolewam, że z "Trzema muszkieterami" było inaczej. W tym przypadku moja oczekiwania nie zostały zaspokojone ;[. Niewątpliwie dodatkowo wzrosły one po przeczytaniu "Hrabiego...", dlatego rozczarowanie było większe.
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2008-11-21, 20:27   

Cytat:
(...)To, jak hrabia w ostatniej chwili powstrzymuje Maksymiliana od targnięcia się na swoje życie z rozpaczy po stracie Walentyny.


Kojarzysz moment, w którym hrabia wpadł do pokoju Maksymiliana rozbijając szybę w drzwiach?

Cytat:

- Kim jestem? - powtórzył Monte Christo - Posłuchaj: jestem jedynym człowiekiem na świecie - ciągnął - który ma prawo ci powiedzieć:
Maksymilianie, w imieniu twojego ojca zakazuję ci dziś umierać.
I Monte Christo, majestatyczny, wspaniałym skrzyżował ramiona i zbliżył się do zrozpaczonego młodzieńca, który cofnął się zwyciężony potęgą tego człowieka - potęgą niemal boską.
- Czemu pan mówisz o moim ojcu? - wybełkotał - Czemuż mieszać jego pamięć z moim osobistym dramatem?
- Gdyż ja uratowałem życie twojemu ojcu, kiedy, tak jak dziś ty, zamierzał targnąć się na nie; gdyż jestem tym, który przysłał twojej siostrze sakiewkę, a staremu Morrelowi Faraona. Bom jest Edmund Dantes, na którego kolanach bawiłeś się w dzieciństwie.
Morrel cofnął się jeszcze o krok, chwiejąc się i dysząc - był zdruzgotany.
Nagle sił mu nie stało - krzyknął i padł u stóp Monte Christa.


Nie wiem jak innym, ale ja jak czytam ten fragment nie potrafię się nie wzruszyć. I to za każdym razem, choć znam go już na pamięć.

Ta książka nigdy nie opuści zbioru moich trzech najbardziej ukochanych powieści.
 
     
koncept
Gość
Wysłany: 2008-11-25, 15:19   

Tak, pamiętam. Teraz wiem, że - pisząc o stracie Walentyny - nie miałeś na myśli efektu końcowego i wszystko się zgadza. Ot, drobne nieporozumienie ;].

Przy okazji pragnę wspomnieć o pewnej wybitnej drugoplanowej postaci, która występowała w powieści krótko, ale odegrała w niej wielką rolę. Gdyby nie ks. Faria, hrabia Monte Christo nigdy by się nie narodził, a Edmund Dantes zapewne zginąłby pogrążony w rozpaczy.

Wiedzieliście, że losy Edmunda zostały oparte na prawdziwej historii? Do mnie dopiero teraz dotarła ta informacja ; ).
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2008-11-26, 18:41   

koncept napisał/a:
Do moich ulubionych należy rodzina Morrelów z lojalnym, dobrodusznym "ojcem" na czele...


Oczywiście, ja również darzę wielką sympatią Julię i Emanuela, Maksymiliana oraz starego wiernego Morrela. Stary Morrel ryzykował karierę w niepewnych czasach wstawiając się za rzekomym bonapartystą. Jednakże był człowiekiem uczciwym i prawym. Scena, w której pan Morrel ogląda powracającego do Marsylii Faraona... Nie potrafię się nie wzruszyć. I jest jeszcze taka jedna scena, w której Monte Christo odwiedza dom Julii i Emanuela, kiedy to opowiadają mu oni o tajemniczym wybawicielu ich ojca, wspominając jego ostatnie słowa.

Niewiele jest książek, które potrafią wzbudzić w czytelniku takie uczucia, wzruszenie, sympatię czy dreszcze, kiedy zdruzgotany wróg hrabiego dowiaduje się wreszcie z kim ma do czynienia.
Nie wiem czy Wy odbieracie tę książkę podobnie. :)
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Tifa Lockhart 



Wiek: 26
Dołączyła: 04 Lis 2008
Posty: 1874
Skąd: Augustów/ Toruń
Wysłany: 2009-03-28, 22:22   

Przeczytałam w końcu to się wypowiem . Ta książka mi się bardzo podobała . Napisana dobrze . Myślałam , że jak on siedział w tym wiezieniu to opisy będą strasznie długie i nudne . A tu się pomyliłam . Przez całe trzy tomy nie nudziłam się ani trochę . Postacie ciekawe, no i zemsta Edmunda też mu fajnie wyszło . Ogółem książka świetna, poszukam w bibliotece innych pozycji tego autora . :D
 
