Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
GAIMAN, Neil - Amerykańscy bogowie, Nigdziebądź...
Autor Wiadomość
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-05, 18:34   GAIMAN, Neil - Amerykańscy bogowie, Nigdziebądź...



Amerykańscy bogowie

Klasyczne fantasy to nie jest. Jak zwykle u Gaimana nasza zwykła rzeczywistość i świat zjawisk nadprzyrodzonych przenikają się wzajemnie. Bohaterem opowieści jest mężczyzna zwany Cieniem. Poznajemy go w ostatnich dniach pobytu w więzieniu. Gdy już wyobrażał sobie swoje szczęście po opuszczeniu zakładu karnego, układał plany na przyszłość, otrzymał wiadomość, że jego żona zginęła w wypadku. Wszystkie plany nagle legły w gruzach.
W takim stanie wracając samolotem do domu spotyka tajemniczego mężczyznę, który proponuje mu pracę. Spotkanie to całkowicie zmienia jego życie.
Podejrzewam, że życie każdego uległoby zmianie, gdyby zatrudnił go Odyn, bóg Wikingów. Jak się dowiadujemy dalej, przewracając kolejne stronnice książki, Ameryka pełna jest starych bogów. Nie są już potężni jak dawniej, ani czczeni jak dawniej. Wiodą swój trudny żywot gdzieś w zakamarkach Stanów Zjednoczonych. Odchodzą powoli, bo ludzie, którzy ich ze sobą przywieźli już nie żyją a współcześni po prostu w nich nie wierzą. Ich miejsce zajmują nowi bogowie, władcy techniki, telewizji, Internetu, narkotyków.

Książka jest swoistą podróżą po Stanach Zjednoczonych, w towarzystwie panteonu starych bóstw, nordyckich, egipskich, afrykańskich, którzy toczą swoją walkę o przetrwanie z nowymi bogami, którym ludzkość oddaje cześć.

Oczywiście w szerokim skrócie, bo bogactwa tej książki nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach. Gaiman wpadł po prostu na ciekawy pomysł, i opowiedział tę historię po swojemu. Jak pisze William Gibson na okładce Amerykańskich bogów: Gaiman to autor o niezwykłych zdolnościach i niewyczerpanej fantazji. Chyba każdy, kto czyta jego książki choć po części się zgodzi, fantazji mu odmówić nie można.

Muszę powiedzieć, że z kolejną książką Gaiman coraz bardziej mnie zaskakuje. Ta opowieść jest zupełnie inna niż Nigdziebądź. Ten sam autor, a dwie zupełnie różniące się atmosferą powieści. Świat, do którego trafił Richard Mayhew jest tętniący życiem, ciśnie mi się na usta określenie kolorowy, nie tyle w sensie barw, co różnorodności miejsc i charakterów postaci. Cwany oszust z poczuciem humoru de Carabas, dziwaczny Stary Bailey, sympatyczni Czarni Mnisi, szalony anioł Islington, miejsca takie jak Ruchomy targ, Hrabiowski Dwór, Most Nocy, cytadela Islingtona, we wszystkim tym jest zdecydowanie więcej fantazji Gaimana niż rzeczywistego świata. Nawet kanały nie wydawały mi się tak ponure, na jakie powinny wyglądać. Nic tam nie było ponure. Od tej książki aż bije magią i przygodą.

Amerykańscy bogowie są już zdecydowanie dojrzalszym dziełem, poruszającym poważniejsze nieco tematy. I już zdecydowanie więcej w niej rzeczywistości. I to takiej szarej, monotonni niekiedy tylko przerywanej. Weźmy choćby ponury charakter Cienia, głównego bohatera, pozbawione kolorów środowisku emigrantów ze wschodu, Czernoboga i sióstr Zorii, monotonia i cisza oddalonego od centrów wielkomiejskich zapomnianego miasteczka Lakeside, mieszkanie panów Ibisa i Jaquela. No i dodajmy do tego pogodę, akcja rozgrywa się szarą zimą.
To wrażenie szarości towarzyszyło mi przez cały czas czytania książki. Nie uważam tego za minus, bo jestem przekonany, że autor świadomie stworzył taką atmosferę. Po prostu, jest to książka poważniejsza.

