Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Powieść historyczna - Follett, Ken: "Filary ziemi"

Nieznany - 2010-01-26, 23:58
Temat postu: Follett, Ken: "Filary ziemi"
Kopia oryginalnej recenzji z forum KGB, napisanej 2009-08-25, 19:17
---------------------------------------------
Niedawno skończyłem książkę "Filary ziemi" Kena Foletta. Przyznaję, że polowałem na tę pozycję od dłuższego czasu, bo słyszałem o niej wiele dobrego. I nie zawiodłem się. Interesująca historyczna saga opowiadająca o powstaniu wyimaginowanej przez autora katedry w Kingsbridge. Powieść umiejscowiona w Anglii XII wieku a na kartach książki mieszają się wątki historyczne z sensacyjnymi, teologiczne z miłosnymi. Głównym bohaterem książki jest kościół, katedra mająca powstać w miasteczku Kingsbridge, gdzie swój klasztor mają ojcowie zakonni. Mamy tu również nie mniejszych bohaterów, pozytywnych i negatywnych: Tom Budowniczy i jego rodzina, uznawana za wiedźmę Ellen i jej syn Jack, przeor Philip i Wiliam Hamleight i wielu innych.

Przypomina mi się, kiedy pierwszy raz przeczytałem o "Filarach ziemi" - na okładce "Katedry w Barcelonie" Falconesa. I choć powieść Falconesa może się zdawać być nieco wtórna, skoro powstała wiele lat po wydaniu "Filarów ziemi" a część wątków na swój sposób się powtarza, to ja uznaję "Katedrę w Barcelonie" za stukroć ciekawszą, bo powieść Falconesa opowiada o prawdziwej budowie, wspomina prawdziwych twórców i prawdziwy trud tragarzy, którzy nosili ciężkie kamienie, by powstał dom dla ich Marii del Mar.

Mimo to warto było przeczytać "Filary ziemi". Moja ocena: 5/6

Loki - 2011-10-04, 11:27
Temat postu: Ken Follet i Filary Ziemi
Wiem, że pisarz ten napisał i inne książki, głównie sensacyjne, jednak ja zetknęłam się tylko ze wspaniałą powieścią historyczną, "Filary Ziemi".

Jest to książka trudna i łatwa zarazem, a nazywam ją tak, gdyż podczas czytania wchodzi ona wyjątkowo łatwo do głowy, pomimo tego, że autor specjalizuje się w dokładnych opisach, których pozazdrościłby mu nawet Tolkien. Dla mnie świetna pozycja, dopiero niedawno po nią sięgnęłam, ale czuję, że nie raz do niej wrócę.

Opowiada o czasach średniowiecznych, a toczy się wokół budowy katedry, jednak cała otoczka historyczna jest prawdziwa, a intrygi, zdrady i niebezpieczeństwo czyhające w tym trudnym świecie na pewno każdemu miłośnikowi powieści historycznej przypadną do gustu ;-)

M - 2011-10-04, 12:09
Temat postu: Re: Ken Follet i Filary Ziemi
Czytałem oba tomy tego cyklu i muszę przyznać, że pozycje są mocno przeciętne. Nie rozumiem fascynacji dorobkiem Kena Folleta, który jest jedynie twórczością na mocno średnim poziomie. Całość zaczyna się dość dobrze. Akcja szybka, miejsce interesujące, epoka historyczna ciekawa i budująca niezłą otoczkę, bohaterowie padają jak muchy - wszystko to wywołało u mnie odruchy nerwowego oczekiwania na kolejne wydarzenia, co wydawało się - dobrze świadczy o książce. Potem jednak wszystko się jakoś uspokoiło, a może też przywykłem do sposobu pisania Folletta i akcja porywała mnie jedynie sporadycznie. Za to w drugiej części książki już włączył mi się licznik odliczający strony do końca, bo zdawałem sobie sprawę, że takie powieści jak ta kończą się zawsze tak samo. I to jest bardzo, bardzo niedobrze.
Historia jest nieco banalna i po połowie zaczyna lekko nużyć. Z drugim tomem było jeszcze gorzej, bo w zasadzie od początku akcja nużyła. Bohaterowie byli albo dobrymi i szlachetnymi ludźmi, albo podłymi i złymi bydlakami - nic pośrodku - czarne albo białe. Ten sztuczny podział czynił je kompletnie nierealistycznymi.
Dodatkowym elementem który nieco mnie irytował, był fakt, że Follett bez wątpienia jest chyba architektem albo pracował jako kierownik budowy ;-), a jeśli nie, to z pewnością takowym chciał zostać. Nigdy w życiu nie spotkałem się z tak dużą ilością opisów budowli, konstrukcji, sposobów budowania i tym podobnych rzeczy. Myślę, że jeśli ktoś marzy o wybudowaniu katedry, to jest to dla niego lektura obowiązkowa. Mnie, jako zwykłego czytelnika, akurat taka tematyka kompletnie nie interesuje i naprawdę sądzę, że autor mógł te rozlazłe opisy pominąć albo co najmniej znacząco skrócić. Rozumiem, że chciał aby czytelnik poczuł jak bardzo bohaterom zależy na zbudowaniu tej katedry - cała fabuła jest przecież osnuta wokół tego pragnienia - ale autor zdecydowanie przekroczył wszelkie granice. Całostronicowe i kilkunastozdaniowe opisy naw, postronków itp. powinny się raczej znaleźć w takich czasopismach jak "Architektura katedr europejskich" albo "Katedra i ja" ;-), a nie w powieści historycznej.

