Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Józef Mackiewicz "Lewa wolna"
Autor Wiadomość
Paleolog 
czytaczszerokopojęty



Dołączył: 20 Lis 2009
Posty: 789
Skąd: z drakkaru
Wysłany: 2011-09-13, 23:26   Józef Mackiewicz "Lewa wolna"

Józef Mackiewicz kojarzył mi się dotąd tylko i wyłącznie z publicystyką. A szkoda...

Po lekturze "Lewej wolnej" wiem już, że owszem, jest to publicysta, ale także i pisarz. Pisarz przez duże 'p'. I mam trochę żal do świata o to, że Mackiewicza widzi publicystą właśnie, w dodatku publicystą dość kontrowersyjnym i niemodnym, co znacznie ogranicza znajomość dorobku literackiego tego człowieka.
No ale w końcu dowiedziałem się, sprawdziłem i stwierdzam, że lepiej późno niż wcale.

"Lewa wolna" to książka, którą stawiam w jednym szeregu z 'wojennymi' pozycjami Linny czy Remarque'a. Albo i o całkiem subiektywny krok przed nimi, akcja książki Mackiewicza rozgrywa się bowiem w okresie wojny bardzo polskiej, wojny z bolszewikami w 1920 roku. Obraz rysowany przez autora jest - w moim odczuciu - wybitnie antymilitarystyczny. Mackiewicz, zagorzały antykomunista, ale jednocześnie przeciwnik nacjonalizmu, rozprawia się bowiem w wyjątkowo ostry sposób z mitem wspaniałej, zwycięskiej i dobrej wojny roku 1920. Dostaje się wszystkim - Polakom, za to że - jak chce autor - zdradzili swoich sojuszników: licznych walczących po stronie wojsk polskich kontrrewolucjonistów pochodzących zza wschodniej granicy. Piłsudskiemu, za to że dokonał złego wyboru, oceniając, że Rosja radziecka będzie mniejszym złem niż Rosja carska, a komunizm może ewoluować i zostać ucywilizowany. Białym Rosjanom za nieumiejętność powściągnięcia własnych ambicji i zawarcia mądrego kompromisu z innymi siłami antybolszewickimi. Wreszcie samej rewolucji, za ogólnie pojęty całokształt.
To zresztą wydaje mi się jednym z najbardziej uniwersalnych przesłań książki - że każda rewolucja jest zła, nieważne jak szczytna idea stałaby u jej początku, a ofiary jakie leżą na drodze tej idei, są zawsze zbyt wysokie.

"Lewa wolna" momentami może wydawać się nazbyt rozpolitykowana. Wynagradza to jednak język, jakim napisana jest książka. Momentami naturalistyczny, momentami poetycki. Wynagradza odbrązowienie mitu nieskazitelnego ułana (co więcej czasem odnosi się wrażenie, że autor nawet momentami z owym odbrązawianiem przesadza). Wreszcie wynagradza sama treść i wymowa - bardzo gorzka, nieodłącznie wiążąca się z pytaniami "co by było gdyby", "czy można było" i "czy świat byłby lepszy"? Oczywiście Mackiewiczowi łatwo było je zadawać, pisał bowiem w momencie, kiedy było już wiadomo czym stał się komunizm i komunistyczna Rosja, czy raczej Związek Radziecki. Ale tak czy owak - robią wrażenie.

Porażąjąca książka człowieka, który - nawet jeśli nie w ogóle nieznany - nie jest znany dostatecznie. Nie jako bardzo utalentowany pisarz. A, sądząc po "Lewej wolnej", zdecydowanie na to zasługuje.
_________________
... ale nie ułaskawił żadnych filozofów
 
     
iskradeus 


Dołączył: 21 Cze 2012
Posty: 50
Wysłany: 2012-06-21, 01:51   

On też pisał chyba fantastykę...
_________________
By zwiększyć swoje umiejętności pozwalające na skuteczne pozycjonowanie stron www http://ditum.org w internecie warto zapoznać się z informacjami i zasadami, które udzielane są bezpośrednio ze strony supportu Google dla webmasterów.
 
