Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Klasyka - Wichrowe Wzgórza - Emily Bronte

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-04, 17:59
Temat postu: Wichrowe Wzgórza - Emily Bronte
Przypadek sprawił, że natknąłem się na tą przepiękną opowieść o wielkiej sile oddziaływania na wyobraźnię. Kto raz przeczyta Wichrowe Wzgórza niemal na pewno do nich powróci, by jeszcze raz przespacerować się, choć przez chwilę, po przesyconych melancholijnym pięknem wrzosowiskach. By jeszcze raz posłuchać opowieści Ellen Dean o zawiłych i smutnych dziejach rodzin Earnshawów i Lintonów, o wielkim uczuciu, w którym z biegiem czasu granica między miłością i nienawiścią stopniowo się zatarła.

Pewnego dnia stary pan Earnshaw powraca z podróży przynosząc do domu dziecko, chłopca, którego znalazł w drodze. Postanowił się nim zaopiekować i przygarnąć go do swego domu. Chłopcem tym był Heathcliff. Bardzo szybko zaprzyjaźnił się z najstarszą córką pana Earnshawa, Katy. Dzieci bardzo szybko się polubiły i spędzały ze sobą każdą wolną chwilę. Mały Heathcliff ściągnął na siebie nienawiść najstarszego syna pana Earnshawa, Hindleya. Hindley nie mógł patrzeć, że ojciec jego traktuje 'przybłędę' tak samo jak własne dzieci.
Od tego właściwie wszystko się zaczęło. Po śmierci starego Earnshawa Hindley pomiata Heathcliffem coraz bardziej. Jednak to Katy stała się niejako sprawcą wszystkich późniejszych wypadków.
Postępowania Heathcliffa nie można usprawiedliwić, jednak Katarzyna była tu przynajmniej na równi winna, jeśli nie bardziej.

Książka jest smutna, krótkie momenty szczęścia przeplatają długie okresy bólu i cierpienia. Zupełnie jak niebo nad Wichrowymi Wzgórzami i Drozdowym Gniazdem, zazwyczaj pochmurne i szare, na którym tylko czasami pokazuje się słońce.
Geniusz Emily Bronte tkwi w jej pięknym stylu, który wielce oddziałuje na wyobraźnie. Czuje się pogodę, uczucia - radość i smutek bohaterów. Książka nie pozostawia obojętnym.

Scena, w której stary Heathcliff odwiedza Lokwooda jakoś uśmierzyła moją niechęć do tego człowieka, w którym wcześniej nie było ani krzty współczucia dla bliźnich.

rygor - 2008-12-30, 19:04

Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ta powieść jest zaliczana do klasyki, co ludzie w niej widzą, dlaczego ją uwielbiają? Miała być wyjątkowa miłość. Nie była. Miało być strasznie. Nie było. Miało być kontrowersyjnie. Nie było. Miało...
Nie chodzi o to, że źle mi się ją czytało lub że bardzo mi się nie podobała. Nie. Po prostu była zwyczajna. Momentami trochę irytująca, ale w sumie "ujdzie". Tylko że od "ujdzie" do okrzyków zachwytu jest bardzo, bardzo daleko. A tytuł taki obiecujący... ;]

karinka - 2008-12-30, 21:56

ja wcale nie uwazam ze miala byc wyjatkowa miłosc ( no chyba ze przyjmiemy iz kazda miłosc jest wyjatkowa na swoj sposób), ze miala byc straszna? pierwsze słysze; kontrowersyjna? tez nie słyszałabym aby taka byc miala


dla mnie to studium ludzkiej podłosci, egoizmu, niezrozumienia
no i wrzosowiska...
a młoda Katarzyna jest o wiele ciekawsza od matki, choc to od matki zaczyna sie wszystko

w tej powiesci liczy sie dla mnie klimat i nawiazania do pewnych archetypicznych symboli i zachowan
absolutnie nie szukalam w WW tego co Ty wyminiłes w swoim poście

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-12-30, 22:05

rygor napisał/a:
Nie chodzi o to, że źle mi się ją czytało lub że bardzo mi się nie podobała. Nie. Po prostu była zwyczajna.


