Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Kłopoty z iksem
Autor Wiadomość
Uczeń Czarnoksiężnika 



Wiek: 35
Dołączył: 01 Lis 2008
Posty: 3877
Wysłany: 2008-11-21, 19:47   Kłopoty z iksem

Kłopoty z iksem

Można by chyba założyć, iż z dziesięciu osób czytających ten tekst siedem ma takie czy inne nieporozumienia z jakimś drugim człowiekiem. W pracy czy w domu, zwierzchnicy czy podwładni, ci, z którymi dzielisz dom, czy ci, którzy go z tobą dzielą, rodzina współmałżonka, rodzice czy dzieci, twoja żona czy mąż sprawiają, że życie robi się dla ciebie trudniejsze niż to konieczne nawet w dzisiejszych czasach. Miejmy nadzieję, że nie często wspominamy o tych trudnościach (zwłaszcza tych domowych) komuś z zewnątrz. Czasem jednak robimy to. Znajomy pyta, czemu wyglądamy tak posępnie. I oto cała prawda wychodzi na jaw.
Przy takiej okazji znajomy zwykle mówi: „Dlaczego im nic nie powiesz? Dlaczego nie pójdziesz do żony (czy męża, ojca, córki, szefa, właścicielki domu, lokatora), i nie wygarniecie sobie wszystkiego nawzajem? Ludzie zwykle są rozumni. Powinni tylko zobaczyć rzeczy we właściwym świetle. Wytłumacz im to w sensowny, spokojny, przyjazny sposób”. A my, bez względu na to, co głośno mówimy, myślimy sobie ze smutkiem: „On nie zna Iksa”. My znamy i wiemy jak beznadziejne jest przekonywanie „Iksa” o racji. Próbowaliśmy już robić to tyle razy, że mamy tego próbowania po dziurki w nosie, albo też nigdy nie próbowaliśmy, ponieważ od samego początku wiedzieliśmy, że to i tak do niczego nie prowadzi. Wiemy, że jeżeli podejmiemy próbę z „Iksem” wygarnięcia sobie wszystkiego nawzajem, to albo dojdzie do „sceny”, albo też „Iks” będzie wytrzeszczał oczy w głębokim zdumieniu i powie: „Nie mam pojęcia, o czym, na miły Bóg, mówisz”; lub też (co jest chyba najgorsze ze wszystkiego) „Iks” całkowicie się z tobą zgodzi i obieca ustatkować się i postawić wszystko na nowej stopie, a potem, dwadzieścia cztery godziny później, będzie dokładnie tym samym „Iksem”, którym był zawsze.
Wiadomo, że w rzeczywistości jakakolwiek próba dojścia do porozumienia z „Iksem” rozbije się o starą, fatalną wadę charakteru „Iksa”. Patrząc wstecz dostrzegamy, jak to wszystkie plany, kiedykolwiek robione, spełzły na niczym przez tę fatalną wadę – przez „Iksa” nieuleczalną zazdrość, lenistwo, drażliwość lub swoistą tępotę, apodyktyczność, kłótliwość czy niestałość. Do pewnego wieku łudziłeś się pewnie, że jakiś pomyślny zwrot losu – poprawa stanu zdrowia, podwyżka pensji, koniec wojny – rozwiąże twój problem. Ale teraz już wiesz, że nic z tego. Wojna się skończyła i okazuje się, że nawet gdyby reszta rzeczy się spełniła, to „Iks” i tak pozostałby „Iksem” i trzeba by było dalej borykać się z tym samym starym problemem. Nawet gdybyśmy zostali milionerami, to i tak albo twój mąż nie przestałby być tyranem, albo twoja żona nadal by zrzędziła, twój syn mimo to piłby, lub też w dalszym ciągu musiałbyś mieć pod swoim dachem teściową.