     
Paleolog 
czytaczszerokopojęty



Dołączył: 20 Lis 2009
Posty: 789
Skąd: z drakkaru
Wysłany: 2012-09-03, 13:32   

Przeczytałem "Kontrę". Mocna, poruszająca książka. Osobiście, pod wpływem kolejnej jego powieści, uważam, że Mackiewicz - bez względu na to, którą pozycję tego autora miano by umieścić w kanonie lektur - powinien być obowiązkowy w szkole średniej. Kosztem kogoś innego (i nie podejmuję się wskazać, kogo konkretnie). Patrząc na swoje szkolne, zamierzchłe czasy bez mrugnięcia okiem wykreśliłbym chociażby "Początek" Szczypiorskiego, robiąc miejsce "Lewej wolnej" albo "Kontrze". Ale do rzeczy...

"Kontra" jest powieścią o Kozakach, którzy podczas drugiej wojny światowej walczyli po stronie Niemiec, ale bardziej ściśle byłoby powiedzieć, że walczyli nie 'po stronie', a 'przeciwko'. Przeciwko ZSRR i systemowi totalitarnemu, który po zwycięstwie rewolucji ciemiężył ich rodzinne ziemie. Wybierali mniejsze zło, jakkolwiek demagogiczno-górnolotnie by to nie brzmiało. Pod koniec wojny formacje kozackie, znajdujące się na terenie Włoch i Austrii poddały się wojskom brytyjskim i - wbrew otrzymanym zapewnieniom - ich członkowie wraz z rodzinami zostali wydani ZSRR.

W książce opisano zresztą nie tylko Kozaków - generalnie Mackiewicz pochyla się nad losem wszystkich narodów kaukaskich, którym przyszło żyć pod jarzmem komunizmu. To trudny temat, który opisano z dużym znawstwem i wrażliwością, jednocześnie nie szczędząc czytelnikowi brutalnej prawdy. Pogodzić jedno z drugim było w moim odczuciu prawdziwą sztuką.
Przy tym autor ponownie przekonał mnie, że jest pisarzem pełną gębą, a nie publicystą, posługującym się beletrystyką tylko jako narzędziem służącym do przedstawiania swoich poglądów. Opisy przyrody to perła, a charakterystyczne zbitki słów używane często do tych opisów przez Mackiewicza powodują, że czytając ma się świadomość tego, iż autor ma swój własny, rozpoznawalny styl. Słowotwórstwo jest jego ważną częścią.
Mnie jednak najbardziej urzekła pointa całej książki. Spodziewałem się surowej oceny zachodnich sojuszników i 'cywilizowanego', demokratycznego świata. Ocena ta, o dziwo jest jednak dość łagodna. Winni nie są ludzie, a system. I nawet jeżeli w tym 'lepszym' świecie zdarzają się złe rzeczy (jak wydanie z pełną świadomością tego co ich czeka, tysięcy ludzi na śmierć w radzieckich łagrach i więzieniach), to przynajmniej można o nich mówić, nie zgadzać się z nimi. Natomiast w świecie totalitarnym jest to niemożliwe. Bardzo subtelna, acz kluczowa różnica.
"Bolszewicy to też ludzie" mówi autor ustami pewnego starego Kozaka na ostatnich stronach powieści. Stawiając wyraźną "żelazną kurtynę" między systemami, a jednocześnie wkładając między bajki tezę o moralnej wyższości/niższości samych ludzi, w tych systemach funkcjonujących. I, w tym kontekście, w jakim tego używa, trudno się z nim nie zgodzić.

Ważna, wciągająca książka.