A jakaś taka smutna magia tych wydawałoby się zapomnianych przez cywilizację terenów na których stały Wichrowe Wzgórza nie udzieliła Ci się? Smutek, ale zarazem piękno ponurych wrzosowisk? Mnie to wszystko ujęło.

Jedne książki odkładamy po przeczytaniu i zapominamy o nich po krótkim czasie. Może jakąś niewyraźną smugę w pamięci po sobie pozostawią. Inne pamiętamy przez lata. Dla mnie Wichrowe Wzgórza zaliczają się do tej drugiej kategorii.

rygor - 2008-12-31, 14:44

karinka napisał/a:
ja wcale nie uwazam ze miala byc wyjatkowa miłosc ( no chyba ze przyjmiemy iz kazda miłosc jest wyjatkowa na swoj sposób), ze miala byc straszna? pierwsze słysze; kontrowersyjna? tez nie słyszałabym aby taka byc miala

Zazwyczaj z dziełami należącymi do kanonu literatury jest tak, że się coś się o nich wie (w mniejszym bądź większym stopniu) z różnych źródeł np. opinie innych, recenzje, artykuły etc. Do mnie właśnie tego typu słuchy doszły, poza tym opis na okładce też zrobił swoje. Może źle został przeze mnie zrozumiany, ale w końcu o swoich odczuciach piszę. ;)
Później jakiś cień tego wszystkiego można było wyczuć, ale w marnym stopniu. Zaczęło się obiecująco, początek miał swoisty klimat - gałąź uderzająca o szybę, echo słów... (coś takiego pamietam;]) - ale z każdą stroną było gorzej.

karinka napisał/a:
dla mnie to studium ludzkiej podłosci, egoizmu, niezrozumienia
Dla mnie nie. Owszem charaktery tam mieli paskudne i wyczuwalne było ich zepsucie, ale nie znajduję w tej powieści jakiejś wyjątkowej analizy tego, o czym napisałaś.

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
A jakaś taka smutna magia tych wydawałoby się zapomnianych przez cywilizację terenów na których stały Wichrowe Wzgórza nie udzieliła Ci się? Smutek, ale zarazem piękno ponurych wrzosowisk? Mnie to wszystko ujęło.
Mnie nie... Właśnie początek dawał nadzieję na taki klimat, ale znikł on po kilku stronach. Też by mnie to ujęło, gdyby udało mi się to znaleźć ;P.

Nic mnie do tej książki nie przekona, ale nie piszę tutaj po to, by ją krytykować, tylko ciągle się łudzę, że znajdę w końcu kogoś, kto podzieli moją opinię ;>.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-01-01, 09:56

rygor napisał/a:
Nic mnie do tej książki nie przekona, ale nie piszę tutaj po to, by ją krytykować, tylko ciągle się łudzę, że znajdę w końcu kogoś, kto podzieli moją opinię ;>.


Ależ oczywiście, każdy może mieć swój pogląd (choć jak sobie czytam Archipelag GUŁag, tam było z tym gorzej), i nie zamierzamy młotkiem wbijać przekonania, że musi zachwycać skoro nie zachwyca.

rygor napisał/a:
Zazwyczaj z dziełami należącymi do kanonu literatury jest tak, że się coś się o nich wie (w mniejszym bądź większym stopniu) z różnych źródeł np. opinie innych, recenzje, artykuły etc. Do mnie właśnie tego typu słuchy doszły, poza tym opis na okładce też zrobił swoje.


Ja na ten przykład biorąc Wichrowe Wzgórza do ręki nie wiedziałem dosłownie nic o tej książce. Wyrobiłem sobie więc zdanie jedynie na podstawie własnej lektury i swoich subiektywnych odczuć. Ponoć to klasyka jest. :) Dla mnie to po prostu bardzo dobra książka, która potrafiła pozostawić ślad w mojej pamięci na dłużej.

