Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Huberath, Marek S. - Balsam długiego pożegnania
Autor Wiadomość
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2009-05-04, 18:51   Huberath, Marek S. - Balsam długiego pożegnania



Marek S. Huberath - Balsam długiego pożegnania

Odnoszę wrażenie, że Marek S. Huberath jest w środowisku entuzjastów fantastyki pisarzem trochę zapomnianym. Może dlatego, że publikuje raczej niewiele, że nie mówi się o nim tak często jak o Andrzeju Pilipiuku, Mai Lidii Kossakowskiej albo o Jarosławie Grzędowiczu. A jednak, jeżeli poszukujecie wśród utworów fantastycznych dobrej, mądrej i wartościowej literatury, warto przyjrzeć się twórczości Marka S. Huberatha, jakby nie było zdobywcy co najmniej dwóch Zajdli i kilku nominacji do tej prestiżowej nagrody.
Wśród zgromadzonych w tym zbiorku tekstów także znajdują się działa uhonorowane laurami. Rozpoczynające naszą przygodę opowiadanie pt. „- Wrócieeś Sneogg, wiedziaam…” zdobyło pod koniec lat 80-tych pierwsze miejsce w II konkursie Fantastyki. Pewnie nikt by tego dziś nie pamiętał ani nie wspominał, gdyby nie to, że w tym samym konkursie trzecie miejsce zajął Andrzej Sapkowski ze swoim okrętem flagowym, wiedźminem Geraltem. Dawno to było bo dawno, ale nadal stanowi solidną rekomendację dla tekstów Marka S. Huberatha. Z zebranych w „Balsamie długiego pożegnania” opowiadań wyróżnia się także „Kara większa” – kolejny wyśmienity tekst, nagrodzony Zajdlem w kategorii najlepsze opowiadanie roku 1991, a także „Ostatni, którzy wyszli z raju”, laureat Śląkfy. Do swoich ulubionych dołożę jeszcze „Trzy kobiety Dona”.
Jeśli trzeba byłoby określić motyw przewodni opowiadań, jakąś wspólną cechę, która łączy je wszystkie, powiedziałbym, że są tą dość pesymistyczne zakończenia. Autor zaznacza, że kolejność tekstów nie jest przypadkowa, że starał się umieścić je tak, żeby „nadzieja rosła”. I tak rzeczywiście jest. Od poruszającego do głębi „- Wrócieeś Sneogg, wiedziaam…”, aż po niemal kojące ostatnie, opowiadanie tytułowe.
Ale poza powyższym teksty są bardzo różnorodne, co jest niewątpliwą zaletą zbioru. Postaram się w kilku słowach przybliżyć tematykę poszczególnych opowiadań.
- Wrócieeś Sneogg, wiedziaam…” – pierwsze opowiadanie w zbiorze, ale także pierwszy w ogóle tekst Huberatha, z jakim miałem styczność. I od razu zrobił na mnie wielkie wrażenie.
Akcja rozgrywa się po wojnie atomowej. Ludzie żyją w podziemnych schronach. Większość rodzi się upośledzona, a tylko Ci, których stopień upośledzenia okaże się w granicach normy mają szansę otrzymać miano człowieka. Resztę klasyfikuje się jako materiał biologiczny do przeszczepów.
W jednym z Pokoi, w których 'hodowani' są przyszli ludzie czytelnik gości przez pewien czas. Upośledzone istoty bardzo szybko zyskują naszą sympatię. Przez jakiś czas przebywamy z nimi, poznajemy miejsce, w którym żyją. Później, niektórym z nich być może dane będzie trafić do normalnego społeczeństwa. No właśnie, czy normalnego? Czy traktowanie istot w pewnym stopniu upośledzonych (ale przecież żyjących, rozumnych) jako niższą kategorię, jako żywe magazyny organów do przeszczepów to cecha rozwiniętej cywilizacji?
Przemawia za tym argument, że jest to konieczne do przetrwania rasy ludzkiej po wielkim kataklizmie. Ale czy jest to słuszny argument, zwłaszcza patrząc oczami Snorga, Tib czy Piecky'ego? Musicie sami ocenić. Zakończenie jest pesymistyczne.
Jeśli kiedyś oglądaliście film „Wyspa” - jest to prawie klon opowiadanie Marka S. Huberatha. Ludzie żyjący w zamkniętym bunkrze, przekonani, że na zewnątrz panuje promieniowanie, a tak naprawdę ich istnienie podyktowane jest chęcią bogatych tego świata dla przedłużenia sobie życia.
Kolejne opowiadanie, „Trzy kobiety Dona”, to próba opisu życia ludzkości na dotkniętej katastrofą Ziemi. Opisu tego autor dokonuje na przykładzie czwórki bohaterów, tytułowego Dona i jego trzech towarzyszek.
Po serii gwałtownych rozbłysków, które zniszczyły wszelkie życie na zachodniej półkuli Ziemi, słońce straciło swoją moc. Dając ledwie pomarańczowe światło, nie jest w stanie ogrzać planety dostatecznie mocno, dlatego lądy zaczęła pokrywać coraz większa czapa śniegu. Bohaterowie są uciekinierami z miasta, w którym, domyślam się, na skutek nieopisanej awarii (być może elektryczności) dalsze życie stało się niemożliwe i groziło zamarznięciem. Ludzie opuszczają swoje domy i na własną rękę próbują przedrzeć się przez metrowe zaspy śnieżne do innych większych skupisk ludzkich. Taka wędrówka jest właśnie przedmiotem niniejszego opowiadania.
Marek S. Huberath bardzo, rzekłbym, realistycznie przedstawił trudy i zmagania się czwórki ludzi z bezwzględną naturą. Wszechobecny mróz, wykańczające przedzieranie się przez wielkie śnieżne zaspy, poszukiwanie schronienia na noc, codzienna loteria, w której przegrana może zakończyć się śmiercią. Bardzo sugestywny tekst, także bez happy endu.

