Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Pomysł, to jeszcze nie książka
Autor Wiadomość
natka8 


Dołączyła: 30 Paź 2014
Posty: 28
Wysłany: 2014-10-30, 22:27   Pomysł, to jeszcze nie książka

Witajcie!
Mam ogromny problem związany z pisaniem książek.
Mam bardzo bujną wyobraźnię. Potrafię stworzyć fabułę książki niemalże na zawołanie (chociaż zazwyczaj jest ona z działu fantasy, z elementami romansu). Pojedynczy utwór, gdy próbuję go zapisać ma zwykle kilkaset stron w Wordzie, jednak pojawiają się u mnie pewne problemy, z którymi mam ogromny problem.
- Nazwy własne - prawdziwą zmorą jest dla mnie wymyślenie imienia głównego bohatera. Broń boże jak tworze własny świat i trzeba go nazwać. Gdy tworzę nową rasę. Gdy powinnam wprowadzić nowe słownictwo. Po prostu to jest coś czego nie umiem wymyślić. Nie do końca wiem jak to naprawić.
- Idealizacja bohaterów - Tworząc główną postać widzę jej wady i zalety. Jednak tak bardzo opisuje jej zalety, że bohater jest wszechstronny. Umie tysiąc różnych rzeczy, że nawet jak podam jakąś wadę to ucieka ona w tłoku. Efekt: Główna postać staje się nieciekawa.
- Styl pisania - Zdaję sobie sprawę, że styl wyrabia się dopiero z czasem. Piszę już od dawna i są elementy, których udało mi się pozbyć. Jednak nie do końca potrafię się przełamać, aby dać dobry opis ( bo nie lubię takowych czytać). Aby akcja była płynna. Jak w mojej głowie powstaje cudo, tak na papierze jest kilka niczego nie wartych bzdur.
Umiałby ktoś mi poradzić, jak pozbyć się tych kilku problemów? Jak mogłabym zmotywować się do dalszej samokreacji, aby nie tylko wymyślać i pisać, ale także by powstało coś co miało by szansę się komuś spodobać.
 
     
Belial



Dołączył: 11 Lis 2013
Posty: 571
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-10-30, 23:15   

Moim hobby jest tworzenie światów i języków. Setki postaci w grach, którym trzeba wymyślić imiona. To nigdy nie był dla mnie problem. Często przerabiam istniejące rzeczy, imiona czy określenia. Gdy nie mam pomysłu, sięgam najpierw do znanych mi języków. Np. jak jest wilk po koreańsku i na tej podstawie tworzę imiona. Raz wilk jest Illi, raz Iri, wszystko od koreańskiego iri (zapisywanego ili), wilk. Wymieszanie języków też wchodzi w grę. Na przykład mieszam akadyjski (słownik online: http://www.assyrianlangua...n/index_en.php) z japońskim (sylabiczny, wszystkie sylaby zakończone na samogłoski), polski z indonezyjskim, etc. Znajomość kilku języków obcych pomaga, choćby teorii.

Jak nazwać świat? Niektóre nacje są pragmatyczne i mogą np. używać określenia Kraj czy Gwiazda jako nazw własnych. Czemu nie sięgnąć po korzenie słowiańskie, gdy np. się tworzy jakiś świat i nadawać imiona/nazwy znaczące?
_________________
Różne Czytanie O książkach i komiksach ze świata.
For Culture's Sake O kulturze ze świata po ang.
Nocna podróż z książką po świecie Noc Książek w Warszawie (w planach).
 
     
elfrun 
Wojowniczka



Wiek: 46
Dołączyła: 02 Lis 2008
Posty: 2651
Skąd: Langangen
Wysłany: 2014-10-31, 00:25   