Neil Gaiman jest pisarzem, który od pierwszego momentu zaskarbia sobie sympatię czytelnika. Gdy przeczytasz jedną książkę, masz ochotę na następną. Amerykańscy bogowie była moją drugą książką Gaimana. Oczywiście nie ostatnią.
Ostatnio zmieniony przez Uczeń Czarnoksiężnika 2009-02-07, 08:04, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-05, 18:36   



Nigdziebądź

Jak zabrałem się za tą książkę pewnego ranka tak dopiero późnym wieczorem zakończyłem lekturę na ostatniej stronie. Niewątpliwie opowieść Gaimana ma w sobie jakiś magnetyzm, sprawiający, że można w niej uczestniczyć razem z bohaterami nie obawiając się znudzenia.

Na pierwszy rzut oka zdawać by się mogło, że pomysł jest już dość znany. Oto mamy zwykłego człowieka, żyjącego sobie swoim własnym, nudnym życiem do momentu, gdy spotyka na swojej drodze ranną dziewczynę. Spotkanie to wywraca jego życie do góry nogami, właściwie w swoim świecie przestaje on istnieć. Ludzie na ulicy go nie dostrzegają, znajomi nie pamiętają, mieszkanie zostaje wynajęte innym lokatorom. Przypomina mi się film System z Sandrą Bullock, gdzie bohaterkę potraktowano w podobny sposób.

Richard, zwykły urzędnik trafia w końcu do Londynu Pod, alternatywnej rzeczywistości istniejącej równolegle z właściwym Londynem. Tyle, że podziemny Londyn jest o wiele bardziej niebezpieczny, zamieszkany przez różnych, niekiedy bardzo dziwnych mieszkańców. Tam nasz bohater odnajduje Drzwi, dziewczynę, którą wcześniej uratował, i razem, w towarzystwie markiza de Carabasa i Łowczyni przeżywają szereg przygód prowadzących ich ostatecznie do celu podróży, cytadeli anioła Islingtona.

Motyw podobny jak w Czarnoksiężniku z krainy Oz, gdzie Dorotka, by powrócić do domu podróżuje z przyjaciółmi do Szmaragdowego Grodu. (albo Niekończąca się historia) Autor jednak kreuje świat w sposób bardzo oryginalny i malowniczy. W świecie Gaimana pojawiają się szczuromówcy, potrafiący porozumiewać się ze szczurami, okrutni, nie pozbawieni poczucia humoru (na swój sposób) mordercy, pan Croup i pan Vandemar. (Chyba najbardziej z ich dialogów zapadło mi w pamięci: Panie Vandemar, zrób mu krzywdę), oryginalni Czarni Mnisi, częstujący pielgrzymów przed torturami herbatą i wiele innych ciekawych postaci.
Także miejsca takie jak Ruchomy Targ, czy mieszkanie Drzwi są ciekawie przedstawione. Poruszając się po świecie Gaimana cały czas trafiamy na coś nowego, poznajemy różnorodność świata wytworzonego w bujnej wyobraźni autora.

Dla mnie lektura Nigdziebądź była ciekawą przygodą, odskokiem od typowej fantasy w kierunku takiego przemieszania się obu rzeczywistości, tej naszej szarej z tą fantastyczną.
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-08, 19:44   

Chłopaki Anansiego

Książka bardzo podobnie napisana jak Amerykańscy bogowie, jest jednak lekko związana z Amerykańskimi bogami osobą Anansiego, afrykańskiego boga-pająka.