Na marginesie dodam, że nie potrafię w pełni pojąć dlaczego Mackiewicz, mimo tego, że mamy już 2012 rok nadal pozostaje postacią tak niszową.
Powinniśmy się nim szczycić (można się z nim nie zgadzać, ale nawet wtedy wypada uznać, że jego polityczne, z gruntu antynacjonalistyczne koncepcje są przynajmniej ciekawe) - był wszak wybitnym pisarzem politycznym (zgłoszonym swego czasu do nagrody Nobla).
I po prostu pisarzem.
_________________
... ale nie ułaskawił żadnych filozofów
 
     
rotmistrz 
Elear



Dołączył: 13 Sie 2012
Posty: 114
Skąd: Pomerania
Wysłany: 2012-10-12, 20:27   

Kilka książek "Ptasznika z Wilna" już przeczytałem, kilkanaście leży na półce. "Lewą wolną" właśnie kończę (zostało około 60 stron). O "Lewej..." można powiedzieć wszystko co należy mówić o książkach dobrych, mądrych i ciekawych. Mackiewicz pisał nie "od czapy" a tylko i wyłącznie z życia. "Lewa wolna" dotyczy wojny z bolszewikami 1920 roku a sam Mackiewicz w tej wojnie brał udział jako ochotnik. Bohaterowie tej książki są żywymi ludźmi a nie papierowymi kukłami wrzuconymi na stronice dla łatania dziur. Wojna to wojna a nie komputerowa bijatyka z kilkoma życiami w zapasie. Mimo sporej objętości "Lewą wolną" chce się czytać- bo ta książka napisana była po coś a nie dla widzimisię bądź z nudów. Jak skończę napiszę więcej.
pozdrawiam
_________________
"Koń, szabla krzywa, czyste pole, to jego sława"
 
     
rotmistrz 
Elear



Dołączył: 13 Sie 2012
Posty: 114
Skąd: Pomerania
Wysłany: 2012-10-24, 09:40   

„Lewa wolna” to w pewnym sensie opis przeżyć autora z okresu wojny polsko-bolszewickiej. Sam wziął w niej udział jako ochotnik jako 17-letni chłopak. Tytuł odnosi się do komendy „lewa wolna” jaką wydawano (a bardziej wykrzykiwano) w czasie przemarszów oddziałów Wojska Polskiego gdy ostrzegano przed przejazdem śpieszących na front oddziałów lewą stroną drogi (coś jak z dzisiejszymi karetkami pogotowia stojących przy zamkniętym szlabanie właśnie po lewej stronie). Powyższy opis Paleologa jest wg mnie trafny w 90%. Nie zgodziłbym się z jednym fragmentem. „Obraz rysowany przez autora jest - w moim odczuciu - wybitnie antymilitarystyczny”. Józef Mackiewicz militarystą nie był. Ale tym bardziej nie był anty militarystą. I to choćby w jednym promilu. Mackiewicz był – jak sam się określał – zadeklarowanym antykomunistą. I takim powinien być każdy i to w takim samym stopniu w jakim powinno się być antynazistą czy antyfaszystą. Mackiewicz ze swoją przenikliwością i znajomością realiów ideologii komunistycznej/bolszewickiej przewidział do czego ta ideologia może doprowadzić. Sam twierdził, że „Z komunistami nie można rozmawiać, ich trzeba zabijać”. Co wobec ideologii, która doprowadziła do śmierci około 150 milionów ludzi na świecie jest jak najbardziej uzasadnione. W cytowanej wypowiedzi można zamienić komunizm na nazizm (którego przeciwnikiem był również– jak każdej tego typu ideologii) i widać przed czym bronił się autor. O twórczości Mackiewicza tak np. wypowiadał się np. Czesław Miłosz: „Wybitny prozaik; prozaik szkolony na wielkiej prozie rosyjskiej XIX wieku, niewątpliwie, czyli można powiedzieć, że anachroniczny. Ale w literaturze anachronizm nie ma dużego znaczenia. Liczy się rzemiosło dobre albo złe”. Choć prywatnie jeden za drugim nie przepadał, to pisarz Miłosz doceniał pisarza Mackiewicza.
Wracając do „Lewej wolnej”. Oprócz umiejętności pisania i myślenia dodać należy autentyzm i zaangażowanie autora w to co robił. „Lewa wolna” nie upiększa, nie cukruje i nie pudruje rzeczywistości lat przewrotu bolszewickiego w Rosji i wojny 1920 roku. Mackiewicz był po tej wojnie przeciwnikiem politycznym Józefa Piłsudskiego (choć nie potępiał go w czambuł-rozdźwięk zaczął się z chwila takiego a nie innego podejścia do kwestii bolszewickiej przez Marszałka. Mackiewicz uważał, że Piłsudski błędnie kalkulował w okresie 1918-1920. Powinien on dążyć do zniszczenie bolszewizmu w zarodku dogadując się z tzw. białymi (zwolennikami caratu, Denikinem, Wranglem etc) a nie osłabiając białogwardzistów i wzmacniając jednocześnie bolszewików. Mackiewicz przy swoim antykomunizmie był jednocześnie – co niektórzy mieli mu za złe – niemalże rusofilem, a w każdym razie zafascynowanym Rosją i jej kulturą. To właśnie bolszewizm zabił w Rosji prawdziwą kulturę rosyjską. A dokonał tego kulą, łagrem, kazamatami Czeka, terrorem. Tym co miał za złe Piłsudskiemu, „podzielił” się Mackiewicz z jednym z bohaterów książki, wplatając swe myśli w ten fragment „Lewej wolnej” (fragment może przydługi, oddający jednak wg mnie sens tej książki:

Gdy wuj Jerzy zapowiedział się z wizytą u wuja Stefana, ten w pierwszej chwili chciał się od tej wizyty wymigać. Jerzy działał mu na nerwy ("na niestrawność" mawiał) swoim pesymizmem i uprzedzeniem do Piłsudskiego. Ale zastanowił go wyjątkowo tajemniczy i poważny głos w słuchawce telefonu.
Wuj Jerzy nastrojony był bardzo solennie. Poza tym najwidoczniej szczerze przygnębiony. Przyznał to zresztą od razu.
- Nie chcę - powiedział - wprowadzać tym razem tego polemicznego momentu, jaki niestety, cechuje nasze ostatnie rozmowy. Chcę ci tylko przekazać pogląd na stan faktyczny, jaki uzyskałem od pewnej, bardzo wysoko stojącej osoby, nazwijmy: "szarej eminencji". Możesz mi wierzyć lub nie. Dałem tej osobie słowo honoru, że nikomu pod żadnym pretekstem nazwiska nie wymienię. Nie mogę więc wymienić przed tobą. Nie ukrywam też, że owa "szara eminencja" jest dla Piłsudskiego usposobiona nieprzychylnie, podobnie jak ja. Ale właśnie dlatego musi to za wszelką cenę ukrywać, aby utrzymać się na stanowisku, które w znacznym stopniu od naczelnika państwa zależy. Pomijam tu moralną stronę, która oczywiście nie jest bez zarzutu. Przechodzę do meritum.
- No, no słucham - powiedział wuj Stefan, który w myślach przebiegał różne osobistości, zastanawiając się; kto by to być mógł.
- A więc numer jeden: Bolszewicy rozbici zostali istotnie na głowę. Numer dwa: prowadzenie dalszej ofensywy z naszej strony mogłoby doprowadzić do unicestwienia bolszewizmu i zwycięstwa kontrrewolucji w Rosji; dlatego najważniejszą rzeczą były nie polityczne targi pokojowe w Rydze, a śpieszny termin zawieszenia broni. Numer trzy: celem głównym całej afery było wykończenie kontrrewolucji -rosyjskiej, czyli powtórzenie manewru w stosunku do Wrangla, który był zastosowany jesienią 1919-go w stosunku do Denikina. Wszystkie inne numery, które nas obecnie interesują, są to numery tylko pochodne.
- I autorem tych "numerów" ma być Józef Piłsudski?
- Tak. On jeden.
- W takim razie nie mogę odmówić mu racji. Przecież wiesz chyba tak dobrze jak ja, że kontrrewolucja rosyjska, czy to Denikina, czy Wrangla, nie uznaje naszych ziem wschodnich, czyli przywłaszcza sobie wszystko, co było kiedyś Wielkim Księstwem Litewskim. I w haśle powrotu do "jedinoj niedialimoj", wyznacza Polsce miejsce tylko w jej granicach "etnograficznych".
- Święta prawda. Ale po pierwsze, za cenę rozbicia kontrrewolucji rosyjskiej, uzyskujemy jak wiesz dobrze, tylko skrawek tego co było ongiś nasze, co należało do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Po drugie, i ty i Piłsudski, że pozwolę sobie wprowadzić ciebie na ten sam piedestał, nie bierzecie pod uwagę, że rewolucja bolszewicka tylko de iure uznać może Polskę, gdyż de facto nie uznaje i w myśl doktryny uznać nie może, nawet Polski "etnograficznej", a tylko Polskę bolszewicką. Po trzecie Rosja jest Rosją, a bolszewizm może być też... polski. Mieliśmy tego dostateczne świadectwo jeszcze kilka miesięcy temu, i zresztą mamy w dalszym ciągu. Po czwarte, jeżeli nawet przypisać winę uratowania bolszewizmu stanowisku Wrangla i komp., to wyrzeczenia się obalenia bolszewizmu w konkretnej koniunkturze, nie można nie przypisać Piłsudskiemu.
