Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Dom bez książek
Autor Wiadomość
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2010-12-13, 08:43   Dom bez książek

Jak zapatrujecie się na zagadnienie posiadania książek w domu. Jak to wygląda u Was (tu jestem spokojny, na pewno świetnie), a jak u Waszych znajomych. Zwłaszcza to ostatnie jest ciekawe. Zdarza Wam się zajść do kumpla, przyjaciółki i delektować się patrzeniem na ich podręczny księgozbiór? :)

Czy książki w domu są potrzebne, żeby się w nim dobrze czuć, czy może wystarczy od czasu do czasu zajść do biblioteki. W tym temacie chciałbym porozmawiać nie tyle o czytaniu książek, bo to każdy z nas kocha i nie ma dylematu, ale o posiadaniu, o tym czy bez książek w domu da się żyć. :)
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2010-12-13, 09:25   

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Jak zapatrujecie się na zagadnienie posiadania książek w domu.
Szczerze mówiąc, to ja osobiście nie wyobrażam sobie domu bez książek. Dom bez książek jest jak pokój bez klamek ;-) W miejscu mojego zamieszkania zawsze były książki, raz było ich więcej, raz mniej, ale zawsze były. Moi dziadkowie posiadali całkiem pokaźna bibliotekę, w której można było znaleźć m.in. nieśmiertelne dzieła Włodzimierza Lenina :mrgreen: Mój ojciec też ma swoją kolekcję, która choć wielkością nie bije na głowę, ale małe co nieco się w niej znajduje. Ja mam 84 książki (z czego 44 poświecone starożytnemu Rzymowi), ale niestety zostały one w mieszkaniu w Szczecinie. Dopóki nie kupimy z narzeczoną własnego mieszkania, to będę na wynajmowaną kawalerkę zwoził tylko książki które namówią mnie na rozpoczęcie lektury ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Zdarza Wam się zajść do kumpla, przyjaciółki i delektować się patrzeniem na ich podręczny księgozbiór? :)
Niestety, nie bardzo. Większa część mojego dość szerokiego grona znajomych to ludzie, którzy może nie tyle brzydzą się słowem pisanym, co niespecjalnie go pożądają ;-) W związku z tym, posiadane przez nich książki są raczej w ilościach dość szczątkowych. Tylko nieliczni posiadają ich kilkanaście, choć z reguły są to pozycje wybrane w dość chaotyczny sposób, np. pod wpływem czytelniczej mody ("Bridget Jones" i "Kod Leonarda da Vinci" obok sagi "Zmierzch" tylko to jedno nasuwa mi się na myśl :mrgreen: ).
Tylko jedno zaprzyjaźnione małżeństwo posiada dość ciekawy księgozbiorek (Zafon, Koontz, Dan Brown, Cussler + kilkanaście pozycji historyczno-politycznych oraz trochę kobiecej literatury). Wadą jest to, że urodziło im się teraz dziecko i na czytanie raczej czasu nie mają, a pieniądze pakują w zasadzie tylko w potomka swoich lędźwi, więc księgozbiorek nie zmienił się od kilku miesięcy ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Czy książki w domu są potrzebne, żeby się w nim dobrze czuć, czy może wystarczy od czasu do czasu zajść do biblioteki.
Najlepiej się czuję w księgarniach i w antykwariatach, gdzie książek jest duuuuuuuuuuuużo ;-) Biblioteki już tak na mnie nie działają niestety. Może dlatego, że jestem książkowym fetyszystą :mrgreen:
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2010-12-13, 21:05   

Lubię biblioteki, mają taki swojski, kochany, książkowy zapach. :)

W domach, w których bywam - nie jest ich wiele - najczęściej jest dużo książek. I ludzie są przyzwyczajeni, że od progu witam się z nimi machnięciem ręki i pędzę na polowanie. :) Szczególnie moja przyjaciółka, która jest hm... w dobrej sytuacji finansowej i zawsze ma coś nowego, jest zawsze przygotowana na to, że mocno przetrzebię jej liczne szeregi. :)