Główny bohater zwie się Gruby Charlie, taki przydomek przylgnął do niego już w dzieciństwie i pozostał, choć Gruby Charlie wcale gruby nie był. Wiódł normalne życie pracując jako urzędnik w firmie Grahame'a Coatsa. Miał dziewczynę z którą był zaręczony, planowali razem ślub.
Wszystko zmienia się od momentu, gdy spotyka swojego brata Spidera.
Obaj są synami Anansiego, ale to Spider odziedziczył całą moc i czas swego ojca. I to właśnie Spider wchodzi z butami w życie Grubego Charliego komplikując je strasznie.

Styl bardzo podobny do Amerykańskich bogów, zatem miłośników tej pozycji Chłopaki Anansiego zawieść nie powinni. Tu także mamy świat normalnych ludzi, czasy nam współczesne oraz ten drugi świat, magiczny, świat dawnych bogów, Tygrysa, kobiety ptaka, Małpy i innych. Wraz z bohaterami lawirujemy na granicy obu światów. W odróżnieniu od Amerykańskich bogów nie ma tu wiejącego zewsząd pesymizmu i smutku.
Zauważyłem też, że autor kontynuuje swoją manierę kreacji czarnych charakterów z Nigdziebądź. Grahame Coats bardzo przypominał mi Panów Croucha i Vandemara. Takie beztroski, bez wyrzutów sumienia, nawet trudno z narracji wywnioskować, że to postać zła.

Osobiście wolę bardziej magiczne książki Gaimana jak Nigdziebądź czy Gwiezdny pył, ale ta też jest kawałkiem dobrej literatury.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
koncept
Gość
Wysłany: 2008-11-09, 19:22   

Powieści N. Gaimana są krótkie, lekkie i przyjemne; charakteryzują się prostym, przystępnym stylem, który sprawia, że bardzo szybko pokonuje się kolejne strony... Nie jest to stricte fantasy - autor nie tworzy nowego świata od podstaw, zupełnie innych bohaterów etc., tylko wplata do znanej nam rzeczywistości elementy magiczne, o istnieniu o których zwykli bohaterowie często nie zdają sobie sprawy dopóki nie staną nimi "twarzą w twarz" (Gruby Charlie z "Chłopaków Anansiego", Richard z "Nigdziebądź").

Lektura "Chłopaków..." upłynęła mi na permanentnym recytowaniu klątw pod adresem Spidera, którego do końca powieści nie udało mi się ani trochę polubić.

"Gwiezdny pył" często określany jest mianem baśni dla dorosłych... Może coś w tym jest. Od dłuższego czasu zabieram się za obejrzenie filmu na postawie tej powieści, ale ciągle nie mogę się zmobilizować. Podobno jest kilka drobnych zmian (kilka wątków rozbudowano), ale obawiam się, że teraz nie będę w stanie już ich wyłapać, gdyż niezbyt dobrze pamiętam szczegóły... Chyba jest tak, że ludzie, którzy czytali książkę, krytykowali film, natomiast pozostałym bardzo się podobał.

Po przeczytaniu "Nigdziebądź" czuję pewien niedosyt. Powieść bardzo mi się podobała, mimo iż dało się zauważyć pewne podobieństwa do innych dzieł Gaimana (np. Ruchomy Targ - notabene bardzo ciekawe miejsce - kojarzył mi się z jarmarkiem z "Gwiezdnego pyłu", pechowiec Richard przypominał nieco nieudacznika Grubego Charliego). Odnośnie wspomnianego niedosytu - brakowało mi rozwinięcia kilku wątków, wyjaśnienia niektórych spraw np. dlaczego Richard zauważył Drzwi, skoro mieszkańcy Londynu Pod byli niewidoczni dla innych. Niektóre postaci zostały bardzo marginalnie potraktowane, w tym m.in. Stary Bailey - dla mnie najciekawsza; inne były albo mi obojętne (jak Markiz), albo mnie wręcz irytowały (Drzwi). Ogólnie powieść ciekawa, pojawiło się w niej kilka świetnych pomysłów - żałuję, że taki alternatywny świat jak Londyn Pod naprawdę nie istnieje - tylko zakończenie niezbyt przypadło mi do gustu.

