Forum Książki Strona Główna Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Kolorowe Zeszyty
Autor Wiadomość
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-02, 16:33   

Wczoraj była rocznica wybuchu Powstania...

"Komiks w Powstańczej Warszawie":

Cytat:
Na fotografii Tadeusza Bukowskiego uwieczniony został Powstaniec Warszawski czytający "Błysk Gordon i królowa błękitnej magii".

Zdjęcie pochodzi z wystawy "Teraz Komiks" w Muzeum Narodowym w Krakowie.




Plus uzupełnienie z profilu "Sztuka Komiksu - Comic Art":

Cytat:
Warto dodać, że autor zdjęcia Tadeusz Bukowski ps. "Bończa" był żołnierzem i sprawozdawcą wojennym w Komendzie Głównej AK w Biurze Informacji i Propagandy oraz brał udział w Powstaniu Warszawskim.
Z powodu upadku Powstania zmuszony był ukryć przed Niemcami około 200 negatywów w piwnicy na ulicy Drewnianej 12, w mieszkaniu na ulicy Smolnej 14 oraz zakopać na dziedzińcu Liceum im. Zamoyskiego.
Po wojnie cudem udało się jedynie odnaleźć negatywy ukryte na ulicy Drewnianej.
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-03, 13:23   



"Belcia 70" omawia mangę "Zabawa w kotka i myszkę":



"Zabawa w kotka i myszkę"



Pradawna recenzja "Lin":



Cytat:
Nie znajdziemy tu sielankowych scen miłosnych czy romantycznych, kwiecistych wyznań. W zamian autorka kreśli opowieść o stopniowym dorastaniu do miłości, powolnych i bolesnych etapach wychodzenia poza strefę komfortu w celu znalezienia szczęścia. W przeciwieństwie do wielu historii z tego gatunku nie ma tu naiwności i oderwania od realiów.

Cytat:
Jak długo autorka rysuje zbliżenia i skupia się na ekspresji twarzy, wszystko jest dobrze – z łatwością można znaleźć ujęcia z powodzeniem prezentujące urodę obu panów. Niestety w kadrach, na których pojawiają się całe sylwetki postaci, często ujawniają się trudności z zachowaniem poprawności anatomicznej – zbyt duże korpusy, stanowczo za długie nogi czy ręce i oczywiście wisienka na torcie w postaci wynaturzonych dłoni, rozmiarami przekraczających nierzadko wielkość głów dorosłych mężczyzn.


"Zabawa w kotka i myszkę"
_________________
"Kraina komiksu"
Ostatnio zmieniony przez jacek 2019-08-27, 07:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-03, 16:03   



Dwukrotnie Mikołaj Ćwik - fajnie :) :

1. "Co ja recenzuję" #165: "Batman Metal" #3: "Mroczny Wszechświat":



Cytat:
Eventy z gatunku superhero mają wtórną do bólu konstrukcję. Zaczyna się od wprowadzenia, które przedstawia nam nową, wielką i oczywiście szokująca prawdę, z którą będą mierzyć się (super) bohaterowie. Potem następuje zawiązanie akcji, kiedy każdy powoli zaczyna łapać o co biega. Na końcu następuje finał, z obowiązkową wielką walką i wyjaśnieniami, o co w ogóle chodziło. Tak. Mało co, jest w stanie zaskoczyć fanów tego gatunku komiksów. Zapomniałbym jeszcze o tzw. tie-inach. Opowieściach, które towarzyszą głównemu wydarzeniu, które mają pozwolić nam na lepsze wczucie się czytelnika, jak ten cały rozgardiasz wpływa na komiksowe uniwersum. Zazwyczaj jest tak, że tie-iny to popłuczyny, które omijamy szerokim łukiem. Po przeczytaniu trzeciego tomu Batman Metal dotarło do mnie, dlaczego tak dobrze czytało mi się tę opowieść. Mówi ona o wynaturzeniach Mrocznego Uniwersum. Tu też nastąpiło pewne wynaturzenie. Tie-iny są lepsze od głównego eventu. Wrócimy do tego stwierdzenia w podsumowaniu.

