Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Fantastyka obca - GAIMAN, Neil - Amerykańscy bogowie, Nigdziebądź...

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-05, 18:34
Temat postu: GAIMAN, Neil - Amerykańscy bogowie, Nigdziebądź...


Amerykańscy bogowie

Klasyczne fantasy to nie jest. Jak zwykle u Gaimana nasza zwykła rzeczywistość i świat zjawisk nadprzyrodzonych przenikają się wzajemnie. Bohaterem opowieści jest mężczyzna zwany Cieniem. Poznajemy go w ostatnich dniach pobytu w więzieniu. Gdy już wyobrażał sobie swoje szczęście po opuszczeniu zakładu karnego, układał plany na przyszłość, otrzymał wiadomość, że jego żona zginęła w wypadku. Wszystkie plany nagle legły w gruzach.
W takim stanie wracając samolotem do domu spotyka tajemniczego mężczyznę, który proponuje mu pracę. Spotkanie to całkowicie zmienia jego życie.
Podejrzewam, że życie każdego uległoby zmianie, gdyby zatrudnił go Odyn, bóg Wikingów. Jak się dowiadujemy dalej, przewracając kolejne stronnice książki, Ameryka pełna jest starych bogów. Nie są już potężni jak dawniej, ani czczeni jak dawniej. Wiodą swój trudny żywot gdzieś w zakamarkach Stanów Zjednoczonych. Odchodzą powoli, bo ludzie, którzy ich ze sobą przywieźli już nie żyją a współcześni po prostu w nich nie wierzą. Ich miejsce zajmują nowi bogowie, władcy techniki, telewizji, Internetu, narkotyków.

Książka jest swoistą podróżą po Stanach Zjednoczonych, w towarzystwie panteonu starych bóstw, nordyckich, egipskich, afrykańskich, którzy toczą swoją walkę o przetrwanie z nowymi bogami, którym ludzkość oddaje cześć.

Oczywiście w szerokim skrócie, bo bogactwa tej książki nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach. Gaiman wpadł po prostu na ciekawy pomysł, i opowiedział tę historię po swojemu. Jak pisze William Gibson na okładce Amerykańskich bogów: Gaiman to autor o niezwykłych zdolnościach i niewyczerpanej fantazji. Chyba każdy, kto czyta jego książki choć po części się zgodzi, fantazji mu odmówić nie można.

Muszę powiedzieć, że z kolejną książką Gaiman coraz bardziej mnie zaskakuje. Ta opowieść jest zupełnie inna niż Nigdziebądź. Ten sam autor, a dwie zupełnie różniące się atmosferą powieści. Świat, do którego trafił Richard Mayhew jest tętniący życiem, ciśnie mi się na usta określenie kolorowy, nie tyle w sensie barw, co różnorodności miejsc i charakterów postaci. Cwany oszust z poczuciem humoru de Carabas, dziwaczny Stary Bailey, sympatyczni Czarni Mnisi, szalony anioł Islington, miejsca takie jak Ruchomy targ, Hrabiowski Dwór, Most Nocy, cytadela Islingtona, we wszystkim tym jest zdecydowanie więcej fantazji Gaimana niż rzeczywistego świata. Nawet kanały nie wydawały mi się tak ponure, na jakie powinny wyglądać. Nic tam nie było ponure. Od tej książki aż bije magią i przygodą.

Amerykańscy bogowie są już zdecydowanie dojrzalszym dziełem, poruszającym poważniejsze nieco tematy. I już zdecydowanie więcej w niej rzeczywistości. I to takiej szarej, monotonni niekiedy tylko przerywanej. Weźmy choćby ponury charakter Cienia, głównego bohatera, pozbawione kolorów środowisku emigrantów ze wschodu, Czernoboga i sióstr Zorii, monotonia i cisza oddalonego od centrów wielkomiejskich zapomnianego miasteczka Lakeside, mieszkanie panów Ibisa i Jaquela. No i dodajmy do tego pogodę, akcja rozgrywa się szarą zimą.
To wrażenie szarości towarzyszyło mi przez cały czas czytania książki. Nie uważam tego za minus, bo jestem przekonany, że autor świadomie stworzył taką atmosferę. Po prostu, jest to książka poważniejsza.

Neil Gaiman jest pisarzem, który od pierwszego momentu zaskarbia sobie sympatię czytelnika. Gdy przeczytasz jedną książkę, masz ochotę na następną. Amerykańscy bogowie była moją drugą książką Gaimana. Oczywiście nie ostatnią.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-05, 18:36



Nigdziebądź

Jak zabrałem się za tą książkę pewnego ranka tak dopiero późnym wieczorem zakończyłem lekturę na ostatniej stronie. Niewątpliwie opowieść Gaimana ma w sobie jakiś magnetyzm, sprawiający, że można w niej uczestniczyć razem z bohaterami nie obawiając się znudzenia.

Na pierwszy rzut oka zdawać by się mogło, że pomysł jest już dość znany. Oto mamy zwykłego człowieka, żyjącego sobie swoim własnym, nudnym życiem do momentu, gdy spotyka na swojej drodze ranną dziewczynę. Spotkanie to wywraca jego życie do góry nogami, właściwie w swoim świecie przestaje on istnieć. Ludzie na ulicy go nie dostrzegają, znajomi nie pamiętają, mieszkanie zostaje wynajęte innym lokatorom. Przypomina mi się film System z Sandrą Bullock, gdzie bohaterkę potraktowano w podobny sposób.

Richard, zwykły urzędnik trafia w końcu do Londynu Pod, alternatywnej rzeczywistości istniejącej równolegle z właściwym Londynem. Tyle, że podziemny Londyn jest o wiele bardziej niebezpieczny, zamieszkany przez różnych, niekiedy bardzo dziwnych mieszkańców. Tam nasz bohater odnajduje Drzwi, dziewczynę, którą wcześniej uratował, i razem, w towarzystwie markiza de Carabasa i Łowczyni przeżywają szereg przygód prowadzących ich ostatecznie do celu podróży, cytadeli anioła Islingtona.

Motyw podobny jak w Czarnoksiężniku z krainy Oz, gdzie Dorotka, by powrócić do domu podróżuje z przyjaciółmi do Szmaragdowego Grodu. (albo Niekończąca się historia) Autor jednak kreuje świat w sposób bardzo oryginalny i malowniczy. W świecie Gaimana pojawiają się szczuromówcy, potrafiący porozumiewać się ze szczurami, okrutni, nie pozbawieni poczucia humoru (na swój sposób) mordercy, pan Croup i pan Vandemar. (Chyba najbardziej z ich dialogów zapadło mi w pamięci: Panie Vandemar, zrób mu krzywdę), oryginalni Czarni Mnisi, częstujący pielgrzymów przed torturami herbatą i wiele innych ciekawych postaci.
Także miejsca takie jak Ruchomy Targ, czy mieszkanie Drzwi są ciekawie przedstawione. Poruszając się po świecie Gaimana cały czas trafiamy na coś nowego, poznajemy różnorodność świata wytworzonego w bujnej wyobraźni autora.

Dla mnie lektura Nigdziebądź była ciekawą przygodą, odskokiem od typowej fantasy w kierunku takiego przemieszania się obu rzeczywistości, tej naszej szarej z tą fantastyczną.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-08, 19:44

Chłopaki Anansiego

Książka bardzo podobnie napisana jak Amerykańscy bogowie, jest jednak lekko związana z Amerykańskimi bogami osobą Anansiego, afrykańskiego boga-pająka.

Główny bohater zwie się Gruby Charlie, taki przydomek przylgnął do niego już w dzieciństwie i pozostał, choć Gruby Charlie wcale gruby nie był. Wiódł normalne życie pracując jako urzędnik w firmie Grahame'a Coatsa. Miał dziewczynę z którą był zaręczony, planowali razem ślub.
Wszystko zmienia się od momentu, gdy spotyka swojego brata Spidera.
Obaj są synami Anansiego, ale to Spider odziedziczył całą moc i czas swego ojca. I to właśnie Spider wchodzi z butami w życie Grubego Charliego komplikując je strasznie.

Styl bardzo podobny do Amerykańskich bogów, zatem miłośników tej pozycji Chłopaki Anansiego zawieść nie powinni. Tu także mamy świat normalnych ludzi, czasy nam współczesne oraz ten drugi świat, magiczny, świat dawnych bogów, Tygrysa, kobiety ptaka, Małpy i innych. Wraz z bohaterami lawirujemy na granicy obu światów. W odróżnieniu od Amerykańskich bogów nie ma tu wiejącego zewsząd pesymizmu i smutku.
Zauważyłem też, że autor kontynuuje swoją manierę kreacji czarnych charakterów z Nigdziebądź. Grahame Coats bardzo przypominał mi Panów Croucha i Vandemara. Takie beztroski, bez wyrzutów sumienia, nawet trudno z narracji wywnioskować, że to postać zła.