Planuję zapoznać się z komiksami autorstwa N. Gaimana. Opinie są pozytywne, dlatego liczę na przyjemna lekturę... A może ktoś już je czytał i może o nich parę słów napisać?
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-09, 19:52   

koncept napisał/a:
Chyba jest tak, że ludzie, którzy czytali książkę, krytykowali film, natomiast pozostałym bardzo się podobał.


Nie do końca. Filmowa adaptacja Gwiezdnego Pyłu jest niczego sobie, a w niektórych fragmentach wręcz przewyższa książkę, np. w wątku podniebnych łowców błyskawic. Mi się film bardzo podobał, mogę zapewnić, że reżyser nie nawalił. :)

koncept napisał/a:
Niektóre postaci zostały bardzo marginalnie potraktowane, w tym m.in. Stary Bailey - dla mnie najciekawsza


Tu się akurat zgadzam, bo ja również bardzo polubiłem starego Baileya, choć pojawia się w tekście tak rzadko. Po postu ma w sobie to coś, tę nutkę dziwactwa, coś w swoim charakterze. :)
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 38
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6442
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2008-11-12, 14:46   

Przeczytałam "Amerykańskich bogów" i pierwsza opinia, która mi się nasuwa to: "Cóż za przygnębiająca lektura!" Początkowo zupełnie nie mogłam trafić w opowieść Gaimana, wciągnęła mnie dopiero po jakimś czasie. Nastrój całej powieści jest ponury, w atmosferze dominuje coś na kształt melancholii, a nad wszystkim unosi się jakieś poczucie nieuchronności przemijania. Być może nie pociągnęłabym lektury dalej, ale byłam ciekawa, dlaczego Cień jest taki ważny i dlaczego też wszystko zaczęło się od niego. Sama powieść skonstruowana jest w bardzo ciekawy sposób, Gaiman łączy mitologię różnych krajów z pop kulturową współczesnością, a na zderzeniu tych dwóch elementów wyłania się obraz Ameryki, o którym niejeden bohater powie: „To nie jest dobry kraj dla bogów”. Rzeczywiście, bohaterowie przemierzają kilka stanów, ale z ich obserwacji wynika, że wszędzie panuje ta sama miałkość ducha, Ameryka jest płytka, nastawiona na komercję, konformistyczna, lubująca się w wielkim show, nie zainteresowana, by sięgać głębiej, bo a nuż nie spodobałoby jej się to, co by tam znalazła. To też Ameryka moloch, kulturowy kocioł, pozbawiona pamięci pokoleń, niezakorzeniona, dryfująca w nieznanym kierunku, wyraźnie skontrastowana w ostatnich scenach ze Skandynawią, gdzie wciąż „Miejscowi potrafili czytać starożytne sagi z równą łatwością, jak zwykłe gazety”. Nawet sielskie, spokojne miasteczko jakim na pierwszy rzut oka wydaje się Lakeside, jest obciążone destrukcyjnymi cechami współczesnego świata. Przy okazji wyszło na to, że literatura i film nauczyły mnie cynizmu, bo gdy tylko pojawił się sympatyczny staruszek z uśmiechem świętego Mikołaja, nabrałam dużych podejrzeń do tej postaci.
Dużą przyjemność, a także niemałą trudność, sprawiło mi rozszyfrowywanie bogów i mitologii, które Gaiman wprowadził do swojej powieści. Pewne były oczywiste, inne zupełnie nie, niektórych wciąż nie potrafię zlokalizować. Przyznam, że czytając książkę słownik mitologii świata miałam pod ręką.
Interesującym zabiegiem jest też wyłanianie się czasem z kart powieści narratora, który wtrąca swoje refleksje natury etycznej, by po chwili zniknąć i pojawić się niespodziewanie kilka rozdziałów później. Refleksje te to spory materiał do przemyślenia, a wnioski z nich wysnute muszą okazać się gorzkie.
Jak do tej pory miałam do czynienia tylko z jedną samodzielną powieścią Gaimana „Nigdziebądź” i w porównaniu z nią „Amerykańscy bogowie” są historią dojrzalszą i budowaną z większym rozmachem, ale też świat w niej przedstawiony zdaje się być pozbawiony zupełnie barw. To zupełnie inny świat niż Londyn Pod i Ruchomy Targ, tętniący życiem i kolorami. Ameryka, która przemierzają Cień i Wendsday jest boleśnie bezbarwna. Mocną stroną powieści, podobnie jak tam, są bohaterowie, zróżnicowane indywidualności (może za wyjątkiem Cienia, który wydaje się jednak postacią nijaką, rzucaną przez wiatr wydarzeń tu i tam), które można polubić bądź poczuć do nich niechęć. Plus ma u mnie Gaiman za mały drobiazg: wprowadzenie bogini Bast, a co za tym idzie, niemal stale towarzyszące bohaterowi koty ;)
Podsumowując bardzo krótko, wrażenia ostatecznie mam pozytywne. „Amerykańscy bogowie” to powieść warta czasu i pieniędzy, pomimo, że po odwróceniu ostatniej strony nie opuszczało mnie uczucie pewnej goryczy. A może właśnie dlatego?
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-12, 17:59   

