Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Forumowe opowiadanie
Autor Wiadomość
Caroline* 
Dumasoholiczka:)



Wiek: 25
Dołączyła: 05 Sie 2011
Posty: 866
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2011-12-01, 22:54   

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście?
_________________
"dzięki MP3 możesz biegać jak szalony, nie szkodząc piosenkom. Można słuchać Schuberta, bo Schubertowi nic się nie dzieje, choćby człowiek rozbijał się po wszystkich parkach miejskich, zatykając sobie uszy Schubertem. Ale ludzie wybierają co innego (...), co im rytm wybija."
GOLGOTA PICNIC
 
 
     
motylek727 
Nakmîktrân



Wiek: 29
Dołączyła: 23 Lis 2011
Posty: 1739
Skąd: Poznań
Wysłany: 2011-12-03, 12:24   

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
_________________
Nothing is true. Everything is permitted.
 
 
     
Caroline* 
Dumasoholiczka:)



Wiek: 25
Dołączyła: 05 Sie 2011
Posty: 866
Skąd: imaginacja
Wysłany: 2011-12-27, 17:08   

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum...
_________________
"dzięki MP3 możesz biegać jak szalony, nie szkodząc piosenkom. Można słuchać Schuberta, bo Schubertowi nic się nie dzieje, choćby człowiek rozbijał się po wszystkich parkach miejskich, zatykając sobie uszy Schubertem. Ale ludzie wybierają co innego (...), co im rytm wybija."
GOLGOTA PICNIC
 
 
     
Nieznany 
Carrot Monster



Wiek: 44
Dołączył: 13 Gru 2008
Posty: 3438
Skąd: inąd
Wysłany: 2012-02-20, 17:09   

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził.
_________________
Nenek, jesteś mistrzem, uwielbiam Cię!
Obi
Jesteś moim bohaterem!
Caroline*
 
 
     
Cthulhu 



Wiek: 29
Dołączył: 25 Sty 2012
Posty: 173
Wysłany: 2012-02-20, 18:36   

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum.
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 38
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6442
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2012-05-16, 20:09   

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świeżo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum.
W końcu jednak oczy przyzwyczaiły się do światła i zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie.
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Nieznany 
Carrot Monster



Wiek: 44
Dołączył: 13 Gru 2008
Posty: 3438
Skąd: inąd
Wysłany: 2012-05-16, 20:28   

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świeżo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum. W końcu jednak oczy przyzwyczaiły się do światła i zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie. Ogromnego różowego słonia siedzącego w bujanym fotelu i pykającego wodną fajkę!
_________________
Nenek, jesteś mistrzem, uwielbiam Cię!
Obi
Jesteś moim bohaterem!
Caroline*
 
 
     
Córka Lavransa 
Ma na imię Dżeny...



Wiek: 41
Dołączyła: 21 Sie 2009
Posty: 8520
Wysłany: 2012-05-16, 21:25   

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świeżo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum. W końcu jednak oczy przyzwyczaiły się do światła i zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie. Ogromnego różowego słonia siedzącego w bujanym fotelu i pykającego wodną fajkę!
- Witaj, Lesiu. - odezwał się uprzejmie słoń. - Dawno się nie widzieliśmy.
_________________
Life is a game of inches.

Jestem tylko małym modkiem z wielkim Tasakiem.
 
     
Nieznany 
Carrot Monster



Wiek: 44
Dołączył: 13 Gru 2008
Posty: 3438
Skąd: inąd
Wysłany: 2012-05-17, 09:56   

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świeżo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum. W końcu jednak oczy przyzwyczaiły się do światła i zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie. Ogromnego różowego słonia siedzącego w bujanym fotelu i pykającego wodną fajkę!
- Witaj, Lesiu. - odezwał się uprzejmie słoń. - Dawno się nie widzieliśmy.
Pierwszą myślą młodzieńca było "jak.. jak... jak to? przecież ja mam na imię Ziemowit!", ale mruknął tylko niepewne "no cześć".
_________________
Nenek, jesteś mistrzem, uwielbiam Cię!
Obi
Jesteś moim bohaterem!
Caroline*
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Forum KGB

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 12