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2009-03-29, 08:34   [marzec 09] Hrabia Monte Christo - Aleksander Dumas

Jedna z moich najukochańszych książek. Zakładam niniejszy temat ponieważ wybraliśmy to dzieło Dumasa jako lekturę naszego forumowego klubu dyskusyjnego na miesiąc marzec. Ponieważ miesiąc ów zbliża się do końca myślę, że możemy sobie powoli zacząć rozmawiać. Ciekaw jestem Waszych (zwłaszcza tych, którzy czytali książkę po raz pierwszy) wrażeń z podróży z Dumasem w świat XIX wiecznej Francji.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Tina 



Dołączyła: 06 Lis 2008
Posty: 765
Skąd: Andrychów
Wysłany: 2009-03-29, 09:12   

Przyznam, że udało mi się przeczytać dopiero pierwszy tom. Nie dlatego, że książka mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie bardzo lubię taki rodzaj książek. Napisane dobrym językiem, z ciekawą fabułą, wyrazistymi bohaterami. Z tą było tak samo. Nie wiem, czy na to moje chwilowe odłożenie tej książki nie miał wpływu fakt, że zdecydowanie zbyt wiele mam na półkach własnych, nieprzeczytanych książek, co działa na mnie w pewien sposób przygnębiająco.
Ale z pewnością niedługo do tej książki powrócę. Jest zbyt dobra, aby zostawić ją tak nieprzeczytaną w połowie.
_________________
https://www.moneymilioner.pl/69539
 
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2009-04-05, 19:05   

Mam wielką nadzieję, że przynajmniej kilkoro z Was, drodzy forumowicze moi, przeczytało Hrabiego Monte Christo. Jeśli tak to ów temat jest odpowiedni by wypisać swoje żale i pochwały pod adresem tego, jak dla mnie, wielkiego dzieła Aleksandra Dumasa, "faceta od pomysłów, przy których życie jest szare jak ołowiana rura". :)
Poniżej wkleję posta, którego napisałem na forum Osady, świetnego miejsca w sieci, z którym od dawna jestem związany. Napisałem to... hmmm... 10 lutego 2004 roku, mniej więcej wtedy, gdy przeczytałem Hrabiego Monte Christo pierwszy raz. Przeczytałem ów tekst jeszcze raz i w zasadzie doszedłem do wniosku, że niewiele się od tamtego czasu zmieniło w moim postrzeganiu książki. A zdążyłem ją w późniejszych latach, jeszcze przynajmniej dwukrotnie, przeczytać. Zapraszam serdecznie do dyskusji. :)



Jeśli chodzi o Edmunada, to przede wszystkim był człowiekiem sprawiedliwym. NIe szkodził nikomu bez powodu. Z resztą, jak już kiedyś wspominałem, nie skrzywdził on swoich wrogów osobiście, pomógł jedynie Opatrzności. Mając tyle kasy mógł spokojnie, jeśli tylko by chciał postapić, jak Bertuccio na przykład chciał zrobić kiedyś, nająć jakiegoś rozbójnika i zamordować. Mógł postąpić jak to czyniła Heloiza de Villefort i otruć wrogów, mógł wyzwać ich na pojedynek, i nie sądze, że by przegrał.
Jednak nie, on chciał inaczej. Wydaje mi się, że myślał, jak to się nieraz mówi, że dla takich typów śmierć będzie za małą karą.
Jak zapewne zauważyliście, każdego pogrążył ich własną bronią. Danglarsa, wielkiego krezusa i skąpca doprowadził do bankructwa, prokuratora, zniszczył na drodze sądowej, Fernanda, członka izby parów, unicestwiła Hayde, piękna księżniczka, córka Ali paszy z Janiny, ale za wiedzą hrabiego. On okazał się zwycięzcą na podwórkach swoich rywali.

Tak więc czy możemy dla Monte Christa zarzucić, że kogoś skrzywdził? NIe! Wwszystkich złoczyńców położyły ich własne niecne postępki, ukrywane przed światem, które wyszły na jaw.

Następna sprawa. Tak, mnie również mądrośc Edmunda się bardzo podobała. Człowiek przecietny nawet z taką fortuną nie zdziałałby tego co hrabia nie posiadając dużej wiedzy. Ileż trzeba było zachodu, żeby te wszystkie fakty wyłuskać z zakamarków historii.