Cytat:
Na początku ostatniego tomu jesteśmy raczeni potyczkami Ligii Sprawiedliwości. Udaje się im zewrzeć szyki i odciągają Mroczne Gacki od “zła czynienia”. Wydaje się nawet, że to ten promyk nadziei rozświetli zakusy Barbatosa do opanowania naszego multiwersum. Nawet Zielona Latarnia wychodzi na prowadzenie. Niestety, wspomniana przy okazji recenzji drugiego tomu beznadzieja, trwa w najlepsze i już niedługo zobaczymy jak reprezentanci jasnej strony są niesieni, niczym worki z ziemniakami. Wtem do Cyborga odzywa się Pudełko-Matka z jego wnętrza i oferuje pomoc poprzez kompletne scalenie. Nie pasuje to Victorowi i łączy się z nim na swój sposób. Dzięki temu dostaje power-upa, a Liga rusza dalej ze swoją misją zdobywania metali. Przy okazji uwalniając paru innych, znanych nam bohaterów. Wracamy do głównego eventu i zastajemy Brusa i Clarka uwięzionych w Mrocznym wymiarze. Wypaczone wersje Supermana chcą zabrać Batmana w głębię ciemności. Lecz on czmycha do Krainy Snu zabierając przyjaciela. Sen pomaga im dostać się do Kuźni Światów, aby zdobyli najpotężniejszy z metali. W tym czasie członkowie Ligii toczą swoje boje. Powraca nawet pewne żyjątko morskie, które bardzo dawno temu, sporo im namieszało. Ponownie dostajemy tie-in z ciekawą historią o Hawkmanie, który dostaję karę podobną do Syzyfa. Następnie wraca główny event z sieczkę popartą wieloma dziwnymi naukowymi stwierdzeniami. Nadal nie jest dobrze. Jest ciężko i brak nadziei dla naszych bohaterów dusi nas niemiłosiernie. Znowu tie-in i łapiemy oddech podczas historii Bobo, Szymansiego detektywa oraz rozpoczyna się Dziki Gon Mrocznych Rycerzy za Ligą Sprawiedliwości. A wszystko to przez całą masę warstw, barier światów, multiwersum w rytm antymuzyki. Oczywiście w końcu dochodzimy do wielkiego finału z jednym przewrotnym duetem i ciekawym epilogiem.

Cytat:
Przytłaczające, co? Dzieje się bardzo dużo, w ramach ostatniego elementu podziału, wymienionego przeze mnie na wstępie. I czasami ta gadanina przytłacza. O dziwo, najwięcej jest jej w głównym evencie. Nie dziwię się teraz opiniom, które przyszły do nas z zachodu, mówiącymi, że Batman Metal jest delikatnie mówiąc, średni. Bo faktycznie tak jest. Przeczytałem jeszcze raz tylko główne zeszyty z 3 tomów i jest to radosna kakofonia dźwięków świata DC. Wstęp jest ok, ale potem jest coraz gorzej i ciężej, by zachwycić na końcu. Czy zatem mogę polecić wam, z czystym sercem komiksiarza, to wydanie eventu? Zaskakująco powiem, że tak! Nie dla zeszytów z Batman Metal, ale właśnie dla tie-inów. Są one bowiem znacznie lepsze od głównych wydarzeń. Ciekawy paradoks. Myśląc o tym co wam napiszę, złapałem się wielokrotnie, że nie pamiętam, co się działo w głównych zeszytach, a doskonale pamiętam co działo się w otoczce. I o zgrozo, pewnie jak ktoś mnie zapyta za rok, o czym to było, powiem, że o notatkach Hawkmana, wyprawie po kręgach Gotham, historiach wypaczonych Batmanów i pojedynkach z nimi. A i o metalu X. Ale nie takim z programu Weapon X, tylko z Kuźni Światów.

Cytat:
Co do scenarzystów mamy ich aż 6: Scott Snyder, James Tynion IV, Josh Williamson, Robert Venditti, Jeff Lemire a nawet Grant Morrison. Czuć różnorodność w pisaniu scenariuszy na kilometr. I to z plusem dla “uzupełniaczy”. Każdy odnajdzie powiem sznytu ulubionego twórcy.
Ekipa odpowiedzialna za wizualną stronę tomu - to już mała armia osób. Do mnie najbardziej w tym tomie przemówiły prace Ethana van Scivera, Liama Sharpa i Jasona Wrighta w bitwie Zielonych Latarni. Również prac jest od wyboru do koloru. Choć zawsze będę fanem jednego stylu w tomie i dla mnie to jest minus. Nie zapominajmy o Gabriele Dell’Otto, który stworzył min. okładkę tego tomu - istne arcydzieło.