To wielki krok naprzód zdać sobie sprawę z tego, że taka jest rzeczywistość, uznać fakt, że nawet gdyby wszystkie zewnętrzne sprawy układały się pomyślnie, prawdziwe szczęście będzie ciągle zależało od charakteru ludzi, z którymi przyszło ci żyć, i że ich charakterów nie jesteś w stanie zmienić. W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Zrozumiawszy to, miałeś po raz pierwszy przelotne spojrzenie na sytuację, w której jest Bóg. Oczywiście jest to bowiem do pewnego stopnia to samo, z czym boryka się sam Bóg. Dał On ludziom świat bogaty i piękny, by na nim żyli. Dał im rozum, by wskazywał im, jak z niego korzystać, i sumienie, żeby mówiło im, jak powinno się z niego korzystać. Spowodował, że to, czego potrzebują oni do życia biologicznego (pokarm, napój, odpoczynek, sen, ruch), będzie sprawiać im prawdziwą przyjemność. Dokonawszy tego wszystkiego, Bóg widzi, jak wszystkie Jego plany są puste w ten sam sposób, w jaki puste są nasze małe plany – przez niegodziwość samych ludzi. Wszystko, co On im dał po to, by byli szczęśliwi, oni obracają w okazję do kłótni i zazdrości, nadużyć, zachłanności i bufonady.
Ktoś może powiedzieć, że w przypadku Boga to się przedstawia zupełnie inaczej, ponieważ, gdyby On chciał, mógłby zmienić ludzkie charaktery, a my nie jesteśmy w stanie. Ta różnica jednak nie sięga tak głęboko, jak by to się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Bóg ustalił regułę dla siebie samego, że nie będzie siłą zmieniał charakterów ludzi. Może zmieniać i będzie je zmieniał – ale tylko ludzie Mu na to pozwolą. W ten sposób rzeczywiście i prawdziwie ograniczył swą moc. Czasem zastanawiamy się, czemu to zrobił, czy nawet chcielibyśmy, by tego nie czynił, lecz On najwyraźniej widzi w tym jakąś wartość. On woli mieć świat istot wolnych, z całym ryzykiem, jakie to za sobą pociąga, niż świat ludzi, którzy jak maszyny postępowaliby właściwie, bo nie potrafiliby inaczej. Im bardziej uda nam się wyobrazić sobie, jak wyglądałby świat idealnych automatycznych istot, tym łatwiej-, jak sądzę, zrozumiemy Jego mądrość.
Powiedziałem, że kiedy widzimy, jak wszystkie nasze plany rozbijają się o charaktery ludzi, z którymi musimy mieć do czynienia, to „w p e w n y m stopniu” pojmujemy sytuację Boga; lecz tylko w pewnym stopniu. Pod dwoma względami Boże spojrzenie musi się bardzo różnić od naszego. Po pierwsze Bóg widzi (tak samo jak ty), jak wszyscy ludzie w twoim domu czy pracy są w różnym stopniu krępujący czy trudni; lecz kiedy zagląda do twojego domu, fabryki czy biura, widzi jeszcze jedną osobę tego samego rodzaju – tę, której ty nigdy nie widzisz. Mam tu na myśli oczywiście ciebie samego. Jest to następny wielki krok ku mądrości – zdać sobie sprawę, że samemu się jest również osobą identycznego rodzaju. Ty również masz jakąś fatalną wadę charakteru. Wszystkie nadzieje i plany innych rozbijały się wielokrotnie o twój charakter, tak samo jak twoje nadzieje i plany rozbijały się o ich charaktery.
Nie godzi się przechodzić ponad tym, przyznając w sposób wymijający i ogólnikowy na przykład: „Oczywiście, wiem, że mam wady”. Ważne jest, żeby zdać sobie sprawę, że istnieje w tobie jakaś rzeczywiście fatalna wada, coś, co powoduje u innych dokładnie to samo uczucie r o z p a c z y , które ich wady powodują w tobie. Jest to prawie na pewno coś, o czym nie wiesz – jak to, co reklamy nazywają „nieświeżym oddechem”, który zauważają wszyscy z wyjątkiem osoby, która go ma. „Ale dlaczego? – zapytujesz – inni mi tego nie mówią?” Wierz mi, próbowali powiedzieć ci to wielokrotnie, a ty po prostu nie byłeś w stanie „tego przyjąć”. Być może duża część z tego, co nazywasz ich „zrzędzeniem” czy „złym nastrojem”, czy też „dziwactwami”, to po prostu ich próby spowodowania, żebyś dostrzegł prawdę. Nawet te wady, z których zdajesz sobie sprawę, nie są ci w pełni znane. Mówisz: „Przyznaję, że wczoraj wyszedłem z siebie”, ale inni wiedzą, że ciągle ci się to zdarza. Mówisz: „Przyznaję, że wypiłem za dużo w ostatnią sobotę”, ale każdy inny wie, że pijesz nałogowo.
