Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Po kilka razy
Autor Wiadomość
mikaz/paweujana 
FaktyFikcyjne


Wiek: 31
Dołączył: 05 Lut 2018
Posty: 5
  Wysłany: 2018-02-05, 12:24   Po kilka razy

posty beda wyswietlane rozdziałami, w miarę usprawnień edytowane, tak, aby było to przejrzyste. proszę o wyrozumiałośc. to moja druga próba opisania wymyślonych, niestworzonych historii. Pierwszą można było usłyszec lata temu w szkole ...





:admin:



PO KILKA RAZY-mikaz/paweujana

"(...) prawdą stają się słowa wydrukowane (...)"


#Od Autora
Kilka wątków, w danym opisie zdarzeń, mogły wydarzyc sie na prawdę. Zapewniam jednak, że opowieści te, nie mają na celu nikogo urazic, czy też zachęcic do naśladowania. Jest to po prostu czysta fikcja literacka, która jednak może, ale w cale nie musi wydarzyc się w świecie rzeczywistym. Można powracac do tej historii tak samo, jak do dobrego flmu. Jest na tyle rzeczywista, że momentami będzie można się zaśmiac, przerazic, czy też zastosowac niekoniecznie w łóżku. Chodzi o to tak na prawdę o to, że mi jako autorowi tego opowiadania, sam nie wiem jakiego gatunku to będzie, po prostu się nudzi i czasem będzie siedział po nocach i za dnia, aby Wam, drodzy czytelnicy, którzy lubicie czytac, miło spędzało się czas. Wyobrażając sobie wybrane fragmenty, zanużymy się głęboko w czasoprzestrzeń. Akcja dzieje się na ogromnym statku kosmicznym... Dziwne? No cóż... czytajcie, a dowiecie się o co chodzi. Pewnie i tak większośc z Was wie o czym mowa. Mnie już ciarki zaczynają przechodzic to co może się w tym opowiadaniu wydarzyc.

Słońce świeci wysoko nad głowami. Facet wtedy, ma na czym zawiesic tak zwane oko. Pytasz dlaczego? Odpowiem. Dziewczyny są ubrane skąpo. Niektóre z nich praktycznie nie mają nic na sobie, aż chciałoby się podejśc i zapytac wprost. Ale czy dostanie się po pysku? Napewno nie, gdy wyłoży się na stół odpowiednie narzędzie. Dar persfazji inaczej pisząc. Kobiety też obserwują muskulaturę mężczyzn, jednak stanowczo brakuje takich sytuacji, w których one podejmują się tego ryzyka. Oboje zastanawiają się, jak dorwac się nawzajem nie tylko do majtek, ale i serc. Tak po prostu, by móc życ w zgodzie, pomino wcześniejszych doświadczeń życiowych. Są one na prawdę różne - tyle wiem przynajmniej z telewizji, z różnych ogólnodostępnych programów. Oglądam ją coraz mniej, by opisac to, co siedzi w mojej wyobraźni. Niektórzy polują, aby to zrobic, niekoniecznie w łagodny sposób. Jednak, jeśli chodzi o mnie, nigdy nie zapytałem o to nieznajomej, a partnerkę, z którą żyłem na kocią łapę.

Czy odważę się stanąc po stronie z któregoś bohaterów czy narratorów?
Zapewne nie. Chociaż jestem na tyle, by to móc ubrac, może w złe słowa i nie będą one piękne, ale tak po prostu, najzwyczajniej, żeby szybko się czytało i nie zabrało Wam zbyt wiele cennego czasu.


-O co chodzi? - zapytał czytelnik
Odpowiadam, że to najprostsza odpowiedź na świecie ...

Jeśli nie zadałeś tego pytania.... to odłuż, spal (jeśli kiedykolwiek będzie to wydane) i nie czytaj więcej. Sam przeczytałem zaledwie kilka książek. Zawsze wolałem pisac. A więc usiądź lub też połóż się wygodnie i po prostu składaj literki ...


Rozdział I - " Trudne początki"

