Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Książki - Ekranizacja książki

pineapple - 2009-08-20, 17:28
Temat postu: Ekranizacja książki
Ostatnimi czasy byłam w kinie na filmie "Anioły i Demony", po wyjściu z seansu byłam bardzo zadowolona i nie załowałam pieniędzy wydanych na bilet.
Po kilku dniach dostałam na prezent książkę "Anioły i Demony". Z zapartym tchem wzięłam się za jej lekturę. Niestety im dalej wgłębiałam się w treść książki tym bardziej byłam rozczarowana ekranizacją. Ja rozumiem, że niektóre fakty mogą się różnić, lecz kiedy dowiadujesz się, iż te najważniejsze rzeczy zostały calkiem przez scenarzystę przekształcone dopada Cię tzw. niesmak.
Co sądzicie o ekranizacjach książek? Czy zdarzyło się Wam taka sytuacja jak mnie? Albo może znacie przypadek kiedy książka i ekranizacja to całkowita spójność?

Tina - 2009-08-20, 17:50

Lubię oglądać ekranizacje, zawsze jestem ich ciekawa, jak przedstawia się ta wizja reżysera. Często jestem zwiedzona, ale niektóre filmy miło mnie zaskoczyły.
Bardzo spodobała mi się ekranizacja "Gwiezdnego pyłu" - jest jednocześnie wierna książce, ale jako odrębny film w pełni się broni, ciekawa, rozumiała, ładna. Podobnie jest z "Władcą Pierścieni" i po części "Pachnidłem".
Nie przepadam za dużą rozbieżnością między filmem a książką, choć niektóre adaptacje bywają ciekawe. Zdecydowanie najwierniejszym książce filmem jaki oglądałam jest "Przenicowany świat" Bondarczuka, ale to wcale nie jest zaletą, bo przez to bardzo się ciągnie i jest nudny, niektóre elementy mimo wszystko trzeba w filmie pominąć.
Sentyment mam do "Harry'ego Pottera" i lubię wracać do tych filmów, mimo iż jakoś mnie nie zachwyciły (chyba, że część szósta, która jest świetnie zrealizowana). Najpierw widziałam filmy, potem przeczytałam ksiażki i to właśnie dzięki filmom polubiłam świat stworzony przez Rowling.
"Anioły i Demony" chciałam obejrzeć, ale usłyszawszy, że w porównaniu do książki film nie jest zbyt dobry, doszłam do wniosku, że szkoda mi czasu.
Za kompletną porażkę uważam na przykład "Atramentowe serce", twórcom nawet w niewielkim stopniu nie udało się oddać magii książki.

Wiele filmów, zachęciło mnie do sięgnięcia po książkę. Iwaszkiewicza zaczęłam czytać zainteresowana ekranizacjami Wajdy. Od dłuższego czasu planuję też sięgnąć po "Imię róży" Eco, "Pornografię" Gombrowicza, "Lot nad kukułczym gniazdem" Kensey'a, ponieważ spodobały/zaciekawiły mnie ekranizacje. Zresztą, przeważnie mam ochotę przeczytać sfilmowaną książkę/opowiadanie, aby porównać jedno z drugim.

Zołzikiewicz - 2009-08-20, 18:35

Przed ekranizacjami książek zawsze są duże oczekiwania. Szczególnie jeśli książka odniosła sukces. To czy film porównujemy do książki czy odwrotnie zależy od tego co pierwsze wpadnie w ręce. I np podczas oglądania filmu jest "w książce było inaczej" itp.
No kilka ekranizacji widziałam i w sumie u mnie to było bez różnicy czy przed książką czy po książce - ona i tak zawsze wygrywała. Jednak filmowcy nie mogą zrobić 10godzinnego filmu tylko mają o wiele mniej, przez to muszą ucinać wątki. Nie ma na to rady. Ukłon w ich stronę gdy utną te poboczne, a główna fabuła pozostanie ta sama. Chociaż to się rzadko zdarza. Pomijają co tylko mogą. I kończy się to tak, że osoba nieznająca książki dostaje taki sobie film, a czytelnik... no g*wno. Niestety trzeba się z tym liczyć. Ile jest nie udanych ekranizacji? Niewiele, nie okłamujmy się.
Dlatego warto traktować to z przymrużeniem oka. Gorzej jak mimo to nerwy człowieka zżerają z powodu głupiej ekranizacji, a bo i tak się zdarza.

Panna Jeż - 2009-08-21, 14:52

U mnie jest zazwyczaj tak, że jeśli pierwszą czytałam książkę, ekranizacja w 90% przypadków mi się nie podoba, ale jeśli film obejrzałam przed przeczytaniem książki, zazwyczaj jedno i drugie mi się podoba :) Jakaś taka dziwna zależność ^^

Jedyny właściwie film, który mi się podobał bardziej niż książka to "Malowany welon". Ale nie powiem, by podobał mi się on bardzo :/

Córka Lavransa - 2009-08-21, 18:02

Mnie także z początku "Malowany welon" podobał się bardziej w ekranizacji, może dlatego, że książkę pamiętałam słabo. Kiedy jednak sięgnęłam po nią całkiem niedawno, stwierdziłam, że teraz książka jest dla mnie lepsza. Może rzeczywiście jest tak, że z niektórych książek się wyrasta, a do niektórych trzeba dorosnąć...
Jestem w stanie zaakceptować zmiany w scenariuszu, kiedy jest wiadome, że części książki przedstawić się w filmie nie da - tak jest np. z wyżej wymienionym Harrym Potterem. Filmy są po prostu za krótkie, żeby było w nich wszystko. Ale nie rozumiem sensu wypaczania całej historii, jak w "Aniołach i demonach". Iluminaci - przykro mi to stwierdzić - zostali w tym filmie po prostu wykastrowani, a całość fabuły została sprowadzona do bieganki po kolejnych kościołach. Spłaszczona zupełnie postać kamerlinga... Bardzo nieudana adaptacja.
Jak dotąd jedyny film, który w mojej opinii jest lepszy od książki, to "Milczenie owiec".
A, nie. Przepraszam. Ostatnio do listy dołączył też "Zmierzch". :)

Panna Jeż - 2009-08-22, 01:48

Staram się nie oczekiwać po filmie dokładnego odwzorowania książki <staram się, ale nie powiem, żebym sobie radziła z tym :) > nawet nie o to chodzi mi w przypadku "Malowanego.." a raczej o sposób przedstawienia bohaterki w książce. Miałam wrażenie, że autor albo wyżywa się na niej z powodu jakiegoś zawodu miłosnego w osobistym życiu przedstawiając ją w jak najniekorzystniejszym świetle i przypisując jakąś dziwną motywację i zachowania; albo po prostu ma słabe pojęcie o psychologii. Coś w tym sensie :)
montano - 2009-08-22, 11:57

Ja wręcz jestem zawiedziony, kiedy film jest dokładnym odwzorowaniem książki ;-). Jeśli ktoś decyduje się zekranizować jakąś powieść, to powinien znaleźć do niej jakiś "nowy klucz", odczytać ją w oryginalny sposób, bo inaczej nie ma to dla mnie sensu. To tak jakby ktoś przepisał książkę. A jeśli chodzi o ekranizacje, to genialne były "Brokeback Mountain", "Anioły w Ameryce", "Godziny", "Powiększenie" tez chyba było na podstawie noweli. A jeśli chodzi o polskich twórców, to oczywiście ekranizacje Wajdy (poza nieszczęsną "Zemstą" i "Panem Tadeuszem"), "Wojna polsko-ruska" z tych nowszych. Myślę, że trochę by się tego znalazło ;-).
Córka Lavransa - 2009-08-22, 12:28

Eva del Dolores napisał/a:
Staram się nie oczekiwać po filmie dokładnego odwzorowania książki <staram się, ale nie powiem, żebym sobie radziła z tym :) > nawet nie o to chodzi mi w przypadku "Malowanego.." a raczej o sposób przedstawienia bohaterki w książce. Miałam wrażenie, że autor albo wyżywa się na niej z powodu jakiegoś zawodu miłosnego w osobistym życiu przedstawiając ją w jak najniekorzystniejszym świetle i przypisując jakąś dziwną motywację i zachowania; albo po prostu ma słabe pojęcie o psychologii. Coś w tym sensie :)


Eva, czytałam o tym, że ten pan miał - nazwijmy to delikatnie - niechętny stosunek do kobiet. :) Ale podobało mi się to właśnie też i dlatego, że tak ją przedstawił, bo dość już miałam tych wszechobecnych mądrych i szlachetnych - w końcu takie, jak ona w tej książce, też istnieją. :) Poza tym optymistyczne było to, że trochę zmądrzała na końcu. :)

Montano, te wymienione nieszczęsne to były typowe ekranizacje pt. "zaróbmy na lekturach". Trochę wstyd dla tego pana. A co do nowego klucza - w niektórych przypadkach byłoby lepiej, gdyby go nie szukano. Takie np. "Miasto ślepców" zniechęciło mnie zupełnie do książki. Miałam ja już w bibliotece w ręce parę razy, ale nie zdecydowałam się... Więcej szkody niż pożytku z takiego filmowego "dzieła".

