Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Kryminał, Thriller, Sensacja - Mankell, Henning

blink - 2009-11-07, 12:30
Temat postu: Henning Mankell - Chińczyk
Już 11 listopada do księgarń trafia nowa książka Henninga Menkella "Chińczyk".

W styczniu 2006 roku w odludnej wiosce zostaje brutalnie zamordowanych kilkanaście osób, w Szwecji wybucha medialna gorączka, a dochodzenie w zagadkowej sprawie nie prowadzi do jej wyjaśnienia. Tymczasem Birgitta Roslin, doświadczony sędzia, odkrywa, że jest spokrewniona z dwiema ofiarami i rozpoczyna prywatne śledztwo. Niebawem wpada na trop Chińczyka, który może być odpowiedzialny za masakrę. Ten ślad prowadzi do stolicy Chin i Birgitta wybiera się na wycieczkę do Pekinu. Szukając mordercy, poznaje rodzeństwo, które symbolizuje wewnętrzne rozdarcie tego kraju: komunistkę Hong Qui, która sprawuje nad cudzoziemką dyskretną opiekę, i jej brata Ya Ru, reprezentującego frakcję „kapitalistyczną". Rozgrywki polityczne w Chinach nieoczekiwanie splotą się z wydarzeniami w szwedzkiej wiosce... Birgitta Roslin chce rozwiązać zagadkę masakry, choć sama znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Ja już nie mogę się doczekać a Wy?

Paleolog - 2010-05-10, 20:51
Temat postu: Mankell, Henning
Nie da się ukryć, że Henning Mankell za sprawą swoich kryminałów stał się bardzo poczytnym pisarzem. Postanowiłem sprawdzić, czy słusznie ;-)

Zanim zabrałem się do lektury miałem okazję obejrzeć kilka odcinków telewizyjnej sagi o komisarzu Wallanderze i, mimo przychylnych recenzji, okazały się one dla mnie lekkim rozczarowaniem.

Za to książki...

Zanim wyrażę swój zachwyt małe zastrzeżenie: w zasadzie to nie książki, a książka, bowiem przeczytałem na razie sztuk dokładnie jeden. Teoretycznie nie predysponuje mnie to do zakładania tematu o całej twórczości autora, jednak po a) zamierzam sięgnąć po więcej, a po b) czytana rzecz tak mi się spodobała, że zwyczajnie nie mogłem się powstrzymać.

Książka, jaką miałem przyjemność czytać nazywa się "O krok" i jest to najlepszy kryminał, jaki w życiu pożarłem. Pożarłem to idealne określenie, jako że niezwykle trudno było mi się oderwać od lektury. Nie myślałem, że to powiem, ale Chandler, przy całej sympatii, może Mankellowi buty czyścić (no, ale na motywach jego książek powstają przynajmniej lepsze filmy ;-) ).

Wszystko jest tu świetne - główny bohater: samotny, wiecznie zmęczony, mający wątpliwości co do sensu swojej pracy oraz zwyczajne problemy i rozterki, ale nie wydumane, a takie z jakimi boryka się większość szarych ludzi. Świetna jest zagadka. Świetny jest sposób w jaki autor podsuwa nam fałszywe tropy i to jak niespiesznie odkrywa przed czytelnikiem istotne karty na drodze do rozwiązania. Świetna jest wreszcie sama sceneria - Szwecja, cicha, chłodna i w pewien specyficzny sposób niepowtarzalnie smutna.

Bardzo podoba mi się kilka ostatnich stron, już po ostatecznym rozwikłaniu zagadki i złapaniu czarnego charakteru (no bo umówmy się - w klasycznym kryminale morderca musi zostać złapany, a stróż prawa wychodzi cało, a to jest zdecydowanie klasyczny kryminał), co wcale nie kończy automatycznie całej historii. Stron, na których komisarz Wallander, nie mniej, ale i nie bardziej samotny i zmęczony niż na początku, rozmyśla nad sensem swojego życia.

I jeszcze jedno, podoba mi się posłowie. Pozwolę sobie przytoczyć jego pierwsze i ostatnie zdanie:

Świat powieści cechuje wolność. Opisane wydarzenia mogły mieć miejsce, ale mogły również wyglądać całkiem inaczej(...) Opowieść powstała z pewnego pomysłu. A to, że ją napisałem, jest najwyższym dowodem mojej wolności

Patos? Może. Ale mnie bierze. Tym bardziej, że są to słowa, których w tym miejscu nie oczekiwałem.

Panie Mankell, narobiłeś mi pan apetytu.

Córka Lavransa - 2010-05-10, 21:24

No to jest nas dwoje. :)
Ja na razie "połknęłam" Piątą kobietę i Białą lwicę. Z chęcią przeczytałabym więcej, ale... w mojej bibliotece więcej nic nie ma.
Niestety, nie mogę sobie pozwolić na zakup kilku powieści Mankella, bo aktualnie powolutku kompletuję cykl Breslau Krajewskiego.
Muszę więc czekać, a panie bibliotekarki nie reagują na moje nieśmiałe sugestie w tym względzie :evil: .

Bardzo lubię postaci takie jak Kurt Wallander. Jest po prostu ludzki. Mankell wprowadza takie elementy, sceny, do swoich książek, że czytelnik musi reagować na głównego bohatera - tak czy inaczej, ale budzi on emocje. Mnie na przykład - co może wydać się śmieszne - bardzo poruszyła wzmianka w którejś z wyżej wymienionych powieści, że Wallander znowu zapomniał pójść zrobić sobie nowe okulary. Nie wiem, czy to przez to, że problem jest mi bliski (jestem krótkowidzem), czy ogólnie "powszedniość" i "zwyczajność" tej sprawy tak mnie ujęła.

Spotkałam się z opinią, że książki Mankella spoza serii o Wallanderze, o tematyce bardziej obyczajowej, nie są tak dobre. Zamierzasz, Paleologu, spróbować, czy zostaniesz przy kryminałach?

Paleolog - 2010-05-11, 15:50

Córka Lavransa napisał/a:
Spotkałam się z opinią, że książki Mankella spoza serii o Wallanderze, o tematyce bardziej obyczajowej, nie są tak dobre. Zamierzasz, Paleologu, spróbować, czy zostaniesz przy kryminałach?


Zamierzam to sprawdzić, ale raczej w dalszej przyszłości - niekryminalne książki Mankella są trudno dostępne w bibliotekach, poza tym moja lista rzeczy do przeczytania jest nieco przepełniona. Na razie zielone światło dostała seria o Wallanderze, dziś wypożyczyłem "Białą lwicę", a w mojej bibliotece na całe szczęście są jeszcze trzy inne części :mrgreen:
Swoją drogą, z tego na ile zdążyłem się zorientować, Mankell przemyca dużo tematyki społecznej do swojej kryminalnej serii, która tylko na tym zyskuje. Jest więc nadzieja, że jego typowo obyczajowe książki okażą się równie dobre.

