Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Fantastyka obca - KING, Stephen - Cykl Mroczna Wieża

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-04-19, 20:01
Temat postu: KING, Stephen - Cykl Mroczna Wieża
King znany jest z pisania przeróżnych niesamowitych historii, z większą lub mniejszą dawką elementów fantastycznych. Ma jednak w swoim dorobku serię książek, cykl, w którym fantastyka dominuje zupełnie. I jest to właśnie Mroczna Wieża, siedmiotomowa przygoda na wiele wiele godzin. :) Jestem właśnie na etapie kolekcjonowania serii. Mam już na półce 5 tomów, szósty w drodze. Pozostanie mi jeszcze odnalezienie jednego. Trochę z tym trudności jako, ze postanowiłem zebrać starą serię, posiadającą o wiele klimatyczniejsze okładki od ostatniego wznowienia. Ot taki kaprys. :)

Czy komuś udało się przeczytać cały cykl i sprawdzić, czy Roland, ostatni rewolwerowiec rzeczywiście dotarł do Mrocznej Wieży, której przez całe swoje życie poszukiwał? :)

Ishikawa - 2009-04-19, 20:12

Przeczytałam sage pare lat temu. Bardzo mi sie podobała, jednak miejscami była nierówna. Najlepiej wspominam Piesn Susannah:).
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-04-19, 20:17

Ishikawa napisał/a:
Najlepiej wspominam Piesn Susannah:).


Hmm, wielu uważa Pieśń.. za jeden z gorszych epizodów. Ja się nie wypowiem, bo też czytałem dawno. Natomiast mam swój numer jeden spośród siedmiu tomów i jest to trójka - Ziemie jałowe. Motyw supernowoczesnego pociągu - świetny. :) Szkoda, że urywa się jak w telenoweli, w najciekawszym momencie. No ale wszystko wyjaśnia się zaraz na początku Czarnoksiężnika i Kryształu. Czwarta część zresztą też jest bardzo ciekawa, ale jednak niewiele związana z główną treścią książki. Taka 600 stronicowa dygresja. :)

Tina - 2009-04-19, 20:37

Bardzo często właśnie spotykam się z opiniami, że Mroczna Wieża jest bardzo nierówna i chyba to (oraz niekończąca się lista "do przeczytania") nie nastawia mnie optymistycznie do tego cyklu. Ale może kiedyś jak będę miała ochotę na lekkie czytadło (czym chyba utwory Kinga są...?) to wypożyczę, bo widziałam w bibliotece. Wtedy sama się przekonam.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-04-19, 20:53

Równa nierówna, myślę, że warto przeczytać, gdyż jest to po prostu ciekawa historia. I wciągająca. :)
Bruixa - 2009-04-19, 23:11

Oj, bardzo nierówna. Ale, co ciekawe, panuje duża rozbieżność w ocenie poszczególnych tomów. Na mój gust I część: Roland - nudnawa, II: Powołanie trójki - wciągnęło mnie, zaskakująca i chwilami bardzo śmieszna; III: Ziemie jałowe - zniżka formy; IV: Czarnoksiężnik i kryształ - chyba najlepsza, ciekawie opowiedziana, choć to retrospekcja;
V: Wilki z Calla - na ogół niezła; VI: Pieśń Susannah - słaba, irytująca; VII: Mroczna Wieża - dobre zakończenie, ale cały tom marny.
Ogólnie miałam wrażenie, że King wcisnąl w ten cykl mnóstwo niezbornych elementów, czerpiąc inspiracje od Sasa do Lasa - za dużo łyknął, a nie przetrawił.

PS. Czy Wy też, czytając o Rolandzie mieliście przed oczami Clinta Eastwooda z czasów, gdy grywał w spaghetti westernach? Bo ja tak go sobie wyobrażałam, a dopiero teraz przeczytałam w wikipedii, że C.E. zainspirował tę postać.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-04-20, 16:57

Można by uznać Czarnoksiężnika i Kryształ za najlepszą, gdyby w podobnie dobrym stylu napisał autor o właściwej akcji opowieści. Książka ta jest bardzo dobra jeśli rozpatrywać ją jako oddzielną całość. Natomiast jako część cyklu jest OK, ale średnio na temat.

King tworzył całą serię przez blisko 25 lat, w międzyczasie pisząc dziesiątki innych książek. Nie tak jak Tolkien, który męczył się kilkanaście lat tylko nad Władcą i w dodatku temat go wielce pasjonował. King sobie pisał Wieżę, jak nie wiedział jak to dalej pociągnąć, robił sobie 5 lat przerwy i wracał do pisania.
Nie wiem jakie motywacje naprawdę kierowały autorem, ale tak to mniej więcej wygląda.

Zacząłem czytać cykl jak wychodził już tom siódmy, więc nie musiałem, jak wielu innych fanów cyklu czekać latami na zakończenie. To jest plus. :)
Dziś właśnie z Allegro przyszła do mnie Pieśń Susannah, więc zostało tylko dokupić ostatni tom, w starym wydaniu i cały cykl, siedem powieści będzie sobie ładnie stało na półce.
Brat ostatnio zafascynował się prozą Kinga i obiecał w wakacje przeczytać. :)

Ravena - 2009-05-28, 22:06

Mam za sobą pierwszy tom i mocno ambiwalentne uczucia. Gdyby nie Wasze posty nie wiem czy pociągnęłabym cykl dalej, bo ponura atmosfera post apokaliptycznej scenerii wymieszana z motywami WP i charakterystyczną dla Kinga miejscami makabryczną wyobraźnią jakoś mnie nie zachęciła. Zaciekawiła mnie postać chłopca i... :roll:
Będę czytać i wypowiadać się na bieżąco, właśnie zabieram się za "Powołanie trójki".

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-05-29, 05:37

Ravena napisał/a:
Mam za sobą pierwszy tom i mocno ambiwalentne uczucia. Gdyby nie Wasze posty nie wiem czy pociągnęłabym cykl dalej, bo ponura atmosfera post apokaliptycznej scenerii wymieszana z motywami WP i charakterystyczną dla Kinga miejscami makabryczną wyobraźnią jakoś mnie nie zachęciła. Zaciekawiła mnie postać chłopca i... :roll:
Będę czytać i wypowiadać się na bieżąco, właśnie zabieram się za "Powołanie trójki".


Pierwszy tom jest rzeczywiście przeciętny. King napisał go bardzo dawno, jako dwudziestokilkulatakek. Potem trochę to jeszcze przeredagował, ale główna część fabuły pozostała.
Potem, w kolejnych tomach robi się ciekawiej. Scenerie będą się zmieniały. :)

Będziemy czekali na Twoje bieżące relacje. :)

Ravena - 2009-05-31, 14:26

Skończyłam dziś w nocy drugi tom i opowieść mnie zdecydowanie wciągnęła, chociaż mam wrażenie, że czytam zupełnie inną książkę! Ale "Powołanie trójki" ma mocne punkty, które mnie zaintrygowały. Samo wprowadzenie tak skomplikowanych bohaterów, w dodatku w określony sposób powiązanych ze sobą niewidzialnymi nitkami przeznaczenia, to się Kingowi udało. Z drugiej strony tom ma kilka dziur, a miejscami fabuła jest logiczna tylko w sposób umowny, no i zakończenie jakoś mnie rozczarowało, znacznie ciekawiej byłoby, gdyby Roland przeprowadził Jacka Morta przez drzwi i skonfrontował z pozostałą dwójką czy trójką, jeśli liczyć dualistyczną jaźń Odetty. Niemniej, druga część była znacznie bardziej satysfakcjonująca niż pierwsza i zaskoczyło mnie, jak bardzo wciągnęła.
rygor - 2009-05-31, 15:14

Znam sporo książek Kinga, ale jakoś żadna część tego cyklu nie wpadła mi w ręce... Uczucia mam ambiwalentne, gdyż usłyszę czasem głosy pełne zachwytu, które rozbudzają we mnie chęć zapoznania się z tymi powieściami; potem zaś natrafię na niezbyt pochlebne oceny, które ostudzają mój zapał... Mam głupi zwyczaj, że gdy zacznę coś czytać, muszę skończyć (staram sie tego oduczyć), a to jest jednak dość obszerny cykl i nie wiem, czy nie szkoda na niego czasu. Nawet tutaj opinie są podzielone. Na razie mam kilka pytań... Czy poszczególne części są ze sobą powiązane, czy też każda opowiada odrębną historię (jak np. w "Diunie")? O czym to wlaściwie jest? Z tego, co się orientuję, te książki są zupełnie różne pozostałe, charakterystyczne dla Kinga.
Ravena - 2009-05-31, 15:29

Heh, jakby to... W zasadzie ciężko powiedzieć o czym to jest po dwóch tomach, bo w pierwszym jakby wchodzi się w środek historii i całość motywów, powodów i splecionych wątków wychodzi dopiero w trakcie, w kolejnych tomach. Na początku dostajemy Rolanda, rewolwerowca, który jest ostatnim z przedstawicieli swojego rodu... nie, nie rodu, jak to określić bractwa, profesji? Ściga tajemniczego człowieka w czerni, na którym chce dokonać zemsty za tragedię, która zniszczyła jego świat,a le prawdziwym celem do którego dąży jest odnalezienie Mrocznej Wieży. Czym ona jest tego nie wie nawet sam Roland, ale z uporem godnym lepszej sprawy dąży do niej, po drodze przywołując towarzyszy, którzy mają mu w tym pomóc, z innych czasów i wymiarów.
Rygor, ja bym zaczęła jednak od opowiadań Kinga. Jest chyba najlepszy w tych małych formach, a będziesz w stanie poczuć klimat jego opowieści i ocenić czy ci się podoba czy nie: "Nocna zmiana', "Szkieletowa załoga" czy ostatnio wydane u nas "Po zachodzie słońca".

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-05-31, 15:44

Moim zdaniem Ziemie jałowe, tom 3, są jeszcze lepze od powołania trójki. A na pewno bardziej wciągają. :) Cykl powoli się rozwija. Być może spodoba Ci się też Aniu Czarnoksiężnik i Kryształ, najobszerniejsza część cyklu. :)

Co do pytania rygora. Mroczna Wieża to jedna długa opowieść, fabuła cały czas (z drobnymi odchyleniami) liniowo zmierza do celu.

rygor - 2009-05-31, 15:49

Raveno, ja "początki" juz dawno mam za sobą, więc niezbyt rozumiem tę radę, choć rzeczywiście więcej powieści niż opowiadań. Natomiast z tego, co napisałaś, rozumiem, iż to jednak jest całość "pocięta" na tomy (coś jak "Władca Pierścieni"), tak?
Ravena - 2009-05-31, 15:55

Tak, siedem tomów, w którym ciągnie się historia dążenia Rolanda do wieży. Miejscami przypomina mocno WP, ale nic dziwnego, skoro się King "Władcą" inspirował.
Cytat:
ja "początki" juz dawno mam za sobą, więc niezbyt rozumiem tę radę, choć rzeczywiście więcej powieści niż opowiadań.

Przepraszam, źle zrozumiałam, wyczytałam, że jeszcze nie miałeś styczności z twórczością Kinga.
Wiesz, do mnie trzeba bardzo prosto, wyraźnie i dużymi literami :lol:

Ravena - 2009-06-14, 21:25

Roland na szczycie Mrocznej Wieży stanął :)
Skończyłam cykl, a wrażenia mam tak mieszane, że jeśli to, co napiszę będzie jednym wielkim chaosem, proszę mi wybaczyć. Skończyłam na "Powołaniu trójki". "Ziemie jałowe" były słabsze, z każdym kolejnym tomem rosło wrażenie nierealności i powiększającego się poczucia absurdu, które osiągnęło apogeum w "Pieśni Susannah". Chyba się z wami zgodzę, "Czarnoksiężnik i kryształ" to bodaj najlepsza część cyklu, czyta się jak rasową baśń z domieszką tego charakterystycznego "czegoś" co potrafi zawrzeć w swoich powieściach King. Z kolejnymi tomami było gorzej, "Wilki" czytało się naprawdę nieźle, ale już "Pieśń Susannah" mnie zirytowała, po co dokładać bohaterce kolejną osobowość?! A wprowadzenie wątku Mordreda i jego zakończenie zupełnie nie miały sensu, ani większego znaczenia dla wydarzeń w Mrocznej Wieży. Wpisanie w opowieść samego siebie i własnych dzieł, to zabieg ciekawy, ale też nadający powieści ten posmak absurdu, który w pewien sposób dystansuje czytelnika od tego co rozgrywa się na kartach książki. Zdenerwowało mnie też to jak autor postąpił z Walterem, kompletnie bezsensownie. Jakby nagle skończyły mu się pomysły na tę postać i nagle ciach, pozbywa się jej jednym ruchem. Przez tyle części Walter urastał do tajemniczej, intrygującej siły... Wyłapałam też w trakcie czytania kilka błędów i dziur logicznych, ale skoro sobie tego nie zapisałam to teraz oczywiście nie przypomnę sobie, co to było ^^'
A mimo wszystko, opowieść mnie wciągnęła. Głównie dzięki bohaterom, z którymi się łatwo zżyć, polubić, aż w którymś momencie bezwiednie zaczynasz im kibicować ;-) Gdy w piątek skończyłam szósty tom, wiedziałam, ze całą sobotę będę na szkoleniu i nie będę mogła szybko sięgnąć po ostatnią część, wychodziłam z domu niechętnie, bo MW już całkiem mnie wciągnęła i tupałam z niecierpliwości, co będzie dalej? Nie do końca wszystkie pomysły autora znalazły moją aprobatę, miałam wrażenie, że włożył w tę historię zbyt wiele wątków i niekiedy rozłaziła mu się w szwach, a jednak... Jednak nie żałuję, że sięgnęłam po cykl. "Mroczna Wieża" jest melanżem, melanżem opowieści, do którego wrzucono i poemat Browninga i Gwiezdne wojny, Władcę Pierścieni i Siedmiu wspaniałych i opowieści arturiańskie legendy. Roland co chwilę zmienia oblicze, raz jest Clintem Eastwoodem, raz królem Arturem innym razem wędrowcem Aragornem. Nie do końca da się go polubić, ale ma w sobie "coś".
Inaczej ujmując ten cykl jest jak pęknięte lustro, w którym przeglądają się motywy, w każdym odłamku inny, ale złożone razem składają się na wielobarwną, ciekawą powieść. Która ma bardzo udane zakończenie.
Ostateczne wrażenia z lektury mam na plus. Nie wiem czy wrócę kiedykolwiek do tego cyklu i daleka jestem od uważania go - co twierdzi zresztą sam autor - z najlepsze dzieło Kinga, ale cytując samego pisarza: Te dni w Świecie Pośrednim i na Końcu Świata były naprawdę nadzwyczajne. Były to dni, gdy moja wyobraźnia pracowała tak intensywnie, że czuł[a]m zapach kurzu i słyszał[a]m skrzypienie skóry.

Bruixa - 2009-06-15, 00:08

Raveno, jak widzę jesteśmy niemal w 100% zgodne w odbiorze i ocenie opus magnum Kinga :)

Zdaje mi się, że Mistrz zapragnął stworzyć sagę a la Tolkien wykorzystując amerykańskie mity - przede wszystkim Dzikiego Zachodu, ale też nowsze: gangsterów, wielkiej metropolii, korporacji. Są motywy charakterystyczne dla amerykańskiej kultury: postępu i ekspansji technologicznej, zagrożenia bronią nuklearną; pojawia się postać - ikona JFK; odwołania do musicalu "Czarnoksiężnik z Oz" i dziecinnej książeczki o lokomotywie. Ale tego było mu mało, więc dorzucił jeszcze postacie i wątki ze starszych, europejskich mitologii, choćby cyklu arturiańskiego. Wszystkie te składniki się ze sobą nie "przegryzły" i stąd, moim zdaniem, temu powieściowemu światu brak spójności, choć przyszło mi na myśl, że Kingowi mogło chodzić o taki efekt - że wszystko jest w rozsypce i nie ma nic stałego i pewnego.

