Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Co wpływa na odbiór książki?
Autor Wiadomość
Ishikawa 
Crazy tortoise lady



Wiek: 32
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 820
Wysłany: 2011-01-15, 21:36   

A ze zdaniem że, " Nie ma bezpośredniego związku między oczytaniem a inteligencją."
to czytając wątek miałam wręcz odwrotne wrażenie.

Btw., tak czytam,że uważasz się "za o wiele bogatszą intelektualnie i kulturalnie od blondynki oglądającej "Miłość w rytmie Daisy" czy "Zakochaj się w Tili Tequili" ;-) Taka osoba prezentuje sobą tylko dno i dwa metry mułu :mrgreen: "
No, dla mnie za wielkie uogólnienie, jednak dobijam do dna bo bardzo chętnie oglądam patologiczne wręcz Teen Moms i New Jersey Shore .
I do nie dawna miałam tlenione włosy :mrgreen:
_________________
"Boże! Zrób tak,żeby mnie w lesie zaskoczyła nagła i niespodziewana bajka! Niech ta bajka będzie straszna i groźna, byleby była ciekawa i piękna".
Chwile później na gładkiej skalnej ścianie pojawiają się drzwi wiodące do skarbów Sezamu.
~Ali Baba.
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2011-01-15, 21:39   

Martinus napisał/a:
Ludzie o ścisłych umysłach rzadko są wybitnymi czytelnikami (tylko Uczeń jest wyjątkiem :mrgreen: ).


To typowy stereotyp vide podział ścisłowiec a humanista.

Ishikawa napisał/a:
Miałam nadzieje,że chociaż książki unikną podziału na te dla tych ambitnych i tych mniej,


Nie, w ten sposób bym nie dzielił. Ale cytując za Dickensem: Są książki, których grzbiety i okładki stanowią najlepszą ich część. Jakkolwiek nie tłumaczyć się subiektywizmem w odbiorze dzieła literackiego można chyba pokusić się o wskazanie dzieł dobrych, dobrze napisanych i tych średnich czy wręcz beznadziejnych. Skoro można czytać dobre książki to świadome sięganie po harlequiny (nagminne, nie mówmy o jednorazowej odskoczni) jest dla mnie dziwne. Dobra książka to nie musi być od razu Proust czy Joyce.
Nie dajmy się zwariować hasłami typu wszystkie książki są równe, nie ma znaczenia co czytasz byleś czytał. Ma znaczenie. Ishi, nie oceniam ludzi po tym jakie czytają książki. Ale mogę powiedzieć, że z dobrych książek czytelnik ma więcej pożytku. Jeśli traktować książki tylko jako "odmóżdżacz", proszę bardzo, niech będą Harlequiny i im podobne serie. Ale jeśli przywołam wypowiedzi na temat - dlaczego warto czytać książki - bo rozwijają wyobraźnię, uczą, bawią, wzbogacają język itp. Do tego proste "odmóżdżacze" nie wystarczą.
Co kto poszukuje w książkach, wybierze sobie lekturę wedle potrzeb.


Martinus napisał/a:
A ja na odwrót :mrgreen: A wiesz dlaczego? Dlatego, że w lepszej drużynie piłkarskiej łatwiej było o sytuacje strzeleckie, a w słabszej czasem były sytuacje, że piłki nie dotknąłem :mrgreen:


No, ja raczej mówiłem o koszykówce, ale mniejsza o to. Nie sztuka strzelić kilka goli takiemu San Marino. Ale wrzucić coś do bramki Brazylii czy Hiszpanii to już coś.


Córka Lavransa napisał/a:
Może powinnam ustąpić z funkcji moderatora forum i przenieść się na stronę dla "dwóch metrów mułu"? Jak uważasz?


Zaczyna się wojenna atmosfera. Nie łapmy się za słowa i nie bierzmy wypowiedzi pozostałych bezpośrednio do siebie. Przecież nikt (jestem tego pewien) nie miał i nie ma najmniejszej intencji obrażania pozostałych forumowiczów. Trafiło na drażliwy temat, może trochę niebezpieczny, bo czasem trudno się oprzeć pokusie uogólniania, ale po to istnieje forum, żeby rozmawiać i poruszać rozmaite tematy, także i takie. Byle tylko używać siły argumentu a nie argumentu siły.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 40
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2011-01-15, 21:50   

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Ale mogę powiedzieć, że z dobrych książek czytelnik ma więcej pożytku.