Cytat:
Ocena tomu 6/10
Ocena całego eventu 7/10
TL;DR
Twórcą udało się utrzymać ciężki klimat do samego końca. Nie było łatwo, a i zaszły zmiany, które będą kontynuowane w dalszych opowieściach Ligii Sprawiedliwości. Dla mnie fenomen wśród eventów, do którego wrócę kiedyś dla tie-inów. Polecam szczególnie nowym czytelnikom. Dobra baza do rozpoczęcia przygody z komiksami.
Plusy:
tie-iny!
ciężki klimat utrzymany do końca
epilog
nieoczekiwany duet
graficzne wyczyny Zielonych Latarnii
Morrison i Lemire.
Minusy:
momentami za dużo naukowego bełkotu
zmiany stylów graficznych
ciągłe porażki Ligii
za mało Snu ;)


2. "Co ja recenzuję" #168: "Hellblazer" #2:



Cytat:
Jak ja nienawidzę Johna Constantine. Usiadłem przed komputerem, aby napisać recenzję drugiego tomu wydanego przez Egmont, zawierającego run napisany przez Briana Azzarello i nie wiem, czy jestem w stanie dodać coś, co jeszcze nie zostało napisane o tej postaci i jej historii. Kilka wdechów i wydechów - jedziemy z tym koksem dla dorosłych.

Cytat:
Nasz bohater, a raczej antybohater, kontynuuje podróż przez Amerykę, na łamach 6 opowiadań. Główny motyw to rozprawienie się ze śmiercią “Lucky’ego” Fermina. Właśnie przez nią został skazany i osadzony w więzieniu. Doskonale wie, gdzie szukać odpowiedzi i nie zawaha się wykorzystać swoich nadprzyrodzonych zdolności. Zanim jednak dotrzemy do kolejnego etapu podróży, zostajemy poczęstowani wspomnieniami, gdy grał w kapeli Mucous Membrane (Błona Śluzowa). Wraz z kumplami wykiwali pewnego Stanley’a. Dzięki czemu, zyskali więcej gotówki na zabawę. Niestety, przy okazji jego znajoma straciła swoją przyszłość, w niewyjaśnionych okolicznościach. Drugie opowiadanie “Highwater”, dotyczy już wątku głównego i wizyty u żony “Lucky’ego”. We wszystko zamieszana jest grupa neonazistów, z dosyć ciekawą interpretacją Pisma Świętego. Jesteśmy tu obserwatorami, jednej z twarzy USA. Szczególnie w małych miasteczkach, gdzie dominuje jeden samiec “Alfa”. Do pomocy John wykorzystuje ducha Fermina i pewne zwłoki. Zapachniało mrocznymi klimatami, oj mocno. Dobrze mi się to czytało. Dalej krótka akcja (dosłownie i w przenośni) z dziwką i detektywem, który brał udział w osadzeniu Constantine’a w ciupie. Zgadnijcie, ile osób zaliczyło udany wieczór? W dwóch kolejnych opowieściach wracamy do Stanley’a - każącego wszystkim nazywać się S.W. Ma on wiele do powiedzenia Ojcu Seanowi, który towarzyszy mu przez kilkadziesiąt kadrów. Strasznie dużo gada. Ma się ochotę przymknąć tę gębę łopatą. Dialogi te, są przerwana śledztwem dotyczącym spaleniem Johna Constantine w domu uciech. Ale takich bardziej brutalnych, a i znajdzie się VIP jeden czy dwóch. Wraca nasz detektyw od “akcji” - Frank Turro. Pomaga on detektyw Havlik w rozplątaniu paru skrępowanych rąk, nóg czy innych części ciała świadków. Namawia ich, żeby otworzyli się przed nim (czasami dosłownie ;) ). A galeria ich jest niesamowita. To wszystko dzieje się w oparach sado - maso do samego, bolesnego finału. Ostatnia opowieść to świąteczny specjał o kozach i głodnych pijaczkach - tak na wesoło.

Cytat:
Trochę się dzieje w tym tomie. Na pewno więcej niż poprzednio. Zaoferowano nam więcej magii, mistycyzmu i zabaw niebezpiecznymi miksturami. Bliżej tu do klasycznego wizerunku Hellblazera. Nie stracił on przy tym ani krzty ze swojego antypatycznego charakteru. A my kochamy takich bohaterów. Tym bardziej, że postępuje właściwie dobrze. Perfidnie wytykają wszelkie błędy, nieprawości, skrzywione interpretacja świata z bezbłędną precyzją. Muszę wspomnieć o dużej ilości (pod)tekstów seksualnych. Może to kwestia jednego opowiadania (Popiół i kurz w mieście aniołów), ale nie poznaliście jeszcze Johna od tej, ekhm, tych stron. Azzarello dał upust swojej wyobraźni w opisywanych zeszytach i zostawił nam kawał soczystego i dobrego czytadła. Przy okazji, odnosząc się do głosów o kastracji głównego bohatera z jego domeny, napiszę, że chyba rozumiem zamysł autora na niego. Chodziło mu bardziej o pokazanie, i tu parafraza cytatu z klasyka, że “człowiek człowiekowi demonem”. Zła nie musimy szukać daleko i u innych istot. Jest w nas - ludziach.