Widzę, że masz podobne do moich odczucia jeśli chodzi o Amerykańskich bogów. Chyba nie da się nie zauważyć i nie ulec temu poczuciu melancholii, szarości, monotonii egzystencji, która nieustannie towarzyszy nam podczas lektury. Jak podkreśliłaś, to jest już zdecydowanie dojrzalsza książka i tak należy ją traktować. Gaiman ma w swojej twórczości bardzo różne utwory i to w zasadzie stanowi o jego talencie literackich. Potrafi napisać zarówno sielankową baśń, przygodową historię fantasy jaką jest Nigdziebądź czy bardziej refleksyjną powieść w stylu Amerykańskich bogów. Nie wspominając już o Dobrym Omenie do spółki z Pratchettem napisanym. :)

Mimo, że Amerykańscy bogowie mają smutny wydźwięk, to jednak mają coś w sobie, co pozwala mi zachować pozytywne wrażenia z lektury i coś, co sprawiło, że kupiłem tę książkę i stoi w mojej prywatnej biblioteczce.

Raveno: a kojarzysz zakład Cienia z Czernobogiem, za przegranie którego miał otrzymać cios młotem? :) Podobało mi się rozstrzygnięcie. :)
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 38
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6442
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2008-11-12, 18:12   

Tak, byłam ciekawa jak autor to rozwiąże i zastanowiła mnie ostatecznie zmiana Czernoboga i czy ma to jakieś uzasadnienie w mitologii? Muszę jednak więcej poczytać na temat tego bóstwa. Swoją drogą to kolejna zaleta tej książki, zmusza do kontekstowych poszukiwań ;)
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-12, 20:05   

Było w Amerykańskich bogach jedno zdanie, na samym początku, w którym Cień wspomina o swoim lęku do elektroniki, że jest taka ulotna. Strasznie mi się ono spodobało. Spróbuję znaleźć.

Edit:

Cytat:
Cieniowi wszystko, co elektroniczne, przypominało magię. Obawiał się, że w każdej chwili może zniknąć.


Myślę sobie jak to czytam o całym tym internecie, poczcie elektronicznej, gg, wszystkich tych ulotnych rzeczach. Ostatnio w tym kontekście można też pomyśleć o naszym forum. Tak więc trzeba pamiętać, że choć komputery ułatwiają życie, informacje na nich zapisane są ulotne, a 'rękopisy nie płoną' :) [/b]
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 38
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6442
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2008-11-12, 20:40   

Mnie zastanowiło i skłoniło do przemyśleń sporo wypowiedzi, bohaterów jak i odnarratorskich. Zwłaszcza te dotyczące indywidualnych historii i obrony człowieka przed tragedią innych ludzi. Było też tam o literaturze jedno, nieco gorzkie zdanie.
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-13, 09:26   

Ravena napisał/a:
Przeczytałam "Amerykańskich bogów" i pierwsza opinia, która mi się nasuwa to: "Cóż za przygnębiająca lektura!"