Panna Jeż - 2009-08-22, 13:28

Córka Lavransa napisał/a:
Eva, czytałam o tym, że ten pan miał - nazwijmy to delikatnie - niechętny stosunek do kobiet.

To by tłumaczyło wiele rzeczy :)

Córka Lavransa napisał/a:
Ale podobało mi się to właśnie też i dlatego, że tak ją przedstawił, bo dość już miałam tych wszechobecnych mądrych i szlachetnych - w końcu takie, jak ona w tej książce, też istnieją.

Istnieją zapewne, ale ja i w życiu i w książkach staram się od takich ludzi stronić ;) Nie oznacza to, że lubię tylko kryształowe charaktery, ale tego typu postawy jak w "Malowanym" mierżą mnie szczególnie, nie są ani interesujące ani wartościowe :/ Po prostu byle jakie 8-)

montano napisał/a:
Jeśli ktoś decyduje się zekranizować jakąś powieść, to powinien znaleźć do niej jakiś "nowy klucz", odczytać ją w oryginalny sposób, bo inaczej nie ma to dla mnie sensu.


Tak, tak, owszem, owszem :) Właściwie z dokładnym odwzorowaniem to przesadziłam, niemniej nie lubię gdy film jest jedynie swobodnym nawiązaniem do książki, wtedy uważam, nie ma prawa nosić tego samego tytułu. A z pomniejszych spraw <choć dla mnie nie są one wcale pomniejsze> denerwuje mnie bardzo, gdy aktorzy są niedobrani do postaci.. gdy twórcy nie zadadzą sobie trudu, by sprawdzić, że główna bohaterka była dajmy na to niską, okrągłą brunetką, a nie szczupłą, wysoką blondynką :-/

Córka Lavransa - 2009-08-22, 14:55

Eva del Dolores napisał/a:

To by tłumaczyło wiele rzeczy :)


Taak. :-? Choć przypuszczam, że bardziej niż jego homoseksualizm tłumaczył tę niechęć fakt, że był żonaty i miał córkę... :)

Eva del Dolores napisał/a:

A z pomniejszych spraw <choć dla mnie nie są one wcale pomniejsze> denerwuje mnie bardzo, gdy aktorzy są niedobrani do postaci.. gdy twórcy nie zadadzą sobie trudu, by sprawdzić, że główna bohaterka była dajmy na to niską, okrągłą brunetką, a nie szczupłą, wysoką blondynką :-/


Dokładnie. Nie wiem, czy wiesz, ale jest taki polski film "ESD", na podstawie "Kwiatu kalafiora" - i tam chyba za punkt honoru postawili sobie zadanie totalnej odmiany wszystkich bohaterów. Gaba ma długie ciemne włosy, Ida krótkie, Pyziak jest blondynem... Do dziś nie wiem, co to miało na celu. Komu nie podobało się to, jak tych bohaterów widziała autorka książek i ich czytelniczki?

Panna Jeż - 2009-08-23, 15:29

Córka Lavransa napisał/a:
Nie wiem, czy wiesz, ale jest taki polski film "ESD", na podstawie "Kwiatu kalafiora"

Pierwsze słyszę! Ciekawe gdzie można by go dorwać? Ale skoro jest taki, jak opisujesz, nie wiem czy bym go zdzierżyła :-/

Córka Lavransa - 2009-08-23, 21:52

Taki właśnie jest i pamiętam, że mocno mi się nie podobał. Bliższe info:
http://www.filmweb.pl/f5452/ESD,1986
Jak tam w komentarzach doczytałam, jest też ekranizacja "Kłamczuchy", ale wielbicielki twórczości M. Musierowicz też raczej nie polecają... :D

andy - 2009-08-24, 17:18

Hmm, temacik rzeka i wielokrotnie wałkowany na forach. Jakoś nie widziałem wiernej ekranizacji książki. No może najbliższa była tej od Tolkiena, pomimo pewnych niekonsekwencji i pominięcia wątków. Co do reszty mam mieszane uczucia. O czym z resztą już pisałem i nie zamierzam się tu po raz kolejny powtarzać.
książ - 2009-11-05, 10:44

pineapple napisał/a:
może znacie przypadek kiedy książka i ekranizacja to całkowita spójność?


"Lot nad kukułczym gniazdem". I film i książka równie genialne, a sam film jako ekranizacja też bardzo wierna. A Nicholson do tej roli był po prostu wymarzony;)

lisclistopadowy - 2010-01-04, 11:39

A co powiecie na ekranizacje "Mikołajka". Przecież te male książeczki to lektury dzieciństwa większości z nas. Ja uwielbiałam całą serie naszej księgarni
książ - 2010-01-04, 18:30

Fakt, Mikołajek na ekranie też daje radę;) Czytałem te stare opowiadania jeszcze jako dzieciak i jak teraz byłem w kinie, to aż mi się łezka w oku zakręciła z sentymentu;)
elfka21 - 2010-01-05, 00:22

świetna ekranizacją książki jest zeszłoroczna Opowieść Wigilijna!! naprawde warta obejrzenia nawet jak sama historię znamy na pamięć.
elfrun - 2010-01-17, 19:11

Na mnie ostatnio duze wrazenie wywarla norweska ekranizacja ksiazki Josteina Gaardera "W zwierciadle niejasno". Film jest niezwykly, ma w sobie ten niepowtarzalny klimat dziela norweskiego filozofa. Magiczny obraz. Naprawde warto go zobaczyc.
Ravena - 2010-01-19, 20:31

elfrun napisał/a:
Na mnie ostatnio duze wrazenie wywarla norweska ekranizacja ksiazki Josteina Gaardera "W zwierciadle niejasno"

Chciałabym ja zobaczyć. Książka niegdyś zrobiła na mnie duże wrażenie i do dziś wspominam ją z ogromnym sentymentem. Ciekawie byłoby zobaczyć ja w wersji filmowej.
A równocześnie... Trochę bym się bała, skonfrontować własne wyobrażenie z rzeczywistością ekranu. A jak to było z Tobą Elfie? Sporo różnić pomiędzy książką a filmową opowieścią?

elfrun - 2010-01-23, 02:00

Ravenko ksiazke "W zwierciadle niejasno" czytalam dosc dawno temu a ze nie mam dobrej pamieci pamietalam ja tylko w grubszym zarysie. Wiesz ze uwielbiam ksiazki Gaardera wiec prawie caly czas ktoras z nich sobie podczytuje co sprawilo ze jakos zzylam sie z ich klimatem i mam wrazenie ze teraz mieszkajac od kilku lat w jego ojczyznie lepiej rozumiem jego tworczosc. W filmie odnalazlam ten niezwykly klimat z odrobina chlodu Dalekiej Polnocy. Czytajac ksiazke koncentrowalam sie na rozwazaniach filozoficznych, ogladajac film zylam historia dziewczynki, ktora brutalnie wyrwana ze swojego normalnego zycia musi stanac ze smiercia twarza w twarz. Przezywalam wszystkie jej emocje. Aktorzy grali swietnie. Szczegolnie mloda dziewczyna grajaca Cecylie i Liv Ullmann w roli jej babci. Smutny ale piekny film. Naprawde polecam.
Ravena - 2010-01-23, 19:07

Hm, ciekawe czy będzie dostępna gdzieś w Polsce? Muszę poszukać, bo chętnie bym obejrzała, szczególnie, że tak jak ty Elfie, darzę Gaardera sentymentem szczególnym. A do tej pory nie zetknęłam się z żadną ekranizacją jego książki.
elfrun - 2010-01-23, 22:52

:shock:
Ravenko, to w Polsce nie bylo w kinach "Dziewczyny z pomaranczami"?
Kurcze bylam pewna ze jednak go wyswietlali w naszym kraju. W Norwegii byl w kinach w zeszlym roku i slyszalam wiele bardzo pozytywnych opinii na jego temat. Maja go na DVD w mojej bibliotece wiec pewnie niedlugo uda mi sie go zobaczyc.