Bohaterem „Kary większej” jest Ruder Milenkowicz, człowiek, który trafił do piekła. Na początku jednak trudno jest się zorientować, gdyż miejsce, w którym przebywa bardziej przypomina jakieś sowieckie lub hitlerowskie więzienie. Ruderowi zakomunikowano, że czas jego mąk się skończył i zostanie przeniesiony do Nieba, tak mu się przynajmniej wydaje...
Trafia do pomieszczenia przejściowego, gdzie lekarze będą próbowali doprowadzić jego ciało do stanu używalności po torturach. Mimo to i tak nie będzie wyglądał już tak jak dawniej.
Po krótkim leczeniu zostaje przetransportowany na górę. I tu okazuje się, że Niebo nie wygląda tak jak każdy to sobie wyobraża.
W tym tekście już wydać zafascynowanie autora tematem religii, który później przewija się również w jego powieściach. Jak wyglądało będzie nasze życie po śmierci, jaka będzie kara za nasze grzechy, a jaka nagroda za dobre uczynki. Co dzieje się z dziećmi nienarodzonymi, które zginęły w wyniku aborcji?
W Karze większej Rud zaprzyjaźnia się z jedną taką dziewczynką, Patrycją. Spotkaliście się kiedyś z problemem aborcji w fantastyce?
Bardzo podoba mi się w opowiadaniach Huberatha ten proces, w którym bohater powoli odkrywa rzeczywistość, w której się znalazł. Na początku nie wie za wiele, ale z każdym dniem dobudowuje sobie kolejne fragmenty układanki, poznaje kolejny fragment całości. Ale podobnie jak w pierwszym opowiadaniu prawda okazuje się smutna. To trochę godzi w moją sympatię do pozytywnych zakończeń, ale mogę autorowi wybaczyć, bo w zamian za to daje mi naprawdę dobry tekst, oryginalny, niebanalny.
Ostatni, którzy wyszli z raju” można zaliczyć w zasadzie do minipowieści. Jest to najdłuższy tekst w zbiorze. Akcja rozgrywa się w Ameryce, na uniwersytecie Maratheon. Jest to jednak zupełnie inna Ameryka od tej, którą znamy obecnie. Opuszczone i zdewastowane lotniska, gdyż niewielu Amerykanów stać na przelot samolotem, domy oświetlone przez dłuższy czas świeczkami, ponieważ elektryczność jest piekielnie droga. Na całym uniwersytecie tylko 18 sprawnych komputerów, do których ustawiają się kolejki naukowców. Wszystko to obserwujemy oczami uczonych, towarzysząc im w codziennych zajęciach. Drugim, fundamentalnym tematem opowiadania jest przylot na Ziemię obcych. Ale nie zielonych ludków z Roswell, ale istot bardzo przypominających ludzi. Jak się okazuje kolonizatorów Ziemi, od których człowiek wziął swoje istnienie. Teraz przylatują ponownie, ponieważ ich rodzima planeta powoli zamiera na skutek wypalenia się miejscowego słońca. Heddeni osiedlają się w Ameryce, a wielu z nich, dzięki swojej wrodzonej chęci poszerzania wiedzy zajmuje stanowiska profesorów na uniwersytetach.
Huberath opisuje w tym opowiadaniu również niechęć do obcych. W dobie powszechnego kryzysu władza próbuje znaleźć kogoś, na kogo można by zrzucić winę za pogarszający się stan gospodarki.
Bardzo ładnie opisana jest w tym tekście bieda, życie, w którym trzeba oszczędzać każdy grosz, w którym na przyjazd autobusem na uczelnie mogą pozwolić sobie tylko profesorowie, gdzie studenci skazani są na mieszkanie w wieloosobowych ruderach. Społeczeństwo na granicy upadku.