-Tato, jak poznaliście się z mamą? - zapytały mnie dzieci, kiedy przyszedłem z pracy.
-To długa historia, z czasem wam opowiem.
-Długo będziemy tak leciec bez końca? Dokąd właściwie zmierzamy? - znów zapytały
-To jest bardzo skomplikowane, nie wiem czy będę mógł to w jakikolwiek sposób wyjaśnic.
-Dlaczego?
Podszedłem do sejfu, gdzie znajdowały się zapomniane rzeczy z lat mojej młodości. Kiedyś już je wyrzuciłem, ale tu gdzie się znajdujemy teraz, ciężko cokolwiek wytłumaczyc. Sam dokładnie nie wiem jak się tutaj znalazłem. Nigdy do konca nie wierzyłem w taki przebieg sprawy. Sądziłem, że jest to nierealne - myliłem się. Wyciągnąłem stary komputer i go włączyłem. Wpisałem w przeglądarce odpowiedni adres i włączyłem audycję.
-Gdy byłem małym chłopcem, po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że czegoś w życiu mi brakuje. Nie wiedziałem o co chodzi. Byłem sam. Nie tak dosłownie, ponieważ rodzina zawsze była blisko mnie. Z biegiem lat to ja się od niej oddalałem. Obecnie, powoli,i małymi krokami do niej powracam. Jednak według niej, czyli rodziny robiłem zbyt wiele złych rzeczy. Tak na prawdę, wydaje mi się, że byłem i jestem oraz będę dobrym człowiekiem. Niektórym może wydawac się zupełnie odwrotnie. Nie znają mnie na tyle i nie mają prawa mnie osądzac, wysłuchując, nie ode mnie słów, a tylko plotek. Często też nie zgadzają się z moimi poglądami, ale szanuję to, każdy może miec swoje zdanie. Szkoda tylko, że praktycznie nikt nie chce się zgodzic z tym co mówię. Wmawiają mi różne rzeczy, że nie znam życia, że telewizja kłamie, niezdrowa żywnośc i tak dalej. A sami robią gorsze rzeczy ode mnie i nie dają sobie powiedziec, że robią źle. Ja im oczywiście przyznaję rację, oni mnie nie... W końcu doszedłem do wniosku, że pójdę do wojska. Z kobietami mi się nie układało, więc wykażę się w inny sposób. Trafiłem na dośc odpowiedni moment. Z powodu zbliżającej się niebawem wojny religijnej.Mineło kilka lat od tych krwawych wydarzeń. W końcu nastała błoga cisza. Strzały ucichły. Jęki od zadanych ran znikły, a blizny zanikły. Zaczęły się natomiast koszmary. Wspomnienia, Eh... zaczęły powracac. Jak wcześniej brakowało mi ciepła i bliskości kobiety, której nigdy nie zaznałem, tak w trakcie wojny poznałem smak krwi i gwałconych kobiet, bólu i cierpienia. Gdy już poznałem smak zwycięstwa nad słabszymi, teraz uświadomiłem sobie, że potrzebuję przebaczenia. Wypełniałem w końcu rozkazy. Nie zastanawiając się nad ich słusznym rozwiązaniem. Jednak... lęki powracały. Nie chciałem już nikomu zrobic krzywdy. Dostawałem ataku szału na myśl co tam się działo.
-AAAAAAAAAA! - wykrzynałem głośno trzymając obie dłonie na głowie. - Czuję się okropnie. Nauczyłem się złych rzeczy. Jestem w tym dobry. Nawet za bardzo. Ah ... Trzeba to powtórzyc -z uśmiechem na twarzy pomyślałem...Dawniej było inaczej, więcej się działo. Teraz mieszkam przy lesie, i posiadam tam parę działek. Są one położone, na uboczu, z dala od cywilizacji ludzkiej. Są natomiast różne zwierzęta, które można spotkac na swej drodze.
- Opowiem wam krótką historię, już przechodzę do odpowiedzi na pytanie. Starałem zachowac powagę. Zaczęli zbierac się ludzie, siadali na swoich miejscach. Nie było ich jednak za wiele, większośc z nich wolała zostac w domu, bo tak wygodniej. Niektórzy też nie mogli przyjśc z różnych przyczyn. Dla wszystkich i tak miejsca niewystarczyłoby, więc może i dobrze że zostało kilka miejsc wolnych. Dla mnie to nawet lepiej, bo i tak już zaczynałem się stresowac bardzo.
-Coś krucha publicznośc - pomyślał reżyser - Pierwsza od kilku tysiącleci taka historia, a jest ich tak mało. No trudno, zobaczymy co z tego wyjdzie.
-Zapadał mrok. Wziałem psa ze sobą i wszedłem do lasu. Azor miał na imię - zacząłem.
-Hah! Śmieszna historia - przerwał jeden z reporterów.
-Nie wiem czy pana to rozbawi - odpowiedziałem, dośc mocno zdenerwowany.
Reporter zaskoczony moją odpowiedzią, nie zadawał już więcej pytań. Spoglądał na mnie dziwnym wzrokiem. Chciał zadac pewnie jakieś pytanie, od razu przejsc do sedna sprawy. Obok mnie siedziała Marry.
-Był on fajtłapą, ale go kochałam - odpowiedziałam
-haha - zaśmiał się tłum.
-Jak był fatłapą, to w jaki sposób przeżył na froncie? - zapytał nastepny z reporterów.
-No John! Mów jak to było na prawdę.
-Ależ Marry, nie wypada, to dośc krępujące.
Rozmowa toczyła się na żywo w radio. Para wygrała nagrodę "wywiad z radiem" na temat ich pierwszego pocałunku.
-Nie kłam, opowiadaj jak to jest na prawdę! - wykrzyknęła moja kobieta.