Ravena - 2010-01-24, 19:19

Jeśli był, to ja nic na ten temat nie wiem. Ale wydaje mi się, że nie było. Przynajmniej nigdzie w moich okolicach. Usłyszałabym. Chyba. Nie jestem aż tak do tyłu z kinematografią... :->
elfrun - 2010-01-25, 14:07

To szkoda Ravenko bo film wedlug recenzji jest naprawde dobry. Moze jednak byc i tak ze dotrze do Polski z opoznieniem tak jak to bylo z produkcja filmowa o Arnie. Film ten mial swoja premiere w listopadzie 2007 roku a do polskich kin trafil dwa lata pozniej. Tak wiec zanim moi przyjaciele w Polsce udali sie do kin ja moglam ogladac sobie przygody nieustraszonego templariusza na DVD.
lisclistopadowy - 2010-04-30, 15:19

a wiecie co, ostatnio stwierdziłam, ze wolę posłuchać audiobooka niż zobaczyć ekranizację, te drugie nie zawsze są trafione
andy - 2010-04-30, 15:26

lisclistopadowy napisał/a:
te drugie nie zawsze są trafione

W większości, ale nie do końca bo małe przekręty można wybaczyć. Wiernie się nie da przenieść, bo nikt poza paroma by tego nie strawił. Ale umiar jakis być powinien

Panna Jeż - 2010-10-10, 00:02

Najnowsza ekranizacja Dziwnych losów Jane Eyre. Nie mogę się już doczekać, choć głównie na Judi Dench w roli pani Fairfax.
Córka Lavransa - 2010-10-10, 00:52

Eva, może właśnie nadchodzi Twój pan Rochester... :)
Zobaczymy, ja podchodzę do tego trochę jak pies do jeża, tym bardziej, że nie przekonuje mnie zupełnie Mia Wasikowska.

Panna Jeż - 2010-10-10, 01:04

Do Jeża? :hehe: Zobaczymy, jeszcze trochę sobie poczekamy - premiera za pół roku.
Córka Lavransa - 2010-10-10, 13:04

:hehe:

Ale mi się udało - całkowicie, zapewniam Cię, przypadkowo... :mrgreen:

Panna Jeż - 2010-10-10, 17:25

Córko, a oglądałaś jakąś ekranizację Jane Eyre? Bo ja nie. Chyba :roll:
Córka Lavransa - 2010-10-10, 20:14

Oglądałam, właśnie tę z Samanthą Morthon i Ciaranem Hindsem - bardzo mi się podobała. Na początku byłam zdziwiona, że główna bohaterka jest tak nieatrakcyjna, a potem... przeczytałam książkę :oops: i stwierdziłam, że nie wyszło to źle.

Wiem też na pewno (z dobrego historycznego źródła...), że widziałam jako dziewczynka 12 czy 13-letnia wersję z Joan Fontaine i Orsonem Wellesem. Niestety, nic z tej ekranizacji nie pamiętam poza tym, że film bardzo mi się podobał i próbowałam przeczytać książkę. Wtedy się nie udało... :)

Panna Jeż - 2010-10-10, 23:38

W takim razie mam dużą zaległość do nadrobienia. Majaczy mi się, że widziałam fragment filmu z 1996 roku, a na pewno opowiadała mi o nim siostra, ale widać nie zrobił na mnie wrażenia, skoro nie pamiętam... Jest też miniserial sprzed czterech lat. Hmm, gdzie by tu jakąś gotówkę dorwać :-?
Córka Lavransa - 2010-10-11, 20:55

Iiii, tak od razu gotówkę. Najpierw sprawdź, czy warto... :)
(Oczywiście, do niczego nie namawiam :-P )

A ja dziś zaczęłam oglądać "Rozważną i romantyczną" i przez chwilę pomyślałam, że pomyliłam filmy, bo zaczynało się tak trochę zbyt odważnie... :lol:

Panna Jeż - 2010-10-11, 21:57

Gótówkę, bo te 7-10 zł na wypożyczalnię też trzeba mieć. Chyba, że ściągnę z internetu (oczywiście w celach promocyjnych na 24h :lol: )
Ravena - 2010-10-11, 22:13

Co tu się wyprawia... A ja włąśnie odkryłam (o wstrętna niewiedzo!), że istnieje "Eugeniusz Oniegin" z Ralphem Fiennesem. Jak mogłam to przegapić??! :szok: Toteż będę dziś szukać w otchłaniach Internetu, by wzorem Córki sprawdzić czy warto, hehe :-P Po sobotnim balecie strasznie mi się zachciało ponownie przeczytać Oniegina, a że nie mam polskiej wersji pod ręką, zamierzam uraczyć się ekranizacją. Ralph w roli Eugeniusza, to może być ciekawe! ^^
Mizuumi - 2010-10-14, 17:28

Oglądaliście może Piekło pocztowe (ekranizację jednej z książek Terry'ego Pratchetta)?
Córka Lavransa - 2010-10-14, 20:32

Mizuumi, ja całkiem niedawno dowiedziałam się, że coś takiego w ogóle jest. :->
Zamierzam obejrzeć. A ty to widziałaś?

Mizuumi - 2010-10-14, 20:40

Tak, najpierw oglądałam Kolor magii (adaptacja dwóch książek - Koloru magii i Blasku fantastycznego), a później Piekło pocztowe część 2. Części pierwszej jak na razie nie oglądałam. Z tych dwóch ekranizacji bardziej spodobało mi się Piekło pocztowe.
Ravena - 2010-10-14, 22:16

Córka Lavransa napisał/a:
Mizuumi, ja całkiem niedawno dowiedziałam się, że coś takiego w ogóle jest.

To tak jak ja! Dowiedziałam się w Anglii. Wiem, że jest online, ale limity czasowe tak mnie denerwują, że rzadko zdarza mi się oglądać w ten sposób filmy, więcej mam z tego powodu irytacji niż przyjemności.

Córka Lavransa - 2010-10-14, 23:08

Wiedźmo, jedyne co mnie martwi, to że zarzucają temu filmowi niezbyt udaną kreację Lorda Vetinari... Zaryzykujemy...?
BlueEyed Girl - 2010-10-14, 23:18

W niedziele obejrzałam sobie Chłopaki mojego życia - ciekawy film na 5/6. Oczywiście jest to ekranizacja książki Beverly Donofrio.
Mizuumi - 2010-10-14, 23:31

Córka Lavransa napisał/a:
Wiedźmo, jedyne co mnie martwi, to że zarzucają temu filmowi niezbyt udaną kreację Lorda Vetinari... Zaryzykujemy...?


I Rincewinda. I Dwukwiata. Przynajmniej Moist w miarę dobrze wyszedł, choć...nie mnie to oceniać bowiem nie czytałam Piekła pocztowego.

Ravena - 2010-10-14, 23:44

Córka Lavransa napisał/a:
Wiedźmo, jedyne co mnie martwi, to że zarzucają temu filmowi niezbyt udaną kreację Lorda Vetinari... Zaryzykujemy...?

Ja raczej jestem na tak, lubię nowe doświadczenia. Może po tym filmie zmienię zdanie, ale... Kto nie ryzykuje ten nie ma! :)

Panna Jeż - 2010-11-12, 14:08

Eva napisał/a:
Jest też miniserial sprzed czterech lat

Rzecz się tyczy ekranizacji Jane Eyre. Hmm, jestem w kropce, bo... to było lepsze, niż się spodziewałam :shock: Miałam obejrzeć pierwszy odcinek, ale tak mnie wciągnęło, że poszły wszystkie cztery (kładłam się spać o 3 lub później 8-) ) Szczerze mówiąc, żadnej recenzji nie czytałam, co najwyżej sprawdziłam obsadę, która na pierwszy rzut oka mi się nie bardzo podobała. W rolach głównych Toby Stephens i Ruth Wilson. Całkiem nieźle się sprawili. Jane wprawdzie miała nazbyt żywą mimikę (co z tą mimiką? patrz nieszczęsna Emma w wykonaniu Garai), a pan Rochester mówił z amerykańskim akcentem (sic!), ale to naprawdę była Jane i to był Rochester. Cicha, nieprzejednana Jane z zagadkowym spojrzeniem i małym uśmieszkiem i ekscentryczny (w tym słowie zamyka się wszystko) pan domu ^^ Nietrafiony był pan Brocklehurst, który przecież był wysoki i suchy, a tu dali krępego Richarda McCabe. Tara Fitzgerald, choć ją lubię, jako pani Reed nie była bardzo przekonująca. Ale ich role tak ograniczono do minimum, że wykazać się nie mogli :/ Co do fabuły, cały etap mieszkania u Reedów i Lowood zamknęli chyba w 5 minutach, co nie bardzo mi się podobało, bo bardzo byłam ciekawa przedstawienia przyjaźni z Heleną Burns i jej wpływu na Jane oraz tego jak Jane powoli zyskiwała szacunek i sympatię mieszkańców i pracowników szkoły. Szkoda, szkoda. Zepsuta była tez połowa odcinka czwartego tzn. pobyt u Riversów. Na tej samej zasadzie. Za bardzo okrojony i załatany zbyt śmiałymi i odważnymi dialogami, tam gdzie trzeba było jednak pewne rzeczy wyjaśnić. Skupiono się głównie na pobycie Jane w Thornefield Hall, a i powrót do pana R. dostał stosunkowo sporo czasu antenowego :D Wiadomo, że chcąc zmieścić się w 4 odcinkach (jaka szkoda, wielka szkoda, że nie było ich 6 :-( ) musieli pewne rzeczy skrócić, uprościć, ale to co najważniejsze, budowanie relacji między Jane a Edwardem przedstawiono całkiem ładnie. Jak zwykle było niekiedy nazbyt swobodnie, a nawet były momenty, gdy mi osobiście zrobiło się gorąco ;-P Np. gdy R. przekonywał Jane, by nie odchodziła po odwołaniu ślubu... ja bym pewnie uległa namowom ;D, ale nie w takim stopniu, jak choćby we wspomnianej Emmie. Tu jakoś łagodniej to zrobili, a nawet można znaleźć w tym sens i zdecydowanie nie zniesmacza ^^ Byłam przygotowana na wszystko, co najgorsze, ale zaskoczyli mnie, bo jest nieźle. Tak na czwórkę w skali szkolnej. Na pewno do tego serialu wrócę :)