Córka Lavransa - 2010-05-11, 16:59

No właśnie tak sobie pomyślałam, czy to nie jest tak, że ci, którzy w Mankellu widzą po prostu sprawnie skonstruowany kryminał, nie są rozczarowani jego powieściami obyczajowymi dlatego, że tego elementu tam brakuje?
Może czytelnik, który jak Ty i ja, docenia psychologiczne, społeczne elementy jego kryminałów, doceni nie-kryminalne utwory Mankella dlatego, że nie tylko wątki kryminalne go w tych pierwszych interesują?
Nie wiem, czy wyrażam się składnie... :-/

Tina - 2010-05-11, 20:10

Dostałam na DKK do przeczytania jakąś powieść Mankella - "Cienie rosną o zmierzchu". Szczególnie zachęcająco nie wygląda (ale przynajmniej jest krótka), ale przekonam się co to jest, jak przeczytam. Choć chyba wypożyczę jakiś kryminał, aby nie zniechęcać się do autora (o ile będzie w bibliotece).
Paleolog - 2011-03-13, 12:17

Przeczytałem "Psy z Rygi" i stwierdzam, że Mankell szczególnie dobrze smakuje umiarkowanie dawkowany, po dłuższej przerwie.

Ach, ten wiecznie zmęczony, rozczarowany życiem i w gruncie rzeczy przyziemny komisarz Wallander. I te tradycyjnie bogate odniesienia społeczne. Niby wiadomo, czego się spodziewać, niby nie jest to literatura zmieniająca losy świata, a jednak "to coś" siedzi w niej głęboko ukryte, od czasu do czasu ostrożnie wypełzając na wierzch.

Teraz dla odmiany sięgnę po coś niekryminalnego z dorobku Szweda - "Comedia infantil". Cena mało zachęcająca jak na objętość wspomnianej książki, ale obstawiam, że warto.

Mankell to pisarz, którego czyta się z przyjemnością do ostatniej strony. Dosłownie do ostatniej, ponieważ zawsze ze szczególną satysfakcją czytam kilku zdaniowe posłowie, zwykle powodujące utrzymujący się dłuższą chwilę uśmiech sympatii do tego autora.

Córka Lavransa - 2011-03-13, 21:23

Szkoda, że u mnie w bibliotece Mankella jest jak na lekarstwo... :(
Procella - 2011-03-14, 09:35

Paleolog napisał/a:
Przeczytałem "Psy z Rygi"

Lubię Mankella, ale ta książka akurat do mnie nie trafiła.

Najbardziej podobało mi się "O krok", zaraz potem - "Fałszywy trop".

KwaśnaŚliwa - 2011-05-01, 13:55

Podobno niedługo wyjdzie coś nowego. Wiecie coś o tym?
annaK - 2011-05-11, 11:48

Ja już nawet przeczytałam tę książkę :)

Nazywa się "Powrót nauczyciela tańca" :)

Fajna. Z wojną w tle i nowym bohaterem :)

KwaśnaŚliwa - 2011-05-12, 08:59

Ja też już mam ;) Bardzo mi się spodobał ten nowy bohater, książka też chyba nawet bardziej niż poprzednie :) , ale może to dlatego, że już dawno nic nie czytałam... A tak a propos Stefana, to dowiedziałam się, że kolejnej serii z nim nie będzie. Niestety :/ Może ma ktoś maila do Mankella, to napiszę, żeby zmienił zdanie :P
annaK - 2011-05-17, 10:52

No co ty??!

Co on zamierza zrobic? Dziadka Wallandera wskrzesić? Trochę słabo... :zlo


Stefan taki bliższy mi się wydaje. Pewnie za sprawą wieku, ale też jest taki...współczesny... :cry:

KwaśnaŚliwa - 2011-05-18, 09:43

Miała być seria z córką komisarza- Lindą Wallander, ale Mankell zrezygnował. A co do Stefana, to w Szwecji książka ukazała się ponad 10 lat temu i podobno od tej pory Stefana nie ma :-? To dziwne, bo to w sumie taka rozwojowa postać. Czytając miałam wrażenie, że Mankell zostawił sobie dużo furtek do kontynuacji, no ale może to celowy zabieg, żeby czytelnik się zastanawiał "co by było gdyby". Ja przynajmniej się zastanawiam :-P
annaK - 2011-05-19, 12:47

No to prawda :)

A tak a propos wskrzeszania bohaterów i tworzenia nowych - może Mankell chce życ 100 lat i ze wszystkim zdążyć ;) napisze po prostu kilka serii jueszcze i bedzie cool ;)

Ja bym sie nie obraziła :)

KwaśnaŚliwa - 2011-05-20, 11:44

Ja też! Mimo wszystko dalej mam nadzieję, że będzie kontynuacja "Powrotu nauczyciela tańca" to na prawdę świetna książka!
annaK - 2011-06-03, 15:52

Znalazłam fajną sprawę :) minaowicie konkurs o Mankellu, gdzie można wygrac kurs tańca :) Nazywa się śmiesznie, bo "Idę w tango z Mankellem". Wiec jak się wkreciłaś, to w konkurs też sie wkrecisz. Ja już sie tam wpisałam :)

http://www.facebook.com/e...102211803206998

KwaśnaŚliwa - 2011-06-06, 09:35

Fajny ten konkurs, no i nagroda też, bo zwykle wydawnictwa dają tylko książki. Ja bym chętnie poszła na ten kurs tańca, ale nie jestem pewna do końca tej kolejności, bo książki już nie mam. Moze wspólnymi siłami?
annika - 2011-08-24, 19:44

A mnie coś on nie podchodzi :( Przeczytałam jedną książkę i nie dość, że akcja się strasznie wlokła, to jeszcze byłam mądrzejsza od głównego bohatera ;)
Jest moim zdaniem wielu lepszych autorów kryminałów z krajów skandynawskich.

KwaśnaŚliwa - 2011-08-25, 12:26

Mój kolega powiedział dokładnie to samo :P

Mi się akurat bardzo podoba. Na szczęście wybór na rynku skandynawskich autorów kryminałów jest całkiem spory, więc każdy znajduje coś dla siebie :)

annika - 2011-08-29, 18:44

Uff, to dobrze że nie jestem sama ;)
KwaśnaŚliwa - 2011-08-30, 12:28

dla każdego coś miłego, nie? Ja teraz oglądam sobie serial, ten szwedzki i stwierdzam, że aktor grający Wallandera jest rewelacyjny :D (przepraszam, że zeszłam z tematu książek;))
Bruixa - 2011-09-26, 22:10

Córka Lavransa napisał/a:

Bardzo lubię postaci takie jak Kurt Wallander. Jest po prostu ludzki.