Przy całym jego bólu, przy, można rzec nienawiści jaką czuł do wrogów, nie zapomniał o przyjaciołach i to można powiedzieć odróżnia go od dzisiejszych bogaczy. No bo, przyznajmy sobie otwarcie, jeśli już ktoś ma duże pieniądze to najczęściej o biedniejszych zapomina, starzy znajomi zostają zastąpieni nowymi. Wielu ludziom pieniądz przewraca w głowie. Jednak nie dla Monte CHrista. Nie jest on taki jakiego by wykreowała dzisiejsza rzeczywistość, ale dla mnie jest to plus powieści. Tacy ludzie być powinni. Bez względu na to ile pieniędzy posiadają, powinni być sobą.
Sceny, jak stary Morrel zostaje uratowany od bankructwa wręcz wzruszają do głębi. Najbardziej wzruszający był dla mnie moment, w którym Maksymilian wyznaje Edmundowi, że ojciec jego na łoży śmierci wspominał jego imie, jako imie tajemniczego wybawiciela. Aż łezka się w oku kręci. I jeszte ta sytuacja jak Maksymilian chciał popełnić samobójstwo po rzekomej śmierci Walentyny. Piękne.

Są także momenty gdzie człowiekowi dreszcze po plecach przechodzą. A są to te fragmenty gdzie wyjawia hrabia dla swoich wrogów kim jest naprawdę. Nóż w serce nie był by tak dla nich bolesny jak te słowa. NIe wiem jak pozostałym czytelnikom, ale dla mnie te dialogi są wprost nieocenione. Dlatego między innymi uważam, że rzeczą wręcz niemożliwą jest dobre zekranizowanie tej historii. Bardzo cięzko jest na ekranie pokazać uczucia, jakie targają bohaterami tej opowieści.

Nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć, napewno dużo, ale lepiej poczekać na ripostę innych, niż samemu tak monologować.


Co do tego, że wszystko idzie za łatwo, to w sumie moge się zgodzić. Ale tu nie o to chodzi. Bardziej liczą sie relacje między konkretnymi postaciami, one same, bardziej znaczący jest sam fakt zemsty, czy sprawiedliwości, niż to w jaki sposób do tego doszło. Troche pogmatwałem, możliwe. Ale z drugiej strony co mogłoby człowiekowi tak potęznemu stanąć na drodze? Ja bym nie oceniał pod tym kątem tej ksiązki, bo tu akurat nia akcja jest najważniejsza, nie to jak sie to stało (choć to też jest ciekawe oczywiście), ale bardziej to dlaczego się tak stało. Dużą rolę grają tu uczucia. (miłość, nienawiść, itd.)

Cytat:
Bo Hrabia Monte Christo potrafi bardzo ładnie i zgrabnie pokazać, że sprawiedliwość na świecie istnieje. Więc jeśli czujesz się pokrzywdzony - poczytaj! Co prawda nie lektura nie sprawi, iż sprawiedliwości stanie się zadość, aczkolwiek nastrój Ci się poprawić może, szanowny Czytelniku.



BYć może życie jest czasem, a może i często niesprawiedliwe, ale to nie jest powód, żeby powiedzieć, sobie, że tak być musi i sie do tego przyzwyczajać. Ja wierzę, że ta sprawiedliwośc jednak istnieje nie stoje na stanowisku, że nie warto nic robić bo i tak nic nie zmienie w porządku świata. Trzeba postępować zgodnie z własnym sumieniem, i starać się grać uczciwie, nie ważne, że inni tak nie czynią, ja powinienem. Ale to tak dygresja, mała odskocznia od tematu.

Mimo, całej bezwzględności Monte Christa to jednak trzeba przyznać, że człowiek ten miał złote serce. Żadnego przyjaciela nie zostawił na 'lodzie' Zaraz po tym, jak zdobył fortunę, wynagrodził najpierw bliskim jego sercu osobom tą bezinteresowną miłość jaką go darzyli. Uratował Morrela, nie szczędził środków, odwdzięczył się jemu za wszystko. Porównajcie jego postępowanie do Danglarsa, kiedy armator jego poprosił o pożyczkę. Tamten zawdzięczał swą fortunę przecież Morrelowi. On to dał mu list polecający do pewnego bankiera, dzięki czemu potem mógł się dorobić fortuny. A jak już Danglars stał się bogaczem, to zapomniał o tym. On to jest uosobieniem charakteru wielu dzisiejszych ludzi i tego co pieniądz robi z człowieka.

