Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Klasyka - Waltari, Mika

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-08, 20:11
Temat postu: Waltari, Mika
Egipcjanin Sinuhe

Aż szkoda, że tak piękna powieść nie pojawiła się na moim horyzoncie dawno temu, że dopiero nie tak całkiem dawno temu. A wczoraj kupiłem sobie własny egzemplarz w antykwariacie, w wydaniu Książnicy.

Książka jest kolejnym literackim spojrzeniem na dzieje Egiptu. Oczywiście naturalnie przychodzi mi na myśl porównanie z Faraonem Bolesława Prusa, jednakże książka napisana jest w nieco inny sposób, a jeśli coś łączy ją z dziełem Prusa to jest to wspaniała kultura Starożytnego Egiptu.

Bohaterem opowieści jest Sinuhe, Egipcjanin. Na początku poznajemy go jako małego chłopca. Książka jest właściwie przekrojem przez życie głównego bohatera, niejako pamiętnikiem (gdyż posiada pierwszoosobową narrację) Sinuhe, opowieścią o jego dziejach od małego aż do późnej starości.

Ileż magii jest w tej opowieści. Mika Waltari moim zdaniem znakomicie oddał egipskie realia, a wspaniały język powieści jest jej wielkim atutem. Czysta poezja.

Na uwagę zasługuje postać niewolnika Sinuhe, Kaptaha, które z biegiem opowieści staje się najwierniejszym przyjacielem Sinuhe. Ten zresztą w pewnym momencie czyni go człowiekiem wolnym, lecz Kaptah nadal pozostaje przy swoim panu, a mając wielką smykałkę do interesów wkrótce czyni ich obu bardzo bogatymi.
Kaptah, w zasadzie postać drugoplanowa należy do tych, bez których książka traci swój urok. Jak wyglądałby Cień wiatru, gdyby zabrać z powieści Fermina?

Polecam wszystkim Egipcjanina Sinuhe. Jest to jedna z najpiękniejszych książek jakie ostatnimi miesiącami zdarzyło mi się czytać.

A przeczytać warto, by choć w myślach móc poczuć smak legendarnego Ogona Krokodyla. :)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-11, 13:18

Sinuhe, chociaż pisałeś swoje księgi dla siebie i byłeś przekonany, że żołnierze zniszczą je po twojej śmierci, przetrwały one tysiące lat i historia twa nie została zapomniana. Stara Muti najwidoczniej ukryła twoje zwoje przed sługami Horemheba i w ten sposób ocaliła je od niepamięci, choć ty nie żywiłeś na to nadziei.
Piszę te słowa do ciebie Sinuhe, choć wiem, że ich nigdy nie przeczytasz. A muszę ci powiedzieć, żeś był wielce naiwny w swojej wierze w Atona. Choć była to wiara szlachetna, szczytna to bowiem idea, by wszyscy ludzie byli sobie równi i nie było różnicy między biednym i bogatym. Ty jednak Sinuhe, jako człowiek uczony, powinieneś był zrozumieć, że wszystko to, co widział faraon Echnaton w swoich wizjach niemożliwe było do spełnienia w czasach, w których przyszło ci żyć. Nawet wola faraona, choć jest niemal nieograniczone nie jest w stanie obalić porządku trwającego nieprzerwanie od niepamiętnych czasów, zanim jeszcze zostały zbudowane piramidy.

Utopiste - 2008-11-11, 14:14

cytat jest bardzo zachęcający i przyznam szczerze, że książka mnie zaintrygowała.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-11, 14:59

Utopiste napisał/a:
cytat jest bardzo zachęcający i przyznam szczerze, że książka mnie zaintrygowała.


Ów cytat napisałem sam, tuż po przeczytaniu Egipcjanina będąc jeszcze pod wpływem czaru tej barwnej opowieści. Książka jest naprawdę przepięknie napisana, specyficznym językiem, bardzo pasującym do starożytnych Egipcjan. Jeśli ktoś lubi dobrą książkę i do tego także powieści w realiach historycznych, nie zawiedzie się z pewnością.

Utopiste - 2008-11-11, 15:01

brzmi tak jakby był przepisany z książki, stąd moja reakcja :oops: co nie zmienia faktu, że książką jestem zainteresowana i już zaczęłam poszukiwania na Allegro :mrgreen:
elfrun - 2008-11-15, 17:22

"Egipcjanin Sinuhe" to ksiazka po ktora siegnelam po raz pierwszy bardzo dawno temu poniewaz jest jedna z ulubionych ksiazek moich rodzicow, ktorzy zachecili mnie do jej przeczytania. Zachwycila mnie tak ze przeczytalam wszystkie ksiazki Miki Waltari, ktore udalo mi sie znalezc. Uczen w zasadzie przyblizyl fabule ksiazki. Ja chcialabym wrocic do dyskusji, ktora podjelismy na starym forum. Podczas lektury powiesci Waltari'ego zwrocilam uwage na to ze postacie kobiet w jego utworach sa w pewnym sensie pozbawione glebi, bardzo jednoznaczne. Kiedy popatrzymy na "Egipcjanina Sinuhe" mamy dwie postacie kobiece - Nefer Nefer Nefer, ktora jest uosobieniem zla i calkowicie niewinna i czysta Minee. Podczas gdy Nefer Nefer Nefer pomimo calej swojej demonicznosci wiedzie dobre zycie nieszczesna Minea zostaje unicestwiona przez okrutny wyrok losu. Podobnie jest w innych powiesciach pozytywne postacie kobiece w jego utworach albo koncza tragiczna smiercia albo wioda bardzo nieszczesliwe zycie.

Utopiste a tutaj specjalnie dla Ciebie cytat z ksiazki "Egipcjanin Sinuhe":
"Mysl o tym, ze kazdy dzien bedzie podobny do poprzedniego i ze w moim zyciu nie wydarzy sie juz nic innego jak to co wydarza sie codzien stala sie dla mnie odpychajaca. Tak nierozsadne jest serce ludzkie, ze nigdy nie zadawala sie swoim losem, lecz czyni wszystko by zaklocic czlowiekowi spokoj i zasiac mu w duszy rozterke".

karinka - 2008-12-01, 08:50

Jedna z moich ulubionych ksiazek
tez przeczytalam, ja dawno temu pod wpływem rodziców
potem zaczelam czytac wszystko co dotyczy starozytnego Egiptu
bo wczesniej bardziej pasjonowala mnie Grecja

sam bohater denerwował mnie dokładnie tak samo jak Ramzes u Prusa
ile to razy czytajc ksiazke mowiłam do niego głosno zeby sie zastanowił co robi... :lol:

Tifa Lockhart - 2008-12-13, 23:22

Widziałam tą książkę na półce w pokoju mamy .Ale jak chciałam się za nią zabrać , to już zniknęła. ;D
Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-12-14, 12:45

Tifa Lockhart napisał/a:
Widziałam tą książkę na półce w pokoju mamy .Ale jak chciałam się za nią zabrać , to już zniknęła. ;D


Spróbuj jej poszukać, naprawdę warto przeczytać. Autentycznie.

Bruixa - 2008-12-18, 20:40

Baaardzo lubię Sinuhe, czytałam 3 razy i za każdym coś nowego odkryłam. Świetnie oddaje realia, klimat, dzień powszedni Egiptu w czasach Echnatona. I ten nastrój przełomu, schyłku pewnej epoki, starych bogów (Kreta) i smutek przemijania. Sinuhe jest mi bliski, mimo niektórych swoich poczynań - zdaje się, że Waltari był mi w jakiejś mierze pokrewny duchowo.
A dziś kupiłam "Karin, córkę Monsa" - jakoś dotąd nie miałam okazji przeczytać.

Tifa Lockhart - 2009-02-22, 16:23

Mam znalazłam !!!!. Zabiorę się niedługo za przeczytanie . ;D
rygor - 2009-06-17, 16:14

Melancholijna książka - to pierwsze, co nasuwa mi się na myśl o tej powieści. Sinuhe permanentnie przemieszczał się po szczeblach hierarchicznej drabiny. Mimo iż niejednokrotnie los okrutnie z niego kpił, często sam był winien swojego upadku. Smutne było jego życie, choć nie brakowało w nim chwil szczęścia. Co z tego, skoro on sam nie potrafił się nimi cieszyć? Targana wiecznym niepokojem dusza nigdy nie zaznawała spokoju, cierpiący umysł próbował ogarnąć to co niepojęte, ból namiętnego serca rzadko dawał się ukoić... Uświadomienie nałożonych na siebie barier przychodziło zawsze za późno, wiwisekcja zdarzeń i uczuć służyła jedynie zrozumieniu i próbie usprawiedliwienia - w żaden sposób nie mogła pomóc.

