Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Marta Abramowicz- "Zakonnice odchodzą po cichu"
Autor Wiadomość
alibaba 


Wiek: 75
Dołączyła: 05 Lip 2009
Posty: 2365
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-10-28, 10:28   Marta Abramowicz- "Zakonnice odchodzą po cichu"

„Zakonnice odchodzą po cichu”. Po przeczytaniu tej książki zadaję sobie tylko jedno pytanie: dlaczego?
Dlaczego polskie zakony tkwią w średniowieczu, gdy zakony w większości państw na świecie skorzystały z dobrodziejstwa soboru z 1950 r. i są zakonami naprawdę służącymi Bogu.
W zakonach wielu państw a przede wszystkim Kanady, Francji, Włoch a nawet tak katolickiej Hiszpanii, zakonnice mogą bez przeszkód studiować i to nie tylko religijne kierunki, mogą organizować spotkania z grupami osób świeckich a zwłaszcza z młodzieżą i przychodzą na te spotkania w świeckim ubraniu, a w Polsce zakonnice o studiowaniu mogą tylko marzyć a o wyjściu poza klasztorne mury w świeckim ubraniu nawet nie mogą pomyśleć.
Zakonnice w polskich zakonach przez różne matki przełożone czy generalne traktowane są jak niewolnice. A czy niewolnik będzie służył swojemu panu z radością, miłością i poświęceniem? Czy zakonnica zmęczona kilkugodzinną pracą, nierzadko specjalnie ciężką, wymyśloną przez przełożoną, będzie mogła skupić się w modlitwie w sposób całkowicie oddany Bogu? Dlaczego lęk przed niezadowoleniem przełożonej jest silniejszy od lęku przed karą od Boga, jakiej może spodziewać się zakonnica niedbale się modląca?
Wydaje mi się, że to całkowite zniekształcenie życia zakonnego jakie jest obecnie w Polsce ma swe korzenie w pierwszych latach po II wojnie światowej – w latach 1945-1956 gdy, o prawo do istnienia zakony musiały się naprawdę starać, nie można było dopuścić do tego, by zakonnicom ani zakonnikom władze mogły cokolwiek zarzucić. Przede wszystkim nie wolno była zbytnio się afiszować, wychodzić poza mury zakonu a to z kolei wymagało od przełożonych narzucenie ścisłego rygoru, rygoru posłuszeństwa i ciężkiej pracy, bo zakonnice musiały w znacznej części utrzymywać się z własnej pracy.
Po „odwilży” jaka nastąpiła po 1956r. przełożone zakonów / nie tylko żeńskich/ nie potrafiły poradzić sobie z odrzuceniem starych zwyczajów i nadal wychowywały zakonnice wg starych reguł. I to spośród tych zakonnic wyłoniły się następne przełożone wymagające od zakonnic tego, czego same doświadczyły.
W ten sposób „ tradycja” przekazywana jest na następne pokolenia przełożonych zakonów – głównie żeńskich.
Zakony męskie jakoś wcześniej potrafiły poradzić sobie z tą sprawą. Tam podobno jest nieco lepiej.
Inna rzecz, że postanowienia soboru z 1950r. miały małe szanse na to, by dotrzeć do wszystkich, istniejących wówczas polskich zakonów.
Poza tym, w kościele katolickim istnieje coś takiego jak do niedawna w naszej medycynie. Podobnie jak lekarze kiedyś traktowali pielęgniarki – zupełnie pozbawione prawa do decydowaniu o sposobie opiekowania się chorym, tak od zawsze księża świeccy traktowali i nadal traktują zakonnice-wyłącznie jako służące, mające obowiązek bez sprzeciwu wykonywać ich polecenia i polecenia przełożonych.
Rygor stosowany wewnątrz zakonu przenoszony był później do szkół i internatów prowadzonych przez zakony – po 1956r. zakony miały do tego prawo. Wiem to niejako z własnego, choć nie osobistego doświadczenia. Mam taką „przyszywaną siostrę”, przyjaciółkę od „pieluszek i piaskownicy” – matka zmarła kilka miesięcy po jej urodzeniu i moja mama- mając dziecko w tym samym wieku , opiekowała się tą osieroconą dziewczynką.
Gdy moja przyjaciółka była w ostatniej klasie szkoły podstawowej, zmarł jej ojciec i rodzinna rada postanowiła wysłać do internatu prowadzonego przez siostry urszulanki. O życiu w tym internacie przyjaciółka nie miała możliwości opowiadać mi w listach- cenzura, ale gdy po 2 latach jej najstarsza siostra uzyskała status prawnego opiekuna- zabrała ją stamtąd. I dopiero wtedy dowiedziałam się o koszmarze jaki przeżyła.
Nie wiem czy, a jeśli tak, to kiedy w Polsce nastąpi jakaś korzystna zmiana.
Rozpisałam się właściwie nie na temat samej książki a reakcji jaka ona u mnie wywołała. Może powinnam ten post umieścić w innym miejscu- jeśli tak, to proszę o przeniesienie na właściwe miejsce.
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6442
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2016-10-28, 21:03   