Powiedzmy. Ale popatrz na przeciętną gospodynię domową w Polsce. Nie pracuje, zajmuje się domem, ma po 50-tce, ogląda "Klan" i "Na dobre i na złe". Czyta romanse typu Danielle Steel czy Karen Robards. Co miesiąc idzie sobie do biblioteki, wypożycza 2-3 i przez jakiś czas buja w obłokach, marząc o życiu w ramionach przystojnego bruneta. Uważasz, że nie ma z tego pożytku? Uważasz, że niewielki?
Wątpię, czy większy byłby pożytek z tego, gdyby wypożyczyła sobie jakieś dzieło należące do kultury wysokiej, które odłożyłaby na półkę po przerzuceniu trzech stron.

Każdy czytelnik sięga po książkę z innego powodu i jeśli inni robią to z innych powodów niż my, nie nam ich oceniać. Nie każdy czyta po to, żeby się czegoś uczyć czy żeby się rozwijać.
To, że ja robię inaczej, nie jest dla mnie powodem do zadzierania nosa.
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Ishikawa 
Crazy tortoise lady



Wiek: 32
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 820
Wysłany: 2011-01-15, 21:52   

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Nie, w ten sposób bym nie dzielił. Ale cytując za Dickensem: Są książki, których grzbiety i okładki stanowią najlepszą ich część. Jakkolwiek nie tłumaczyć się subiektywizmem w odbiorze dzieła literackiego można chyba pokusić się o wskazanie dzieł dobrych, dobrze napisanych i tych średnich czy wręcz beznadziejnych. Skoro można czytać dobre książki to świadome sięganie po harlequiny (nagminne, nie mówmy o jednorazowej odskoczni) jest dla mnie dziwne. Dobra książka to nie musi być od razu Proust czy Joyce.
Nie dajmy się zwariować hasłami typu wszystkie książki są równe, nie ma znaczenia co czytasz byleś czytał. Ma znaczenie. Ishi, nie oceniam ludzi po tym jakie czytają książki. Ale mogę powiedzieć, że z dobrych książek czytelnik ma więcej pożytku. Jeśli traktować książki tylko jako "odmóżdżacz", proszę bardzo, niech będą Harlequiny i im podobne serie. Ale jeśli przywołam wypowiedzi na temat - dlaczego warto czytać książki - bo rozwijają wyobraźnię, uczą, bawią, wzbogacają język itp. Do tego proste "odmóżdżacze" nie wystarczą.
Co kto poszukuje w książkach, wybierze sobie lekturę wedle potrzeb.


To rozumiem, wiesz mi chodziło o hmm...że książka może rzutować na to czy jesteś mądry bądź nie, czy jesteś odpowiednim partnerem do dyskusji...czy nie.
Ja wg siebie mogę napisać, że książki czytam fazami.
Były fazy na Dickensa, Zajdla, Lema, Orwella - wiele mnie nauczyły, ale nie czuję, żebym sie stała bardziej mądrzejsza..oczytana - tak, ale jakas hiper ukulturalniona to nie.
Ale miałam potrzebę sięgać po tych pisarzy.
Teraz mam faze na romanse z panią Mitchell na czele.
Czy się uwsteczniam ? Nie sadzę,
po harlekiny również sięgam od niedawna, po prostu mam taką fazę i jak napisałeś w ostatnim zdaniu potrzebę :D
_________________
"Boże! Zrób tak,żeby mnie w lesie zaskoczyła nagła i niespodziewana bajka! Niech ta bajka będzie straszna i groźna, byleby była ciekawa i piękna".
Chwile później na gładkiej skalnej ścianie pojawiają się drzwi wiodące do skarbów Sezamu.
~Ali Baba.
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2011-01-15, 22:11   