Cała reszta bez zarzutu - książki się szybko czyta mimo swej grubości, ale nie jest to z pewnością i nie będzie lektura dla kogoś wymagającego więcej niż typowy hicior z Hollywood, gdzie w starciu Dobra ze Złem wygrywa zawsze to właściwe.
Całość oceniam na solidne 3+, choć mam wątpliwości czy to nie za dużo ;-)

Loki napisał/a:
autor specjalizuje się w dokładnych opisach, których pozazdrościłby mu nawet Tolkien.
Szczerze powiedziawszy, nie lubię Tolkiena, a "Władcę Pierścieni" oceniam jako mocno średnią książkę, ale to porównanie jest mocno krzywdzące dla profesora. Follet pisze sprawnie, ale gdzież mu do erudycji Tolkiena? ;-) Twoje zdanie to ogromne nadużycie i może być przez fetyszystów traktowane jak bluźnierstwo :mrgreen:
Loki - 2011-10-04, 12:21
Temat postu: Re: Ken Follet i Filary Ziemi
M napisał/a:
Loki napisał/a:
autor specjalizuje się w dokładnych opisach, których pozazdrościłby mu nawet Tolkien.
Szczerze powiedziawszy, nie lubię Tolkiena, a "Władcę Pierścieni" oceniam jako mocno średnią książkę, ale to porównanie jest mocno krzywdzące dla profesora. Follet pisze sprawnie, ale gdzież mu do erudycji Tolkiena? ;-) Twoje zdanie to ogromne nadużycie i może być przez fetyszystów traktowane jak bluźnierstwo :mrgreen:


Oj, fetyszyści, nie zabijajcie mnie :witch: Sama lubię Tolkiena, ale erudycja Folleta podoba mi się o wiele bardziej i o wiele bardziej ją cenię ;-) Nie wiem, jak z innymi książkami tego pana, bo thrillerem czy sensacją się nie interesuję, jednak w tej książce wypadł dla mnie o wiele lepiej od autora "Władcy...".

Poza tym może nie nadużycie, bo każdy odbiera książki inaczej, dla innych Tolkien umie lepiej zbudować świat, dla innych - ktoś inny. Ale co by dyskusji o negatywnym zabarwieniu nie wzbudzać, oddaję honor Tolkienowi przynajmniej w tym, że nadużyciem jest stwierdzenie, że mógłby czegoś "pozazdrościć" ;)

Co do zarzutów, bardzo dobrze je rozumiem, bo spotkałam juz osobę, której Follet nie przypadł do gustu ze względu na tę katedrę - ale ja chyba mam coś z budowniczego w sobie, gdyż nic a nic mnie te opisy nie nużyły ^^

Córka Lavransa - 2011-10-04, 18:53

Folleta znam od strony sensacyjnej i od tej strony też dość go lubię. :)
"Filary ziemi" oglądałam (miniserial) i ze względu na kilka dość oczywistych wpadek chciałam przeczytać książkę - interesuje mnie, czy wpadki wynikają z adaptacji na scenariusz, czy występują też w książce. Niestety, w mojej bibliotece na "Filary" trzeba mocno poczekać i przyznam, że po jakimś czasie po prostu wyleciało mi to z głowy. Dzięki za przypomnienie. :)

