Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Książki - Zachęcanie do czytania

Tina - 2008-12-14, 15:23
Temat postu: Zachęcanie do czytania
Z pewnością próbowaliście kiedyś kogoś, kto właściwie nie czyta, zachęcić do tego by sięgnął po jakąś książkę. Z jakim skutkiem? Udało Wam się przekonać kogoś, że czytanie wcale nie jest takie straszne? :-P

Ja nie przypominam sobie jakiś większych sukcesów w tej dziedzinie. Regularnie nakłaniam rodziców, żeby zamiast oglądać telewizję/grac na komputerze coś sobie poczytali. Znajomych nawet nie próbuję nakłaniać, bo teoretycznie oni coś tam czytają, ale często albo męczą się nad książką miesiącami, albo pochłaniają jakieś książeczki dla nastolatek...

Camelai - 2008-12-14, 18:14

Generalnie z namawianiem znajomych do czytania jest różnie... u niektórych zauważam czasem zrywy do czytania, gdy wychodzi jakaś książka, która okazuje się bestsellerem i jest na topie - wtedy czasem ktoś sięgnie (może dlatego, że jest na topie?), a potem zazwyczaj... koniec.
Moi znajomi twierdzą, że nie mają czasu na czytanie - nie dziwię się, bo sama mam go maleńko i autentycznie cierpię z tego powodu, ale jakoś staram się choć kruszynę czasu dla książki ukraść ^^
Cieszę się, bo moja mama zaczęła czytać ;) tata zaś jest prawdziwym melomanem i woli się zanurzyć w muzyce - też szanuję, bo każdy ma swoje hobby ;)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-12-14, 19:32

Mi udało się zachęcić do czytania siostrę. Prostym sposobem. Zawsze, gdy nadarzała się okazja (urodziny, Święta) darowałem jej jakąś dobrą moim zdaniem książkę. Trudno mi sobie przypomnieć, czy pierwszy było Hobbit czy jakaś inna książka. Powoli lecz konsekwentnie wprowadzałem ją w świat dobrej literatury. Aż w końcu udało mi się przełamać niewidzialną barierę i siostra polubiła czytać. Od tamtej pory sama sięga po książki i sama również je sobie kupuje. Uważam to za swój osobisty sukces. :)
Biblioteczkę siostry możecie zresztą obejrzeć w odpowiednim topicu. :)

Ravena - 2008-12-14, 19:33

Mogę zaliczyć na swoim koncie kilka sukcesów z "zachęty". Kuzynkę, która pod wpływem rodzinnego mola książkowego (czyli mnie), z czystej ciekawości sięgnęła po książki, bo jej opowiadałam treść bez zakończenia ^^ Teraz sporo czyta i nie uważa, że to strata czasu.
Koleżankę, która mieszka dwa piętra niżej mnie, w któreś wakacje znudzona moim towarzystwem (jako, że wiecznie siedziałam z nosem w książce, a wtedy przeżywałam fascynację Karolem Mayem) sięgnęła po książkę leżącą obok mnie na ławce, no i wsiąkła :)
Ale za największy swój sukces uważam przekazanie bakcyla mojej mamie, która długo się opierała, wiecznie narzekała, że ciągle siedzę nad książkami miast jak normalne dziecko szaleć na świeżym powietrzu (w końcu wychodziłam na dwór, ale pod bluzką wynosiłam z domu książkę ^^), a teraz czyta więcej ode mnie! Ostatnio na listę sukcesów wpisałam też ciocię, której podsunęłam raz książkę ("Córka opiekuna wspomnień") i od tamtej pory regularnie prosi, żebym jej coś wybrała, bo wieczory długie, a w sumie miło poczytać :)
Natomiast największą moją porażką jest tato, ale wciąż nie rezygnuję ;-)

montano - 2008-12-14, 20:25

Nigdy nikogo nie zachęcałem do czytania książek. Myślę, że do rozwijania jakichkolwiek zainteresowań - nieważne czy związanych z literaturą, czy z muzyką, czy ze sportem albo sklejaniem modeli samolotów dochodzi się samemu i takie "zachęty" mogą tylko zniechęcić.
Zdarza mi się podejmować ze znajomymi dyskusje poruszające główne problemy jakiejś książki i niektórzy po nie potem sięgają, ale ja im tych książek nigdy w łapy nie wciskam i nie mówię: "koniecznie musisz to przeczytać, jest boskie".

Ravena - 2008-12-14, 20:29

montano napisał/a:
Myślę, że do rozwijania jakichkolwiek zainteresowań - nieważne czy związanych z literaturą, czy z muzyką, czy ze sportem albo sklejaniem modeli samolotów dochodzi się samemu i takie "zachęty" mogą tylko zniechęcić.