Osobiście wolę bardziej magiczne książki Gaimana jak Nigdziebądź czy Gwiezdny pył, ale ta też jest kawałkiem dobrej literatury.

koncept - 2008-11-09, 19:22

Powieści N. Gaimana są krótkie, lekkie i przyjemne; charakteryzują się prostym, przystępnym stylem, który sprawia, że bardzo szybko pokonuje się kolejne strony... Nie jest to stricte fantasy - autor nie tworzy nowego świata od podstaw, zupełnie innych bohaterów etc., tylko wplata do znanej nam rzeczywistości elementy magiczne, o istnieniu o których zwykli bohaterowie często nie zdają sobie sprawy dopóki nie staną nimi "twarzą w twarz" (Gruby Charlie z "Chłopaków Anansiego", Richard z "Nigdziebądź").

Lektura "Chłopaków..." upłynęła mi na permanentnym recytowaniu klątw pod adresem Spidera, którego do końca powieści nie udało mi się ani trochę polubić.

"Gwiezdny pył" często określany jest mianem baśni dla dorosłych... Może coś w tym jest. Od dłuższego czasu zabieram się za obejrzenie filmu na postawie tej powieści, ale ciągle nie mogę się zmobilizować. Podobno jest kilka drobnych zmian (kilka wątków rozbudowano), ale obawiam się, że teraz nie będę w stanie już ich wyłapać, gdyż niezbyt dobrze pamiętam szczegóły... Chyba jest tak, że ludzie, którzy czytali książkę, krytykowali film, natomiast pozostałym bardzo się podobał.

Po przeczytaniu "Nigdziebądź" czuję pewien niedosyt. Powieść bardzo mi się podobała, mimo iż dało się zauważyć pewne podobieństwa do innych dzieł Gaimana (np. Ruchomy Targ - notabene bardzo ciekawe miejsce - kojarzył mi się z jarmarkiem z "Gwiezdnego pyłu", pechowiec Richard przypominał nieco nieudacznika Grubego Charliego). Odnośnie wspomnianego niedosytu - brakowało mi rozwinięcia kilku wątków, wyjaśnienia niektórych spraw np. dlaczego Richard zauważył Drzwi, skoro mieszkańcy Londynu Pod byli niewidoczni dla innych. Niektóre postaci zostały bardzo marginalnie potraktowane, w tym m.in. Stary Bailey - dla mnie najciekawsza; inne były albo mi obojętne (jak Markiz), albo mnie wręcz irytowały (Drzwi). Ogólnie powieść ciekawa, pojawiło się w niej kilka świetnych pomysłów - żałuję, że taki alternatywny świat jak Londyn Pod naprawdę nie istnieje - tylko zakończenie niezbyt przypadło mi do gustu.

Planuję zapoznać się z komiksami autorstwa N. Gaimana. Opinie są pozytywne, dlatego liczę na przyjemna lekturę... A może ktoś już je czytał i może o nich parę słów napisać?

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-09, 19:52

koncept napisał/a:
Chyba jest tak, że ludzie, którzy czytali książkę, krytykowali film, natomiast pozostałym bardzo się podobał.


Nie do końca. Filmowa adaptacja Gwiezdnego Pyłu jest niczego sobie, a w niektórych fragmentach wręcz przewyższa książkę, np. w wątku podniebnych łowców błyskawic. Mi się film bardzo podobał, mogę zapewnić, że reżyser nie nawalił. :)

koncept napisał/a:
Niektóre postaci zostały bardzo marginalnie potraktowane, w tym m.in. Stary Bailey - dla mnie najciekawsza


Tu się akurat zgadzam, bo ja również bardzo polubiłem starego Baileya, choć pojawia się w tekście tak rzadko. Po postu ma w sobie to coś, tę nutkę dziwactwa, coś w swoim charakterze. :)

Ravena - 2008-11-12, 14:46

Przeczytałam "Amerykańskich bogów" i pierwsza opinia, która mi się nasuwa to: "Cóż za przygnębiająca lektura!" Początkowo zupełnie nie mogłam trafić w opowieść Gaimana, wciągnęła mnie dopiero po jakimś czasie. Nastrój całej powieści jest ponury, w atmosferze dominuje coś na kształt melancholii, a nad wszystkim unosi się jakieś poczucie nieuchronności przemijania. Być może nie pociągnęłabym lektury dalej, ale byłam ciekawa, dlaczego Cień jest taki ważny i dlaczego też wszystko zaczęło się od niego. Sama powieść skonstruowana jest w bardzo ciekawy sposób, Gaiman łączy mitologię różnych krajów z pop kulturową współczesnością, a na zderzeniu tych dwóch elementów wyłania się obraz Ameryki, o którym niejeden bohater powie: „To nie jest dobry kraj dla bogów”. Rzeczywiście, bohaterowie przemierzają kilka stanów, ale z ich obserwacji wynika, że wszędzie panuje ta sama miałkość ducha, Ameryka jest płytka, nastawiona na komercję, konformistyczna, lubująca się w wielkim show, nie zainteresowana, by sięgać głębiej, bo a nuż nie spodobałoby jej się to, co by tam znalazła. To też Ameryka moloch, kulturowy kocioł, pozbawiona pamięci pokoleń, niezakorzeniona, dryfująca w nieznanym kierunku, wyraźnie skontrastowana w ostatnich scenach ze Skandynawią, gdzie wciąż „Miejscowi potrafili czytać starożytne sagi z równą łatwością, jak zwykłe gazety”. Nawet sielskie, spokojne miasteczko jakim na pierwszy rzut oka wydaje się Lakeside, jest obciążone destrukcyjnymi cechami współczesnego świata. Przy okazji wyszło na to, że literatura i film nauczyły mnie cynizmu, bo gdy tylko pojawił się sympatyczny staruszek z uśmiechem świętego Mikołaja, nabrałam dużych podejrzeń do tej postaci.
Dużą przyjemność, a także niemałą trudność, sprawiło mi rozszyfrowywanie bogów i mitologii, które Gaiman wprowadził do swojej powieści. Pewne były oczywiste, inne zupełnie nie, niektórych wciąż nie potrafię zlokalizować. Przyznam, że czytając książkę słownik mitologii świata miałam pod ręką.
Interesującym zabiegiem jest też wyłanianie się czasem z kart powieści narratora, który wtrąca swoje refleksje natury etycznej, by po chwili zniknąć i pojawić się niespodziewanie kilka rozdziałów później. Refleksje te to spory materiał do przemyślenia, a wnioski z nich wysnute muszą okazać się gorzkie.
Jak do tej pory miałam do czynienia tylko z jedną samodzielną powieścią Gaimana „Nigdziebądź” i w porównaniu z nią „Amerykańscy bogowie” są historią dojrzalszą i budowaną z większym rozmachem, ale też świat w niej przedstawiony zdaje się być pozbawiony zupełnie barw. To zupełnie inny świat niż Londyn Pod i Ruchomy Targ, tętniący życiem i kolorami. Ameryka, która przemierzają Cień i Wendsday jest boleśnie bezbarwna. Mocną stroną powieści, podobnie jak tam, są bohaterowie, zróżnicowane indywidualności (może za wyjątkiem Cienia, który wydaje się jednak postacią nijaką, rzucaną przez wiatr wydarzeń tu i tam), które można polubić bądź poczuć do nich niechęć. Plus ma u mnie Gaiman za mały drobiazg: wprowadzenie bogini Bast, a co za tym idzie, niemal stale towarzyszące bohaterowi koty ;)
Podsumowując bardzo krótko, wrażenia ostatecznie mam pozytywne. „Amerykańscy bogowie” to powieść warta czasu i pieniędzy, pomimo, że po odwróceniu ostatniej strony nie opuszczało mnie uczucie pewnej goryczy. A może właśnie dlatego?

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-12, 17:59

Widzę, że masz podobne do moich odczucia jeśli chodzi o Amerykańskich bogów. Chyba nie da się nie zauważyć i nie ulec temu poczuciu melancholii, szarości, monotonii egzystencji, która nieustannie towarzyszy nam podczas lektury. Jak podkreśliłaś, to jest już zdecydowanie dojrzalsza książka i tak należy ją traktować. Gaiman ma w swojej twórczości bardzo różne utwory i to w zasadzie stanowi o jego talencie literackich. Potrafi napisać zarówno sielankową baśń, przygodową historię fantasy jaką jest Nigdziebądź czy bardziej refleksyjną powieść w stylu Amerykańskich bogów. Nie wspominając już o Dobrym Omenie do spółki z Pratchettem napisanym. :)

Mimo, że Amerykańscy bogowie mają smutny wydźwięk, to jednak mają coś w sobie, co pozwala mi zachować pozytywne wrażenia z lektury i coś, co sprawiło, że kupiłem tę książkę i stoi w mojej prywatnej biblioteczce.