U mojej teściowej książek nie ma. Nie wpływa to oczywiście na przytulność domu, gdzie zawsze jest smakowite jedzenie, kwitnące storczyki i mnóstwo przytulastych, domowych detali. Nie wpływa to też zresztą specjalnie na teściową, która w bibliotece bywa i czyta. Co tam czyta, to jej sprawa, ale czyta. Wniosek - bez książek w domu można żyć. :)

Aha, jeszcze jedno - w obcym mieszkaniu, w którym jestem po raz pierwszy, u osoby, którą dopiero poznaję - zawsze kieruję się w stronę półki z książkami. To, co dana osoba u siebie ma, coś mi o niej zawsze powie. :)
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2010-12-13, 21:26   

Córka Lavransa napisał/a:
Aha, jeszcze jedno - w obcym mieszkaniu, w którym jestem po raz pierwszy, u osoby, którą dopiero poznaję - zawsze kieruję się w stronę półki z książkami. To, co dana osoba u siebie ma, coś mi o niej zawsze powie.


'What! You too? I thought I was the only one.' :)

Córka Lavransa napisał/a:
Wniosek - bez książek w domu można żyć. :)


Ale co to za życie? Bez urazy dla teściowej. :)
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2010-12-13, 23:42   

Yeah, me too :mrgreen:
Trzeba trochę powęszyć i obadać, kto zacz...

Życie całkiem niezłe, wydaje mi się, tym bardziej, że jak napisałam, to nie jest życie bez książek, tylko dom bez książek. A to różnica. :)
Życie bez książek obserwuję na przykładzie jednej z moich koleżanek z pracy. Clubbing, clubbing, clubbing, to tak w skrócie. Kosmetyki, "Kac Vegas" i "Lejdis"... i niewiele więcej. Co dziwniejsze - narzeczony tej koleżanki "czyta". Piszę to z lekkim przekąsem, ponieważ pan czyta rzeczy "modne". Był więc Murakami, był Kapuściński. Z panem nie rozmawiałam, ale rozmawiam z koleżanką i czasami jest to nawet zabawne, kiedy ona z pełnym przekonaniem głosi zasłyszane od niego opinie, nie mając żadnej styczności z książką, na temat której się wypowiada...
Dla mnie takie życie to byłby koszmar. Koleżanka jednak w nieświadomości swej wygląda na względnie szczęśliwą, więc jej nie żałuję. :)
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2010-12-14, 08:36   

Córka Lavransa napisał/a:
U mojej teściowej książek nie ma. Nie wpływa to oczywiście na przytulność domu, gdzie zawsze jest smakowite jedzenie, kwitnące storczyki i mnóstwo przytulastych, domowych detali. Nie wpływa to też zresztą specjalnie na teściową, która w bibliotece bywa i czyta. Co tam czyta, to jej sprawa, ale czyta. Wniosek - bez książek w domu można żyć. :)
U mojej teściowej książek jest całkiem sporo, co raczyłem wykorzystać kiedy w ubiegłym roku złamałem rękę i z nudów przetrzebiłem nieco jej domową biblioteczkę. Aż się dziwię, że moja narzeczona nie lubi czytać mając w młodym wieku taką styczność ze słowem pisanym...

Córka Lavransa napisał/a:
w obcym mieszkaniu, w którym jestem po raz pierwszy, u osoby, którą dopiero poznaję - zawsze kieruję się w stronę półki z książkami. To, co dana osoba u siebie ma, coś mi o niej zawsze powie. :)
Ale to może też na swój sposób mylić, jak to z pozorami bywa. Moja biblioteczka głównie składa się z książek stricte naukowych, więc osoby odwiedzające mój pokój w Szczecinie mogą mieć wrażenie, że jestem jakimś intelektualistą :mrgreen: A to przecież nieprawda ;-)
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2010-12-14, 20:28   

Martinus Jachus napisał/a:
Ale to może też na swój sposób mylić, jak to z pozorami bywa. Moja biblioteczka głównie składa się z książek stricte naukowych, więc osoby odwiedzające mój pokój w Szczecinie mogą mieć wrażenie, że jestem jakimś intelektualistą :mrgreen: A to przecież nieprawda ;-)


