Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Gry, zabawy i quizy wszelakie - Forumowe opowiadanie

Ravena - 2009-01-24, 23:09
Temat postu: Forumowe opowiadanie
Ta wersja zabawy też już była na starym forum, ale proponuję mała zmianę zasad.

Pierwsza osoba podaje tytuł opowiadania i słowo, od którego się ono zacznie.
Następna osoba dodaje jedno zdanie (może się składać z góra 10 słów).
Kolejne osoby kopiują wcześniejszy tekst i dopisują do niego swoje zdanie, w ten sposób tworząc opowiadanie. I tak dalej...

No to co? Bawimy się? :D

Zołzikiewicz - 2009-05-17, 20:29

"Polowanie"
Padał deszcz... :-P :-P

elfka21 - 2009-05-18, 00:32

"Polowanie"
Padał deszcz...
...Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina...
:D

Zołzikiewicz - 2009-05-18, 08:53

"Polowanie"
Padał deszcz...
...Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina...
...Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła...

Nieznany - 2009-05-18, 12:22

"Polowanie"

Padał deszcz...
...Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina...
...Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła...
Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała...

Zołzikiewicz - 2009-05-19, 14:44

"Polowanie"

Padał deszcz...
...Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina...
...Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła...
Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała...
Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemie, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń ...

Ravena - 2009-05-21, 17:46

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń.

Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami.

tubi - 2009-05-22, 12:36

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami.

Ale był ktoś jeszcze który obserwowało całą sytuację z boku.

Lean val Tirach - 2009-05-22, 15:16

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze który obserwowało całą sytuację z boku.

Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia.

Ravena - 2009-05-23, 11:04

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze który obserwowało całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia.

Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las.

Lean val Tirach - 2009-05-23, 11:20

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze który obserwowało całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las.

Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię.

Zołzikiewicz - 2009-05-23, 19:34

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobyć, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze który obserwowało całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię.

Spokojnie stał celując, czekał na tą jedną odpowiednią chwilę...

Nieznany - 2009-05-23, 20:31

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię.

Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.

Zołzikiewicz - 2009-05-24, 10:24

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tam mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić czy zmienić tor lotu, a co dopiero zatrzymać.

Nieznany - 2009-05-24, 12:14

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypustrzeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!

Lean val Tirach - 2009-05-24, 23:51

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!

Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł.

Zołzikiewicz - 2009-05-25, 13:47

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł.

Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech.

Nieznany - 2009-05-25, 14:05

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech.

Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!".

Lean val Tirach - 2009-05-25, 18:12

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!".

Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej (...)

Ravena - 2009-05-26, 16:50

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej (...)
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.

Zołzikiewicz - 2009-07-31, 09:25

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina ...

Panna Jeż - 2009-08-01, 16:45

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia..

Tifa Lockhart - 2009-11-09, 20:39

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...

Żabka - 2009-11-09, 20:54

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku harty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Harty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak,że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu

Córka Lavransa - 2009-11-10, 21:22

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak,że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii.

(off topic - co to siedziało w tym rzepaku...? harty, czy charty...? :lol: )

Paleolog - 2009-11-22, 10:42

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak,że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Ravena - 2011-11-29, 22:49

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę.

Nieznany - 2011-11-30, 09:21

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca.

motylek727 - 2011-11-30, 13:26

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię.

Żabka - 2011-11-30, 13:38

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa...

Caroline* - 2011-12-01, 22:54

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście?

motylek727 - 2011-12-03, 12:24

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?

Caroline* - 2011-12-27, 17:08

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum...

Nieznany - 2012-02-20, 17:09

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził.

Cthulhu - 2012-02-20, 18:36

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świerzo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum.

Ravena - 2012-05-16, 20:09

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świeżo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum.
W końcu jednak oczy przyzwyczaiły się do światła i zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie.

Nieznany - 2012-05-16, 20:28

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świeżo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum. W końcu jednak oczy przyzwyczaiły się do światła i zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie. Ogromnego różowego słonia siedzącego w bujanym fotelu i pykającego wodną fajkę!

Córka Lavransa - 2012-05-16, 21:25

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świeżo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum. W końcu jednak oczy przyzwyczaiły się do światła i zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie. Ogromnego różowego słonia siedzącego w bujanym fotelu i pykającego wodną fajkę!
- Witaj, Lesiu. - odezwał się uprzejmie słoń. - Dawno się nie widzieliśmy.