Nie zgodzę się. Umiejętna uwaga potrafi zachęcić i zaciekawić na tyle, że nieczytający się książką zainteresują. Czasem wystarczy drobiazg, żeby kogoś wprowadzić w świat literatury. Widzę to po dzieciakach, które przychodzą na lekcje biblioteczne na przykład.

montano - 2008-12-14, 20:42

Taki rodzaj zachęty uprawia każdy, bo podczas jakiejkolwiek rozmowy z kimkolwiek, prędzej czy później wspomni się o jakiejś przeczytanej książce. To ma charakter bardziej przypadkowy, a ja myślałem, że o takim świadomym zachęcaniu. To często mija się z celem - przynajmniej w moim wypadku. Ja z reguły postępuje odwrotnie do tego, co mi się każe, bądź proponuje i myślę, że nie tylko ja - to jest chyba dosyć powszechne ;-). A takie zachęcanie zazwyczaj kończy sie tym, że dana osoba weźmie tą książkę dla świętego spokoju i w trakcie czytania, będzie miała cały czas przed oczami, Ciebie stojącego nad nią z batem :lol: . Przerysowuję oczywiście ;-).
elfrun - 2008-12-14, 22:45

Nieraz jest trudno kogos zachecic do czytania. Na przyklad ostatnio bardzo chcialam sobie z kims podyskutowac o ksiazce Hosseini'ego "Tysiac wspanialych slonc" wiec poszlam do biblioteki zeby ja wypozyczyc dla mojego meza. Przynioslam do domu dwa egzemplarze - jeden po norwesku drugi po angielsku poniewaz moj maz chociaz jest Norwegiem zna doskonale angielski i woli poslugiwac sie tym jezykiem. Kilka razy namawialam go zeby troche poczytal ale bezskutecznie - raz jest zbyt zmeczony, raz w zlym nastroju, generalnie nie przeczytal nawet jednej strony wiec widze ze chyba jest niereformowalny.
Probuje tez z dziecmi - kupuje im pieknie wydane ksiazki, czytam fragmenty z ksiazek dladzieci jesli uda mi sie znalezc czas o co bardzo trudno, staram sie zabierac je do biblioteki co najmniej raz w tygodniu. Zawsze wypozyczaja mnostwo ksiazek i na tym sie konczy ze mama sie nanosi ciezarow bo w domu ksiazka i tak przegra z Cartoon Network lub Disney Chanel o grach komputerowych nie mowiac.
Ostatnio jednak odnioslam pewien sukces. Kupilam jednemu ze znajomych, ktory przeczytal w zyciu zaledwie kilka ksiazek pewna ksiazke. Przeczytal i byl zachwycony, a ostatnio kiedy napisalam mu w mailu kilka pozytywow odnosnie innej ksiazki stwierdzil ze wybierze sie w najblizszym czasie do biblioteki poniewaz chce przeczytac cos co tak mi sie podobalo.

Tifa Lockhart - 2008-12-15, 06:56

Ja usiłowałam namówić moją koleżankę. Chodziła ze mną do biblioteki może pół roku , aż sama coś wypożyczyła. Czytała może 2 miesiące i koniec. Nic więcej. jedyne co czyta sama z siebie to Harry Potter.
Tina - 2008-12-15, 17:49

Postanowiłam w przyszłym roku rozpocząć akcję "Cała Polska czyta rodzicom" :-P :mrgreen: Zobaczymy z jakim skutkiem. Na pierwszy ogień pójdzie Christie (mamie) i Strugaccy (tacie) :roll: Oboje czytali już książki tych autorów i im się spodobały, wiec liczę, że jakoś ich 'zmuszę' do sięgnięcia po nie. Później jednak będę musiała posunąć im coś innego, bo czytanie jednego autora przez cały czas szybko może się znudzić.
Demonologic - 2008-12-16, 21:08

"Choćby pod przymusem winni sztuk próbować!
Wszystkich zachęcam w imię Państwa naszego –
Sztuki niczym bata chamstwu nie żałować,
A wielki pożytek w kraju będzie z tego."


Maciej Maleńczuk z poematu "Chamstwo w państwie"

Ishikawa - 2008-12-18, 13:12

Jak sobie przypomne lekcje j.polskiego, to było to bardziej "znęcanie do czytania" niz zachęcanie. :-P
Tina - 2008-12-18, 18:13

Na polskim już tak bywa. Wiele zależy od nauczyciela.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-12-21, 08:54

Tina napisał/a:
Na polskim już tak bywa. Wiele zależy od nauczyciela.


Na ten przykład, mój dawny polonista potrafił zainteresować literaturą, z przyjemnością chodziło się na język polski. Natomiast moja siostra obecnie, w tym samym liceum, ale już z innym nauczycielem polskiego, ona twierdzi, że sposób omawiania książek na lekcjach zabija chęć czytania. Nauczyciel jest więc ważny.

Czasami można usłyszeć, że to czy ktoś czyta czy nie to jego sprawa i nie należy narzucać się by na siłę zachęcać kogoś, kto książek nie lubi, do czytania. Z tym na siłę, to może i racja. Ale dyskretnie próbować zawsze warto.
Często jest tak, że ktoś z dzieciństwa nie wyniósł zbytniej miłości do książek, ale nie dlatego, że czytał i nie mógł w nich znaleźć nic pożytecznego, tylko, że tak naprawdę nigdy ich dobrze nie poznał, bo nie było w jego otoczeniu osób, które odsłoniłyby przed nim to, co w literaturze najlepsze.

Brat mój w dzieciństwie mało czytał, jego rówieśnicy również. Uważał, że szkoda tracić czas na czytanie. A teraz o dziwo czyta i nawet nie trzeba go specjalnie zachęcać. Odkrył z czasem, że to jednak nie jest marnowanie czasu i może to być równie ciekawe a często ciekawsze niż np. oglądanie telewizji.