Perspektywa wielostronicowych opisów architektonicznych detali mnie nie przeraża. Po pierwsze, po opisach Paryża u V. Hugo już nic mnie nie zmęczy :) , a po drugie, jestem fanką A. Perez-Reverte'a, który ma to do siebie, że opisując jakieś zjawisko (typ malarstwa, gra w szachy, szermierka itp.) wdaje się w szczegóły być może do przesady - ale tworzy przy tym niezrównany klimat. Zmierzę się więc z panem Folletem tym chętniej. :)

Rosmerta - 2012-02-08, 11:02

Już od jakiegoś czasu miała kryzys czytelniczy. Nic dobrego nie wpadało mi do ręki. Aż tu nagle przeczytałam Filary ziemi i odżyłam. Jej wielowątkowość, ciekawe opisy i wartka akcja sprawiły, że połknęłam trzytomowe wydanie nie wiadomo kiedy. Od razu sięgnęłam po Świat bez końca, który uchodzi za kontynuację Filarów. I choć to już inni bohaterzy, inne wydarzenia to jednak bardzo polecam tą książkę. Zresztą niektóre wątki powracają, znów jest wielki budowniczy, walka z niesprawiedliwą władzą. Chyba niedługo wezmę się za Niebezpieczną fortunę tez Folleta, To już co prawda nie średniowiecze, ale nie jest to też książka sensacyjna.
Nieznany - 2012-02-08, 12:27

Rosmerta napisał/a:
tą książkę
książkę.

A mnie się "Świat bez końca" aż tak nie podobał. Mój główny zarzut do książek Folletta jest taki, że są trochę obok historii, i nie chodzi może nawet o to, że nie zgadzają się jakieś fakty historyczne, ale o to, że opisywana budowa katedry jest wyssana z pisarskiego palca, a czego nie mogę powiedzieć np. o "Katerze w Barcelonie" Falconesa, którą co prawda wielu uważa za słabą, ale którą wolę od książek Folletta, bo po przeczytaniu książki mogę sobie poszukać w sieci, jak wygląda piękna katedra Maria del Mar, poczytać więcej o historii jej zbudowania, która jest w niemałej mierze opisana w książce Falconesa, poczuć się prawie, jakbym już w nie był - a nie mogę tego powiedzieć o angielskiej katedrze Folletta, bo ona nigdy nie powstała.

Córka Lavransa - 2012-02-08, 21:28

Jak napisałam o "Filarach" na LubimyCzytać:
Po początkowych trudnościach, skłaniam się ku opinii, że książka jest bardzo dobra. Tak, powieść jest długa i przeładowana detalami, ale nie sposób docenić wysiłku, jaki Follet włożył w jej napisanie. A poza tym wszystkim, kiedy czytelnik przyzwyczai się już do tego niełatwego stylu, czyta się całkiem przyjemnie.

Dla mnie to, czy ta katedra powstała naprawdę, ma mniejsze znaczenie. "Filary" są trudne w czytaniu, ale dość zajmujące. Nad "Katedrą w Barcelonie" niestety przysnęłam ze trzy razy i w końcu ją odłożyłam.

Tifa Lockhart - 2012-05-31, 08:37
Temat postu: Re: Ken Follet i Filary Ziemi
M napisał/a:

Dodatkowym elementem który nieco mnie irytował, był fakt, że Follett bez wątpienia jest chyba architektem albo pracował jako kierownik budowy ;-), a jeśli nie, to z pewnością takowym chciał zostać. Nigdy w życiu nie spotkałem się z tak dużą ilością opisów budowli, konstrukcji, sposobów budowania i tym podobnych rzeczy. Myślę, że jeśli ktoś marzy o wybudowaniu katedry, to jest to dla niego lektura obowiązkowa. Mnie, jako zwykłego czytelnika, akurat taka tematyka kompletnie nie interesuje i naprawdę sądzę, że autor mógł te rozlazłe opisy pominąć albo co najmniej znacząco skrócić. Rozumiem, że chciał aby czytelnik poczuł jak bardzo bohaterom zależy na zbudowaniu tej katedry - cała fabuła jest przecież osnuta wokół tego pragnienia - ale autor zdecydowanie przekroczył wszelkie granice. Całostronicowe i kilkunastozdaniowe opisy naw, postronków itp. powinny się raczej znaleźć w takich czasopismach jak "Architektura katedr europejskich" albo "Katedra i ja" ;-), a nie w powieści historycznej.