Ravena - 2009-01-01, 13:58

rygor napisał/a:
ciągle się łudzę, że znajdę w końcu kogoś, kto podzieli moją opinię ;>.

Przykro mi, ja się zgadzam z Uczniem i Karinką! ^-^ Książka ma niepowtarzalny nastrój, charaktery i namiętności nie pozostawiają obojętnym, a chociaż chyba żadnej postaci tak naprawdę nie darzę sympatią, to "Wichrowe Wzgórza" mnie urzekły. Obie Katarzyny są wysoce irytującymi charakterami, Heathcliffa mi z jednej strony żal, z drugiej burzę się na jego nieprzejednanie i mściwość, jedyną postacią, która wzbudziła we mnie względną sympatię jest Hareton. Ale najbardziej pociągająca w "WW" jest intensywność uczuć, które targają bohaterami. Jeśli miłość to pożerająca niemal od środka, jeśli nienawiść to demoniczna i spalająca. Żadna z postaci "WW" nie uznaje półśrodków, gdy chodzi o uczucia.

Utopiste - 2009-01-01, 15:35

Rygor, najgorsza rzecz jaką można zrobić do zaczynać czytanie jakiejś książki z wyrobioną opinią o niej. W większości takich sytuacji trzeba się zawieść, ponieważ każdy doszukuję się w książkach czegoś innego, i niekoniecznie musi się to zgadzać z naszym podejściem.
rygor - 2009-01-02, 22:48

Utopiste, owszem, ale nie było tak w tym wypadku. Mogę zacząć czytać coś, wiedząc mniej więcej o czym to jest i jakie opinie mają inni ludzie, natomiast ze swoją oceną czekam do ostatniej strony, a nawet dłużej, gdyż czasem dopiero po zastanowieniu się nad całością jestem w stanie wydać osąd ;).

Ravena napisał/a:
chyba żadnej postaci tak naprawdę nie darzę sympatią, to "Wichrowe Wzgórza" mnie urzekły. Obie Katarzyny są wysoce irytującymi charakterami, Heathcliffa mi z jednej strony żal(...).

No to opinię o postaciach mamy podobną, chociaż sama powieść wywarła na nas zupełnie inne wrażenie ;-).

Dobra, to ja zostawię już miejsce dla tych, którzy tę powieść lubią. Będę wypatrywać kogoś niezadowolonego ;}. Nawiasem mówiąc, bardzo dziwi mnie to, że nie mogę napotkać osoby, której powieść nie przypadła do gustu, gdyż nawet najbardziej lubiane książki mają swoich przeciwników. Na razie np. "Mistrz i Małgorzata" ma więcej krytyków, co jest dla mnie niepojęte ;-). Niemniej - parafrazując słowa Dumasa - czekam i nie tracę nadziei :D.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-01-03, 09:19

rygor napisał/a:
Niemniej - parafrazując słowa Dumasa - czekam i nie tracę nadziei :D .


Nie parafrazując, one brzmiały tak dosłownie. :) Ostatnie słowa z listu hrabiego Monte Christo do Maksymiliana i zarazem ostatnie słowa tej wspaniałej książki. :)

Cóż, krytycy Wichrowych Wzgórz zapewne gdzieś są, choć być może w naszym małym forumowym towarzystwie nikt się taki nie znalazł. :)

rygor - 2009-01-03, 14:52

Ooo, no to mam świetną pamięć, ha!(*) ;} Wiem, że to było na samym końcu, może dlatego je pamiętam. W ogóle HMC jest jedną z nielicznych powieści, którym moja skleroza jeszcze nie dała rady... Zazwyczaj pamiętam dobrze treść nie dłużej niż przez dwa tygodnie od zakończenia czytania, ale w przypadku HMC jeszcze nie mam białej plamy. Może dlatego, że bardzo mi się spodobała, nie wiem, ale cieszy mnie to... i kończę tego bezwstydnego offtopa. (**) ;)