Oto jedna różnica, jaka musi istnieć między Bożym a moim spojrzeniem. On widzi wszystkie charaktery; ja widzę wszystkie z wyjątkiem własnego. Druga natomiast jest następująca. Bóg kocha ludzi mimo ich wad. On nie przestaje kochać. Nie pozwala ustać miłości. Nie mów: „Jemu łatwo, on nie musi z nimi żyć”. Owszem, musi. On jest w nich tak samo jak i poza nimi. On jest z nimi w sposób dużo bardziej intymny, bliski i nieustanny, niż nam jest to kiedykolwiek dane. Każda nikczemna myśl w ich (i naszym) umyśle, każda chwila złości, zawiści i wyniosłości, zachłanności czy zarozumiałości natychmiast zderza się z Jego cierpliwą, pełną tęsknoty miłością, a zasmuca jego serce bardziej niż nasze.
Im bardziej potrafimy naśladować Boga w obu tych względach, tym większy zrobimy postęp. Musimy bardziej kochać „Iksa” i nauczyć się widzieć siebie jako istotę dokładnie tego samego rodzaju. Niektórzy twierdzą, że niezdrowo jest ciągle myśleć o swoich wadach. Byłoby bardzo dobrze, gdyby większość z nas mogła przestać myśleć o własnych wadach bez natychmiastowego zastąpienia sobie tego myśleniem o cudzych. Niestety c z e r p i e m y p r z y j e m n o ś ć z myślenia o wadach innych ludzi. Jest to najbardziej patologiczna przyjemność na świecie.
Nie lubimy ograniczeń narzucanych z góry, ale proponuję jeden rodzaj ograniczenia, który powinniśmy narzucić sobie sami. Powstrzymaj się od wszelkiego myślenia o wadach innych ludzi, o ile twoje obowiązki jako nauczyciela czy rodzica nie wymagają tego. Kiedy et myśli niepotrzebne nachodzą umysł, czemu po prostu ich nie odepchnąć, a zamiast tego nie pomyśleć o swoich własnych wadach? Tu, przy Bożej pomocy, można coś zaradzić. Wśród wszystkich trudnych ludzi w twoim domu czy pracy jest tylko jedna osoba, którą możesz bardzo ulepszyć. Jest to praktyczny cel, od tego należy zacząć. Naprawdę bylibyśmy lepsi. Kiedyś przecież trzeba to zacząć, a każdy tydzień, o który to odkładamy, czyni początek trudniejszym.
Cóż nam w końcu innego pozostało? Wystarczająco jasno wynika, że nic, nawet Bóg z całą swoją mocą nie jest w stanie uczynić „Iksa” prawdziwie szczęśliwym, tak długo jak „Iks” pozostanie zawistny, egocentryczny i złośliwy. Możesz być pewien, że i w tobie jest coś, co, o ile nie zostanie zmienione, uniemożliwia Bogu uchronienie ciebie przed wiecznym nieszczęściem. Dopóki to coś pozostaje, nei może być Nieba dla ciebie, tak samo jak przyjemny zapach nie może istnieć dla kogoś, kto ma katar, a muzyka dla kogoś, kto jest głuchy. Bóg nie potrzebuje „wysyłać” nas do piekła. W każdym z nas rozwija się coś, co samo s t a n i e s i ę p i e k ł e m, o ile nie zostanie zduszone w zarodku. Sprawa jest poważna: oddajmy się więc w Jego ręce natychmiast – dziś, w tej chwili.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 12