Raveno: a kojarzysz zakład Cienia z Czernobogiem, za przegranie którego miał otrzymać cios młotem? :) Podobało mi się rozstrzygnięcie. :)

Ravena - 2008-11-12, 18:12

Tak, byłam ciekawa jak autor to rozwiąże i zastanowiła mnie ostatecznie zmiana Czernoboga i czy ma to jakieś uzasadnienie w mitologii? Muszę jednak więcej poczytać na temat tego bóstwa. Swoją drogą to kolejna zaleta tej książki, zmusza do kontekstowych poszukiwań ;)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-12, 20:05

Było w Amerykańskich bogach jedno zdanie, na samym początku, w którym Cień wspomina o swoim lęku do elektroniki, że jest taka ulotna. Strasznie mi się ono spodobało. Spróbuję znaleźć.

Edit:

Cytat:
Cieniowi wszystko, co elektroniczne, przypominało magię. Obawiał się, że w każdej chwili może zniknąć.


Myślę sobie jak to czytam o całym tym internecie, poczcie elektronicznej, gg, wszystkich tych ulotnych rzeczach. Ostatnio w tym kontekście można też pomyśleć o naszym forum. Tak więc trzeba pamiętać, że choć komputery ułatwiają życie, informacje na nich zapisane są ulotne, a 'rękopisy nie płoną' :) [/b]

Ravena - 2008-11-12, 20:40

Mnie zastanowiło i skłoniło do przemyśleń sporo wypowiedzi, bohaterów jak i odnarratorskich. Zwłaszcza te dotyczące indywidualnych historii i obrony człowieka przed tragedią innych ludzi. Było też tam o literaturze jedno, nieco gorzkie zdanie.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-13, 09:26

Ravena napisał/a:
Przeczytałam "Amerykańskich bogów" i pierwsza opinia, która mi się nasuwa to: "Cóż za przygnębiająca lektura!"


Czytając Wichrowe Wzgórza Emoly Bronte także można odnieść podobne wrażenie. A z drugiej strony patrząc, czy to co Gaiman napisał nie jest udziałem milionów ludzi na Ziemi? Wszak taka szara egzystencja dotyka bardzo wielu. Wielu jest na nią skazanych.

Ravena - 2008-11-13, 11:04

Ja nie lubię szarości, dlatego zawsze staram się jakoś ubarwić przesztrzeń wokół siebie i nie poddawać się nudzie, burości dnia codziennego. Trzeba się bronić przed szarą egzystencją ;) "Wichrowe Wzgózra" to już zupełnie inny klimat, ich ponura atmosfera jednak bardziej tętni zyciem, głównie za sprawą namiętności szarpiących bohaterami. W "Amerykańskich bogach" nawet bohaterowie poddają się melancholii, czasem aż za bardzo wtapiają się w tło szarego krajobrazu...
Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-13, 13:20

Ravena napisał/a:
W "Amerykańskich bogach" nawet bohaterowie poddają się melancholii, czasem aż za bardzo wtapiają się w tło szarego krajobrazu...


Moim zdaniem był to celowy zabieg pisarza, ta melancholia. A poza tym, skoro udało się książce wywołać w tobie uczucia, nawet jeśli to będzie swego rodzaju przygnębienie czy melancholia znaczy to, że autor ma talent pisarski. Najgorsze są książki, które przyjmuje się obojętnie.

koncept - 2008-11-14, 18:29

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
koncept napisał/a:
Chyba jest tak, że ludzie, którzy czytali książkę, krytykowali film, natomiast pozostałym bardzo się podobał.


Nie do końca. Filmowa adaptacja Gwiezdnego Pyłu jest niczego sobie, a w niektórych fragmentach wręcz przewyższa książkę, np. w wątku podniebnych łowców błyskawic. Mi się film bardzo podobał, mogę zapewnić, że reżyser nie nawalił. :)

Chodziło mi o to, że głosy krytyki, które mnie zdarzyło się uslyszeć, należały do osób znających powieść (ale byli też tacy, którym podobał się zarówno film, jak i książka). Absolutnie nie było moim zamiarem jakiekolwiek generalizowanie...

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:

koncept napisał/a:
Niektóre postaci zostały bardzo marginalnie potraktowane, w tym m.in. Stary Bailey - dla mnie najciekawsza


Tu się akurat zgadzam, bo ja również bardzo polubiłem starego Baileya, choć pojawia się w tekście tak rzadko. Po postu ma w sobie to coś, tę nutkę dziwactwa, coś w swoim charakterze. :)

Ano ;]. Nieco ekstrawagancki, ale ciekawy. To taki typ, który ponarzeka, pomarudzi, ale nie odmówi pomocy i można na niego liczyć.
Sympatyczny był również kowal, ale on to już w ogóle był "gościem" w tej historii, a z postaci kobiecych - Anestezja, która również dość szybko... zniknęła.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-14, 18:35

koncept napisał/a:
To taki typ, który ponarzeka, pomarudzi, ale nie odmówi pomocy i można na niego liczyć.


Taak. I jak tak sobie pomyślę, to jest w tym względzie bardzo podobny do mnie. Zapewne także dlatego stał mi się bliższy. :) W każdym razie dla mnie Nigdziebądź bez Starego Baileya nie byłaby tym samym.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-18, 00:15

Dobry Omen - Neil Gaiman i Terry Pratchett napisał/a:
Biblia 'A bodaj to wciórności' zasługuje na uwagę z jeszcze jednego względu. Rozdział trzeci "Genesis" liczy dwadzieścia siedem wersetów, a nie jak zwykle dwadzieścia cztery. Trzy dodatkowe wersety następują po wersecie dwudziestym czwartym, który brzmi:
24. I wygnał Adama. I postawił przed rajem rozkoszy Cherubin i miecz płomienisty i obrotny, ku strzeżeniu drogi do drzewa żywota.
Dodane wersety brzmią następująco.
25. I rzekł Pan Aniołowi, który wschodniej bramy raju rozkoszy strzegł. Gdzież miecz płomienisty dany tobie?
26. I Anioł mu odpowiedział. Dopiero co miałem go przy sobie. Chyba się gdzieś zawieruszył. Pewnie następną razą głowę postradam.
27. I Panu mowę odjęło.

Tina - 2008-11-20, 20:57

Moja przygoda z Gaimanem ograniczyła się na razie tylko do "Gwiezdnego pyłu", który przeczytałam kilka dni temu, ale z pewnością na nim się nie skończy.
Jestem zauroczona tą baśniową opowieścią. Bo niewątpliwie ma ona w sobie coś z baśni. Poza tym jest bardzo wciągająca. Nie mogłam się oderwać, dopóki nie przeczytałam do końca. Z pewnością sięgnę jeszcze nie raz po nią. Głównie dla tej baśniowej prostoty (na którą cały czas rozwodziłam się w mojej recenzji) ;-)

algreholt - 2009-01-25, 21:44

"Amerykańscy Bogowie"
Szczerze mówiąc długo się zastanawiałem nad tą książką, zanim zacząłem ją czytać, czytałem wiele opinii o niej zarówno tych dobrych, jak i tych złych. Jedni ją kochają inni nawt jej nie skończyli czytać. Chyba dlatego po nią sięgnąłem, gdy coś sprawia, że opinie na jej temat są takie różne, postanowiłem wyrobić sobie własną.

Co do fabuły to jest ona wszędzie dostępna, więc wpomnę tylko, że nasz główny bohater Cień spotyka na swojej drodze życiowej pana Wednesday'a, który zabiera go w dziwną, przejmującą i miejscami straszną podróż przez USA.

Gaiman czerpie w tej książce z różnych mitologii głównie nordyckiej, irlandzkiej, czy indyjskie, pojawiają się jednak również bóstwa z innych kultur. Co ciekawe całkowicie zostali pominięci Bogowie starożytnej Grecji i Rzymu.

USA to zimia obiecana, tak się jawiła pierwszym ludziom, którzy do niej przybyli, ale również w dalszym ciągu jest tak postrzegana przez wielu ludzi współcześnie pragnących się do niej dostać. Gaiman próbuje się zastanowić nad tym w co ludzie wierzą i w jaki sposób top robią. Czy pierwsi osadnicy przybyli na nmowy ląd ze swoimi bogami i czy oni tam zostali potym, jak ich wyznawcy dawno pomarli?

W książce tej znajdziemy bogów, którzy poruszają się po ziemi tak samo jak ludzie, zarówno tych najstarszych jak i tych nowo powstałych w związku z rowinięciem techniki i swpółczesnej cywilizacji. Zastanówmy się przez chwilę co napędza Bogów, co sprawia, że mają swoją moc? Oczywiście wiara ich wyznawców, w związku z tym są w stabnie zrobić wszystko, by tą wiarę podsycać. Inaczej zostaną zapomniani, bez mocy, tułający się po świecie jak duchy.

Książka jest ciekawa, ale najlepsze określenie jaki mi się nasuwa to "ciężka" nie w sensie, że czyta się ją źle, ale, że miejscami potrafi przytłoczyć czytelnika swoją mrocznością i pokrętnymi ścieżkami jakimi prowadzi swoich bohaterów. Napisana jest w sposób interesujący i ciekawy, po zakończeniu zostawia coś po sobie, skłania czytelnika do zastanowienia się chwilę, czyt to rzeczywiście tylko fikcja literacka, czy może nie do końca....