Najbardziej ujmujący fragment? List rodziców do Sinuhe.
Moment kryzysowy: "przygoda" z Nefernefernefer - cała sytuacja była dla mnie tak nierealna, że aż mnie odrzucało od książki.
Ulubiona postać - chyba Kaptah, poza tym Senmut, Merit i Muti.

Na razie tyle, ale pewnie później jeszcze coś dopiszę.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-06-17, 16:25

rygor napisał/a:
Ulubiona postać - chyba Kaptah


Kaptaha i ja miło wspominam. On pełni w powieści podobną rolę co Zagłoba w Trylogii albo Fermin w Cieniu wiatru. Doskonale poprawia humor czytelnika. :)

rygor - 2009-06-17, 16:39

Mnie również kojarzy się z Ferminem, a i pomysł z Zagłobą też wydaje się trafny... Trzeba przyznać, że dobrze nakreślony bohater drugoplanowy stanowi niezwykłą siłę książki. Bez nich niektóre powieści straciłyby większość swego uroku.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-10-20, 06:58

Tifa Lockhart napisał/a:
Mam znalazłam !!!!. Zabiorę się niedługo za przeczytanie . ;D


I jak Tifo, już po lekturze? :)

Paleolog - 2009-11-22, 19:34

Ach, Waltari... Mistrz!

I wcale nie przeszkadza, że schemat konstrukcji głównego bohatera we wszystkich jego książkach jest bardzo podobny - centralna postać okazuje się zwykle wielce naiwna w relacjach z innymi, kieruje się określonymi zasadami, a, po tym jak już spadnie na nią mnóstwo nieszczęść, kończy samotnie, 'przegrana', albo po prostu ginie. Ale przy tym Fin tworzy bohaterów, z którymi niezwykle łatwo się identyfikować, opowiada fascynujące historie, a wszystko podlewa wyrazistym sosem, którego głównym składnikiem jest melancholia, odmierzana bynajmniej nie w szczyptach.

I choć za jego najdojrzalszą powieść uważam 'Trylogię rzymską', a moim prywatnym faworytem jest 'Czarny anioł', to 'Egipcjanina...' także darzę wyjątkową sympatią, jak zresztą większość książek Waltariego. Polecam każdemu - ten autor to władca nastroju, a jednocześnie cesarz narracji :mrgreen: Poza tym sam jego życiorys - historia popadającego w okresowe depresje alkoholika - nadaje się na niezłą opowieść.

Waltari jest też autorem książki, którą najbardziej chciałbym przeczytać, a pewnie nie będzie mi dane - o swojej kolejowej podróży do Stambułu (oryginalnego tytułu nie pomnę). Niestety, póki co nie została przetłumaczona na żaden ludzki język.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-11-22, 21:17

Trudno się z przedmówcą nie zgodzić. Mnie także urzekł w pewien sposób styl pisania Waltariego, na przykładzie Egipcjanina Sinuhe, jak na razie jedynej książki autora, którą czytałem.
Dawniej widziałem jeszcze z wydania Książnicy Trylogię rzymską, ale jakoś nigdzie nie można jej obecnie dostać. Jakby nakład się wyczerpał i dodruku nikt nie planuje. A szkoda, bo chętnie by nabył. Wtedy pożałowałem pieniędzy a teraz nie mogę znaleźć...

Paleolog - 2009-11-23, 12:07

Zdaje się, że Książnica wydała nie tak dawno większość powieści tego autora - na pewno oprócz 'Trylogii' także 'Turmsa" i 'Mikaela'. Czy są łatwo dostępne nie wiem, ale jeśli koledze nie przeszkadza czytanie wersji ebookowych wystarczy wygooglować 'Mika Waltari pdf' i po kłopocie - do wyboru, do koloru, choć oczywiście przyjemność czytania takich wersji jest znacznie mniejsza niż lektura wydań książkowych.
andy - 2009-11-23, 13:42

Paleolog napisał/a:
Zdaje się, że Książnica wydała nie tak dawno większość powieści tego autora - na pewno oprócz 'Trylogii' także 'Turmsa" i 'Mikaela'.

Pomijając wcześniejsze wydania np śp. Czytelnika. Proponuję pogrzebać w antykwariatach lub polecieć do Wawki na Zabierz Książki z Cmentarzyska www.conrada11.pl oraz www.przeczytaneksiazki.pl.

Tifa Lockhart - 2009-12-27, 19:31

Bardzo spodobała mi się ta powieść. Wciągnęła mnie.Po skończeniu 1 tomu nie mogłam się doczekać aż znajdę drugi. Starożytny Egipt został tak realistycznie oddany.A bohaterowie ciekawi. Niektórzy źli np Nefernefernefer. A sam Sinuhe- naiwny na początku,aż szkoda mi go było.I ta historia z Mineą( nie wiem czy dobrze odmieniłam).Zrobiło mi się smutno jak on do tej jaskini wszedł. No naprawdę świetna książka wrócę do niej jeszcze kiedyś.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-12-28, 22:39

Miałem dodać coś od siebie, ale w zasadzie nie wiem co. Zachęcać Cię czy przekonywać o tym, że Egipcjanin Sinuhe to świetna książka, nie trzeba. :) O walorach jej wspomniane było w temacie już wcześniej. Na pewno jest to jedna z takich powieści, które na długo pozostaną w pamięci. Ze względu na wyrazistych bohaterów (smutny, wiecznie naiwny Sinuhe czy przemyślny, wierny sługa Kaptah), specyficzny styl pisania autora czy klimat dawnego Egiptu, który wielu ludzi pasjonuje. :)
Paleolog - 2010-01-26, 23:38

W ostatnim zeszycie interesującej serii 'bitwy i wyprawy morskie' redaktor naczelny popularnonaukowego "Mówią wieki" polecał właśnie "Egipcjanina Shinue", jako książkę, gdzie bardzo rzetelnie opisano sposób konstrukcji ówczesnych egipskich statków, generalnie rekomendując autora jako pisarza wiernego źródłom.

Zawsze fascynowała mnie świadomość ogromu pracy, jaką Waltari musiał wykonać, ślęcząc nad źródłami historycznymi, zanim w ogóle zasiadł do pisania "Egipcjanina...", "Mikaela..." czy "Czarnego Anioła".

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-01-27, 04:12

Paleolog napisał/a:
Zawsze fascynowała mnie świadomość ogromu pracy, jaką Waltari musiał wykonać, ślęcząc nad źródłami historycznymi, zanim w ogóle zasiadł do pisania "Egipcjanina...", "Mikaela..." czy "Czarnego Anioła".


Z pewnością trochę musiał poświęcić na posiadówkę przy źródłach, na poszukiwania. I być może dzięki temu opisywana historia wydaje się być tak naturalna, tak na swój sposób prawdziwa. Miło jest później dowiedzieć się, że to, co autor opisuje (jeśli chodzi o realia historyczne) jest prawdziwe. Tak na przykład zdarzało mi się wielokrotnie u Eco. W jego książkach historia zawsze wplata się w fabułę i jest to historia, którą zawsze można sprawdzić nie obawiając się, że autor nazmyślał. Ja Eco na zmyślaniu nie przyłapałem, fakty historyczne, które podawał zawsze się potwierdzały.

Bruixa - 2010-01-29, 22:14

Paleolog napisał/a:

Zawsze fascynowała mnie świadomość ogromu pracy, jaką Waltari musiał wykonać, ślęcząc nad źródłami historycznymi, zanim w ogóle zasiadł do pisania "Egipcjanina...", "Mikaela..." czy "Czarnego Anioła".

W "Czterech zmierzchach" Waltari napisał, jak się biedził nad tą powieścią i zwidywali mu się starożytni Egipcjanie :) . Niestety, czytałam to dawno temu i niewiele już pamiętam.

rygor - 2010-04-25, 16:01

Mnie bardzo rozczarował „Czarny anioł”. Taki dobry temat… Mnie szczególnie bliski, bo przecież tragiczne losy Konstantynopola, przyciągającego coraz to nowszych, żądnych sławy, ogarniętych ambicją podbicia tego niemal niezdobytego miasta, najeźdźców, w pewnym stopniu zbliżone są do naznaczonych cierpieniem dziejów naszej ojczyzny, permanentnie kuszącej chciwych sąsiadów.