#Hmmm.... zastanawiam się właśnie czy opisywac tą straszną historię.

-Czas spac, wyłączcie to już, ale już!
Wyłączyłem komputer, bo wiedziałem co się stanie. Miały już dawno zapaśc w hibernację. Dorwały jednak stary film z przed laty, gdy mnie nie było. Nie wiedziały, jak obsługiwac magnetowid, więc na moje szczęscie nie zobaczyły tego wywiadu. Dopalam papierosa i zastanawiam się co powiedziec, nagle te małe brzdące odpowiedziały, bardzo mnie zaskakując.
-Jest 3458 rok, czwartej ery poznawczej. Lecimy nawet długo, nie wyłączaj tej audycji. Mamy czas na wysłuchanie do końca! - powiedziały dzieci.
-Tylko najodważniejszemu i głodnemu ciekawostek opowiem to co się zdarzyło.
Były jednak one zbyty młode, by wszystkie mogły to usłyszec. Zbyt przykra sprawa. Temat zamknięty.
-No opowiadaj! - zachęcająco wymówiły wszystkie naraz.
-John choooooc do mnie - ponętnym głosem wymówiła Marry.
-Już...a Wy słuchajcie audycji dalej. Tylko nie wiem czy później spokojnie zasniecie.
Jako jedyny, wtedy nagrywałem ten wywiad. Nigdy bym nie pozwolił naszym dzieciom, na to, aby zobaczyły takie rzeczy. Włączyłem im, więc to opowiadanie w formie audiobooka.
Małolaty posłuchały i włączyły głos ojca na darmowym portalu.
John w końcu dotarł do kuchni.
Opowiadałem dalej ...
-Gdy szedłem lasem nic nie wskazywało na to co zaraz się wydarzy. Było przerażająco cicho. Nagle odleciały ptaki z koron drzew, rodzina dzików przebiegła obok mnie. Azor pewnie by mi wtedy pomógł, ale uganiał się od kilku dni za zającem, który go prześladował. Bawili się w berka - mówiłem. Coś długo nie wracał, więc pewnie musiał go w końcu dorwac - pomyślałem.-Przynajmniej nie będę musiał otwierac kolejnej puszki z jedzeniem dla niego-
zacząłem się zastanawiac, jak to wszystko opowiedziec. John wyrwał się z letargu i zaczął szybko opowiadac. Miał wyłupiste oczy, szalone, po chwili zaczął się trząśc. Jednak po chwili zapytał.
-Można papierosa? Zdenerwowałem się i muszę się uspokoic.
-Czy jest z nami lekarz? - ktoś w tłumie się odezwał.
-Nie trzeba - odpowiadam - wystarczy papieros i kawa. Muszę sobie to przypomniec. Spokojnie dajcie się chwilę zastanowic.
Nastała cisza. Ludzie na widowni przestali rozmawiac.
-Tego nie było w planach - burknął cicho pod nosem komisarz.
-Mamy przejebane - cicho, lecz ze strachem powiedział Cortez.
Tylko Sara i Marry wiedziały co John chce powiedziec.
-Dajcie mu to w końcu! - wykrzyczał reżyser. -Dawac mu tą pieprzoną kawę! - dodał po chwili widząc, że nikt nie reaguje.
-A sam mu zrób! - odpowiedział operator kamery z numerem 5.
-Hahaha - zaśmiała się Jessica - kochanka operatora kamery pierwszej oraz reżysera.
-Samantha! Cho no tu! - warknął reżyser.
Wtedy wyszła ona. Ah... co to był za widok. Cudne ciało, wręcz idealne. Ten tyłeczek, te nogi, ani nie za krótkie, ani nie za długie. Troszkę koślawe, ale tak mięsiste w udzie, aby móc objąc dwiema dłońmi. Z twarzy po prostu piękna, okulary na nosie i delikatny zez. Lekki makijaż. Widac że malują ją wizażystki.
-Ooojeeeej... ta fryzura. - powiedzałem na głos. Marry popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. Kobieta ubrana w czarną sukienkę podchodziła do mnie coraz bliżej.
-O kurczę - znów żona na mnie patrzy, lekko już zdenerwowana.
Samantha podaje mi kawę. Nagle wstaję i podnosząc rękę do góry, wylewając kawę na te zgrabne ciało, mówię głośno.
-Już pamiętam!
Tłum z jeszcze większym zaciekawieniem na mnie zwrócił uwagę. Zrobiła się przerażająca cisza.
-Kurwa! Ludzie! trzymajcie się scenariusza - ryknął Cortez
-Przepraszam - odpowiedziałem, myslałem, że to znów rezyser wyraża swoje niezadowolenie.
-Nic się nie stało. Kawa i tak była zimna.
Pochyliłem się delikatnie nad głową kobiety. Nie znałem tego zapachu. Choc palę, czułem to bardzo wyraźnie, niczym kwiat lotosu. Już miałem wyobrażenia, co moglibyśmy razem zdziałac.