Tina - 2009-02-14, 18:18

Ostatnio osoby z mojego otoczenia zaczęły bardzo dużo czytać. Nawet więcej niż ja. A nikogo nie namawiałam, jakoś tak sami z siebie. Twórczość Terakowskiej, "Jeżycjada", "10 małych, błękitnych kopert", gdzieś tam między znajomymi krąży mój "Cień wiatru", ostatnio pożyczyłam "Achaję", a po feriach wyniosę z domu "Wiedźmina". Hm, zastanawiające...
burli - 2009-02-17, 10:20

kupiłam mojemu chłopakowi 'gildie magów' Trudi Canavan i czyta! :mag: poza tym mój tatuś znów zaczął bardzo dużo czytać. wczoraj skończył 'Jestem legendą', które mu pożyczyłam i od razu zaczął 'Ferdydurke'

ach! no i mama mojego chłopaka ostatnio zaczęła sporo czytać. ale czyta jakieś ksiązki a la harlekin miast trochę klasyki łyknąć .... :-/

Tina - 2009-02-17, 11:09

burli napisał/a:

ach! no i mama mojego chłopaka ostatnio zaczęła sporo czytać. ale czyta jakieś ksiązki a la harlekin miast trochę klasyki łyknąć .... :-/

Naczyta się tych romansów, to i może później po klasykę sięgnie. Od czegoś trzeba zacząć :)

Ishikawa - 2009-02-17, 16:08

Ja tam lubie romanse :d lepszy rydz niz nic :D
burli - 2009-02-17, 23:55

no tak ale dla mnie to strata czasu! kiedy jest taka masa książek, które wiem, że warto przeczytać!
Ravena - 2009-02-18, 12:57

Dobry romans nie jest zły ;-) Ja tam lubię po kilku ambitnych lekturach sięgnąć w ramach złapania oddechu po takie czytadła.
burli - 2009-02-18, 17:19

e tam. przecież nie każda klasyka jest ciężka. ja akurat mam takie zaległości, że tylko klasykę czytam ostatnio właściwie - no i książki, które mnie bardzo interesują. ale nie Harlequiny! a pfe! :evil:
Tina - 2009-02-18, 18:06

A to może by tak połączyć te dwie dziedziny literatury - romanse i klasykę. Wychodzi właśnie taka seria "Klasyka romansu". Jak myślisz byłaby czymś takim zainteresowana?
burli - 2009-02-19, 15:29

może .... ostatnio jak jej powiedziała, że kupiłam sobie 'wichrowe wzgórza' to ona 'no tak oglądałam' ..... :-/ załamka ....
Ishikawa - 2009-02-19, 16:31

ja tez oglądałam i mi sie podobało :D Co to za nagonka na harlekiny ?:)
burli - 2009-02-20, 22:32

oj bo mama mojego faceta czyta te bzdety (nie obrażając nikogo) zamiast się za Jane Austin czy Emily Bronte wziąć ... :-/
Ishikawa - 2009-02-20, 23:56

Naszczescie, nie wszysyc musimy znac Austin czy Bronte ;P
Utopiste - 2009-02-21, 11:09

Filologia angielska musi ;-)
Ishikawa - 2009-02-21, 14:28

"Szczęśliwcy" 8-)
andy - 2009-02-21, 15:04

Czarny kotzur czasami próbował. Skutek różny. Bo kto w dobie Harlqinów czyta fantastykę? A już hard SF? Przecie tam to elementarną wiedzę fizyczną trza posiadać (o kwantowej nie wspomnę) co by to zrozumieć :evil:
Utopiste - 2009-02-21, 15:37

dlatego bardzo dobrze rozumiem niechęć wielu osób do hard SF. O ile żeby przeczytać harlequiny, tudzież inne romansy, nie trzeba posiadać specjalistycznej wiedzy, tak w przypadku SF jest ona mile widziana. Dobrze, że fantasy nie wymaga specjalistycznego naukowego zaplecza.
Poza tym chciałam zauważyć andy, że fantastyka jest od dłuższego czasu bardzo popularna. Tak właściwie, to osoby zainteresowane innymi gatunkami poznałam dopiero tutaj, na forum. Jeżeli, ktoś z moich znajomych czytał, to z reguły fantastykę. Podobnie wygląda sytuacja u mnie na studiach. Nie twierdzę od razu, że wszyscy są zagorzałymi wielbicielami tego typu literatury, ale sięgają po nią chętnie.

Ishikawa - 2009-02-21, 15:54

andy napisał/a:
Czarny kotzur czasami próbował. Skutek różny. Bo kto w dobie Harlqinów czyta fantastykę? A już hard SF? Przecie tam to elementarną wiedzę fizyczną trza posiadać (o kwantowej nie wspomnę) co by to zrozumieć :evil:


łeee, no to u mnie obok harlekina stoi Zajdel.
Tepak ze mnie :P

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-02-21, 16:12

Uti napisał/a:
Poza tym chciałam zauważyć andy, że fantastyka jest od dłuższego czasu bardzo popularna.


Ja myślę, że w dzisiejszych czasach (choć nie tylko w dzisiejszych) ludzi potrzebują odrobiny kolorów w szarym codziennym życiu. A owe kolory właśnie fantastyka daje czytelnikom, bo najsilniej oddziałuje na wyobraźnię. :)

Ishikawa - 2009-02-21, 16:25

Mi sie wydaje ze schodzimy na temat jakości literatury.
Wiadomo, zeby czytac niektore gatunki trzeba meic troche oleju we łbie, ale ja nie dyskredytuje takiej, do ktorej tego miec nie trzeba. Albo w szczatkowych ilosciach. :) Taka Daniel Steel jest milionerka, a w sumie litetury wyzszych lotów nie pisze.
Powoli nie mam checi jakos walczyc z podzialem na literature lepsza i gorsze, taka walka z wiatrakami. Nie lubisz, nie czytaj, proste. ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-02-21, 16:35

Ishikawa napisał/a:
Taka Daniel Steel jest milionerka, a w sumie litetury wyzszych lotów nie pisze.