Na początku ogarnęło mnie przerażenie, że wpadło mi w ręce sprytnie zawoalowane, kiepskie romansidło. Właściwie nadal uważam, że wątek miłosny nie był zbyt udany, a już najbardziej odstręczający był zbędny patetyzm, opisujący to bądź co bądź kiczowate uczucie. Wydaje mi się, że potem po prostu udało mi się do niego przyzwyczaić, dlatego nie raziło tak bardzo, jak na początku. W każdym razie moim zdaniem powieści tej zaszkodziły nieodpowiednie proporcje – upadek miasta winien być na pierwszym planie, a nie stanowić tło dla owej nieszczęśliwej miłości. Samo oblężenie zaś przedstawione zostało strasznie powierzchownie, mimo niezwykle dokładnie oddanych faktów historycznych (ot, taki paradoks). W tym miejscu bardzo wyraźnie pragnę zaznaczyć wielkie uznanie dla autora za bardzo dobre przygotowanie, realność przedstawionych wydarzeń i wiarygodność większą, niż można by nie tylko oczekiwać, ale wręcz wymagać. W powieści nawet jakieś marginalne postaci okazują się autentyczne. Wszystko to sprawia, że książkę można spokojnie polecać jako tę, która rzeczywiście uczy, zostawia czytelnika z konkretną wiedzą na dany temat.

Słaba jest strona stricte beletrystyczna, a rozdmuchany, niby wzniosły ton to sztafaż jedynie pustki emocjonalnej. Czytając o tak ważnych wydarzeniach, gdy „coś się kończy, coś się zaczyna”, chcę te zmiany poczuć, odczuć niemal osobiście tragedię mieszkańców. Tutaj mi tego zabrakło.

Paleolog - 2010-04-26, 16:54

To ciekawe jak dwie różne osoby mogą skrajnie odmiennie odbierać tę samą książkę. I jednocześnie to na swój sposób piękne, bo przecież byłoby strasznie nudno, gdybyśmy się od siebie nie różnili :)
Mnie "Czarny anioł" wydał się lekturą fascynującą - to zresztą jedna z moich ulubionych książek. Waltari porwał się na kapitalny temat - upadek miasta, a jednocześnie upadek dawnego imperium, upadek pewnej kultury, koniec epoki, koniec pewnego świata. Upadek, za którym nadciąga 'nowe'. Bo przecież nie jest to tylko koniec, to równocześnie narodziny nowego, innego już miasta, kultury, świata, imperium...
Czy Fin sprostał zadaniu? Moim zdaniem zdecydowanie tak.

Dostajemy do ręki książkę, w której odmalowano ostatnie miesiące życia stolicy Bizancjum z perspektywy zwykłych ludzi, ich małych dramatów i namiętności, w tle których autor maluje obraz umierającego miasta.

Być może można odnieść wrażenie, że, tak jak napisał rygor, uczucie między głównym bohaterem, a jego kochanką jest nieco naiwne, czy nawet 'kiczowate', ale taki jest po prostu sposób pisania Waltariego o miłości, obecny także w innych jego książkach. Różnica polega na tym, że zwykle wątek miłosny nie gra aż takiej roli jak w "Czarnym aniele", być może dlatego w innych powieściach to nie rzuca się w oczy i nie przeszkadza. Mnie jednak podobał się sam pomysł pokazania tego, że miłość rodzi się także w czasach zagłady, chociaż z góry wiadomo, iż jest to miłość beznadziejna, skazana na klęskę, podobnie jak miasto, w którym spotykają się kochankowie.

Na ewentualne niedostatki wątku miłosnego przymykam oko, ponieważ rekompensuje mi to nastrój beznadziei obleganego Konstantynopola, miasta czekającego na nieuchronnie nadchodzącą zagładę, nastrój, moim zdaniem, zbudowany perfekcyjnie. "Nadchodzą nowe czasy. Nie zależy mi, by je zobaczyć" - mówi główny bohater. "Czarny anioł" to bardzo depresyjna książka. Najbardziej nostalgiczna w dorobku tego autora, który i tak w swoich powieściach zwykł z lubością pławić się w smutku. Jednak faktem jest, że "Anioł" wymaga od czytelnika wiedzy o opisywanym okresie, w przeciwnym razie dużo rzeczy może pozostawać niezrozumiałych, co znacznie zmniejsza przyjemność czytania.

Za genialne uważam samo zakończenie (w tym Waltari zresztą zawsze był dobry) i pomysł z "purpurowymi butami".

Książka ta bardzo dobrze wypada w porównaniu z inną powieścią opisującą te same wydarzenia - "Puszkarzem Orbano" Zofii Kossak-Szuckiej. Zaryzykuję stwierdzenie, że wręcz miażdży ją nastrojem.
W "Puszkarzu..." zabrakło mi właśnie tego, czego rygorowi w książce Waltariego - odczucia tragedii mieszkańców, nadchodzącej zmiany, ale cóż, de gustibus non est disputandum, jak mawiali starożytni ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-05-01, 08:41

Bardzo ciekawa dyskusja z Waszej strony. :) Nie dorzucę się, ponieważ tej książki nie znam. Na pewno mogę jednak przytaknąć twierdzeniu, że Waltari pisać i tworzyć w książce nastrój zdecydowanie potrafił. Egipcjanin Sinuhe mnie wprost zachwycił w tej kwestii.
Nie pozostaje mi nic innego jak sięgać po kolejne książki autora. :)

rygor - 2010-05-08, 18:44

Paleolog napisał/a:
Waltari porwał się na kapitalny temat - upadek miasta, a jednocześnie upadek dawnego imperium, upadek pewnej kultury, koniec epoki, koniec pewnego świata. Upadek, za którym nadciąga 'nowe'. Bo przecież nie jest to tylko koniec, to równocześnie narodziny nowego, innego już miasta, kultury, świata, imperium...

Tutaj się stuprocentowo zgadzamy.

Cytat:
Czy Fin sprostał zadaniu? Moim zdaniem zdecydowanie tak.

Tutaj wręcz przeciwnie.

Cytat:
Dostajemy do ręki książkę, w której odmalowano ostatnie miesiące życia stolicy Bizancjum z perspektywy zwykłych ludzi, ich małych dramatów i namiętności, w tle których autor maluje obraz umierającego miasta.

Mnie właśnie tego brakowało. Gdzie Ty tam dostrzegłeś dramat zwykłych ludzi? Poza głównymi bohaterami niemal nie mamy styczności z innymi postaciami. Przewija się wprawdzie kilka razy sługa Manuel, ale dla mnie był marną kopią Kaptaha, niestety.

Cytat:
(…)taki jest po prostu sposób pisania Waltariego o miłości, obecny także w innych jego książkach. Różnica polega na tym, że zwykle wątek miłosny nie gra aż takiej roli jak w "Czarnym aniele", być może dlatego w innych powieściach to nie rzuca się w oczy i nie przeszkadza.

Owszem, Waltari w dość specyficzny sposób przedstawia miłość. Nie wiem, czy to wynika z autopsji, ale jeśli tak, to szczerze mu współczuję. W innych książkach też się to zauważa, ja miałam kryzys przy wątku z Nefernefernefer w „Egipcjaninie Sinuhe”, na szczęście skończył się, zanim zdecydowałam się odrzucić książkę.

Cytat:
"Czarny anioł" to bardzo depresyjna książka. Najbardziej nostalgiczna w dorobku tego autora, który i tak w swoich powieściach zwykł z lubością pławić się w smutku.

Widać w „Czarnym aniele” próby stworzenia fatalistycznego nastroju, ale są to zbyt sztuczne zmagania, aby możliwe było tenże nastrój odczuć, dlatego moim zdaniem „Egipcjanin Sinuhe” był powieścią bardziej melancholijną, w niej smutek był na tyle przekonujący, iż do mnie trafił.

Reasumując, mamy bardzo zbliżone zdanie na temat „Czarnego anioła” – i że porusza ważny i niezwykle ciekawy temat, a akcja osadzona jest w wyjątkowym miejscu, i że istotną rolę pełni w niej tragedia mieszkańców oraz nastrój upadającego miasta… Różni nas tylko to, że ja tego nastroju tam nie znajduję, a Ty tak. Cóż, diabeł tkwi w szczegółach. I jak tu nie wierzyć starym porzekadłom?