Mysle, ze powinnas przestudiowac sobie wypowiedzi uznanych autorow na temat ich wlasnego procesu tworczego. Mozesz tez zapisac sie na jakies warsztaty kreatywnego pisania.
_________________
Nie dokarmiaj zlego wilka. :)
 
     
natka8 


Dołączyła: 30 Paź 2014
Posty: 28
Wysłany: 2014-11-02, 12:28   

Jeśli chodzi o łączenie języków to przez jakiś czas tego próbowałam, ale zbyt bałam się zlepków które powstały ( mimo, że mi się podobały), aby ich użyć. Chyba muszę być bardziej pewna siebie...
Prześledzenie wypowiedzi autorów zwykle mi nie pomaga, bo borykają się z innymi problemami, miałabym problem z realizacją ich rozwiązań.
I chyba zbyt krytycznie oceniam swoje pisanie, aby chociaż spróbować jakiegoś kursu. :/
 
     
andy 



Dołączył: 21 Gru 2008
Posty: 675
Wysłany: 2014-11-02, 18:53   

Hmm, niejedni autorzy mieli z tym problem. Osobiście fantasy tak sobie trawię, ale czytałem sporo z tego gatunku. Moim zdaniem to stworzenie w miarę spójnego świata w ramach przyjętej konwencji. Podeślij coś w miarę krótkiego to pogadamy. A jestem fizykiem a nie pisarzem, czyli mam chyba? pełniejszą perspektywę w ocenie. Niekonsekwencji raczej nie przepuszczam, zwłaszcza, że czytam od zawsze i najczęściej hard SF.
_________________
Wszystko jest możliwe, jeżeli pozwalają na to prawa fizyki.
 
     
Julietta 



Dołączyła: 25 Lis 2011
Posty: 837
Wysłany: 2014-11-14, 13:07   

No moim zdaniem s-f to jeden z najtrudniejszych gatunków. Czytelnicy lubią wyłapywać niespójności...
_________________
Nie palmy mostów... i książek!
 