Zależy co dla kogo jest priorytetem. Za parę, kilkanaście lat objawi się kilka nowych Daniele Steel, a jej książki gdzieś tam najpewniej wsiąkną po półkach bibliotecznych z literaturą kobiecą, a takiego Dostojewskiego czy Bułhakowa nadal będą ludzie czytali mimo, że to już nieco wiekowa literatura.

Rynek książki kieruje się gustami czytelniczymi a nie tylko głosem krytyków literackich (którzy zresztą też różną literaturę polecają..), więc milionerem może stać się ten, ktor akurat wstrzeli się w potrzeby czytelników i odpowiednio sprzeda swoją książkę.
Słyszeliście wcześniej o Zafonie póki nie napisał Cienia wiatru? A o tej pani, co napisała popularny dziś "Zmierzch"? Ja do dziś nie wiem skąd tak nagle wybuchła moda na tę książkę. Po prostu spostrzegłem w pewnym momencie, że wszyscy wokoło czytają albo się interesują. :)

Ishikawa - 2009-02-21, 16:43

Dla mnie prirytetem jest nierozgraniczenia literatury na lepsza i gorsza.
Tak jak napisanie ze "Szminke w wielkim miescie" (chyba do gazety jakiejs ksiazka dodawana) czytają pustaki i osoby małointeligentne.
Jak czegos nie lubie to nie czytam. Druga sprawa, jest taka, zeby dyskutowac na jakis temat, trzeba miec pojęcie o nim, nawet blade. A mi sie wydaje ze generalnie na hasło harlekin, ludzie jakos dziwnie reaguja, nawet nie próbując czytac. Ot, przeciez to tylko romansidło. Ale mam nadzieje, ze na forum nie ma takich ludzi :)

andy - 2009-02-21, 19:14

Utopiste napisał/a:

Poza tym chciałam zauważyć andy, że fantastyka jest od dłuższego czasu bardzo popularna. literatury, ale sięgają po nią chętnie.

Znowu ręczna robora

Ciekawe, za to cytowanie selektywne to WODZOWi SIĘ NALEŻY OPR. Od NN instrukcję dostał

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-02-21, 20:03

andy napisał/a:
Znowu ręczna robora

Ciekawe, za to cytowanie selektywne to WODZOWi SIĘ NALEŻY OPR. Od NN instrukcję dostał


W tym pospiechu musiałem nie doczytać owych instrukcji. :) Już odhaczyłem.

Ravena - 2009-02-23, 18:07

Ishi została samotnie na placu boju. To i ja się włączę, trochę poniewczasie :)
Dziwi mnie ta stereotypowość, wedle której romanse czytają wyłącznie kobiety, w dodatku niewykształcone z ilorazem inteligencji przeciętnym. Dopiero nie tak dawno temu wielbiciele fantastyki walczyli z etykietka zdziecinniałych oszołomów, chyba szkoda uogólniać? Zetknęłam się gdzieś z wypowiedzią pisarki romansów historycznych, która z pewnym politowaniem mówiła o tym wyobrażeniu, że jej czytelniczki to niewyrobione czytelniczo garkotłuki. Tymczasem niejednokrotnie dostawała od swoich czytelników listy z uwagami, że w tej i w tej powieści popełniła historyczną nieścisłość, albo też wytykano jej takie niedociągnięcia jak użycie nożyczek przez bohaterkę, w epoce, gdy takie narzędzie jeszcze nie istniało. Więc nie tylko czytelnicy sf musza wykazać się wiedzą i zrozumieniem.
Potrzeby czytelnicze są różne i każdy z nas czego innego oczekuje od literatury. Tzw. kura domowa może czytywać Dostojewskiego a pani profesor z taaakim dorobkiem naukowym czytywać do poduszki powieści Amandy Quick. I co w tym złego? Z literaturą jak z kulinariami. Trzeba spróbować wszystkiego, żeby odnaleźć to, co nam najbardziej smakuje. Jedni pozostają do końca życia przy wybranych smakach, inni wciąż poszukują nowych. I tyle. :D

Ishikawa - 2009-02-23, 19:26

Ja czekam na sensowne argumenty, ze harlekiny sa beeeeee ;)
Nula - 2009-02-23, 21:28

Ja nie jestem fanka Harlequinow i romansów, ale to także literatura i świetna odskocznia od codzienności ;)

Ravena napisał/a:
a pani profesor z taaakim dorobkiem naukowym czytywać do poduszki powieści Amandy Quick.


uwielbiam jej kryminalne romanse z Tobiasem i Lavinią, mam bardzo sympatyczne wspomnienia co do tych pozycji.
A z czysto romansowych jej ksiązek to juz nie znam :evil2:

Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-02-24, 10:29

Nula napisał/a:
Ja nie jestem fanka Harlequinow i romansów, ale to także literatura i świetna odskocznia od codzienności ;)


A ja szczerze nie wierzę w jakąś znaczącą wartość literacką Harlequinow. Ich masowość sprawia, że są to po prostu czytadełka na jeden wieczór czy popołudnie dla zabicia czasu. Objętościowo także chyba rzadko przekraczają 200 stron. Nie potępiam, bo sam nigdy nie czytałem, więc byłoby nawet niegrzecznie rzucać gromy, ale też szczerze wątpię czy lektura tych książeczek sprawiłaby mi przyjemność, zwłaszcza, że tych pozycji jest mnóstwo i zapewne jedna do drugiej wielce podobna.