Paleolog - 2010-05-09, 16:27

rygor napisał/a:
Mnie właśnie tego brakowało. Gdzie Ty tam dostrzegłeś dramat zwykłych ludzi? Poza głównymi bohaterami niemal nie mamy styczności z innymi postaciami. Przewija się wprawdzie kilka razy sługa Manuel, ale dla mnie był marną kopią Kaptaha, niestety.


"Zwykli" ludzie w sensie jednostki, a nie w dosłownym rozumieniu, bowiem trudno za zwykłych uznać córkę megaduksa czy człowieka, w którego żyłach płynęła cesarska krew. Miałem na myśli to, że koniec imperium pokazany został z perspektywy jednostek, a nie zbiorowości, jaką tworzyli obywatele Konstantynopola. Przez pryzmat dramatycznych wyborów i klęsk pojedynczych ludzi, a nie "narodu" (określenie "naród" nie jest tu specjalnie na miejscu, ale najlepiej oddaje o co mi chodzi). I nie jest tak, że nie mamy styczności z innymi postaciami. Owszem, w centralnym miejscu są główni bohaterowie i ich beznadziejny romans, ale mamy i innych, razem z ich rozterkami i porażkami - Notarasa, Giustinianiego, cesarza Konstantyna. Każdy z nich musi wybierać i w wyniku tych wyborów wszyscy oni ostatecznie przegrywają. Zresztą w książce Waltariego nie ma zwycięzców, przegrywają wszyscy, także sułtan, który po realizacji swojego największego marzenia nie ma już nic do zdobycia.
Są postacie drugoplanowe, które świetnie wpisują się w całą atmosferę - jak Grant czy Bessarion. Ba, czasem do tego by budować nastrój wystarczy ktoś, kto pojawia się tylko na jednej stronie, jak bibliotekarz, tak ślepo kochający książki, którymi się opiekuje, że są one dla niego ważniejsze od wyniku trwającego oblężenia. Lub ktoś kto bezpośrednio nie pojawia się w ogóle - jak Orban, twórca dział, którymi Turcy kruszą mury, a który wcześniej oferował swe usługi cesarzowi, lecz ten nie miał funduszy na realizację jego projektu. Czy dyskretne pokazanie, że ktoś zdecydował się na bycie renegatem, byle tylko móc urzeczywistniać dzieło swojego życia (w tym przypadku owe działa), nie składa się na tę niezwykłą, bynajmniej nie sztuczną, atmosferę?

Waltari bardzo dobrze opisał też podziały pomiędzy chrześcijanami i to, że kiedy wreszcie kwestie wiary przestały być ważniejsze niż los samego miasta, było już zwyczajnie za późno. Właśnie to wszystko buduje nastrój, który tak mnie oczarował. Oczywiście (na szczęście) nikt nie ma obowiązku podzielać tego zdania ;-)

rygor - 2010-05-09, 19:48

Paleolog napisał/a:
"Zwykli" ludzie w sensie jednostki, a nie w dosłownym rozumieniu, bowiem trudno za zwykłych uznać córkę megaduksa czy człowieka, w którego żyłach płynęła cesarska krew.

Otóż to. Ja żałuję, że nie przedstawiono zwykłych ludzi w tym bardziej dosłownym znaczeniu.

Paleolog napisał/a:
Owszem, w centralnym miejscu są główni bohaterowie i ich beznadziejny romans, ale mamy i innych, razem z ich rozterkami i porażkami - Notarasa, Giustinianiego, cesarza Konstantyna. Każdy z nich musi wybierać i w wyniku tych wyborów wszyscy oni ostatecznie przegrywają.

Niby są, ale ich obecność jest zbyt marginalnie potraktowana - na czym, moim zdaniem, powieść traci.

Podoba mi się entuzjazm, z jakim rozprawiasz o tej książce. ;]

Córka Lavransa - 2010-05-10, 19:19

Mnie też się podoba i ta dyskusja, i ten zapał.

Szkoda tylko, że dzieła Waltariego podobają mi się mniej - a zatem nie mogę wziąć w rozmowie konstruktywnego udziału.

Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po "Egipcjanina Sinuhe", byłam chyba po prostu za młoda. Było to pod koniec szkoły podstawowej i wydawało mi się, że to będzie ładna opowieść o Egipcie, coś jak "Śliczna Tamit" Ewy Nowackiej może... Jak łatwo się domyślić, szybko się zniechęciłam.
Po drodze do drugiego podejścia obejrzałam film, który okropnie mi się dłużył. Skutkiem tego do książki podchodziłam już mocno zniechęcona i znowu mi się nie udało.
Czarę goryczy dopełnił fakt, że mój mąż nabył dla siebie "Trylogię rzymską", przeczytał ją i pokochał na śmierć i życie, a ja nie przebrnęłam przez pierwsze sto stron. To chyba jedyna taka książka w naszym wspólnym życiu. :)

Nie wiem, na czym to polega, ale nie umiem sobie z Waltarim poradzić... :cry:

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-05-10, 19:43

Córka Lavransa napisał/a:
Nie wiem, na czym to polega, ale nie umiem sobie z Waltarim poradzić...


No cóż, różnie się czytelnicze losy układają. Ja od razu polubiłem sposób snucia opowieści przez Waltariego. Jak tylko sięgnąłem po Egipcjanina Sinuhe. Co do Trylogii Rzymskiej, planuję ją zakupić od dawna. Mam nadzieję, że wkrótce mi się to uda. Natomiast, z tego co pamiętam, to dość gruba, licząca dobre 700 stron opowieść. Dalej na pewno jest ciekawa, jeśli tylko przebrnie się przez pierwsze sto stron o pielęgnowaniu lancy, jeśli posłużyć się frazą z Waltera Moersa. Być może za następnym pagórkiem już czekała piękna przygoda a Ty się, tuż przed nią zniechęciłaś? :)

Paleolog - 2010-05-10, 20:20

rygor napisał/a:
Podoba mi się entuzjazm, z jakim rozprawiasz o tej książce. ;]


No cóż, nie da się ukryć, że jest mi bliski zarówno temat jak i autor :)
Ale na mój entuzjazm wpływa coś jeszcze: zwyczajnie chylę głowę przed wysiłkiem włożonym w powstanie tej książki. Waltari był wcześniej w Konstantynopolu. Widział stare miasto, a stojąc przed murami oczami wyobraźni zapewne obserwował i samo oblężenie ;-) W książce podał mnóstwo informacji, o których wiedzę mógł zaczerpnąć tylko albo bezpośrednio z greckich kronik, albo z książek bardzo dokładnie je streszczających. W okresie wydania "Czarnego anioła" zdobycie takiej wiedzy było daleko trudniejsze niż dzisiaj, gdy - w dobie internetu - nadal nie należy to do rzeczy łatwych. Nie mógł zasięgnąć informacji z książek wydanych po fińsku czy szwedzku, czytał zatem w obcym języku. Jestem diablo ciekawy z czego konkretnie korzystał, w każdym razie musiał zadać sobie nieco trudu, żeby dotrzeć do źródeł. I poświęcić dużo czasu na ich gruntowne przestudiowanie i zrozumienie realiów. W połączeniu z faktem, że Waltari nie umiejscawiał akcji swych powieści historycznych w jednym okresie i miejscu (i do pisania wszystkich solidnie się przygotowywał) robi to na mnie naprawdę duże wrażenie.

Zgadzam się, że "Czarny anioł" to nie jest najlepsza książka w dorobku Fina, mimo że mnie jest zdecydowanie najbliższa. Najlepsza jest wymieniona (i nieprzebrnięta ;-) ) przez Córkę "Trylogia rzymska".

I jeszcze słówko na temat owej niemożliwości "przebrnięcia" przez jakąś książkę - każdy z nas chyba dobrze to zna, ja na przykład do dzisiaj nie dałem rady przekroczyć setnej strony "Braci Karamazow" mimo że Dostojewskiego lubię i wierzę, że to doskonała książka. Ale nie mogę i już. Może kiedyś.
Mimo wszystko myślę, że czytanie czegoś na siłę nie ma sensu, nawet jeśli omija nas przez to "coś" ważnego.