Podobały mi się te wszystkie wstawki etnograficzne, że się tak wyrażę: obyczaje, rytuały, tańce, opowieści i inne elementy kultury dawnego świata Rolanda. Dzięki nim zyskał na wyrazistości i stał się bardziej prawdopodobny. Za to irytowały mnie (pomijając rozmaite obrzydliwości, których u Kinga nie brakuje) przekomarzania Eddiego i Susannah, te ich infantylno-cwaniackie dialogi.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-06-15, 07:54

Oczywiście, cykl ma trochę niedociągnięć. Niejednokrotnie podczas lektury robiłem w duszy wyrzuty autorowi, że momentami bardzo nieskładnie i chaotycznie pisze, że rzeczywistość (nawet jeśli to jest rzeczywistość fantastyczna) nie trzyma się kupy.
Niemniej jednak tak jak zauważyła Ravena - pomimo tego te książki wciągają. Czasem się narzeka na niektóre elementy, ale mimo to chce się kontynuować przygodę. Co do poszczególnych części, u mnie to było tak - Roland wydał mi się nieco nudnawy i monotonny. W powołaniu trójki akcja nieco się ożywiła i miło tą część wspominam. Ziemie jałowe czytało mi się jeszcze lepiej, jest to jedna z moich ulubionych części, zwłaszcza przygody w opuszczonym mieście (Lud?) i podróż szalonym superpociągiem. Pamiętam, że strasznie zirytowało mnie zakończenie, bo akurat nie miałem pod ręką czwartej części.

Czarnoksiężnik i kryształ jako oddzielna książka jest bardzo ciekawy. Jako część cyklu o Wieży tak w zasadzie to niewiele wnosi do opowieści, jest taką wciągającą odskocznią od poszukiwać mitycznej budowli. I zarazem jest to chyba najspójniejsza książka w cyklu.

Wilki z Calla - w sumie nie mam ani pozytywnych, ani negatywnych wrażeń, dobrze się czytało, jak i wcześniejsze, ale niczym mnie nie zaskoczyły.

Pieśń Susannah - tu zgadzam się z Raveną, obniżenie poziomu.

No i tytułowa Mroczna Wieża - zakończenie dwudziestoletniej pisaniny Kinga. Wielu przyklasuje autorowi, że wymyślił genialne zakończenie. Ja podchodzę do niego sceptycznie. Tak sobie mi się podobało.

Ravena - 2009-06-15, 17:28

Prawdę rzekłeś, sai i dzięki ci :D
Bruixa napisał/a:
Podobały mi się te wszystkie wstawki etnograficzne, że się tak wyrażę: obyczaje, rytuały, tańce, opowieści i inne elementy kultury dawnego świata Rolanda. Dzięki nim zyskał na wyrazistości i stał się bardziej prawdopodobny.

Tak, masz rację, te rytuały i obrzędy dodawały powieści magii: taniec ryżu, charyu tree, formuły powitalne, modlitwy.
Bruixa napisał/a:
Za to irytowały mnie (pomijając rozmaite obrzydliwości, których u Kinga nie brakuje) przekomarzania Eddiego i Susannah, te ich infantylno-cwaniackie dialogi.

Mnie w ogóle jakoś Susannah niezbyt przypadła do gustu, tzn wydaje mi się, że o wiele bardziej interesująca była jako Detta, a ta sprawa z Mią już w ogóle mnie do niej jakoś zniechęciła i gwoździem do trumny to była ostatnia scena z jej udziałem. Niedopracowana ta postać, moim zdaniem się Kingowi najmniej udała, tak jakby nie do końca był zdecydowany jaka ta Susannah ma być.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-06-15, 19:52

Ravena napisał/a:
moim zdaniem się Kingowi najmniej udała


Najlepiej udała się Kingowi postać superpociągu - Blaine'a Mono. ;)

Nieznany - 2009-06-30, 17:29

Skończyłem pierwszy tom "Mrocznej wieży" Kinga... i muszę stwierdzić, że tak, jak bohater z trudem szedł przez pustynię, tak ja z trudem szedłem przez kolejne rozdziały, choć co rozdział to było ciekawiej. Apogeum nadeszło w ostatnim rozdziale, rozmowie Rolanda z człowiekiem w czerni. I tak, to było bardzo dobre! Już się nie mogę doczekać rozczytania kolejnych tomów, kończąc tom pierwszy poczułem znajome juz ssanie w książkowo-molowym żołądku ;-) - ma się na czytelniczą ucztę! :D
Tina - 2009-11-07, 17:10

Po przeczytaniu Lśnienia tak spodobał mi się sposób prowadzenia narracji, konstruowania postaci u Kinga, że chyba przekonam się jednak do tego cyklu i sięgnę chociażby po część pierwszą. Nieważne, że cykl jest nierówny, ale jestem jego bardzo ciekawa. Zwłaszcza, że ostatnio odczuwam niedobór powieści rozrywkowych.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-11-07, 19:02

Tina napisał/a:
Po przeczytaniu Lśnienia tak spodobał mi się sposób prowadzenia narracji, konstruowania postaci u Kinga, że chyba przekonam się jednak do tego cyklu i sięgnę chociażby po część pierwszą. Nieważne, że cykl jest nierówny, ale jestem jego bardzo ciekawa. Zwłaszcza, że ostatnio odczuwam niedobór powieści rozrywkowych.


Pierwsza część nie oddaje prawdziwej wartości cyklu Mrocznej Wieży. Spróbuj doczytać choćby do części trzeciej, którą prywatnie uważam za jedną z najlepszych. :)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-03-17, 07:15

W moim domu ciągle przybywa Stephena Kinga. Głównie dlatego, że brat mój stał się wielkim entuzjastą jego twórczości. Do moich siedmiu tomów Mrocznej Wieży nieustannie dołączają nowe pozycje. Od czasu do czasu nabieram ochoty, by którą z nich przeczytać.
Książki Kinga są bardzo zróżnicowane, od genialnych po średnie a nawet słabe. Niemniej jednak w każdej jest coś, co sprawia, że obcowanie z tą proza nie jest nudne. King ma to coś, co powinien mieć autor piszący wielkie książki. Talent, dopracowany latami warsztat literacki? Nie wiem jak to nazywać, może dar opowieści? To chyba będzie najbardziej odpowiednie określenie.

Ostatnio przeczytałem Miasteczko Salem. Liczyłem, że więcej trochę będzie ojca Callahana, który jest także bohaterem cyklu Mrocznej Wieży. Okazało się, że w Miasteczku gra jednak drugoplanową rolę. Poza tym książkę czyta się bardzo dobrze. Potrafi wciągnąć czytelnika w opowieść, sprawić, że przeniesiemy się do owego małego miasteczka w stanie Maine i razem z bohaterami obserwujemy kolejne wydarzenia.
Miałem nieco więcej czasu w niedziele, więc jak usiadłem rano z Miasteczkiem Salem tak do końca dnia przeczytałem ponad 300 stron. Następnego dnia także czytałem w każdej wolnej chwili, w pociągu podczas podróży na uczelnię i z powrotem, w przerwie na herbatę, wieczorem, po przyjeździe do domu. I tak drugiego dnia niemal skończyłem tę 500 stronicową lekturę. Dawno nie zdarzyło mi się tak szybko przeczytać książki. Zwykle czas mi na to nie pozwala i lektura ciągnie się kilka dni.
King nie pozwolił mi na taki obrót sytuacji. Poprzez swoją książkę mówi do czytelnika: Chłopie, tyle się tutaj dzieje, a ty chcesz to zostawić? Cóż ciekawszego będziesz robił?
No i w sumie racja. :)

Raziel - 2011-02-15, 16:12

Jeden z moich ulubionych tworów Kinga. O ile początkowe dwa tomy były dalekie od doskonałości, tak od trzeciego tomu co drugi dzień latałem do bilbioteki w poszukiwaniu kolejnych części. Nieco mniej od genialnego, trzeciego tomu podobała mi się czwarta część - z wątku, który dla mnie powinien być dodatkiem zrobiła się przydługa powieść. Owszem, sam fakt tego, co Roland był w stanie poświęcić dla Wieży był bardzo mocnym pokazem tego, jak bardzo mu zależało. "Wilki z Calla" były bardzo dobre, z kolei "Pieśń" to już spadek formy. A może taka cisza przed burzą, bo ostatni tom wywarł na mnie chyba największe wrażenie, czytałem w każdej wolnej chwili. Po ostatnim rozdziale spodziewałem się trochę więcej, ale ogólnie świetne wrażenia. Roland to jeden z moich ulubieńców w książkach.
Kamil - 2011-09-02, 15:05

sushi napisał/a:
Mam też kaca po tym jak przeczytam kilka powieści jednego pisarza.
Ja tak miałem po Murakamim. Co wziąłem do ręki to mnie odrzucało i miałem tylko ochotę na kolejne książki tego autora. Ale przeszło, teraz już będę dozował. Ogólnie staram się czytać na zmianę różną literature, żeby nie odczuć znużenia.

M napisał/a:
i w ogóle nie rozumiem fenomenu tego cyklu. Uważam ją za najgorszą rzecz jaką Stephen napisał w życiu. Takiego grafomaństwa i wodolejstwa nie było nawet w "Czarnym Domie"

Dla mnie to jest jedna z najlepszych książek jakie w życiu czytałem. Od pierwszych stron "Rolanda" świat wykreowany przez Kinga totalnie mnie oczarował i wciągnął tak, że jednym zamachem przeczytałem pierwsze pięć tomów. A potem wypadłem z rytmu, zaczęło się oczekiwanie na kolejne tomy i do dziś nie skończyłem cyklu... :( Pare miesięcy temu odświeżyłem sobie "Powołanie trójki" i wciągneła mnie tak jak przed laty. Cudowny cykl, jak będzie więcej czasu i wyjdzie następny tom to wrócę do całości i doczytam do końca.
Komiksy też mi się podobały, czytałem pierwszy album.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-09-02, 16:05

Cykl Mroczna Wieża stoi u mnie na półeczce. Czytałem te książki jeszcze w egzemplarzach bibliotecznych lub pożyczonych od znajomego, dopiero później kupiłem sobie własne. Uznałem, że warto, bo wiele przyjemnych chwil spędziłem przy tej serii.
Jak widać gusta są różne. Nie twierdzę, że MW to dzieło genialne, trochę niespójności fabuły, trochę wodolejstwa jest. Niemniej całościowo oceniam cykl bardzo pozytywnie. Zwłaszcza tomy Ziemie Jałowe i Czarnoksiężnik i Kryształ oraz Wilki z Calla.

M - 2011-09-04, 20:25

kenaz napisał/a:
Dla mnie to jest jedna z najlepszych książek jakie w życiu czytałem.
Bez urazy, kenaz, ale widać, że tak naprawdę mało w życiu przczytałeś dobrych książek. Zaprawdę powiadam ci, że King napisał dużo ciekawsze rzeczy. O wiele ciekawsze niż "Mroczna Wieża". Mówię ci to ja - osoba, która przeczytała niemal wszystko Kinga, co wyszło w Polsce do 2006 roku.

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Jak widać gusta są różne.
Tylko, ze tak naprawdę w tym wypadku nie chodzi o gusta czytelnicze, ale o to, że doceniana jest najgorsza rzecz jaką King w życiu napisał. Po prostu tego nie rozumiem. Jeżeli wam się tak słabiutka "Mroczna Wieża" podobała, to co powiecie jak przeczytacie świetne "TO" czy "Bastion"?

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Nie twierdzę, że MW to dzieło genialne, trochę niespójności fabuły, trochę wodolejstwa jest. Niemniej całościowo oceniam cykl bardzo pozytywnie.
Uczniu, nie mogę sobie darować. Ubawił mnie strasznie komizm twojej wypowiedzi: "trochę niespójności fabuły", "trochę wodolejstwa" ;-) Śmiem twierdzić, że lekko nie trafiłeś, gdyż tak naprawdę fabuły w całym cyklu jest tyle, co kot napłakał. Gdyby okroić całość o 5/6, to poszczególne tomy byłyby wielkości pierwszego tomu, bo tak naprawdę tyle tam pomysłu i fabuły. Reszta to zbędna otoczka, wszak wiadomo, że Kingowi płacą od słowa, więc pisze i pisze i pisze i pisze... Może, gdyby ktoś mu uświadomił jego słabości, to z ogromnym nakładem pracy nad sobą, coś by jeszcze dobrego napisał. Poza tym, powinien nieco staranniej dumać nad tematem głównym utworu, bo te brednie, jakie w "Mrocznej Wieży" wypisuje, wołają o pomstę do nieba. A dodatkowo cały cykl jest przeraźliwie nudny, zabrakło tego, z czego King do tej pory słynął: budowania napięcia, podskórnej niepewności, podsycania ciekawości... zniecierpliwienia w ciekawości, jakiż to będzie koniec...

Styl Kinga w "Mrocznej Wieży" jest nużący, snuje historię, która zdaje się nie mieć końca, wiele, wiele słów, w zasadzie setki tysięcy słów, bez których cykl mogłaby się obyć... i lepiej by to dla niego wyszło. Opisy wielu zdarzeń i rzeczy, które są całkowicie zbędne! Wszystko to wpływa na znużenie czytelnika. Może jeśli zabrać z tego cyklu te wszystkie nużące fragmenty, zostałoby kilka stron z podrzędną i tak historyjką... ale przynajmniej nie byłaby ona zanudzająca do granic...

Trochę OT, więc chyba należałoby te posty przerzucić do bardziej odpowiedniego wątku.

sushi - 2011-09-04, 22:27

Pociągnę ten OT (gdyż nie zdzierżę ;-) )

Mroczną Wieżę czytam po całości już trzeci raz. Pierwszy tom Roland czytałam z pięć razy, w tym odświeżoną wersję. Czwarty (mój ulubiony) Czarnoksiężnik i krysztła siedem oraz niezliczoną ilość we fragnemtach. Uwielbiam MW. Przeczytałam wiele powieść/opowiadań/minipowieści Kinga. Jedne mi się podobały, inne nie. Jedne pochłaniałam w kilka dni, w przypadku drugich czytanie nie kleiło mi się. MW wbiła mnie w fotel. Pamiętam, to oczekiwanie na nowy katalog i dostawę (Świat Książki) i czekanie na swoją kolejkę. Świat, który stworzył King pochłoną mnie bez reszty. Po przeczytaniu każdego tomu wymienialiśmy się uwagami z moim bratem (co nam się podobało, jakie dostrzegliśmy błędy, jak wyobrażamy sobie bohaterów). Kiedy przyszedł ostatni tom było mi autentycznie smutno. Smuto z powodu, że ta niesamowita podróż dobiega końca. Zbliżając się do końca ostatniego tomu czułam się jak bym stała przed drzwiami, które powoli zamykają się.
King buduje swoją twórczość na szczegółowych opisach. Jak sam przyznaje jest strasznym gadułą i książki pisze na metry. Dzięki temu, że jest tyle opisów, świat MW jest bardzo namacalny, wyczuwalny. Bohaterowie są prawdziwi, bliscy. Historia jest bardzo prosta. Mamy Rolanda, ostatniego rewolwerowca, który podąża do Mrocznej Wieży. Na początku Roland jawi się nam jako bohater filmu, relikt przeszłości (troche straszny), z czasem zaczyna nabierać ludzkich cech.
Mnie historia ta urzekła. Płakałam nad nią i śmiałam się, a po nocach nie mogłam spać, bo chciałam wiedzieć co się dalej wydarzy.

Kamil - 2011-09-05, 08:46

M napisał/a:
Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Jak widać gusta są różne.