Ravena - 2009-02-25, 20:17

W fantastyce jest również sporo powieści, których wartość literacka pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak będzie w przypadku każdego niemal gatunku literackiego. Ale to na harlequiny spadło całe odium i "olabogarety". Ciekawe dlaczego?
Swoją drogą moja koleżanka pisała pracę z literatury popularnej na temat harlequinów i prowadziła na ich temat badania. Nawet muszę ją zapytać jak jej to wyszło ;-)

Ishikawa - 2009-02-25, 20:22

Pytaj, pytaj :D
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-02-25, 20:24

Ravena napisał/a:
W fantastyce jest również sporo powieści, których wartość literacka pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak będzie w przypadku każdego niemal gatunku literackiego. Ale to na harlequiny spadło całe odium i "olabogarety". Ciekawe dlaczego?
Swoją drogą moja koleżanka pisała pracę z literatury popularnej na temat harlequinów i prowadziła na ich temat badania. Nawet muszę ją zapytać jak jej to wyszło ;-)


W fantastyce są powieści, których wartość literacka pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak będzie w przypadku każdego niemal gatunku literackiego, ale jest również wiele dzieł zasługujących na miano poważnej literatury poruszającej bardzo ciekawe i istotne zagadnienia w sposób bardzo profesjonalny literacko.
Natomiast harlequiny wydają się wszystkie identycznie, krótkie 150 stronicowe, bardzo często w okładkach koloru różu.

Nie próbuję dyskredytować gatunku romansu jako całości, bo przecież doskonale wiadomo, że zawiera on w sobie także powieści wybitne.
Natomiast, jak już wspominałem, wątpię w ogromną wartość literacką harlequinów, a jeśli chodzi o książki, które warto poczytać, żeby odpocząć od poważniejszej literatury, dla relaksu, to mam wiele ciekawszych propozycji.

Cytat:
W fantastyce jest również sporo powieści, których wartość literacka pozostawia wiele do życzenia


PS. Fantastyki kiepskiej jakości staram się unikać. :)

Ravena - 2009-02-25, 20:30

W Harlequinie zaczynała większość uznanych dziś pisarzy na rynku powieści obyczajowej ;-)
Zresztą to wydawnictwo ma za sobą bardzo niechlubną historię, jeśli chodzi o wyzysk autorów. A sama czytałam bodaj dwa harlequiny, które mi się spodobały i gdyby je wydano w innym wydawnictwie, zyskałyby być może całkiem przychylną recenzję.
Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
a jeśli chodzi o książki, które warto poczytać, żeby odpocząć od poważniejszej literatury, dla relaksu, to mam wiele ciekawszych propozycji.

Oczywiście. To w literaturze jest takie fajne, możliwość przebierania i wybierania :) Mnie chodziło głównie o to, żeby nie deprecjonować osób, które czytują harlequiny.

Nula - 2009-02-25, 20:52

Nie znam sie na romansach, ale dla mnie harlequin nie rózni sie niczym od powiesci Daniel Stelle , czy innych podobnych autorek , tyle, że nazwa "Harlequin" stała się synonimem literatury najgorszej z mozliwych, a osoby które czytaja te ksiązki są półgłowkami.
Każdy odnajduje przyjemność w innym rodzaju literatury, i chyba najwzniejsze jest zachowanie umiaru i nie ograniczanie sie do jednego typu literatury - romansu, kryminału czy fantastyki.

Ravena - 2009-02-25, 20:53

Amen i Alleluja. Zamkniemy offtop? ^^
Ishikawa - 2009-02-25, 20:56

Ale offtop to nam piekniusio wyszedł ;)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2009-02-25, 20:59

Nula napisał/a:
nazwa "Harlequin" stała się synonimem literatury najgorszej z mozliwych, a osoby które czytaja te ksiązki są półgłowkami.


Wcale nie, przynajmniej nikt tu takiego poglądu o osobach czytających te książki nie wyraził.

Ishikawa - 2009-02-25, 21:00

Ehm, no niby nie Uczniu ;) Moze dostadnie napisane, ale mam wrazenie ze ,wszyscy widza o co generalnie chodzi. :)
Nula - 2009-02-25, 21:04

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Nula napisał/a:
nazwa "Harlequin" stała się synonimem literatury najgorszej z mozliwych, a osoby które czytaja te ksiązki są półgłowkami.


Wcale nie, przynajmniej nikt tu takiego poglądu o osobach czytających te książki nie wyraził.


nie napisałam ze tutaj tak do kogos sie odnosi, to było okreslenie, które jakby nie patrzec funkcjonuje w naszym prywatnym otoczeniu ;)

no dobra, to koniec OT :lol:

Procella - 2010-04-14, 11:16

Wydaje mi się, że najgorszym argumentem, jakiego można używać przy zachęcaniu do czytania, jest ten o zdobywaniu wiedzy, nauce, rozwoju intelektualnym. Książka zaczyna się kojarzyć z pracą, nauką. Trzeba na nowo sprowadzić czytanie do roli jednego ze sposobów spędzania wolnego czasu. Nie podkreślać tego, że jest to "wartościowa rozrywka", "łączenie przyjemnego z pożytecznym".
Zołzikiewicz - 2010-04-18, 10:49

A ja ( o dziwo) wrócę do tematu.