Książka ta zdobyła nagrody Hugo, Nebulę, Brama Stokera, magazynu SFX i Locusa, została nominowana do wielu innych, w tym do World Fantasy Award i Minnesota Book Award, i trafiła na wiele list najlepszych książek roku. Ja bym jej aż trak wysoko nie oceniał. Jako połączenie horroru z urban fantasy jest to dobre, ale dla mnie bez rewelacji, dlatego moja ocena to 4/6

Fergie - 2009-04-05, 08:17

Książka "Amerykańscy bogowie" była moim pierwszym spotkaniem z tym autorem, ale na pewno nie ostatnim. To pozycja, którą będę polecać wszystkim, nawet tym, którzy za fantastyką nie przepadają. Z resztą na dobrą sprawę fantastyki tu niewiele, jest to bardziej książka psychologiczna, przygodowa. Mimo ponurego nastroju jest to kawał dobrej rozrywki.

Jedyny minus moim zdaniem to Laura. Pomysł na postać może i dobry, ale niesamowicie mnie irytowało to babsko :) .

W koszyku na Amazonie czeka już Nigdziebądź, ale na kliknięcie "kup teraz" czeka na lepsze czasy.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-04-05, 18:29

Fergie napisał/a:
Mimo ponurego nastroju jest to kawał dobrej rozrywki.


Zgadzam się. Chciałoby się rzec, że skoro taka ponura to i równie nudna, a zaczniesz czytać i czytasz, czytasz i już zaraz koniec. Wciągnęła mnie po prostu ta opowieść. Nawet chwile kiedy Cień mieszkał w tym małym, prowincjonalnym miasteczku, w którym na środku zamarzniętego jeziora co roku wystawiano gruchota. :)

Bruixa - 2009-04-05, 19:17

Cytat:
Książka "Amerykańscy bogowie" była moim pierwszym spotkaniem z tym autorem, ale na pewno nie ostatnim.
Moim również, następny był "Gwiezdny pył".
Spodobały mi się pomysły Gaimana - świeże i często zaskakujące. Ta mieszanka gatunków - bo prócz fantasy są tu elementy horroru, kryminału, powieści obyczajowej, psychologicznej i łotrzykowskiej, wstawki historyczne - tworzy w sumie interesującą całość. Gaiman dobrze prowadzi narrację, fabuła wciąga, wszystkie wątki znajdują rozwiązanie. Książka ma nastrój, nie szkodzi, że niewesoły, grunt, że sugestywny. No, i daje co nieco do myślenia, mimo że to pozycja rozrywkowa.

Ishikawa - 2009-04-06, 12:18

A czy ktos czytał Koraline ? Gdzies slyszalam ze film powstał na bazie ksiazki ?
Bruixa - 2009-05-17, 18:11

Ravena napisał/a:
zastanowiła mnie ostatecznie zmiana Czernoboga i czy ma to jakieś uzasadnienie w mitologii? Muszę jednak więcej poczytać na temat tego bóstwa.
A znalazłaś jakiekolwiek informacje o Czernobogu? Ja się z nim nigdzie nie zetknęłam, ale w czasie lektury miałam wrażenie, że to takie bóstwo dualistyczne, łączące w sobie dobro i zło, a oba jego aspekty powiązane są z porami roku, tak jak 3 Zarie z porami dnia i nocy. Coś jak Kora-Persefona, czy Inanna - bogini miłości, ale i śmierci.

Przeczytałam ostatnio "Księgę cmentarną" i wrażenia mam mieszane. W zasadzie pozytywne, ale... Bardzo mi się podobał początek, świetna atmosfera - Gaiman jest dobry w kreowaniu specyficznego klimatu - ale pod koniec odczułam lekki niedosyt. Pomysł nie całkiem wykorzystany, niektóre wątki mógł rozwinąć, a potraktował je pobieżnie. Sama końcówka niezbyt oryginalna ani przekonująca. A niektóre fragmenty i motywy wydawały mi się dziwnie znajome, przypominały mi coś, co już czytałam gdzie indziej, choćby u Kinga.

Ravena - 2009-05-20, 20:49

Nie, nie znalazłam nic na temat Czernoboga w opracowaniach. Blisko mu do Peruna, ale chyba jest tak jak mówisz, ma dwa oblicza, jak noc i dzień, coś w rodzaju dualistycznego odzwierciedlenia świata, na którym współistnieje dobro i zło.
Ach, o Czernobogu tutaj, ale nie wiem na ile wiarygodne --> http://www.fantasy.dmkhos...dex.php?nr=1302
I jeszcze coś tutaj http://imbasforosnaigorse...net/?t=20504221

Bruixa - 2009-05-20, 22:02

Poczytałam, ciekawe informacje, zwłaszcza na tym włoskim forum. Jest tam też o Zariach i o Babie Jadze (ale to już po włosku). Czy to nie dziwne, że tak mało wiemy o mitologii słowiańskiej, a lepiej znamy wierzenia innych ludów? :oops:
ultramaryna - 2009-08-31, 19:32

Uwielbiam, uwielbiam Gaimana. Kocham go za zwariowany styl i szalone, świetne pomysły. "Amerykańscy bogowie" i "Nigdziebądź" to chyba moje ulubione książki jego autorstwa. A zaraz potem pełen magii i baśniowej atmosfery "Gwiezdny pył". "Księga cmentarna" jest niezła, ale na tle innych książek Gaimana wypada nieco nijako i przeciętnie. "Koralina" mi się nie podobała. Książka raczej dla młodszych, a poza tym wydawała mi się nudna i nieciekawa.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-08-31, 19:46

Mi udało się jakoś zachęcić brata nie-fantastę do sięgnięcia po Nigdziebądź. Pytał czy dużo fantastyki w niej jest. Powiedziałem, że akcja dzieje się i w naszym świeci i trochę w tym fantastycznym, ale ogólnie sporo naszego w książce jest.
A potem wyrzucał mi trochę: "Mówiłeś, że będzie mało fantastyki..."

Ale ostatecznie po skończonej lekturze (a brat ma taki zwyczaj, że wtedy loguje się na biblionetkę i wystawia oceny) wystawił książce 5.
Niby się żalił, że za dużo fantastyczne, ale jednak koniec końców się spodobało. :)

Ladybug - 2009-08-31, 20:38

Uwielbiam jego książki, Najpierw przeczytałam "Gwiezdny pył". Wtedy wydawał mi się świetny cudowny i w ogóle, ale teraz stwierdzam, że jest on chyba najsłabszy w porównaniu z innymi książkami Gaimana, które przeczytałam. Potem "Nigdziebądź" i to ona była moją ulubioną książką przez dłuższy czas. Przeczytałam też "Amerykańskich bogów", których lubię chyba tak samo jak "Nigdziebądź". W te wakacje miałam przeczytać "Księgę cmentarną", ale odłożyłam ją na kiedy indziej. Jakoś nie mogę się do niej przekonać.
Erendis - 2010-01-02, 18:02

Nigdziebądź kupiłam w te wakacje, przeczytałam jakieś 50 stron i odłożyłam na półkę. Teraz zupełnie nie mogę wytłumaczyć dlaczego, bo gdy wróciłam do niej przedwczoraj, pochłonęłam ją w ciągu dwóch wieczorów.

Nigdziebądź jest niezwykłą książką. Czytałam ją z zapartym tchem, a przez cały ostatni rozdział miałam podniesione ciśnienie, gdy widziałam, że została mi jeszcze tylko jedna strona, a cała historia jeszcze nie kończy się tak, jakbym chciała.

Londyn Pod jest pełen wyrazistych i niezwykłych postaci (podczas gdy Londyn Nad jest pełen ryku tysiąca rozwścieczonych bestii…) oraz niezwykłych i zaskakujących miejsc: tam, w kanałach, nikogo specjalnie nie dziwi to, że w wagonie pociągu znajduje się Dwór Barona łącznie z baronem, służącymi i rycerzami, którzy lubują się w batonikach z automatu i coca-coli. Londyn Pod jest miejscem, w którym dość łatwo można stracić życie: podziemia są pełne niebezpieczeństw, dziwnych osobistości. Bardzo spodobał mi się też handel wymienny, zwłaszcza sposób markiza de Carabas – jesteś mi winien ogromną przysługę. Za to Londyn Nad jest przedstawiony jako świat, którym rządzi pieniądz i pragnienie kariery, gdzie liczy się tylko ja a do celu często dąży się po trupach (bo… chyba w rzeczywistości tak jest?).

Takie poznawanie podziemi razem z bohaterami to świetna zabawa. Gaiman przemyca wiele ciekawych informacji dotyczących naszego Londynu. Dzięki niemu dowiedziałam się o morderczych mgłach, murze londyńskim zbudowanym na polecenie matki Konstantyna Wielkiego (tak, zapamiętałam ten mur dlatego, że akurat jestem w trakcie czytania Kapłanki Avalonu M. Z. Bradley).