A na koniec ciekawostka - "Czarny anioł" ma kontynuację. A właściwie prequel, mimo że rzecz ukazała się dopiero po śmierci autora. Książeczka nazywa się "Młody Jan" i niestety nie została przełożona z fińskiego. W każdym razie od czasu do czasu lubię sobie wyobrażać jak mogłaby się zaczynać. Albo kończyć ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-05-10, 20:29

Paleolog napisał/a:
W każdym razie od czasu do czasu lubię sobie wyobrażać jak mogłaby się zaczynać. Albo kończyć


Wystarczy poświęcić czas na naukę fińskiego i nie będziesz musiał sobie tylko wyobrażać. :)

Paleolog - 2010-05-10, 20:54

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Wystarczy poświęcić czas na naukę fińskiego i nie będziesz musiał sobie tylko wyobrażać. :)


Mimo wszystko mój entuzjazm ma jednak pewne granice :D

Córka Lavransa - 2010-05-10, 21:10

Uczniu, w wydaniu Książnicy z 2007 roku "Trylogia" liczy sobie 830 stron - i, zaznaczam, nie 14-tką, tylko jakimś petitem... Trochę tych pagórków jednak jest. :) A nuż się kiedyś zawezmę i przebrnę - jak Bilbo - tam i z powrotem. :)

Natomiast - a-ha!!! - przypomniało mi się, że przecież pan Waltari jest także autorem "Karin, córki Monsa". Przeczytałam, zapewne z sentymentu do córek wszelakich :mrgreen: i nawet mi się podobało. Może więc jest nadzieja... :)

Nina - 2010-09-18, 14:51

Witam wszystkich.
Egipcjanin Sinuhe ,to książka,którą czytałam jeden raz,jakiś rok temu i wiem,że na pewno jeszcze do niej wrócę.Dla mnie wspaniała opowieść,zachęciłam nawet moją 10-letnią córkę do jej przeczytania i przeczytała ,co mnie bardzo cieszy.Pewnie też wróci do niej kiedyś.
Przeczytanie tej książki utwierdziło mnie w przekonaniu,że miara wszystkiego musi się wypełnić,a kiedy się wypełni,to następuje jakiś zwrot wydarzeń,albo niekoniecznie zwrot, itd.
Czy warto walczyć z przeznaczeniem?

Ravena - 2010-09-21, 19:26

Cytat:
Czy warto walczyć z przeznaczeniem?

A nie? Dla mnie sama idea przeznaczenia jest odstręczająca. Co komu przeznaczone to go nie minie? Och, strasznie mnie to irytuje. Mam zbyt wiele niezależnego ducha i przekory w sobie, żeby pokornie godzić się na podobną ideę. Dla mnie jednak "Jesteś kowalem swojego losu" i "Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz" to bardziej przekonywujące maksymy. Dlatego też jakkolwiek cenię literackość tej konkretnej powieści Waltariego, to już jednak klimat nie bardzo. Bywa nazbyt przytłaczający jak na jedną Wiedźmę! ;-)

M - 2011-03-10, 11:55

Wydawnictwo Książnica zapowiedziało wznowienie "Egipcjanina Sinuhe" na dzień 22.03.2011 r. ale może ulec lekkiej modyfikacji.

Liczba stron: 656
Okładka: Oprawa miękka - broszurowa
Format: 155x230 mm
Cena rynkowa: 39.90 PLN



Swoją drogą fantastyczna okładka :mrgreen:

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-03-10, 13:55

Martinus napisał/a:
Swoją drogą fantastyczna okładka :mrgreen:


Ale ta miękka okładka.... :(

Procella - 2011-03-10, 14:52

No i co tam, że miękka, grunt, że zawartość pyszna. Ja nie kupię, bo mam jakieś stare wydanie w dwóch tomach, ale jeżeli ktoś nie zna - polecam.

Miło Cię widzieć, Martinusie :)

M - 2011-03-10, 15:18

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Ale ta miękka okładka.... :(
Marudzisz, Uczniu :) Jestem w stanie zdzierżyć miękkość okładki dla tak fantastycznej ilustracji :mrgreen:

Procella napisał/a:
Ja nie kupię, bo mam jakieś stare wydanie w dwóch tomach, ale jeżeli ktoś nie zna - polecam.
Ja na pewno kupię, od kilkunastu dni odkładam wszystkie drobniaki do skarbonki, aby zakupić jakąś pozycję. Teraz już wiem jaką :)

Procella napisał/a:
Miło Cię widzieć, Martinusie :)
Mi również miło jest was widzieć :)
Raziel - 2011-03-10, 18:50

Jestem skłonny kupić po zachwytach, ale poczekam aż stanieje.
Procella - 2011-03-10, 19:15

Zawsze możesz poszukać starego wydania w antykwariacie albo na Allegro, powinno być tańsze ;)
Raziel - 2011-03-10, 20:22

Ano faktycznie, dzięki :)
Choć kupowanie zacznie się dopiero, jak uda mi się załapać na kelnera w pobliskim hotelobarze.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-03-10, 20:39

Martinus napisał/a:
Ja na pewno kupię, od kilkunastu dni odkładam wszystkie drobniaki do skarbonki, aby zakupić jakąś pozycję. Teraz już wiem jaką :)


Dla samej zawartości warto kupić, jeśli się nie czytało. Jedna z milszych memu sercu książek, szczerze każdemu polecam, zwłaszcza jeśli preferujecie książki z akcją osadzoną w starożytnym Egipcie. :)

M - 2011-03-13, 16:05

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Dla samej zawartości warto kupić, jeśli się nie czytało. Jedna z milszych memu sercu książek, szczerze każdemu polecam, zwłaszcza jeśli preferujecie książki z akcją osadzoną w starożytnym Egipcie. :)
Tak naprawdę, na lekturę tej książki czekam od paru lat. Ciąg zdarzeń nie pozwala mi jednak po nią sięgnąć. Wiem, że bez problemu mógłbym ją wypożyczyć z biblioteki czy też kupić w antykwariacie lub na Allegro. Problem jednak polega na tym, że biblioteki staram się omijać jak największym łukiem, a na Allegro i w antykwariatach pojawiają się w zasadzie tylko stare wysłużone egzemplarze wydrukowane jeszcze w poprzedniej epoce ;-) Dlatego też, tak niezmiernie cieszy mnie wznowienie tej pozycji przez Książnicę. Szkoda tylko, że nie będzie edycji w twardej oprawie, ale kapitalna okładka mi to w 100% zrekompensuje :)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-03-13, 18:06

Martinus napisał/a:
a na Allegro i w antykwariatach pojawiają się w zasadzie tylko stare wysłużone egzemplarze wydrukowane jeszcze w poprzedniej epoce


Dziwię się temu. Wiele książek można natrafić w dobrym stanie i we względnie nowych wydaniach a Egipcjanin, mimo, że dwukrotnie wydany był przez Książnice w twardych okładkach praktycznie się nie pojawia na allegro w tej wersji.

M - 2011-03-13, 18:46

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Martinus napisał/a:
a na Allegro i w antykwariatach pojawiają się w zasadzie tylko stare wysłużone egzemplarze wydrukowane jeszcze w poprzedniej epoce


Dziwię się temu. Wiele książek można natrafić w dobrym stanie i we względnie nowych wydaniach a Egipcjanin, mimo, że dwukrotnie wydany był przez Książnice w twardych okładkach praktycznie się nie pojawia na allegro w tej wersji.
A ja się temu nie dziwie. Podejrzewam, że najzwyczajniej w świecie ludzie posiadający egzemplarz "Egipcjanina Sinuhe" uważają go za świetną książkę, którą grzechem jest pozbywać się z domowej biblioteczki i robią wszystko, aby powyższa pozycja nadal zajmowała zaszczytne miejsce na półce na ścianie lub na regale ;-)
Ja podobnie mam z "Trylogią rzymską" Waltariego. To zdecydowanie jedna z najważniejszych książek na mojej półce książkowej.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-03-13, 19:27

Bardzo możliwe, że masz rację. Też mi to przyszło do głowy.

Martinus napisał/a:
Ja podobnie mam z "Trylogią rzymską" Waltariego.