Znajdziemy w książce także kilka krótszych tekstów, takich jak „Kocia obecność”, historia fotografa, którego zaczynają odwiedzać nieboszczycy, „Akt szkicowany ołówkiem”, o człowieku spotykającym po wielu latach swoją pierwszą miłość i o tym co z tego wynikło, czy też „Absolutny powiernika Alfreda Dyjaka”, zakręcony tekst o człowieku, który dowiaduje się, że jest częścią programu symulacyjnego pewnej kosmicznej istoty, próbującej odtworzyć dzieje i upadek Ziemi.
Balsam długiego pożegnania” – ostatni tekst, bardziej przypomina swego rodzaju wschodnią baśni, aniżeli pełne pesymizmu teksty z początku książki. Historia żyjącego na bliżej nieokreślonym archipelagu wysp Lorenza, nauczyciela, który na skutek zarazy stracił swoją ukochaną żonę. Dowiaduje się jednak od żyjącego na wyspie malarza, że nieopodal na morzu, o dzień wiosłowania znajduje się tajemnicza Wyspa Umarłych, na którą po śmierci trafiają wszyscy ludzie. Wyspę widać jedynie w gęstej mgle i dopłynąć do niej można jedynie samotnie. Lorenzo podejmuje ów trud w poszukiwaniu ukochanej żony. Czy owa wyspa rzeczywiście istnieje, czy uda mu się spotkać żonę? Czy żywi mają wstęp do królestwa zmarłych, a jeśli tak, to czy mogą bezkarnie stąpać po jego ziemi? Opowiadanie to skojarzyło mi się ze „Starym człowiekiem i morzem” Hemingwaya. Być może przez hiszpańskie realia, być może przez samotną podróż Lorenza, która przypomniała mi zmagania Santiago. Tak czy inaczej wspomniana przez autora obietnice, że „nadziej rośnie” z lekturą kolejnych tekstów została dotrzymana. Po wielu pesymistycznych wątkach ostatnie opowiadanie swoim spokojem stanowi dla czytelnika niczym ów tytułowy balsam.
Obcowanie z „Balsamem długiego pożegnania” stanowi niewątpliwą przyjemność, przyzwoitą ucztę literacką. Teksty to niepospolite, oryginalne, podnoszące kilka ciekawych tematów. Taki już jest Huberath. Nie spodziewajcie się oklepanych wątków i prostych tekstów, jakich wiele napisano i zapomniano w historii fantastyki polskiej. Ale wymagającej literatury na wysokim poziomie, a i owszem.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum KGB

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 12