Córka Lavransa - 2010-11-12, 20:23

A to ściągam. Znaczy, zapoznaję się w celach promocyjnych... :roll:
Panna Jeż - 2010-11-13, 17:25

Ja się przymierzam do tej ekranizacji z 1997, którą Ty oglądałaś. Jeśli dobrze pójdzie, to nawet dziś wieczór ^^
Córka Lavransa - 2010-11-14, 20:16

I jak, Eva? Bo ja pamiętam, że podobało mi się bardzo.

Dziś obejrzałam wreszcie "Mansfield Park" z 2007 r. .
Wrażenia dwa - po pierwsze, niezbyt dobrze pamiętam książkę i muszę ją NATYCHMIAST przeczytać :mrgreen: , a po drugie - skąd oni wytrzasnęli tę Zębową Wróżkę do roli głównej? Czy Fanny koniecznie musi wyglądać jak przytłustawa chłopka ze źle położonym na włosach blondem...? Yyyy...

Panna Jeż - 2010-11-14, 20:40

Córka Lavransa napisał/a:
I jak, Eva? Bo ja pamiętam, że podobało mi się bardzo.

Mi podobało się średnio, ale nie było źle. Początkowo pomyślałam "O, trzymają się wierniej książki, będzie dobrze" ale potem już mi entuzjazm przygasał. Na pewno lepiej, że całkowicie ominęli niektóre fragmenty niżby mieli je pozmieniać tak, że żal patrzeć, ale generalnie też mi czegoś brakowało w tym filmie. Okres u Riversów wypadł moim zdaniem chyba nawet gorzej niż w tym nowym serialu, a wydawało mi się przecież, że tam jest kiepsko. Za to tu jest spokojniej, to liczę na plus. W serialu z 2006 roku jest naprawdę... gotycko :mrgreen: (uprzedzam). Morton jako Jane porównywalna z Wilson, ale pan Rochester zdecydowanie lepszy w kreacji Stephensa. W Rochesterze-Hindsie na pewno bym się nie zakochała (jako Jane naturalnie 8-) ), ale za to widzę, że jest dobrym aktorem. Był zupełnie inny jako Wentworth. Nie lubię aktorów, którzy w każdym filmie grają tak samo :/

A na dziś mam gotową Jane Eyre z 1996 :-)

Co do nowego Mansfield Park, zgadzam się... nic ciekawego. Fanny - porażka.
A Edmunda grał pan Elton z nowej Emmy, prawda? ^^

Córka Lavransa - 2010-11-14, 20:49

Prawda, i jednak lepszy był jako pan Elton... :-?
Panna Jeż - 2010-11-14, 21:04

A czy Fanny była w ogóle blondynką w książce? Nie pamiętam... ale nie powiedziałabym.
BlueEyed Girl - 2010-11-14, 22:32

Córka Lavransa napisał/a:
Prawda, i jednak lepszy był jako pan Elton...

Był świetny jako pan Elton :)

Panna Jeż - 2010-11-15, 01:03

Na gorąco po obejrzeniu Jane Eyre (1996) z Charlotte Gainsbourg i Williamem Hurtem. Narzekałam na Riversów w poprzednich dwóch odsłonach, huh? Nic to. Oto jaki tu mamy motyw. Kogo Jane zastaje po przyjeździe do umierającej pani Reed? Prawnika St. Johna Riversa i jego siostrę Mary.... A dokąd udaje się po zerwaniu zaręczyn z panem R.? Do Gateshead, gdzie powyżsi obecnie rezydują.... Już przy tym pierwszym szczęka opadła mi tak, że nie zdołałam jej całkiem podnieść, przy drugim działało już znieczulenie :-? Oceniam film na 4/10, przy czym 3 punkty za to, że Jane odpowiada moim wyobrażeniom... wyglądem (strzał w 10 jak dla mnie) i tylko wyglądem, bo gra tak mdło, że bardziej się nie da (jak wszyscy zresztą) i 1 pkt za Amandę Root w roli panny Temple.

Blue, to obejrzałaś też tę najnowszą Emmę? Czy masz na myśli pana Eltona z 1996? :-)

BlueEyed Girl - 2010-11-15, 17:40

Chyba byłam zbyt śpiąca :roll: z 1996.
Evo, awatar, to z jakiej kreskówki?

Córka Lavransa - 2010-11-15, 20:22

Powiem Ci, Eva, że ja bym się chyba w ogóle nie zakochała w Rochesterze... :-) Jakoś tak nie mój typ. W Jane Eyre najbardziej podobała mi się ona, ten jej trzeźwy charakterek. Uwielbiam to stwierdzenie - "Ale ja nie jestem ładna, ja jestem Jane". :-)
(Czy coś takiego było w książce? Nie pamiętam dokładnie...)

Nie widziałam wersji z Hurtem zwyczajnie dlatego, że uważam go za wyjątkowo źle obsadzonego w tej roli. Ten facet to dla mnie kompletna ciapa. Gdzie mu tam do mrocznego i tajemniczego... To już ten nieszczęsny, przywołany gdzie indziej Dalton byłby lepszy chyba... ;-)

Czeka na mnie Stephens, zobaczymy. A przede wszystkim zobaczymy Jane, bo podobała mi się w wykonaniu Morton.

Aha - wczoraj, oglądając kolejne trupy (w przerwach pomiędzy "Walking dead" odrabiam "The dead set", zresztą lepszy) - przypomniałam sobie, że nie widziałam Emmy z Beckinsale! Ciekawe, czy ta ekranizacja przekona mnie, że panna Kate jest aktorką... :roll:

Panna Jeż - 2010-11-15, 20:37

Córka Lavransa napisał/a:
Nie widziałam wersji z Hurtem zwyczajnie dlatego, że uważam go za wyjątkowo źle obsadzonego w tej roli. Ten facet to dla mnie kompletna ciapa. Gdzie mu tam do mrocznego i tajemniczego...