     
natka8 


Dołączyła: 30 Paź 2014
Posty: 28
Wysłany: 2014-11-23, 00:26   

PROLOG

- Kochanie, to chyba już!
Mężczyzna spojrzał zaskoczony na swoją żonę.
- Nie zdążymy do szpitala. Jesteśmy w środku lasu!
- Dziecko nie chce czekać!
Przerażony złapał upadającą żonę i położył ją na pobliskim mchu. Pomimo panujących warunków kobieta niemal natychmiast zaczęła przeć. Poród był stosunkowo krótki. Już po godzinie mężczyzna trzymał na rączkach swoją córeczkę.
- Skarbie, ona chyba jest chora.
Szepnął ze strachem do osłabionej żony. Podał jej dziewczynkę. Kobieta patrzyła na nią z zafascynowaniem.
- Ona nie jest chora. Ona ma dar. Jej oczy są niebieskie. Damy jej na imię Bella.
***
Sześcioletnia dziewczynka, doświadczona już przez życia stała na uboczu w wielkich czarnych okularach patrząc z zazdrością na bawiące się dzieci. Nagle piłka upadła bardzo blisko niej.
- Podaj!
Niepewnie kopnęła piłkę, która wpadła w środek bramki. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem widząc zdziwienie pozostałych osób.
- Zagraj z nami!
- Ona będzie w naszej drużynie!
- Nie, wy i tak macie silnych graczy, będzie z nami!
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Będę w jego drużynie.
Wskazała na chłopca, który wydawał jej się przywódcą całej gromady. Uśmiechnął się szeroko pokazując wszystkie dziury między zębami i zabawa rozpoczęła się na nowo. Nikt jednak nie mógł przewidzieć tego co się stało. Jeden z graczy potknął się i przewrócił dziewczynę. Bella nie spodziewała się, że znowu wywoła, aż taką reakcję. Jej okulary upadły na ziemię. Próbowała znaleźć je po omacku, ale gdy dotknęła czyjejś ciepłej ręki to odruchowo je otworzyła. Ich przywódca z ogromnym szokiem wpatrywał się w jej oczy. Przerażony upadł na zadek i zaczął się cofać.
- Potwór! Dziwoląg!
Podniósł się wściekły własną reakcją.
- Idź stąd! Uciekaj stąd! Dlaczego się tutaj pojawiłaś?
Od razu w oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Nie przyzwyczai się do tego. Szybko podniosła się z ziemi. Założyła okulary i pobiegła w stronę domu.
***
- Dziwaczka!
- Okularnica!
- Gdzie niby chcesz dalej iść?
Ośmioletniej Belli drogę zastąpił starszy o dwa lata osiłek. Zaraz obok niego pojawiło się dwóch kolejnych. Chyba bawiło ich znęcanie się nad dziewczyną. Cofnęła się o krok. Za nią też już ktoś stał.
- No pokaż oczka wiedźmo? Co wstydzisz się?
Ktoś popchnął ją z boku i poleciała na jednego z chłopaków. Była przerzucana z rąk do rąk, aż w końcu upadła na ziemię.
- Nigdy więcej się tu nie pokazuj!
Krzyknął jeden z nich i kopnął ją w żebra. Jej jęk wywołał lawinę śmiechów. Zabawa się spodobała. Dziewczyna skuliła się najbardziej jak tylko mogła, próbując osłonić się przed ich działaniem. W ten chwili marzyła tylko o tym by jej męka się skończyła. Aby ktoś ją w końcu zabił.
- Przestańcie! Nie słyszeliście co powiedziałem!
Mimo ogłuszenia i oszołomienia przedarł się do niej jakiś stanowczy krzyk. Kopniaki ustały. Otworzyła jedno oko, aby spojrzeć dlaczego przestali. Nad nią stał dość pokaźnych rozmiarów chłopak.
- Nie wstyd wam tak bić dziewczynę?
- Nie wtrącaj się! To mutantka.
- Gówno mnie to obchodzi. Jak chcecie się bić, to z kimś kto jest wam równy!
Jeden z nich rzucił się na jej wybawiciela. Bella czym prędzej skorzystała z okazji i zaczęła uciekać. Biegła najszybciej jak tylko mogła, aby schować się w lesie. Wdrapała się na swoje ulubione drzewo i usiadła na górze na podeście, który sama zrobiła. Wszystko ją bolało. Chciała chociażby móc się wypłakać, ale już dawno skończyły się jej łzy. Z szoku wyrwały ją dopiero jakieś szmery na dole.
- Wiem, że tutaj jesteś. Widziałem jak tu czasem przybiegasz. Nie bój się mnie. Przyszedłem ci pomóc.
Dziewczyna zestresowała się, ale tylko na chwilę. Poznała ten głos. To był jej wybawiciel. Spojrzała zaintrygowana przez liście drzewa.
- Widziałem jak cię wyzywali. Nie wiem dlaczego to robią. Nie wiem dlaczego cię pobili. Nie obchodzi mnie to. Nie mogę patrzeć na to jak ktoś koło mnie jest krzywdzony.
Jego słowa dotknęły jej serca.
- Tutaj jestem.
Szepnęła cicho. Tyle wystarczyło. Spojrzał w górę i uśmiechnął się szeroko. Chwilę później już siedział obok niej. Teraz miała szansę się mu przyjrzeć. Był bardzo młody i niesamowicie umięśniony. Miał krótkie czarne włosy i zielone oczy. Uśmiechnął się do niej serdecznie i wyciągnął rękę w jej kierunku.
- Jestem Flavio, a ty?
- Bella.
Szepnęła cicho po chwili.
- Dlaczego oni ci to zrobili? Dlaczego cię wyzywają? Dlaczego nosisz okulary?
Dziewczyna spojrzała w dół i odsunęła się od niego kawałek. Nie chciała mu mówić. Jak się dowie to od niej ucieknie. Tak samo jak cała reszta. Tak samo jak jej ojciec.
- Jeśli nie chcesz mówić to rozumiem. Też pewnie nie miałbym na to ochoty. W takim razie opowiem ci coś o sobie.