#kłótnia dwóch narratorów
Haha, jednak widział, że go obserwuję, więc zamiast od razu, tak przy wszystkich, od razu ją posunąc. Widziałam ten namiocik w jego spodniach. Haha. On na wszystkie tak reaguje. Na mnie niestety nie. Hmm... przecież mu daję kiedy chce, co jest grane? Marry uspokój się. Przecież wiesz, że nie o to chodzi? A o co? No wiesz.... Podejdź, zakręc się. Posmeraj. Hmm... Ale co? Ty już dobrze wiesz co. Ale jak tak? Przy dzieciach? A nie pamiętasz jak były młodsze? Ej! no weź przestań! Teraz już rozumieją więcej niż się tobie wydaje. I co znówu w sypialni w łóżku? Nie wydaje ci się że to już staje się nudne? Chodź do kuchni, blat jest idealny, ale cicho, żeby nie słyszały. Ale przecież wiesz że to nie takie proste. Nieeee.... znów te jęki? Jakie jęki? No wiesz... Uh Ah Uh Ah. Hahaha. Nie rozsmieszaj mnie. Hahaha. Chwyciliśmy się znów za ręce, tak jak wtedy. Schodzimy po schodach, a nasze brzdące słuchają dalej opowieści, która skrywa naszą ponurą historię.

-Złapał mnie wtedy za tyłeczek, podnisł i ustawił na stole. Zastanawiałam się wtedy co on zrobi - dodała Marry
-Ale kiedy? Tak beze mnie?- zapytała Sara.
-No mówię, że już wszystko pamiętam.
-Aaa, no wreszcie, przypomniałeś sobie scenariusz John? - zapytał reżyser?
- Widzisz, wszystko idzie zgodnie z planem- wyszeptał Cortez do komisarza.
-No tak, pamiętam jak to się stało - odparłem stanowczo.
-O żesz .... - pomyslał komisarz.
Cortez w tym momencie wyszedł ze studia. Komisarz tak jakby ciekawy co się stanie, został, ale bardziej wchodząc w tłum, tak aby go nikt nie rozpoznał. Operator kamer nagle włączył wszystkie mikrofony i wszystkie 5 kamer, nawet te przeciw-włamaniowe oraz głośniki na korytarzu i na zewnątrz budynku radiostacji. Domyślił się że będzie to historia na pierwsze strony gazet i w głównych wiadomościach. Wszyscy tak jakgdby zamarli. Częśc ludzi zaczęła wychodzic ze studia. Reżyser widząc to w końcu zareagował.
-No! Dalej! Wszyscy czekamy na opowieśc o waszej wielkiej miłości!
Wychodzące osoby, które jeszcze nie wyszły, usiadły z powrotem na swoich miejscach, a ci, którzy już wyszli, będąc już na zewnątrz wrócili i przyprowadzili nowych gości. Ktoś ominął ochronę, wchodząc z kamerą i wszystko udostępniał na żywo na fejsbuku, a jego znajomy, na jutubie. Ktoś inny widząc wyciągnięte urządzenia uruchomił konwersację na skajpie. Aż wreszcie się zaczęło.
-Ah! - jego dłonie dotykały moich gładkich nóg. Masował je starannie, całując w biodra. Robił to powoli. Siedziałam w kuchni na blacie. Booooże! Co on mi robił językiem. Nie potrafię tego zapomniec - rozpoczęła Marry
-Potem przeszedłem do szyji, delikatnie podgryzając kochankę za nią. Aha... jeszcze środkowy palec skierowałem do środka.
-To był środkowy?
-Tak - uśmiechnąłem się - Nie nie, to było innym razem.


#kłótnia narratorów c.d. tym razem dołącza do nich trzeci
Pamietam go, kiedy wszedłeś we mnie. Yyy, co kurwa? No wiesz twojego małego. Nie no wiem, nie jest aż taki mały. Słyszałam, że miesci się w normie. No i będziesz wiedziec to tylko ze słysznia. Ależ dziewczyny uspokójcie się. Wszystkim się zajmę. Co dzieci robią? Które, te od sąsiadów? Nie... no jak to które, nasze. Chyba słuchają dalej audycji. Oby. No, oby. Ale przecież, jak się dowiedzą? To sama prawda, lepiej żeby się sami domyśleli. Ja pierdole, nie lepiej od razu powiedziec, a nie po dzwiękach? Daj spokój. Choc tutaj.