Ja go nawet w punktacji nie uwzględniłam, więc jakby podzielam opinię. Bardzo słuszną :]

BlueEyed Girl - 2010-11-15, 20:55

Z szczerymi chęciami bym się przyłączyła do Waszych rozmów o ekranizacjach Jane Eyre, ale nawet nie przeczytałam książki. Zakochana w powieści Emily, zapomniałam, że jest starsza siostra-pisarka, także ogromnie utalentowana.
Panna Jeż - 2010-11-17, 23:18

Blue, odpowiadając na pytanie z shouta, całkiem nieźle. Oglądałam kiedyś, dawno, dawno temu tę Emmę, ale wtedy mi się nie spodobała. Teraz zastanawiam się dlaczego :roll: Nawet niechęć do Gwyneth P. mi nie przeszkodziła w odbiorze, a może nawet pomogła... 8-)
Córka Lavransa - 2010-11-18, 00:22

Pierwszy odcinek "Jane Eyre" za mną. Nawet niezły, choć aktorka grająca małą Jane trochę za bardzo kojarzyła mi się z Narnią, gdzie grała Łucję.
Nie podoba mi się dorosła Jane. Nie wiem, bardziej przemawiała do mnie nieco "myszata" uroda Morton, ta ma jakieś dziwne te wargi, no dziwne po prostu.
Pan Rochester ujdzie, nie jestem fanatyczką, a grunt, że nie jest to Hurt. Może jak dla mnie trochę zbyt zblazowany, a trochę za mało tajemniczy.
Na razie tyle. :)

BlueEyed Girl - 2010-11-18, 18:09

Obejrzałam ekranizację Wielkich nadziej Dickensa - i wynudziłam się okropnie oraz przypomniałam sobie dlaczego nie cierpię adaptacji książek we współczesnej wersji. Jedynie podobała mi się muzyka i zdjęcia. Ethan Hawke to brzydal, a Estella była ładniejsza i ciekawsza jako dziewczynka. Zobaczymy jak normalna wersja z BBC mi pójdzie.
Emma- świetna książka i film. Do Gwyneth Paltrow nic nie mam, dobrze zagrała, chociaż wygląda jak deska do prasowania, a dziewiętnastowieczne stroje bardziej to uwydatniły.
Ach! Jeremy Northon jako Pan Knightley był wspaniały i nawet wydawała mi się bardziej "wredny" dla Emmy niż w powieści, co zasługuj na wielkiego plusa :D

Wielkie nadzieje ocena filmu: 5/10.
Emma ocena filmu: 8/10.

Bruixa - 2010-11-19, 23:47

BlueEyed Girl napisał/a:
Obejrzałam ekranizację Wielkich nadziej Dickensa - i wynudziłam się okropnie oraz przypomniałam sobie dlaczego nie cierpię adaptacji książek we współczesnej wersji.

Też mi się zupełnie nie podobała ta współczesna wersja - czysty anachronizm, sztuczny i jakiś taki pretensjonalny.
BlueEyed Girl napisał/a:
Do Gwyneth Paltrow nic nie mam, dobrze zagrała, chociaż wygląda jak deska do prasowania, a dziewiętnastowieczne stroje bardziej to uwydatniły.
Właśnie! A Toni Colette w zestawieniu z tym patyczakiem wyglądała jak rozlazłe krówsko - fakt, że nie jest wiotka, ale nie aż taka gruba, a przy tym to dobra aktorka.
Nie wiem, po cholerę oni kręcą raz po raz te same powieści. Jak dla mnie najlepsze były miniseriale BBC z lat 80' i 90' i "Rozważna i romantyczna" Anga Lee, zaś "Mansfield Park" z 1999 to koszmarne nieporozumienie.

Córka Lavransa - 2010-11-19, 23:55

Jestem po trzecim odcinku Jane i mam wrażenie wielkiej luki. Widocznie Stephens nie przemawia do mnie tak jak do Evy, ale ten ich wybuch uczuć pod drzewkiem dla mnie był ni z gruszki ni z pietruszki. Jakoś nie zauważyłam narastania w nich emocji.
To, że Jane ma dziwne wargi już pisałam, przez to obsesyjnie przyglądam się jej zębom i to mi może trochę zakłóca odbiór... ;-)
Ogromnie rozczarowała mnie żona pana Rochestera. Muszę sobie - oczywiście - przypomnieć tę scenę w książce, ale zawsze miałam wrażenie, że tam na pierwszy rzut oka było widać, że kobieta jest szalona. A tu oni wchodzą do pokoju, rozstawiają się, ona sobie siedzi przy stoliczku uczesana i ubrana i bez mała zaraz powie "dzień dobry". Ładnie zagrała zmianę nastroju, ale nie obłęd.
Po zakończeniu przedostatniego odcinka jak na razie poruszająca była dla mnie tylko jedna scena - kiedy Jane zdejmowała suknię ślubną. Trochę to za mało...

Panna Jeż - 2010-11-20, 14:44

Do mnie przemawia, a przemawia i po trzykroć przemawia :lol:
Hehehe, bawią mnie te Twoje zęby przeszkadzające w odbiorze... jakbym czytała samą siebie odnośnie co poniektórych książek, filmów etc. Mi też się nie podoba twarz Jane, a raczej nadmiar ekspresji, o czym napomknęłam już chyba w którymś ze swych wywodów... Ale choć (zauważ!) sama nie uznałam serialu za ideał, to jednak dostrzegam w nim więcej pozytywów. Może to urok pierwszej ekranizacji? U Ciebie to była ta z 1997, u mnie serial z 2006. Nie wiem, nie wiem. Ale nie do końca chyba, bo jednak ta nowa Jane Eyre podoba mi się głównie dlatego, że zachowanie bohaterów, zwłaszcza Rochestera odpowiada moim wyobrażeniom, wrażeniom odniesionym z lektury. Dla mnie Rochester owszem był apodyktyczny, humorzasty, cyniczny, ale też zabawny, mający takie specyficzne poczucie humoru, bardzo ironiczne ^^Zabrakło mi słowa, jak sobie przypomnę, dopiszę :-P Jak dla mnie Stephens dobrze to oddaje. I ja tam widzę emocje. Naprawdę :-/ Natomiast Hinds był dla mnie trochę za szorstki i naburmuszony. Gdyby Jane miała się w nim zakochać, to chyba musiałaby mieć jakieś masochistyczne skłonności 8-) No przesadzam, przesadzam.... oczywiście :D Za to bardzo, bardzo mi się podobała ta scena, gdy Rochester-Hinds czekał na Jane powracającą od Reedów na murku i dopytywał się z wyrzutem, dlaczego nie dostał listu. To było... urocze :D Co do Jane, może rzeczywiście... jestem skłonna przyznać, ze Morton była lepsza.
Generalnie oba filmy oceniam na czwórkę, ale jednak ten z 1997 ma u mnie mały minus ;-) Myślę, że się uzupełniają i gdyby wyciągnąć z nich to co najlepsze i połączyć, byłby ideał :D

O Hurcie zapomnijmy.... Teraz oglądam Jane Eyre z 1944 z Jane Fontaine i Orsonem Wellesem. Mam też ściągnięty serial z rzeczonym Daltonem, ale tam Jane wygląda na starszą od Rochestera :-/ Zobaczymy... jak już wpadłam w ciąg, to trzeba skończyć. Jestem jak pirania, do ostatniego skrawka mięsa <to straszne> :->


A pisałam kiedyś, że chciałabym zebrać wszystkie ekranizacje Austen, bez względu, czy mi się podobały czy nie... No to znalazłam Dumę i uprzedzenie serial BBC z 1980 :) Do przetestowania w następnej kolejności :)

BlueEyed Girl napisał/a:
Jeremy Northon jako Pan Knightley był wspaniały i nawet wydawała mi się bardziej "wredny" dla Emmy niż w powieści, co zasługuj na wielkiego plusa

Blue, ośmielę się nie zgodzić ;-) Bo mi się właśnie wydawało,l że Jeremy Northam jest raczej jak dobry wujek, który trochę tylko pogrozi palcem, ale wszystko to z uśmiechem i zaraz głaszcze po główce 8-) Ja bym ją chętnie w drewutni jakiejś zamknęła, albo i przez kolano porządnie przełożyła :lol: A i to jego uczucie do Emmy wzięło się tak jakoś znienacka... ale to samo było w książce, więc w sumie jest w porządku :]

BlueEyed Girl - 2010-11-20, 16:51

Evo, bo ja tam bardzo lubię Emmę i nie mam sadystycznych skłonności co do niej :-P

Cytat:
Nie wiem, po cholerę oni kręcą raz po raz te same powieści. Jak dla mnie najlepsze były miniseriale BBC z lat 80' i 90' i "Rozważna i romantyczna" Anga Lee, zaś "Mansfield Park" z 1999 to koszmarne nieporozumienie.

Jako mega-fanka Austen mogę tam wszytko zobaczyć, i będzie mi się gorzej lub mniej podobało. Z chęcią obejrzę też i Twoje ulubione ekranizacje.

Córka Lavransa - 2010-11-20, 20:11

Co do Dumy, to oprócz bollywoodzkiej produkcji największa porażką jest wersja z roku 1940 r. . Ciekawa jestem, jak na nią zareagujesz, Eva, jeśli do niej dotrzesz. Ja wytrzymałam 20 minut, wszystko było do tego stopnia zmienione, że uznałam, że nie ma sensu oglądać dalej...