Tylko, ze tak naprawdę w tym wypadku nie chodzi o gusta czytelnicze, ale o to, że doceniana jest najgorsza rzecz jaką King w życiu napisał. Po prostu tego nie rozumiem. Jeżeli wam się tak słabiutka "Mroczna Wieża" podobała, to co powiecie jak przeczytacie świetne "TO" czy "Bastion"?

Wg Ciebie. Wg Twojego gustu jest najgorsza.
Z tej wypowiedzi wynika, że uważasz ŻE JEST NAJGORSZA I KONIEC. Ty jeden masz rację i Twój gust jest ponad gust innych. Uważam, że jest doceniania jak najbardziej zasłużenie.
M napisał/a:
Bez urazy, kenaz, ale widać, że tak naprawdę mało w życiu przczytałeś dobrych książek. Zaprawdę powiadam ci, że King napisał dużo ciekawsze rzeczy.

I znowu to samo. Wg Twojego gustu, Twojej subiektywnej oceny.

Spójrz na opinię sushi, ona wyraża swoje zdanie jako swoje subiektywne zdanie, nie jako jedyną słuszną opinię. Nie wmawia, że MW jest lepsze od np. "To", tak jak Ty (w drugą stronę) wmawiasz innym. Dla jednej osoby MW będzie lepsze od "To" dla innej gorsze. Jak przeczytam to się wypowiem co wolę. Ale znając moją niechęć do literatury grozy to MW pewnie nadal pozostanie w czołówce moich ulubionych książek a już na pewno najlepszych jakie King napisał.

M napisał/a:
Styl Kinga w "Mrocznej Wieży" jest nużący, snuje historię, która zdaje się nie mieć końca, wiele, wiele słów, w zasadzie setki tysięcy słów, bez których cykl mogłaby się obyć... i lepiej by to dla niego wyszło. Opisy wielu zdarzeń i rzeczy, które są całkowicie zbędne!

Nie prawda, jest za krótka ;-) a ja ani razu nie poczułem się znużony.

M - 2011-09-05, 09:07

Sushi, napisałaś się nieco w powyższym poście. To chyba najdłuższa ze wszystkich wypowiedzi na niniejszym forum. Mam nadzieję, że wszyscy forumowicze będą pisać tak dużo ;-) To będzie ogromnej wielkości plus dla naszego forum. Może dzięki długim wypowiedziom na wysokim poziomie rozwiniemy się i będziemy przyciągać jeszcze większą ilość aktywnych użytkowników...

A teraz do rzeczy. To co raczyłaś wytłuścić w swojej wypowiedzi, to jedynie odwzorowanie twoich emocji, które wywołał u ciebie cykl "Mroczna Wieża" i nic więcej. Nie podałaś ani jednej, nawet najmniejszej, odpowiedzi na moje zarzuty, które postawiłem. Oczywiście, ty sądzisz, że "Mroczna Wieża" nie jest nudna, ja jestem przekonany, że jest on nudna do szpiku kości. Jest także kiczowata w fabule i temacie przewodnim. Oczywiście, jak każdemu autorowi, także i jemu trafiają się fani którzy uważają "Mroczną Wieżę" za szczyt kunsztu literackiego ;-) No cóż, można wsiąść w zdezelowanego malucha i po jeździe próbnej stwierdzić, że emocjom przy kierownicy tego auta nie równa się nic więcej... to jednak wcale nie oznacza, że ten zdezelowany maluch to samochód dobrej klasy.
Mój główny zarzut do "Mrocznej Wieży" dotyczy nudy, przegadania maksymalnym, całkowicie zbędnym słowotokiem i kiczowatymi pomysłami - to jest główny obiekt dyskusji. Zgłębianie psychiki bohaterów, wnikliwa analiza ich procesów myślowych, winna być jedynie niewielką w zawartości, próbą zrozumienia motywów postępowania niektórych osób, a nie przewodnią treścią utworu. Owszem, z tego słyną książki Kinga, z nazbyt obszernych opisów psychiki, które mają się w sumie nijak do akcji. Gdybym chciał analizy charakterów i osobowości, sięgnąłbym po fachową literaturę psychologiczną. Do tego dochodzą niekiedy kompletnie zidiociałe pomysły Kinga, które powodują pusty śmiech i komentarze "jemu po tym wypadku dokumentnie rzuciło się na łeb". Prym wiedzie opis sytuacji bodaj z VI tomu, kiedy to Susannah jest uwięziona we własnym umyśle i aby porozumieć się ze swoimi towarzyszami znajduje w swojej głowie pomieszczenie z maszynerią posiadającą pokrętła, podczas kręcenia którymi udaje się złapać sygnał (sic!) komunikacji... coś jak radiostacja :mrgreen: Równie absurdalne byłoby tylko podrzucanie ciepłych wnętrzności kota-dachowca i dzięki temu łapanie sygnału :mrgreen: Jeżeli takie elementy wywoływały u ciebie emocje, które opisałaś w swojej wypowiedzi, to pozwól, że pozostawię to bez komentarza...

kenaz napisał/a:
Wg Ciebie. Wg Twojego gustu jest najgorsza.
Już napisałem, że tu nie chodzi o gusta czytelnicze, ale o umiejętność "oddzielenia ziarna od plew". Jeżeli ktoś uważa miernotę literacką za szczyt kunsztu literackiego, to w temacie oddzielaniu ziarna od plew jest cieniutko. Każdy ma prawo lubić co chce, kwestia jedynie umiejętności oceny.

kenaz napisał/a:
Ty jeden masz rację i Twój gust jest ponad gust innych.
Twój gust to zanudzanie, możesz się nim dalej fascynować ;-) Ja pasuję.

kenaz napisał/a:
M napisał/a:
Styl Kinga w "Mrocznej Wieży" jest nużący, snuje historię, która zdaje się nie mieć końca, wiele, wiele słów, w zasadzie setki tysięcy słów, bez których cykl mogłaby się obyć... i lepiej by to dla niego wyszło. Opisy wielu zdarzeń i rzeczy, które są całkowicie zbędne!

Nie prawda, jest za krótka ;-)
W III tomie przejście przez granicę światów trwa około 350 stron, co jest ogromnym przegięciem ze strony autora. Coś, co powinno trwać maksymalnie 30 stron rozpisał dla pieniędzy na ilość dziesięciokrotnie większą. Patrząc jednak z twojego punktu widzenia, to niepotrzebnie aż tak się powstrzymywał. Spokojnie mógł opisać przejście przez pięć tomów, bo w sumie dlaczego nie? Cykl by się skończył na dziewiętnastu tomach, które wszystkie by się sprzedały. Fanów i fascynatów beznamiętnego słowotoku jest w końcu sporo na świecie. Niestety.
Kamil - 2011-09-05, 09:43

M napisał/a:
Już napisałem, że tu nie chodzi o gusta czytelnicze, ale o umiejętność "oddzielenia ziarna od plew". Jeżeli ktoś uważa miernotę literacką za szczyt kunsztu literackiego, to w temacie oddzielaniu ziarna od plew jest cieniutko. Każdy ma prawo lubić co chce, kwestia jedynie umiejętności oceny.

Na jakiej podstawie mówisz że coś jest dobre a coś złe? Właśnie na podstawie swojego gustu. Problem jest w tym, że Ty tego nie uważasz za swój gust tylko umiejętność stwierdzenia: to jest złe a to jest dobre. Uważasz swoją "umiejętność oceny" za coś co nie ma nic wspólnego z Twoim gustem.

Uważasz się za wielkiego znawcę literatury, który ma władzę oceniać coś dodając przy tym, że to nie jest jego gust tylko bezsporny fakt, a dana książka trafia do plew nie dlatego, że Ci sie nie podoba, tylko dlatego że JEST ZŁA, a Ty masz tysiąc argumentów, których też nie uważasz za swój gust tylko fakt.
Ja mogę powiedzieć: "nie jest nudna" - bagatelizujesz to i uważasz za mój gust.
Ty mówisz: "jest nudna" - uważasz to za bezsporny fakt który nie jest podyktowany Twoim gustem.

M napisał/a:
A teraz do rzeczy. To co raczyłaś wytłuścić w swojej wypowiedzi, to jedynie odwzorowanie twoich emocji, które wywołał u ciebie cykl "Mroczna Wieża" i nic więcej. Nie podałaś ani jednej, nawet najmniejszej, odpowiedzi na moje zarzuty, które postawiłem.....

Nie wiem czy ja jeden nie pojmuję tej wypowiedzi i nie wiem czego M oczekuje... jak tak to weźcie i mnie zbanujcie. Serio. Bo chyba jestem tępy, nie chcę zaniżać średniej IQ.

M - 2011-09-05, 10:59

Oj, kenaz, kenaz, niepotrzebnie się napinasz ;-) Uwielbiasz twórczość Kinga pod postacią "Mrocznej Wieży" i powinieneś się z tego cieszyć. Nie rzekłem, że się nie znasz na tym. Cóż... serce nie sługa, jak to mawiają... Znasz się z całą pewnością na tej twórczości, ale czy na literaturze, to już sprawa inszej wagi. Obrażanie, to mówienie np. "jesteś głupi, bo podobała ci się Mroczna Wieża". Nigdy nie powiedziałbym takich słów, gdyż nie mógłbym zniżyć się do tak niskiego poziomu. Niechaj będzie jasne, że nie myślę nawet w ten sposób. Życie to nie tylko książki. Zdanie, że twój gust jest gorszy, to nie obrażanie, a jedynie wniosek wyciągnięty z twoich preferencji... Jak to odbierzesz, to już twoja sprawa :)

kenaz napisał/a:
Na jakiej podstawie mówisz że coś jest dobre a coś złe? Właśnie na podstawie swojego gustu. Problem jest w tym, że Ty tego nie uważasz za swój gust tylko umiejętność stwierdzenia: to jest złe a to jest dobre. Uważasz swoją "umiejętność oceny" za coś co nie ma nic wspólnego z Twoim gustem.
Żartujesz, prawda? :mrgreen: Powiedz, że żartujesz :mrgreen:
Ocena utworu literackiego, muzycznego czy w ogóle ocena czegokolwiek, wcale nie odbywa się na zasadzie "trafia w moje gusta", bo dzięki temu można określić tylko czy coś ci się spodobało czy nie. Ocena obiektywna nie ma nic wspólnego z subiektywnym podobaniem się lub niepodobaniem się, bo wtedy brak jej obiektywizmu. Jeżeli gustuję w brunetkach, to wcale nie oznacza, że nie będę potrafił docenić urody, piękna czy klasy blondynki czy szatynki. Nigdy nie spotkałeś się z opinią, która przykładowo mówiła, że "utworu nie dokończyłem, ale doceniam klasę autora" albo "książkę przeczytałem nawet z przyjemnością, ale to doskonale napisany kicz niewarty papieru na którym został wydrukowany"?

kenaz napisał/a:
Uważasz się za wielkiego znawcę literatury, który ma władzę oceniać coś
Nigdy nie uzurpowałem sobie prawa do władzy, aby komukolwiek w jakikolwiek sposób narzucać swoją wolę, która jest jedynym i słusznym poglądem ;-) Robisz ze mnie dyktatora najgorszej maści, coś na kształt Kaddafiego, Lenina czy Stalina ;-) Uważam, że w demokratycznym państwie każdemu przysługuje wolność słowa i swoboda wypowiedzi. W związku z powyższym, mam prawo do wyrażenia swojego zdania i obrony jego, jeśli ktoś ma inne zdanie i argumenty. Tylko tyle i aż tyle. Jak wspomniałem, nie mam poczucia obrażania ciebie, jak i innych fanów cyklu "Mroczna Wieża", jedynie stwierdzam fakt, że nie umiecie jej właściwie ocenić. Zatem wnioski, a nie obrażanie, a czy bezpodstawne... nie dane o tym sądzić mi osobiście, ale fascynatom twórczości Kinga w postaci "Mrocznej Wieży". Nie jest trudno przewidzieć ich odpowiedź i raczej nie będzie ona obiektywna ;-)

Nie jestem wielkim znawcą literatury, choć nie ukrywam, że co nieco w swoim życiu przeczytałem. Oczywistym jest, że można lubić całą masę innych stylów i autorów, cenić ich bardziej lub mniej, niż właśnie Kinga... Jednak, jeśli lubować się w literaturze o wiele lepszej, niż prezentowana jest przez Kinga w "Mrocznej Wieży" oraz w tej proponowanej przez niego właśnie, nie zauważając różnicy między jednym a drugim (mam na myśli poziom), to jakaż korzyść z cenienia TEJ LEPSZEJ? Stawiając obie na równi, nieco mierzy się w tą na wyższym poziomie. Czyż nie?
Oczywiście, że jako człowiek dorosły, czytasz zapewne, książki wyższych lotów, niż jako nastolatek. Choć nie musi to być regułą. Będąc nastolatkiem można przeczytać perłę literatury i w pełni ją zrozumieć, z czasem doceniając jej rzeczywistą siłę. Pisząc takie zdanie "Dla mnie to jest jedna z najlepszych książek jakie w życiu czytałem", zmuszasz mnie do wysnucia wniosku dwojakiego rodzaju:
- albo mało w życiu przeczytałeś i przez to najzwyczajniej w świecie nie jesteś w stanie obiektywnie ocenić żenującego poziomu "Mrocznej Wieży",
- albo przeczytałeś "morze książek", ale to wcale nie uczyniło jeszcze z ciebie znawcy literatury, bo we wspomnianym "oddzieleniu ziarna od plew" jest słabo. Bardzo słabo.

kenaz napisał/a:
Ty mówisz: "jest nudna" - uważasz to za bezsporny fakt który nie jest podyktowany Twoim gustem.
Bo nie jest podyktowany moim gustem. "Mroczna Wieża" jest przeraźliwie nudna. Spróbuj mi udowodnić, że tak nie jest. Spróbuj więc obronić... zaprzeczyć temu, że King w "Mrocznej Wieży" pisze, krążąc do znużenia, zamiast iść do przodu... Spróbuj :)

kenaz napisał/a:
Nie wiem czy ja jeden nie pojmuję tej wypowiedzi i nie wiem czego M oczekuje... jak tak to weźcie i mnie zbanujcie. Serio. Bo chyba jestem tępy, nie chcę zaniżać średniej IQ.
Widzisz, jeżeli dyskutujemy, to wymieniamy się argumentami. Jeżeli ja użyję argumentu, że np. budynek sądu jest brzydki i niegustownie przyozdobiony, to mam do tego prawo. Ty za to masz prawo użyć kontrargumentu i uznać, że budynek ten przykładowo jest tak przyozdobiony, bo wizja jej autora zahaczała o pewien specyficzny charakter dadaistycznego ujęcia świata. Jeśli do tego dodać impresjonistyczną naturę autora, to efekt jest jaki jest. Na zarzut należałoby podać kontr-zarzut. Rozumiesz? I nie obniżaj swojego IQ, bo zaciemniasz swój obraz, cały czas pozytywny.
Kamil - 2011-09-05, 11:36

M napisał/a:
Bo nie jest podyktowany moim gustem. "Mroczna Wieża" jest przeraźliwie nudna. Spróbuj mi udowodnić, że tak nie jest. Spróbuj więc obronić... zaprzeczyć temu, że King w "Mrocznej Wieży" pisze, krążąc do znużenia, zamiast iść do przodu... Spróbuj

Momentami pisze krążąc, ale nie do znużenia. Trzyma w napięciu a lektura cały czas sprawia przyjemność. King wspaniale snuje opowieść, czasami powoli, czasami szybciej, ale nie pozwala się oderwać. Spróbuj udowodnić, że tak nie jest. Argument na tym samym poziomie co Twój. Nie prowadzący do niczego poza jednym: i Twój i mój odbiór jest subiektywny oraz skrajnie różny.

Cytat:
"Mroczna Wieża" jest przeraźliwie nudna.