Na początku wydawało mi się, że Gaiman jest zbyt oszczędny w słowach. Ale muszę przyznać, że opisy, choć krótkie, są bardzo… sugestywne. Zwłaszcza jeśli dotyczyły duetu Croup&Vandemar, którzy są postaciami, które zapamiętam chyba najlepiej z całej książki. Ich zamiłowanie do ćwiartowania, wyrywania języków, jedzenia ptaków i… światowych dzieł sztuki.

Teraz mam zamiar odświeżyć sobie Gwiezdny Pył, a potem wziąć się za Amerykańskich Bogów, więc jeszcze na pewno tutaj wrócę (:

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-01-02, 18:39

Miło słyszeć kolejny pozytywny głos na temat twórczości Neila Gaimana. :) "Nigdziebądź" jest jedną z tych pozycji Gaimana, które cenię sobie szczególnie. Właśnie za tą Gaimanowską bujną wyobraźnię, której dał upust w opisach przygód Richarda. Już na ten temat trochę wcześniej w tym wątku zapewne pisałem.

W każdym razie warto zapoznać się z prozą Gaimana. A często jest tak, że biorąc jedną, chwyta się potem każdą następną książkę Neila. W moim przypadku tak było. I dziś mam prawie wszystkie, które się w Polsce ukazały. :)

Tifa Lockhart - 2010-01-17, 08:06

W nocy skończyłam Gwiezdny pył. Jest to naprawdę ciekawa i fascynująca książka. Bohaterowie ciekawi, akcja toczy się bardzo szybko. Nie mogłam się oderwać od tej książki. Jednym minusem według mnie jest objętość książki. A raczej jej brak. Strasznie mało tego było. Mam nadzieję,że znajdę w bibliotece inne książki tego autora.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-01-17, 09:17

Koniecznie Tifo. A co już przeczytałaś Gaimana, prócz Gwiezdnego Pyłu? :)
Tifa Lockhart - 2010-01-17, 09:24

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
A co już przeczytałaś Gaimana, prócz Gwiezdnego Pyłu? :)

Niestety nic

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-01-17, 09:45

Cytat:
Niestety nic


Nic :!: :?:

A szkoda, bo Gaiman to naprawdę przyjazny czytelnikowi pisarz. Przyjazny w sensie, że pisze ciekawie i tak, że lektura to w zasadzie prawdziwa przyjemność. I nieważne czy czytasz poważnych Amerykańskich bogów, baśń taką jak Gwiezdny pył czy naprawdę zwariowaną książkę, pisaną wspólnie z Pratchettem jaką jest Dobry Omen.

Polecam wszystko Gaimana, bo na niczym się nie zawiodłem. Takie bardziej znane jest Nigdziebądź, które polecam w pierwszej kolejności. Spodobało się nawet mojemu bratu, który fantastyki nie czyta. Powiedziałem mu, że w tej książce jest tylko trochę fantastyki przemierzanej z realnym światem. Inaczej by w ogóle nie zaczął. A tak, choć się trochę na początku boczył jak wraz z bohaterem zawędrował do Lonndynu Pod, na Ruchomy targ i w inne miejsca, czytał z zaciekawieniem aż do końca. A potem podarowałem mu egzemplarz Nigdziebądź ze swojej półki, ponieważ mam dwa, bo dokupiłem sobie także edycję twardookładkową.

Matik - 2010-02-12, 22:45

Tak się jakoś złożyło, że też jeszcze (do dziś) nic owego autora nie przeczytałem... I zachęcony wszelkimi pozytywnymi opiniami na jego temat, postanowiłem odwiedzić księgarnię. Mieli tylko Księgę Cmentarną, a ja, jako że zawsze staram się unikać zbędnych opisów czy recenzji książek, które zamierzam przeczytać, postanowiłem wziąć to, co akurat mieli... I powiem szczerze, że trochę się zawiodłem. Bowiem jest to książka dla dzieci :) Prawdę mówiąc: mogłem się tego domyśleć już po okładce, czy krótkim opisie. Chociaż... No nie ważne już :)
Książka, mimo, że dziecinna i groteskowa, to przykuła moją uwagę - jest napisana po mistrzowsku. Broni się też całkiem błyskotliwym humorem :) Książka o przemijaniu. O zmianach. Jednak zdecydowanie nie dla mnie. Ciekawi do finału; sama końcówka zdawała się ciągnąć w nieskończoność.
Szczerze, trochę żałuję wydanych nań tych 30 zł. Zaufałem tylko nazwisku pisarza i troszeczkę się przeliczyłem. Może następnym razem będzie lepiej ;-)

Bruixa - 2010-02-12, 23:05

Skoro spodobał Ci się styl Gaimana, polecam "Amerykańskich bogów". Zdecydowanie nie dla dzieci.
Recenzent - 2010-02-28, 07:54
Temat postu: [Fan] Gaiman, Neil - Księga Cmentarna
algreholt, Wczoraj 13:16 napisał(a) na forum KGB
---------------------------------------------




Właśnie zakończyłem tę lekturę i muszę powiedzieć że jestem pozytywnie zaskoczony. Naczytałem się w necie, że to książka dla dzieci itp itd, ale... Może i dla dzieci ale raczej starszych. Pewien jestem, że niektóre po takiej książce nie mogłyby zasnąć.



Rozpoczyna się prozaicznie od noża... Można by za "Illusion" zaśpiewać "Bierze nóż ten koleś..." No i wziął i zrobił z niego użytek. Udało mu się wykończyć całą rodzinę, nawet się nie obudzili, ale czy rzeczywiście całą?? Zostało dziecko, malutkie ledwo poruszające się o własnych siłach, a jednak udało mu się uciec i dotrzeć jakoś do najbliższego cmentarza...

A tam historia dopiero się rozpoczyna...



Świat zmarłych przeplata się ze światem żywych. Widujemy ghule, duchy oraz inne stworzenia. Poznajemy aspekty życia pozagrobowego, ale i nie tylko....



Książkę czyta się bardzo szybko, wciągająca akcja nie pozwala się oderwać. Co z tego że bohaterem jest mały chłopiec i że książka jest dla młodzieży. Mnie wciągnęła tak bardzo, że ani się obejrzałem a już był koniec i nastał czas pożegnania....



Jako ciekawostkę mogę dodać, że w ostatnim rozdziale przenosiumy się nawet do smoczej jamy w Krakowie...



Moja ocena 5 /6 Nie 6 bo się za szybko skończyła

Matik - 2010-04-25, 16:39

A przeczytałem Amerykańskich. Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo widzę że już kilka osób wcześniej zdążyło to zrobić lepiej ode mnie.
Naprawdę oryginalna lektura. Godna polecenia. Ile emocji towarzyszyło mi podczas czytania - a to za sprawą oryginalności i różnorodności tej powieści - to na pewno :)
No i trzeba przyznać, że Gaiman świetnie dozuje różne elementy, czy to jeśli chodzi o humor, przemoc, wulgaryzmy etc. Żonglerka gatunkami. Wszystkiego tyle, ile być powinno, ale to tak naprawdę szczegół, o którym jeszcze chciałem wspomnieć.

PS. Po przeczytaniu książki aż samemu chce się wybrać w tego typu podróż :)

___________________________________________________________________________

Ponadto przeczytałem jeszcze zbiór opowiadań Dym i lustra. Z tym, że tutaj będę już zdecydowanie bardziej surowy w ocenie: strasznie dużo opowiadań, a sam właściwie nie pamiętam o czym była większość z nich. Tak naprawdę to tylko dwa opowiadania zapadły mi w pamięć: konkretnie chodzi o pierwsze i ostatnie (czyli o prezencie ślubnym oraz przerobiona wersja królewny śnieżki :) ) - chyba tylko te dwa były naprawdę dobre. Ale ogółem to według mnie cały zbiór strasznie cienko. Sorry ;-)

Na pewno sięgnę jeszcze po kolejne jego książki, a następną będzie najprawdopodobniej Nigdziebądź.

Tina - 2010-05-17, 07:53

Przeczytałam ostatnio "Księgę cmentarną". I jak "Gwiezdny pył" mimo prostej fabuły bardzo mi się spodobał, tak "Księga..." w ogóle. Pomysł chłopca wychowywanego na cmentarzu jest niewątpliwie bardzo interesujący, ale sama fabuła nieszczególnie mi się spodobała. Książka mi się dłużyła, prawie w ogóle mnie nie wciągnęła (w przeciwieństwie do "Gwiezdnego pyłu"). Może dlatego, że nie jestem docelowym czytelnikiem, ale przecież dobra książka dla dzieci powinna spodobać się również starszym czytelnikom.
Jednak nie zniechęciłam się do Gaimana i jestem pewna, że kiedyś sięgnę po "Nigdziebądź" i "Amerykańskich bogów".

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-05-17, 11:31

Tina napisał/a:
"Nigdziebądź" i "Amerykańskich bogów".