-Dwie dziewczyny. Moje największe erotyczne marzenie okazało się rzeczywiścią. Tak po prostu dogadały się między sobą, w końcu razem przeżyliśmy piekło -zacząłem opowiadac dalej. Wszyscy zszokowani, niektórzy się uśmiechnęli.
-W końcu, gdy całowałem się z Marry, mój członek lekko zadygotał. Poczułem ciepło na moich plecach. Jednak nie zwracałem na nie uwagi. Dwa języki delikatnie, powoli i namiętnie się dotykały. Usłyszałem cześc. Spojrzałem w dół. Zauważyłem jej piękne, zielone oczy, patrzące w moje. Chciałem, żeby ta chwila trwała wiecznie.
-Wtedy zrobiłam mu dobrze - dodała Sara.
Wszyscy wokół ponownie zamarli, ale nie z nudy tylko z podniecenia. Zostali na sali i przysłuchiwali się dalej. Samatha, która zmieniła strój przyniosła już ciepłą kawę i paczkę papierosów.
-Dzięki - odpowiedziałem. Odpaliłem, ułożyłem się wygodnie w fotelu, spojrzałem w kamerę i chciałem kontynuowałem. Komisarz zaczął myślec, że Cortez miał rację i się uspokoił.
-Kurde znikł, gdzie ten Cortez, co on w tej chwili robi? -zastanawiał się prywatny detektyw, kiedy zauważył że komisarz wtopił się w tłum. -Dwójka tu orzeł, widzicie Corteza? Jednak usłyszał tylko szum radia. - Ja pierdole, co tu się kurwa dzieje? Detektyw wybrał awaryjny numer i wychodząc z sali krzyknął do słuchawki. - Szukac Corteza! To on!
-A co z komisarzem? - odpowiedziała centrala.
-Poinformuję zaraz Johna o tym. Dajcie mi 5 minut.

Wziąłem macha i łyk kawy. Znów się zaciągnąłem
-A więc, gdy już trysnął mi w twarz, poszłam do łazienki wziąc kepiel - z lekkim usmiechem na twarzy powiedziała Sara.
-Kiedy skończyliśmy tak zwaną palcóweczkę w końcu wszedł we mnie i po jego kilku ruchach miałam jednocześnie dośc i chciałam więcej. tak żeby nie kończył jeszcze, by miał siły na kilka minut dłużej.
-Nie spodziewały się jednak, haha - roześmiałem się na głos - zabezpieczyłem się.
-W jaki sposób? - zapytał kolejny reporter.
-Wziąłem wiagrę. Przewidziałem całą sytuację, w końcu w wojsku brałem udział w wielu rozpoznaniach i te doswiadczenie zamieniłem w taktykę na kobiety.
-hahaha - pojawił się napis na ekranie przeznaczoną dla widowni.

#nikt jednak nie wyszedł, znaczy ten który sie podniecił na tyle intensywnie, to to zrobił. Zauważyłam że jakaś para też. No nie ważne... kontunujmy. Ale John ja już nie mogę, boli mnie już. Kurde.

-A więc gdy już się ogarnęliśmy seksualnie poszliśmy pod prysznic. A tam miła niespodzianka. -Ha! Ja to pamiętam- znów wylewając resztki kawy rzuciłem kubkiem w jedną z kamer.
-Ja pierdole on to powie - warknął komisarz.
-Cześc John, tu Sebastian Cerkawski z najnowszych wiesci. Mówiąc to podszedł do mnie Janek, prywatny detektyw, którego wspólnie z Marry i Sarą wynajęliśmy.
-Co było dalej? No, opowiadajcie? - kolejny napis i tym razem prawie wszyscy się odezwali.
-Witam Cię Sebastianie o co chodzi?- w tym momencie zacząłem uważac na swoje słowa, zrozumiałem, że Janek czegoś się dowiedział.
-Cięcię! - wykrzyczał reżyser. - Co wy kurwa wyprawiacie do jasnej ciasnej anielki przenajświętszej!
-Mam pytanie? Zapytała Samatha
-Słucham - odpowiedziałem
-Kto to kurwa? - zapytał w myślach komisarz. Nie znam tej gazety. Gdzie ten Cortez?
Detektyw nic nie powiedział, podał mi tylko kartkę z jakimś napisem. Popatrzyłem na Marry i Sarę. Obie kiwnęły głowią, zrozumiały o co chodzi. Wtedy obok nich pojawiła się policja. Komisarz równierz został przez nich otoczony.
-Pytaj Samatho, o co chcesz mnie zapytac - zapytałem zaciągając się papierosem.
-Do cholery jasnej! Opowiadaj! Nie mamy czasu na antenie! - krzyczy reżyser.
Mimo tego, że odpowiedziałem na pytanie dotyczące tego konkuru, który wygraliśmy, wszyscy chcieli dowiedziec się więcej. Jakby sami nie mieli swojego życia. Było to lepsze od kina czy teatru. Po prostu rzeczywiste.