Otóż nie jest przeraźliwie nudna. Nadal twierdzę, że to Twoje subiektywne zdanie a nie, tak jak próbujesz udowodnić, argument świadczący o żenującym poziomie MW. W ogóle nie nazwałbym tego argumentem tylko, tak jak napisałeś do sushi: 'to jedynie odwzorowanie twoich emocji'. Bo 'nuda' to stan emocjonalny w tym wypadku Twój. A jeśli Twój, to mówimy już o subiektywiźmie. Mówisz o obiektywiźmie sam sypiąc argumentami świadczącymi o Twoim subiektywnym podejściu.

M napisał/a:
Obrażanie, to mówienie np. "jesteś głupi, bo podobała ci się Mroczna Wieża". Nigdy nie powiedziałbym takich słów, gdyż nie mógłbym zniżyć się do tak niskiego poziomu.
Czy gdziekolwiek powiedziałem, że obrażasz kogokolwiek? Chyba nie. Nie czuję się w żaden sposób obrażony ani, mam nadzieję, nie obrażam Ciebie, bo jesteś cennym użytkownikiem tego forum.

EDIT:
M napisał/a:
Ocena utworu literackiego, muzycznego czy w ogóle ocena czegokolwiek, wcale nie odbywa się na zasadzie "trafia w moje gusta",

Zawsze treść danego utworu jest przefiltrowana przez subiektywne postrzeganie świata recenzenta. Nie istnieje coś takiego jak w pełni obiektywna recenzja. Ja za "obiektywne" uważam te, w których autor oddaje autorowi sprawiedliwość i pokazuje wady obok zalet. Z całej reszty recenzji oczekuje przedstawienia emocji recenzenta, to jak na niego książka wpłyneła, jakie emocje rozbudziła.

M napisał/a:

albo "książkę przeczytałem nawet z przyjemnością, ale to doskonale napisany kicz niewarty papieru na którym został wydrukowany"?

Oczywiście że się spotkałem. Wtedy zawsze unikam już recenzji tego autora. Czemu? Bo jedno wyklucza drugie. Recenzent zgrywa obiektywnego snoba. "Sprawiło przyjemność" - "Niewarty papieru na.." o wartości tego kiczu świadczy fakt, że sprawił przyjemność, co też było zadaniem tej danej książki (jak widać wykonanym należycie). Papier nie został zmarnowany.

M - 2011-09-05, 12:14

Nikt nie zabroni Ci tak uważać... Jak to powiedziałeś "to twoja opinia, a nie fakt", zatem czy dyskutujemy tu o opiniach, czy o swego rodzaju prawdzie? Opinie, jak na każdy temat, bywają sprzeczne. Pragnę jednak zauważyć, że skoro tak wam "Mroczna Wieża" podobała, to mógłbym zaryzykować twierdzenie, że King w "Mrocznej Wieży" może ma styl nużący, ale wy właśnie to w niej lubicie i za to cenicie. Byłoby to nadużycie z mojej strony? Nie jest to chyba wniosek jakoś bardzo cierpiący na brak rozumności. Jeśli ktoś lubi styl, jaki prezentuje King w "Mrocznej Wieży", tzn. styl długich wywodów, analiz, potoku słów, które określiłem, "bez nich książka mogłaby się spokojnie obyć i na dobre by jej to wyszło", a ty stwierdziłeś, iż "Mroczna Wieża jest za krótka", jakim prawem, miałbym mu zabraniać ich czytania? Każdy ma prawo, by lubić to, co mu się podoba. Jednak zarzucasz mi tu jakieś okropne poglądy niemal szowinistyczne i nie wiadomo jeszcze jakie ;-) Doradzałbym nieco chłodnej oceny, zanim podejmie się jakiekolwiek opinie, które po chwili są głoszone.
To, kto co lubi, ma się nijak, do tego, jaką owe "coś" prezentuje wartość. Mógłbym tu podać przykład ogólnie napiętnowanych "Harlequinów", na co kiedyś mi w jakieś dyskusji zwróciła uwagę Córka Lavransa. Powszechnie uznawane one są za tandetne opowiastki dla niespełnionych życiowo kobiet, kur domowych, marzących o wielkiej miłości, której nigdy nie było im dane zaznać. Jednak, czy ktoś jest w stanie odmówić tym kobietom wzruszeń, szczerych emocji, jakie im towarzyszą, jakie przepełniają nadzieją i radością ich zszargane rzeczywistością serca, podczas czytania tych historii? Może są one kiczowate, może zbyt idealistyczne, wręcz ŚMIESZNE w swej naiwności... ale są ubóstwiane przez całkiem spore grono (głównie) żeńskie. Jest to fakt! Nikomu nie przyjdzie na myśl, by zabraniać tym kobietom czytania owych książek, odbierania im często jedynej radości, jaką mają w swoim szarym i jednostajnym życiu. Owe kobiety... jeśli powiedzieć im: "nie znasz się na literaturze, te książki to zwykłe szmiry!", cóż nam odpowiedzą? Sądzę, iż w większości przypadków będą to słowa: "nie dbam o to! Ja te książki uwielbiam!". Nikt nie odmówi nikomu prawa do uwielbiania tego, co uwielbia - bez względu, czym jest obiekt wielbiony. Podobnie, rzecz tyczy się owych słów, które przedstawiłem wcześniej... Nawet jeśli Stephen King w "Mrocznej Wieży" pisze tak, jak pisze - nudno, rozwlekle i bez polotu, są ludzie, którzy to kochają i nie ma co nad tym długo się naradzać. Jeśli stwierdzają, że on ma po prostu taki styl, ale oni właśnie tego oczekują, trudno nie przyznać im racji. Co nie zmienia FAKTU, że King w tym cyklu przynudza :) Tylko, że owa nuda, urzeka miliony. Cóż... z tym także nie można się nie zgodzić. Można by było także zgłębiać psychikę ludzką, podobnie, jak czyni to King, jednak... gdyby było to robione innym stylem, kto wie... czy nie byłoby to pasjonujące. Nawet, gdyby była to książka od pierwszej do ostatniej strony, obrazująca procesy myślowe jakiejś osoby. Być może wreszcie, choć jedno zdanie, jakie tu napisałem, skłoni cię do przemyśleń, nad genezą tej dyskusji. Za wnioski nie ręczę, sądzę, że poglądy wciąż będą tak samo tytanowo-niezmienne, ale może choć jedna refleksja się w tobie obudzi.

kenaz napisał/a:
M napisał/a:

albo "książkę przeczytałem nawet z przyjemnością, ale to doskonale napisany kicz niewarty papieru na którym został wydrukowany"?

Oczywiście że się spotkałem. Wtedy zawsze unikam już recenzji tego autora. Czemu? Bo jedno wyklucza drugie. Recenzent zgrywa obiektywnego snoba. "Sprawiło przyjemność" - "Niewarty papieru na.." o wartości tego kiczu świadczy fakt, że sprawił przyjemność, co też było zadaniem tej danej książki (jak widać wykonanym należycie). Papier nie został zmarnowany.
Ależ drogi kenazie ;-) Nie zdarzyło ci się nigdy przeczytać książki, która choć wciągała była literacko na słabym poziomie? Przykładowo ja przeważnie jak wracałem ze studiów do rodzinnej miejscowości, to do pociągu brałem powieści grozy autorstwa Grahama Mastertona, bo były one świetne na jeden raz - aby przeczytać w podróży i wyrzucić. Wartość literacka tych utworów była bardzo kiepska, co nie znaczyło wcale, że nie czytało się w podróży bardzo dobrze, a akcja nie przykuwała wzroku do poszczególnych stron książki. Teza którą stawiasz, nijak ma się więc do rzeczywistości.

I jeszcze na koniec dwa słowa. Cieszę się, że nie uraziłem cię w żadnym swoim słowie. Nie miałem, nie mam i nie będę miał zamiaru urazić ani ciebie, ani któregokolwiek z użytkowników tego forum. Za bardzo was lubię i za bardzo lubię z wami dyskutować. Mam nadzieję, że działa to w obie strony ;-) W żadnym przypadku nie poczułem się urażony, wszak bardzo trudno jest mnie wyprowadzić z równowagi, a jeszcze trudniej zdenerwować i urazić. Dyskutujemy sobie jedynie i mam nadzieję, że to dla dobra forum i ku uciesze gawiedzi ;-)

Kamil - 2011-09-05, 12:46

M napisał/a:
Jednak zarzucasz mi tu jakieś okropne poglądy niemal szowinistyczne i nie wiadomo jeszcze jakie

Bez przesady ;-)

M napisał/a:
zatem czy dyskutujemy tu o opiniach, czy o swego rodzaju prawdzie?

O tym, że Ty twierdzisz, że Twoje opinie są prawdą, a innych opinie tylko subiektywnymi opiniami.
O tym, że Twoje "nudna książka" jest prawdą, a moje "nie jest nudna" jest "jedynie odwzorowaniem moich emocji".

Zresztą to nie jest pierwszy raz kiedy właśnie w ten sposób odbieram Twoje wypowiedzi, sugerujesz, że wypowiadasz się lepiej, bo obiektywnie i przedstawiasz argumenty. Sushi napisała pięknego i treściwego posta, a zarzuciłeś jej brak kontr-argumentów na Twoje zarzuty wobec MW. Otóż cała jej wypowiedź jest wg mnie kontr-argumentem napisanym w formie nie narzucającej niczego nikomu.

Nie sławię MW pod niebiosa. Nie mówię jaka to ambitna literatura wysokich lotów. Powiedziałem tylko, że to jedna z najlepszych (czyt.: moich ulubionych) książek co skłoniło Cie do zarzucania mi, że się nie znam i jeszcze za mało w życiu przeczytałem, bo wygaduję głupoty. Zareagowałem na to i stąd cała ta dyskusja.

M - 2011-09-05, 13:07

Hmmm... Ciekawe, ciekawe... Nie jestem w stanie przyjąć argumentów, które są nimi jedynie w przekonaniu kogoś, kto ich używa. Ty także nie jesteś skłonny przyjąć moich, więc pod tym względem wydajesz się być do mnie podobny... czyż nie? :) Kolejny raz błądzisz i to jak znacznie, a co gorsze nie próbujesz dokładnie przeczytać tego, co w pocie czoła napisałem w całej tej dyskusji. Argumentów użyłem sporo, ale mam wrażenie, że ich nie dostrzegasz lub nie chcesz dostrzec. Cóż... Twoje wypowiedzi można określić pewną prawidłowością. Występuję tu, niejako z definicji, jako atakujący "Mroczną Wieżę" Kinga. Wy, a zwłaszcza ty, drogi kenazie, najczęściej (także z definicji) jako obrońcy tego cyklu. Obrałeś taktykę, że najlepszą obroną jest atak... choć stara jak świat, to całkiem słuszna. Jednak korzystając z niej, owy atak trzeba budować rozmyślnie i mądrze, nie zapominając o obronie. Istnieje bowiem ryzyko nadziania się na szybki odbiór piłki, jej odbicie i kontratak, którego skutki mogą okazać się opłakane. Nic do tego nie dodam, aby nie nadziać się na twój kontratak ;-) :mrgreen:

kenaz napisał/a:
Sushi napisała pięknego i treściwego posta, a zarzuciłeś jej brak kontr-argumentów na Twoje zarzuty wobec MW. Otóż cała jej wypowiedź jest wg mnie kontr-argumentem napisanym w formie nie narzucającej niczego nikomu.
Mylisz się i to dość poważnie. Owszem, Sushi napisała pięknego posta, ale tak naprawdę nic z niego nie wynika. Dlatego w odpowiedzi na jej zwierzenia podałem przykład ze zdezelowanym maluchem. Wnioskuję, że po prostu nie zrozumiałeś aluzji ;-) Fakt, iż "podobała mi się" jazda zdezelowanym maluchem wcale nie oznacza, że ten zdezelowany maluch jest samochodem dobrej klasy, prawda? ;-) I nie zmieni tego to, że ci się jazda podobała i przyniosła sporo ciekawych i interesujących emocji. Zdezelowane auto nadal pozostanie zdezelowanym autem ;-)
Kamil - 2011-09-05, 13:23

M napisał/a:
a co gorsze nie próbujesz dokładnie przeczytać tego, co w pocie czoła napisałem w całej tej dyskusji.

No właśnie ja mam takie odczucia już od pierwszych postów tej dyskusji.

Poddaję się, pasuję.

PS: Zupełnie nie chodziło mi o obronę MW. W żadnym poście.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-09-05, 13:23

M napisał/a:
"Mroczna Wieża" jest przeraźliwie nudna. Spróbuj mi udowodnić, że tak nie jest. Spróbuj więc obronić... zaprzeczyć temu, że King w "Mrocznej Wieży" pisze, krążąc do znużenia, zamiast iść do przodu...


Mroczna Wieża to 7 tomów, tysiące stron opowieści. Trudno jest jednym słowem ocenić całokształt. "Nudna" - zatem wszystkie siedem tomów jest nudne? A może niektóre?
Jak już wspomniałem:

Cytat:
Nie twierdzę, że MW to dzieło genialne, trochę niespójności fabuły, trochę wodolejstwa jest. Niemniej całościowo oceniam cykl bardzo pozytywnie.


są miejsca w tym cyklu, które mógłbym przekartkować miast czytać. Ale wiele fragmentów opowieści jest bardzo ciekawych. Nie wszystkie pomysły Kinga do mnie trafiają. Ten, który przytoczyłeś, z tymi pokrętłami i zamknięciem we własnej głowie jest bardzo abstrakcyjny. I takich jest więcej, z którymi mój umysł nie mógł się pogodzić. Ale inne fragmenty są znowu o wiele lepsze.

Wolałbym, żeby dyskusja szła w kierunku - "co mi się podobało (nie podobało) i dlaczego? To lepsze niż krytykowanie czyjejś oceny książki. Przecież wiadomo, że nigdy opinie nie będą w 100% zgodne.

Mogę, być Martinusie był choć po części usatysfakcjonowany, powiedzieć, że są lepsze książki Kinga, Mroczna Wieża nie jest czymś najbardziej genialnym (choć King się wypowiadał, że ten cykl to 'dzieło jego życia'). Cykl jest nierówny, może przez fakt, że pisany był na przestrzeni dwudziestu kilku lat, w przerwach między dziesiątkami innych utworów. Może pomysł fabularny się w ciągu tego czasu rozjechał.
Niemniej godziny spędzone przy lekturze MW, dla mnie osobiście były bardzo przyjemne. King ma jakiś taki sposób pisania, że nawet te nudne fragmenty dają się znośnie czytać, nie powodując odruchów sennych.
W kategoriach oceny pod względem literackim, jak i pozostałe książki autora, są to po prostu dobrze napisane dzieła popularne. Ja zawsze sięgam, gdy potrzebuję czegoś, co czyta się bez większego wysiłku. Gdy nie mam siły na trudne (choć również piękne) utwory i potrzebuję się zrelaksować.

Ravena - 2011-09-05, 13:55

Martinus napisał/a:
Zgłębianie psychiki bohaterów, wnikliwa analiza ich procesów myślowych, winna być jedynie niewielką w zawartości, próbą zrozumienia motywów postępowania niektórych osób, a nie przewodnią treścią utworu. Owszem, z tego słyną książki Kinga, z nazbyt obszernych opisów psychiki, które mają się w sumie nijak do akcji. Gdybym chciał analizy charakterów i osobowości, sięgnąłbym po fachową literaturę psychologiczną.