(*)Osoba o tak zaawansowanej sklerozie jak ja z wielkim entuzjazmem podchodzi do najdrobniejszych sukcesów jej pamięci ;)
(**) Odbiegać od głównego tematu to jedno, ale dyskutować o jakiejś książce w dziale poświęconym innej to zupełnie co innego... ;>

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-01-03, 15:05

rygor napisał/a:
i kończę tego bezwstydnego offtopa. (**) ;)


Jako, że administrator jest wielkim entuzjastą Hrabiego Monte Christo off top zostaje Ci wybaczony. ;)

A wracając na właściwą płaszczyznę. Pierwszy raz czytałem Wichrowe Wzgórza w edycji Biblioteki Narodowej. Na pewno kojarzycie wygląd tych książek, niewielki format, biała okładka i niemal identyczna szata graficzna. Jedno, co w tych książkach jest wyjątkowe to bardzo długie wstępy. Zawsze można w nich znaleźć kawałek biografii pisarza, genezę utworu, uwarunkowania w których on powstał. Takie spojrzenie na rodzinę Bronte myślę, że wpływa nieco na późniejszy odbiór książki. Dla mnie było dobrym dopełnieniem lektury.

Była taka scena, w której stary Heathcliff przyszedł do Drozdowego Gniazda w odwiedziny do chorego Lockwooda. Było coś w tej scenie, co pozwoliło mi zobaczyć w Heathcliffie zwyczajnego człowieka, pomimo tych wszystkich podłości, które zrobił.
Może to tylko ja tak odbieram, ale po tej scenie nie mogłem go jednoznacznie potępić. Napisałem zresztą o tym we wstępie. I szkoda mi było, kiedy odszedł. Chyba bardziej bym się cieszył, gdyby stary już bohater pogodził się jakoś z ludźmi, których tak długo nienawidził.

algreholt - 2009-01-27, 21:25

Siostry Bronte plus Jane Austeen to 2 autorki na studiach dla mnie nie do przejścia. Zawsze mi się kojarzyły z brazylijskimi telenowelami, gdzie bym nie otworzył to i tak wiadomo o co chodzi i ciągle jest ten sam dzień :-)
Ravena - 2009-01-27, 21:29

Oooo, bluźnierco!!!
A już myślałam, żeśmy zgodni :D

algreholt - 2009-01-27, 21:32

Ravena napisał/a:
A już myślałam, żeśmy zgodni

Czasami gdy komuś z kimś nie po drodze, ostatecznie i tak kończą w tym samym miejscu ;-)

burli - 2009-01-29, 10:28

ostatnio rozmawiałam z moją mamą na temat tak zwanej klasyki. Ona oczywiście przeczytała wszystko co ja chce dopiero przeczytać .... :roll: Powiedziała, że 'Wichrowe wzgórza' przeczytała w jedną noc w 8 klasie i poszła nieprzytomna do szkoły. Ponadto spaliła kołdrę i sweter czytając pod kołdrą - już nie mówiąc o oczach, którym na pewno nie pomogła taka czytanina ...
Tifa Lockhart - 2009-05-21, 15:26

Przeczytała to ostatnio w szkole . Szczerze nie miałam ochoty na tą książkę bo wydawała mi się okropnie nudna, no ale zawsze coś czytam na lekcjach więc wzięłam się za nią . Gdzie tak po przeczytaniu 50 stron byłam kompletnie zagubiona , nie wiedziałam kto opowiada i o kim . No ale dalej było już lepiej . Czytało mi się dobrze i szybko . Tylko kurde trochę to poplątane jest kto czyim synem się myliło mi trochę . Ogółem książka jest fajna inna niż się spodziewałam .Coś czuję , że będę do niej wracać . :)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-05-21, 16:46

Tifa Lockhart napisał/a:
Ogółem książka jest fajna inna niż się spodziewałam


Książka jest piękna, choć smutna i ponura. Bardzo podobał mi się sposób, w jaki Emily Bronte opisała te wiejskie krajobrazy angielskie. Jest w nich coś specyficznego.
Książkę przeczytałem dwa razy. Jestem przekonany, że jeszcze do niej kiedyś wrócę.