Ja nie wiem jak Wy,ale ja zawsze, co wielokrotnie podkreślałem, takich dobrych, honorowych, uczciwych (na swój sposób, bo na przykład to jak hrabia przkupiła telegrafistę to zakrawa na korupcję, jak się ptarzy, ale w dobrej wierze), sprawiedliwych, potrafiących odwzajemnić przyjaźń, bardzo lubie w literaturze. Zarzuca się im, że są niedzisiejsi, nierealistyczni. Są tacy jacy ludzie być powinni, a że nie są, to inna sprawa. (z resztą na przykładzie społeczeństwa francuskiego widzimy, ilu jest dobrych ludzi. Większość, to przeważnie ludzie niu budzący sympatii, albo tacy neutralni, którzy duzo czasu spędzają na plotkowaniu, chodzeniu do opery i takich rzeczach, choćby Chateau Renaud,, czy Debray. To jest prawdziwy obraz społeczeństwa, a ludzie jak Maksymilian, Walentyna, Emanulel, stary Morrel, Kokles, Penelon, Bertuccio się z ogółu wybijają)
Monte Christo nie jest postacią skrajnie dobrą, Edmund taki był (ten 19 letni młodzian), ale po torturach zamku IF wiele się zmieniło. Jestem pewien, że każdy miałby takie same zamiary jak Dantes po wyjściu z więzienia. Ale co człowiek znaczy sam jeden bez środków. Dantes dostał do ręki bodaj najpotęzniejszy w tamtych czasach oręż, pieniądz i wiedzę. Te dwie rzeczy w połączeniu stają się wielokrotnie silniejsze niż pojedynczo. Głupi bogacz szybko może stracić fortunę, a człowiek mądry mimo, że wartościowy też dużo nie zdziałą w społeczeństwie takim, jakie jest w powieści, i dziś również.

Za dużo sie rozpisałem, być może w niektórych momentach niepotrzebnie. Kończąc już, nie traktowałbym tej ksiązki jako coś co ma na celu jedynie poprawienie nastroju. Ta ksiązka to coś więcej. Być może tylko ja to tak obbieram ale... naprawdę wiele jest w niej mądrości. Z gatunków realistycznych jest to dla mnie jak narazie najlepsza ksiązka, jaką do tej pory miałem okazję przeczytać. Zawsze będe uważął ją za jedną z tych powieści, które potrafią wzruszyć do głębi i pozostawić po sobie ślad w życiu człowieka. Są takie utwory, które potrafią diametralnie zmienić nasz sposób myślenia, poglądy na świat i to dzieło niewątpliwie do takich należy.

Była poruszana sprawa bohaterek w powieściach. Ciekaw jestem co powiecie o Hayde. Dla mnie to jedna z ciekawszych postaci. Kobieta, nie dośc, że bardzo piękna, to jeszcze inteligentna i silna, i delikatna zarazem. Wogóle niepodobna na przykład do Ligii u Sienkiewicza.
Jest jedną z postaci kobiecych, które w literaturze jaką dotąd czytałem zrobiły na mnie duże wrażenie. Napewno podobała mi się zdecydowanie bardziej niż Mercedes. I skoro już tu jestem to jeszcze jedno. Nie wiem czemy, w każdej ekranizacji hrabiego, zawsze na końcu wraca on właśnie do Mercedes. Trudno mi to zrozumieć. Jak widać jest to upodobanie kina do happy endów. Ale czym sie tu przejmować. W końcu to tylko filmy.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 38
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6454
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2009-04-05, 20:15   