No toś pojechał... Ubawiłam się, czytając. Ponieważ to właśnie wgryzanie się w psychikę bohaterów wyróżnia Kinga spośród innych pisarzy gatunku i to dzięki temu, że tak dokładnie przedstawia motywy i sposób myślenia swoich postaci, jego pisarstwo to coś więcej niż tylko średniej jakości literatura grozy.
Postawię się po stronie obrońców cyklu. MW ma słabe momenty, ale trudno oczekiwać, żeby siedmiotomowy cykl ich nie miał, ciężko w tak szeroko zakrojonej powieści utrzymać wciąż jednakowy poziom. Ale to w jaki sposób King gra tutaj konwencjami i literackimi odniesieniami zasługuje na uznanie. Poza tym, to co Ty z miejsca i kategorycznie odrzuciłeś, nie na przykład podoba się najbardziej - bohaterowie i tworzące się pomiędzy nimi więzi. W tym momencie należałoby chyba uściślić co dla ciebie w książce się liczy najbardziej. Dla każdego będą to inne czynniki, i każdy będzie oceniał powieść wedle własnych kryteriów. Dla mnie przykładowo będą to wiarygodne psychologicznie portrety bohaterów (choć akurat wspomnianą przez M Susannah odebrałam jako postać niezbyt udaną) i jeśli takowe dostanę, mogę przymknąć oko na niedostatki fabuły, bo cenię sobie i przywiązuję się do postaci. Ciekawi bohaterowie często potrafią uratować schematyczną książkę. Dla kogoś innego ważna jest zwarta i przemyślana fabuła, akcja bez przestojów. Martinus wychodzi z założenia, że istnieje coś takiego jak obiektywny odbiór literatury. Ja sądzę, że nie istnieje, literaturę odbieramy w subiektywny sposób i na temat jednej książki mogą istnieć skrajne różne opinie, czego zresztą dowodzi powyższa dyskusja.

M - 2011-09-05, 15:11

Pozwolę sobie na początek pozdrowić Ucznia, gratuluję umysłu otwartego na argumenty. Cieszę się na twoje zdroworozsądkowe podejście do tematu.

Ravena napisał/a:
Ponieważ to właśnie wgryzanie się w psychikę bohaterów wyróżnia Kinga spośród innych pisarzy gatunku i to dzięki temu, że tak dokładnie przedstawia motywy i sposób myślenia swoich postaci, jego pisarstwo to coś więcej niż tylko średniej jakości literatura grozy.
To tak na marginesie dyskusji, bo trzeba jasno powiedzieć, że postawienie Kinga w gronie twórców grozy jest kompletnie nietrafione, a nazywanie go "Królem Horroru" to w ogóle nieporozumienie. Ja bym sklasyfikował jego prozę jako obyczajową z elementami kryminalnymi bądź folklorystycznymi (np. Miasteczko Salem ;-)) i to jest właściwe. Ale jak już wspomniałem, to tak na granicy całej tej dyskusji.

Ravena napisał/a:
MW ma słabe momenty, ale trudno oczekiwać, żeby siedmiotomowy cykl ich nie miał, ciężko w tak szeroko zakrojonej powieści utrzymać wciąż jednakowy poziom. Ale to w jaki sposób King gra tutaj konwencjami i literackimi odniesieniami zasługuje na uznanie.
W wypadku Kinga jak najbardziej należy oczekiwać równego poziomu, wszak to jeden z najpopularniejszych pisarzy współczesnych czasów. Komu jak komu, ale akurat jemu nie powinny trafiać się gnioty, zwłaszcza w wypadku, gdy dany cykl uznaje za "dzieło życia". Niemniej, tak jak zasygnalizowałem wcześniej, jemu płaci się od ilości, więc King nie bacząc na nic zalewa nas potokiem słów. King w "Mrocznej Wieży" przynudza i nie ma co do tego wątpliwości, kręci dookoła tematu jak lis dookoła jeża i zanudza natłokiem słów bez sensu. "Mroczna Wieża" faktycznie jest nudna, tak jak kilka innych książek Kinga jakie miałem pecha przeczytać ("Czarny Dom", "Historia Lisey"). Jednakże wiem, że krytykuję go za tę jedną historię, która akurat mu nie wyszła. Ogólnie część jego utworów uznaję za dobre lub bardzo dobre (vide "TO", "Bastion" czy "Christine").

Ravena napisał/a:
Dla mnie przykładowo będą to wiarygodne psychologicznie portrety bohaterów (...) i jeśli takowe dostanę, mogę przymknąć oko na niedostatki fabuły, bo cenię sobie i przywiązuję się do postaci.
Wiarygodne portrety psychologiczne? :mrgreen: Śmiem twierdzić, że najlepszy portret psychologiczny miał Ej, który notabene był najciekawszym partnerem Rolanda w jego śmiesznej podróży ;-) Czytanie "Mrocznej Wieży" niestety nie przychodzi łatwo, gdyż przedzieranie się przez akapity pełne słów całkowicie zbędnych dla fabuły nie należy do przyjemności. Oczywiście znajdą się tacy, którzy się z tym nie zgodzą i byłoby bardzo źle, gdyby ich nie było. Jak widać na przykładzie kilkorga użytkowników forum, dla niektórych czytanie "Mrocznej Wieży" może być i na pewno jest fascynującym przeżyciem. Porywające opisy zakamarków ludzkiej (a czasem zwierzęcej) psychiki, ciągnące się przez wiele stron, pochłanianych jednak z zachłannością i ogniem w oczach czytelnika, misternie sporządzane obrazy wielu ekscytujących miejsc, arcyciekawe opowieści o Walterze, Rolandzie, pociągu mordercy z wątkiem miłosnym w tle... No cóż... niejednokrotnie, pociąg morderca czy wnikliwa analiza "komunikacji" Susannah z Rolandem... w pewien sposób może być przerażająca i z całą pewnością pozwala przymknąć oko na niedostatki fabuły ;-)

Ravena napisał/a:
Martinus wychodzi z założenia, że istnieje coś takiego jak obiektywny odbiór literatury. Ja sądzę, że nie istnieje, literaturę odbieramy w subiektywny sposób i na temat jednej książki mogą istnieć skrajne różne opinie, czego zresztą dowodzi powyższa dyskusja.
Użyłem tego argumentu w odpowiedzi na zarzut kenaza. Obiektywna ocena nie zależy od faktu czy coś ci się podoba czy nie. Nie podobają mi się obrazy Pabla Picassa, ale to wcale nie świadczy o tym, że uważam jego malarstwo za nic nie znaczące mazgaje ;-) Na tym polega obiektywna ocena. Rozumiesz?
Kamil - 2011-09-23, 23:49

nowy tom w drodze, tak wygląda projekt wstępny okładki :)

http://stephenking.pl/stephen_king/news/wiatr.jpg

Raziel - 2011-09-24, 11:48

Mam do tego tomu złe przeczucia. Co prawda King napisał ostatnio bardzo dobrą "Czarną, bezgwiezdną noc", ale takie tworzenie tomów z cyklu "x i pół" wydaje mi się mocno naciągane, podobnie jak pomysł z kontynuacją "Lśnienia"... Stefan ma chyba za dużo wolnego czasu :-P
Ravena - 2011-09-25, 14:26

Nawet jeśli się ukaże w Polsce, prawdopodobnie nie sięgnę... Dla mnie cykl zakończył się definitywnie, wątki rozwiązano i wszelkie dodatki są zbędne. Nie przepadam za ciągnięciem tematu w nieskończoność, choć rozumiem, że pisarz może na tyle przywiązać się do postaci i historii którą stworzył, żeby dopisać jakąś historię do historii. Niemniej wygląda to na odcinanie kuponów... A o kontynuacji "Lśnienia" to nie słyszałam? Oj, nie wróżę sukcesu, za bardzo to przypomina "odgrzewane kotlety" :/
Raziel - 2011-09-25, 14:29

"Dr. Sleep" ma zwać opowiadanie - minipowieść (chyba), w którym poznamy dalsze losy Dannego, już jako gościa w średnim wieku, ze zdolnościami znanymi z "Lśnienia". Więcej na temat tego projektu nie pamiętam.
Kamil - 2011-09-25, 14:50

Ravena napisał/a:
Nawet jeśli się ukaże w Polsce, prawdopodobnie nie sięgnę... Dla mnie cykl zakończył się definitywnie, wątki rozwiązano i wszelkie dodatki są zbędne.

Na dobrą sprawę tom 4 też jest zbędnym dodatkiem. W końcu jest to głównie retrospekcja. Gdzieś wyczytałem, że nowy tom to też prawdopodobnie retrosepkcje i wypełnienie luki fabularnej między 4 i 5 tomem. To samo z komiksami - życie młodego Rolanda. Więc to chyba raczej skierowane do tych, którym podobały się westernowe wątki i nie mają ich dość. Chociaż to ploty w sumie.

Ja dam szansę. Ogólnie jestem zwolennikiem "ogrzewania kotletów". Dla mnie mógłby powstać kolejny tom Pottera, chętnie przeczytałbym wiecej Achai, chłone kolejnych Wędrowyczów, miło byłoby dostać kolejny zbiór opowiadań o Wiedźminie. Po prostu jak mam dość to rzucam i nie czytam kolejnych tomów, ale miło mieć taką możliwość.
"Odgrzewane kotelty" też mają dobry (zwykle) wpływ na popularność poprzednich tomów, a co za tym idzie jest więcej ludzi z którymi można o danej serii pogadać.

Ravena - 2011-09-25, 15:00

Coś jest w tym pobudzaniu popularności, ale z reguły wszelkie kontynuacje są gorszej jakości, więc patrzę na takie twory nieufnie. Owszem, jak się człowiek przywiąże do bohaterów, to chętnie czyta, ale trzeba też wiedzieć, kiedy powiedzieć "dość" i postawić kropkę. Zwykle ciągnięcie dalej nie wychodzi na dobre ani powieści, ani Czytelnikom. Tyle razy byłam zdegustowana a czasem wręcz zniesmaczona kontynuacjami, nawet jeśli wychodziły spod pióra tego samego autora, że przemawia przeze mnie pesymizm ;-)
sushi - 2011-09-25, 16:40

kenaz napisał/a:
Na dobrą sprawę tom 4 też jest zbędnym dodatkiem.

Jak się spotkamy to spalę Cię na stosie :zlo ;-)
Moja ulubiona część :!:

Też mam obawy przed nową częścią, ale nie mogę się jej doczekać.
Przyspieszono amerykańską premierę z czerwca na marzec.

No i w nocy skończyłam. Ehhhh.... I jak zwykle się popłakałam. Nawet nie było mi smutno. Łzy same popłynęły. :oops:

Kamil - 2011-09-25, 17:54

sushi napisał/a:
Jak się spotkamy to spalę Cię na stosie
Moja ulubiona część

Moja też ulubiona ;-)

Sushi, czy czytałaś komiksy?

sushi - 2011-09-25, 18:07

kenaz napisał/a:
Sushi, czy czytałaś komiksy?

Nie i bardzo żałuję. Tylko pojedyńcze screeny.

Kamil - 2011-12-20, 00:13

wydawnictwo Grant udostępniło wstęp i pięć pierwszych stron Wiatru przez dziurkę od klucza:

https://secure.grantbooks.com/z-sk-dt-twttk-test-start.html

fajnie byłoby mieć tą edycje deluxe z podpisem Kinga i Lee (ten od ilustracji), ale $350 a nakład 800 sztuk.

Tifa Lockhart - 2011-12-31, 15:34

Poświęciłam dziś pół dnia na przeczytanie pierwszego tomu Mrocznej Wieży. Od poniedziałku będę już naprawdę się uczyć rzetelnie. :mrgreen:
Książka nie wzbudziła we mnie szczególnych zachwytów. Ot, idzie rewolwerowiec i idzie. Spotyka ludzi na swojej drodze i dalej idzie. Trochę były przewidywalne niektóre zdarzenia, które nastąpią w książce. Denerwowała mnie okropnie jedna rzecz. Mianowicie King ciągle powtarzał zdanie ''Alice kobieta z Tull'' Zmieniał to tylko na ''Kobieta, u której nocował w Tull'' itp. Ile można, rety trochę umiaru. Czytelnik nie jest jakąś tępą dzidą, żeby zapominać o informacji, która powtarza się co parę stron. Czytając Zambocha też mnie to irytowała. Ten autor miał w zwyczaju pisać zdanie ''Koniasz był tak brzydki, że nawet żadna ladacznica go nie chciała''.

Raziel - 2011-12-31, 16:29

Warto pierwsze dwa tomy przeboleć, bo trzeci już trzyma moim zdaniem naprawdę wysoki poziom.
Kamil - 2011-12-31, 16:31

Cytat:
Warto pierwsze dwa tomy przeboleć, bo trzeci już trzyma moim zdaniem naprawdę wysoki poziom.

Wg mnie już drugi, choć jest tak inny od pozostałych tomów.
A pierwszy też zawsze lubiłem, owszem, przewidywalny, dzieje się mało, ale co za atmosfera! Dla mnie to kapitalne wprowadzenie do całości.

Tifa Lockhart - 2012-01-11, 20:05

Dzisiaj na geografii z przyjemnością skończyłam ''Powołanie trójki''. Ten tom podobał się bardziej od pierwszego. Pogubiłam się jednak w pewnym momencie. Odetta Holmes była stara czy młoda? Wydawało mi się, że autor wspominał o staruszce na wózku. Jednak potem padło zdanie brzmiące mniej więcej tak ''Przed kilku laty wepchnąłeś młodą dziewczynę pod pociąg''.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-01-11, 20:13

Tifa Lockhart napisał/a:
Dzisiaj na geografii z przyjemnością skończyłam ''Powołanie trójki''. Ten tom podobał się bardziej od pierwszego.


Tifo, w tym momencie saga się dopiero zaczyna. Ziemie jałowe są już wręcz wyśmienite. Przynajmniej ta miałem takie odczucia po przeczytaniu. Ale jak już sięgniesz, zaopatrz się od razu w Czarnoksiężnika i Kryształ. :)

Kamil - 2012-01-11, 20:43

Tifa Lockhart napisał/a:
Odetta Holmes była stara czy młoda? Wydawało mi się, że autor wspominał o staruszce na wózku. Jednak potem padło zdanie brzmiące mniej więcej tak ''Przed kilku laty wepchnąłeś młodą dziewczynę pod pociąg''.

Odetta to kobieta młoda (wyobrażałem sobie ją zawsze jako trzydzieche), nie pamiętam nic o staruszce na wózku :)
Uczeń ma racje, wszystko na dobre rozkręca się dopiero w Ziemiach jałowych, choć Powołanie trójki i Roland też mi się bardzo podobały.

Kamil - 2012-01-31, 20:54

http://stephenking.pl/roznosci/aktualnosci/mw8.jpg

:D
no i wydanie nie będzie pasować do reszty. trudno, nowych nie mam zamiaru kupować, tym bardziej że są wydane najtańszym kosztem, słabo i nieciekawie.

premiera dopiero w listopadzie.

Silmarilionek - 2012-04-22, 19:54

Cały cykl Mrocznej Wieży zakończyłem około dwa lata temu i zgodzę się z osobami, które uważają, że jest przegadany. Jakby ciachnąć dłużyzny i niczego nie wnoszące wątki, tak skrócić cykl do czterech tomów, wyszłaby super opowieść o ostatnim człowieku należącym do Zakonu Rewolwerowców (czy do czego tam należał ;-) ). Na pewno nie żałuję, że dotrwałem do końca, choć czasami było trudno i na pewno już nie wrócę do czytania Mrocznej Wieży. Roland, Powołanie Trójki i Wilki z Calla ogólnie bardzo dobre. Ziemie jałowe tak od drugiej połowy również ciekawe. Z resztą tomów bywało różnie, a Pieśnią Susannah do dzisiaj odbija mi się niemiłą czkawką.
Na wyrazy uznania zasługują ciekawe charaktery bohaterów i kilka pomysłów jak Blaine Mono. Przy czytaniu o ześwirowanym pociągu czującym miętę do zagadek, sam pędziłem po kartkach jak lokomotywa :mrgreen: .
Za to ciągła gadanina o ka i ka-tet kojarzyła mi się z jakaś niedopracowaną sektą. Również końcówka wydaje się skopana - tym bardziej, że ją przewidziałem sto stron przed finałem i tylko modliłem się, aby autor wpadł na oryginalniejsze zakończenie powieści.
Spoiler.
No właśnie. Ta powieść tak naprawdę się nie kończy
.

kenaz napisał/a:

http://stephenking.pl/roznosci/aktualnosci/mw8.jpg


no i wydanie nie będzie pasować do reszty. trudno, nowych nie mam zamiaru kupować, tym bardziej że są wydane najtańszym kosztem, słabo i nieciekawie.

premiera dopiero w listopadzie.