Zgadzam się z tym w stu procentach. Te wszelkie szczegóły były dla mnie męczące w odbiorze. Zazwyczaj gdy opisy są zajmujące, to staram się widzieć je w wyobraźni. Natomiast tutaj nie zastanawiałam się nad nimi. Zdecydowanie bardziej podobała mi się książka niż serial. W adaptacji sporo zmieniono, moim zdaniem nie wyszło to produkcji na dobre. Czytając Folletta porównywałam go trochę do Druona. Jak dla mnie autor ''Królów przeklętych'' lepiej wprowadził wątki intryg i połączył prostych bohaterów z wielkim światem polityki, władców. Tak, właśnie to moim zdaniem trochę kulało u Folletta. Niby bohaterowie powiązani z królem, biskupem, te wszelkie tajemnice, ale odczuwałam to trochę sztucznie. Natomiast Druon skonstruował wszystko w taki sposób, że mogłabym uwierzyć, że to prawda. :) Niektórych bohaterów polubiłam, innych ani trochę. Aliena przypomina mi trochę Scarlett O' Harę. Tak samo jak bohaterka Mitchell musiała być bezwzględna, jej działania krzywdziły czasem osoby, które kocha
Spoiler:
(ślub z Alfredem, żeby wspomagać finansowo brata. Scarlett o ile się nie mylę też przecież drugi raz wyszła za mąż, po to by jej rodzina miała za co żyć, w dodatku to chyba był ukochany jej siostry?)
Tak, Alienę polubiłam bardzo, bo była zaradna, a nie płacząca dziewuszka. Średnio za to przypadła mi do gustu Ellen. Jakaś taka antypatyczna mi się wydała. Dzięki tej książce mogłam trochę poznać społeczeństwo, zachowania, prace, ludzi tamtych czasów. :) Czytało mi się bardzo dobrze (poza tymi szczegółowymi opisami). Ogółem uważam, że to dosyć dobra, interesująca książka jest. Zakończenie oczywiście było takie jak się spodziewałam, każdy zły został ukarany. Zamierzam sięgnąć po kontynuację ''Świat bez końca'' w formie audiobooka, ponieważ w bibliotece tego nie ma.
A ''Katedrę w Barcelonie'' przeczytałam, średnio mi się podobała. Dosyć nużąca momentami.

Córka Lavransa - 2012-09-20, 19:22

Po pół roku odpoczynku od Folletta przeczytałam "Świat bez końca".

Tym razem Follett oszczędził czytelnikowi natłoku detali architektonicznych, który w części pierwszej był nieco męczący. Polecam natomiast zdecydowanie pomiędzy częściami zrobić sobie długą przerwę, ponieważ bohaterowie i rozgrywki pomiędzy nimi są kalką z "Filarów". Można bez trudu odnieść Caris do Alieny, Merthina do Jacka itd., te postacie w zasadzie niczym się nie różnią. I znowu są walki o handel, budowę, jakieś kłopoty natury romansowej... Przerwa w lekturze sprawia, że to aż tak nie razi.

Zastanawiam się nad "Niebezpieczną fortuną". Już, czy za kilka miesięcy...? ;)

Tifa Lockhart - 2012-10-07, 13:39

Ja ''świat bez końca'' znalazłam gdzieś w formie audiobooka. Radośnie ściągnęłam pierwszy rozdział i zaczęłam słuchać. Masakra. Okazało się, że to nie jest żaden lektor tylko jakiś program komputerowy. W dodatku odczytywał wszystko tak jak się pisze, a nie jak to poprawnie brzmi. Nie wytrzymałam i po jakiś trzech minutach wyłączyłam. Córko, Ty masz książkę na własność? Czy pożyczyłaś z biblioteki?
Córka Lavransa - 2012-10-08, 11:05

Miałam wypożyczone od przyjaciółki i impulsem do przeczytania okazała się przeprowadzka, na zasadzie "przeczytać i wypchnąć, zanim rozpęta się szaleństwo". :D
Tifa Lockhart - 2012-12-18, 06:03

Córka Lavransa napisał/a:
Po pół roku odpoczynku od Folletta przeczytałam "Świat bez końca".