Cytat:
Rysunki są dokładnie takie jak rzeczywistość bohaterów opisywanych przez scenarzystę. Na myśl przychodzi brud, zniszczenie, wyludnienie, południe USA i diabelne spojrzenia. Są równie antypatyczne, co główny bohater. Czasami puste, czasami sugestywne a i czasem szczegółowo obrazują działania bohaterów.

Cytat:
Ocena tomu 8/10
TL;DR
Kawał świetnego komiksu z antypatycznym bohaterem w roli głównej, lub w tle pod koniec. Brian Azzarello wykreował swojego Constantine i wydaje się, że zrealizował swój plan w 100% Polecam dorosłym czytelnikom. Chociaż wariacji na temat seksualności, mogłoby być znacznie mniej i ciut spowolniło tempo tomu.
Plusy:
antypatyczny bohater
świetny scenariusz
brudy i syfy Ameryki
Frank Turro
interpretacja Biblii.
Minusy:
wariacje seksulane
pod koniec mało Johna
Stanley aka S.W.


Artykuły od Michała Lipki
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-03, 17:53   



"Śledztwo trwa". Łukasz Wasilewski tak pisze o zatytułowanej "Czarne są ich dusze" drugiej części "Sherlock Holmes Society":



Cytat:
Poprzednio pisałem, że zabrakło mi błyskotliwości Sherlocka, co wynikło także z tego, że nie miał okazji się wykazać. Tym razem mamy nieco więcej dedukcji, ale nie wybijają się na tle zwyczajnych detektywów z przypadku. Być może współczesne adaptacje tak nas przyzwyczaiły do neurotycznego geniuszu Holmesa, że podświadomie szukam tego w każdym dziele traktującym o tej postaci. W którymś momencie Sherlock trafnie zauważa, że "wielkie ego nie wyklucza wielkiego talentu". Nie mówi tego o sobie, ale trudno odeprzeć myśli, że to bardzo autoironiczne. Tylko gdzie ten talent w "Sherlock Holmes Society”?


"Sherlock Holmes Society" #2: "Czarne są ich dusze"
To trzeci artykuł o tym tomie.
A tutaj jeszcze zaległy tekst Łukasza o pierwszym.
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-04, 08:42   



"Nazywam się Logan!" - Również od Marcina Knyszyńskiego w dniu dzisiejszym "Wolverine. Staruszek Logan" - dziękujemy :-D :



Cytat:
"Wolverine. Staruszek Logan” to western przyszłości, brutalny i krwawy thriller, superbohaterska postapokalipsa w stylu "Mad Maxa" i "komiks drogi". Mark Millar i Steve McNiven zapraszają czytelnika na wyprawę, w jaką większość czytelników już nie raz ruszała – chociażby w "Kaznodziei" Gartha Ennisa. Tutaj jednak jest o wiele mniej groteskowo, bardziej brutalnie i dosadnie (choć mogłoby się to wydawać niemożliwe). Millar nie ma takiego poczucia humoru jak Ennis, ale też nie o to tutaj chodzi. Trafiamy po prostu do dystopijnego, surowego świata przyszłości, gdzie nie liczy się moralność i idea superbohaterstwa. Umarła ona wraz z Kapitanem Ameryką, Iron Manem i całą resztą. To nie jest czas na heroiczne wyczyny. W świecie bez bohaterów trzeba po prostu przeżyć – do tego sprowadza się cała egzystencja.


"Wolverine. Staruszek Logan"
_________________
"Kraina komiksu"
Ostatnio zmieniony przez jacek 2019-09-16, 04:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-04, 12:26   



"Jak grom z jasnego nieba" - recenzja komiksu "Podniebny Harry" #2: "Holywoodland". Pisze Paulina Kasińska":



Cytat:
W "Podniebnym Harrym" nie ma czasu na nudę: chwilowe bezrobocie owocuje jeszcze większą liczbą niebezpiecznych przygód, które zaczynają się w wytwórni filmów Paramount, gdzie Faulkner zaczyna pracę jako pilot-kaskader. Tom drugi komiksu Podniebny Harry. Holywoodland to jednak nie tylko odważne czyny głównego bohatera - ani na krok nie ustępują mu jego dwie piękne towarzyszki: zmysłowa gwiazda kina Clara Palmer oraz długonoga dziennikarka Betty Laverne, obie na tropie wielkiej afery.

Cytat:
Definitywnie znajdziemy tutaj wiele elementów obecnych w czarnym kinie, wśród których należy wymienić głównego bohatera, który zupełnie przez przypadek ląduje w samym środku polityczno-gangsterskiej intrygi, zniewalającą Clarę Palmer w roli femme fatale, szczyptę perwersji oraz całkiem dużo broni palnej.


"Podniebny Harry" #2: "Holywoodland"

Z tym albumem spotykamy się po raz piąty.