Otóż to! Już po przeczytaniu kilku książek miałam wrażenie, jakby Wallander był moim dobrym znajomym, człowiekiem z krwi i kości. Stefan z "Powrotu nauczyciela tańca" aż tak mi sie nie "ucieleśnił".
A co do seriali to żaden ze szwedzkich aktorów nie pasuje do moich wyobrażeń. Najbardziej podobał mi się serial BBC z Kennethem Branaghem - dobra rola, świetne zdjęcia, nastrojowy i dość wierny powieściom.

Córka Lavransa napisał/a:
Spotkałam się z opinią, że książki Mankella spoza serii o Wallanderze, o tematyce bardziej obyczajowej, nie są tak dobre.

Przeczytałam wszystkie - tak już mam, jak mi się czyjeś pisanie spodoba. I uważąm, że żadna się nie równa z cyklem o Wallanderze. "Chińczyk" jest przekombinowany i niezbyt wiarygodny (szkoda, bo świetnie się zaczyna). 3 książki dla dzieci o Joelu - dziwaczne i nudnawe, choć są w nich ciekawe aspekty. Podobała mi się "Comedia infantil", ale jest w zupełnie innym stylu, zbliżonym do realizmu magicznego.

KwaśnaŚliwa - 2011-09-27, 11:17

A mi się akurat podoba szwedzki aktor i cała szwedzka obsada, wiem, że to może głupie, ale jakoś to, że mówią po szwedzku sprawia, że wydają mi się bardziej autentyczni :-P
Córka Lavransa - 2011-09-27, 20:30

Bruixa napisał/a:
"Chińczyk" jest przekombinowany i niezbyt wiarygodny


Dostałam go w prezencie, nie ma co marudzić, choć żałuję, że skoro Mankell, to nie Wallander.

KwaśnaŚliwa napisał/a:
A mi się akurat podoba szwedzki aktor i cała szwedzka obsada, wiem, że to może głupie, ale jakoś to, że mówią po szwedzku sprawia, że wydają mi się bardziej autentyczni :-P


Dokładnie tak uważam (np. "Millennium" Larssona czy "Krystyna córka Lavransa"). Niby Szwedzi to nie Japończycy (w sensie - specyficzna, hermetyczna kultura), ale mam jakieś takie wrażenie, że filmy o Szwedach powinni kręcić oni sami. :) Dobrze im to idzie...

Bruixa - 2011-09-27, 20:33

KwaśnaŚliwa napisał/a:
A mi się akurat podoba szwedzki aktor i cała szwedzka obsada,

Ale który? Krister Henriksson czy Rolf Lassgård? Pierwszy grał Wallandera w dłuższym serialu, a ostatnio pokazali kilka odcinków z tym ostatnim, opartych na powieściach Mankella ale mocno przeinaczonych.

KwaśnaŚliwa - 2011-09-29, 09:07

Bruixa zagiełaś mnie, musiałam wygooglować :P

Rolf Lassgård ;)

chuda - 2011-10-02, 19:13

Kurczę, muszę w końcu sięgnąć po coś Mankella. Ostatnio w Empkiu, ajk zobaczyłam, ile on książek napisał i jak bardzo jest kojarzony, aż mi się wstyd zrobiło, że ja żadnej jego książki nie przeczytałam.. Czas to zmienić, bo wiecznym zachwycaniu się Umberto Eco i Aghatą Christie! ;)
KwaśnaŚliwa - 2011-10-04, 10:21

Też fajne, ale zdecydowanie inny klimat. Nie ma porównania.
M - 2011-10-04, 10:47

Miałem przyjemność przeczytać jedynie Zaporę i bodajże Mordercę bez twarzy. Sięgnąłem dość przypadkowo i na początku miałem spore problemy ze zmotywowaniem się do lektury, bo opisy-zajawki na okładce nie były jakieś zachęcające, a wręcz odpychały i demotywowały :mrgreen: Jednak jak tylko zacząłem czytać, to książki mnie wciągnęły bez reszty. Odebrałem je jako solidne kryminały, w które naprawdę można uwierzyć. Główny bohater nie jest jakimś cyborgiem, który każdą sprawę rozwiąże jak po sznureczku ;-) Tutaj policjant nieraz musiał wprowadzać swój tok myślenia na inne tory, kiedy okazało się, że dotychczasowe rozważania i kierunki śledztwa były błędne albo kierowały ekipę na manowce. Nie był on też jakimś nadludzkim hegemonem śledztwa, a rozwiązanie sprawy było wynikiem pracy całej grupy dochodzeniowej, a i błędy popełniali niemałe, aż zdarzyło mi się za głowę złapać przy czytaniu i wydać pełen boleści jęk :mrgreen: Do plusów książek mogę zaliczyć przemycenie przez autora sporego kolorytu obyczajowego i np. dowiedziałem się, że w Szwecji policjant nie może parkując w płatnej strefie nie zapłacić za postój - po prostu nie ma tam żadnych przywilejów dla organów śledczych ;-) Od razu rozmarzyłem się naiwnie wierząc, że takie regulacje prawne i mentalne są kiedyś możliwe w naszym chorym kraju :mrgreen:
Reasumując: polecam wszystkim, rozrywka na naprawdę wysokim poziomie ;-)

carpintero - 2011-10-14, 13:26

Świetny Mankell! Ale "Powrotu nauczyciela tańca" jeszcze nie czytałem... Trzeba to szybko zmienić :mrgreen:
Córka Lavransa - 2012-02-05, 20:53

Chińczyk

Wczoraj zarwałam noc. Zaczęłam czytać te 600 stron późnym popołudniem i nie przestałam, dopóki nie skończyłam. "Chińczyk" to Zakazany Pałac, w którym po przejściu kolejnej sali otwierają się przed czytelnikiem następne drzwi.
Zaczynamy typowo, od morderstwa w Szwecji - morderstwa szczególnie brutalnego, którego ofiarami jest... 19 osób. Niemal cała wioska. Z tej hekatomby wyjdą cało zaledwie trzy osoby.
Od początku śledztwo policyjne traktowane jest w powieści marginalnie, na plan pierwszy wysuwa się postać pani sędzi Birgitty Roslin, która przypuszcza, że może być powiązana z jedną z rodzin z wioski. Birgitta przyjeżdża na miejsce i zaczyna zadawać pytania...
Spoiler:
Kolejne drzwi otwierają przed nami budowę kolei w Ameryce, w dziewiętnastym wieku. Za następnymi czeka na nas Przewodniczący Mao. Ostatnie z nich pokazują nam Chiny w roku 2006, ich sytuację polityczną i społeczną. Pekin widziany oczami Birgitty przeraża, zaś Chiny szukające swojego miejsca we współczesnym świecie fascynują. Jaką drogę obiorą?

Jeśli ktoś ma ochotę na kryminał, niech sięgnie po coś innego... Ale jeśli ktoś ma ochotę sprawdzić, jak można w jednej książce połączyć światy tak krańcowo odmienne, jak Szwecja, Chiny i Zimbabwe, i zrobić to bardzo dobrze - polecam.

Paleolog - 2012-04-15, 16:36

Przeczytałem "Chińczyka".