Tym razem Follett oszczędził czytelnikowi natłoku detali architektonicznych, który w części pierwszej był nieco męczący. Polecam natomiast zdecydowanie pomiędzy częściami zrobić sobie długą przerwę, ponieważ bohaterowie i rozgrywki pomiędzy nimi są kalką z "Filarów". Można bez trudu odnieść Caris do Alieny, Merthina do Jacka itd., te postacie w zasadzie niczym się nie różnią. I znowu są walki o handel, budowę, jakieś kłopoty natury romansowej... Przerwa w lekturze sprawia, że to aż tak nie razi.

Zgadzam się całkowicie z powyższą opinią Córki. :) Sama również zrobiłam przerwę między ''Filarami ziemi'' a drugą powieścią. Myślę, że to dzięki temu choć wątki były powtórzone, to czytało mi się przyjemnie i szybko. Momentami odnosiłam wrażenie, że Follettt na siłę stara się wymyślić jakieś trudności z budową. Podobało mi się, że nawet te dobre postacie nie były takie kryształowe.
Spoiler:
Sama mam mieszane uczucia co do aborcji Caris przyznam, że od tego wydarzenia przestałam darzyć ją sympatią. Nie było mi jej nawet żal kiedy musiała iść do zakonu, rezygnując ze wspólnego życia z ukochanym.

Bardzo szkoda było mi Tilly.
Spoiler:
Gwenda mnie irytowała momentami. Wyszła za Wufrica, którego mocno kochała, jednak on wolał Annet. Owszem, Annet była niegodną go kobietą, ale jednak nie mógł o niej zapomnieć (przez dłuższy czas małżeństwa). Rozumiem, że tą ją bolało, było jej z tym ciężko. Ale jednak znała sytuację i zdecydowała się, to po jaki czort narzekać.

O liście zakopanym na początku powieści prawie zapomniałam. Szkoda, że Follett nie uczynił z tego głównego wątku. Bo tu brakowało mi takiej rzeczy spajającej całą fabułę. W pierwszej części to była budowa katedry.

alibaba - 2013-01-21, 21:51

"Filary Ziemi" i "Świat bez końca" przeczytałam jednym tchem. Bardzo mi się podobała i żałuję, że już skończyłam.
Nie przeszkadzało mi to, że tak jak wspomniała Córka- postacie drugiej książki są niemal lustrzanym odbiciem pierwszej. I nie wnikałam specjalnie w to, w jakim stopniu powieść jest zgodna z historią. To przecież tylko powieść a nie rozprawa naukowa.
Ważna jest akcja, mnóstwo ciekawie przedstawionych zdarzeń. Zaprzyjaźniłam się z niektórymi bohaterami i teraz będzie mi tego brakowało.
Lubię powieści "duże', w sensie objętości.

Tifa Lockhart - 2013-01-24, 14:46

Alibabo, którzy bohaterowie przypadli Ci tak do gustu? :) Mi jak już wcześniej pisałam Aliena, ponieważ była zaradną kobietą biorącą sprawy w swoje ręce.
alibaba - 2013-01-24, 23:09

Najbardziej polubiłam Carris. Potrafiła zły los przekształcić w coś pięknego. Szpital prowadzoną przez nią uratował wiele ludzi. Nie mogła być lekarzem ale swoje marzenie realizowała poprzez wprowadzanie nowoczesnych jak na te czasy metod leczenia. Przeciwstawiała się zacofanym mnichom, walczyła i wygrywała. Dobrze, że w końcu i do niej uśmiechnęło się szczęście.
Emoonia - 2013-03-24, 17:28

Mnie "Filary" przykuły do fotela na okrągły tydzień - każdego wieczoru po pracy czytałam aż do całkowitego znużenia. Sama nie wiem, co mnie tak oczarowało, bo nigdy dotąd nie interesowałam się historią. Chyba bohaterowie i atmosfera starej Anglii. Ciekawe są także kościelne intrygi ;)