Jak biblioteka się zaopatrzy, to na pewno przeczytam.

Tifa Lockhart - 2012-05-02, 19:51

Zakończyłam moją przygodę z Mroczną Wieżą na bodajże 160 stronie ''Ziem Jałowych''. Paskudnie mi się czytało. Nudziłam się niemiłosiernie. King nie potrafił mnie wciągnąć na dłużej niż dwie strony. Powiedziałam dość, gdy pojawił się jakiś strumień? droga unoszący się dookoła bohaterów. To nie dla mnie. Nie sięgnę już po to nigdy. A od samego Kinga chcę odpocząć na dłuższy czas.
Kamil - 2012-05-02, 19:57

Tifa Lockhart napisał/a:
Zakończyłam moją przygodę z Mroczną Wieżą na bodajże 160 stronie ''Ziem Jałowych''. Paskudnie mi się czytało. Nudziłam się niemiłosiernie. King nie potrafił mnie wciągnąć na dłużej niż dwie strony. Powiedziałam dość, gdy pojawił się jakiś strumień? droga unoszący się dookoła bohaterów. To nie dla mnie. Nie sięgnę już po to nigdy. A od samego Kinga chcę odpocząć na dłuższy czas.

Martinus by miał radoche z tego posta...

M - 2012-05-09, 15:57

kenaz napisał/a:
Martinus by miał radoche z tego posta...
Oj tam zaraz radochę ;-) Tak naprawdę, to w tym wypadku nie ma się z czego cieszyć. Fakt, iż koleżance Tifie nie przypadł do gustu mocno przereklamowany cykl Stephena Kinga o przygodach wyrewolwerowanego rewolwerowca zwanego Rolandem, nie jest wcale powodem do skakania z radości i chodzenia po ulicach z wyszczerzonymi zębami. Rzucenie przez Tifę książką w kąt świadczy jedynie o tym, iż w jej guście i percepcji w odbiorze literatury zaszły duże zmiany - na lepsze, rzecz jasna. Bezkrytyczne przyjęcie "Mrocznej Wieży" jako arcydzieła światowego formatu jedynie na podstawie przesłanki, iż "podobało mi się" jest mocno nieuprawnione i sugeruje ocenianie jakości utworu wyłącznie przez pryzmat osobistych preferencji. Jak wiadomo nie ma to nic wspólnego z rzetelną, merytoryczną i obiektywną oceną.
Decyzja Tify jest budująca i daje nadzieję, że jednak nie wszyscy czytelnicy sięgający po twórczość Kinga bezkrytycznie podchodzą do wypocin, które sam autor nazwał "dziełem swojego życia". Nazwanie utworu "dziełem" nie oznacza, iż utwór ten automatycznie się nim staje, prawda? ;-) Chyba, że w swej ograniczoności nie jestem w stanie pojąć, iż jest właśnie odwrotnie ;-)

Raziel - 2012-05-09, 17:05

Znowu będą cztery strony "mnie się podoba" kontra "gust obiektywny Martinusa" :lol:
Wracasz na stałe, tak nawiasem mówiąc? ;-)

Kamil - 2012-05-09, 17:46

Raziel napisał/a:
Znowu będą cztery strony "mnie się podoba" kontra "gust obiektywny Martinusa"

:lol: beze mnie.

Czekam na nowy tom (listpad chyba) i biore sie do tego jeszcze raz od częsci 3, bo nigdy nie dotarłem do zakończenia (tzn nie przeczytałem tomu 7). Teraz powoli poczytuje kolejne zeszyty komiksów - bardzo dobre.

M - 2012-05-10, 14:53

Raziel napisał/a:
Znowu będą cztery strony "mnie się podoba" kontra "gust obiektywny Martinusa" :lol:
Drogi Razielku, żywię nadzieję, iż nie poczujesz się głęboko urażony takim zdrobnieniem twojego artystycznego pseudonimu, na który raczyłem sobie w tym momencie pozwolić. Nie chciałbym, aby zabrzmiało to jak pewien sposób spoufalania się z twoją szacowną osobą, ale jak dobrze wiesz - zawsze darzyłem cię dużą dozą sympatii i z tego co moja dobra (aczkolwiek niezmiernie krótka) pamięć mówi, nigdy w zdecydowany sposób nie starłeś ze mną poważniejszych potyczek słownych, co jeszcze bardziej pozytywnie wpływa na mój sentyment do twojej osoby. Próbuję dociec na podstawie jakich przesłanek doszedłeś do tak niedorzecznego wniosku, jaki wysnułeś w swojej wypowiedzi. Sugerujesz, iż jakakolwiek osoba będąca członkiem forum podejmie rękawicę w merytorycznej dyskusji na argumenty i spróbuje się zmierzyć ze mną - marnotrawnym synem, złym trollem, dzieckiem neostrady, męczybułą i najbardziej czepialską osobą w historii FK? Myślę, że nie znajdzie się nikt odważny, a jeśli się znajdzie, to w okamgnieniu dyskusja zmieni się w jeden wielki, frontalny atak na Bogu winnego Martinusa ;-) Niestety, na tym forum jest grupa osób która uznaje wszelką merytoryczną dyskusję na argumenty za coś niemiłego i według tejże grupy idealna dyskusja wygląda następująco:
A: moim zdaniem jest tak
B: a moim zdaniem tak
A: aha
B: aha

Niestety, ja osobiście nigdy nie zaliczałem się do tej elitarnej grupy i wolę argumenty, źródła, konkrety, motywy, przyczyny, a nie takie słodkie pierdzenie. To, że część osób nie ma kompletnie dystansu do siebie i odbiera jakikolwiek zaczątek dyskusji jako personalny atak, to już norma. Zdołałem do tego przywyknąć, choć cały czas mnie nurtuje pytanie: w którym momencie ludzie czytający książki przestali kultywować chęć dyskutowania, debatowania, rozmawiania? Zwłaszcza, iż w końcu to forum dyskusyjne (sic!). Warto jednak czasami poczytać "idealną dyskusję", tak zażyć sobie przed snem. Na poprawę humoru. Generalnie osobiście mam do tego dystans, ale sprawia mi przyjemność batożenie takowych elit, choć wolę poziom Magla Towarzyskiego ;-)

I jeszcze parę słów o guście obiektywnym. W kilku tematach na FK zapodałem garść argumentów świadczących o tym, że jakości literatury / filmu / sztuki (niewłaściwe skreślić) nie ocenia się jedynie przez pryzmat osobistych preferencji. Próbowałem wam to uzmysłowić w trakcie naszych formowych potyczek, ale niestety poległem. Podejrzewam, że to dlatego, iż za mało się starałem. Ewentualnie można to zwalić na karb mojego niskiego poziomu intelektualnego, skoro nie potrafiłem trafić z tak prostą sprawą na podatny grunt, a merytoryczne argumenty nie zdołały się przebić do waszej świadomości. Nie próbuję tego robić po raz kolejny, gdyż podejrzewam, iż efekt moich starań będzie taki sam, a kolejny raz nie przełknąłbym goryczy porażki, choć niewątpliwie zabawa byłaby przednia :)

Raziel napisał/a:
Wracasz na stałe, tak nawiasem mówiąc? ;-)
Nic mi na ten temat nie wiadomo, choć otrzymywałem sygnały, iż brakuje na forum mojego ożywczego, trzeźwego i stojącego w opozycji do wszystkich zdania na różne tematy. Wszedłem głównie po to, aby uzmysłowić kenazowi, iż nieco minął się z prawdą, tak delikatnie mówiąc. Jest to efektem tego, iż pomimo całej mojej sympatii do niego, nie rozumie (i nie chce zrozumieć) on mojego stanowiska, moich argumentów i nie potrafi zaakceptować obiektywnego spojrzenia na otaczającą go rzeczywistość. Zresztą, pisałem o tym w poprzedniej wypowiedzi i nie widzę najmniejszego sensu, aby się teraz powtarzać i przepisywać te same słowa.

kenaz napisał/a:
:lol: beze mnie.
Poddajesz się bez walki? Nie jest to dobra cecha u mężczyzny ;-)
Raziel - 2012-05-10, 16:17

Już tak pomijając kwestię czy jesteśmy złymi forumowiczami blablabla, to był to żart jedynie, nie żadne tam wyjazdy personalne itp. A sam bym nawet podyskutował, ale nie mam obecnie tego cyklu pod ręką, a trochę czasu minęło odkąd go czytałem.

A obiektywizm jest przereklamowany ;-)

Kamil - 2012-05-10, 19:25

M napisał/a:
Poddajesz się bez walki? Nie jest to dobra cecha u mężczyzny

Nie podjeżdżaj i nie prowokuj :) . Dobrze wiem, że "walka" z Tobą jest całkowicie bezcelowa szczególnie w tym temacie, bo po prostu masz obiektywną, swoją osobistą i jedyną słuszną racją ;-) . Ale chętnie czytam Twoje posty i mam nadzieję, że wróciłeś na stałe. Brakuje mi Twoich przegadanych (bardziej od książek Kinga), długich postów ;-) nie naśmiewam się ani nie jest to żaden przytyk, mówię serio.

Co do MW, powiem krótko i na tym z mojej strony skończę "dyskusję":
Tak, momentami jest przegadana i może sie dłużyć, ale mnie nie nużyło, moim osobistym, subiektywnym zdaniem dłużyzny budowały wspaniały nastrój - co jest wg mnie największą siłą tej serii. Nie mówię, że jest to wiekopomne arcydzieło, nie jestem mocno oczytany i nie umiem (ani nie chcę) oceniać serii obiektywnie. To tak jak z fenomenem "Mistrza i Małgorzaty" - nie rozumiem go, książki nie lubie, a jednak "arcydzieło" i "najlepsza książka XX wieku". Więc chyba zwyczajnie nie znam się na literaturze.
Od Twojego ostatniego pojawienia się na forum zdążyłem przeczytać zachwalane przez Ciebie "To" - wspaniała książka z nieco rozczarowującym zakończeniem, które przy takiej objętości spokojnie mogę Kingowi wybaczyć. Lepsze od MW czy gorsze? Nie mogę określić, to jest inna kategoria.

M napisał/a:
I jeszcze parę słów o guście obiektywnym. W kilku tematach na FK zapodałem garść argumentów świadczących o tym, że jakości literatury / filmu / sztuki (niewłaściwe skreślić) nie ocenia się jedynie przez pryzmat osobistych preferencji.

Nie jestem krytykiem, nie jestem dziennikarzem, który zajmuje się literaturą, nie jestem recenzentem. Jestem zwyczajnym czytelnikiem na forum książkowym. Wszystko oceniam głównie przez pryzmat osobistych preferencji i nie bronie tego innym (tak wiem, Ty też nie, napisałeś "..jedynie przez pryzmat osobistych preferencji.."). Nawet wolę poczytać odczucia danej osoby o konkretnym tytule niż oceny obiektywne, które mówią np. o wartości książki dla literatury światowej/europejskiej/polskiej.. a ani słowa o zwyczajnym "podobaniu się". Właśnie dlatego unikam wszelkich długich recenzji (zwykle przyświeca im cel "być obiektywnym"), serwisów zajmujących się książkami "na poważnie", za to jestem na tym forum oraz na lubimyczytać.pl - gdzie jest dużo styczności (przynajmniej tak sądze) z osobami z podobnym podejściem.

M - 2012-05-11, 12:09

kenaz napisał/a:
M napisał/a:
Poddajesz się bez walki? Nie jest to dobra cecha u mężczyzny

Nie podjeżdżaj i nie prowokuj :)
Drogi kolego, którego darzę ogromną sympatią, chociaż z twoimi twierdzeniami fundamentalnie się nie zgadzam... nie bądź taki "anty" i pozwól na trochę formowych zachowań z gatunku tych o zabarwieniu nieco negatywnym ;-) Nie bądźmy tacy święci, to nie jest szkoła przyklasztorna przy prepozyturze Augustynianów ;-) Nie od dziś wiadomo, że prowokacja jest w pełni świadomym wymuszeniem określonych zachowań. W sumie możesz ze spokojnym sumieniem uznać, że jestem swego rodzaju prowokacją, która ma na celu chociażby zrealizowanie próby przekazania rozmówcom, że niekoniecznie mają rację i zmuszenie ich do większych rozważań na rzeczony temat. Nigdy nie chciałem zmusić ciebie czy innych forumowiczów do zmiany waszego zdania. Chciałem jedynie przekazać, że wasze subiektywne przekonanie w sporej części przypadków niewiele ma wspólnego z rzeczywistością i wymusić u was nieco głębszą intelektualną analizę tego zagadnienia. Tyle. Jeśli po przemyśleniach uznasz, że wolisz pozostać przy swoim założeniu, to nie widzę przeciwwskazań, gdyż absolutnie masz do tego pełne prawo. Chodzi tylko o to, abyś doszedł do tego przeświadczenia po skonfrontowaniu z sobą różnych zdań, które zawierają w swoich wypowiedziach forumowicze - właśnie po to, aby zrozumieć całościowy kontekst danego zagadnienia który często bywa na tyle niespójny, że aż bełkotliwy.

kenaz napisał/a:
Dobrze wiem, że "walka" z Tobą jest całkowicie bezcelowa szczególnie w tym temacie, bo po prostu masz obiektywną, swoją osobistą i jedyną słuszną racją ;-)
Przypisujesz mi jakieś nieludzkie cechy, krwiożerczą chęć "walki", choć ja zdecydowanie wolę określenie "potyczka słowna", która jest swego rodzaju sztuką prowadzenia sporów. Widzisz, ja generalnie mam takie dziwne założenie, że na forum dyskusyjnym powinno się dyskutować, w końcu nazwa do czegoś zobowiązuje, nieprawdaż? Natomiast mam nieodparte wrażenie, iż w polskim społeczeństwie doby Internetu ta sztuka umarła śmiercią naturalną. Każdy z forumowiczów powie co ma do powiedzenia i rozchodzą się w miłości, a to przecież nie o to chodzi! Zauważyć można, że w ogóle bardzo duża liczba osób ma problemy z przyjęciem takiego założenia i dla nich jakakolwiek próba zbicia ich argumentów, jest momentalnie odbierana jako bezpośredni atak na ich, co owocuje agresją z ich strony. Dlatego też ja próbowałem wielokrotnie wyartykułować to w swoich pismach, że często ograniczenie się do zbijania argumentów rozmówców biorących udział w dyskusji, to nie "atak personalny", ale również "forma budującej dyskusji". Szkoda tylko, że brak dystansu o co niektórych powoduje, że taki pogląd jest osamotniony.