- To jest jakaś gra słów.
- Poczekaj, nie wpadajmy w polemikę, bo nie to jest celem mojej wizyty. Czy mam ci dalej referować to co słyszałem?
- Proszę cię o to bardzo - powiedział chłodno wuj Stefan
- A więc: centralnym momentem tak zwanych preliminariów ryskich jest data 12-go października, która pozwoliła bolszewikom odetchnąć i skoncentrować wszystko, co jeszcze u nich pozostało dla rozbicia Wrangla. Czy w tym względzie doszło poprzednio do jakowychś tajnych porozumień pomiędzy Piłsudskim i Leninem, jak to było rok temu, "szara eminencja" nie wie. Wiele na to wskazuje. Choć fakt, że w Rydze znalazł się ten sam Kossakowski, który rokował z Marchlewskim w Mikaszewiczach, nie jest jeszcze dowodem przekonywującym. To nie ważne. Zresztą sam Lenin przyznał pośrednio kilka dni temu, gdy powiedział, że: "wystarczyłoby w zupełności kilku tygodni... a wisielibyśmy wszyscy na przydrożnych drzewach"... Przechodzę dalej: czy inne stypulacje ryskie, w tym najważniejsze dla nas, nasze granice wschodnie, są sprzeczne z intencją Piłsudskiego? W tym poniósł sam klęskę. Nie Potrafił jej przeprowadzić, a pozostawmy na boku, czy mógł potrafić. W każdym razie w ramach przez niego robionych, doznał zupełnej klęski. Przekonał się o tym ze stanowiska Ukraińców podczas wyprawy kijowskiej; o stanowisku Białorusinów, szkoda nawet gadać; Litwinów sam zraził najidiotyczniej, najpierw swą akcją POW, teraz złamaniem umowy Suwalskiej. Słowem, z jego czy nie jego winy, przegrał na całego. Piłsudski jest sam przekonany, że przegrał. Ale Piłsudski, którego rozpiera ambicja i własna wielkość, nigdy do własnej klęski się nie przyzna! Dlatego postanowił zrzucić winę za własne fiasco na kogo innego. Odmawiając mu geniuszu, niepodobna odmówić mu olbrzymich zdolności do intrygi. Otóż w jego interesie leży, aby odpowiedzialność i odium za jego niepowodzenia "federacyjne", za umowę ryską, która te niepowodzenia przypieczętowuje, spadły nie na niego, a na jego nieprzyjaciół, czyli na znienawidzoną przez niego opozycję sejmową. Dlatego umyślnie pozwolił tym ludziom działać, rzekomo wbrew jego intencjom. I tu tkwi sedno wspaniałej intrygi. Będąc po cichu zadowolony z własnoręcznie zmontowanej afery, zainteresowany jest z drugiej strony, aby jak najwięcej ludzi przeciwko tej umowie powstawało, oburzało się i nawet wymyślało tamtym od łajdaków, zdrajców etc., którzy zaprzepaścili wielką ideę wielkiego Piłsudskiego. Stąd też zadowolony jest i z naszej akcji protestacyjnej, i jak sam wiesz, popiera ją po cichu. Oto jest nasza sytuacja i nasza rola w tej grze.