Co do Jane, napiszę jeszcze coś pewnie po ostatnim odcinku. :hehe:

Pan Knightley - jak dla mnie wyłącznie Northam. Moim zdaniem zagrał bardzo dobrze. Porównując go do Lee Millera z serialu z 2009 r. choćby w scenie, w której karci Emmę za zachowanie wobec panny Bates - w filmie był autentyczny gniew, zdecydowanie, w serialu jakaś taka płaczliwa żałość. Wersja filmowa odpowiada mi znacznie bardziej. :)

Panna Jeż - 2010-11-20, 22:01

No i obie Northama bronią, uch! A mówcie sobie, co chcecie, ja się trzymam swojej wersji :mrgreen:

Stare filmy mają swoją specyfikę, Jane Eyre też jest... specyficzna, ale nie takie rzeczy się zniosło :mrgreen:

Córko, a Ty wiesz, że bollywoodzka wersja Dumy podobała mi się chyba bardziej niż film z Knightley i MacFaydenem :lol: Byłam na tym w kinie, myślałam, ze orła wywinę w fotelu, gdy zobaczyłam ten chór gospel na plaży i biegnących ratowników :hehe: Buhahaha, mało się nie zakrztusiłam ze śmeichu! Zastanawiam się, czy nie chcę zobaczyć tego raz jeszcze... :hehe:

Córka Lavransa - 2011-10-05, 21:44

Update, po skatowaniu kolejnej Jane Eyre, tym razem z 2011 r.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, mówią, i jest to prawda absolutna. Po obejrzeniu serialu Jane Eyre z 2006 r. napisałam, że nie widziałam narastania emocji w głównych bohaterach i że Rochester do mnie nie przemawia. NINIEJSZYM ODSZCZEKUJĘ.
(Przede wszystkim obejrzałam to jakiś czas temu po raz drugi i wszystko do mnie dotarło i przemówiło...)

Ale nie o tym, nie o tym. Miało być o modelu z 2011 r. Otóż, kiepściutko. Oglądałam ten krótki filmik na raty, ponieważ zwyczajnie mnie nudził. Główni bohaterowie grają, jakby czytali z kartek przyczepionych do kamer. Skróty w fabule powodują, że film jest całkowicie pozbawiony klimatu, nie ma poczucia narastania grozy, nie ma ducha w zamczysku, nie ma podartego welonu, nic z tych rzeczy. Nie ma ciekawych rozmów pomiędzy Edwardem i Jane, nie ma napięcia między Jane i Blanche. Nie ma NIC, jest szkielet powieści.
Naprawdę, na trzech scenach z fantastyczną Judi Dench filmu się nie zrobi.
Jane snuje się przed kamerą z tą samą miną przez ponad godzinę, a potem nagle wybucha "Am I a machine without heart?" - wychodzi to po prostu komicznie. Nie, tragikomicznie. Do tego pan Rochester biegnący za nią przez trawnik z podskakującym zalotnie na czółkiem tupecikiem. Yyyy...
Niespójny, słaby, nudny film. Nie polecam...

Ravena - 2011-10-05, 22:12

Aha, to jest ta wersja z Mią Wasikowską. Twoja recenzja nie zachęca, Córko, a w sumie miałam ochotę... Zdemotywowałaś mnie :-P Mówisz, ze Rochester z tupecikiem? <otrząsa się z obrzydzeniem> Zdecydowanie nie chcę tego widzieć!
Córka Lavransa - 2011-10-05, 22:22

No takie cóś mu tam lata, Wiedźmo... nad czółkiem. Taki wszędzie ulizany, a tu nad czółkiem cyk. Łeeee...
Lepiej wygląda po pożarze Thornfield - niby ma być taki zapuszczony, więc pożałowali brylantyny, ale to dosłownie dwie minuty są.

Obejrzyj, może ja jestem jakaś taka niewrażliwa... :-/

Panna Jeż - 2011-11-24, 20:33

Dziś o 21.45 na TVP2 "Rozważna i romantyczna" z Emmą Thompson i Kate Winslet A przede wszystkim z Alanem R.!^^
Córka Lavransa - 2011-11-24, 21:07

Eva del Dolores napisał/a:
Dziś o 21.45 na TVP2 "Rozważna i romantyczna" z Emmą Thompson i Kate Winslet A przede wszystkim z Alanem R.!^^

To ja znikam o tej porze. :)

Lumen - 2012-01-05, 22:20

Poniewaz jestem na etapie Piesni Lodu i Ognia pozawole sobie pozachwycac sie nieco ekranizacja - w formie serialu, ale zawsze- Gry o tron.
Przede wszystkim czuje sie wiernie oddany klimat ksiazki, z jego mroczna tajemnicza aura (czego zupelnie nie doswiadczylam np w ekranizacji Wiedzminal). Moze pomogl temu fakt ze sam autor mial udzial przy produkcji. Zachowanie wiekszosci watkow, intryg i problemow wplynelo na rozmiary ale za to nie uproscilo serialu do jakichs plaskich opowiadanek. Tym bardziej ze wszystko jest logicznie powiazane w przypadku kilku odstepstw od ksiazki. Postacie sa dobrane genialnie, cieszy mnie fakt ze nie znam aktorow (wiekszosci) i nie kojarze ich z innymi filmami. Swietnie wcielaja sie w swoje role i zdecydowanie maja charakterki ktore zapadaja w pamiec. Czasem mam wrazenie ze sama ich sobie lepiej nie wyobrazilam. Moj ulubieniec, Karzel- istny majsterszty aktorstwa, cynizm i mádrosc w najlepszym wydaniu. Zwlaszcza przy braku cenzury co tylko dodaje pikanterii calosci.
Ogolnie rzecz biorac nie moglam sie tam raczej do niczego przyczepic i juz ze 2 razy calosc ogladalam - nawet samo intro lubie sobie posluchac bo mi tak w ucho zapadlo. Czekam za kolejna serie i mam nadzieje ze nie ustapi tej pierwszej.

Turn The Page - 2012-10-18, 20:55

Niektóre ekranizacje są ciekawe. Czasami wolę jednak przeczytać książkę bo dla mnie jest tam bardzo ciekawie opisana akcja niż jest pokazana w filmie.Oglądałam kilka ekranizacji powieści Kinga( były wciągające), Sagę Zmierzch i wiele innych, ale dwie pierwsze najbardziej mi się podobały.
Goldi_91 - 2012-11-01, 21:05

Lumen napisał/a:
tajemnicza aura (czego zupelnie nie doswiadczylam np w ekranizacji Wiedzminal).


Ekranizacja Wiedźmina to porażka naszej kinematografii. Z przyjemnością obejrzałbym jakąś nowszą wersję nagraną przez bardziej kompetentnego reżysera i scenarzystę.

Kamil - 2012-11-01, 22:11

Goldi_91 napisał/a:
Z przyjemnością obejrzałbym jakąś nowszą wersję nagraną przez bardziej kompetentnego reżysera i scenarzystę.

Jedyna nadzieja w Hollywood, ale na to szans raczej nie ma.

Radament - 2012-11-01, 22:15

O ja cię, ja cię... Ja przepadam za Wiedźminem, nawet jeśli jest trochę durny, a efekty specjalne nawet nie stały obok efektów specjalnych, mam do tego wielki sentyment i do tej pory chętnie wracam ^^
Zwłaszcza, że bardzo podoba mi się tutaj Żebrowski.

Atłasowa - 2012-11-16, 12:45

Coraz bardziej mnie kręci wizja nowej ekranizacji Anny Kareniny. :lol:
Raziel - 2012-11-16, 13:42

Wybieram się na to za dwa tygodnie, dam znać czy się wzruszyłem ;)
Atłasowa - 2012-11-16, 14:05

Chłop na Kareninę? A to zaskakująca nowina. Ja bym chętnie mamę zabrała, ona uwielbia te klimaty.
Córka Lavransa - 2012-11-16, 15:11

Mnie nowa Karenina nie kręci wcale. Po pierwsze, drewniana Keira Knightley, która wyrzadzila już klasyce wystarczająco dużo szkody (Ginewra, Lizzie Bennet, Lara), po drugie Wroński, który wygląda jak "idź stąd i nie wracaj".

Ja czekam na "Nędzników". ;)

Atłasowa - 2012-11-16, 15:27

A według mnie Keira właśnie do takich filmów pasuje idealnie. Jakoś do twarzy jej w balowych sukniach. ;)

"Nędznicy" to już poważniejsza sprawa, bo "Anna Karenina" to z przepychem ale jednak romans. A "Nędznicy" to dużo więcej. Mam nadzieję, że nie poskąpią obrazów miasta i ludu francuskiego. I widzę Helenę Bonham Carter w obsadzie, a to już dla mnie spory plus. Tylko czemu Anne Hathaway musi grać Fantine? :-|

Raziel - 2012-11-16, 21:34

Atłasowa napisał/a:
Chłop na Kareninę? A to zaskakująca nowina. Ja bym chętnie mamę zabrała, ona uwielbia te klimaty.