Nie uzurpuję sobie prawa do jedynej i słusznej wizji, którą narzucam innym. Nie jestem też cenzorem i nie mam w sobie jakichkolwiek aspiracji, aby do takiego miana aspirować. Czuję nieziemską ulgę, iż urząd cenzora został już w Polsce zniesiony, bo kto wie czy na forum nie padłoby zdanie, iż moja skromna osoba wprost idealnie pasuje do tej roli ;-) Wbrew obiegowym opiniom, jak chociażby kolegi Raziela obiektywizm wcale nie jest przereklamowany. Przedstawianie i ocenianie czegokolwiek w sposób zgodny ze stanem faktycznym, niezależnie od własnych opinii, uczuć i interesów, powinno być normalną cechą, zwłaszcza u oczytanych osób. Niemniej, z oczywistych względów nie jest łatwo oceniać bezstronnie, gdyż każdy z nas posiada swoje gusta, uczucia, poglądy czy też posiada interesy, w imię których wygodnie jest oceniać wedle własnego "widzimisię" ;-) Z dużą dozą prawdopodobieństwa moja ocena książek Tada Williamsa nie jest w 100% obiektywna, choćby dlatego, że prowadzę jego stronę i w moim interesie leży jak największa sprzedaż jego książek. Tyle tylko, że ja zdaję sobie sprawę z własnej ułomności i dlatego też nie patrzę bezkrytycznie na twórczość tego pisarza, choć jest on moim ulubionym twórcą. Podobnie można w tym miejscu wymienić od licha i trochę autorów czy artystów, którzy choć nie prezentują twórczości wysokich lotów, to jednak wielu osobom piekielnie się podobają i są przez nie uznawani za dzieła światowego formatu. Zgodzisz się ze mną? Tyle tylko, że piosenki Beyonce, książki Dana Browna czy filmy Quentina Tarantino pomimo pewnych walorów estetycznych czy wspomagających miłe spędzanie czasu, wcale nie prezentują wysokiego poziomu. Sztuką jest więc ocenić daną rzecz jak najbardziej rzetelnie i obiektywnie. Osobiście nie cenię wysoko twórczości Grahama Mastertona, co wcale nie przeszkadza mi raz na jakiś czas sięgnąć po jego książkę i całkiem nieźle spędzić czas w podróży pociągiem. Coś co się podoba nie musi być dobre, Masterton jest więc idealnym przykładem - kiepskie książki, które całkiem dobrze się czyta, chociaż nie przejawiają jakiejkolwiek głębszej idei. Takie tam czytadła na umilenie podróży. I naprawdę, nie chodzi mi o udowodnienie wam, że nie macie racji, lecz o sprowokowanie do rozważań choćby, czy aby na pewno wasze zdanie jest niepodważalne.

kenaz napisał/a:
Brakuje mi Twoich przegadanych (bardziej od książek Kinga), długich postów ;-) nie naśmiewam się ani nie jest to żaden przytyk, mówię serio.
Przyznam, że potrafisz mnie jeszcze zaskoczyć ;-) Zdanie masz bardzo oryginalne i generalnie lubisz na siebie zwracać uwagę, ale teraz nieco przesadziłeś ;-) Przegadałem Kinga? Przy niektórych jego taśmowo pisanych kilometrowych książkach tworzonych niewiadomo po co, moja skromna osoba i wypowiedzi na FK to prawdziwy pikuś. Pan Pikuś, rzecz jasna ;-)

kenaz napisał/a:
Tak, momentami jest przegadana i może sie dłużyć, ale mnie nie nużyło, moim osobistym, subiektywnym zdaniem dłużyzny budowały wspaniały nastrój - co jest wg mnie największą siłą tej serii.
King w Mrocznej Wieży budowniczym nastroju??? Może, gdyby zajął się montażem płyt warstwowych albo konstrukcji stalowych ;-) Trudno w tym cyklu odczuwać nastrój czy klimat, kiedy przysypia się przy jego czytaniu, czekając aż wydarzy się coś sensownego. OCZYWIŚCIE, WIELE OSÓB MOŻE KOCHAĆ TAKI STYL, że tak podkreślę mimochodem... znowu ;-) Jednak, jeśli Mroczna Wieża jednak budzi w tobie nastrój... będę na tyle arogancki, by rzec, że w takim razie, niewiele ci potrzeba, aby taki nastrój w nich wywołać. Co bardziej wymagający czytelnicy, czytając "dzieło życia" Kinga zapominają, że mają się bać i czuć klimat :) Cóż... podobnie jak widzowie w kinie: jednemu wystarczy widok skaleczonego palca i strużki krwi, by niemal zemdleć, inny aby poczuć cokolwiek, będzie musiał poczekać, aż jeden bohater oderżnie drugiemu głowę, zachlapując falami krwi ściany pomieszczenia, sufit oraz samego siebie. Jeszcze inny będzie czuł niepokój wtedy, kiedy będzie kompletna cisza, spokój, owy niepokojący spokój... jakby czekanie, aż coś nagle się stanie. Coś kompletnie nieprzewidywalnego. Czekanie. Czekanie... i... nic... wciąż nic. Te czekanie stanie się nie do zniesienia, bo nagle zaczyna dochodzić do umysłu myśl: na cóż te czekanie? I jednoczesna myśl niesforna: MOŻE NA NIC? W Mrocznej Wieży ma się do czynienia tylko z czekaniem, czekaniem, czekaniem i czekaniem. Czytelnik nie ma poczucia zbliżania się czegoś ważnego i nieodgadnionego. Jest tylko cisza przed burzą, która przedłuża się w nieskończoność, aż do zakończenia. Oczywiście możesz lubić taki klimat, wszak serce nie sługa ;-)

kenaz napisał/a:
Więc chyba zwyczajnie nie znam się na literaturze.
Nie chodzi o to, aby się znać, ale o to, aby umiejętnie oceniać. Znają się pewnie absolwenci studiów filologicznych, którzy z racji wykształcenia i programu nauczania na uczelniach muszą przerobić wielkie dzieła światowej literatury. Ty, drogi kenazie, nie jesteś "zdyskwalifikowany", aby czytać Poego, Lovecrafta czy choćby Puszkina, Homera i Dostojewskiego. Nie przesądzam, że nie możesz ich uwielbiać. Twierdzę jedynie, że uznając Kinga za wybitnego twórcę i mistrza narracji, mijasz się z prawdą i to bardzo wielkim łukiem. Zakładam, że dostrzegasz różnicę w wielkości, między przykładowo Dostojewskim a Kingiem? I o to właśnie chodzi - o umiejętność rzetelnej oceny.

kenaz napisał/a:
Nie jestem krytykiem, nie jestem dziennikarzem, który zajmuje się literaturą, nie jestem recenzentem.
Nie jestem przedstawicielem żadnej z wymienionych przez ciebie powyżej profesji. Co prawda ostatnio próbuję sił jako dziennikarz obywatelski i bloger polityczny, ale nie wychodzi to tak, jak bym sobie tego życzył. Jak widać, świat nie wymaga, by chodzili po nim sami doskonali we wszystkim ;-)

kenaz napisał/a:
Jestem zwyczajnym czytelnikiem na forum książkowym. Wszystko oceniam głównie przez pryzmat osobistych preferencji
Widzisz, drogi kenazie, jedno nie wyklucza drugiego ;-) Oczywistym jest, że ludzie oceniają rzeczy pod wpływem emocji i uczuć. Z tym poglądem nawet nie ma co podejmować jakiejkolwiek dyskusji, gdyż jest się z góry skazanym na sromotną porażkę ;-) Jednakże fakt oceny emocjonalnej w niczym nie przeszkadza temu, aby spojrzeć na dzieło jeszcze raz, tym bardziej "chłodnym" okiem. Nigdy nie miałeś takiej sytuacji, że przykładowo jakiś film ci się podobał i miło spędziłeś czas, ale jednocześnie stwierdziłeś, że film był słaby? Ja tak miałem przykładowo podczas seansu filmów z serii "Transformers" - obrazy strasznie kiepskie i kompletnie nielotne, ale naprawdę dobre efekty specjalne czy olśniewająco piękna i seksowna Megan Fox sprawiły, że z kina wychodziłem usatysfakcjonowany pomimo niskiego poziomu filmu. Czujesz różnicę?

Żegnam zatem... do następnego posta i życzę owocnych rozważań... tym, którzy się ich nie lękają ;-)

Kamil - 2012-05-11, 13:00

M napisał/a:
Tyle tylko, że piosenki Beyonce, książki Dana Browna czy filmy Quentina Tarantino pomimo pewnych walorów estetycznych czy wspomagających miłe spędzanie czasu, wcale nie prezentują wysokiego poziomu

Tarantino trochę nie pasuje w takim zestawieniu... W mistrzowski sposób pisze dialogii, konstrukcja jego filmów często jest genialnie przemyślana (taki "Pulp Fiction" na przykład), no i ten ukłon w stronę filmów klasy B ;-) Aktorsko jego filmy też stoją na najwyższym poziomie (Tim Roth, Steve Buscemi, Travolta, Madsen, Brad Pitt, Christopher Waltz i wielu innych, którzy bardzo zapadli w pamięć świetnymi kreacjami), montaż zachwyca (znowu "Pulp Fiction"), oprawa muzyczna... to wszystko składa się na doskonałe kino rozrywkowe z górnej półki, ale też zdecydowanie nie jest to kino dla każdego.

M napisał/a:
King w Mrocznej Wieży budowniczym nastroju??? Może, gdyby zajął się montażem płyt warstwowych albo konstrukcji stalowych Trudno w tym cyklu odczuwać nastrój czy klimat,

Nie każdy czuje nastrój danej opowieści (czy danej płyty muzycznej itd.). To tak jak z filmami: np. produkcje Tima Burtona są jak na Hollywood specyficznie, w wielu z nich panuje taki cmentarno-baśniowy nastrój (ja to tak określam), którego niektórzy zupełnie nie dostrzegają. Mają całkiem inną wrażliwość (nie mniejszą czy większą, ale inną), filmy Burtona odbierają jako produkcje słabe i bez klimatu. Jest to kino rozrywkowe, które wyjątkowo mi podpasowało ze względu właśnie na nastrój. Podobnie jest z książkami. Co więcej: czasami powstaje ksiażka/film o konstrukcji totalnie przewidywalnej i prostej jak budowa cepa jednak może się podobać, innym razem mamy świetną, przemyślaną linię fabularną a brakuje klimatu, jakiejś magii albo warsztatu (kiepski styl, postprodukcja nie dopisała itd.).

M napisał/a:
Zakładam, że dostrzegasz różnicę w wielkości, między przykładowo Dostojewskim a Kingiem? I o to właśnie chodzi - o umiejętność rzetelnej oceny.

No właśnie nie dostrzegam. Nie posiadam umiejętności rzetelnej oceny.
Dla mnie Dostojewski nudzi, a King wciąga niesamowicie co udowodnił także w "To" i "Ręce mistrza".
Także jak widzisz reprezentuje niski poziom, o moim oczytaniu (którego prawie brak, bo ograniczam się do literatury rozrywkowej) nie wspomnę. Wniosek wysnułem następujący: nie jestem dla Ciebie odpowiednią osobą do dyskusji. W książkach szukam przede wszystkim rozrywki: ambitniejszej, mało ambitnej, popłuczyny też mogę poczytać.
Na swoje usprawiedliwienie powiem, że trudno o skupienie i zaangażowanie (które z pewnością Dostojewski wymaga) po np. lekturze setki tutoriali/poradników dotyczących zagadnień informatycznych...

M napisał/a:
Nigdy nie miałeś takiej sytuacji, że przykładowo jakiś film ci się podobał i miło spędziłeś czas, ale jednocześnie stwierdziłeś, że film był słaby?

Tak, np. "American Pie 1-3" :)
Tak myślę o książkach np. Pilipiuka.

Raziel - 2012-05-11, 13:33

Odcinając się od Kinga, wracając do obiektywności. Martinusie, to jest sztuka czy hałas:
http://www.youtube.com/watch?v=SZGcOorSuo8
http://www.youtube.com/watch?v=gri3tjKktdI

M - 2012-05-14, 13:02

kenaz napisał/a:
M napisał/a:
Zakładam, że dostrzegasz różnicę w wielkości, między przykładowo Dostojewskim a Kingiem? I o to właśnie chodzi - o umiejętność rzetelnej oceny.

No właśnie nie dostrzegam. Nie posiadam umiejętności rzetelnej oceny.
Widzisz to zdanie nie współgra z następnymi, które napisałeś, a które ja teraz przytoczę:
kenaz napisał/a:
W książkach szukam przede wszystkim rozrywki: ambitniejszej, mało ambitnej, popłuczyny też mogę poczytać.

kenaz napisał/a:
M napisał/a:
Nigdy nie miałeś takiej sytuacji, że przykładowo jakiś film ci się podobał i miło spędziłeś czas, ale jednocześnie stwierdziłeś, że film był słaby?

Tak, np. "American Pie 1-3" :)
Tak myślę o książkach np. Pilipiuka.
No to jak to w końcu jest? Myślę, że jednak posiadasz rzeczoną umiejętność, ale nie umiesz lub nie chcesz się do tego publicznie przyznać, być może w obawie przed koniecznością przyznania mi racji ;-) Skoro potrafisz wymienić książki rozrywkowe ambitniejsze i odróżnić je od popłuczyn, to umiesz oddzielić ziarna od plew. W takim wypadku pozostaje ci tylko głęboko zastanowić się nad tym, co starałem się przekazać. Może jednak dojdziesz do pewnych wniosków.

kenaz napisał/a:
Dla mnie Dostojewski nudzi, a King wciąga niesamowicie co udowodnił także w "To" i "Ręce mistrza".
A gdyby twój oponent stwierdził, że dla niego King nudzi i dla pieniędzy pisze popłuczyny schlebiające masom, a Dostojewski na wysokim poziomie opisuje rzeczywistość rosyjskiej biedy kładąc nacisk na najwyższe wartości moralne przechowywane przez prosty rosyjski lud? Prowadzą do jakiegoś wniosku wyżej wymienione stwierdzenia? Nie. Co najwyżej do takiego, że oboje prezentujecie inny gust, a to nijak ma się do poziomu obu pisarzy. Podobnie miałaby się rzecz gdyby Tobie podobał się film "Sami swoi", a twojemu oponentowi "American Pie". Domyślam się, że widzisz różnicę jakościową pomiędzy obiema produkcjami? ;-)

kenaz napisał/a:
Wniosek wysnułem następujący: nie jestem dla Ciebie odpowiednią osobą do dyskusji.
Szczerze powiedziawszy, zawiodłeś mnie dochodząc właśnie do takiego, a nie innego wniosku. Ucieczka i wycofanie się nie jest dobrym pomysłem. Zawsze lepiej jest się przyznać do błędu, złego nastawienia, itp. A poza tym, muszę przyznać, że całkiem nieźle sobie radzisz, a co najważniejsze - nie uciekasz się do wycieczek osobistych, co jest częste w takich dyskusjach. Pozdrawiam :)

Raziel napisał/a:
Odcinając się od Kinga, wracając do obiektywności. Martinusie, to jest sztuka czy hałas:
http://www.youtube.com/watch?v=SZGcOorSuo8
http://www.youtube.com/watch?v=gri3tjKktdI
Odpowiem pytaniem: a czy muzyka Mozarta to sztuka czy hałas? Czy piosenki zespołu Metallica to sztuka czy hałas? Czy rymy Eminema to sztuka czy hałas?
Raziel - 2012-05-14, 14:48

M napisał/a:


Raziel napisał/a:
Odcinając się od Kinga, wracając do obiektywności. Martinusie, to jest sztuka czy hałas:
http://www.youtube.com/watch?v=SZGcOorSuo8
http://www.youtube.com/watch?v=gri3tjKktdI
Odpowiem pytaniem: a czy muzyka Mozarta to sztuka czy hałas? Czy piosenki zespołu Metallica to sztuka czy hałas? Czy rymy Eminema to sztuka czy hałas?