- Chwileczkę. Czy Piłsudski mógłby wysłać do Rygi kogo chciał, gdyby chciał?
- Naturalnie! Mógłby wysłać wyłącznie swoich ludzi i dyktować takie warunki, jakie by mu się spodobały. Nie liczył się z nikim, sam to kiedyś w swym przemówieniu podkreślałeś, i nie pytał gdy robił "bunt Żeligowskiego". A tego samego dnia posłusznie słucha dyktanda panów Grabskich i kompanii, i dostosowuje do niego nawet swoje rozkazy do wojska! Śmieszne. De facto, on i "wysłał tych ludzi, których chciał", żeby zrobili za niego to, czego rzekomo "on nie chciał". Ale intryga ta, weź pod uwagę, ułatwia mu jeszcze jedną rzecz, mianowicie zachowanie oblicza wobec Francji. W każdej chwili może powiedzieć Francuzom: ja chciałem szczerze iść na pomoc Wranglowi, któregoście popierali, ale sami widzicie jakie jest stanowisko mojego sejmu i rządu. Bo przecież jak trzeba było, jeszcze kilka miesięcy temu, krzyczeliśmy na świat cały: "Pomóżcie nam, przecież zasłaniamy swą piersią całą Europę przed zalewem zarazy bolszewickiej!"
- Gdyby polityka i moralność były dwie rzeczy identyczne, nie byłoby dla ich określenia dwóch odmiennych wyrazów.
- Zgadza się. Ani mój rozmówca, ani ja, nie potępiamy też Piłsudskiego za niemoralność. Po prostu odsłonił mi tajemnicę jego polityki, i rolę jaką odgrywa, zresztą bardzo poślednią, w tym nasza akcja.
- I co ty na to?
- A ja?...
Zamykam oczy na chwilę, i wyobrażam sobie w myślach daleką czy bliską przyszłość. Jeżeli to, co głosi Lenin jest istotnie jego zamiarem, a wszystko wskazuje że tak jest, i jeżeli założymy że zamiary swe kiedyś urzeczywistni, on, czy jego spadkobiercy... I cała Europa po 50-ciu, po 100-tu latach znajdzie się w ustroju bolszewickim, może świat cały... To kto wówczas zrozumie człowieka, który by nagle powiedział: Panowie! Tego wszystkiego mogłoby nie być, gdyby nie było sporu o ziemie byłego Księstwa Litewskiego!... Śmiesznie, prawda? Gruba większość ludzi na globie o istnieniu takiego księstwa nigdy nawet nie słyszała.
- Upieram się, że nie Piłsudski ponosi tu winę, a biali Rosjanie.
- Ponosi spór.
- Jakżeż należało go rozstrzygnąć?
- Nie wiem. Wiem tylko, że w każdy inny sposób ze wszystkich sposobów możliwych, byle nie sposobem podtrzymania światowego bolszewizmu. Najgorsze z możliwych rozwiązań wydaje mi się jeszcze lepsze od tego. C'est tout.
- Rozmawiałem niedawno z bardzo inteligentnym generałem, stojącym blisko osoby Piłsudskiego, który twierdził, że osobiście wierzy w ewolucję bolszewizmu.
- Ja nie wierzę. Bolszewizm, moim zdaniem, w najlepszym wypadku może gnić, ale nigdy ewoluować”
.
_________________
"Koń, szabla krzywa, czyste pole, to jego sława"
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,19 sekundy. Zapytań do SQL: 13