#No dobra, niech już wiedzą my wracamy do siebie, opisz to tak jak pamiętasz, pa
-O której to wszystko się działo? - zapytał obcy głos.
-3:30. Dwa dni temu. od tego czasu ni potrafię zasnąc. Przeszłośc wciąz nie daje o sobie zapomniec.
-Wszystko już wiemy, proszę opowiedziec jak się poznaliście, Po to w końcu tutaj przyszliście. teren zabiezpieczony, proszę państwa, aby nikt nie wychodził z sali. Doszło do przestępstwa, Parę osób jest świadkami w sprawie. John opowiadaj. zrelaksuj się i opowiadaj, nie krępuj się. Wszystko wiemy. To nie Twoja wina. Nie oskarżymy Cię. Chcemy jednak usłyszec Twoją wersję wydarzeń.

Zapaliłem papierosa. Te wystrzały, tryskająca w około krew, krzyki, jęki z ofiar wojennych aż w końcu ręce przestały się trząśc. Wziąłem macha.

- Zbierałem dalej drzewo na ognisko. Schylałem się właśnie po kolejną gałąź i nagle coś uderzyło we mnie. okazało się, że była to dziewczyna. Prawdopodobnie zgubiła się i szybko chciała się wydostac z lasu. Nie znając go można bardziej zabłądzic, tym bardziej w nocy. Wstaliśmy z ziemi. Chciała coś powiedziec. Była na tyle zdyszana, że nie mogła wydusic ani jednego słowa z siebie.
- Wiesz co? Przerażająco wyglądasz. Chciałbym zabrac Ciebie do siebie i byłabyś moją pacjętką - powiedziłem pewnie.
-Że co? - jej ręka już niemal dotknęła mojego policzka. Jednak odruchowo się odsunąłem i łapiąc za tą rękę, która chciała mnie uderzyc, szybko wykręcając, dziewczyna odwróciła się tyłem do mnie. Poczułem jej pośladki blisko mojego członka. Zrobiło się przyjemnie. Jednak zachowywałem pełne skupienie, żeby od razu nie wystrzelic.
-Aua, to boli, wieź przestań! Pomocy!- wykrzyknęła. Jednak mogły ją tylko usłyszec zwierzęta mieszkający w lesie i ewentualni ochroniarze, którzy pilnowali, aby zarobiła odpowienią kasę na ich zachcianki. Ich też akurat nie było. Zabawiali się wtedy z jej koleżanką, oczym wiedziała bardzo dobrze, ale próbowała z całych sił się uwolnic.
Mężczyzna jednak wykręcał rękę na tyle mocno by nie dała rady się uwolnic, a na tyle słabo, by jej nie złamac.
-Nic się tobie nie stanie, chciałaś mnie uderzyc, więc się bronię - odpowiedziałem szeptem, przesuwając drugą ręką blond włosy, do jej lewego ucha. Jej ciało zaczęło drżeć. Wokół było słychac tylko szum liści drzew. Ze strachu parę kropli jej potu spadło na ziemię.
-Puśc mnie! Proszę! - wyjęczała.
-Dobrze! Uspokój się, nic Ci się nie stanie, nie uciekaj.
Zwalniając uchwyt mojej dłoni, która trzymała jej rękę, odwróciłem dziewczynę przodem do siebie. Oddychała szybko, było można usłyszec jej bicie serca. Wtedy przybiegł Azor, mój pies. Zaczął szczekac na dziewczynę pokazując swoje kły, jakby miał ją zaraz rozszarpac na kawałki, aż slina zaczęła mu spływac po pysku. -ciągnąłem jednym tchem.
-Spokój! - krzyknąłem w jego stronę - Siad!.
Wilczór usiadł, a po chwili zaczął merdac ogonem patrząc na nas tak, jakby się w nas zakochał. -Jak masz na imię? Pierwszy raz Cię tu widzę, Dokąd idziesz - zapytałem.
-Niedawno mnie porwali, uciekłam im, chcieli mnie oddac, sprzedac, jakiemuś bogaczowi, Proszę, mają jeszcze Marry, szybko! szybko!.
-Powoli, nie rozumiem. Cooo takiego?
-Porwało nas kilku bandytów, przywieźli tutaj i chcieli nas sprzedac. Zaprowadzę Cie do nich. Proszę uratuj nas - płaczącym głosem, jąkając się odpowiedziała.
-Azor pilnuj!
Poszedłem szybkim krokiem do szopki, która stała niedaleko. Zabrałem z niej siekierę i wróciłem z powrotem.
-Teraz uspokój się i pokaż gdzie oni są.
Dziewczyna skinęła głową na znak zgody, chwyciła mnie za dłoń i po dłuższym czasie znaleźliśmy samochód, w którym rozgrywał się dramat.
-Dobra. Zaprowadź ją do domu - rozkazałem wilczórowi.
Zwracając się do prostytutki powiedziałem, że nie może wykonywac gwałtownych ruchów, żeby pies nie zrobił jej krzywdy.

