Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Klasyka - Siostry Bronte

Córka Lavransa - 2011-08-14, 20:56
Temat postu: Siostry Bronte
Charlotte Bronte

"Jane Eyre" - najbardziej chyba znana powieść tej autorki, powinna wywołać lawinę postów. :)

A co z ostatnio wydaną w Polsce "Shirley"? Kto czytał, kto czyta, kto zamierza? I jak wam się podoba...? Lub nie?

Zapraszam.

Panna Jeż - 2011-08-15, 11:51

Po "Jane Eyre" sięgnęłam na fali powieści Austen. Siostra powiedziała mi, że ma podobny klimat - może nie do końca, ale połknęłam haczyk i ubolewałam, że to jedyna powieść dostępna w naszym języku. Dwa lata temu przeczytałam "Villette", a za "Shirley" (no ba!) zabieram się niedługo :)
Córka Lavransa - 2011-08-15, 20:25

Ja przez "Jane Eyre" przechodziłam kilka razy bez skutku.
Pierwszy raz, bo czytałam "Idę sierpniową" M. Musierowicz i koniecznie chciałam się dowiedzieć, co to za książka. Potem jeszcze ze dwa-trzy podejścia, i za każdym razem kończyło się na nudnych latach szkolnych.
Oj, moja droga do pana Rochestera usiana była cierniami...
Wreszcie udało mi się przeczytać całość. Byłam tak zaskoczona i dumna z siebie, że prawie nie dotarło do mnie, o co chodzi w książce... Dopiero za drugim pełnym razem doceniłam w pełni kunszt Charlotte. Całkiem niedawno podjęłam próbę przeczytania oryginału, ale idzie mi dość powoli.
A co do "Shirley"... no cóż, dam jej jeszcze jedną szansę, skoro już założyłam temat, wypadałoby się wypowiedzieć po przeczytaniu powieści, a nie po porzuceniu jej w połowie... :)

Żabka - 2011-08-16, 08:32

Zachęcona przez was chyba jednak wrócę do przeczytania jej. Sięgnęłam po nią jak byłamzbyt młoda... Niedojrzałam do niej i po połowie zniechęciłam się... Ale może wróce do tej książki... ;-)
Viwoo - 2011-08-16, 09:42

Nie miałam jeszcze okazji przeczytać "Jane Eyre", ale od nie dawna mam ją już w zasięgu, tylko musi poczekać w kolejce. I pewnie 'trochę' poczeka.
Panna Jeż - 2011-08-16, 11:36

Często słyszę, że trudno przebrnąć przez ten początek - dzieciństwo, czasy szkolne. U mnie jest odwrotnie. Czytałam ja bodajże w 8 klasie. Początek i czasy szkolne śledziłam ze łzami w oczach niemal. Trochę się solidaryzowałam z Jane, bo jako dziecko (aż do końca liceum w sumie) byłam raczej samotnikiem, zawsze na uboczu, zawsze nieśmiała, co ludzie odbierali jako dumę, wyniosłość. Kibicowałam więc biednej Jane, cieszyłam się z jej małych sukcesów, a historia z Heleną Burns wzrusza mnie za każdym czytaniem (teraz jeszcze dowiedziałam się, że ta postać była wzorowana na Marii Bronte, starszej siostrze Charlotte i jej przeżyciach w podobnym zakładzie naukowym). Natomiast nudził mnie ten etap u St.Johna Riversa - nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu stamtąd wyjedzie i wróci do Thornfield :)

A ja nie pamiętałam, że "J.E." pojawiła się w "Idzie sierpniowej" :oops: O co tam chodziło? :)

Córka Lavransa - 2011-08-16, 19:32

Eva del Dolores napisał/a:
A ja nie pamiętałam, że "J.E." pojawiła się w "Idzie sierpniowej" :oops:


Ida przeczytała powieść w jedną noc. A ten cały zamknięty na piętrze Krzysiu był rzekomo podobny do pana Rochestera... :) I jak człowiekowi za młodu wsiąknie, tak mu ostanie - przez długi czas nie umiałam sobie wyobrazić pana R. inaczej, jak bruneta z kwadratową szczęką - no, może wyjątkowo bez dysplazji. :)
Ale ostatnio doszłam do wniosku, że Toby Stephens bardzo ładnie się nadaje. :)

:offtop: Mój mąż mnie ostatnio zadziwił stwierdzeniem (po obejrzeniu serialu "Jane Eyre" właśnie), że jak ma czytać fantasy typu Grzędowicz czy Brett, które mu czasami znoszę, to nie umie, bo to dziwaczne i nudne. Za to taka "Jane Eyre" czy inne Austen fajne są do czytania, bo takie o życiu... :mrgreen: :koniec offtopa:

Panna Jeż - 2011-08-17, 13:12

Męża, któremu podoba się takie życie, mogłabym mieć, czemu nie :D

Czytam teraz "Na plebanii w Haworth" i niezmiernie mnie ciekawi odkrywanie powiązań między fabułą powieści, a osobistymi przeżyciami pisarek, ich rodziny, osób znanych z lokalnych opowieści. Życie najczęściej bywa inspiracją, ale nie sądziłam, że aż tak wiele autentycznych wydarzeń czy postaci przemyciły do swoich książek.

Ravena - 2011-08-17, 15:05

Eva del Dolores napisał/a:
Życie najczęściej bywa inspiracją, ale nie sądziłam, że aż tak wiele autentycznych wydarzeń czy postaci przemyciły do swoich książek.

Też byłam tym zaskoczona, niektóre historie sąsiadów czy rodzinne niemal w całości znalazły się w powieściach sióstr, niewiele w nich było fikcji!

Córka Lavransa - 2011-08-17, 22:51

Eva del Dolores napisał/a:
Czytam teraz "Na plebanii w Haworth"


Hm... Chyba sprawię sobie na urodziny... :)

Mąż, jaki jest, każdy widzi, oprócz kilku zalet ma też mnóstwo wad... :)

Aura - 2011-08-23, 16:04

Lubię Jane Eyre za jej siłę charakteru. Z pozoru drobna, mała, w ogóle przecętna osóbka, ale pełna determinacji i siły woli. Twarda dziewczyna :)
I podoba mi się też to, że nie jest zbyt ładna, ale mimo to rozkochuje w sobie atrakcyjnego pana Rochestera, który szaleje na jej punkcie. To daje nadzieję takiej zakompleksionej osóbce jak ja (która wciąż czeka na swojego Rochestera :oops: ).
Co prawda, nie przepadam za romansami, ale w wykonaniu takich mistrzyń gatunku jak właśnie Charlotte Bronte, to zupełnie co innego ;-) Przyznam, że chyba z 10 razy czytałam sceny z Jane i Rochesterem, ich wyznania autentycznie wywoływały u mnie ciarki.

"Villette" wywarła na mnie mniejsze wrażenie, ale też uważam ją za bardzo dobrą powieść, pełną pasji. W niej Autorka zawarła chyba sporo własnych, autentycznych przeżyć, związanych z pobytem na pensji w Belgii.

Eva napisał/a:
historia z Heleną Burns wzrusza mnie za każdym czytaniem (teraz jeszcze dowiedziałam się, że ta postać była wzorowana na Marii Bronte, starszej siostrze Charlotte i jej przeżyciach w podobnym zakładzie naukowym).

Bardzo się wzruszyłam, kiedy dowiedziałam się, że Charlotte i jej siostry naprawdę uczyły się w tego rodzaju miejscu, i jej dwie najstarsze siostry nie przeżyły pobytu w tej szkole...

"Na plebanii w Haworth" jest świetna! Zawiera mnóstwo informacji o rodzinie Bronte i napisana jest z ogromną wrażliwością. Na mnie największe wrażenie zrobiła bujna wyobraźnia wszystkich członków z rodziny i ich samotnicze uosobienie. Poczułam jeszcze większą sympatię do sióstr Bronte :) Wszystkie były bardzo nieśmiałe i źle się czuły wśród ludzi (fobia społeczna?), ale były po prostu fantastyczne...