Jeśli miałbym wybrać dwie najlepsze książki Gaimana, tak subiektywnie, to byłyby to właśnie te dwie przez Ciebie Tino wymienione.

Ravena - 2010-05-20, 18:58

A ja mam wręcz przeciwne wrażenia z "Księgi cmentarnej" niż Tina. "Księga cmentarna" podobała mi się tak samo jak "Nigdziebądź", a kto wie czy nie bardziej? Kojarzy mi się bardzo z klimatami filmów Burtona, nie nudziłam się przy lekturze ani trochę, bohaterowie wydali mi się sympatyczni, zaś fabuła całkiem wciągająca. Nie jest tak "kolorowa" jak "Nidziebądź", ale trudno, żeby była skoro niemal cała akcja rozgrywa się na cmentarzu. Natomiast Nik, to moim zdaniem, jeden z sympatyczniejszych bohaterów Gaimana. Wielką sympatię wzbudzili też we mnie opiekunowie chłopca, Silas i pani Lupecscu, których pochodzenia autor nigdy nie wskazuje wprost, a jedynie podrzuca tu czy tam czytelnikowi jakąś wskazówkę. Jest też sporo epizodycznych, godnych uwagi postaci - jak choćby Wiedźma Bez Nagrobka. Cała powieść to dorastanie chłopca w nietypowym środowisku, jakim jest cmentarz, nabywanie określonych umiejętności, nauka na pograniczu światów, poznawanie życia "tu i tam", na cmentarzu i poza jego murem. Niektóre z rozdziałów mogą całkiem nieźle funkcjonować jak oddzielne opowiadania, całość natomiast czytało mi się niezwykle przyjemnie. Oczywiście jest "Księga cmentarna" powieścią przeznaczoną dla młodszego czytelnika, to się wyraźnie wyczuwa w lekturze, ale nie przeszkadzało mi to przyjemnie spędzić przy niej czas. Zwłaszcza, że nie brak tu charakterystycznego dla Gaimana poczucia humoru, niezwykłości i kilku niedopowiedzeń.
algreholt - 2010-05-20, 21:11

Ravena napisał/a:
Kojarzy mi się bardzo z klimatami filmów Burtona,
Wyjęłaś mi to ust to właśnie tego porównania szukałem, taki klimacik gnijącej panny młodej :) Nik również mnie przypadł do gustu. To prawda, że jest to książka inna niż "Amerykańscy..." co nie zmienia faktu, że mi się podobała.
Tifa Lockhart - 2010-06-30, 08:45

Dosłownie przed chwilką zamknęłam Nigdziebądź było po prostu fantastycznie. Podobało mi się to jak już Uczeń napisał
Cytat:
w tej książce jest tylko trochę fantastyki przemierzanej z realnym światem
. Chociaż pomysł na książkę,czyli bohater trafia do innego świata itp. już gdzieś widziałam,mimo to nie nudziłam się ani przez chwilę. Mam nadzieję,że uda mi dalsze pozycje Gaimana przeczytać.
Tifa Lockhart - 2010-07-08, 13:53
Temat postu: [Fan] Gaiman Neil Nigdziebądź
Masz dobrą prace,wspaniałą narzeczoną. Idąc na kolację spotykasz na ulicy zakrwawioną dziewczynę. Pomagasz jej i twoje życie wywraca się dogóry nogami.
Neil Gaiman- ten autor podążał za mną już od dłuższego czasu. Zachwycona,, Gwiezdnym pyłem’’ z dzikim chichotem radości zabrałam się za ,,Nigdziebądź’.
Spodobała mi się bardzo ta książka. Gaiman moim zdaniem ma talent do zauroczenia czytelnika. Niby nic aż tak wciągającego się nie dzieje, jednakże nie można się oderwać od lektury.
Książka ma jeden minus, a mianowicie fabułę. Jest dużo innych powieści, filmów,gdzie główny bohater trafia do innego świata, potem podróżuje ze swoją drużyną itp. Ale autor przedstawił to w bardzo ciekawy sposób, więc można mu wybaczyć ten mały brak oryginalności.
Postaci esą intrygujące. Najbardziej przypadł mi do gustu Markiz de Carabs.Pojawia się wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny. Wydaje się, że interesuje go tylko spłata długu wobec ojca Drzwi-uratował on go kiedyś przed śmiercią. Jednak potrafi poświęcić się dla sprawy.
Moje ulubione now ehasło to ,,więcej Gaimana’’. Z niecierpliwością czekam na okazję, aby zdobyć dalsze jego książki. Oceniam 6-/6

Córka Lavransa - 2012-02-08, 21:55

Koralina

Niby książeczka dla dzieci, której jednak mojemu dziecku bym do czytania nie dała. Niby opowiadanko grozy, ale nie aż tak groźne, jak zapowiadali - przynajmniej nie z wierzchu.
Są w "Koralinie" elementy niepokojące. Wiecznie trwające przedstawienie starych aktorek, ciastowaty golem w piwnicy, długi, ciemny, stęchły korytarz. Dziwaczna dziewczynka, niby mała, a dorosła, nad wiek rozsądna, dojrzała. Zimne lustra i zimne klucze, szare dzieci i szare kulki.
Są też i momenty wzruszające, kiedy dziewczynka opowiada historię o ojcu i osach, kiedy tłumaczy jednemu ze stworów, dlaczego nie wszystkie zachcianki powinny się spełniać.
Jest i "uroczy" motyw ze srebrzystym aniołkiem.

Niestety, podczas lektury raziła mnie wtórność tego wszystkiego. Bo to zwyczajnie Karolcia Marii Kruger i jej koralik, którzy wpadli do Silent Hill, żeby odwiedzić Kota z Cheshire.

A zatem:
Plus za motyw z teatrem, naprawdę wywołał u mnie dreszcze.
Minus za wtórność i aniołki...

Nieznany - 2012-02-08, 23:17

Dzieci, to najstraszniejsze, co się może wydarzyć w horrorze. :lol: Jak bohater spotyka w lesie dorosłego, to jest to tylko strach, ale jak dziecko, to już koszmar. 8-) No cóż, generalnie nie jestem fanem powieści grozy, choć czasami robię wyjątek (jak u Harrego Dolana, gdzie spodobały mi się tytuł i okładka, no i to miała być ku***sko dobra książka), ale po "Koralinę" raczej nie sięgnę. Zostanę przy "Nigdziebądziu" i "Dobrym omenie", który współtworzył z panem Pratchettem.
Córka Lavransa - 2012-02-08, 23:28

Nieznany napisał/a:
Dzieci, to najstraszniejsze, co się może wydarzyć w horrorze. :lol:

O czym Japończycy wiedzą najlepiej. :-P
Zajrzę do mojej biblioteki, co tam jeszcze mają Gaimana, ale chwilowo bez entuzjazmu.

Żabka - 2012-02-09, 08:42

Myślę, że pod tym względem na prawdę lepszy był film mimo wszystko... Wiadomo są pewne rzeczy, które zostały skrócone bądź pominięte, ale jednak klimat jest lepszy... I jeszcze to w jaki sposób jest zrobiony... Nie taki zwykły animowany film, ale tak jakby wszystko zrobione zostało z plasteliny... Film polecam :)
Kamil - 2012-02-09, 10:35

Żabka napisał/a:
Myślę, że pod tym względem na prawdę lepszy był film mimo wszystko... Wiadomo są pewne rzeczy, które zostały skrócone bądź pominięte, ale jednak klimat jest lepszy... I jeszcze to w jaki sposób jest zrobiony... Nie taki zwykły animowany film, ale tak jakby wszystko zrobione zostało z plasteliny... Film polecam :)

Oglądałem, bardzo mi się podobało, jedna z lepszych animacji ostatnich lat (wraz z "Gnijącą panną młodą" i "9"), książki nie czytałem, ale teraz już nie mam zamiaru.
Za to czytałem i oglądałem "Gwiezdny pył", książka też mi się podobała, ale film bardziej... dość dziwne i raczej rzadko spotykane.

Córka Lavransa - 2012-02-09, 12:29

Żabka napisał/a:
Film polecam

Miałam w ręku książkę z okładką filmową i to mnie od koncepcji obejrzenia filmu odrzuciło ostatecznie. Wewnątrz książki były proste, prawie schematyczne, ale dość niepokojące rysunki. Natomiast laleczka na okładce była zwykłym pajęczakiem z wielką głową z filmu dla dzieci.
Obejrzałam też trailer i wydaje mi się, że - podobnie jak to się ma z Disneyowską Alicją w Krainie Czarów czy Dzwonnikiem z Notre Dame - bajki, które nie są dla dzieci, nie powinny być w ten sposób adaptowane. Dzieci niewiele z tego zrozumieją albo zrozumieją źle, a dorośli będą rozczarowani.

Czy "Gwiezdny pył" został zekranizowany z udziałem M. Pfeiffer, R. de Niro i C. Danes? Bo jeśli tak, to wiem, czego nie czytać...