A tutaj jeszcze omówienie Marcina Mroziuka:

Cytat:
Niewątpliwe zalety "Hollywoodland" to dobrze skonstruowana intryga kryminalna oraz łatwość, z jaką Étienne Willem potrafi nas zaskoczyć niespodziewanymi zwrotami akcji. Ale najważniejsze, że prawdziwą ucztą dla oka są znakomite rysunki – z jednej strony bogate w detale, z drugiej niezwykle dynamiczne w scenach walki czy powietrznych akrobacji.


"Podniebny Harry" #2: "Holywoodland"
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-04, 20:04   

Na dobranoc w dniu dzisiejszym proponuję audycję o rekomendowanym na razie dwukrotnie albumie "Providence" #1:





"Providence" #1
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-05, 07:42   



"W Gorzowie powiało grozą – recenzja trzeciego numeru magazynu "LandsbergON" - pisze Piotr Markiewicz:



Cytat:
Poprzednie wydania przypadły mi do gustu, a i sam pomysł oraz inicjatywa warte były uznania i kontynuacji. Wreszcie doczekałem się trzeciego numeru, za którego czytanie zabrałem się natychmiast.

Cytat:
"LandsbergON" nie zmienił swej formuły i prócz opowiadań znajdziemy w nim także zdjęcia oraz obrazy promujące lokalnych artystów. A trzeba przyznać, że ci mają talent."
"Niestety po raz kolejny czasopismo kończy się zbyt szybko. 22 strony ze świetnymi opowiadaniami sprawiają, że czas płynie miło, ale znów pozostaje niedosyt.


"W Gorzowie powiało grozą – recenzja trzeciego numeru magazynu "LandsbergON"
A tutaj rzeczony numer.
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-05, 14:26   



Po raz drugi dzisiaj na temat drugiej części "Oblivion Song. Pieśni Otchłani". Tym razem w wypowiedzi Łukasza Wasilewskiego:



Cytat:
Motywacje władz mają, rzecz jasna, nieco inny charakter - widzą w technologii potencjalną broń. I właśnie na tym urządzeniu – próbie jego przejęcia, przypadkowej aktywacji - koncentruje się drugi tom. Dostajemy mnóstwo akcji i trochę informacji o świecie przedstawionym, ale brakowało mi pytań natury etycznej z pierwszej odsłony, a przynajmniej jest ich odczuwalnie mniej.


"Oblivion Song. Pieśń Otchłani" #2
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-06, 14:58   



Przemek Pawełek tak rzecze o "Batman Noir. Zabójczy żart":



Cytat:
Jak już wiadomo - Egmont postanowił uczcić osiemdziesiąte urodziny Batmana specjalnymi wydaniami najpopularniejszych komiksów o tym bohaterze. Na nasz rynek trafiają specjalne wersie najmocniejszych tytułów z Batmanem w wersji Noir, czyli czarno-białej, w powiększonym formacie. Zapowiedź Egmontu najpierw wywołała ekscytację, by później zmrozić część fanów równie ekskluzywnymi cenami (cały pakiet to okładkowe 690PLN), co jednak dokładnie nas czeka na tegoroczne urodziny Batmana?

W moje ręce trafił z Egmontu przedpremierowy noirowy "Zabójczy żart", czyli pozycja, której w oryginalnej formie reklamować nie trzeba. To ścisła topka historii o Batmanie, z czasów, gdy Alan Moore jeszcze nie miał kosy z DC. To pogłębiona psychologicznie opowieść o tym, że Batman i Joker to dwie strony tej samej monety, to wariaci, którzy wzajemnie się dopełniają, a do szaleństwa wystarczy jeden zły dzień. Tak jakby. Chyba. Czy aby na pewno?

Kultowy komiks w oryginale liczył sobie 48 stron, znakomitemu scenariuszowi dorównywała poziomem chirurgiczna kreska Briana Bollanda i psychodeliczne kolory Johna Higginsa, pogłębiające klimat ogarniającego bohaterów szaleństwa. Tę wersję znamy przynajmniej z Tm-Semic. Kolejne wydanie "Zabójczego żartu" to już Egmont, twarda oprawa, ponad 60 stron, nowe kolory autorstwa Bollanda (nie lubię ich), bonusowy szorciak rysowany przez wzmiankowanego artystę do jego własnego scenariusza.

Co otrzymujemy teraz? Klasyczny komiks (bez kolorów), szorciak (bez kolorów), oraz pokaźny pakiet Bollanda do Batmanów (też bez kolorów), a trzeba nadmienić, że to w okładkach, a nie komiksach, jest ten gość wyspecjalizowany. Łącznie 112 stron Dobra.