W kwestii zachęcania to trochę mi wyszło kilka razy. Brata mi sie udało nakłonić i czasem coś tam poczyta. Moja mama tworzy swoją biblioteczkę (mamy inny gust więc książki swoją w różnych pokojach). Siostra też coś czasem łyknie. Aczkolwiek to Brat jest ze mnie dumny, że mam chęci i pasje w czytaniu. Trochę mi nawet zazdrości. Więc u mnie w domu nie jest tak źle.
Dodam, że ze mna jak ktoś zacznie gadać o książkach to nie ma końca i mnie ciężko przegadać. Jednak jak juz temat sie zacznie to potrafie podac miliard tytułów wartych czytania i staram się zachęcać, z różnym skutkiem, ale trzeba się cieszyć z małych sukcesów ;) .

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-04-18, 13:19

Procella napisał/a:
Nie podkreślać tego, że jest to "wartościowa rozrywka", "łączenie przyjemnego z pożytecznym".


Z pewnością te określenia są trafne. Ale także można powiedzieć, że jest to ciekawa, interesująca, pasjonująca rozrywka. Znajomy mój, jeśli rozmowa czasami nam zejdzie na tematy książkowe, mówi, że woli iść na podwórko, spędzić czas z ludźmi niż poświęcać go na czytanie. Myślę, że nie chce przez te słowa umniejszać znaczenia książek czy przedstawiać ich w negatywnym świetle, ale z tych słów wynika, że książka odgradza nas od "prawdziwego życia", że jest formą zamknięcia się na świat.

A czy nie można jednego z drugim łączyć?

Procella - 2010-04-19, 07:49

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Z pewnością te określenia są trafne.

Oczywiście, że są ;)

Chodzi mi tylko o sposób, w jaki się o tym mówi. Jeżeli będziemy podkreślać: "czytaj, to się wiele nauczysz/rozwiniesz intelektualnie/zaczniesz ładniej pisać i mówić/nie będziesz robić błędów ortograficznych/itp", dla wielu osób wzmocni to jeszcze skojarzenie "książka=nauka=szkoła=nuda". Wiele osób powie "nie będę czytać, bo chcę odpocząć, a nie uczyć się". Czasem może lepiej tego aspektu czytania nie eksponować. Oczywiście warto postarać się wyczuć, bo dla niektórych osób może to być dobrym argumentem, ale nie zawsze i nie dla każdego, a tak bywa to traktowane.

Zresztą - zastanówcie się tak naprawdę szczerze: czy dla Was naprawdę ważniejsze jest to, że książki coś Wam dają, czy to, że czytanie jest bardzo, bardzo przyjemne? Jeżeli ktoś czyta tylko po to, żeby się rozwijać, to trochę mu współczuję ;)

I, żeby było jasne - bynajmniej nie jestem wrogiem ambitnych książek. Bynajmniej nie twierdzę, że książki powinny dawać jedynie zabawę. Nie twierdzę, że wszystkie te dodatkowe korzyści nie występują i nie są czymś dobrym. Chodzi i tylko i wyłącznie o sposób mówienia. Zresztą - nie chodzi o to, żeby zrobić z tych korzyści jakąś wielką tajemnicę, tylko nie zawsze wysuwać to na pierwszy plan.

Wydaje mi się, że warto byłoby sprowadzić ponownie czytanie do roli jednego z zupełnie normalnych sposobów spędzania wolnego czasu. Niech to nie będzie coś elitarnego, niech nie będzie podkreślania "lepszości" czytania wobec innych rozrywek. To może wiele osób odstraszać.

1mirinda - 2015-09-21, 16:10

Moja siostra na początku roku zmieniła pracę,zarobki duże lepsze niestety zaczęły się problemy z zaprowadzeniem i odbieraniem córki ze szkoły, zaangażowała więc dziadków do pomocy.Mama jeździ średnio co drugi tydzień do siostry,ale tu zaczyna się problem przyzwyczajona jest do życia na wsi, wyjdzie na ogród poplotkuje z sąsiadką umówią się na plotki z inną,a w bloku nudy.Namówiłem więc mamę,aby zabierała sobie jakąś książkę z mojej skromnej biblioteczki.Na początku nie zawsze korzystała z mojego pomysłu ale w tym roku szkolnym już z kilkudniowym wyprzedzeniem każe sobie szykować książkę.

Mama kiedyś czytała ksiażki ale po śmierci taty,musiała sama opiekować się 6 dzieciaków więc czasu i tak miała za mało na wszystkie obowiązki więc jedyne lektury jakie w tym okresie czytała to bajeczki swoim dzieciakom

Córka Lavransa - 2015-09-21, 21:13

1mirinda, cieszy taki post. :) A bajeczki dzieciakom ja bardzo lubię czytać, jak się poczyta trochę chłamu, który się obecnie wydaje, to taka bajeczka z dawnych lat (dziś ze zbioru "Bajarka opowiada") to jak tchnienie świeżego powietrza. :)
Pazzak - 2015-09-21, 21:48

Mam dwie siostry, które malutko czytają i jedną, która pochłania książki kilogramami. I o ile starszej nie reformuję to drugą, 13 letnią od roku perfidnie "zaprogramowałem", że czyta codziennie po 10-15 stron i za to dostaje 10 zł "tygodniówki". Średnio to wychowawcze, ale wykształciłem w niej nawyk czytania, z czego jestem dumny, bo młodsza brała przykład ze starszej...
Uczeń Czarnoksiężnika - 2015-09-22, 07:43

Pazzak napisał/a:
I o ile starszej nie reformuję to drugą, 13 letnią od roku perfidnie "zaprogramowałem", że czyta codziennie po 10-15 stron i za to dostaje 10 zł "tygodniówki". Średnio to wychowawcze, ale wykształciłem w niej nawyk czytania, z czego jestem dumny, bo młodsza brała przykład ze starszej...