No cóż skończę dziś trzeci tom, więc niedługo będę się mogła pełniej ustosunkować do Twoich opinii Uczniu, ale już w tej chwili posprzeczam się o kilka wrażeń ;-)
Lubię Edmunda Dantesa, którego poznajemy na początku powieści, szczerego, szlachetnego i pełnego dobrych chęci, z sercem na dłoni. Ale niewątpliwie to Monte Christo człowiek zupełnie różny - ta przemiana się świetnie Dumasowi udała, jest wiarygodna, a z drugiej strony czyni z dość papierowego bohatera- to dopiero postać pełnokrwista i fascynująca. Niemniej cały czas podczas czytania powieści ogromnie mi było żal tamtego Dantesa, a hrabia Monte Christo, choć niewątpliwie intrygujący i barwny wzbudzał we mnie niekiedy dreszcz. Doskonale pojmuję jego dążenie do sprawiedliwości, ale nie zgodzę się Uczniu, że
Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
nie skrzywdził on swoich wrogów osobiście, pomógł jedynie Opatrzności.
Szczegółowo zaplanował intrygę, długo czekał by dokonać zemsty czy też wedle jego własnego mniemania - uczynić sprawiedliwość, wykorzystał każdy drobiazg, który podsunął mu los. Jest w tej swojej bezwzględnej i chłodnej kalkulacji nieco przerażający. I w pewnym momencie przeszła mi myśl, ze mając tyle pieniędzy, mógłby uczynić z nich lepszy użytek, niż dla kaprysu nabywać a potem oddawać siwki pani Danglers, która ani na ten prezent nie zasługiwała ani była zdolna szczerze gest docenić. Denerwowało mnie to, że tyle pieniędzy poszło na błahostki i puste gesty, a mógł nimi tyle dobrego zdziałać.
Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Ciekaw jestem co powiecie o Hayde

A co o niej ciekawego można powiedzieć? Odniosłam wręcz przeciwne wrażenie, postać mdła i nieinteresująca. Trochę jak lalka, której jedynym życzeniem jest istnieć dla hrabiego. Dla mnie nie ma w sobie życia. Ale - jestem dopiero na początku trzeciego tomu, możliwe, że jeszcze mnie czymś zaskoczy? Chociaż nie sądzę. Z pierwszej lektury nie pamiętam pozytywnych wrażeń co do tej postaci. No ale z pierwszej lektury w ogóle niewiele pamiętam i teraz w zasadzie czuję się tak, jakbym "Hrabiego" po raz pierwszy :D Z całą pewnością Dumas umie pisać barwnie i w sposób wciągający. Resztę dopowiem po skończeniu lektury.

To był mój 1000 post i nawet tego nie zauważyłam! ^^
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
Ostatnio zmieniony przez Ravena 2009-04-07, 19:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2009-04-05, 20:32   

Ravena napisał/a:
Szczegółowo zaplanował intrygę, długo czekał by dokonać zemsty czy też wedle jego własnego mniemania - uczynić sprawiedliwość, wykorzystał każdy drobiazg, który podsunął mu los. Jest w tej swojej bezwzględnej i chłodnej kalkulacji nieco przerażający. I w pewnym momencie przeszła mi myśl, ze mając tyle pieniędzy, mógłby uczynić z nich lepszy użytek, niż dla kaprysu nabywać a potem oddawać siwki pani Danglers, która ani na ten prezent nie zasługiwała ani była zdolna szczerze gest docenić. Denerwowało mnie to, że tyle pieniędzy poszło na błahostki i puste gesty, a mógł nimi tyle dobrego zdziałać.


Zaplanował intrygę, z tym się oczywiście zgodzę Aniu, ale wykorzystał w niej bezwzględnie łotrostwa swoich ciemiężycieli z przeszłości. Wydobył na światło dzienne niewygodne prawdy o Villeforcie i Morcerfie i wykorzystał spekulacje rynkowe, na których Danglars się dorobił (z pewnością nie zawsze uczciwie).

Nie jest mi żal tej czwórki, która maczała palce we wtrąceniu Edmunda do Zamku If. Zniszczyli mu życie i dostali sprawiedliwą nagrodę.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 38
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6454
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2009-04-06, 18:41   

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Nie jest mi żal tej czwórki, która maczała palce we wtrąceniu Edmunda do Zamku If. Zniszczyli mu życie i dostali sprawiedliwą nagrodę.

Mnie raczej też ich nie żal. Dumas zdaje się skłaniać ku przekonaniu, że człowiek nie staje się zły, ale niektórzy ludzie po prostu rodzą się źli. Jakby istniał jakiś gen podłości. choćby taki Benedetto, który otrzymał najlepszą z możliwych matek, a jednak okazał się kanalią. Ale jednak jest w tym chłodnym wyrachowaniu hrabiego coś, co przeszkadza mi obdarzyć go pełną, bezwarunkową sympatią.
A z innych bohaterów kogo darzycie sympatią? Lub też największą antypatią? Mnie ogromnie rozczarował Cadereusse. Był na najlepszej drodze by się zmienić na lepsze, ale z taką lady Makbet u boku... bo scena żywcem jak z "Makbeta" nieprawdaż?
A Wasze ulubione sceny, wydarzenia?
Ogromnie podobała mi się ta chwila, gdy Mercedes usiłuje namówić Monte Christo, aby zjadł cokolwiek w ich domu. To jak inteligentnie ta kobieta kojarzy fakty i przeczucia.
A scena, w której hrabia rozmawia z domniemanym majorem Cavalcanti, podsuwając mu "odnalezionego" syna? Majstersztyk! Ubawiłam się wspaniale przy niej!
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2009-04-07, 19:59   

Cytat:
Ale jednak jest w tym chłodnym wyrachowaniu hrabiego coś, co przeszkadza mi obdarzyć go pełną, bezwarunkową sympatią.