Erynia - 2009-05-31, 20:43

Podobnie jak Tifa miałam problemy z połapaniem się co, kto i jak. Chwile poświęciłam na to aby sobie to poukładać, czasem kilka krotnie czytając jedną stronę aby jej treść do mnie dotarła.
Jak Uczeń wyżej powiedział, do tej książki chce się wracać.
I to zamierzam zrobić jak skończę z tą obecną.

Czas i inne książki trochę rozmyły już w mojej głowie fabułę, ale doskonale pamiętam emocje jakie mi towarzyszyły podczas lektury (głównie gniew i oburzenie). Teraz jak po raz drugi zajrzę w Wichrowe Wzgórza pewnie już bardziej z dystansem do tego podejdę;)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-07-08, 18:36

Erynia napisał/a:
Czas i inne książki trochę rozmyły już w mojej głowie fabułę, ale doskonale pamiętam emocje jakie mi towarzyszyły podczas lektury (głównie gniew i oburzenie). Teraz jak po raz drugi zajrzę w Wichrowe Wzgórza pewnie już bardziej z dystansem do tego podejdę;)


Mnie nurtowało zachowanie się Heathcliffa, jego motywacja i okrucieństwo - do samego końca. Myślałem, że gdy już zajął Wichrowe Wzgórza to zrezygnuje, że zostawi dzieci w spokoju, ale nie dawał za wygraną. Nieludzkie to było i smutne. Ale i nie cała wina była po jego stronie.

Panna Jeż - 2009-07-16, 08:28

Oglądałam kiedyś fragment filmu dokumentalnego o Emily Bronte, w którym wysnuli wniosek, że autorka wzorowała postać Heathcliffa, tzn jego charakter na własnej osobie. Hmm.. ciekawe :roll: Właśnie czytam biografię rodziny Bronte, może dowiem się czegoś więcej na ten temat ;-)
Ravena - 2009-07-16, 18:45

Ja z kolei czytałam, że wzorcem Heathcliffa był po trosze brat Bronte, po trosze ich surowy ojciec. Widocznie co biograf to inna hipoteza ;-)
Ladybug - 2009-08-27, 21:53

Przeczytałam, ale nie jestem zachwycona. Książka nie była dla mnie mroczna, choć pewien klimat był. Ogólnie dobrze się czytało, choć czasami denerwowała mnie Katarzyna.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-08-27, 22:16

Katarzyna z natury była denerwująca. Taką ją Emily Bronte stworzyła. W pewnym momencie można odnieść wrażenie, że to ona była gorsza od Heathcliffa, że ona, tak niewdzięcznie go traktując i grając na jego uczuciach stworzyła potwora opętanego rządzą odwetu na rodzinie, której przedstawiciele go pokrzywdzili.
Klimat książka ma specyficzny, tego nie mozna negować. Ponurość, pustka wypełniająca wiejskie okolice, wrzosowiska... magiczne...

rygor - 2009-08-27, 22:53

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Klimat książka ma specyficzny, tego nie mozna negować.
Można. ;-P
Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Ponurość, pustka wypełniająca wiejskie okolice, wrzosowiska... magiczne...