Moja trójca ulubionych bohaterów to Philip, Jack i Aliena. Philip, bo mu zależy, bo jest ambitny i uczciwy, bo jest w zasadzie jedynym pozytywnym przedstawicielem Kościoła w książce. Jack, bo jest po prostu uroczy i niewinny, a przy tym bardzo utalentowany. No i Aliena, która jest jedną z niewielu postaci kobiecych, które coś robią, nie kwękają, nie narzekają, nie każą się ratować i całować po stopach, ale działają. Tuż za podium jest jeszcze Tom, u którego urzekł mnie upór, pracowitość i Syzyfowe wręcz pragnienie zapewnienia rodzinie godnego życia. Trudno też odmówić pewnego uroku postaci Walerana ;)

"Świat bez końca" trochę mnie niestety zawiódł. Może dlatego, że był to już bardziej przekrój codzienności Kingsbridge, bez konkretnego celu i motywu, jakim w "Filarach" była budowa katedry. Postacie też były mniej charakterystyczne. Za to polecam grę planszową opartą na "Świecie bez końca" - jest to jedna z lepszych planszówek, w jakie było mi dane zagrać :)

alibaba - 2013-03-24, 20:51

Wspaniale uzasadniłaś wybór tych bohaterów. Masz rację, każdy z nich zasługuje na uwagę. Chciałabym jeszcze kiedyś przeczytać książkę która potrafi tak wciągnąć czytelnika.
Raziel - 2013-03-24, 21:48

Jak czytam te opinie to dochodzę do wniosku, że zrobię za jakiś czas jeszcze jedno podejście. Ja pierwszy tom rzuciłem chyba po połowie, choć nie wydawało mi się jakieś szczególnie złe, nie miałem widać humoru na taką literaturę.
Córka Lavransa - 2013-03-25, 09:21

Wydaje mi się, Raziel, że na "Filary" trzeba mieć czas i trochę cierpliwości, bo rzeczywiście tomiszcze z nich godziwe.
Czytane jako osobna pozycja nie nudzą, znudzić może trochę potem druga część, bo masz takie wrażenie, że czytasz drugi raz "Filary" - pomimo wszystko.

Emoonia, ja z "Filarów" najbardziej lubiłam Toma (świetne uzasadnienie) i chyba Philipa, choć był troszkę naiwny. Aliena jakoś mi nie podeszła, może była trochę za bardzo przerysowana w kierunku tej samodzielności.

Emoonia - 2013-03-25, 10:59

Córka Lavransa napisał/a:
Aliena jakoś mi nie podeszła, może była trochę za bardzo przerysowana w kierunku tej samodzielności.

Aliena to pikuś przy Caris ze "Świata bez końca", ta to dopiero była przerysowana. Nie powstydziłyby się jej współczesne organizacje feministyczne ;) Z dwojga złego wolę jednak przerysowanie w tę stronę niż kwękające dziewuszki myślące tylko o zamążpójściu i rodzeniu dzieci. Inna sprawa, że zaraz po przeczytaniu książki obejrzałam serial i książkowa Aliena ma dla mnie twarz Hayley Atwell, co daje jej dodatkowych parę plusów.

Córka Lavransa - 2013-03-25, 11:59

Emoonia napisał/a:
Aliena to pikuś przy Caris ze "Świata bez końca", ta to dopiero była przerysowana.

Mnie się one zupełnie zlały w jedno. Caris irytowała chyba trochę bardziej, ale to może dlatego, że cały "Świat bez końca" trochę drażnił, nie wiem.

Emoonia napisał/a:
kwękające dziewuszki myślące tylko o zamążpójściu i rodzeniu dzieci

Jak bojowo. :mrgreen: Rozumiem, że Danielle Steel ci nie leży...

Co w takim razie myślisz o Gwendzie...?

Emoonia - 2013-03-25, 12:19

Córka Lavransa napisał/a:
Mnie się one zupełnie zlały w jedno. Caris irytowała chyba trochę bardziej, ale to może dlatego, że cały "Świat bez końca" trochę drażnił, nie wiem.


Problem w tym, że "Świat bez końca" w ogóle jest słabym cieniem "Filarów". Właściwie każda główna postać ma swój odpowiednik w poprzedniej książce, i do tego jest on ciekawszy i bardziej sympatyczny. Szkoda, że autor poszedł w taką telenowelę i zaserwował nam po prostu przekrój codzienności mieszkańców Kingsbridge, zamiast obrać sobie jakiś trzon powieści, główny cel, do którego się dąży, tak jak katedra w "Filarach" (jest wprawdzie budowa szpitala, jest wieża i walka z zarazą, ale to wszystko się gdzieś rozmywa).