A czy widok starego pana Morrela ze łzami w oczach oglądającego wpływącego do portu Faraona Cię nie przekonuje? :)

Ravena napisał/a:
A Wasze ulubione sceny, wydarzenia?


Dużo by trzeba było wymieniać Aniu. Hrabia Monte Christo jest pełen takich momentów. To o czym wspomniałem kilka linijek wyżej. Spotkanie hrabiego z Maksymilianem, Emanuelem i Julią, scena na początku, gdy Edmund wraca do domu i widzi wychudłego ojca, który żył przez trzy miesiące za drobniaki. Swoją drogą, w tym momencie straciłem sympatię do Caderouse'a.
Podobają mi się rozdziały w zamku If, gdy Edmund rozmawia z księdzem Farią. I opowieść o skarbie Spadów.
No i na koniec świetne momenty konfrontacji hrabiego z Villefotrem, Danglarsem i Morcerfem.
Sympatią darzę także rozdział, w którym dziadek Walentyny dyktuje oczami testament. :)
Wiele jest takich momentów, naprawdę. Ogólnie to ja całą książkę uważam za wyśmienitą i jest to jedna z moich najukochańszych lektur. :)
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 38
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6454
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2009-04-07, 20:22   

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
A czy widok starego pana Morrela ze łzami w oczach oglądającego wpływającego do portu Faraona Cię nie przekonuje?

I owszem. Ale równocześnie przypominają mi się słowa hrabiego o Alim, coś takiego powiedział, bodajże w rozmowie z Franzem (albo Albertem?), że zawsze chciał mieć niemego sługę, więc poczekał aż obetną mu język i dopiero potem go wykupił. Gra? Teatralność przed młodzieńcem? Czy fakt? Zastanowiło mnie to. W świetle ostatnich rozdziałów, hrabia odzyskuje swoją "ludzkość", w końcu sam zdaje sobie sprawę, ze przypisał sobie zbyt wiele z boskiego prawa do pomsty.
Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Dużo by trzeba było wymieniać. Hrabia Monte Christo jest pełen takich momentów.

To prawda. Chociaż najmniej chyba lubię rozdziały, które rozgrywają się w Rzymie.
Końcowa scena z Dangersem, ach, podobała mi się ogromnie! To z siłą ciśnięte "przebaczam panu!" I rozmowa z Mercedes. mów co chcesz, Rafale, ale do Hyde nie przekonałam się na tyle, by cenić ja bardziej niż Mercedes. Owszem, ma swoje zalety i nie jest taką mimozą, za jaką brałam ją na początku, ale wciąż pozostaje odaliską, która ma być nagrodą dla bohatera. Taką haremową "uczynię-wszystko-co-każesz-panie" hurysą. Dumas trochę ją tym skrzywdził. To właśnie Mercedes mnie bardziej przekonuje, cierpiąca, złamana, wyrzucająca sobie brak wiary i nadziei, a jednak piękna w tych scenach, gdy rozpoznawszy Edmunda, stara się go odwieść od zemsty na swoich bliskich. Z postaci kobiecych bardzo lubię też Eugenię, głównie za jej ducha niezależności, stanowczość decyzji i jasno wytyczony cel. Może i jest w tym wszystkim egoistką, ale mimo wszystko darzę ją sympatią.
Ale największą odrazę wzbudza we mnie nie Caderousse, nie Benedetto czy któryś z trójki oponentów, ale pani de Villefort. Okropna postać.
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 38
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6454
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2009-04-15, 11:55   

A słyszeliście o "Upadku hrabiego Monte Christo"? Co myślicie o tej pozycji?
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2009-04-15, 12:36   

Ravena napisał/a:
A słyszeliście o "Upadku hrabiego Monte Christo"? Co myślicie o tej pozycji?


Aniu, poczytaj komentarze na Biblionetce. :)
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 14