Jak natomiast sama edycja? Jak już wspominałem tutaj wczoraj wieczorem - robi wrażenie formatem, bo to nie typowy Noir w wersji DC - to format absolutów, czyli jeszcze większy niż A4, nie mieszczący się w pionie w regale Kallax Ikei, bo jest za wysoki o grubość półki. Komiks ma swój format i swoje waży, do czego przyczynia się nie tylko gruba oprawa, ale także treściwy, naprawdę treściwy papier porządnej jakości, na którym te czernie i biele wypadają naprawdę zacnie, bo nie pofolgowano sobie z lakierem. Dodatkowo całość uzupełnia zakładka w deseń z logiem Batmana, oczywiście czarno-biała.

Minusy?

Niektórych może drażnić, że teksty nie wypełniają w całości dymków, pozostaje w nich dużo światła, co mnie akurat nie przeszkadzało, tłumaczę to sobie tym, że wydawnictwo nie chciało dowalić monstrualnej czcionki walącej po oczach (co przy tym formacie było by nie do uniknięcia).

Kiepsko się to czyta w autobusie pewnie.

Można też dywagować o doborze tytułów, bo o ile DKR, Halloween i Żart nie budzą wątpliwości (wiem już, że te dwa pierwsze też chcę w swojej kolekcji), o tyle z Hush jest tak samo wybitna seria, co rysownik z Jima Lee, a dołączane tylko do pakietu "Pewnego dnia" generalnie #nikogo albo #prawienikogo.

No i cena. Która jednak nie wzięła się znikąd. Przy okazji zapowiedzi były zauważalne głosy, że temu Egmontu peron odjechał chyba, że już lepiej kupić oryginalnego Noira po angielsku, tylko że w takich rozkminkach górę jednak bierze excel, a przy okazji missuje się pointa dotyczącego naszego rynku.

Bo amerykańskie Noiry są zwyczajnie mniejsze, papier też o ile pamiętam mają nie tak zacny. To i ceny aż takie zaporowe nie są.

Drugą jednak sprawą, i tu w temacie dominującą, jest fakt - że to nie są 'normalne' wydania, ani nawet wydania 'specjalne' jak na rynek obfity i bogaty, gdzie nad 'specjalnymi' są 'kolekcjonerskie', 'unikatowe', i ścisłe limitki, ręcznie numerowane w 100 egzemplarzach.

To wydanie ekskluzywne, urodzinowe, w dodatku dublujące to, co już na tym rynku jest obecne, i kto chciał, to zdążył kupić w którymś z wydań. Wydania dość unikatowe, jak na nasz rynek. Czarno-białe edycje są więc skierowane do kolekcjonerów, i to specyficznych. Noiry w tym formacie czyta się bowiem umiarkowanie przyjemnie, a przynajmniej ja nie lubię w tym formacie czytać, nie tak były te komiksy projektowane.

W zasadzie są to albumy do oglądania, dla osób które dobrze je znają w podstawowej formie, i mają ochotę na wizualną pornografię, podziwianie detali kreski niezmąconej oklejającymi je kolorami. Tu też mam wrażenie, że część plansz mogła by być nieco ostrzejsza, ale jak na komiks z 1988 roku, z którego źródłami jest pewnie różnie, generalnie nie narzekam (jest bez porównania lepiej w stosunku do np Draculi od Kboom).

To komiksy do postawienia na półce, do ozdobienia kolekcji, po które nie sięgnie masowy odbiorca, dla którego odebranie kolorów będzie pewnym zubożeniem (bo de facto jest, to nie są ostateczne formy tych tytułów). To albumy do delektowania się, dla tych, co je dobrze znają, i nawet czytać nie muszą, bo pamiętają, a będą się wgapiać w ulubione kadry, odnajdywać nowe detale. Wątpię w imponujące nakłady, nietypowy format i jakość też robią swoje. I to po prostu nie mogło w tej postaci kosztować 40 złotych.

Bo to jest danie dla smakoszy, którzy też będą kręcić nosem, bo jeden woli jednak Absoluty z toną dodatków i slipkejsem, drugi Artist's Edition, gdzie widać wszystkie naniesione poprawki, a jeszcze inni edycje Unwrapped. A tych edycji na naszym rynku się nie wydaje.

I tu dochodzimy do pewnej konkluzji, która mi przyszła do głowy, gdy pojawiła się pierwsza zapowiedź.