Kamil - 2012-02-09, 12:51

Córka Lavransa napisał/a:
podobnie jak to się ma z Disneyowską Alicją w Krainie Czarów czy Dzwonnikiem z Notre Dame - bajki, które nie są dla dzieci, nie powinny być w ten sposób adaptowane. Dzieci niewiele z tego zrozumieją albo zrozumieją źle, a dorośli będą rozczarowani.

Mi ta animacja bardzo się podobała, oryginalna, miła odmiana od animowanych Shreków, Epok lodowcowych i całej innej masy komputorowej animacji. Nie uważam żeby taki rodzaj animacji odstraszał dorosłych... jest mrocznie, ale bajkowo.
http://www.youtube.com/watch?v=i8WK-3pUpwk - no po prostu rewelacja dla mnie.

Żabka - 2012-02-09, 14:27

kenaz napisał/a:
(wraz z "Gnijącą panną młodą" i "9"),

kenaz napisał/a:
jest mrocznie, ale bajkowo.


No właśnie o to mi chodzi, że jest tak bardzo tajemniczo. Zresztą ja lubię niektóre animowane filmy... Dla mnie rewelacyjny jest serial Futurama i nie uważam, że jest on dla dzieci (na pewno nie!), ale jest w bardzo dobry sposób zrobiony... Czasem warto takie rzeczy obejrzeć ;-)

Córka Lavransa - 2012-02-09, 15:31

kenaz napisał/a:
Mi ta animacja bardzo się podobała, oryginalna, miła odmiana

Nie oglądam Shreków i Epok, bawił mnie Shrek pierwszy i na tym poprzestałam, żeby sobie nie psuć wrażenia. Natomiast filmowa Koralina wygląda jak skrzyżowanie laski od kostiumów z "Iniemamocnych" z dzieckiem z "Potworów i S-ka", i dla mnie nic w tym oryginalnego. Nie wiem też, dlatego te postacie muszą mieć takie zachwiane proporcje, te baniakowate głowy są dziwaczne w całkowicie nieprawidłowy sposób... A co do fragmentu, który pokazałeś - nie wiem, co tam robił ten dzieciak na motorku i nie wnikam, ale ta rączka rączce Addamsów może polerować paznokcie. :-P

Żabka napisał/a:
Zresztą ja lubię niektóre animowane filmy...

Nie mam nic przeciwko animacjom, "Gnijąca panna młoda" była rzeczywiście zabawna. Mam natomiast przeciwko, kiedy niezłą przypowiastkę, z której można naprawdę zrobić coś z dreszczykiem, przerabia się na bajkę dla dzieci, spłycając i wypaczając. W "Koralinie" książkowej jest kilka takich scen, które moim zdaniem dla dzieci nie nadają się absolutnie, a resztę można z powodzeniem tak zrobić. To samo tyczy się "Alicji w Krainie Czarów". I przerabianie tych powieści na bajeczki kukiełkowe po prostu jest zubaża.
OK, jeśli filmik pokazuje się dzieciom, które nie znają książki. Ale ja, która ją czytałam, będę rozczarowana. ;-)

Kamil - 2012-02-09, 17:05

Córka Lavransa napisał/a:
Mam natomiast przeciwko, kiedy niezłą przypowiastkę, z której można naprawdę zrobić coś z dreszczykiem, przerabia się na bajkę dla dzieci, spłycając i wypaczając. W "Koralinie" książkowej jest kilka takich scen, które moim zdaniem dla dzieci nie nadają się absolutnie, a resztę można z powodzeniem tak zrobić.

Czyli że Koralina (ekranizacja) to bajka dla dzieci pozbawiona dreszczyka, spłycona i wypaczona? ;-) Nie uważam, ja bym dziecku tej bajki nie włączył, chyba że troche starszemu (nie widze powodu dla którego nie miałbym włączyć 10-latkowi nawet Obcego).

W czym kukiełkowa animacja jest uboższa od komputerowej?
Czy używając bajkowej animacji nie można pokazać treści nawet od lat 18? (hentai, produkcje typu Family Guy).

Cytat:
OK, jeśli filmik pokazuje się dzieciom, które nie znają książki. Ale ja, która ją czytałam, będę rozczarowana.

No tu pewnie masz rację :) Chociaż na przykładzie Gwiezdnego pyłu czy wypowiedzi Żabki, raczej liczyłbym na przewagę ekranizacji nad książką.

Córka Lavransa - 2012-02-09, 17:40

kenaz napisał/a:
Czyli że Koralina (ekranizacja) to bajka dla dzieci pozbawiona dreszczyka, spłycona i wypaczona? Nie uważam, ja bym dziecku tej bajki nie włączył, chyba że troche starszemu (nie widze powodu dla którego nie miałbym włączyć 10-latkowi nawet Obcego).

Ja bym 10-latkowi nie włączała Obcego. Bajka, o której mówimy, była w kinach podajże od 10 roku życia, ale w ogóle nie w tym rzecz.
Napisałam juz wyżej, że nie mam nic przeciwko animacjom jako takim, obojętnie czy komputerowym, czy kukiełkowym, i nie mogłabym twierdzić inaczej, będąc sama fanką takiego choćby Baranka Shauna.
I można, używając animacji, przedstawiać treści dla dorosłych. Problem w tym, że "Koralina" filmowa takich treści raczej nie przedstawia.
Czytałeś książkę? Ten teatr starych aktorek, który był tam przedstawiony, jest nie tyle straszny, co po prostu perwersyjny, i przez to niepokojący. Golem, który siedzi w piwnicy, może być przedstawiony naprawdę przerażająco, nawet w animacji. Ale "Koralina" to bajka dla dzieci - nawet jeśli starszych - co sprawia, że wszystkie te smaczki, podteksty i możliwości się gubią.

Kamil - 2012-02-09, 17:55

Wydawało mi się, że oglądałaś tylko zwiastun, a z tego posta jasno wynika, że film widziałaś.

Pozostaje mi zapoznać się z książką :D

Córka Lavransa napisał/a:
I można, używając animacji, przedstawiać treści dla dorosłych. Problem w tym, że "Koralina" filmowa takich treści raczej nie przedstawia.

Właściwie to chyba nie, ale przez cały film jest niepokojący klimat, jak dla mnie właśnie ta forma animacji potęguje to uczucie niepokoju.

Raziel - 2012-02-09, 20:27

Córka Lavransa napisał/a:
kenaz napisał/a:
Czyli że Koralina (ekranizacja) to bajka dla dzieci pozbawiona dreszczyka, spłycona i wypaczona? Nie uważam, ja bym dziecku tej bajki nie włączył, chyba że troche starszemu (nie widze powodu dla którego nie miałbym włączyć 10-latkowi nawet Obcego).

Ja bym 10-latkowi nie włączała Obcego.


Że tak offtopem wspomnę - teraz jednak nieco inaczej z tym sprawa ogląda, nie wiem czy w czasach, gdy dzieci w tym wieku widziały "Piły" zrobiłoby to na nich wrażenie. A że nie powinny "Piły" oglądać, cóż... Sam pierwszego "Obcego" w takim wieku widziałem i płakałem ze śmiechu (scena z wyjściem Obcego i ucieczką mistrzostwo :mrgreen: ), podobnie jak przy "Predatorze". Drugi "Obcy" to inna sprawa, siedziałem jak na szpilkach...

Z Gaimana znam "Opowieść cmentarną", która przynudzała, zbiór opowiadań - baaaardzo nierówny oraz pierwsze tomy komiksu "Sandman" - tutaj wrażenia jak najbardziej pozytywne.

Kamil - 2012-02-09, 20:56

Raziel napisał/a:
Sam pierwszego "Obcego" w takim wieku widziałem i płakałem ze śmiechu (scena z wyjściem Obcego i ucieczką mistrzostwo ), podobnie jak przy "Predatorze". Drugi "Obcy" to inna sprawa, siedziałem jak na szpilkach...

Pierwszy też jest znakomity! nie wolno śmiać się na tym filmie! :mrgreen: ale fakt, drugi Obcy jest najlepszy i do dziś straszy.

Z Gaimana podobała mi się Chłopaki Anansiego, Nigdziebądź też dobre :) Gwiezdny pył najsłabszy jak dla mnie, więcej nie czytałem, ale na półce czekają Amerykańscy Bogowie i Rzeczy ulotne.