Zaprawdę, zaprawdę, wszyscy wiedzą, że jesteś przyrośniętym do butelki z winem marki wino prymitywem i tylko zręcznie się maskujesz... :hehe:
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2010-12-15, 09:24   

Córka Lavransa napisał/a:
Zaprawdę, zaprawdę, wszyscy wiedzą, że jesteś przyrośniętym do butelki z winem marki wino prymitywem i tylko zręcznie się maskujesz... :hehe:
Przejrzałaś mnie, chociaż nie do końca :mrgreen: Tak naprawdę jestem nieślubnym synem Boba Marley'a i Joli Rutowicz, przez co do dnia dzisiejszego pozostaję pod opieką psychoterapeutów. W nocy śnią mi się krasnoludki i mówią "Zrobimy siku, jak nie kupisz kolejnej książki" i w związku z tym kupuję je i czytam, bo boję się obudzić na prześcieradle z wielką żółtą plamą :mrgreen: Poza tym - pomimo faktu, że mieszkam na czwartym piętrze, to nie jestem człowiekiem na wysokim poziomie. Nie lubię podejmować trudnych decyzji, ale uwielbiam podejmować pieniądze z banku :mrgreen: Taki ogólnie dziwny człek jestem ;-)
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2010-12-15, 22:33   

Ja bym też wymagała opieki psychiatrycznej, gdybym musiała żyć ze świadomością, że mój ojciec zmarł trzy lata przed narodzinami mojej matki... :hehe:
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3878
Wysłany: 2010-12-17, 21:38   

Martinus Jachus napisał/a:
U mojej teściowej książek jest całkiem sporo, co raczyłem wykorzystać kiedy w ubiegłym roku złamałem rękę i z nudów przetrzebiłem nieco jej domową biblioteczkę.


Ja niestety nigdy nie miałem w otoczeniu rodziny i znajomych domu, na którego biblioteczce mógłbym pasożytować. :) A na pewno taka przygoda byłaby miła.

Martinus Jachus napisał/a:
Moja biblioteczka głównie składa się z książek stricte naukowych, więc osoby odwiedzające mój pokój w Szczecinie mogą mieć wrażenie, że jestem jakimś intelektualistą :mrgreen: A to przecież nieprawda ;-)


Skromność przede wszystkim. Moja biblioteka składa się głównie z literatury pięknej, w połowie klasycznej, w połowie z fantastyki plus trochę literatury przygodowej, podróżniczej czy reportażu. Można by odnieść wrażenie, że mieszka tu jakiś humanista, a nie inżynier. :) Pozory mogą mylić. :)

Córka Lavransa napisał/a:
Życie bez książek obserwuję na przykładzie jednej z moich koleżanek z pracy. Clubbing, clubbing, clubbing, to tak w skrócie. Kosmetyki, "Kac Vegas" i "Lejdis"... i niewiele więcej.


Bardzo dobrze opisał tą kwestię jednym zdaniem C.S. Lewis:

"Friendship is unnecessary, like philosophy, like art... It has no survival value; rather it is one of those things that give value to survival."

Czytanie wcale nie jest do życia potrzebne, można sobie dobrze bez niego radzić. Fakt faktem, że bez książek nie byłoby naszej cywilizacji w obecnym kształcie. Internet, telewizję mamy dopiero od kilkunastu lat/dekad natomiast książka towarzyszy nam od wieków. I zawsze towarzyszyła domom inteligentnych ludzi.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2010-12-30, 08:49   