Córka Lavransa napisał/a:
O, jak mnie ładnie podsumowałeś. Co prawda blondynką nie jestem, ale oglądałam obydwa sezony "Tili Tequili". Oglądałam też mnóstwo innych tego typu programów. Nie oglądam za to czeskiego kina ambitnego ani irańskich dramatów. Definitywnie nie obcuję zatem z kulturą.
Pisząc tak z premedytacją przyrównałaś się do półinteligentnej blondynki. Odstawiłaś książki które czytasz, filmy które oglądasz i wszystkie inne ciekawe rzeczy i wyciągnęłaś z mojej wypowiedzi tylko jedną rzecz, aby użyć jej jako argumentu przeciwko mnie. Śmiem wątpić, że twoje obcowanie z kulturą jest na wiele wyższym poziomie niż głupiutkiej lolity i fakt, że obejrzałaś Tilę Tequilę tego nie zmieni.[/quote]

Ishikawa napisał/a:
No, dla mnie za wielkie uogólnienie, jednak dobijam do dna bo bardzo chętnie oglądam patologiczne wręcz Teen Moms i New Jersey Shore .
Ty też mylisz "odmóżdżanie" od "jedynej rozrywki"? ;-)

Córka Lavransa napisał/a:
To, że ja robię inaczej, nie jest dla mnie powodem do zadzierania nosa.
Do zadzierania nosa nie, ale do przymykania oczu na oczywistą rzecz już tak? ;-) Zresztą "zadzieranie nosa" to pojęcie względne, tak samo jak wszystko to, co napisałaś w tym wątku. To po prostu twój punkt widzenia determinowany poprawnością polityczną.

Ishikawa napisał/a:
Były fazy na Dickensa, Zajdla, Lema, Orwella - wiele mnie nauczyły, ale nie czuję, żebym sie stała bardziej mądrzejsza..oczytana - tak, ale jakas hiper ukulturalniona to nie.
Ale miałam potrzebę sięgać po tych pisarzy.
Zgoda - poszukujesz, czytasz i rozwijasz się, choć może nie zdajesz sobie z tego sprawy. Ktoś kto stoi w miejscu się nie rozwija, prawda? Gdyby ludzie się nie rozwijali, nie byłoby rewolucji przemysłowej i możliwości wymiany poglądów przez internet ;-)
 
     
Ishikawa 
Crazy tortoise lady



Wiek: 32
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 820
Wysłany: 2011-01-15, 22:15   

W Twojej wypowiedzi nie ma "jedynie oglądającej itp..." albo "której jedyna rozrywka jest oglądanie..itp"
także myślałam,że po prostu uogólniasz wszystkich oglądających ;)

I chyba nie tylko ja to tak ...opacznie zrozumiałam. :D
_________________
"Boże! Zrób tak,żeby mnie w lesie zaskoczyła nagła i niespodziewana bajka! Niech ta bajka będzie straszna i groźna, byleby była ciekawa i piękna".
Chwile później na gładkiej skalnej ścianie pojawiają się drzwi wiodące do skarbów Sezamu.
~Ali Baba.
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2011-01-16, 08:48   

Zakończmy ten temat, bo wprowadziłem nieopatrznie nerwową atmosferę. Wróćmy do pierwotnego tematu wątku :)
Ostatnio zmieniony przez Córka Lavransa 2011-01-16, 18:42, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Przemek0911
Stały czytelnik



Dołączył: 30 Gru 2010
Posty: 55
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-01-16, 11:19   

Martinus napisał/a:
Dlatego, że w lepszej drużynie piłkarskiej łatwiej było o sytuacje strzeleckie, a w słabszej czasem były sytuacje, że piłki nie dotknąłem :mrgreen:
Właśnie odwrotnie.
 
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2011-01-16, 12:05   

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Nie sztuka strzelić kilka goli takiemu San Marino. Ale wrzucić coś do bramki Brazylii czy Hiszpanii to już coś.
Zgoda, tylko że grając w słabej drużynie z reguły w ogóle nie masz szansy na zwycięstwo. Jak kilka lat temu Cypr grał z Holandią, to przegrał bodaj 7-0. Najlepszym zawodnikiem Cypru był bramkarz, bo mimo że wpuścił 7 goli, to obronił 20 innych :mrgreen:

Przemek0911 napisał/a:
Martinus napisał/a:
Dlatego, że w lepszej drużynie piłkarskiej łatwiej było o sytuacje strzeleckie, a w słabszej czasem były sytuacje, że piłki nie dotknąłem :mrgreen:
Właśnie odwrotnie.
No właśnie nie :mrgreen: Grając z dobrymi zawodnikami w drużynie, oni stwarzają ci dobre sytuacje strzeleckie. Dobrze dryblują, "gubią" przeciwników i podają ci piłkę "jak na tacy". Wystarczy strzelić :mrgreen: Jak grasz w słabej drużynie, to czasem nawet z piłką za połowę nie wyjdziesz, bo zarówno ty, jak i koledzy tracą piłkę na rzecz dobrych zawodników z drużyny przeciwnej ;-)

Poza tym, nie mówię o tym, że zawsze grałem w silnej drużynie. Jeżeli są drużyny z w miarę wyrównanym poziomem, to można grać nawet w słabszej. Gorzej jak się jest w "San Marino" i gra przeciwko "Brazylii" ;-) Gwarantuję, że do piłki zbliżyć się można wtedy tylko wyciągając ją z siatki ;-)
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2011-11-15, 10:10   

Postanowiłem odświeżyć nieco ten temat, który zakurzony i pokryty mchem i grzybami pleśniowymi z każdym dniem obsuwał się coraz niżej w dół formowej hierarchii, a że jest to wątek z przyszłością i sporym potencjałem, to należy przynajmniej jeszcze raz dać ostatnią szansę na życie ;-)

Wszystko zaczęło się dzisiejszego poranka, kiedy to zaspany i w zamulonym stanie ducha, zostałem wyprowadzony przez mojego psiaka na wczesny spacer na pobliski wojskowy poligon, a raczej to, co z niego w dniu dzisiejszym zostało ;-) Obserwując Odiego hasającego po niemal bezkresnych terenach należących do wojska, moje myśli bezwiednie skierowały się w stronę zbliżającej się pory zimowej i nadchodzącej wraz z nią fali minusowych temperatur. Zacząłem też w myślach planować plan lektur na najbliższe miesiące, aby urozmaicić sobie tę niezbyt interesującą porę roku. W tym momencie naszła mnie refleksja, że może najlepszymi "zimowymi " lekturami byłyby utwory powiązane z tą porą roku? Od tej chwili moje rozważania poszły w tę właśnie stronę - czy na odbiór książki w jakikolwiek sposób wpływa aura za oknem? Czy zimowa aura za oknem malująca zimową scenerię i trzaskający mróz sprzyjają np. lekturze "Lodu" Jacka Dukaja? Czy czując chłód zza okna i widząc wszechobecny śnieg łatwiej się wczuć w atmosferę brudnych oficyn carskiej Warszawy pokrytej Lodem czy poczuć na skórze szczypanie mrozu lodowej Azji? A może to wszystko tak naprawdę nie ma znaczenia i nawet czytając "zimowe powieści" porą letnią czujecie chłód mrożący krew w żyłach?

Jak myślicie? Zapraszam do dyskusji :evil2:
 
     
Kamil 



Wiek: 31
Dołączył: 05 Maj 2011
Posty: 3807
Wysłany: 2011-11-15, 10:45   

Dla mnie znaczenie ma przede wszystkim pora dnia. Dużo łatwiej wczuć się w klimat książki nocą, w słoneczny dzień nie potrafię, chyba że książka jest wyjątkowo dobra. Dlatego czytam głównie wieczorami i w nocy. W zime jest zdecydowanie mniej słońca, wieczory dłuższe, więc jak do tego tak podejść to zimą lepiej się czyta.

W zime chętnie sięgam po letnie książki, pozwalają oderwać myśli od tego mrozu, wrócić choć na chwilę do wakacji, z drugiej strony: latem nie lubię czytać o zimie...
Takie tam, może i dziwactwa :)

Pamiętam że Gre o tron czytałem, gdy za oknem było mocno poniżej zera i padał śnieg, szczególnie dobrze czytało się fragmenty o Jonie przebywającym na północy, pewnie latem tak dobrze bym tego nie odebrał.
 
 
     
Żabka 



Dołączyła: 04 Lis 2009
Posty: 1599
Skąd: zewsząd
Wysłany: 2011-11-15, 10:59   

Ja mam raczej podejście takie, że w zimę wolę czytać książki kryminalne czy klimatyczne, bo przez brzydką pogodę za oknem mogę poświęcić im więcej uwagi.
Natomiast w lato uwielbiam czytać takie nie zobowiązujące powieści obyczajowe czy romanse. Jakoś lepiej wchodzą...
Zima sprzyja u mnie w wybieraniu wielkich tomiszczy do przeczytania i rozkoszowaniem się nawet samą ilością stron. ;-)
Dlatego myślę, że aura wpływa na to, co wybieram jako lekturę.
_________________
Wyobraźnia bez wiedzy może stworzyć rzeczy piękne.
Wiedza bez wyobraźni najwyżej doskonałe.