Fajnie, że coś takiego się na naszym rynku wydaje, bo to oznacza, że nasz rynek dojrzewa, normalnieje. Nie jest normalnością czytanie absolutnie wszystkiego, bo tyle właśnie wychodzi, że się da. Nie jest też normalnością kupowanie wszystkiego - bo da radę to ogarnąć. Na to sobie można było kiedyś pozwolić, ale sam fakt że już tak nie jest, świadczy o dynamicznym rozroście rynku. Przy czym - wciąż piszę o stanie na rok powiedzmy 2010, czy 2015. A teraz mamy jeszcze slipkejsowe edycje od Screamu, limitowane Thorgale czy Szninkiel za grube babilony, w końcu po cudzych próbach w temat wchodzi też dość asekuracyjnie działający hegemon rynkowy. I dobrze. Bo to potwierdza że jest na to zbyt, są klienci, i jest szansa na więcej takich wydań.

Z których większości nie kupię, bo mnie nie będzie na wszystkie stać, ale to jest właśnie normalność, że na coś się trzeba zdecydować, a lepszą wartością jest to, że daje nam się jako klientom, czy po prostu fanom, wybór. I ten wybór się poszerza.

"Batman Noir. Zabójczy żart" - wydanie czwarte, tu poszerzone (dodatki), tam okrojone (kolory).
112 stron za okładkowe 99PLN (ale wbrew pierwotnym obawom - nawet Egmont przed premierą wprowadził rabat)

(A ja i taki bym chciał noirowe Gotham by Gasslight...)


Szczegółowe informacje, opis oraz przykładowe plansze

Przykładowe recenzje zwykłego wydania:

"Look-e'a"
Sebastiana Smyka
Przemysława Mazura
Piotra "Le Danga"
Michała Lipki
Sebastiana Chosińskiego
"Matta"
Recenzentów z serwisu "BatCave"
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-06, 17:18   



Julita Pasikowska jest trzecią, która przybliża nam album "Rekiny - najlepsi myśliwi w przyrodzie":



Cytat:
Książka udowadnia, jak niezwykłe są to zwierzęta oraz jak wiele wyjątkowych cech je charakteryzuje.

Cytat:
"Rekiny. Najlepsi myśliwi w przyrodzie" to książka bez rozdziałów, którą polecam do czytania raczej "na raz". Ze względu także na pojawiającą się w niej brutalność, przez dość obrazowe oddanie polowań na rekiny czy samych rekinów, rekomendowałabym ją raczej dla nieco starszych czytelników, najlepiej powyżej 8. roku życia.


"Rekiny - najlepsi myśliwi w przyrodzie"
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-06, 18:23   



"Avengers Rodzinny Interes czyli o więzach rodzinnych" - pisze Michał Żołyński:



Cytat:
Muszę przyznać, że gabarytowo ten komiks nie wygląda dobrze. Jest dość cieńki co w porównaniu z ceną na samym początku mnie zraziło. Na szczęście Mark Waid pokazuje w środku, że jest on wart swojej ceny.

Cytat:
Fabularnie Mark Waid w Avengers Rodzinny Interes pokazuje nam kolejną misję. Nie widać tu bardziej złożonej głównej fabuły. Trochę szkoda. Niemniej czyta się lekko i przyjemnie.

Cytat:
Za rysunki odpowiada urodzony w Turcji Mahmud Asrar. Niestety to już kolejne podeście do tego rysownika w moim przypadku i po raz kolejny jestem rozczarowany.


"Avengers Rodzinny Interes czyli o więzach rodzinnych"
Mamy już z czym zestawić i oto właśnie chodzi ;)
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-07, 06:42   



"Ten, komu diabeł nie mówi dobranoc" - "Anforius" opowiada o pierwszym i drugim tomach "Hellblazera":



Cytat:
Constantine jeździ po Ameryce, starając się dowiedzieć kto stoi za śmiercią jego przyjaciela. Tym samym przeżywa naprawdę wstrząsające przygody. I, ku mojemu zdziwieniu, to nie demony, czy inne siły nieczyste są w tych opowieściach najbardziej przerażające. To ludzie. Bo o ile w filmie, czy serialu dookoła Anglika wszędzie pełno było sługusów szatana, to w tym komiksie najgorsi są potomkowie Adama i Ewy. To oni mordują, kłamią, gwałcą, porywają a Hellblazer staje im naprzeciw. Rozprawia się z nimi swoim najskuteczniejszym orężem – manipulacją. Nie stosuje tu jednak żadnych sztuczek magicznych, czy trików. On zawsze panuje nad sytuacją i nikt nie jest w stanie rozgryźć jego metod działania, nawet odbiorca. To jest właśnie w tym wszystkim najciekawsze.