Tym razem Mankell prezentuje się nieco inaczej, jednocześnie nadal będąc starym, dobrym Mankellem. Zaskoczył mnie formą powieści. Nie dlatego, żebym wątpił w to, że może pisać w inny sposób, niż we wcześniejszych książkach, które miałem okazję czytać - nie wątpiłem. Po prostu tym razem rzeczywiście to zrobił.

Jednocześnie nadal był sobą, bo odnalazłem w "Chińczyku" tak wiele rzeczy znanych z jego pozostałych powieści - jest zagadka kryminalna, jest problematyka społeczna w szerokim ujęciu, są i świetnie oddane codzienne rozterki zwykłych ludzi, które czynią autora tak bliskim czytelnikowi.

Pod względem warsztatowym to bardzo dobra książka. Podoba mi się wiele rzeczy: od swoistej klamry, jaką jest wilk pojawiający się w prologu i epilogu, poprzez styl i głębię poruszanej tematyki, po sposób prowadzenia narracji - autor nie raz skacze z teraźniejszości w przeszłość, przy okazji jednym susem zmieniając kontynenty. Podoba mi się wreszcie to, że tym razem Mankell skłonił mnie do refleksji.

Nie podoba mi się natomiast fakt, że nie udało mu się utrzymać mojego zainteresowania w równym stopniu - od momentu kiedy akcja toczyła się we współczesnych Chinach książkę czytało się zdecydowanie gorzej. Nie bardzo podobały mi się też wnioski, płynące z rozmyślań, do jakich sprowokował mnie szwedzki pisarz. A w tych rozmyślaniach Mankell często wydawał mi się naiwny. Naiwny był jego portret Chin z idealistą Mao, naiwne były też jego szwedzkie bohaterki, w młodości należące do skrajnie lewicowego ugrupowania i chcące wprowadzać rewolucyjny porządek świata. Naiwne wydaje mi się i to, że autor traktuje je z ojcowską wyrozumiałością i sympatią, jako osoby, które porzuciwszy młodzieńcze złudzenia i głupie poglądy, nie mają się czego wstydzić. I nie mówię, że mają.

Ale jednocześnie uderzyła mnie świadomość tego, że podobny sposób myślenia jest charakterystyczny dla dużej części intelektualnych elit szeroko pojmowanych krajów zachodu. Krajów, gdzie osoby, które w młodości dały porwać się ideom skrajnej lewicy, a później od nich odeszły traktowane są jako ci, którzy po prostu przeszli okres 'burzy i naporu'. I byłoby w porządku, gdyby nie to, że do ludzi, którzy za młodu dali się ogłupić skrajnej, nacjonalistycznej prawicy jest przykładana inna miara. Że przylega do nich łatka oszołomów - Che w klapie za młodu jest romantyczny, Franco wpięty w tym samym miejscu jest sygnałem do przejścia na drugą stronę ulicy.
A ja chciałbym, żeby to było traktowane w ten sam sposób - obojętne, czy miałoby to być dobrotliwe wzruszenie ramion, czy ostracyzm.

Niektóre fragmenty "Chińczyka" czytałem nawet z niesmakiem: "Jeśli Chiny będą zmierzać ku przyszłości tą drogą, ze stale powiększającą się przepaścią, doprowadzi ona nasz kraj do katastrofy. Chiny ponownie pogrążą się w beznadziejnym chaosie. Lub też do głosu dojdą struktury faszystowskie" - co proszę, jakie struktury...?

Rozumiem, że są to zdania wypowiadane przez postacie będące częścią chińskiego społeczeństwa, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w ten sposób autor sugeruje także swój światopogląd. Z którym w tej części się nie zgadzam.

Bardzo lubię Mankella. I cieszę się, że nie ogranicza się tylko do czystych kryminałów - jest na to po prostu zbyt dobrym pisarzem i zbyt inteligentnym, mającym zbyt wiele do powiedzenia człowiekiem. Bardzo cenię jego obserwacje dotyczące zwykłych ludzi, dotyczące jednostek. Jego uwagi na temat społeczeństw państw rozwijających się uważam jednak za zbyt uproszczone.

Między innymi dlatego, ciesząc się, że przeczytałem "Chińczyka", jednocześnie jestem zadowolony, że nie wydałem na niego własnych pieniędzy.

Bruixa - 2012-04-17, 22:00

W "Chińczyku" bardzo mi się podobał początek - niesamowicie nastrojowy. Zaciekawiła mnie postać tej prowincjonalnej policjantki i miałam nadzieję, że będzie jedną z głównych postaci. Trochę mnie skonfundowało nieoczekiwane przeniesienie akcji w XIX wiek, do Chin i Ameryki, ale nadal czytałam z zainteresowanem. Dalej było już gorzej, jakoś mi zgrzytała ta mieszanka miejsc, czasów, postaci i tematów. I ta zemsta po kilku pokoleniach - jak dla mnie zupełnie niewiarygodna.

Powieść czytałam parę lat temu i nie pamiętam już w szczegółach rozważań Mankella o współczesnych Chinach i drodze, jaką mogą obrać w przyszłości. Ale jego obawy co do możliwego rozwoju sytuacji w Państwie Środka i jego polityki zagranicznej nie wydały mi się wcale naiwne ani bezzasadne.

Cytat:
Che w klapie za młodu jest romantyczny, Franco wpięty w tym samym miejscu jest sygnałem do przejścia na drugą stronę ulicy.
A ja chciałbym, żeby to było traktowane w ten sam sposób - obojętne, czy miałoby to być dobrotliwe wzruszenie ramion, czy ostracyzm.

Zestawienie "Che" i "Franco" jest moim zdaniem chybione - więcej sensu miałoby np. Stalin/Mao/Kim Ir Sen vs. Hitler/Mussolini/Franco. A reakcja na wizerunek w klapie czy inne elementy stroju bywa różna i zależy od sympatii politycznych reagującego (bądź nie) przechodnia - trudno, żeby było inaczej i oby tylko nie było to walenie delikwenta bejsbolem.

Paleolog - 2012-04-19, 00:21

Bruixa napisał/a:
Zestawienie "Che" i "Franco" jest moim zdaniem chybione - więcej sensu miałoby np. Stalin/Mao/Kim Ir Sen vs. Hitler/Mussolini/Franco


Moim zdaniem jest trafne, chyba że weźmiemy pod uwagę funkcję (w sensie głowy państwa) - wtedy zgoda. Natomiast przy Twoich zestawieniach nie pasuje mi ciężar gatunkowy - senor Franco to zdecydowanie nie ten numer kaloszy, nawet jeżeliby przyjąć, że para ta sama ;-)

Bruixa napisał/a:
A reakcja na wizerunek w klapie czy inne elementy stroju bywa różna i zależy od sympatii politycznych reagującego (bądź nie) przechodnia - trudno, żeby było inaczej i oby tylko nie było to walenie delikwenta bejsbolem


Mam wrażenie, że się nie zrozumieliśmy - nie chodziło mi o opinię przeciętnego, pojedynczego człowieka, tylko tzw mainstreamu.