W vanie było słychac krzyki. Dwóch mężczyzn prawdopodobnie gwałciło Marry. Trzeci stał na zewnatrz i palił papierosa. Stał spokojnie jakgdyby nigdy nic. Nawet śmiał się.
-Szybciej chłopaki, musimy znaleźc jeszcze tamtą kurwę, zanim znajdzie pomoc! - uderzył w bok auta. Odwracając się, niemile się zaskoczył kiedy moja pięśc uderzyła w jego brzuch. Schylając się z bólu, dostał jeszcze z kolana, po czym padł na ziemię. Szybkim krokiem podszedłem do tylnych drzwi i je gwałtownie otworzyłem.
-Witam! Wypierdalac! -zawołałem w ich kierunku.
Jeden, który czekał na swoją kolej, obsrwując jak próbuje dorwac się do dziewczyny, instnktownie chwycił za pistolet. Okazało się, że jednak byłem szybszy od niego. Ostrze siekiery trafiło prosto w jego czoło. Krew rozprysnęła się na twarz drugiego oprawcy.
-Co do cholery? wykrzyknął z przerażenia drugi facet, kiedy jego partner upadł obok niego na podłogę.
-AAAA! - właśnie zauważył wbitą siekierę. Z paniki szybko wybiegł z vana. Nie uciekł jednak zbyt daleko. Biegł tak szybko, że potknął się o kamień i przebił sobie płuco o wystający korzeń. Dziewczyna leżała bez ruchu, nie wiedziała co co się dzieje, była tak mocno przerażona że z ledwością mogła coś powiedziec. Poczułem ból w nodze. Okazało się, że ten pierwszy odzyskał przytomnośc i wbił mi nóż w łydkę. Miałem na tyle szczęścia, że przybiegł Azor i wgryzając sie w jego kark odsunął go ode mnie.
-Zabij! - wykrzynąłem. Wtedy wirczór dokończyl to co zaczął. Nie trwało to jednak długo, bo napastnik dawno już się wykrwawił. Marry była nieprzytomna. Zbyt wiele doznań jak na jeden wieczór. Możliwe że bandyci dali jej jakieś środki zwiodczające mięśnie. Dawka była na tyle mała, że byla w stanie oddychac. Z mojej łydki delikatnie sączyła się krew. dlatego wiedziałem, że nie należy noża jeszcze wyciągac, by nie zaczęła leciec mocniej. Zawiesiłem dziewczynę przez bark i utykając zaniosłem ją do swojej chatki.
-Co tak długo?- zapytała przestraszona dziewczyna. - Co jej jest? Żyje?
Na widok noża w nodze, zemdlała.

Wszyscy słuchali z niedowierzaniem. Reżyser aż przecierał oczy ze zdziwienia. Jeden z policjantów własnie zakówał komisarza w kajdanki.
-Cortez! Ty draniu! - wykrzyknął z niedowierzaniem, kiedy zorientował się dlaczego go tu nie ma.
-Kontynunuj - powiedzał zdeformowany głos, tak jakby zmieniony komputerowo.
-Położyłem obie kobiety do swojego łóżka. Zabrałem wcześniej z apteczki potrzebne rzeczy i usiadłem przy ognisku. Azor smutno się na mnie patrzył.
-Nic się nie stało, dobry z ciebie kompan, będzie dobrze - głaskając go po głowie powiedziałem na głos. Żeliwo w ognisku już się nagrzało.
-Teraz najgorszy moment - pomyślałem. Lewą ręką chwyciłem żeliwo drugą wyciągnąłem stanowczo nóż i szybko przypaliłem ranę. Ból był bardzo silny, ale byłem do niego już przyzwyczajony. Nie takie sytuacje działy się na froncie.

#Gdy skończył opowiadac w końcu mnie zauważył. Byłam w nie oświetlonym miejscu na widowni. Nagle ktoś zaobserwował kropkę na mojej piersi.