Nieznany - 2012-05-17, 09:56

Padał deszcz. Zastygłe w kwitnącym rzepaku charty, czaiły się na zdobycz, z pysków ciekła im ślina. Zdobyczą był królik, który nieświadomy niebezpieczeństwa rozglądał się dookoła. Wtem jakby coś wyczuł i ruszył jak strzała. Biegnąc przez pole tak mocno uderzał nogami w ziemię, że wyrywał rzepak. Charty ruszyły w pogoń. Z wściekłym ujadaniem biegły za przerażonym gryzoniem, a myśliwi ruszyli za psami. Ale był ktoś jeszcze, który obserwował całą sytuację z boku. Z tajemniczym uśmiechem obserwował gonitwę, aż zniknęła z pola widzenia. Zaśmiał się cicho, odwrócił i podążył ścieżką przez las. Idąc wolno, przełożył łuk i kołczan na drugie ramię. Spokojnie stał, celując, czekał na tę jedną odpowiednią chwilę... Gdy chwila nadeszła delikatnie odwiódł kciuk i palec wskazujący przytrzymujące strzałę.
Poleciała tak mocno, że nawet silny wiatr nie mógł jej spowolnić, czy zmienić toru lotu, a co dopiero zatrzymać. Jedynym odgłosem, który mógł ostrzegać o nagłym wypuszczeniu strzały był cichutki świst: śśś... i już była u celu!
Głuche uderzenie w pień, tuż przy głowie młodzieńca, sprawiło, że zamarł. Był tym tak zaskoczony, że złapał się za pierś próbując złapać oddech. Serce waliło mu jak oszalałe a mózg podpowiadał "uciekaj!!". Tylko gdzie? Dokąd? Z jednej strony nieznany przeciwnik, a z drugiej...
Tak, to, co wyłoniło się z drugiej strony trudno byłoby w ogóle nazwać, a wyglądało przerażająco.
Łapy z wielkimi pazurami wbijały się w ziemie pod ciężarem ciała, łeb z wielką grzywą i gigantyczną paszczą, z której ciekła ślina... Nikt nie pozostałby obojętny na widok tego stworzenia.. A wtedy lew otworzył : mordę ? paszczę ? I ...Zaryczał okrutnie tak, że wszystkie ptaki z drzew pouciekały, a wszelaka zwierzyna ukryła się w najgłębszych zakamarkach lasu.
Młodzieniec machinalnym, choć beznadziejnym w tej sytuacji gestem sięgnął po strzałę, ale zawahał się w pół ruchu, gdy jego oczy napotkały hipnotyzujący wzrok bestii. Nawet się nie bał - po prostu żałował, że to już, że teraz, że nie zrobi wielu rzeczy, które zamierzał i tych kilku, o których skrycie marzył.

Otrząsnął się jednak, napiął cięciwę łuku i w chwili, gdy ogromne zwierzę rzuciło się do skoku, wypuścił strzałę. Strzała przeszła jednak bokiem a ogromny lew jednym uderzeniem swych silnych łap rozpruł brzuch młodzieńca. Ten krzyknął, upadając na ziemię. Myślał, że to już koniec, gdy wtem lew upadł z trzaskiem, a on poczuł, że odpływa... Jakiś czas nie czuł nic, lecz w nagle do jego nozdrzy dotarł słodkawy, ciepły zapach, jakby świeżo upranej pościeli, i poczuł niesamowitą miękkość pod na wpół żywym ciałem... czy był już w niebie? czy naprawdę zasłużył na to szczęście? A może zaraz obudzi się w swoim łóżku i okaże się, że to tylko sen?
Nie, to nie może być sen, bo wyraźnie czuje zapach słodkich, jaśminowych perfum... Gdy się poruszył poczuł ból w boku i to właśnie ten ból spowodował, że się do końca obudził. Przez chwilę nie mógł niczego dostrzec, bo otaczało go jasne, rażące światło a w głowie słyszał dziwny szum. W końcu jednak oczy przyzwyczaiły się do światła i zobaczył coś, co wprawiło go w osłupienie. Ogromnego różowego słonia siedzącego w bujanym fotelu i pykającego wodną fajkę!
- Witaj, Lesiu. - odezwał się uprzejmie słoń. - Dawno się nie widzieliśmy.
Pierwszą myślą młodzieńca było "jak.. jak... jak to? przecież ja mam na imię Ziemowit!", ale mruknął tylko niepewne "no cześć".


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group