Ale nie ma sensu tego roztrząsać, wystarczy powiedzieć, że książkę warto poznać - choćby po to, żeby móc pochwalić. Albo skrytykować.

domi - 2012-06-28, 16:01

Jestem w trakcie książki "Nim nadejdzie mróz", trochę inna niż dotychczasowe tego autora. :) Czytałam kiedyś wywiad z nim, że nie lubi stworzonej przez siebie postaci Wallandera :)
Córka Lavransa - 2012-06-28, 19:36

domi napisał/a:
Czytałam kiedyś wywiad z nim, że nie lubi stworzonej przez siebie postaci Wallandera :)

No co ty...? :shock: Jeden z moich ulubionych bohaterów... Muszę poszukać tego wywiadu.

domi - 2012-06-29, 21:14

Córka Lavransa, tak, mówił coś w stylu, że łatwiej jest stworzyć wyrazistą postać, której się nie lubi i z którą nie ma się nic wspólnego, bo oczywiście zapytali go czy jest podobny do Wallandera, z tego co pamiętam :D
Córka Lavransa - 2012-06-30, 20:34

A, to trochę zmienia sens wypowiedzi. :) Myślałam, że go nie lubi w tym sensie, że nie lubi o nim pisać, że go to męczy... :) A że nie ma z nim nic wspólnego, to chyba powinien się cieszyć, bo zbyt łatwego życia biedny Kurt nie ma. :)
domi - 2012-06-30, 21:44

cytuję: Henning Mankell: "Nie lubię go za bardzo. Nie jesteśmy specjalnie do siebie podobni. Tak naprawdę to mało nas łączy. Pisarzowi w wielu przypadkach łatwiej stworzyć wyrazistą postać zapadającą w pamięć czytelników, gdy ma do niej dystans i zbytnio jej nie lubi"
fuksiara - 2012-07-06, 22:59

Najbardziej z cyklu o Wallanderze podobał mi się "Fałszywy Trop", połknęłam go na jednym tchu :) Cenię też sobie "Psy z Rygi"i "Białą lwicę" - za ukazanie całkowicie obcych mi w sumie społeczeństw. Mniej za to podobały mi się "Morderca bez twarzy" i "Mężczyzna, który się uśmiechał" - tej ostatniej jakoś nie mogę dokończyć...Aha, lubię jeszcze "Piątą kobietę". Ogólnie, mam mnóstwo sympatii do Wallandera :)
Bruixa - 2012-07-14, 19:42

domi napisał/a:
Jestem w trakcie książki "Nim nadejdzie mróz", trochę inna niż dotychczasowe tego autora. :)
Przeczytałam i niestety, duże rozczarowanie. Moim zdaniem najsłabsza z jego powieści. Postać Wallandera nie pasuje mi do obrazu, jaki sobie stwprzyłam po lekturze wcześniejszych książek, podobnie jego relacje z córką. Linda działała mi na nerwy - jako nastolatka wydawała się dojrzalsza i rozsądniejsza niż jako trzydziestka. Całość jakaś nieprzekonująca, naciągana, trąci fałszem.
Paleolog - 2012-08-14, 15:15

Wreszcie zapoznałem się z książką Mankella skierowaną do młodego czytelnika. I... hmm... zaskoczenie jest duże.

To zupełnie inny Mankell, który dotąd był dla mnie autorem kryminałów, ojcem Wallandera.
W "Podróży na koniec świata", ostatniej (?) części cyklu o młodym chlopcu, Joelu, pisarz używa zupełnie innego języka, niż ten, do jakiego mnie przyzwyczaił. Krótkie zdania, proste zwroty - przyznam szczerze, że ciężko było mi do tego przywyknąć. Początkowo książka nieco mnie nużyła i kilkakrotnie odkładałem ją by sięgnąć po inne pozycje, ale kiedy akurat pod ręką zabrakło nowych czytadeł przełamałem się i nie żałuję. Wzruszająca opowieść. Zaskoczyło mnie jak poważne tematy porusza autor w książce dla dzieci/młodzieży - matka porzucająca dziecko, śmierć, alkoholizm, pierwsze doświadczenia seksualne, wejście w dorosłe życie. Robi to jednak lekko, delikatnie. Podobało mi się. Jednocześnie całość przepełnia jednak nuta skandynawskiej nostalgii. I chłodu. To smutna książka. Mimo wszystko.
Dlatego nie wiem czy do końca zgadzam się z wydrukowanym na okładce sugerowanym wiekiem czytelnika - 12+. Pamiętam, że sam szczenięciem będąc bardzo przeżywałem takie smutne historie i na długo zapadały w mojej pamięci - nie mogłem spać po nocach itd (tu przychodzi mi na myśl jakiś film, którego tytułu nie pamiętam, ale w którym zmarł stary właściciel psa, darzący zwierzę wielką, odwzajemnioną miłością, a pies nadal na niego czekał, codziennie w tym samym miejscu, no i oczywiście generalnie zakończenie było kiepskie).
Ale z drugiej strony może właśnie takie emocje poznawane za młodu lepiej kształtują wrażliwość i wyobraźnię człowieka niż wychowanie bez zmartwień, smutku i strachu. Z wszechobecnym happyendem. Gdybym przeczytał "Podróż na koniec świata" w wieku lat 12 właśnie, z pewnością zapamiętałbym ją na bardzo, bardzo długo.

Lubię Mankella. Tak po prostu.

domi - 2012-08-14, 17:05

Bruixa, zgodzę się, temat też trochę oklepany..trochę już mam dość tego fanatyzmu religijnego :)

Paleolog, to ciekawe, zastanawiałam się czy sięgnąć po te książki, ale że okładki wyglają jakby to były jakieś bajki bardziej, to zrezygnowałam..a ten film o którym mówisz brzmi jak : "Mój przyjaciel Hachiko " chyba..:) Choć nie oglądałam, ale tak słyszałam.

Ja natomiast czytałam jeszcze Mankella "Comédia Infantil" i mimo, że to nie kryminał, książka bardzo mi się podobała. Zupełnie inna niż wszystkie, które jego czytałam, trochę smutna..