-Padnij! - wykrzyczała Sara. Krzyki na widowni. Tłum oszalał. Ludzie wybiegli w panice. Reżyser wraz z operatorem szybko zaczęli zapisywac nagranie z transmisji, nie wiedzieli, że wszyscy już wiedzą co się stało. Chcieli zachowac jakiś dowód i przy okazji zgarnąc niezłą sumkę za te nagrania. Tiffany wraz z dwiema ofiarami porwania podbiegły do mnie. Leżałem w plamie krwi. Oddychałem szybko. Krztusiłem się.
- Wytrzymasz dasz radę. Powiedziała mi do ucha Tiffany, psycholog wojskowy.


Dzieci wbiegły do sypialni rodziców. Nikogo tam nie było. Przerażone opowieścią ojca, zaczęły go szukac.
-Tato! tato - wołały
-O kurwa, szybko ubieraj się - powiedziała Marry do mnie.
Ubrałem właśnie spodnie, gdy nas znalazły w kuchni. podbiegły do mnie i mocno uściskały.
-Tato ty żyjesz!
-Eh... No tak, dlaczego miałbym nie życ? - zapytałem.
-ta twoja opowieśc, bardzo straszna.
-Nie ma się czego bac- uśmiechnąłem się do pociech i zaprowadziliśmy je do naszej sypialni.
Po niedokończonym stosunku z niesmakiem paliłem ostatniego papierosa.
-Marry musimy im powiedziec prawdę.
-Ale one przecież tego nie zrozumieją.
-Właśnie dorosły, muszą wiedziec.
-A co jeśli coś w nas uderzy. pomińmy fakt że są rózne kataklizmy. - zapytała zdenerwowana
-Niee, wszystko jest pod kontrolą, przecież wiesz. - kiwnąłem przecząco głową.
-To nie może byc prawdą John!
-Też mi się tak wydaje. Ale jakoś to trzeba wytłumaczyc. Idź już spac. Odpocznij. Ja się zastanowię jak to wyjaśnic.

koniec rozdziału pierwszego.
_________________
''(...)prawdą stają się słowa wydrukowane(...)''
 
     
mikaz/paweujana 
FaktyFikcyjne


Wiek: 31
Dołączył: 05 Lut 2018
Posty: 5
Wysłany: 2018-02-07, 12:07   

rozdział II - "Zagadka"


Godzina piąta za dwie, lecz zegar dziwnym trafem zaczął już wybijac pełną godzinę. Coś na zewnątrz zaszeleściło. Można było usłyszec łamiące się gałęzie. Znów zasnąłem, ale po chwili obudziło mnie głośne walenie do drzwi. Wstałem na równe nogi, pomimo bólu, który zadano mi ciosem w nogę. Rozejrzałem się po pokoju. Marry spokojnie spała. Druga z nich wydawała z siebie krztuśliwy oddech.
-Pewnie śnią jej się koszmary - pomyślałem i podszedłem bliżej. Nic nie wskazywało na to, aby działo jej się w tym momencie nic złego.

- Tak na prawdę czułam się okropnie, nie mogłam zasnąc. Nikt nigdy nie zrobił mi takiego okrucieństwa, jak te dupki. Na szczęscie nie doszło do najgorszego. W samą porę wyciągnąłeś mnie z samochodu - popatrzyła się na mnie Sara - zastanawiałam się jednocześnie co z Marry. Podsłuchałam, jak gangsterzy ze sobą rozmawiają i dosłyszałam, że uciekła. Zrobiło mi się lżej.
-Nagle na niego wpadłam - dodała Marry, gdy jeden z reporterów chciał podnieśc rękę na znak zadania następnego pytania. Był to ten sam, który wyśmiał mnie, wtedy kiedy zacząłem opowiadac o wyjsciu do lasu.
-Usłyszałam straszne odgłosy, jakdyby ujadającego psa. Potem nastała cisza. John podniósł mnie z podłogi i zabrał do swojego mieszkania. Tak mi się wydawało, że to było jego schronisko. Uspokoiłam się, pomimo zadanych ran. Kiedy usłyszałam głos Marry, ulżyło mi doszczętnie. Poczułam się bezpiecznie, jak wcześniej, do momentu porwania nas. Nadal nie mogłam się ruszac, zrobili mi jakiś zastrzyk - ciągnęła dalej Sara.

Utykając i zbliżając się do wejścia zastanawiałem się kto to może byc. Jedynie mogłem się domyślac, że to leśniczy Marek. Pomagałem mu czasem w drobnych pracach w lesie. Otwoerzyłem drzwi. Marek szybko wbiegł do środka i zaniepokojonym głosem zaczął mówic.
-Stary!, Nie uwierzysz, co znalazłem nie daleko twojej szopki - coś niewyraźnie mówił, pewnie popił w nocy.
-Co takiego? - zapytałem.
-Trzy ciała. Ja pierdole - chwycił się za głowę - to była istna rzeźnia. Kurwa!
-Mów ciszej, jeszcze śpią
_________________
''(...)prawdą stają się słowa wydrukowane(...)''
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 14