Chłopak zaczął swoje opowieści. Bella słuchała tego w wielkim szoku, ale także z nadzieją. Flavio był z jej rocznika i tak samo jak ona w następnym roku szedł do zerówki. Przez całe spotkanie nie powiedziała już nawet słowa, a chwilę one trwało. Pod koniec troskliwie zajął się jej obrażeniami, obmywając je wodą ze strumyka i bandażując. Sprawiał wrażenie inteligentnego. W dodatku potrafił tak wspaniale opowiadać, że dziewczyna pomimo wszystkich swoich problemów raz na jakiś czas szeroko się uśmiechała.
- To jak, widzimy się jutro na tym samym drzewie?
Pokiwała ochoczo głową i szybko pobiegła do domu.
***
- 9… 10… Szukam!
Bella starała się wytrzymać jak najdłużej bez ruchu. Ukrywanie zazwyczaj całkiem nieźle jej wychodziło. Mimo tego i tak zazwyczaj wcześniej, czy później ją znalazł. Dziewczyna miała niezwykły talent do potykania się o własne nogi. Flavio gdzieś jej zniknął. Usłyszała po prawej stronie szmer. Z głośno bijącym sercem cofnęła się o jeden krok i oparła ręką o drzewo. Pech chciał, że było spróchniałe. Zaraz za nim był spadek. Wrzeszcząc zleciała w czyjejś ręce. Okulary zgubiła gdzieś w locie. Dalej trzymała mocno zamknięte oczy.
- Znalazłem cię.
Odezwał się rozbawiony. Rozluźniła się, ale tylko troszeczkę. Wciąż nie miała swoich okularów.
- Możesz już otworzyć oczy, już nic ci nie grozi.
Uparcie pomachała głową na boki.
- Wiem, że masz inne oczy. Wiem, że to one są powodem twojego odtrącenia. Pozwól mi w końcu je zobaczyć.
- Nie chcę, abyś ty też mnie opuścił.
Powiedziała najdłuższe zdanie od początku ich znajomości.
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
Odparł ciepło i czekał. Dziewczyna biła się w myślach. Chciała mu zaufać i nie wierzyła, że mógłby zostać, gdy pokaże mu swój sekret.
- Proszę.
Szepnął. Poddała się. Zaczęła powoli otwierać oczy. Spojrzała na jego twarz. Zobaczyła zdziwienie. Czym prędzej stanęła na ziemi i podniosła okulary. Zatrzymał jej rękę zanim je założyła.
- To ich kolor jest twoim problemem?
Niepewnie pokiwała głową.
- Idioci.
Warknął pod nosem ciągle nie puszczając jej ręki.
- To bardziej dar niż przekleństwo.
- Tylko moja mama tak uważa.
Szepnęła cicho.
- Od dzisiaj nie tylko ona.
Uśmiechnął się do niej szeroko.
- Czy uczynisz mi tą przyjemność i będziesz zdejmowała okulary na czas naszej zabawy w lesie?
Spytał radośnie. Niepewnie pokiwała głową.
***
- Witam was drogie dzieci w drugim semestrze pierwszej klasy. Zaczniemy od szybkiego podsumowania historii naszego świata. Dwa tysiąclecia temu niespodziewanie z całego świata zniknęły kolory. Nikt nie zna przyczyny. Nikt nie wie jak to naprawić. Nikt z nas nie pamięta jak one wyglądały. Nie możemy ich dostrzec. Jednak wiemy, że one dalej istnieją. Wiemy to dzięki temu jak wiele mamy odcieni szarości, bieli i czerni. Wiele osób z różnych kierunków i ras próbuje odkryć co się stało i jak możemy to naprawić. Jednak by pamięć o kolorach przetrwała, abyśmy mieli do czego dążyć to przez najbliższy semestr będę was uczyła rozróżniać kolory po odcieniach.
Był to dla mnie najłatwiejszy przedmiot. Zawsze miałam z niego najlepsze wyniki. W końcu jako jedyna rzeczywiście widziałam te kolory.
- Bardzo się powtarza ta kobieta.
Pokiwałam zadowolona głową w kierunku Flavio. Cieszyłam się, że udało nam się napisać test po zerówce na podobnym poziomie, aby być w jednej szkole.
***
- Flavio. Drogie dziecko. Powiedz mi, czy ty w końcu nauczysz się te kolory rozróżniać?
- Po co? Jak kolory wrócą to najwyżej nadamy im nowe nazwy. Dlaczego już teraz mam się uczyć rozróżniać odcienie?
- Kolory na pewno nie wrócą w twoim pokoleniu, skoro w moim ich nie było. Musimy pamięć o nich przenieść do następnych lat. Aby ludzie próbowali je odnaleźć.
- Ludzie sami nie wiedzą czego chcą. Prędzej się kolorów przestraszą niż je polubią.
- Dlaczego mieliby się bać kolorów?
Flavio spojrzał na swoją koleżankę. Patrzyła na swoje ręce, które trzymała na kolanach. Bała się, ale nie będzie zła jeśli on się wygada.
- Znam pewną osobę, której tęczówki mają niebieski kolor. Jest ona samotna. Przezywana. Nikt jej nie toleruje, bo jest inna.
Nauczycielka była zszokowana.
- To nie jest możliwe.
Szepnęła cicho.
- Pokaż mi ją.
- Nie wskażę tej osoby palcem, jeśli ma zostać przez to skrzywdzona.
- Jesteś idiotą! Słowa złego nie powiem. Chcę w końcu zobaczyć jakiś prawdziwy kolor!
Rozbawiony desperacją nauczycielki zerknął kątem oka na dziewczynę. Była zestresowana. Podniosła na chwilę na niego spojrzenie. Uspokoiła się. Wyciągnął w jej kierunku rękę. Wstała i do niego podeszła. Delikatnie ściągnął jej oprawki i ustawił ją twarzą do klasy. Wstrzymała oddech i powoli podniosła powieki. Pierwsze co ujrzała to maksymalny szok. Zdziwienie. Jednak nie widziała odrazy. Po chwili ktoś wstał, aby przyjrzeć jej się z bliska. Mimowolnie się spięła czekając na atak.
- Jeśli coś pójdzie nie tak to cię obronię.
Usłyszała cichy szept. Rozluźniła się. Ludzie w koło niej szeptali i stawali coraz bliżej. Nie byli agresywni. Nie byli przerażeni. Byli jedynie zaciekawieni. Doceniali jej oczy, w których pojawiły się łzy wzruszenia.
- Od dzisiaj nie będziesz musiała się ukrywać.
Powiedział do niej zdecydowanym głosem. Pokiwała mu głową w podzięce i wrócili do swoich ławek.
 