Też sobie kupiłem jakiś czas temu. :)

Procella - 2011-03-13, 19:39

Martinus napisał/a:
stare wysłużone egzemplarze wydrukowane jeszcze w poprzedniej epoce

Takie są najfajniejsze!
Martinus napisał/a:
biblioteki staram się omijać jak największym łukiem
A to przecież jeden z najlepszych wynalazków w historii... :shock:
M - 2011-03-13, 21:18

Procella napisał/a:
Martinus napisał/a:
stare wysłużone egzemplarze wydrukowane jeszcze w poprzedniej epoce

Takie są najfajniejsze!
Absolutnie nie. Stare, pożółkłe kartki, śmierdzące kurzem, wilgocią i stęchlizną zamkniętych pomieszczeń pełnych wilgoci, grzybów i innego rodzaju mikroskopijnych paskudztw. Zdecydowanie wolę nowe wydania.

Procella napisał/a:
Martinus napisał/a:
biblioteki staram się omijać jak największym łukiem
A to przecież jeden z najlepszych wynalazków w historii... :shock:
Zależy dla kogo. W zamierzchłych czasach uczęszczałem do nich bardzo często, ale wtedy czytałem jedną książkę na dwa dni. Obecnie takiego tempa nie mam, więc zaległości na półce są znaczne. A po co mam pożyczać, skoro mam długą kolejkę własnych książek? Poza tym, nie lubię trzymać w rękach książek, które nie wiadomo kto wcześniej wypożyczył. Wielokrotnie trafiałem na egzemplarze poplamione, zabrudzone, z kartkami posklejanymi dziwną substancją, z pozostawionymi włosami itd. Dziękuję, ja wysiadam :)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-03-14, 18:21

Cytat:
Absolutnie nie. Stare, pożółkłe kartki, śmierdzące kurzem, wilgocią i stęchlizną zamkniętych pomieszczeń pełnych wilgoci, grzybów i innego rodzaju mikroskopijnych paskudztw. Zdecydowanie wolę nowe wydania.


To jest u mnie taki paradoks. Kupując książkę lubię gdy jest nowa, świeża, najlepiej w twardej okładce. Żeby jej stan był bliski ideałowi. Natomiast wypożyczając w bibliotece to nawet przeciwnie, takie starsze, pożółkłe, zaczytane, czasem z wypadającymi kartkami zdecydowanie lepiej mi się czyta niż te nowsze. :)

Procella - 2011-03-14, 19:02

A ja nawet przy kupowaniu czasem wybieram egzemplarz używany, nie tylko ze względu na cenę. Po prostu strasznie mi się podobają ksiazki z pozółkłymi kartkami, noszące ślady wieku i używania. Niekoniecznie wszystkie od razu śmierdzą...
ajaxen - 2011-03-20, 21:24

Ja mam podobnie jak Martinus :) Książka ta chodzi za mną już od dobrych kilku lat i ciągle nie mogę się za nią wziąć. Sam nie wiem czemu tak, mimo wielu pochlebnych recenzji zawsze jakoś znajdę coś co wolę czytać niż "Egipcjanin Sinuhe" Może przez to, że jak w bibliotece widziałem dwa grube tomy tego dzieła to mi się odechciewało tego czytać :D Dlatego cieszę się na to nowe wydanie, bo będzie okazja, żeby kupić tę książkę, a jak w końcu kupię to na pewno w ciągu kilku miesięcy przeczytam.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-03-21, 11:20

ajaxen napisał/a:
Dlatego cieszę się na to nowe wydanie, bo będzie okazja, żeby kupić tę książkę, a jak w końcu kupię to na pewno w ciągu kilku miesięcy przeczytam.


Warto przeczytać, po raz kolejny to powtórzę. Za mną książka nie chodziła. Długo nie wiedziałem o jej istnieniu. Wziąłem do ręki, gdyż wcześniej siostra zakupiła egzemplarz wydany przez Książnicę jakiś czas temu. Wziąłem, bo lubię książki, których akcja rozgrywa się w starożytnym Egipcie. Wziąłem i książka niesamowicie mnie zaskoczyła. W pozytywnym sensie. Świetnie napisana opowieść, ciekawi bohaterowie. Może trochę melancholijna, ale książka ma to wszystko, co powinna posiadać dobra powieść.

W moim przypadku nie miałem żadnych oczekiwań co do Egipcjanina. Zabrałem się za książkę, kiedy była mi jeszcze nie znaną. A odłożyłem z myślą, że nigdy już o niej nie zapomnę. :)

M - 2011-05-20, 14:56

Jestem właśnie świeżo po lekturze "Egipcjanina Sinuhe", więc może dorzucę coś od siebie.

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
książka niesamowicie mnie zaskoczyła. W pozytywnym sensie. Świetnie napisana opowieść, ciekawi bohaterowie. Może trochę melancholijna, ale książka ma to wszystko, co powinna posiadać dobra powieść.
W zasadzie mógłbym się pod tym podpisać obiema rękami i obiema nogami, gdybym umiał to robić ;-) Książkę faktycznie bardzo dobrze się czyta, choć odnoszę wrażenie, że ostatnia część powieści jest już nieco słabsza. Tak jakby jej poziom systematycznie opadał - od bardzo dobrego początku, przez dobry środek, po średnie zakończenie. Nie wiem z czego to się bierze, ale jakoś pod koniec ciężej mi się czytało - nie umiałem się już tak wczuć w akcję, książka już tak nie wciągała, a i fabuła była chyba pisana tak trochę "na siłę". Takie są moje odczucia. Niemniej, książkę oceniam bardzo wysoko.

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
W moim przypadku nie miałem żadnych oczekiwań co do Egipcjanina. Zabrałem się za książkę, kiedy była mi jeszcze nie znaną. A odłożyłem z myślą, że nigdy już o niej nie zapomnę. :)
U mnie sytuacja przedstawia się nieco odmiennie. Waltariego znałem już z rewelacyjnej "Trylogii rzymskiej", więc do czytania "Egipcjanina Sinuhe" przystępowałem z nieco innego pułapu. Dodatkowo byłem mocno podłechtany świetnymi recenzjami forumowiczów z FK. W związku z tym, nastawiony na czytanie byłem bardzo mocno i być może stąd się wzięło moje małe rozczarowanie (zwłaszcza końcówką). "Trylogia rzymska" bardzo wysoko postawiła mi poprzeczkę i moim zdaniem "Egipcjanin Sinuhe" jej nie sprostał, bo po prostu nie był w stanie tej poprzeczki przeskoczyć. Niemniej, to bardzo dobra powieść, ale jednak bez rewelacji. Dla mnie "Trylogia rzymska" nadal jest No 1 w powieściach Waltariego :)

P.S. A ten temat nie powinien być w dziale "Powieść historyczna"? :)

Paleolog - 2011-05-20, 17:43

Martinus napisał/a:
P.S. A ten temat nie powinien być w dziale "Powieść historyczna"? :)


Nie powinien.

"Wojna i pokój" też nie jest w dziale powieści historycznej ;-)


Zgadzam się natomiast, że z perspektywy znakomitej "Trylogii rzymskiej" przygody Shinuego mogą wyglądać nieco mniej pasjonująco, niż czytane w odwrotnej kolejności.

O ile mniej - o tym nie będzie mi się dane przekonać, ponieważ ja "Egipcjanina..." na własne szczęście przeczytałem dużo wcześniej.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-05-23, 11:52

Martinus napisał/a:
"Trylogia rzymska" bardzo wysoko postawiła mi poprzeczkę i moim zdaniem "Egipcjanin Sinuhe" jej nie sprostał, bo po prostu nie był w stanie tej poprzeczki przeskoczyć.


W zasadzie wszystko jest we właściwej kolejności, bo oznacza, że autor z książki na książkę utrzymywał, a nawet jeszcze wzbogacił świetny styl. Egipcjanin napisany był dużo wcześniej. Właściwiej więc należałoby rzecz, że to Trylogia z powodzeniem sprostała wysokiej poprzeczce ustawionej przez Egipcjanina Sinuhe. :)

Niby to prawie to samo, ale tak jak w świetnym skeczu Laskowika:

- Koło się zepsuło.
- A nie można powiedzieć, że trzy są dobre?
- Przecież to to samo.
- Ale jak brzmi! Trzy dobre!!