Tifa Lockhart - 2012-09-11, 05:49

Przeczytałam ''Psy z Rygi'' w sierpniu, ale dopiero teraz przypomniałam sobie, że trzeba coś o tym napisać. :) Początkowo nie za bardzo mogłam odnaleźć się w tej książce. Główny bohater irytował mnie trochę tym, że był taki zmęczony życiem. Ale potem do tego przywykłam i uznałam to nawet za zaletę. Dzięki temu bohater nie był idealny, nie wszystko od razu mu się udawało. Spotykam czasem w książkach takie postacie i są one denerwujące. Bardzo ciekawe też jest tło historyczne i społeczne. Upadek ZSRR, kraje odzyskujące wolność, mieszkańcy tych państw. Zmusiłam się do nie przeczytania zakończenia, więc poznawałam akcję w kolejności jak normalni ludzie. :P Nie udało mi się wydedukować kto na koniec okazał się tym złym. Myślę, że na pewno przeczytam kiedyś inną pozycję z dorobku Mankella.
mała - 2012-11-29, 16:27

Sporo tego przeczytałam, historie są ciekawe, Wallander w porządku... tylko wszystko to takie przygnębiające. Ten klimat, te opisy - takie mroczne, smutne i złe.
Także ja Mankella sobie dawkuję, tak z jedną książkę na miesiąc wezmę, żeby się za bardzo nie zdepresić.

czytelnik31 - 2013-01-12, 12:08

Chociaż ostatni wpis na temat kryminałów Mankella był dość dawno chcę "reanimować" temat i dyskusję. Uważam, że warto, bo ta twórczość naprawdę ma bardzo indywidualny rys na tle kryminałów i sensacji, jaka nas otacza. Urok książek Mankella polega chyba na tym, że od pierwszej do ostatniej strony obracamy się w świecie bardzo realnym, niemal przyziemnym, bardzo nam bliskim, mimo, że chłód Szwecji obecny na co drugiej stronie książek jest mimo wszystko pewną "egzotyką" da nas, Polaków. Te powieści, pozbawione hollywoodzkiego plastiku i efekciarstwa już po kilku stronach dosłownie zasysają tym, że stoją bardzo blisko nas, zwykłych czytelników i zwykłych ludzi. Wallander jest naprawdę jednym z nas... Polecam zatem "O krok", "Piątą kobietę", "Fałszywy trop", "Mordercę bez twarzy" i "Zaporę" - najlepsze moim zdaniem książki z wallanderowskiego cyklu. Superebooki.
Goldi_91 - 2013-01-13, 18:50

czytelnik31 napisał/a:
Urok książek Mankella polega chyba na tym, że od pierwszej do ostatniej strony obracamy się w świecie bardzo realnym, niemal przyziemnym, bardzo nam bliskim, mimo, że chłód Szwecji obecny na co drugiej stronie książek jest mimo wszystko pewną "egzotyką" da nas, Polaków. Te powieści, pozbawione hollywoodzkiego plastiku i efekciarstwa już po kilku stronach dosłownie zasysają tym, że stoją bardzo blisko nas, zwykłych czytelników i zwykłych ludzi. Wallander jest naprawdę jednym z nas..

Coś w tym jest...
czytelnik31 napisał/a:
Polecam zatem "O krok", "Piątą kobietę", "Fałszywy trop", "Mordercę bez twarzy" i "Zaporę"

2 z nich mam już za sobą :)

Bruixa - 2013-01-13, 19:33

czytelnik31 napisał/a:
Urok książek Mankella polega chyba na tym, że od pierwszej do ostatniej strony obracamy się w świecie bardzo realnym, niemal przyziemnym, bardzo nam bliskim

Mnie też to ujęło, no i oczywiście postać Wallandera - znakomicie wykreowana, taka ludzka, prawdziwa - z zaletami, wadami, popełnianymi błędami.

czytelnik31 napisał/a:
ta twórczość naprawdę ma bardzo indywidualny rys na tle kryminałów i sensacji, jaka nas otacza.

To zależy, co czytałeś - jeśli Amerykanów, to w większości przypadków piszą schematycznie jak spod sztancy. Wśród Skandynawów jest sporo dobrych autorów kryminałów, ale fakt, że Mankell był moim pierwszym odkryciem, po nim zaczęłam czytać innych.

czytelnik31 - 2013-01-15, 13:00

Tak, to prawda, przeszedłem najpierw skromną "amerykańską' szkołę kryminału. Skandynawowie są inni, bliżsi mi. A co, poza Mankellem, polecałabyś czytelnikowi, który chce poznawać dalej urodę skandynawskiego kryminału? Co polecalibyście, ale tak szczególnie i z sercem?
Goldi_91 - 2013-01-15, 19:05

No to chyba klasyczną trylogię szwedzkiego kryminału :) . "Millenium" Larsona Stiega. To powinien czytać każdy fan skandynawskich kryminałów. A ! I nie zniechęć się wstępem pierwszej części !
Bruixa - 2013-01-17, 01:21

czytelnik31 napisał/a:
Co polecalibyście, ale tak szczególnie i z sercem?

Jeśli o mnie chodzi, to przede wszystkim Jo Nesbø i Karin Fossum. Spodobały mi się też 2 powieści Åsy Larsson - dobrze pisze, poszukam kolejnych jej książek;, ew. jeszcze Yrsa Sigurdardóttir - trochę w innym stylu, z elementami niesamowitości.

czytelnik31 - 2013-01-17, 21:40

Dziękuję - będę penetrował twórczość skandynawskich "kryminalistów" jak się da. Tradycyjnie i cyfrowo... Pozdrawiam.
Raziel - 2013-01-27, 22:41

Jestem za "Zaporą", moim pierwszym kontaktem z twórczością Szweda. Jak już wspominało pół internetu - chłód. Wręcz przytłaczający. Może nie jest to powieść obyczajowa, ale... Dla mnie największy plus książki. Sama intryga zaczyna się bardzo ciekawie, pojawia się także kilka dobrych rozwiązań (nie intrygi, żeby nie było), ale średnio lubię różne "komputerowe" motywy w literaturze, więc podejrzewam, że inne książki Mankella podejdą mi jeszcze bardziej.
P.S. Co za tłuk, będący informatykiem, daje sobie hasło : "Ciasteczko". Tak, na komputerze, na którym pracuje.

MiSz - 2013-01-27, 22:54

Goldi_91 napisał/a:
"Millenium" Larsona Stiega.

Nieee, apage! :)

Jonan Theorin - "Zmierzch", "Nocna zamieć"
Arnaldur Indridason - "W bagnie", "Grobowa cisza", "Głos"

Depresyjne, zimne, melancholijne, przytłaczające opowieści o ludzkich cieniach egzystujących z dnia na dzień, nie mających nadziei, że mijające chwile przyniosą obietnicę lepszego jutra. Tutaj nawet rozwiązanie zagadki nie przynosi satysfakcji, a ponurą konstatację nad naszą naturą i jeszcze większe pogrążenie się w smutku.
Powyższe dzieła spokojnie można postawić obok Mankella.

Raziel - 2013-01-27, 22:56

To w takim razie dopisuję niezwłocznie do sprawdzenia :)
Córka Lavransa - 2013-01-28, 10:51

Ja również. Nie umiem niestety upolować nic polecanej już tutaj Yrsy Sigurdardóttir. Żałuję, bo w kilku miejscach spotkałam się z pozytywnymi opiniami na jej temat.