     
Belial



Dołączył: 11 Lis 2013
Posty: 571
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-11-23, 08:11   

Kiepskie, a nawet tragiczne. Zero opisów, wszystko mówią postacie. Bardzo szablonowe. W drugim semestrze pierwszej klasy dopiero dzieci poznają szybko historię świata? ;) Tak, wiem, że już ją znają. Dzieci same też wiedzą który semestr której klasy właśnie robią.

Ośmiolatka jeszcze do zerówki nie chodzi? Ok, skoro taki świat chcesz. Poza chorymi przypadkami rodziców cierpiących na nadmiar ambicji, ośmioletnie dzieci nie mają prawa być bardzo umięśnione, na pewno nie tak jak dorośli, a to sugerujesz w tekście. Nie zwracasz uwagi na interpunkcję.

Podsumowując, kiepskie w formie i treści. Nazwy własne powinny być twoim najmniejszym zmartwieniem.
_________________
Różne Czytanie O książkach i komiksach ze świata.
For Culture's Sake O kulturze ze świata po ang.
Nocna podróż z książką po świecie Noc Książek w Warszawie (w planach).
 
     
natka8 


Dołączyła: 30 Paź 2014
Posty: 28
Wysłany: 2014-11-23, 14:05   

Gdybym pisała dobrze, to od razu bym wydawała książkę, a nie pytała się ludzi o opinie. ;)
I widząc co napisałam, pewnie nie uwierzysz, ale teraz przynajmniej da się przeczytać moje wypociny. Tylko przy narażaniu się na krytykę, mogę się czegoś nauczyć i coś naprawić.