Wiesz, Alibabo, ja mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki. Bo z jednej strony to w jakimś sensie prawdziwe oblicze polskich zakonów żeńskich, a z drugiej strony zafałszowane. Nie wszystkie historie przytoczone w książce przekonały mnie do racji bohaterek. Na pewno odrzuciła mnie zupełnie opowieść o Joannie i Magdalenie. Poruszyła historia Izy i Agnieszki. Z drugiej strony rzuciło mi się w oczy to, że opisywane doświadczenia to przeżycia dziewcząt młodych, które rzuciły się w życie zakonne, niczym w jakąś przepustkę do innego świata. Bo jak to tak? Idziesz do zakonu i nawet nie zainteresujesz się tym, jak one żyją, pracują, jaki mają charyzmat? Tak zupełnie w ciemno, bo na rekolekcjach tak pięknie grały na gitarze i ten klimat, a tu nagle życie okazuje się zupełnie inne? Naiwne to.
Co do opisywanych zakonów, z pewnością mają długą drogę do przebycia, ale też Abramowicz opisała jedne z najstarszych istniejących w Polsce zgromadzeń, w których tradycja trzyma się bardzo mocno i nie tak łatwo o nowe, świeże idee. Natomiast przykład amerykańskich zakonnic był jednak mocno dla mnie na wyrost, w moim odczuciu siostrzyczki opierają się tu już o herezję, a na pewno są na dobrej drodze do stworzenia kolejnego odłamu. Dla mnie to nie jest pozytywny wzorzec.
Sama mam zupełnie inne doświadczenia z osobistych spotkań z zakonnicami, dlatego takim zdziwieniem były dla mnie opisywane w książce rygory zakonnego regulaminu. Znane mi siostry mają znacznie więcej swobody, są spełnione w swoim wyborze, nie ma w nich goryczy.
Zarzut w stosunku do książki Abramowicz mam właściwie jeden: jest stronnicza. Nie twierdzę, że nie zawiera prawdy, ale jest to ewidentnie dopasowane do światopoglądu autorki, co nie czyni z niej dobrego reportażu.
Brakowało mi tak bardzo tej drugiej strony życia zakonnego, że z przyjemnością sięgnęłam po "Sposób na (cholernie) szczęśliwe życie" s. Małgorzaty Chmielewskiej. Zachęcam, Alibabo do poznania się z tym tytułem, siostra Chmielewska to zupełnie drugi biegun, niż zakonnice opisywane przez Abramowicz. Choćby dla porównania, warto przeczytać ^^
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
alibaba 


Wiek: 75
Dołączyła: 05 Lip 2009
Posty: 2365
Skąd: Poznań
Wysłany: 2016-10-30, 11:08   