Wiesz Pazz, trzeba imać się różnych sposobów. Ale skoro już czyta to jest bardzo dobrze. Jeśli natrafi na odpowiednie książki, znajdzie swój ulubiony gatunek, autorów to brzęcząca zachęta stanie się zbędna.

Jest taka piękna scena w filmie "'Kraina wiecznego szczęścia", kiedy Ted Brautigan pociesza małego chłopca, że mama sprawiła mu na urodziny kartę do biblioteki dla dorosłych zamiast roweru.

Cytat:
Nie, karta biblioteczna dla dorosłych. No proszę.
Wszyscy mistrzowie powieści czekają na ciebie.
- Wiesz dlaczego to wybrała? Bo było za darmo.
To nie istotne. Nie kładź kreski na tej karcie.
Ponieważ książki mogą być czystym złotem.
Wielka literatura od wieków pomagała nam przetrwać noc.
Daj pisarzowi godzinę, żeby cię zainteresował. Jeśli mu się nie uda, znajdź innego.
Myślisz, że możesz spróbować?
- Jeśli nie będę miał niczego innego do roboty.
W porządku. Nie bój się.


Mały Bobby wkrótce zaczyna czytać, najpierw z niechęcią, ale potem już wręcz połyka książki.

Molencius - 2016-01-18, 11:47

U nas nigdy nie brakowało książek - niestety średniej jakości, ale siostry zawsze sporo czytały i mi przypadło czytanie właśnie cudownej Jeżycjady. :)

Przyszła szkoła, bardzo spodobało mi się w bibliotece, pożyczałem różne baśnie i jakieś dwa lata beztrosko czytałem. Potem przyszły lektury i się zaczęło. :) Kilkuletnie odstraszanie od książek. Nie nazwę tego inaczej - większość lektur jest nie tylko z innej epoki, ale po prostu dla młodego czytelnika nudna. I poddawana ocenie, bo przecież szkoła nastawiona jest na zrobienie sprawdzianu, a nie dyskusję o książce. OMG. Trochę lepiej pod tym względem było w liceum - polonistka się starała i dyskusje były.

Dziś czytanie, to dla mnie przyjemny obowiązek. Zawsze muszę mieć jakąś książkę do czytania, bo mam wrażenie, że przerwa w lekturze powoduje zanik mózgu. :)

Teraz można czytać na wiele sposobów - na urządzeniach. Książki stają się też hitami i fenomenami - trafią do kin, seriali. Są jakby jakoś bliżej. Ja się jaram "Grą o tron", "Wiedźminem" bohaterami z komiksów, a mój młodszy siostrzeniec przebywa ostatnio w grze o Zwierzoduchach - a wcześniej z tego co wiem, przeczytał 4 książki o nich.

I dlaczego z takich książek nie zrobić kiedyś kanonu lektur. Na co komu "Nasza szkapa", czy inny koń z kopalni.

Becia - 2016-01-19, 19:16

Ja się zaraziłam czytaniem od mojej Mamy. Pamiętam jak kazała mi chodzić do biblioteki i przynosić po kilka książek. Pochłaniała je w mgnieniu oka i po jakimś czasie nie wiedziałam już co brać, bo zdecydowaną większość książek już czytała. Wtedy w wakacje ja zamiast spotykać się z koleżankami, siadałam i czytałam.
Teraz niestety mojej Mamy nie ma już z Nami, ale nadal uwielbiam czytać i gdyby czas pozwolił czytałabym o wiele więcej :)

Gorm1 - 2016-05-17, 13:45

U nas czasami był kłopot aby wszyscy byli zadowolenie, albo starsze rodzeństwo czytało młodszemu gdy rodzic nie ma czasu, no i się udało za sprawą cyklu "Zwariowane rodzinki" trafiliśmy przypadkiem na ten cykl za sprawą książki Jackie French "Moja matka piratka"
Uczeń Czarnoksiężnika - 2016-05-17, 18:22

To jest najpiękniejsze w czytaniu, że książka jest jak stary przyjaciel, który zawsze miło powita nas w swoich podwojach. Nawet jeśli nie mieliśmy czasu doń zajrzeć przez dłuższy czas, gdy w końcu to się udaje, zaprasza Cię na herbatę i czas na lekturze mija wielce przyjemnie.
Córka Lavransa - 2016-05-18, 13:04

Ostatnio mój mąż zbierał szczękę z podłogi. To, że mój sześciolatek płynnie czyta, to normalne (radzi sobie nawet całkiem nieźle z napisami w filmach). To, że moja córcia ładuje mi się przy byle okazji na kolana z książką, też jest oczywiste.
Przedwczoraj jednak córcia schowała się przed mężem na czas dłuższy. Mąż szukał, szukał, i nagle słyszy jej "gadanie". Mała ma półtora roku, więc mówi po swojemu, ale mówiła głośno i z pełnym zaangażowaniem. Okazało się, że siedzi na naszym łóżku, z otwartą książką na kolanach (nie wiem, czy ma jakieś znaczenie, ale było to angielskie wydanie "Okruchów dnia") i "czyta" swojemu odbiciu w oknie. Regularnie czytała, patrzyła w książkę, potem w okno, i pełna interakcja z dziewczynką widzianą w szybie. Mąż mówi, że nawet mu nie przyszło do głowy jej tę książkę zabierać, co normalnie by zrobił, bo wie, że dostaję zębów, jak dzieci dotykają mojej biblioteczki.
Żałuję, że widziałam to tylko na zrobionych cichaczem zdjęciach. :-D