Co do opisów, to od zawsze miałam z nimi problem. Próbuje ich unikać, bo zwykle są jednym wielkim bełkotem, efekt pozytywny, gdy czytelnik zaczyna się z tego bełkotu śmiać. Masz pomysł jak mogę to poćwiczyć?
Jeśli chodzi o konstrukcje świata, to ma on bardzo dużą historię ( z resztą jak każdy świat) i chciałam chociaż trochę jak pokazać. Widać nie udało mi się tego ładnie zrobić.
Napisanie semestru jest błędem, którego po prostu nie dostrzegłam.
Wiek jest zamierzony, ze względu na to, jak wygląda tam szkolnictwo. Co prawda, nie do końca wiem jeszcze jak w opowiadaniu o tym napisać, ale to chyba drobiazg, skoro nie umiem nawet zacząć.
Umięśnione tak jak dorośli? było porównanie między chłopcami, których różnica wieku wynosi dwa lata...
Interpunkcja to kolejna bolączka. Jakiś pomysł jak to naprawić?

Podsumowując, masz może pomysł co mam zrobić, aby poprawić swój styl pisania?

Ma ktoś może jeszcze jakieś sugestie, abym wiedziała na czym mam się skupić?
 
     
Belial



Dołączył: 11 Lis 2013
Posty: 571
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-11-23, 18:29   

"Był bardzo młody i niesamowicie umięśniony." To mi właśnie sugeruje umięśnienie raczej jak u dorosłego.

Możesz np. zacząć od tego jak jadą przez lat (tylko nie tak "jechali przez las.") Zasada "pokaż, nie mów" (show, don't tell) świetnie by tu zadziałała.

Flavio nie musi o sobie mówić we wprowadzeniu, że nie może przejść obojętnie wobec krzywdy. Możesz np. pokazać go później jak staje w obronie kogoś innego. Oklepanym motywem jest tu piesek, nad którym grupka wyrostków się znęca. Ale poprzez pokazanie jakoś scen, w których się wstawia a to za Bellą, a to za pieskiem sprawi, że czytelnik sam wyciągnie wnioski, że ma duże poczucie sprawiedliwości i staje w obronie słabszych, a na dodatek jest odważny, bo sam przeciwko grupie.

Nie rzucaj wszystkiego na raz. Żeby np. pokazać problem kolorów i postrzegania odcieni szarości możesz np. opisać to z punktu widzenia Flavii czy Belli. Albo obojga. Nie do końca jestem pewna dlaczego wszystko inne jest szare, a jej oczy błękitne i dlaczego ludzie to widzą. Ale możesz zrobić scenę, gdy Bella zdejmuje okulary i pozwala Flavio na nie patrzeć. I ten dysonans między kolorem w szarym świecie, opisać jego wrażenia. Weź zdjęcie czarno-białe w którym oczy zostały pociągnięte kolorem, pomyśl jak się czujesz. Potem pomyśl kim jest twój bohater i zastanów się czy tak samo by się czuł, czy coś innego. W zależności od otoczenia (las, ulica, szkoła etc.) czy pory dnia, i Flavio i inne osoby będą miały zupełnie różne odczucia. Odczucia będą też inne w zależności od otwartości osoby.
_________________
Różne Czytanie O książkach i komiksach ze świata.
For Culture's Sake O kulturze ze świata po ang.
Nocna podróż z książką po świecie Noc Książek w Warszawie (w planach).
 