Córka Lavransa - 2011-08-23, 19:15

Mnie też podobało się, że z Jane taki mały twardziel. :) Ma charakterek ta osóbka...
Podoba mi się też, że w cukierkowatym z pozoru zakończeniu typu "żyli długo i szczęśliwie" jest jednak ta łyżka dziegciu.

"Na plebanii w Haworth" mam już zamówione. To druga książka, na którą czekam i doczekać się nie mogę... :)

Panna Jeż - 2011-08-23, 21:04

Aura napisał/a:
"Villette" wywarła na mnie mniejsze wrażenie, ale też uważam ją za bardzo dobrą powieść, pełną pasji. W niej Autorka zawarła chyba sporo własnych, autentycznych przeżyć, związanych z pobytem na pensji w Belgii.

O, mogę o coś zapytać? Ostrzegam, że to może być spoiler. Mam "małą" wątpliwość co do zakończenia. Jak to właściwie było z tym powrotem Monsieur Paul'a? Ten okręt się rozbił czy dotarł do portu. Napisane jest tak, jakby czytelnik miał się sam domyślić. Albo tylko ja mam takie wrażenie?

Btw. w "Haworth" zaczynam właśnie rozdział o pobycie w Brukseli :) Mam coraz większe wrażenie, że wszystkie powieści Charlotte są kompilacją jej życiorysu z paroma dodatkami i mniej lub bardziej happy endami. Bardzo bym chciała przeczytać "Profesora", tylko czekam na tłumaczenie Córki 8-)

Córka Lavransa - 2011-08-23, 21:11

Eva del Dolores napisał/a:
Bardzo bym chciała przeczytać "Profesora", tylko czekam na tłumaczenie Córki 8-)


Ups... :oops:

Panna Jeż - 2011-08-23, 21:20

Obiecaaaałaś <patrzy z wyrzutem> 8-)

Na lekturę w języku angielskim chyba się nie zdobędę... Próbowałam już z "Dumą i uprzedzeniem" Szybko straciłam zapał :/ A może ktoś pójdzie za ciosem i wyda po "Shirley" również "Profesora"? :)

Procella - 2011-08-24, 10:24

"Profesor" jest słaby. Jeżeli go czytać, to po to, żeby przeczytać wszystko.
Eva del Dolores napisał/a:
Aura napisał/a:
"Villette" wywarła na mnie mniejsze wrażenie, ale też uważam ją za bardzo dobrą powieść, pełną pasji. W niej Autorka zawarła chyba sporo własnych, autentycznych przeżyć, związanych z pobytem na pensji w Belgii.

O, mogę o coś zapytać? Ostrzegam, że to może być spoiler. Mam "małą" wątpliwość co do zakończenia. Jak to właściwie było z tym powrotem Monsieur Paul'a? Ten okręt się rozbił czy dotarł do portu. Napisane jest tak, jakby czytelnik miał się sam domyślić. Albo tylko ja mam takie wrażenie?

SPOILER:
Z tego, co wiem - w pierwotnej wersji miał nie wrócić. Wydawca nie zgodził się jednak na nieszczęśliwe zakończenie, Charlotte nie chciała dać szczęśliwego, zdecydowała się więc na taką niejasną wersję.

Córka Lavransa - 2011-08-24, 20:14

Eva del Dolores napisał/a:
Obiecaaaałaś <patrzy z wyrzutem> 8-)


Pamiętam. :)
Nie będzie co prawda na kartce z segregatora, ale będzie. :)

Aura - 2011-08-26, 15:29

Dobrze, że Procella odpowiedziała, bo przyznaję, że już tego nie pamiętam :oops:

Córko Lavransa, naprawdę tłumaczysz "Profesora"? :)

Trochę offtop: czy to prawda, że książkie Anny Bronte nie zostały wydane po polsku? :roll:

Córka Lavransa - 2011-08-26, 19:20

Aura napisał/a:
Córko Lavransa, naprawdę tłumaczysz "Profesora"? :)


I naprawdę, i nie naprawdę. :)
Kiedyś, w żartach, obiecałam Pannie Jeż, że przetłumaczę pierwszy akapit. Słowo się rzekło, więc oczywiście tłumaczenie otrzyma... :)

Panna Jeż - 2011-08-26, 20:58

Cytat:
Trochę offtop: czy to prawda, że książkie Anny Bronte nie zostały wydane po polsku?