E tam... ; )

W końcu pojawiają się osoby podzielające moje zdanie. No, dobra, żeby się nie rozpędzać - osoby niezbyt entuzjastycznie odbierające to pseudodzieło. ;>

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-08-28, 08:25

rygor napisał/a:
W końcu pojawiają się osoby podzielające moje zdanie. No, dobra, żeby się nie rozpędzać - osoby niezbyt entuzjastycznie odbierające to pseudodzieło. ;>


Czy czy dzieło jest pseudo czy arcy niech rozstrzygają krytycy czy znawcy. Ja wypowiadam się tylko na podstawie własnego odbioru książki. A na mnie zrobiła duże wrażenie. Wichrowe Wzgórza działają na moja wyobraźnie, a jeśli mają taką właściwość to dla mnie książka jest dobra, bo coś po sobie w mojej pamięci pozostawiła.

Mówię to bardzo pokojowo rygorze i nie neguje poglądów innych, niezbieżnych z moim własnym. Ale z tych co czytali powieść Emily Bronte chyba jednak więcej jest doceniających niż nie. Tak mi się wydaje. Choć w czasach autorki niemal nikt nie poznał się na wartości jej prozy, dopiero później zaczęto się zachwycać.

Tina - 2009-08-28, 14:17

Po części podzielam zdanie rygora. Przeczytałam i... nic, nijak nie wiem czym mogłabym się tu zachwycić. Pierwsze strony, a nawet rozdziały - bajka, czyta się powoli, ale bardzo przyjemnie. Dalej było już gorzej, nie potrafiłam wyczuć żadnego klimatu, dopiero film przekonał mnie do posępności tej historii. Chyba pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło - film bardziej mi się podobał niż książka. Przy czytaniu może się nie nudziłam, choć to wolne toczenie się opowieści, trochę mnie męczyło (zwłaszcza, że starałam się czytać uważnie). Powieść nie przyciągnęła mnie. Film to już co innego - posępny, klimatyczny, przedstawiał ten surowy krajobraz wrzosowisk, którego nie potrafiłam do końca sobie wyobrazić podczas czytania, odczuć go.
A sama historia w ogóle mnie nie pochłonęła, ani nie poruszyła. Choć jest jeden plus - zaintrygowała mnie postać Heathcliffa, zwłaszcza pod koniec. Jednak obie Katarzyny są mi najzupełniej obojętne.

rygor - 2009-08-29, 01:26

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:


Czy czy dzieło jest pseudo czy arcy niech rozstrzygają krytycy czy znawcy. Ja wypowiadam się tylko na podstawie własnego odbioru książki. A na mnie zrobiła duże wrażenie.(...)
Ale z tych co czytali powieść Emily Bronte chyba jednak więcej jest doceniających niż nie.

"Słowacki wielkim poetą był!"? Dla mnie zdanie krytyka nie jest wyrocznią. Ani tym bardziej opinia większości.


Cytat:


Mówię to bardzo pokojowo rygorze i nie neguje poglądów innych, niezbieżnych z moim własnym.

Spokojnie, wiem o tym, nie musisz tego zaznaczać. Zresztą to działa w drugą stronę. Moja wcześniejsza wypowiedź absolutnie nie miała Cię urazić, stąd zresztą uśmieszek na jej końcu. Szanuję Twój pogląd na tę powieść, choć może go nie do końca rozumiem. Po to tyle książek mamy, żeby było w czym wybierać. ;]

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-08-29, 09:47

rygor napisał/a:
"Słowacki wielkim poetą był!"? Dla mnie zdanie krytyka nie jest wyrocznią. Ani tym bardziej opinia większości.


Ale to nie w ten sposób działa. Jak czytałem Wichrowe Wzgórza po raz pierwszy nie wiedziałem nawet, że ta książka jest w opinii krytyków ważna. Nie wiedziałem jak postrzegają ją czytelnicy. Przyjaciółka potrzebowała kiedyś lektur do napisania eseju o romantycznych postaciach kobiet w literaturze, o uczuciu. Zapytałem znajomego polonisty jakie książki można by wykorzystać i polecił kilka, między innymi Wichrowe Wzgórza. Przekazałem te uwagi przyjaciółce, ale z ciekawości postanowiłem przeczytać te książki, i jeśli będzie trzeba posłużyć radą przy pisaniu eseju.
W takich mniej więcej okolicznościach zacząłem książkę czytać i w takich okolicznościach mi się spodobała.
A potem oczywiście zorientowałem się jak książka jest odbierana szerzej i okazało się, że nie tylko ja mam tak ciepłą opinię o utworze Emily Bronte. Opinia większości, którą przywołałem to kwestia wtórna, która w żadnym stopniu nie miała wpływu na mój odbiór książki.