     
natka8 


Dołączyła: 30 Paź 2014
Posty: 28
Wysłany: 2014-11-23, 20:37   

PROLOG - II Próba

Zamknąłem drzwi i wciągnąłem powietrze głęboko do moich płuc. W końcu przyszła prawdziwa zima. Uśmiechnąłem się i pobiegłem jedyną odśnieżoną drogą w stronę małego domku na końcu naszego osiedla. Rozłożyłem szeroko ręce i czubkami palców strącałem zimny śnieg ze świerków na ziemię. Stanąłem przed jej drzwiami, czekając z niecierpliwością. Z wielkich drewnianych bali został zbity dom. Dach pokryty był cienką warstwą białego puchu, a stosy śniegu naokoło przypominały o naszej wczorajszej ciężkiej pracy z odśnieżaniem jego.
Usłyszałem ciche skrzypienie i zobaczyłem jego właścicielkę. Stała do mnie tyłem zamykając drzwi, pozwalając mi podziwiać swoje długie, kręcone włosy i zgrabne nogi. Powoli przekręciła się w moim kierunku, a mi automatycznie pojawił się uśmiech na twarzy. Była niesamowita. Nigdy nie widziałem kogoś tak pięknego jak ona. Nie są to jednak puste przechwałki. Ma bardzo delikatną, czystą cerę, z małym nosem i ustami, które wyginają się w uśmiech jedynie przy mnie. Jednak najbardziej charakterystyczną dla niej cechą są jej wielkie, niebieskie oczy. Za każdym razem gdy je widzę to czuję nadzieję. Świat bez barw jest nudny. Wszystko wygląda tak samo. Momentami zazdrościłem jej tego, że widziała kolory. Z tego co wiedziałem, nie ma takiej drugiej osoby na całym świecie. Założyła okulary przyciemniające, przez które nie było widać tego jak była wyjątkowa. Westchnąłem ze smutkiem, że musi się ukrywać przed całym światem i czekałem, aż do mnie podejdzie.
Razem udaliśmy się w stronę uczelni. Dzisiaj wszystko się zmieni. Do tej pory mieliśmy szczęście mogąc wspólnie przebywać. Wychowywaliśmy się w jednej wiosce. Zauważyłem, że kilku starszych chłopaków zaczęło ją wyzywać i bić. Nie myślałem co robię. Krzyknąłem, aby zostawili ją w spokoju i uderzyłem pierwszego z brzegu. Dziewczyna wykorzystała sytuację by uciec. Jej oprawca ze złością odwrócił się w moim kierunku. Ich było pięciu, ja tylko jeden. Popchnąłem najbliższego z chłopaków na całą resztę. Szczęśliwie dla mnie stracili równowagę. Czym prędzej stamtąd odbiegłem. Jak tylko ich zgubiłem to pobiegłem do pobliskiego lasu. Wiedziałem, że tutaj jest, jednak nigdzie jej nie widziałem. Musiałem się z nią zobaczyć.
- Gdzie jesteś? Nic ci nie zrobię. Chcę ci jedynie pomóc.
Po chwili usłyszałem czyjś cichy głos, jednak nie zrozumiałem słów. Spojrzałem w górę i zobaczyłem ją. Siedziała na czterech zbitych deskach, które zostały przymocowane do gałęzi. Drzewo było bardzo gęste i łatwo było się na nie wspiąć. Usiadłem koło niej. Wyglądała wspaniale na tle szeleszczących liści. Jednak jej wielkie okulary wyglądały komicznie na tak drobnej osobie. Wyciągnąłem w jej kierunku rękę, aby je zdjąć, ale odsunęła się ode mnie. Opuściłem dłoń, dopiero teraz dostrzegając jak bardzo zdążyli ją zranić. Była cała w siniakach i zadrapaniach. To nie mogła być pierwsza taka sytuacja.
- Jak się nazywasz?
- Bella.
***
Ktoś pociągnął mnie za rękaw kurtki zatrzymując mnie w miejscu. Rozejrzałem się w koło wracając do rzeczywistości. Tuż przed moją twarzą przebiegło kilku jeźdźców na koniach. Cofnąłem się jeszcze o kilka kroków patrząc jak wielkie tumany śniegu zostały podrzucone do góry. Kiwnąłem głową do Belli wdzięczy, że uratowała mnie przed stratowania. Jedynie uśmiechnęła się delikatnie, będąc mocno zamyśloną i zestresowana. Ostatni raz widziałem ją taką przed egzaminem zerowym.
Po dwóch latach nauki ogólnej mieliśmy się dowiedzieć, czy dalej będziemy razem. Egzamin miał pokazać nasze predyspozycje odnośnie długości uczenia się. Osoby z najlepszymi wynikami szły do trzyletniej szkoły, te z najgorszymi do piętnastoletniej. Nam zależało jedynie na to, by być w jednym miejscu. Udało się. Dostaliśmy się do sześcioletniej uczelni jakieś dwieście kilometrów od naszego domu. Pod koniec wakacji spakowaliśmy się i pojechaliśmy odebrać mieszkania. Miałem nadzieję zostać przydzielonym do jednego miejsca razem z nią, ale obowiązywał jakiś dziwny podział na płeć. Jednak zawsze mogło być gorzej. Przynajmniej razem się uczyliśmy.
***
- Nie słuchasz.
Usłyszałem cichy głos Belli.
- Coś mówiłaś?
Spytałem szczerze zdumiony. Zamiast odpowiedzieć pokazała palcem przed siebie. Nawet nie zauważyłem, że doszliśmy już na miejsce. Postanowiłem chociaż trochę skupić się na słowach mistrzyni.
- Za chwilę w kolejności alfabetycznej będziecie wchodzili do poszczególnych sal. W pierwszej będzie sprawdzany wasz potencjał magiczny. W kolejnej zdolność zapamiętywania trudnych formuł. Predyspozycje językowe. Inteligencja. A na koniec tężyzna fizyczna. Na podstawie waszych wyników zostaniecie przydzieleni do jednej z pięciu ras: Magowie, Żołnierze, Uzdrowiciele, Pracownicy Fizyczni i Pracownicy Mentalni.
Byłem podekscytowany. Z resztą jak większość znajdujących się tu osób. Najbardziej chciałem zostać żołnierzem, o czym od zawsze mówiłem Belli. Ona nie potrafiła się zdecydować kim chce być. Dzisiaj wszystkiego się dowiemy. Mam tylko nadzieję, że nasze gmachy będą na tyle blisko siebie, byśmy mogli się odwiedzać.
 