Wycieczka szkolna dla rozszerzenia z polskiego, sam mimo wszystko aż takiej takim romantykiem (bo w sumie wcale) nie jestem ;)

Natalia - 2012-11-27, 19:42

Jestem ciekawa samej ekranizacji Kareniny, ale najpierw muszę ją przeczytać. Jakoś nie mam w zwyczaju robienia inaczej.
Goldi_91 - 2012-11-28, 14:28

Natalia napisał/a:
najpierw muszę ją przeczytać. Jakoś nie mam w zwyczaju robienia inaczej.

Mam tak samo :)

Natalia - 2012-11-28, 15:48

chyba dużo ludzi tak ma, ale to dobrze:)
Atłasowa - 2012-11-29, 10:57

Widziałam Annę Kareninę i muszę pochwalić reżysera. Naprawdę trudno coś dodać do tak wyeksploatowanego romansu. A tu dostajemy Annę w konwencji teatralnej, dosłownie, bo na oczach widza zmieniają się dekoracje. Pięknie gra światło i muzyka. Poza tym jest dość klasycznie. Niemniej polecam, bo to uczta dla oka.
Córka Lavransa - 2012-11-29, 14:36

Atłasowa napisał/a:
Naprawdę trudno coś dodać do tak wyeksploatowanego romansu.

Bardzo smutne jest to, co napisałaś, bo "Anna Karenina" to bynajmniej nie wyeksploatowany romans. Szkoda, że reżyserzy i scenarzyści, zamiast zapoznać się z książką, oglądają tylko poprzednie ekranizacje i robią "bardziej na bogato". :-/

Atłasowa - 2012-11-29, 14:53

Myślę, że za surowo ich oceniasz. Kino to jednak sztuka uproszczeń. Nie jest od tego, by zastępować lekturę książki.
Żabka - 2012-11-30, 15:24

Atłasowa napisał/a:
Nie jest od tego, by zastępować lekturę książki.


Choć niektórzy do tego tak podchodzą i zamiast czytać jakąś książkę to wolą obejrzeć (nie mówię tutaj o lekturach :P )... A przecież to co przedstawiono w filmie często nie ma wiele wspólnego z książką, bo jest tylko czymś w rodzaju interpretacji...

Atłasowa - 2012-12-03, 09:21

Dlatego Żabko ekranizacje lektur powinny być zakazane :P A za pisanie streszczeń grzywna. Mam szwagra, który w życiu nie przeczytał tym sposobem ani jednej książki, mówi że nie lubi. Tylko niby skąd to wie, skoro nie próbował. :-x
Goldi_91 - 2012-12-03, 19:52

Atłasowa napisał/a:
Mam szwagra, który w życiu nie przeczytał tym sposobem ani jednej książki, mówi że nie lubi.

A ja mam takich znajomych. Krew mnie zalewa jak to słyszę. Normalnie mnie nosi, bo nie cierpię jak człowiek wypowiada się na temat czegoś, czego nigdy nie próbował, a już ma jasno sprecyzowane zdanie. To się tyczy nawet narkotyków.
To tak jakby prawiczek miałbym mówić o... :mrgreen:

Czarna_Smoczyca - 2012-12-03, 21:25

Goldi_91 napisał/a:
A ja mam takich znajomych. Krew mnie zalewa jak to słyszę.


A ja mam takiego męża, niestety :cry:

Kamil - 2012-12-04, 10:16

Goldi_91 napisał/a:
To tak jakby prawiczek miałbym mówić o...

Albo ksiądz. Chociaż może zły przykład, ci to pewnie mają praktyke :P

Ja ekranizacje lubie pooglądać, choćby po to, żeby ponarzekać ;) (np. na beznadziejne Igrzyska śmierci). Ale też jest sporo rewelacyjnych, np. Ostatni Mohikanin.

Atłasowa - 2012-12-04, 13:16

Czarna_Smoczyca napisał/a:
Goldi_91 napisał/a:
A ja mam takich znajomych. Krew mnie zalewa jak to słyszę.


A ja mam takiego męża, niestety :cry:


Nie wiem, czy byłabym tak tolerancyjna jak Ty. :mag:

Goldi_91 - 2012-12-04, 16:36

kenaz napisał/a:
Albo ksiądz. Chociaż może zły przykład, ci to pewnie mają praktyke :P

Zdziwiłbyś się jak to wszystko wygląda w realu...
Wiem, bo mojego znajomego wuj prowadzi podwójne życie w dwóch różnych miastach.

Czarna_Smoczyca - 2012-12-04, 16:38

Atłasowa napisał/a:
Nie wiem, czy byłabym tak tolerancyjna jak Ty.


Jak to mówią serce nie sługa, chyba nie mam większego wyboru, zaciskam zęby i czytam w trakcie kiedy mój małżonek zatapia sie w Top gear czy inną jakąś szkołę przetrwania ;)

pawel_axn - 2013-04-09, 12:40
Temat postu: Hannibal
Ekranizacje popularnych powieści często stają się filmowymi hitami. Bohaterowie jak Robert Langdon stworzony przez Dana Browna, James Bond z książek Iana Fleminga czy psychopatyczny morderca-kanibal z prozy Thomasa Harrisa przyciągają do kin miliony widzów na całym świecie. Historię Dr. Lectera będzie można zobaczyć po raz pierwszy na małym ekranie. Polska premiera nowego serialu „Hannibal” odbędzie się już 10 kwietnia o 22.00 w telewizji AXN.
Którą z tych postaci literackich w wersji filmowej najbardziej lubicie? Czy uważacie, że twórcom kina udało się wiernie odwzorować bohaterów znanych z serii powieściowych?

PiotrMroczko - 2013-07-30, 10:53

Oj ciężko z tym. Wprawdzie niektóre ekranizacje, np "Władcy Pierścieni", są na prawdę świetne, jednak w większości nie dorównują poziomem swoim literackim pierwowzorom.
Córka Lavransa - 2013-07-30, 10:59

PiotrMroczko napisał/a:
w większości nie dorównują poziomem swoim literackim pierwowzorom

To prawda. Zawsze twierdziłam, że tylko w przypadku "Milczenia owiec" film jest lepszy od książki. Teraz jeszcze do kolekcji doszła seria "Zmierzchu", ale tu akurat filmom nie było zbyt trudno... :-?

Raziel - 2013-07-30, 11:53

Swoją drogą "Pan światła" był ekranizowany i część z tego co powstało użyto jako tła do działań przedstawionych w prawdziwej operacji Argo. Mnei ciekawi jak ten film miał być zrobiony, jeśli bohaterowie zmieniają ciała itp. Widziałbym to jako serial, ale Amerykanie by się chyba za bardzo w tym nie połapali :D
Procella - 2013-07-30, 12:50

Córka Lavransa napisał/a:
PiotrMroczko napisał/a:
w większości nie dorównują poziomem swoim literackim pierwowzorom

To prawda. Zawsze twierdziłam, że tylko w przypadku "Milczenia owiec" film jest lepszy od książki. Teraz jeszcze do kolekcji doszła seria "Zmierzchu", ale tu akurat filmom nie było zbyt trudno... :-?

"Gwiezdny pył" Gaimana bardziej mi się podobał w wersji filmowej niż ksiażkowej, ale to jeden z niewielu wyjątków.

elfrun - 2013-08-02, 17:09

Ja mam kilka ulubionych ekranizacji ksiazek. Naleza do nich miedzy innymi: "Niebezpieczne zwiazki" Laclosa, "Smazone, zielone pomidory" Flagg, "Swiat wedlug Garpa" Irvinga czy "Ptasiek" Whartona.
Córka Lavransa - 2013-08-02, 17:10

elfrun napisał/a:
"Niebezpieczne zwiazki" Laclosa

Malkovich - Close - Pfeiffer. Absolutne mistrzostwo świata, mogłabym to oglądać bez końca.

zaczytana - 2013-09-13, 16:24

Czarna_Smoczyca napisał/a:
Atłasowa napisał/a:
Nie wiem, czy byłabym tak tolerancyjna jak Ty.


Jak to mówią serce nie sługa, chyba nie mam większego wyboru, zaciskam zęby i czytam w trakcie kiedy mój małżonek zatapia sie w Top gear czy inną jakąś szkołę przetrwania ;)


Mój mąż też nie czyta. Wieczory czasem wyglądają u nas podobnie - ja mam książkę, mąż jakiś film lub serial. No cóż... chyba się uzupełniamy.