Ja bardzo nie lubię podążać za tłumem. I to, ze wszyscy się zachwycają i czytają w około działa na mnie czasami zupełnie na odwrót. Dlatego właśnie nie przeczytałem Harrego Pottera, dlatego raczej nie przeczytam Zmierzchu. Nie lubię ślepego zachwytu i czytania czegoś dlatego, że wszyscy czytają. Raz spróbowałem, w przypadku Dana Browna. Debatowano o nim na forum a ja nie wiedziałem jak się ustosunkować do tematu. Udało mi się dorwać Kod w bibliotece. Przeczytałem i stwierdziłem, że nie ma czym się zachwycać. Bestseller może to i jest, ale żeby wielką wartość miał sam tekst? Nieee...

Dlatego nie lubię podążania za masami. Jeśli ktoś umiałby swoje zdanie o takiej książce uzasadnić, pokazać jej wartość, że coś naprawdę w niej jest, wtedy to zupełnie inna rozmowa.

Córka Lavransa - 2009-08-31, 23:17

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:

Ja bardzo nie lubię podążać za tłumem. I to, ze wszyscy się zachwycają i czytają w około działa na mnie czasami zupełnie na odwrót. Dlatego właśnie nie przeczytałem Harrego Pottera, dlatego raczej nie przeczytam Zmierzchu. Nie lubię ślepego zachwytu i czytania czegoś dlatego, że wszyscy czytają. Raz spróbowałem, w przypadku Dana Browna. Debatowano o nim na forum a ja nie wiedziałem jak się ustosunkować do tematu. Udało mi się dorwać Kod w bibliotece. Przeczytałem i stwierdziłem, że nie ma czym się zachwycać. Bestseller może to i jest, ale żeby wielką wartość miał sam tekst? Nieee...
Dlatego nie lubię podążania za masami. Jeśli ktoś umiałby swoje zdanie o takiej książce uzasadnić, pokazać jej wartość, że coś naprawdę w niej jest, wtedy to zupełnie inna rozmowa.


Też kiedyś tak myślałam, i dlatego długo byłam tą nie znającą Pottera. Ale w końcu pomyślałam - jak mam rozmawiać o czymś, czego nie znam? Przeczytałam i nawet polubiłam. Tak samo jak przeczytałam i nie polubiłam Browna i Meyer. Wolę przeczytać i mieć swoje zdanie niż nie czytać dla zasady. Choć, oczywiście, są wyjątki, jak np. William Wharton. Tego rzeczywiście nie czytam dla zasady, ale ze szczególnych, osobistych powodów. Tyle off-topic.

A "Wichrowe Wzgórza"? Zgadzam się z Rygorem. Nie ma w tej książce dla mnie nic pociągającego, nic magicznego, mimo że czytałam ją już kilkakrotnie w różnych okresach swojego życia i pewnie jeszcze przeczytam. Po kilku próbach przekonałam się wreszcie do "Jane Eyre", to może i druga siostra Bronte mnie oczaruje, ale... jak na razie w tej powieści nie widzę nic pozytywnego. Nie ma tam żadnej miłości, jest instynkt posiadacza, chore ambicje, dużo urazy, pretensjonalne i rozpuszczone panienki postawione przeciwko nieokrzesanym, skrzywdzonym mężczyznom. Nie przemawia to do mnie wcale...