     
Belial



Dołączył: 11 Lis 2013
Posty: 571
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-11-24, 08:08   

Ta wersja lepsza. Chociaż rzucają się w oczy problemy ze stylem. Na początek zdania jest kładziony nacisk. "Z wielkich bali drewna..." czy "Dom"? Co ważniejsze?
http://pokulture.pl/index...mid=427&catid=5

Skoro cienka warstwa na dachu skąd stosy śniegu wokół? Dach też odśnieżali?
_________________
Różne Czytanie O książkach i komiksach ze świata.
For Culture's Sake O kulturze ze świata po ang.
Nocna podróż z książką po świecie Noc Książek w Warszawie (w planach).
 
     
natka8 


Dołączyła: 30 Paź 2014
Posty: 28
Wysłany: 2014-11-24, 15:35   

Widać brak logiki w zdaniu.. :-/
Chodziło mi o to, że wkoło domu jest mnóstwo śniegu, bo odśnieżali dach. Było to wykonywane wczoraj, więc zdążyło już trochę napadać.
Nie wiedziałam, że nacisk zdania jest kładziony na jego początek. Będę o tym pamiętać.
Dzięki za pomoc ;-)
 
     
tomkot


Dołączył: 05 Maj 2017
Posty: 5
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-05-05, 10:38   

Wracając do pierwszego zagadnienia, to wydaje mi się, że pomysły ma każdy. Niestety to za mało. W pisaniu chodzi o pisanie. To jest najtrudniejsze.
Ja używam porównania do obrazu. Wyobrażam sobie najróżniejsze obrazy: oryginalne i piękne, ale jak przychodzi do malowania to wychodzą mi infantylne bohomazy.


---------------
dobre książki
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum KGB

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 12