A wracając do meritum... niektóre adaptacje lubię, bo dodają coś ciekawego, pokazują problem opisany w książce z inne perspektywy lub całkowicie zmieniają wątki czy fabułę. Bardzo dobrych ekranizacji moim zdaniem nie ma. Ekranizacja to PRÓBA przeniesienia książki na srebrny ekran, a tego, wg mnie nie da się zrobić... ale kto powiedział, że nie można próbować. Jedne próby będą lepsze inne gorsze.
Zaznaczam tu, że ekranizacja i adaptacja to nie to samo. Ta pierwsza próbuje jak najwierniej oddać oryginał. Ta druga najczęściej tylko się na nim wzoruje. Z tego, co tu wyczytałam wnioskuję, że wątek powinien się raczej nazywać "Adaptacje książek".

Elrond - 2013-09-30, 16:44

ja tam znowu nie cierpię filmów o klimacie typowo amerykańskim , w wersji np niemieckiej podam przykład " Winnetou" i zwroty typu "Guten Tag Herr Old Shatterhand " gryzę wtedy oparcie fotela . :-x Gdzie zastępy Apaczów z aryjskimi rysami przetaczają się przez Prerię Zagłębia Ruhry na rumakach ze stadniny koni w Janowie Podlaskim.
Kamil - 2013-09-30, 17:54

czyli typowo amerykański klimat (western) wolisz nie w klimacie amerykańskim, w niemieckim tez nie, więc w jakim?
dobra, chyba nie rozumiem Twojego posta po prostu.

Elrond - 2013-09-30, 21:56

jak najbardziej lubię klimatyczne amerykańskie kino jednakże nie w wersji Guten Tag panimajesz :->
Córka Lavransa - 2013-09-30, 23:58

Elrond napisał/a:
nie w wersji Guten Tag panimajesz :->

Moje pierwsze spotkanie z "Bonanzą" to były jakieś niemieckie dubbingi. Minęło sporo czasu, zanim - zszokowana - przyzwyczaiłam się do "amerykańskiego" głosu mojego ulubieńca, Adama Cartwrighta. :mrgreen:

Elrond - 2013-10-01, 08:11

Od małego buszowałem w książkach o indianach oglądałem westerny z Tatą więc zderzenie z Winnetou w niemieckim wydaniu było dla mnie takim szokiem jak dla Ciebie Bonanza w wersji oryginalnej ;) , nie mówię że jest to złe ale dla mnie trudne do przyjęcia
Córka Lavransa - 2013-10-01, 23:27

Elrond napisał/a:
nie mówię że jest to złe ale dla mnie trudne do przyjęcia

Nie no, od kiedy już wyszłam na ludzi, to też nie potrafię tego słuchać. :) Kiedyś mi się zdarzyło i przyznaję, że zęby trzeszczą, kiedy oni tak szwargoczą.

Szymon80 - 2013-10-17, 02:09

Mi nie za bardzo przypadła do gustu ekranizacja powieść Orwella "Rok 1984", niby dobrze, ale czegoś brakowało.
Chronos43 - 2013-10-23, 08:35

Polecam "Kontakt" Carla Sagana - w wersji papierowej i filmowej. Oczywiście dla maniaków scifi :)
Berrenika - 2013-10-24, 23:25

Ja w ogóle nie przepadam za tematyką dzikiego zachowu i westernami..nudzi mnie to bardzo ;/
Córka Lavransa - 2015-01-07, 20:17

Obejrzałam ostatnio film pt. "Służące", na podstawie powieści K. Stockett o tym samym tytule. Podobał mi się, dopóki nie przeczytałam książki.
Z początku książkę czytało mi się dość drętwo, bo miałam wrażenie, że czytam scenariusz filmowy - i wtedy jeszcze uważałam, że ekranizacja jest świetna. Im dalej w las, tym bardziej zmieniałam zdanie, aż w końcu wylądowałam po ciemnej stronie mocy.
Film - jak się ostatecznie przekonałam - strasznie spłycił problem. Skoncentrował się w zasadzie na jednym, wrednym wyskoku jednej ze służących i potraktował go w sposób humorystyczny, cukierkowaty i uroczy. Oglądając film, śmiałam się z tego.
Czytając książkę zrozumiałam, że zarówno nad bohaterkami powieści Skeeter, jak i nad nią samą, zawisło realne zagrożenie. I nie tylko dlatego, że tę powieść razem pisały, ale dlatego, że spotykały się w domu jednej z nich, czarnej kobiety, w sposób rażący łamiąc prawo i obyczaje. Służące ryzykowały nie tylko pracą swoją i bliskich, ale także zdrowiem i życiem. Skeeter ryzykowała towarzyskim wykluczeniem. Tego w filmie nie było i nie rozumiem, dlaczego. Nie rozumiem także zamiany
Spoiler:
Lulabelli na Rachel i odmiany całej tej sytuacji - czy biała pani koniecznie musiała "kochać" córkę czarnej służącej, czy koniecznie musiała we łzach żałować tego, że ją wyrzuciła...? Czy Minnie koniecznie musiała zaprzyjaźnić się z Celią i zostać przez nią podjęta dziesięciodaniowym posiłkiem...?
Czy innej, bliższej prawdzie wersji własnej historii Amerykanie nie potrafią przełknąć?

A propos - czy wie ktoś, czy są jakieś książki w języku polskim, poświęcone postaci Rosy Parks?

Tifa Lockhart - 2015-01-15, 07:45

Tutaj chyba coś znajdziesz: Deborah G. Felder, ''100 kobiet, które miały największy wpływ na dzieje ludzkości''.
Córka Lavransa - 2015-01-15, 21:39

Dzięki Tifo, sprawdzę. :)
Najaa - 2015-01-16, 16:43

Ja natomiast mam duży problem z czytaniem XIX wiecznej klasyki - więc dla mnie ekranizacje i audiobooki to zbawienie. A dla miłośników westernów na pewno wato obejrzeć Małego wielkiego człowieka ekranizację powieści pod tym samym tytułem.
nika1401 - 2015-02-05, 00:08

Ja po obejrzeniu kilku fajnych filmów już kilka dobrych lat temu "Dziennik Brudget Jones" i jego druga część, oraz któraś zekranizowana książka Sparksa, chyba "List w butelce" postanowiłam przeczytać książki, bo filmy są ekstra. Jak się okazało książki są 1000 razy bardziej ekstra więc od tamtej pory unikam filmów na podstawie książek jak ognia!
Bardzo denerwuje mnie, że w filmach wtykają wydarzenia które nie miały miejsca, aby dodać filmowi jakieś tam akcji i nie mogę na to patrzeć. Często też bohaterowie opisani w powieści drastycznie różnią się od tych na ekranie... i co najgorsze, filmy maja identyczny tytuł jak książka i każdy próbuje wmówić nam że jest jak książka... :-?
Dlatego tak bardzo kocham czytać książki!! :)

elfrun - 2015-02-05, 07:23

Bardzo mi sie podobala ekranizacja powiesci Kena Folletta "Filary ziemi".
Aura - 2015-02-05, 17:26

Chodzi o ten 4-odcinkowy serial?
Chciałam go oglądać w tv, ale przeoczyłam...

Brajan - 2015-02-16, 21:29

Warto, bo Ian McShane jest tam rewelacyjny jako czarny charakter.
Bruixa - 2015-02-19, 22:29

elfrun napisał/a:
Bardzo mi sie podobala ekranizacja powiesci Kena Folletta "Filary ziemi".
No popatrz - ja obejrzałam tylko piąte przez dziesiąte "Filary..." i "Świat bez końca", bo strasznie mnie wnerwiły te wszystkie przeinaczenia fabuły i jawnie idiotyczne pomysły scenarzysty.
gizmina - 2015-03-02, 20:27

a najlepsza ekranizacja ever ever?
Brajan - 2015-03-02, 21:17

gizmina napisał/a:
a najlepsza ekranizacja ever ever?


Duma i uprzedzenie (1995) miniserial od BBC i "Władca pierścieni" Jacksona, chociaż Toma Bombadila mu nigdy nie wybaczę :zlo

asenat535 - 2015-03-27, 12:20

Jedną z najciekawszych ekranizacji książkowych jakie oglądałam, jest według mnie mini serial "North & South" z Richardem Armitage i Danielą Denby-Ashe w rolach głównych - powstały na podstawie trylogii Johna Jakesa. Książka jest świetna i film też.
Córka Lavransa - 2015-03-27, 19:47

asenat535 napisał/a:
mini serial "North & South" z Richardem Armitage i Danielą Denby-Ashe w rolach głównych - powstały na podstawie trylogii Johna Jakesa

W życiu nie czytałam większej bzdury. Skąd to wzięłaś, z google...? Kopiuj-wklej też trzeba umieć zrobić...

Cytat:
"Piknik pod Wiszącą Skałą"

Zgadzam się, jedna z najlepszych. :)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group