Co do Mankella, od lat już usiłuję zdobyć "Psy z Rygi" i zawsze wymykają mi się z rąk. :-(

Raziel - 2013-04-16, 11:22

"Psy z Rygi" niestety mi nie podeszły, Wallander jakiś taki bez tego, za co go polubiłem w "Zaporze". Mimo wszystko miło, że nie był w żadnym komandosem i częściej to on był w złym stanie niż jego adwersarze.
"Mężczyzna, który się uśmiechał" podobał mi się zdecydowanie bardziej, bardzo sympatycznie wykorzystany motyw wracającego do służby Wallandera i bardzo ciekawa intryga. Szkoda tylko, że wątek pewnego samobójcy ze skarbówki został potraktowany mocno po macoszemu, jakby pod koniec Mankell zapomniał domknąć jego wątek. Powieść zdecydowanie dobra.

Córka Lavransa - 2013-07-17, 19:38

Raziel napisał/a:
Wallander jakiś taki bez tego, za co go polubiłem w "Zaporze"

Zgadzam się. Skończyłam dziś "Psy z Rygi" i pomimo że czytało się dobrze, to jednak czegoś mało uchwytnego brakło. Może przez to, że akcja działa się na Łotwie, a nie w Szwecji? Może przez te początki związku z Baibą Liepą? Nie wiem, albo czegoś nie było, albo było coś, co popsuło mi przyjemność z czytania - troszeczkę.
Lubię rozważania Wallandera na tematy wszelkie, objawiające się stwierdzeniami typu - był głęboko religijny, ale wolał, żeby Bóg nie zaciemniał religii. :-D

Raziel - 2013-07-17, 21:35

Mnie brakowało głównie tego prawdziwego smutasa Kurta narzekającego na to, że w Szwecji coraz gorzej - zamiast tego niestety więcej było mocno mnie nudącej sprawy, mimo mocnego początku i takiego niby akcyjniaka, gdy Kurt zaczyna mieć przechlapane na Łotwie. Najsłabszy znany mi Wallander.
Córka Lavransa - 2013-07-17, 22:32

Raziel napisał/a:
Mnie brakowało głównie tego prawdziwego smutasa Kurta narzekającego na to, że w Szwecji coraz gorzej

Może to właśnie to - zbyt mała zawartość Szwecji w Szwecji. ;)

Emoonia - 2014-03-06, 17:49

Mam za sobą dwie pierwsze części serii o Wallanderze - "Mordercę bez twarzy" i "Psy z Rygi", i prawdę mówiąc, nie jestem jakoś szczególnie zachwycona. Trochę się wcześniej naczytałam różnych śmiałych opinii, jakoby współczesne kryminały szwedzkie były marnymi popłuczynami po Mankellu. I wydaje mi się, że jedyna racja, jaka w tym jest, to fakt, że Mankell był pierwszy. Rozsławił u nas szwedzkie kryminały na długo przed Larssonem i polarssonowym boomem. Nie przeczę, że jego historie mają pewien smętny, melancholijny urok, sam Wallander zaś to postać dość pełnokrwista i realistyczna, jednakże sam styl pisarza nie oczarował mnie tak, jak na to liczyłam. Mimo że książki Mankella są raczej krótkie, to przedzierałam się przez nie dość mozolnie (szczególnie przez "Psy"), pod koniec wyczekując już ostatniej strony. Mankell pisze tak jakoś topornie, nierzadko zdarzały się całe strony, a czasem i kilka stron wypełnionych tylko następującymi po sobie mechanicznymi opisami wykonywanych przez bohaterów czynności - nieprzedzielone żadnym dialogiem, żadną refleksją, po prostu ubity zapis tego, co się działo, jak z kamery przemysłowej. Taki sposób narracji nie wzbudzał we mnie praktycznie żadnych emocji i po prostu mnie męczył.

Pewne rzeczy także wydały mi się dość naiwne, przede wszystkim całe to wielkie uczucie Wallandera do Baiby - i ja mam uwierzyć, że czterdziestoletni facet zakochuje się jak szczeniak w obcej kobiecie? Z wielu źródeł znam opinię, że "Psy z Rygi" to jego najsłabsza książka i na pewno na niej nie poprzestanę, bo Szwecję łykam tak czy inaczej bez popitki, ale nie wydaje mi się, żeby kolejna część mogła jakoś znacznie zmienić moją opinię o tym pisarzu. Nadal moim numerem jeden jest Håkan Nesser, a tuż za nim nieodżałowany Stieg Larsson.

Aha, i we wszystkich szwedzkich kryminałach, jakie dotąd czytałam, niezależnie od autora, musi pojawić się moment, w którym detektyw stwierdza, że coś w usłyszanej przed chwilą opowieści mu nie pasuje, ale nie może dojść co. I drąży ten temat przez kolejne kilkadziesiąt stron, a mnie powoli zaczyna szlag trafiać, bo zastanawiam się, czy też nie powinnam czegoś takiego wyczuć :P Słowo daję, podobny zabieg widziałam w każdej czytanej przeze mnie książce z tego gatunku.

Córka Lavransa - 2014-03-06, 20:25

Emoonia napisał/a:
Nadal moim numerem jeden jest Håkan Nesser

Ty mnie, Emcia, rozbrajasz. Najwyraźniej działa tu sentyment pierwszego kontaktu, bo o ile uczucie Wallandera do Baiby przeszkadza mi w stopniu średnim, o tyle szczegółowe u Nessera relacje z życia uczuciowego i erotycznego Barbarottiego i tej jego Marianne (tak miała na imię?) powodowały u mnie odruchy wymiotne... ;)

Emoonia - 2014-03-06, 21:12

Bardzo możliwe, że to już kwestia sentymentu :) Ale akurat zarówno u Mankella, jak i Nessera wątki uczuciowe uważam za drugo- jeśli nie trzecioplanowe. Po prostu biorąc pod ocenę całokształt pracy obydwu tych autorów - styl, narrację, klimat, bohaterów - wolę Nessera. Przyjemniej mi się go czyta, mam także lepszy nastrój po przeczytaniu jego książki. Nie wiem, na ile powinnam ufać swojej czytelniczej intuicji, ale po zapoznaniu się z jego książkami mam przeczucie, że jest to dobry człowiek. Tak mi jakoś z tej lektury przebija ;) O Mankellu na razie nie wiem nic, nie wyczuwam go jeszcze. Może "Biała lwica" coś tu zmieni ;)
Procella - 2014-03-06, 21:14

Emoonia napisał/a:
Mam za sobą dwie pierwsze części serii o Wallanderze - "Mordercę bez twarzy" i "Psy z Rygi", i prawdę mówiąc, nie jestem jakoś szczególnie zachwycona.

Tak naprawdę fajnie jest dopiero od "Fałszywego tropu", spokojnie możesz do tej części przeskoczyć, jeżeli chcesz dać Mankellowi jeszcze jedną szansę. A najbardziej lubię "O krok". Ale może nie zadziałać, ja z kolei uważam Larsona za nieco przereklamowanego (do Nessera jeszcze się nie zabrałam), więc może być tak, że mamy rozbieżny gust.