Czy istnieją stany pośrednie?
Po prostu ciekawi mnie czy jesteś obiektywnie odsiać plewy od ziarna ;-)

Kamil - 2012-05-14, 16:18

Raziel napisał/a:
Po prostu ciekawi mnie czy jesteś obiektywnie odsiać plewy od ziarna

Wg mnie M chcąc być obiektywnym nie może podjąć się oceny wyżej zaprezentowanych utworów (M, popraw jeśli się mylę). Aby ocenić cokolwiek trzeba mieć pełne, szerokie spojrzenie na dany gatunek, styl (zakładam, że tylko Raziel ma tu taką wiedzę). Porównać do Mozarta się nie da, bo brakuje wspólnej płaszczyzny porównawczej. Czy zgadzasz się M z taką opinią? Czy może jednak stosujesz inny system wartościowania, taki, hm.. ogólny? (klasyka - wartościowa, metal - niewartościowy, analogicznie z Dostojewskim i Kingiem).
I tak wydaje mi się ta dyskusja coraz bardziej bez sensu, bo chyba oboje robimy podstawowy błąd: zapominamy o tym czemu służy dana literatura. Conajmniej dziwne jest porównywanie Dostojewskiego do Kinga. Nie chodzi o poziom jaki reprezentują pisarze, ale o to jaki to typ literatury i czemu służy. Po Dostojewskiego dla rozrywki nie sięgnę, patrząc w tej kategorii jego książki są bezwartościowe - sam powiedz: czy Dostojewski to wartościowa rozrywka? Jego książki są poważne (tak mi się wydaje, znam tylko "Zbrodnię i karę") i służą czemu innemu (np. przekazywaniu najwyższych wartości moralnych ;-) ). King sobie fantazjuje, skupia na czym innym, pisze dla mas (które oczekują odprężenia i rozrywki) i z tego punktu widzenia jego książki (przynajmniej niektóre) są wartościowe (uważasz inaczej?).
Komuś szukającemu dobrej powieści, której można przypiąć tagi "rozrywka", "dzieci", "młodzież", "fantastyka", "amerykańskie realia", polecisz licealne perypetie wampirów czy raczej przygody Billa Jąkały, Eddiego, Richiego i reszty? A może coś ambitniejszego?

Wybacz jeśli się gdzieś powtarzam. Nie zbyt mam chęć i czas w pełni angażować się, wracać i czytać jeszcze raz nasze posty - być może dlatego "uciekam", lepiej nie prowadzić dyskusji niż robić to w taki nierzetelny sposób.

M - 2012-05-15, 11:45

Raziel napisał/a:
Po prostu ciekawi mnie czy jesteś obiektywnie odsiać plewy od ziarna ;-)
Razielku, próbowałeś mnie podejść i prawie ci się udało. Jestem pod wrażeniem, naprawdę :) Oczywiście, ocena obiektywna może mieć miejsce dopiero wtedy, kiedy ma się choć namiastkę pełnej wiedzy w danej materii, szerokiego spojrzenia na gatunek który się ocenia. Tu w zasadzie możemy spokojnie podpisać się pod wypowiedzią kenaza, który wysunął niezwykle trafne spostrzeżenie. Bez płaszczyzny porównawczej niezwykle ciężko szło by porównywanie czy ocenianie. Ty, jako specjalista od muzyki z cięższego gatunku, jesteś w stanie ocenić który zespół gra na poziomie, a który jest tylko cieniem dobrego grania, prawda? Tak samo jak ja z książkami, choć oczywiście nie podjąłbym się nazwania siebie ekspertem czy wielkim znawcą. To byłby już przejaw megalomanii, co jest obce mojej naturze. Niemniej, nie widzę większego problemu z próbami obiektywnego oceniania, jeśli tylko ma się ku temu odpowiednie podstawy. Ty również możesz to robić bez pozostawiania złudzeń, że "się nie do końca znasz". Czytałeś na pewno moje opowiadania, więc z całą pewnością zdajesz sobie sprawę z faktu, iż moje wypociny stoją na zdecydowanie niższym poziomie niż przykładowo utwory Stephena Kinga, prawda? Nie przeszkadza to jednak nazwaniu ich "sztuką", gdyż sztuką jest wszelka twórczość powstająca z potrzeby serca, pasji czy chęci tworzenia, niezależnie od poziomu jaki prezentuje. Moje opowiadania stoją na niskim poziomie, z czego zdaję sobie sprawę, co jednak stoi na przeszkodzie abym po publikacji cieszył się jak dziecko trzymające w ręku długo oczekiwany patyczek z watą cukrową o smaku truskawkowym? ;-) Dla mnie to sztuka. Tak samo jak utwory innych forumowiczów.

kenaz napisał/a:
Wg mnie M chcąc być obiektywnym nie może podjąć się oceny wyżej zaprezentowanych utworów (M, popraw jeśli się mylę). Aby ocenić cokolwiek trzeba mieć pełne, szerokie spojrzenie na dany gatunek, styl (zakładam, że tylko Raziel ma tu taką wiedzę). Porównać do Mozarta się nie da, bo brakuje wspólnej płaszczyzny porównawczej. Czy zgadzasz się M z taką opinią?
Zgadzam się, czemu dałem wyraz w wypowiedzi adresowanej niejako do Raziela. W tym miejscu podpisuję się rękami i nogami ;-)

kenaz napisał/a:
I tak wydaje mi się ta dyskusja coraz bardziej bez sensu, bo chyba oboje robimy podstawowy błąd: zapominamy o tym czemu służy dana literatura.
Mylisz się, wcale nie zapominamy o tym. Jedynie dyskusja podążyła w innym kierunku niż chciałeś ;-) Uparcie próbowałeś skierować ją na swoje tory, gdzie czujesz się pewniej, a ja ciągnąłem w drugą stronę, która stanowi meritum całej dyskusji. Oczywistym jest, że literatura rozrywkowa ma oddziaływać na wyobraźnię i sprawiać, że czytelnik miło spędzi czas przy lekturze i to niezależnie od tego czy bohaterem książki będzie współczesny Polak z problemami ekonomicznymi, amerykańskie dziecko walczące z klaunem w Derry lat 50. XX wieku czy wampir polujący na krew średniowiecznych dziewek ;-) Miłe spędzenie czasu przy książce X nie ma jednak nic wspólnego z poziomem owej pozycji, co zresztą sam przyznałeś powołując się na Pilipiuka oraz filmy z serii "American Pie" ;-) Podobnie, jak mógłbyś wsiąść w zdezelowanego poloneza wyprodukowanego w latach PRL i po jeździe próbnej stwierdzić, że emocje przy kierownicy tego auta są fantastyczne... Niewątpliwie miałbyś rację, ale to jednak wcale nie oznacza, że ten zdezelowany polonez to samochód dobrej klasy. Oznacza to, że tobie to się podobało, co jest wypadkową twojego gustu, preferencji i wrażliwości emocjonalnej, tylko tyle i aż tyle. Z jakością nie ma to nic wspólnego, wszak społeczeństwo lubi czasem wytarzać się w brudzie i w rozrywkach bez zabarwienia intelektualnego. Tak jak smolarze w XV wieku - najpierw pili wódkę, potem tarzali się w rowach melioracyjnych, a następnie biegli do lasu wykonując brutalne, głupkowate ruchy. Albo starożytni Rzymianie w święto Luperkaliów, kiedy po złożeniu ofiary z kozła, kapłani sporządzali sobie ze skóry zwierzęcej przepaski na biodra i rzemienie zwane "februa". Tak ubrani (niemal nago) przebiegali przez miasto i dotykali rzemieniami nagie kobiety - ciężarne, co miało im zapewnić szczęśliwy poród oraz panny, co miało im zapewnić znalezienie dobrego męża i szczęśliwe i płodne małżeństwo... że nie wspomnę o orgiach seksualnych, które odbywały się wieczorami ;-) Osobiście też lubię czasem w celu "odchamienia się" przeczytać popłuczyny, jak to sam nazwałeś, wcale się tego nie wstydząc. Tak jak nie wstydzę się tego, że swego czasu zaczytywałem się namiętnie twórczością Grahama Mastertona czy Guy'a N. Smitha, to jednak nie stoi na przeszkodzie, aby dzisiaj raczyć się bardziej wysmakowaną literaturą. Taka jest kolej rzeczy.

kenaz napisał/a:
pisze dla mas (które oczekują odprężenia i rozrywki) i z tego punktu widzenia jego książki (przynajmniej niektóre) są wartościowe (uważasz inaczej?).
Wiesz co kryje się pod pojęciem mas? ;-) Aby schlebiać gustom mas, wystarczy płodzić kiepskie populistyczne utworki, które zadowolą niezbyt wysmakowany gust odbiorców. Często, a nawet bardzo często, niestety, dobra literatura, muzyka czy kino znajduje znikomy poklask z powodu niechęci zrozumienia przekazu... Przykład Lady (z)Gagi dobitnie pokazuje, iż naprawdę niewiele potrzeba aby zostać uznanym za wielką gwiazdę muzyki. Trzeba być kontrowersyjnym, epatować seksem, pokazać cycki, ubrać się w surowe mięso i zaśpiewać dziwne piosenki o niczym i już ;-) Z literaturą bywa niestety podobnie. Nagradzane i promowane są książki grafomanów lub przypadkowych ludzi głoszących określone poglądy na różne sfery życia, a w milionach egzemplarzy sprzedają się łzawe historyjki o miłości nastolatki do wampira, przygód małego czarodzieja z Hogwartu czy kolejne klony "Władcy Pierścieni". Oczywiście nic na to nie poradzimy, gdyż nasz bunt i niemy protest polegający na nie kupowaniu owych książek na nic się zda, ponieważ inni z szaleństwem w oczach i wyciągniętym jęzorem w "owczym pędzie" pobiegną do księgarni czy empiku, aby zakupić kolejny badziew nie warty papieru na którym został wydrukowany i tym samym nabiją kabzę wydawnictwu i utwierdzą autora w przekonaniu, że powinien nadal pisać swoje popłuczyny. Wszak wiadomo, że w obecnym społeczeństwie stan konta określa wielkość dzieł... czyli ten, kto więcej zarobi, jest większym artystą ;-)
Kamil - 2012-08-03, 12:43

Hatak.pl napisał/a:
Javier Bardem prawdopodobnie nie wcieli się w rolę Rolanda Deschain, nowym aktorem branym pod uwagę jest Russel Crowe


:evil:
Javier był kiepskim wyborem, ale Russel Crowe?! Nie pasuje. I nigdy nie lubiłem tego aktora. A nie można poszukać kogoś mało znanego jeśli wśród znanych nie ma nikogo odpowiedniego? Chociaż ja chętnie w tej roli zobaczyłbym Viggo Mortensena.

Raziel - 2012-08-03, 23:01

Nie rozumiem po co to ekranizować, naprawdę akurat ten cykl ciężko będzie (sensownie) przenieść.
M - 2012-08-04, 10:13

Raziel napisał/a:
Nie rozumiem po co to ekranizować, naprawdę akurat ten cykl ciężko będzie (sensownie) przenieść.
Nie tylko z ten cykl, ale całą twórczosć Kinga. Historie, jakie on opisuje są niczym scenariusze filmów klasy C i takież filmy są na ich podstawie kręcone. Choć nie wszystkie (Skazani na Shawshank, Zielona Mila), przyznam, ale wiekszość. Każdemu zdarzyć się może coś mniej kiczowatego od reszty. Jednak książka, a jej adaptacja, to dwie różne sprawy. Na podstawie słabej książki można nakręcić świetny film (np. Lśnienie czy serial Bastion) i odwrotnie...
Raziel - 2012-08-04, 11:28

Coś w tym jest, ale "Bastionowi" bym słabości nie zarzucał, podobnie jak "Lśnieniu" (choć film faktycznie przebija dzieło Kinga). W każdym razie i tak unikam ekranizacji.
Kamil - 2012-08-04, 11:29

M, Ty musisz naprawdę nie lubić twórczości Kinga. Tylko jeśli uważasz jego książki za kiczowate, a pare pozycji jest dobra przypadkowo (bo każdemu może znarzyć się coś mniej kiczowatego od reszty) to po co przeczytałeś tyle jego książek? Masochizm? Może jednak sprawiają Ci jakąś przyjemność?
Po co czytałeś cały cykl MW do końca jeśli nawet pierwszy tom jest dnem i kiczem?

Raziel napisał/a:
Nie rozumiem po co to ekranizować, naprawdę akurat ten cykl ciężko będzie (sensownie) przenieść.

Uważam że mało jaka książka daje tyle możliwości filmowcom. Bardzo jestem ciekaw jak to pokażą.

M - 2012-08-06, 10:33

kenaz napisał/a:
M, Ty musisz naprawdę nie lubić twórczości Kinga.
Ależ mylne wnioski wyciągasz, drogi kolego. Nie minę się z prawdą, jeśli napiszę, że ja nie "nie lubię" Kinga, a jedynie nie cenię zbyt wysoko jego umiejętności pisarskich, a to różnica. Może, gdyby ktoś Kingowi uświadomił jego słabości, to z ogromnym nakładem pracy nad sobą, coś by dobrego napisał. Powinien jedynie nieco staranniej dumać nad tematem głównym utworu, bo te brednie, jakie wypisuje, stanowią o sile jego kiczowatości.

kenaz napisał/a:
Tylko jeśli uważasz jego książki za kiczowate, a pare pozycji jest dobra przypadkowo (bo każdemu może znarzyć się coś mniej kiczowatego od reszty) to po co przeczytałeś tyle jego książek? Masochizm? Może jednak sprawiają Ci jakąś przyjemność?
W pewnych książkach Kinga to przynudzanie, o który cały czas się rozchodzi kompletnie mi nie przeszkadzało, w innych wręcz odstręczało od lektury. Niemniej, King pisze naprawdę sprawnie i jego utwory mogą być interesującą odskocznią od szarości dnia codziennego... co oczywiście wcale nie zmniejsza kiczowatości tematyki poruszanej przez autora.

kenaz napisał/a:
Po co czytałeś cały cykl MW do końca jeśli nawet pierwszy tom jest dnem i kiczem?
Już chyba kiedyś o tym pisałem. Zacząłem cykl i byłem ciekawy jak się skończy, choć - nie ukrywam - ostatnie dwa tomy to była droga przez mękę. Nudna historia, która zdaje się nie mieć końca, wiele, wiele, bardzo wiele słów, bez których cykl mógłby się obyć... i lepiej by to dla niego wyszło. Opisy wielu zdarzeń i rzeczy, które są całkowicie zbędne i nie mające jakiegokolwiek związku z fabułą, co niezaprzeczalnie wpływa na całkowite znużenie czytelnika.
Bruixa - 2018-05-14, 00:22

Kamil napisał/a:

Raziel napisał/a:
Nie rozumiem po co to ekranizować, naprawdę akurat ten cykl ciężko będzie (sensownie) przenieść.

Uważam że mało jaka książka daje tyle możliwości filmowcom. Bardzo jestem ciekaw jak to pokażą.

Ciekawam, czy ktoś z dyskutantów obejrzał film "Mroczna wieża". Ja dopiero kilka dni temu.
Kiedy przeczytałam, że Rolanda gra Idris Elba, mocno mnie to zraziło. Zastanawiałam się, czy z Susannah zrobili blondynkę, a z Eddiego Azjatę; jak się okazało, niepotrzebnie, bo żadne z nich w filmie się nie pojawia - jest tylko Roland, Jake i Człowiek w czerni. Film nie jest adaptacją powieści Kinga, tylko wariacją na jej motywach. I w tej mocno okrojonej i zmienionej wersji, jako odrębne dzieło daje radę. Nastawiona byłam nieprzychylnie, a obejrzałam bez przykrości.

kizman - 2019-11-22, 16:59

Oglądałem film Mroczna Wieża i choć zapowiadał się dobrze, to szybko zmieniłem zdanie. Za brakło mi w filmie dreszczyku emocji, jaki można znaleźć w twórczości Kinga. Nie wspominając o zmianie scenariusza.
wangar - 2020-06-01, 10:15

Jak dla mnie sam cykl był taki średni, przeczytałem z niego dwie książki, gdyż dalej mnie to tak znudziło, że nie miałem motywacji, aby do tego przysiąść.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group