Mój blog: http://filmyksiazki.blogspot.com/
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2011-11-15, 13:23   

kenaz napisał/a:
Pamiętam że Gre o tron czytałem, gdy za oknem było mocno poniżej zera i padał śnieg, szczególnie dobrze czytało się fragmenty o Jonie przebywającym na północy, pewnie latem tak dobrze bym tego nie odebrał.
Pogrubienie moje.
Właściwie w tym jednym zdaniu wyraziłeś to, co ja próbowałem w całej poprzedniej wypowiedzi niezliczoną ilością słów wypluwanych na ekran monitora ;-) Ta myśl pojawiła się w moim umyśle, ale jak widać - człowiek jest osobą ułomną i bardzo często nie potrafi odpowiednio uzewnętrznić swoich myśli.
W tym miejscu do głowy natychmiast przychodzi mi przykład ulubionej książki na przestrzeni całego mojego życia. Mianowicie chodzi o "TO" autorstwa Stephena Kinga. Mój osobisty fenomen. W "TO" główną rolę gra klimat - ten charakterystyczny dla Kinga małomiasteczkowy, połączony z beztroską dziecięcych lat, zmieszany z grozą zła dziejącego się w Derry, no i tym, że przecież Pennywise wrócił i znowu trzeba stawić mu czoło. Najważniejszy w książce jest klimat wakacji i lat dziecięcych, które są motorem pociągowym tej książki. Kiedyś czytałem "TO" co roku i zawsze w wakacje. Po 8 razie (!!!) zaprzestałem :mrgreen: Potem jeszcze wracałem kilka razy, ale zwykle we fragmentach. W najbliższe wakacje zamierzam podejść do tej knigi po raz 9... i... no właśnie - nie wyobrażam sobie, aby czytać tę książkę w innym okresie niż pora letnia. Podejrzewam, że gdybym ją czytał np. w miesiącach jesiennych czy zimowych, to odczucia miałbym o niebo inne. Bez ciepłego powietrza wlatującego do pokoju, bez odgłosu świerszczy grających koncert, bez brzęczących komarów i bez świadomości, że to wakacje są - ta książka zapewne zupełnie inaczej smakuje :mrgreen:
To wszystko chciałem zawrzeć w poprzedniej wypowiedzi, ale mi nie wyszło ;-)
 
     
Czarna_Smoczyca 



Wiek: 37
Dołączyła: 09 Lis 2011
Posty: 489
Skąd: Emmeloord
Wysłany: 2011-11-15, 13:39   

M napisał/a:
Podejrzewam, że gdybym ją czytał np. w miesiącach jesiennych czy zimowych, to odczucia miałbym o niebo inne.


moze warto w takim razie sprawdzic jak
M napisał/a:
smakuje
zimowa pora???

Nigdy sie nad tym nie zastanawialam, ale teraz czytajac wasze wypowiedzic musze przyznac, ze zimo czyta mi sie lepiej. Zapadam sie w sofe pod kocem, ksiazka w reku.... tak, to jest to. Latem ciezko mi sie czyta bo wole spedzac czas na zewnatrz, a to sloncze oslepia i przypieka, a poza tym mam wiecej roboty przy Malej bo w domu to to nie usiedzi, a oczy trzeba miec w kolo glowy zeby ja upilnowac.
_________________
Herbata
 
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 40
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2011-11-15, 15:51   

U mnie to chyba raczej pora dnia, a nie roku. To znaczy, ja czytam tak samo jak śpię - w każdych warunkach, ale zdecydowanie wolę wieczorem albo nocą, kiedy jest ciemniej i ciszej. :)

PS. Całkowicie off-topiczny - M, jak tam psiak? Dalej urządza koncerty...? I proszę, nie mów do niego "Odi", to po łacinie znaczy "nienawidzę"... No, chyba że dalej urzadza koncerty, i... ;-)
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum KGB

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 14