Caris była i tak chyba najbardziej wyrazistą postacią w książce. Taki Merthin kompletnie nie zapadł mi w pamięć, mimo że miał być spadkobiercą Jacka Jacksona. A już o Ralphie w ogóle trudno cokolwiek powiedzieć, poza tym, że autorowi potrzebny był kolejny chutliwy złoczyńca do wypełnienia tych kilku scen gwałtów, które obowiązkowo musiały się znaleźć na tych 900 stronach powieści. William był przynajmniej zabawny z tą swoją obsesją na punkcie piekła, a Ralph był po prostu zwykłym $&*# bez żadnych cech szczególnych :P

Córka Lavransa napisał/a:
Rozumiem, że Danielle Steel ci nie leży...

Jestem z natury przekorna i nie lubię nadmiernie wyeksploatowanych motywów w literaturze, filmie czy muzyce. Marzę o książkach, w których nie będzie w ogóle wątków miłosnych bądź też będą one jakimś dalekim tłem. Z miłości w sztuce robi się strasznie wielkie, nadmuchane halo. :P

Córka Lavransa napisał/a:
Co w takim razie myślisz o Gwendzie...?

Gwenda była świetna! Taki archetyp kobiety-lwicy walczącej pazurami o wszystko, co jest dla niej ważne. Najlepsza postać z całej książki jak dla mnie, zresztą świetnie sportretowana w serialu (fantastycznie się biła z Wulfrikiem na leśnej drodze :lol: ).
Godwyn był za to naprawdę paskudny. A to, co zrobili z nim w serialu, to w ogóle... fujć. :P

Córka Lavransa - 2013-03-25, 15:40

Emoonia napisał/a:
Marzę o książkach, w których nie będzie w ogóle wątków miłosnych bądź też będą one jakimś dalekim tłem. Z miłości w sztuce robi się strasznie wielkie, nadmuchane halo.

Obiema ręcami się, pozwól, podpiszę... :D

Emoonia napisał/a:
Gwenda była świetna!

Trochę się obawiałam, że podciągniesz ją pod te marudzące o chłopa i dziecko... Ufff, na szczęście nie. Z postaci kobiecych w obu częściach ją właśnie polubiłam najbardziej.
Serialu nie widziałam, ale obejrzałam dziś kilka fotek na filmwebie i Gwenda-aktorka spodobała mi się bardzo. Chyba obejrzę go tylko dla niej. :)

Emoonia napisał/a:
Szkoda, że autor poszedł w taką telenowelę i zaserwował nam po prostu przekrój codzienności mieszkańców Kingsbridge, zamiast obrać sobie jakiś trzon powieści, główny cel, do którego się dąży, tak jak katedra w "Filarach" (jest wprawdzie budowa szpitala, jest wieża i walka z zarazą, ale to wszystko się gdzieś rozmywa).

Dokładnie tak, mnie też brakowało głównego motywu, spinającego wszystko razem. W "Filarach" historia budowy katedry żyła własnym życiem, miałam wrażenie, że losy ludzkie, choć interesujące, są do niej przyczepione na podobieństwo ozdóbek choinkowych...
W "Świecie" zabrakło mi tego drzewka, na którym by to wszystko wisiało. Czymś takim mogłaby być tajemnica Thomasa, ale podczas lektury miałam wrażenie, że autor zupełnie o nim zapomniał po pierwszych 50 stronach i wyjął dopiero pod koniec - tylko po to, żeby domknąć koncepcję, któa przestała mu się podobać / nie była mu już potrzebna...

Emoonia - 2013-03-25, 15:54

Córka Lavransa napisał/a:
W "Świecie" zabrakło mi tego drzewka, na którym by to wszystko wisiało. Czymś takim mogłaby być tajemnica Thomasa, ale podczas lektury miałam wrażenie, że autor zupełnie o nim zapomniał po pierwszych 50 stronach i wyjął dopiero pod koniec - tylko po to, żeby domknąć koncepcję, któa przestała mu się podobać / nie była mu już potrzebna...