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Czytanie wcale nie jest do życia potrzebne, można sobie dobrze bez niego radzić.
Oczywiście, że można. W naszym kraju sytuacja wygląda tak: większość Polaków nie czyta i nie rozumie "wyrzucania" pieniędzy na książki. Ci którzy czytają, podchodzą do książek w specyficzny sposób - książka ma duszę, musi żyć, nie ocenia się jej po okładce, musi to być ryza kartek śmierdząca kurzem i starością, itd. Dla mnie książka to jest zwykły przedmiot jak figurka Hasbro czy klocki Lego. Im lepszej jest jakości, tym większą ma wartość kolekcjonerską. Są ludzie, którzy zbierają monety, są tacy, którzy zbierają znaczki i to jest powszechnie rozumiane i akceptowane, choć zarówno monety, jak i znaczki mają inne zastosowanie praktyczne ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Fakt faktem, że bez książek nie byłoby naszej cywilizacji w obecnym kształcie. Internet, telewizję mamy dopiero od kilkunastu lat/dekad natomiast książka towarzyszy nam od wieków. I zawsze towarzyszyła domom inteligentnych ludzi.
Mogę się pod tym podpisać rękami i nogami ;-) Z całą świadomością i odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że książki były, są i zawsze będą dla mnie ważne. Były w moim życiu zawsze, czytam je i zbieram już od ponad piętnastu lat, choć księgozbiór wielokrotnie ulegał zmianom, czasem dość poważnym ;-) Są takie książki, które lata temu zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie, które przeczytałem masę razy i mimo tego, że obecnie stoją i kurzą się na półce i może już nigdy do nich nie zajrzę, to nigdy w życiu bym się ich nie pozbył ;-)
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2011-01-01, 20:01   

Martinus napisał/a:
Ci którzy czytają, podchodzą do książek w specyficzny sposób - książka ma duszę, musi żyć, nie ocenia się jej po okładce, musi to być ryza kartek śmierdząca kurzem i starością, itd. Dla mnie książka to jest zwykły przedmiot jak figurka Hasbro czy klocki Lego. Im lepszej jest jakości, tym większą ma wartość kolekcjonerską.


Dla mnie książka ma duszę. Musi tak być, skoro jest przyjacielem człowieka. Jak kobieta. ;)
Dlatego nigdy nie powiem, że książka "śmierdzi" starością. Ona nią pachnie...

Nie zgodzę się też z twierdzeniem, że im lepszej jest przedmiot jakości, tym większą ma wartość kolekcjonerską. Rozlatujący się egzemplarz "Chłopów" w pierwszym wydaniu miałby dla mnie o wiele większą wartość niż lśniący nowością "Zmierzch" S. Meyer w oprawie twardej z obwolutą...

A w temacie - ostatnio zdarzyło mi się oglądać plany domu kolegi z pracy. I jest tam miejsce na gabinet z książkami. Niezbyt duży, ale słoneczny, z narożnym oknem... Rozmarzyłam się... :)
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
M 



Dołączył: 15 Lis 2010
Posty: 1479
Wysłany: 2011-01-01, 20:41   

Córka Lavransa napisał/a:
Dlatego nigdy nie powiem, że książka "śmierdzi" starością. Ona nią pachnie...
Witam w gronie fetyszystów :mrgreen:

Córka Lavransa napisał/a:
Nie zgodzę się też z twierdzeniem, że im lepszej jest przedmiot jakości, tym większą ma wartość kolekcjonerską. Rozlatujący się egzemplarz "Chłopów" w pierwszym wydaniu miałby dla mnie o wiele większą wartość niż lśniący nowością "Zmierzch" S. Meyer w oprawie twardej z obwolutą...
W przykładzie który podałaś - masz rację. Natomiast w przypadku - rozlatujący się egzemplarz "Zmierzchu" nie ma tej samej wartości co nowy i nieczytany egzemplarz "Zmierzchu", prawda? ;-)
 
     
Przemek0911
Stały czytelnik



Dołączył: 30 Gru 2010
Posty: 55
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-01-01, 20:55   

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Zdarza Wam się zajść do kumpla, przyjaciółki i delektować się patrzeniem na ich podręczny księgozbiór? :)

Moi kumple mają tylko podręczniki, a i to nie zawsze:D
U siebie mam bardzo dużo książek.
 
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2011-01-01, 22:09   

Martinus napisał/a:
W przykładzie który podałaś - masz rację. Natomiast w przypadku - rozlatujący się egzemplarz "Zmierzchu" nie ma tej samej wartości co nowy i nieczytany egzemplarz "Zmierzchu", prawda? ;-)


Nieprawda - w tym przykładzie obie książki, które wymieniłeś, nie mają absolutnie żadnej wartości... :hehe:
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 12