Loki - 2011-09-23, 12:03

Oj, uwielbiam Waltariego :) "Egipcjanina..." pożarłam, kiedy miałam 9 lat i od tego czasu wzdycham, jak tylko słyszę o tym tytule ^^ Co prawda czytałam tylko raz, ale i tak zrobił na mnie duże wrażenie. Moja rodzicielka ma na półce niedawno zakupioną "Trylogię Rzymską", więc dużo czasu nie minie, jak ją przeczytam :)
Aura - 2011-09-23, 14:06

Niedawno wypożyczyłam "Egipcjanina..." z biblioteki ;-) Ciekawe, czy mi się spodoba :-P
Bruixa - 2011-09-23, 20:02

Córka Lavransa napisał/a:

Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po "Egipcjanina Sinuhe", byłam chyba po prostu za młoda. Było to pod koniec szkoły podstawowej i wydawało mi się, że to będzie ładna opowieść o Egipcie, coś jak "Śliczna Tamit" Ewy Nowackiej może... Jak łatwo się domyślić, szybko się zniechęciłam.
Po drodze do drugiego podejścia obejrzałam film, który okropnie mi się dłużył. Skutkiem tego do książki podchodziłam już mocno zniechęcona i znowu mi się nie udało.[...]

Pierwszy raz przeczytałam "Egipcjanina..." w wieku 13 lat bodajże i od razu mi się spodobał mimo że w tym samym mniej więcej czasie czytywałam z przyjemnością książki Nowackiej. Podejrzewam więc, że nie w wieku problem, a w takich czy innych upodobaniach czytelniczych.
Co do filmu - była chyba tylko jedna ekranizacja, hollywoodzka z lat 50' czy 60', kiepska i nie dziwota, że mogła zniechęcić.
Gdy mowa o powieściach historycznych Waltariego, to ja na pierwszym miejscu stawiam "Egipcjanina Sinuhe", a potem "Czarnego anioła". Jakoś najsilniej na mnie podziałały, może dlatego, że zetknęłam się z nimi w młodym wieku.
"Trylogię rzymską" czytałam całkiem niedawno i nie wywarła na mnie aż takiego wrażenia. W pierwszej części nie bardzo mi leżała forma epistolarna, a do szału doprowadzała ta kapryśna Żydówka, która się uczepiła bohatera jak rzep psiego ogona. Następne były ciekawsze - zwłaszcza interesujące było porównanie z "Quo vadis", to, jak odmiennie przedstawił Waltari niektóre postacie historyczne i pożąr Rzymu. Ale bohater mnie zbulwersował: przez dłuższy czas wydaje się sympatyczny, a potem... zgroza :shock:

Raziel - 2012-06-24, 21:53

Kilka minut temu zamknąłem "Egipcjanina Sinuhe". Bardzo poruszająca książka, którą długo się delektowałem. Nie dlatego, że źle się ją czyta - wolałem tę przyjemność przeciągnąć.
Waltari urzeka oddaniem klimatu Egiptu i okolic, nie malujących jednak wyidealizowanych pejzaży. Świat nierzadko bywa brutalny - czy to w postaci dzikich żołnierzy każdej armii czy to kreteńskiego boga. Najbardziej jednak poruszają bohaterowie
Spoiler:
przegrany Sinuhe, chorobliwie ambitny Horemheb, zaślepiony Echnaton czy mój faworyt - rozbrajający Kaptah

Ciężko mi się teraz długo rozpisać, a jutro pewnie zapomnę, więc dodam tylko, że mało książek tak mocno działa na moje emocje i napawa taką melancholią. Autentycznie współczułem tytułowemu bohaterowie, jak i czułem gniew.

Tifa Lockhart - 2012-08-05, 16:23

Kilka dni już minęło odkąd zamknęłam przepastną knigę- ''Trylogię Rzymską'', ale dopiero teraz zebrałam się, aby coś o tym napisać. Musiałam jeszcze znaleźć karteluszki z notatkami wśród książek z bajkami. :-P Początkowo trudno było mi się wciągnąć. Czytałam sobie tu stronę, tam stronę i jako nie miałam ochoty na więcej. Ale potem czekałam w kolejce do lekarza i przepadłam. :mg: Nie mogłam się oderwać. Zniknęła gdzieś poczekalnia, razem z bohaterem znajdowałam się tuż przy umierającym Chrystusie i w tych wszystkich miejscach. :) Marek Mezencjusz to dosyć ciekawy bohater. Był świadkiem jak Jezus zmartwychwstał, spotykał jego uczniów,( spojler) sam uczynił cud, ale mimo to towarzyszyły mu stale rozterki czy to aby na pewno było prawdą. Współczułam mu, gdy apostołowie nie chcieli go dopuścić do nauk, ponieważ był poganinem. Ale tak sobie myślę, że gdyby od razu stał się głęboko wierzący, to książka zrobiłaby się nudna. ''Rzymianin Mintus'' wywarł na mnie jeszcze większe wrażenie niż pierwszy tom. Czytałam z wypiekami na twarzy, nie mogłam się doczekać co się wydarzy na kolejnych stronach. A przez ostatnią część- ''Mój syn Juliusz'' to wprost przeleciałam raz dwa, tak świetnie mi się czytało. :) Minutus był momentami tak naiwny,że aż mnie to denerwowało czasem. Waltari interesująco przedstawił postać Nerona. Wpierw idealne dziecko, które z biegiem czasu wyrosło na okrutnego człowieka. Podobała mi się też zgryźliwość Minutusa, szczególnie w epilogu dotycząca chrztu. :D


Hmm, jak sobie coś przypomnę, to jeszcze dopiszę. :)

M - 2012-08-06, 08:24

Cieszą mnie pozytywne słowa na temat jednej z moich ulubionych książek ;-) Aż się chce ścisnąć dłonie i niemal wykrzyczeć z radością "A nie mówiłem?" ;-) Osobiście też do tej książki podchodziłem jak do jeża. I jakim byłbym dzisiaj ignorantem w dyskusjach o powieściach historycznych! Nie znać Waltariego to tak jakby oceniać, czy znać beletrystykę historyczną tylko przez pryzmat znajomości produktów powieściopodobnych wypuszczanych hurtowo przez niektóre wydawnictwa. Piszę to tak, ogólnie, bez robienia osobistych wycieczek.

Waltari to dziś klasyk. Można go uwielbiać (jak autor tego posta :mrgreen: ) albo nie trawić. Ale znać trzeba, taka jest prawda. Chyba, że przebywanie w stanie błogiej ignorancji sprawia komuś przyjemność. Na to już lekarstwa nie ma ;-)

Wiele ciekawych ksiązek zalega nie czytanych w bibliotekach. Za to zaczytywane są na śmierć "produkty" np. Fabryki Słów, romanse Barbary Cartland czy Danielle Steel itd. To o niczym szczególnym nie świadczy (chociaż mam swoją teorię, którą już chyba nawet gdzieś na forum wyłuszczałem ;-)). Ja, w zasadzie cieszę się z tego. Fakt, że Waltariego nie zna jakaś oszałamiająca liczba ludzi daje mi jakieś, być może chore, poczucie przynależności do tej elity (piszę to zupełnie serio), która go zna i stoi przez to na poziomie wyższym od tych, którzy nie znają i przebywają w słodkiej nieświadomości istnienia tej wspaniałej literatury ;-)

Aura - 2012-08-12, 17:19

O, nie napisałam, czy mi się podobało ; )

Co tu dużo pisać. "Egipcjanin Sinuhe" spodobał mi się bardzo, pochłonęłam go bardzo szybko. Pięknie został przedstawiony starożytny świat. Do tego ta nutka nostalgii... wiele fragmentów bardzo mnie wzruszyło.
Polubiłam głównego bohatera, był taki "ludzki", popełniał błędy, dawał się ponieść emocjom, a jednocześnie był dobrym i mądrym człowiekiem. Było mi go bardzo żal...
Pojawiały się też sceny "do śmiechu", popieram jednego z przedmówców, Kaptah był świetny! :)
Książka napisana na tyle lekko, że chyba można ją czytać w każdym wieku, zarówno dla dziecka, jak i dla osoby dorosłej.
Chętnie przeczytam inne książki tego Autora.

Paleolog - 2012-08-14, 14:14

M napisał/a:
Cieszą mnie pozytywne słowa na temat jednej z moich ulubionych książek ;-) Aż się chce ścisnąć dłonie i niemal wykrzyczeć z radością "A nie mówiłem?" ;-) Osobiście też do tej książki podchodziłem jak do jeża. I jakim byłbym dzisiaj ignorantem w dyskusjach o powieściach historycznych! Nie znać Waltariego to tak jakby oceniać, czy znać beletrystykę historyczną tylko przez pryzmat znajomości produktów powieściopodobnych wypuszczanych hurtowo przez niektóre wydawnictwa.