Córka Lavransa - 2014-03-06, 22:23

Emoonia napisał/a:
mam także lepszy nastrój po przeczytaniu jego książki

A to możliwe. Mnie Wallander zawsze trochę przygnębia, ale nie dlatego, że źle się o nim czyta, tylko dlatego, że to taki porządny, a taki zmęczony życiem człowiek. Ciągle mam nadzieję, że mu się trochę polepszy... :)

Emoonia - 2014-03-07, 14:36

Procella napisał/a:
Tak naprawdę fajnie jest dopiero od "Fałszywego tropu", spokojnie możesz do tej części przeskoczyć, jeżeli chcesz dać Mankellowi jeszcze jedną szansę.

Przeczytam wszystko, bo nie lubię czytać serii urywkami. Na szczęście moja siostra posiada komplet książek Mankella, więc mogę czytać bez ryzyka ;) Nie mówię zresztą, że jego kryminały mi się nie podobają, po prostu wyraziłam swoją opinię po przeczytaniu dwóch pierwszych części. Która jest bardziej umiarkowana, niż się spodziewałam :P

Procella napisał/a:
ja z kolei uważam Larsona za nieco przereklamowanego

Właściwie trudno oceniać twórczość Larssona pod kątem umiejętności pisarza. Facet napisał tak naprawdę tylko jedną historię i nie musiał z nią trafić w każdy gust. Mnie się Lisbeth bardzo spodobała, podobnie jak wyraźne potępienie przemocy i mizoginii. Ale wiadome, że nie każdy musi interesować się akurat tym tematem. Szkoda, że nigdy nie dowiemy się, jak Larsson wypadłby pisarsko w innej opowieści...

Raziel - 2014-07-29, 23:07

Jestem po "Niespokojnym człowieku". Książka ta kończy cykl o Wallanderze. Niektóre fragmenty to podsumowanie różnych epizodów w życia głównego bohatera, takich jak relacje z Moną, Baibą, widać jak potoczyły się losy paru znajomych. Przede wszystkim widać jednak Kurta już jako człowieka zdającego sobie sprawę ze swojej bardzo bliskiej już starości, a także dominującej w jego życiu samotności. Ta warstwa mi się podobała, włącznie z bardzo "zwyczajnym" zakończeniem.
Natomiast sprawa kryminalna tym razem bardzo mi nie pasowała. Wolę Wallandera rozwiązującego sprawy o nieco bardziej lokalnym charakterze niż tropiącego państwowe spiski. Sama intryga była przekombinowana i toczyła się nierównomiernie w negatywny sposób. Pierwsza połowa książki przypomina stare przygodówki point'n'click - niech Kurt biega w kółko po tych samych miejscach, bo przegapił piksel... ważny przedmiot znaczy się. No a później wejdźmy w wątek Szwecja a NATO i Związek Radziecki, szpiedzy, rządy Olofa Palmego i co tam jeszcze można wrzucić.
Z jednej strony książka trochę mnie zawiodła, a z drugiej strony szkoda, że ten bardzo lubiany przeze mnie cykl się skończył. Nic nie może jednak wiecznie trwać tralalala czy jakoś tak.

Emoonia - 2014-08-28, 17:18

"Mężczyzna, który się uśmiechał" - naprawdę bardzo mi się podobała ta część. Jest w niej to, co zawsze przyciąga mnie do szwedzkich kryminałów, czyli chłodny, surowy klimat, samotność, noce w zimnych samochodach, niezliczone kubki kawy, nawet to zniechęcenie i frustracja przedłużającego się śledztwa. Muszę natomiast przyznać, że coraz bardziej wkurza mnie sam Wallander i jego niezrozumiałe czasem decyzje, które już wiele razy mogły go posłać do piachu. Miał facet sporo szczęścia, szczególnie w końcówce, choć, przyznam szczerze, Mankell trochę sobie tym razem pofantazjował :P Ale mimo wszystko duży plus, mocna siódemka i do następnej części przystąpię, jak tylko będę miała okazję.
Dominek - 2016-09-02, 13:37

Czytałem kilka tomów przygód komisarza Wallandera i bardzo mi się spodobały... Choć każdy tom jest tak piekielnie smutny nawet, jeśli nie dzieje się nic nie wiadomo jak tragicznego. Nie mój klimat, ale klimat ;) Autor zbudował go po mistrzowsku.
castagna - 2016-09-25, 21:23

Mózg Kennedy'ego był moim pierwszym spotkaniem z tym autorem i zdaję sobie sprawę, że zaczęłam od specyficznej pozycji, nie jest to raczej kryminał, z których Mankell słynie, powieść dłuży się i stawia nam wiele pytań na które nie dostajemy żadnej odpowiedzi albo odpowiedź jest po prostu niezadowalająca, pomysł na fabułę w sumie mi się podobał, ale moim zdaniem nie był w pełni wykorzystany, a otwarte zakończenie nie uratowało książki

szansę pisarzowi zapewne jeszcze dam, nie przekreślam go całkowicie

Żabka - 2018-12-13, 21:16

Dla mnie Mankell jest autorem książek o nucie smutnej i do przemyślenia. Jego historie bardzo wciągają i są na prawdę wysokiej jakości. Nie przeczytałam całej serii, bo uwielbiam mieć takich autorów do, których mogę zawsze wrócić.
Deina Eldathiel - 2018-12-17, 09:52

Znajduję się w pewnej mniejszości - nie przepadam za Mankellem. Głównie dlatego, że nie cierpię Wallandera. Z podobnych powodów nie mogłam nigdy w pełni wciągnąć się w Nesbo - reaguję wysypką na Hole'a.
Tifa Lockhart - 2018-12-17, 17:37

W 2012 roku napisałam w tym temacie, że z pewnością zapoznam się z kolejnymi książkami Mankella. Do drzwi puka już rok 2019, a ja nadal przeczytałam tylko "Psy z Rygi". Koniecznie muszę to nadrobić!
Córka Lavransa - 2018-12-17, 17:41

Deina Eldathiel napisał/a:
nie cierpię Wallandera

Czemu...? On jest taki normalny! :shock:

Deina Eldathiel - 2018-12-18, 09:52

Córka Lavransa napisał/a:
Deina Eldathiel napisał/a:
nie cierpię Wallandera

Czemu...? On jest taki normalny! :shock:


Nawet trudno mi to przejrzyście wyjaśnić:) To trochę tak, jak w rzeczywistości - spotykasz człowieka, nic o nim nie wiesz, w zasadzie nie zamieniliście jeszcze słowa, a czujesz do niego niechęć. Jest w nim jakaś rozlazłość, jakaś ciapowatość, która mnie irytuje.

Córka Lavransa - 2018-12-18, 20:33

Deina Eldathiel napisał/a:
Jest w nim jakaś rozlazłość, jakaś ciapowatość, która mnie irytuje.

A mnie wzrusza. :) To takie nietypowe u bohaterów kryminałów... :-D


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group