"Hellblazer" #1-2

:mrgreen:

A tutaj było poprzednio.
_________________
"Kraina komiksu"
Ostatnio zmieniony przez jacek 2019-09-26, 12:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-07, 07:02   



Tym razem Ewelina przybliża nam drugi tom mangi "Enra z piekła rodem":



Cytat:
Nasza kochająca dobro i sprawiedliwość dziewczyna nie ma zamiaru iść do piekła, bo być może kiedyś, w niedalekiej przyszłości dopuści się śmiertelnego grzechu. A gdzie w tym wszystkim zasada domniemania niewinności, sprawiedliwy, rzetelny proces i jakiś bezstronny adwokat, który poprowadzi jej piekielną sprawę?

Cytat:
"Enra z piekła" rodem to niesamowicie zabawna, inspirująca i pełna dynamiczniej akcji historia, która opowiada o niecodziennej, nieco zwariowanej miłości – dziewczyny kochającej sprawiedliwość z synem króla piekieł. Tych dwoje zostało połączonych przez wyrok piekła, a rozdzielić ich może jedynie rozkaz całkowitego uniewinnienia.


"Enra z piekła rodem"
Pierwsza recenzja + odnośniki do materiałów związanych z pierwszym tomem
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
jacek 



Wiek: 53
Dołączył: 24 Paź 2014
Posty: 10594
Skąd: Puławy
Wysłany: 2019-08-07, 15:49   



Zaś dzisiaj Przemek Pawełek opowiada o klasyce czyli o... "Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa":



Cytat:
Przegapiłem ostatni Piątek z Polskim Komiksem (samozwańczy, bo tylko mój), przegapiłem wczorajsze urodziny Mistrza (niby prawilne, ale on sam o nich że wypadły mu 'podobno'), to jadę z tematem teraz, lepszej okazji nie będzie.

Bierzcie i czytajcie z "Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa", bo to album, który poniekąd uczynił mnie tym, kim jestem. Albo właśnie z tego samego powodu - nie czytajcie!

Wciąż pamiętam, że w drugiej połowie lat osiemdziesiątych naprzemiennie wałkowałem Tytusy, Kajki i komiksy Tadeusza Baranowskiego. Te ostatnie wałkowałem jakby mniej, bo i mniej ich miałem na półeczce, ale weryfikacja przyszła z wiekiem. Do Tytusów i Kajków stopniowo przestałem wracać (może to błąd), za to komiksy Baranowskiego przy moim drugim przebudzeniu jako komiksiarza dalej były znakomite, a w pewnym zakresie nawet lepsze.

No i pierwszym moim zetknięciem z twórczością Mistrza był właśnie ten album.

"Na co dybie..." to klasyczny 'double feature', w którym otrzymujemy dwie oddzielne historie. We "W pustyni i w paszczy" Baranowski zabawił się w pastisz powieści podróżniczej, w której jego dyżurni bohaterowie Bąbelek i Kudłaczek przeżywają różne przygody, najczęściej związane z obcowaniem z dziką przyrodą. "Co w kaloryferze piszczy" to historia Orient Mana, jednego z pierwszych rodzimych superherosów, duchowego ojca chrzestnego Wilqa i reszty naszych peleryniarzy, którego tropem podąża smutny Eskimos.

Oba komiksy to seria krótkich epizodów, składających się na dłuższą podróż, epizodów pełnych dziwacznych postaci specyficznego poczucia humoru, oraz nietuzinkowej zabawy słowem. To, co wyróżnia ten komiks (podobnie jak inne spośród najlepszych dzieł Mistrza), to właśnie ten niestarzejący się humor słowny, cartoonowa kreska, luźne nawiązania do (tu PRLowskiej) rzeczywistości oraz zabawy formą.

I to jest zwyczajnie ponadczasowe.

Jeśli znacie - to sobie powtórzcie. Nie znacie? KONIECZNIE POZNAJCIE, bo to jest czołówka polskiej klasyki, takiej, która ubawi dziecko, ale możliwe że jeszcze bardziej ubawi dorosłego. Jest aktualnie ku temu stosowna sposobność, bo Kultura Gniewu niedawno ten tomik ponownie wydała, w twardej oprawie, z bonusowym plakatem i kolorowanką. Tylko że wspomniane wydanie z października minionego roku zdążyło się już rozejść, co mnie nie dziwi. Kultura wypuszcza jednak dosłownie za chwilę wydanie drugie, ze zmienionym dodatkiem - tym razem są to "3 przygody Szerloka Bombla", które także dawno temu się rozeszły. Tak że są to dodatkowe 3 powody by zainteresować się dodrukiem.

Tak jakby bez niego brakowało dobrych powodów.

#znakjakościGonza, bo cóż by on znaczył, gdybym go teraz nie przyznał?

64 strony, kolorowo i na twardo, za okładkowe 59,90PLN.


:-D

Trzy poprzednie artykuły
_________________
"Kraina komiksu"
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Oficjalna Polska Strona Tada Williamsa

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 12