Podpisuję się. Waltari to geniusz. A kiedy już się go polubi to nawet to, że
Tifa Lockhart napisał/a:
Minutus był momentami tak naiwny,że aż mnie to denerwowało czasem
przestaje przeszkadzać. Zresztą naiwność głównych bohaterów, to trochę taki znak firmowy Waltariego. Nie wiem jak inni, ale ja to kupuję :)
Raziel - 2012-10-07, 18:40

Skończyłem przed chwilą Trylogię Rzymską. Prawdę mówiąc spodziewałem się nieco więcej po doskonałym "Egipcjaninie Sinuhe"... Choć oczywiście całość na bardzo wysokim poziomie. Pierwszy tom zdaje się nieco bardziej interesujący, głównie ze względu na rozterki głównego bohatera i świetnie pokazane zdezorientowanie uczniów. Gdyby wyrzucić pewną Żydówkę powiedziałbym, że to poziom egpiskiej powieści. Ciut gorzej, choć też bardzo dobrze wypadają dwa kolejne tomy. Nie ze względu na opis Rzymu czy postaci pobocznych, bo te są świetne, ale główny bohater wybitnie mnie irytował. Albo naiwny, albo głupi, albo zachowujący się jak ostatnie ścierwo :
Spoiler:
co z tego, że zginęli moi bliscy, Neron dalej mój ziom

Szkoda, szkoda... aczkolwiek całość bym ocenił na 8/10, a poza tym cykl ten na nowo obudził w moich rodzicach pasję czytania, także oceniam tym bardziej pozytywnie ;)

Paleolog - 2012-10-09, 10:33

Raziel napisał/a:
Albo naiwny, albo głupi, albo zachowujący się jak ostatnie ścierwo


Skoro to Waltari, to musowo naiwny, choć i tak moim zdaniem daleko mu do poziomu naiwności Shinue czy Mikaela Karvajalki...

Można się z tym pogodzić i polubić, albo zawsze w powieściach Waltariego coś będzie zgrzytać, jak ziarnko piasku w kaszy.
Wybór należy do Ciebie ;)

Raziel - 2012-10-09, 14:45

Póki co w "podobaniu" ma bilans 4 : 1 (poza Turmsem wszystko co czytałem mi się podobało), więc będę czytał dalej ;)
Paleolog - 2012-10-09, 20:01

Do 'Turmsa' też musiałem się trochę przemóc, chociaż zakończenie mi się podobało. No i jest tam dialog, który utkwił mi w pamięci i dołączył do mojej kolekcji ulubionych książkowych cytatów, idzie mniej więcej w ten sposób:

- Mistrzu, dlaczego ten koń jest niebieski?
- Bo on był niebieski, kiedy go ujrzałem.
- Ale... nigdy nie widziałem niebieskiego konia.
- W takim razie bardzo mi Ciebie żal, przyjacielu

Ładne :)

Oczywiście Waltari tyle pisał i były to tak różnorodne książki, że siłą rzeczy poziom musiał być nierówny. Mniej lubię "Cztery zmierzchy" i "Obcy, przyszedł na farmę", to po prostu 'inne' książki. A przez "Karin, córka Monsa" zwyczajnie nie przebrnąłem.

Raziel - 2012-10-09, 21:06

Ja się przy "Turmsie..." niestety poddałem, mimo, że byłem w okolicach 3/4 już. Po prostu męczenie na siłę przez zaciśnięte zęby przegrało z inymi książkami.
StaszekAlcatras - 2013-02-18, 22:48

Widze,że Egipcjanin ma sporo zwolenników na tym forum. Ja też przeczytałem kilkakrotnie tą książke. Czytałem jeszcze "Czarnego Anioła" ale jdenak to już nie to.
pinka1801 - 2013-02-26, 13:33

Ja czytałam tylko "Egipcjanina Sinuhe" oraz "Mikaela Karvajalkę" (no i automatycznie, "Mikaela El Hakima"). Wszystko na przełomie podstawówki i gimnazjum. Bardzo mi się podobało i od tamtej pory kilkakrotnie do tych książek wracałam. Szczególnie do Sinuhego. Jakoś ten Egipt mnie urzekł. Chociaż fakt, głównego bohatera miałam ochotę za nie-powiem-co powiesić, a jeszcze bardziej mnie ręka świerzbiła przy Mikaelu. Uch! Ale i tak mi się podobało :) Z kolei do Trylogii Rzymskiej zabieram się jak pies do jeża, nie wiem, jakoś nie mogę się zmobilizować. :P
Monikucha - 2014-05-29, 21:41

Moje pierwsze zetknięcie z Waltarim to Egipcjanin Sinuhe, miałam jakieś 13-14 lat, pamiętam tylko tyle, że książka bardzo mnie wciągnęła. Może to już czas najwyższy aby odświeżyć sobie pamięć? Waltariego po prostu uwielbiam, przeczytałam wszystko co zostało przetłumaczone na język polski i udało mi się kupić. Czarnego Anioła przeczytałam dwa razy i pewnie przeczytam jeszcze nie raz. Po skończeniu Trylogii rzymskiej odczułam ogromny smutek i pustkę, długo czułam się jakbym coś straciła, tak zżyłam się z bohaterami, książkami byłam po prostu zachwycona. Miałam wtedy 19 lat, kończyłam liceum, matury, a ja czytałam Waltariego. Trylogie dostałam w prezencie urodzinowym od mamy. Ostatnio zostały wydane 3 kryminały Waltariego, jak dla mnie było to dosyć ciekawe doświadczenie, nie wiem na ile Waltari oddał pracę policji w tamtych czasach, ale wtedy nie mieli badań DNA i nowoczesnej technologii, która pomaga w łapaniu złoczyńców.
Bruixa - 2014-06-01, 22:01

Monikucha napisał/a:
Ostatnio zostały wydane 3 kryminały Waltariego, jak dla mnie było to dosyć ciekawe doświadczenie, nie wiem na ile Waltari oddał pracę policji w tamtych czasach, ale wtedy nie mieli badań DNA i nowoczesnej technologii, która pomaga w łapaniu złoczyńców.
Przeczytałam je bodaj w zeszłym roku, rzeczywiście, ciekawe. Trochę staroświeckie, ale z klimatem, a komisarz Palmu to specyficzny okaz.
aybige - 2016-11-08, 19:28

Dzisiaj skończyłam "Egipcjanina Sinuhe". Dawno się tak nie męczyłam z książką. Zazwyczaj jeśli powieść mnie nudzi, po prostu nie czytam dalej, ale w tym przypadku zainteresowała mnie treść. I czytałam... i czytałam...
I w ten sposób Sinuhe stał się najgorszym bohaterem literackim, z jakim miałam do czynienia. Plasuje się tuż obok Wertera, ale nie mam pojęcia, któremu oddać palnę pierwszeństwa. On jest przede wszystkim niewiarygodny, jakby chciał się "wybielić". Poza tym te jego "filozoficzne" rozważania to było ciągle błędne koło, ależ się przy nich męczyłam. Kiedy czasem odrywał się od własnych rozmyślań i zaczynał opisywać rzeczywistość jak reporter (np. scena batalistyczna pomiędzy Egipcjanami i Hetytami), nagle zaczynałam się wciągać. Ale potem znowu była ta gadanina o niczym.
Świetne postacie Echnatona, Kaptaha i Horemheba. W ogóle, może gdyby ta powieść napisana została w trzeciej osobie, czytałoby się lepiej, bo kiedy nielubiany bohater jest narratorem, pojawia się problem. Styl powieści też bez polotu, co nie ułatwiało czytania.
Więcej napisałam tutaj i trochę się dziwię, że wszyscy oceniają tę książkę tak wysoko, bo jest dobra, ale nie ma się czym zachwycać i dużo jej brakuje.

ren - 2016-11-09, 21:01

Oczywiście, że Sinuhe jest niewiarygodnym, nieobiektywnym narratorem, to w końcu jego pamiętnik. Ja go lubiłam, ale to na pewno silnie polaryzująca postać. Wymieniona trójka Twoich ulubionych bohaterów jest rzeczywiście fantastyczna, szczególnie Kaptah, mój faworyt. Ja jeszcze bardzo lubiłam Muti i Totmesa, chociaż on miał ledwie kilka epizodów. A jeśli uważasz, że Mikael jest najgorszy, to nie czytaj "Mikaela Karvajalki", tam to dopiero główny bohater irytuje... :D

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group