Życie zakonnic jaki opisała w swojej książce Abramowicz, jest rzeczywiście przesycone stronniczością no i dotyczy lat minionych, więc być może zmiany w polskich zakonach już się dokonały.
Swoje uwagi na ten temat oparłam głównie na treści książki ale też i o własne w tej materii wiadomości, choć dotyczyły tylko zakonu urszulanek, ale miałam też możliwość kilkakrotnej rozmowy z kolegą, który w końcowych latach 60-tych wstąpił do zakonu i po trzech latach wrócił do życia świeckiego. Kolega wiedział sporo na temat życia w zakonach nie tylko męskich ale i żeńskich, bo jego dziewczyna z czasów licealnych też wstąpiła do zakonu i też stamtąd czym prędzej wyszła. Oboje stwierdzili, że mają powołanie, ale rzeczywistość okazała się inna niż im to przedstawiano.
Wiadomości które posiadam dotyczą bardzo odległych czasów ale książka Abramowicz podsunęła mi myśl, że w zakonach nic, albo niewiele się zmieniło. Zresztą niedawno była jakaś sprawa z zakonnicami w roli głównej ale nie pamiętam już dokładnie o co chodziło. W każdym bądź razie klasztor został zamknięty a zakon rozwiązany.
Wiele osób, podobnie jak Ty, ma pozytywne informacje na temat zakonów, ale niestety jest też sporo ludzi, którzy wiedzą o zakonach takich, jaki opisała Abramowicz. I tak jak są ludzie dobrzy i źli, zakłady pracy ceniące swych pracowników i takie, w których praca jest koszmarem, tak też podobnie jest z zakonami.
 
     
Darius 



Dołączył: 12 Wrz 2016
Posty: 62
Skąd: wawa
Wysłany: 2016-10-31, 07:38   

Jakie przesycone stronniczością? Pisze konkretnie o tych, które odeszły. Czego ty chcesz, Ravena? To nie jest książka o życiu zakonnic w Polsce, a o historiach byłych zakonnic. Tak jak każdy z byłych księży opowiada swoją historię odejścia, tak i one. Są stronniczy? Są. Tak samo jak osoby, które się buntują, że "przecież to tak nie wygląda". Ilu znasz byłych księży/zakonników, którzy wypowiadają się w mediach? Funkcjonują medialnie od lat, wypowiadają się na tematy kościoła, wiary, etc.

A ile jest byłych sióstr (lub sióstr) obecnych medialnie?

Na spotkaniu autorka opowiadała, że zupełnie inaczej wygląda "łowienie" i jest im to pokazywane, gdy jeszcze są w cywilu, a inaczej na miejscu. Nie wiedziały. Nie mogły. Podobna sytuacja jak w firmie podczas rekrutacji. Jak można mieć pretensje, że "nowa" nie wie dokładnie jak wygląda funkcjonowanie na co dzień. A skąd ma się tego dowiedzieć? A swoją drogą, to w ramach jednej firmy (pracowałem w paru kilkusetosobowych) wiele zależało od działu. I tak, jedni ze współpracy z firmą mają bardzo pozytywne doświadczenia, inni - bardzo negatywne.

Część kobiet spełnia się jako "kury domowe". A te, które chcą wspinać się po szczeblach kariery (w pewnym momencie) natykają się na szklany sufit. Czy z faktu, że część kobiet czuje się spełniona w swojej roli, wynika, że inne są stronnicze? Te spełnione też są stronnicze. A problem systemowy istnieje.

Raveno, nie wiesz, że są niewolnicy, którzy są zadowoleni z tego, że są niewolnikami?

Do autorki wciąż spływają podobne głosy. A w niektórych zakonach książka Abramowicz jest zakazana.
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 37
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6442
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2016-11-01, 22:19   

Jak słusznie zauważyłeś to nie jest historia zakonnic w Polsce. A jednak autorka stwarza wrażenie, że wszystkie zakony w Polsce są takie, jak te opisane, wszystkie matki generalne są takie, jak te opisane, wszędzie reguły są takie, jak te opisane. A tak nie jest, o czym pisałam przytaczając przykłady własnych doświadczeń z zakonnicami jak i wywiad z siostrą Chmielewską. To jest dla mnie stronnicze, nie same historie opowiedziane przez byłe postulantki.
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 13