Czytając Wichrowe Wzgórza Emoly Bronte także można odnieść podobne wrażenie. A z drugiej strony patrząc, czy to co Gaiman napisał nie jest udziałem milionów ludzi na Ziemi? Wszak taka szara egzystencja dotyka bardzo wielu. Wielu jest na nią skazanych.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Ravena 
Wiedźma Dyplomowana



Wiek: 38
Dołączyła: 01 Lis 2008
Posty: 6442
Skąd: Wiedźmowy Las
Wysłany: 2008-11-13, 11:04   

Ja nie lubię szarości, dlatego zawsze staram się jakoś ubarwić przesztrzeń wokół siebie i nie poddawać się nudzie, burości dnia codziennego. Trzeba się bronić przed szarą egzystencją ;) "Wichrowe Wzgózra" to już zupełnie inny klimat, ich ponura atmosfera jednak bardziej tętni zyciem, głównie za sprawą namiętności szarpiących bohaterami. W "Amerykańskich bogach" nawet bohaterowie poddają się melancholii, czasem aż za bardzo wtapiają się w tło szarego krajobrazu...
_________________
Without coffee, 'Good Morning' is an oxymoron

Lektury Kawoholiczki
 
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-13, 13:20   

Ravena napisał/a:
W "Amerykańskich bogach" nawet bohaterowie poddają się melancholii, czasem aż za bardzo wtapiają się w tło szarego krajobrazu...


Moim zdaniem był to celowy zabieg pisarza, ta melancholia. A poza tym, skoro udało się książce wywołać w tobie uczucia, nawet jeśli to będzie swego rodzaju przygnębienie czy melancholia znaczy to, że autor ma talent pisarski. Najgorsze są książki, które przyjmuje się obojętnie.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
koncept
Gość
Wysłany: 2008-11-14, 18:29   

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
koncept napisał/a:
Chyba jest tak, że ludzie, którzy czytali książkę, krytykowali film, natomiast pozostałym bardzo się podobał.


Nie do końca. Filmowa adaptacja Gwiezdnego Pyłu jest niczego sobie, a w niektórych fragmentach wręcz przewyższa książkę, np. w wątku podniebnych łowców błyskawic. Mi się film bardzo podobał, mogę zapewnić, że reżyser nie nawalił. :)

Chodziło mi o to, że głosy krytyki, które mnie zdarzyło się uslyszeć, należały do osób znających powieść (ale byli też tacy, którym podobał się zarówno film, jak i książka). Absolutnie nie było moim zamiarem jakiekolwiek generalizowanie...

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:

koncept napisał/a:
Niektóre postaci zostały bardzo marginalnie potraktowane, w tym m.in. Stary Bailey - dla mnie najciekawsza


Tu się akurat zgadzam, bo ja również bardzo polubiłem starego Baileya, choć pojawia się w tekście tak rzadko. Po postu ma w sobie to coś, tę nutkę dziwactwa, coś w swoim charakterze. :)

Ano ;]. Nieco ekstrawagancki, ale ciekawy. To taki typ, który ponarzeka, pomarudzi, ale nie odmówi pomocy i można na niego liczyć.
Sympatyczny był również kowal, ale on to już w ogóle był "gościem" w tej historii, a z postaci kobiecych - Anestezja, która również dość szybko... zniknęła.
 
     
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-14, 18:35   

koncept napisał/a:
To taki typ, który ponarzeka, pomarudzi, ale nie odmówi pomocy i można na niego liczyć.


Taak. I jak tak sobie pomyślę, to jest w tym względzie bardzo podobny do mnie. Zapewne także dlatego stał mi się bliższy. :) W każdym razie dla mnie Nigdziebądź bez Starego Baileya nie byłaby tym samym.
_________________
Zamek Czarnoksiężnika
:arrow: Czas Imperium - nr 33 - 12.04.2009
:arrow: Czas Imperium - nr 35 - 20.09.2009
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 13