Ravena - 2016-05-18, 13:20

Musiało to fantastycznie wyglądać... Szkoda, że mąż nie nagrał filmiku, byłaby cudna pamiątka :)
Córka Lavransa - 2016-05-19, 10:53

Zdjęcia też są urocze, ale filmik by rozwalił system.
Kiedy obejrzałam zdjęcia i wysłuchałam historii, powiedziałam mężowi w tym temacie kilka szczerych słów. ;)

Molencius - 2016-06-19, 19:38

Córka Lavransa napisał/a:
Ostatnio mój mąż zbierał szczękę z podłogi. To, że mój sześciolatek płynnie czyta, to normalne (radzi sobie nawet całkiem nieźle z napisami w filmach).


A ja do dzisiaj wyszukuje filmów z lektorem, żeby nie zaprzątać głowy czytaniem. :D

Gorm1- jak piszesz, że trafiliście na cykl, to może czytaliście też "Mój Tata Smok" z tej serii. Jak nie, to warto przeczytać.

justi - 2016-06-25, 11:12

Córka Lavransa napisał/a:
Ostatnio mój mąż zbierał szczękę z podłogi. To, że mój sześciolatek płynnie czyta, to normalne (radzi sobie nawet całkiem nieźle z napisami w filmach). To, że moja córcia ładuje mi się przy byle okazji na kolana z książką, też jest oczywiste.
Przedwczoraj jednak córcia schowała się przed mężem na czas dłuższy. Mąż szukał, szukał, i nagle słyszy jej "gadanie". Mała ma półtora roku, więc mówi po swojemu, ale mówiła głośno i z pełnym zaangażowaniem. Okazało się, że siedzi na naszym łóżku, z otwartą książką na kolanach (nie wiem, czy ma jakieś znaczenie, ale było to angielskie wydanie "Okruchów dnia") i "czyta" swojemu odbiciu w oknie. Regularnie czytała, patrzyła w książkę, potem w okno, i pełna interakcja z dziewczynką widzianą w szybie. Mąż mówi, że nawet mu nie przyszło do głowy jej tę książkę zabierać, co normalnie by zrobił, bo wie, że dostaję zębów, jak dzieci dotykają mojej biblioteczki.
Żałuję, że widziałam to tylko na zrobionych cichaczem zdjęciach. :-D


Piękne, ja też marzę o tym by zrazić swoje dzieci pasją do czytania książek.

Procella - 2016-11-23, 18:11

http://booklips.pl/newsy/...ce-czytelnikow/
Justyna 1987 - 2016-12-04, 11:20

mnie jakoś nikt do czytania nie zachęcał było jedynie zmuszanie do czytania lektur Jakoś tak sama z czasem zaprzyjaźniłam się z książką ;)
Córka Lavransa - 2017-01-19, 00:22

Molencius napisał/a:
"Mój Tata Smok"

Kupiłam to ostatnio mojemu synowi razem z "Matką Piratką". Chciałabym, żeby nauczył się czytać etapami - nie, jak do tej pory, krótkie historyjki dla dzieci czy opisy w albumach, tylko historie ciągnące się kilka dni. Całkiem nieźle mu już idzie, bo przyniósł sobie kiedyś z biblioteki szkolnej przygody detektywa Kwiatkowskiego i przeczytał chyba ze trzy części sam, ale chcę w nim wyrobić nawyk. :-)

Procella - 2017-01-19, 16:47

Córka Lavransa napisał/a:
Chciałabym, żeby nauczył się czytać etapami - nie, jak do tej pory, krótkie historyjki dla dzieci czy opisy w albumach, tylko historie ciągnące się kilka dni.
Wydaje mi się, że na tym etapie często coś idzie nie tak. Widzę to w bibliotece, w której pracuję. Przychodzą rodzice z maluchami, biorą stosy bajeczek, dzieci radośnie wśród ksiażeczek grzebią, jest super. A potem - koniec. Gdzieś tak na etapie 6-8 lat przestają czytać. Stosunkowo mało mamy starszych dzieci i młodzieży przychodzących po coś, co nie jest lekturami szkolnymi. Moze to przez to, że w ksiażeczkach dla maluchów atorzy/wydawcy prześcigają się, żeby literki były jak największe a obrazki jak nabardziej kolorowe (często w tych ksiażeczkach nie ma w ogóle białego papieru!) i potem zwykły tekst jest problemem?
Córka Lavransa - 2017-01-19, 23:09

Procella napisał/a:
Moze to przez to, że w ksiażeczkach dla maluchów atorzy/wydawcy prześcigają się, żeby literki były jak największe a obrazki jak nabardziej kolorowe (często w tych ksiażeczkach nie ma w ogóle białego papieru!) i potem zwykły tekst jest problemem?

Możliwe. Może potem taka biała kartka z mniejszym tekstem kojarzy się już z podręcznikiem szkolnym.

Ja małego delikatnie nakłaniam, nie chcę też przesadzić, chciałabym, żeby umiał się skupić na tyle, żeby przeczytać fragment, zapamiętać go i w następnym dniu kontynuować w przerwanym miejscu. Trzymajcie kciuki. ;)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group