Emoonia - 2014-03-18, 23:43

Przeczytałam dziś. Powinnam była pewnie z piętnaście lat temu, pamiętam przez mgłę, że chyba próbowałam, ale nie wyszłam poza pierwszą wizytą narratora w Wichrowych Wzgórzach. Tym razem udało mi się przeczytać całość, ale uczucia tak czy inaczej mam mieszane.

Podoba mi się klimat, otoczenie, mglista i duszna atmosfera. Podoba mi się Nelly, mądra kobieta, która ze swadą opowiada dziejące się wydarzenia. Podoba mi się żywiołowość młodej Katy, dobroć i oddanie Edgara oraz to, co na końcu stało się z Haretonem.

Nie podobają mi się za to wszystkie pozostałe postacie, w szczególności para głównych bohaterów.
Katarzyna - rozpieszczona histeryczka, dziecinna i zepsuta. Skupiona wyłącznie na sobie, manipulująca ludźmi, raniąca tych, którzy ją kochali.
Heathcliff - najgorszy z nich wszystkich. Bezduszny nikczemnik, przeżarty złem do szpiku kości. Arogant, zarozumialec i mściwy buc. Nie wystarczy mu, że zemści się na tych, którzy go skrzywdzili, pragnie także utopić w gnoju dzieci swoich wrogów, ich posiadłości, a najlepiej cały świat.
Izabela - mdła i próżna istota, której wydaje się, że jej miłość zmieni złego człowieka w anioła. Pod koniec było mi jej trochę żal.
Hindley - kolejny arogant, który tłamszeniem innych rekompensował sobie chyba jakieś kompleksy. Do tego po prostu słaby człowiek.
Józef - gburowaty świętoszek bez krztyny uczuć.
Linton - histeryk jeszcze gorszy niż Katarzyna, mdły bardziej niż własna matka, dbający tylko o siebie. Taka obślizgła, przyprawiająca o dreszcze gnida.

Nie przemawia także do mnie namiętność Katarzyny i Heathcliffa, jest melodramatyczna i tak samo histeryczna jak oni obydwoje. Prawdziwi ludzie się tak nie zachowują. W ogóle nie znoszę historii, w których on i ona bardzo się kochają, ale nie mogą być ze sobą, bo tak. Sądzę zresztą, że cała ta miłość wzięła się tylko z zaborczości i z poczucia zakazanego owocu - gdyby wzięli ślub i żyli razem, sądzę, że Heathcliff tak czy inaczej zatrułby jej życie swoją zgorzkniałością, a ona jemu kaprysami i egoizmem. Pewnie by się w końcu powystrzelali z tej miłości.

Podsumowując, uznaję wartość "Wichrowych wzgórz" jako jednego z czołowych dzieł powieści wiktoriańskiej, ale nie jest to opowieść, do której będę chciała wracać. Zdecydowanie pod tym względem wygrywa u mnie "Jane Eyre".

Radament - 2014-03-19, 00:04

Hm, w sumie nie oceniłam tej książki w kategorii lubię - nie lubię bohaterów, raczej jako pewnego rodzaju przedstawienie, tak myślę. Same charaktery były dla mnie tak na prawdę sprawą drugorzędną, bo już na samym początku odkryłam, że raczej się nie dogadamy, więc zwyczajnie będę obserwować.
Córka Lavransa - 2014-03-19, 12:14

Emu, podpisuję się pod każdym twoim słowem. :-D
Ravena - 2014-03-19, 16:33

Myślę, że dzisiaj związek Heathcliffa i Katarzyny zostałby opisany w poradnikach psychologii jako "toksyczny" ^^ Ale szczerze znam taką jedną parę, która bardzo się kocha i serdecznie nienawidzi. Ze sobą nie wytrzymują, ale bez siebie też im gorzej. I tak w koło Macieju. Więc związek taki jest możliwy jednak. Niewłaściwie ujęłam, niemożliwy, ale istniejący ^^

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group