Żabka - 2012-02-10, 13:34

Słuchałam na audiobooku "Gwiezdny pył" i dla mnie była to nawet niezła książka... Teraz dokładnie treści nie pamiętam, ale podobał mi się świat przez niego stworzony. Filmu nie oglądałam i nie wiem czy bym chciała go zobaczyć... Wolę się nie rozczarować...
Nieznany - 2012-02-10, 14:38

ja też słuchałem "Gwiezdnego pyłu" w wersji audio, to raczej opowieść dla dzieci, ale jest na prawdę fajnie napisana. :)
Żabka - 2012-02-13, 08:26

Nieznany napisał/a:
to raczej opowieść dla dzieci


Czasem takie opowieści są bardzo wciągające <rozgląda się czy w pobliżu nie ma M> i bardzo interesujące dla dorosłych, bo przypomnieć może dzieciństwo i pobudzić wyobraźnię... ;-)

Córka Lavransa - 2012-10-06, 19:57

Nigdziebądź

Przemiła opowiastka, poprowadzona z fantazją i polotem.
Dość typowe postacie, co nie przeszkadza, i dość standardowa akcja, co przeszkadza jeszcze mniej, jeśli traktuje się "Nigdziebądź" w kategoriach lekkiej rozrywki.
Dowcip się pojawia, choć mam wrażenie, że nieco tamowany, jakiś taki Pratchett na odwyku (panowie coś tam chyba kiedyś razem spłodzili, może to jakiś nalot, a może po prostu mają podobne poczucie humoru).
Dwa ogromne plusy - po pierwsze, za wzmianki (częste i znaczące) o mojej ulubionej Jane Austen; a po drugie za opis Londynu, który czyni podróż do tego miasta marzeniem. :)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-10-07, 07:42

Swego czasu wielką przygoda było dla mnie czytanie kolejnych książek Gaimana. Dzięki różnorodności stylu z każdą książką spotykało mnie coś nowego, a jednocześnie w każdej czuć ów specyficzny styl autora, za który go tak lubię.
I tak ostatnimi czasy odczuwam tęsknotę za nowymi tekstami autora, a ostatnimi czasy nie wyszło spod jego pióra nic nowego. Ale z tym większą niecierpliwością będę wyglądał następnej książki.

m4rt4 - 2013-01-08, 12:28

Gaiman <3

Przykro przyznać, że ostatnimi czasu na rynku polskim ukazują się tylko odgrzewane kotlety (wznowienie Nigdziebądź, czy Dymu i luster)... Miło było usłyszeć o zbliżającej się premierze nowej powieści autora, która ma także ukazać się na polskim rynku za sprawą MAGa :)

Swego czasu zaczytywałam się w książkach pisarza... Do moich ulubionych należy właśnie Nigdziebądź, na drugim miejscu Księga cmentarna. Zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu te "cieńsze" powieści autora. Amerykańscy bogowie, w porównaniu z wspomnianymi, czytałam baaaardzo długo i nawet miejscami mnie nudziła. Zastanawiam się jak odbiorę zapowiadany serial na podstawie tej książki.

Ostatnio czytałam gdzieś, że autor zamierza zaprzestać rozdawanie autografów :zlo , jednak zanim to nastąpi ma w planach odwiedzić Polskę!

Uczeń Czarnoksiężnika - 2013-01-08, 12:41

Przeczytałem gdzieś, że premiera ten nowej powieści "The Ocean at the End of the Lane" ma nastąpić w czerwcu. Potem MAG będzie tłumaczył, więc jeszcze kilka miesięcy przyjdzie nam poczekać. Niemniej również jestem bardzo ciekaw nowej książki Gaimana. Już od dawna mi brakuje tekstów autora.
Córka Lavransa - 2013-01-13, 10:03

Gwiezdny pył

Przeczytałam wczoraj, lekko łatwo i z przyjemnością. W mojej opinii książka jest lepsza od filmu, który dla mnie był właśnie typową bajką typu "Walt Disney przedstawia", natomiast książka jest napisana stylem bajkowym, to prawda, ale z przymrużeniem oka.
Na przykład siedmiu braci - żyjących i nie - w książce miało o wiele więcej charakteru. No i wiedźmy - w książce wiedźma pełniła rolę odpowiednio marginalną, podczas gdy w filmie trzeba było naturalnie pokazać Michelle Pfeiffer przez określoną ilość czasu. To samo dotyczy Roberta de Niro.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2013-01-13, 10:06

Córka Lavransa napisał/a:
To samo dotyczy Roberta de Niro.


Ale akurat Robert de Niro jest w filmie jaśniejszą gwiazdą. Bardzo mi się podobało to jak zagrał. W książce watek podniebnych żeglarzy był mniej wyeksponowany.

Córka Lavransa - 2013-01-13, 18:14

To prawda, z tym że ja akurat uważam to za plus. Akcja była bardziej liniowa, skupiona na głównych bohaterach.
W filmie rozbudowali rolę de Niro chyba po to, żeby jakoś uratować całkiem przeciętny scenariusz. To nic złego, ale książka tego zabiegu nie potrzebuje. :)

m4rt4 - 2013-01-17, 14:01

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Przeczytałem gdzieś, że premiera ten nowej powieści "The Ocean at the End of the Lane" ma nastąpić w czerwcu. Potem MAG będzie tłumaczył, więc jeszcze kilka miesięcy przyjdzie nam poczekać. Niemniej również jestem bardzo ciekaw nowej książki Gaimana. Już od dawna mi brakuje tekstów autora.


Na forum wydawnictwa MAG napisali, że zostanie wydany w tym samym czasie co oryginał, jakoś w czerwcu :)

Tifa Lockhart - 2018-03-12, 17:37

Kiedy w ostatni weekend jechałam do domu, zastanawiałam się jaką książkę zapakować do torby. 6 godzin drogi w jedną stronę, więc musiałam wybrać coś naprawdę odpowiedniego. Padło na "Mitologię nordycką". Lubię styl Gaimana, chociaż tutaj w zasadzie tylko przedstawił mity niewiele dodając od siebie. Książka została ładnie wydana, co myślę, że wpłynęło na wrażenia z lektury. :P Czytało się ją bardzo szybko, żaden fragment mnie nie znudził. Autor przedstawia losy kolejnych bogów, wyjaśnia też dokładnie jak będzie wyglądał Ragnarok. Niestety dużym minusem książki jest to, że jest cienka i szybko się skończyła.
Córka Lavransa - 2018-03-13, 15:54

Cytat:
Niestety dużym minusem książki jest to, że jest cienka i szybko się skończyła.

Ja też byłam tym faktem rozczarowana. :lol:

Ravena - 2018-05-13, 21:51

Mam ja na półce, ale jakoś średnio mnie do niej ciągnie. Jak zresztą od dłuższego czasu w ogóle do Gaimana, nie wiem dlaczego...
Bruixa - 2018-05-13, 22:42

AXN Black od początku maja nadaje serial "Amerykańscy bogowie", Pierwszy odcinek mi umknął, bo byłam w Bieszczadach, gdzie dostępna była tylko TV reżimowa. Obejrzałam drugi i zamierzam śledzić kolejne. Książkę czytałam już z 10 lat temu i sporo zdążyłam zapomnieć, więc ciężko mi orzec, na ile adaptacja jest wierna. Ale niewątpliwie ma nastrój, choć bardzo mroczny. Zapamiętałam z powieści było sporo czarnego humoru - w serialu póki co go nie uświadczyłam. Ale zdjęcia, scenografia, muzyka robią wrażenie. Aktorstwo też OK.
Sebastian - 2018-06-11, 16:41

Pierwsze trzy czy cztery odcinki to praktycznie słowo w słowo książka. Wiem bo czytałem równolegle. Raz zauważyłem, że kolejność scen była zamieniona względem literackiego pierwowzoru. Nie wiem jak dalej, bo serialu dalej nie oglądałem, a książkę też może do połowy znam.
Córka Lavransa - 2019-01-10, 09:23

Uległam pokusie i kupuję Gaimana w nowych wydaniach MAGa. Mam już "Mitologię nordycką", "Księgę cmentarną" i "Koralinę". Kupię też jeszcze pewnie "Nigdziebądź", "Ocean na skraju drogi" i "Gwiezdny pył". :-D
Uczeń Czarnoksiężnika - 2019-01-10, 17:50

Gaiman już tyle razy był wznawiany, że trudno uzbierać wszystko w jednej szacie graficznej. Sam mam chyba ze 3 różne szaty. A może 4?
Te ostatnie są piękne. Może Tobie Córko się uda. :)

Córka Lavransa - 2019-01-11, 12:38

Na szczęście nie chcę wszystkiego. ;) "Amerykańscy bogowie" i "Chłopaki Anansiego" jakoś do mnie nie przemówiły.
Raziel - 2019-01-11, 20:20

To ja tylko w tym temacie napiszę, że "Amerykańskich bogów" czytałem jakoś dwa lata temu i bardzo mi się podobali, natomiast ogólnie pisanina Gaimana poza tym leżała mi zawsze średnio, choć mam "Nigdziebądź" do nadrobienia. Komiksy za to bardzo lubię, "Uwertura" jest tak śliczna, że czasem ją zdejmuję z półki tylko po to, żeby sobie popatrzeć na ilustracje.
Córka Lavransa - 2019-01-14, 09:03

Aż zerknęłam sobie na LC żeby sprawdzić, co mi w tych "Bogach..." nie odpowiadało. Chaos i przewidywalne zakończenie. Hm. Za Chiny nie pamiętam nic z tej książki, może dam jej drugą szansę... :-D

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group