Ten wątek był jeszcze słabiej zarysowany niż tajemnica zatonięcia Białego Statku w "Filarach". A to, co zrobiono z nim w serialu... W ogóle serial dość znacznie odbiega od treści książki. W "Filarach" były pewne różnice, ale jednak nie tak znaczące, jak tutaj. Ale oczywiście polecam obejrzeć i "Filary ziemi", i "Świat bez końca" w wersji serialowej, bo to po prostu fajny kawałek historyczno-obyczajowego kina z mocno zarysowanym wątkiem kościelnym (a te, nie wiedzieć czemu, zawsze mnie wciągają). Mam obydwa w bardzo ładnej czteropłytowej wersji na DVD - w obrębie Krakowa chętnie pożyczę ;)

Córka Lavransa - 2013-03-25, 21:00

Emoonia napisał/a:
w obrębie Krakowa chętnie pożyczę ;)

Musiałabym się lekko naciągnąć. :P Jakoś sobie zorganizuję, dzięki za chęć. :)
"Filary ziemi" widziałam, zanim czytałam książkę, i byłam zadowolona. Dam znać, jak ze "Światem bez końca".

Tifa Lockhart - 2013-03-28, 08:05

Emoonia napisał/a:
Aliena to pikuś przy Caris ze "Świata bez końca", ta to dopiero była przerysowana. Nie powstydziłyby się jej współczesne organizacje feministyczne ;)

Świetnie podsumowałaś Caris. :mg: Momentami czytając ''Świat bez końca'' wybuchałam śmiechem. Bo wyobrażałam sobie prawdziwą kobietę w tamtych czasach sypiącą takimi hasłami. :P Jeszcze tam pod koniec był fragment o Loli, córce Martina.
Spoiler:
Jak uciekła z domu z jakimś chłopcem,a potem wróciła przepraszając za swoje zachowanie. I tłumaczyła się, że dopiero wtedy zrozumiała postawę ojca.
To też wydało mi się za bardzo współczesne.

Sapka - 2013-11-30, 23:37

No mam "Filary Ziemi" i ciągle nie mam czasu aby się z a nie wziąć, już nawet od szwagra pożyczyłam II cz. "Świat bez końca", może w święta zacznę ;-)
elfrun - 2015-02-14, 19:31

Zaczelam czytac "Filary Ziemi" jakies dwa lata temu. Przeczytalam okolo 300 stron i jakos stracilam natchnienie na dobre. Jak do tej pory do lektury nie powrocilam.
Córka Lavransa - 2015-02-15, 13:17

Katya napisał/a:
za bardzo przefiltrowane przez współczesne widzenie świata

Nie pamiętam, czy tak było w książce, ale w serialu z nóg zbiła mnie scena, w której dziewoja tłumaczy innej, że
Spoiler:
mąż podczas nocy poślubnej tak się z nią brutalnie obszedł, że już nigdy nie będzie mogła mieć dzieci.

Równie dobrze mogła w kolejnej scenie golić sobie nogi mieczem dwuręcznym. :lol:

Paleolog - 2015-02-16, 09:26

Katya napisał/a:
Ja przede wszystkim nie czuję klimatu średniowiecza. Jak dla mnie to wszystko zostało za bardzo przefiltrowane przez współczesne widzenie świata.


Z książek Folleta czytałem tylko "Niebezpieczną fortunę", ale zdanie mam dokładnie takie samo.
Tam co prawda akcja umiejscowiona jest nie w średniowieczu, a w XIX wieku, ale w oczy kłuje właśnie uwspółcześnienie sposobu widzenia świata bohaterów. Jak dla mnie przekraczające granice przesady.
Dlatego książka, która, biorąc pod uwagę tematykę, w pierwszej chwili wydawała się godnym następcą "Tai-pana" Clavella (tam też na pierwszy plan wysuwa się rywalizacja handlowa i tworzenie imperium finansowego), szybko spadła do miana zwykłego czytadła. Szkoda.

Gorm1 - 2015-02-16, 10:24

Katya napisał/a:
Ja przede wszystkim nie czuję klimatu średniowiecza. Jak dla mnie to wszystko zostało za bardzo przefiltrowane przez współczesne widzenie świata.


To jest częsta pułapka, w którą wpadają pisarze, ale w jeszcze większą twórcy przenoszący dzieło na ekran potem.

Gorm1 - 2016-10-18, 12:00

Podobno ma być jeszcze jakiś tom. w tym cyklu.
Tifa Lockhart - 2016-10-18, 18:11

Gorm1 napisał/a:
Podobno ma być jeszcze jakiś tom. w tym cyklu.

W "Filarach Ziemi"?


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group