Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Zakończone - "Odette" a "Lśnienie..."

Ravena - 2009-05-19, 16:18
Temat postu: "Odette" a "Lśnienie..."
Wiosna, wedle poetów czas idealny na zakochanie się. Słowiki w krzakach bzu, wszystko kwitnie, pachnie i pięknieje. Miejsce pijaczków na ławkach w parku zajęły trzymające się za ręce i całujące pary, słowem gdzie nie spojrzeć – miłość. Nic dziwnego, że Wiedźma zaczęła też o miłości czytać. W moje ręce trafiły dwa zbiory opowiadań, których motywem przewodnim jest kobieta i miłość. „Odette i inne historie miłosne” E. E. Schmitta mocno mnie rozczarowały. Po znakomitych „Małych zbrodniach małżeńskich” już sądziłam, że się z twórczością tego pana przeproszę, bo ani „Oskar i pani Róża” ani późniejsze powiastki nie przekonały mnie jakoś. Sięgnęłam po „Odette” nastawiona pozytywnie, dodatkowo zachęcona wieloma słowami zachwytu. Rozczarowanie spore. Żadne z opowiadań nie zachwyciło mnie, większość sprawiała wrażenie napisanych gdzieś na papierowej serwetce i bez żadnej korekty wysłanych do druku. Niedopracowane stylistycznie i fabularnie, niektóre wręcz rażąco naiwne. Tylko dwa lub trzy wyróżniały się na tle pozostałych ujęciem tematu i gdyby tylko nie ten język! Pierwsze opowiadanie zbioru ma swój urok, chociaż nie poraża głębią. Najbardziej podobało mi się o cierpiącej na Alzheimera kobiecie (nie dysponuję zbiorem w chwili obecnej, dlatego nie podaję tytułów) i milionerce, wykupującej znikomej wartości obrazy od malarza, z którym niegdyś jako nastolatka przeżyła wakacyjny romans. Te opowiadania nie pozwalają przekreślić całego zbioru, ale jako całość „Odette i inne historie miłosne” sprawia zawód.
Zupełnie inaczej odebrałam natomiast opowiadania zamieszczone w zbiorze „Lśnienie nad głębiną” Arkadiusza Pacholskiego. Tematyka ta sama, ale jakże inna realizacja! Autora nie kojarzę wcale, dotąd nie zetknęłąm sie z jego twórzcością, ale na dziesięć zamieszczonych w zbiorze opowiadań zatrzymałam się nad każdym. O ile w „Odette” czasem odnosiłam wrażenie, że autor stara się na silę odnaleźć w kobiecej psychice, to u Pacholskiego nic podobnego nie uświadczyłam. Patrzy na kobietę niejako z boku, ale jest bliżej kobiecej osobowości niż Schmitt. W jego prozie pojawia się miłość w najprzeróżniejszych odsłonach i na różnych etapach: jako wieloletnie uczucie, chwilowe zauroczenie, mgnienie zachwytu, niespełniona, trawiąca przez lata namiętność i czysto platoniczne uczucie do kobiety zupełnie nieznanej. Miłość w tych opowiadaniach zostaje odmieniona jak w słowniku – trudna, niespełniona, nieodwzajemniona, niezapomniana, taka, której nie da się powtórzyć. Kobiety u Pacholskiego też bywają różne: piękna dziewczyna z autobusu, intrygująca nieznajoma z obrazu, dawna ukochana, dotknięta tragedią wdowa i przygodna kochanka. Jedne przyciągają i kuszą, drugie odmieniają, inne sprawiają zawód, rozczarowują. Wszystkie bohaterki jednak emanują autentycznym pięknem. Wpływa na to zarówno sposób kreacji postaci, jak i język Pacholskiego, znakomity, żywy, miejscami niemal poetycki. Bardzo polecam „Lśnienie nad głębiną”, dawno nie czytałam nic, traktującego o miłości, a tak urzekającego. „Odette” natomiast tylko dla wielbicieli twórczości Schmitta.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group