To prawda Auro, ale są np. seriale produkcji BBC na podstawie tych powieści, jeśli byłabyś zainteresowana. Osobiście wolałabym najpierw przeczytać książkę, ale chyba się nimi zainteresuję niebawem.

Córko, nie wiem, czy sobie z tego zdajesz sprawę, ale ja liczę na całość 8-)

Córka Lavransa - 2011-08-26, 21:14

Eva del Dolores napisał/a:
Córko, nie wiem, czy sobie z tego zdajesz sprawę, ale ja liczę na całość 8-)


:shock: Ojej. :shock:

Panna Jeż - 2011-08-28, 15:53

No to już wiesz 8-)

Charlotte Bronte nie lubiła Jane Austen :shock: Miała niskie zdanie o jej "dusznych i nudnych" powieściach, a talent starszej koleżanki opierał się, jej zdaniem, tylko na zręczności i spostrzegawczości. Hmm...

Córka Lavransa - 2011-09-08, 20:23

Eva del Dolores napisał/a:
a talent starszej koleżanki opierał się, jej zdaniem, tylko na zręczności i spostrzegawczości


Hm... Ja bym na jej miejscu się nie odzywała. Zręczność i spostrzegawczość to cechy kluczowe dla pisarza takiego jak Austen, który opisuje rzeczywistość wokół siebie.

Bronte dla odmiany tak naprawdę pisała dramatyczne powieścidła, z których troszkę nabijała się Austen. Poza tym moim zdaniem jej powieści są nierówne - z jednej strony świetna "Jane Eyre", a z drugiej prze-nudna "Shirley". Austen konsekwentnie trzymała poziom. I wydaje mi się, że jej zręczność i spostrzegawczość zestarzały się mniej, niż romansowe powieści Bronte.

Panna Jeż - 2011-09-09, 10:01

Jak dostaniesz "Haworth" w swoje ręce, dowiesz się więcej na ten temat.
Ja chwilowo przerwałam lekturę, ale dotarł już do mnie mój egzemplarz, więc mogę kontynuować (nie chciałam narażać pożyczonej książki na szwank, więc uzbroiłam się w cierpliwość). :)

Córka Lavransa - 2011-09-09, 19:39

Eva del Dolores napisał/a:
nie chciałam narażać pożyczonej książki na szwank


O. A co konkretnie jej groziło...? :) Bo mojej grozi zarośnięcie kurzem na najwyższej półce...

Panna Jeż - 2011-09-09, 20:20

Nie wiem, ale u mnie to bywa różnie, wolałam nie ryzykować. Czegokolwiek :lol:
Córka Lavransa - 2011-09-26, 19:30

Czytam "Na plebanii w Haworth".

Po pierwsze - okrutnie wciąga. Atmosfera taka, jak przy czytaniu "Wichrowych wzgórz", niby wszystko w porządku, ale czuje się podskórnie nadciągające szaleństwo. Brrr... (Czuję, że będzie to jedna z moich ulubionych biografii.)

Po drugie -

Eva del Dolores napisał/a:
Jak dostaniesz "Haworth" w swoje ręce, dowiesz się więcej na ten temat.


- prawda. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie życie sióstr Bronte według informacji, które posiadałam dotąd. Dopiero uszczknęłam książkę (65 stron za mną), ale już pogląd na kilka spraw zmienił mi się diametralnie.

Po trzecie - dwa pytania do tych z was, które już czytały (techniczne i nieistotne, ale tak jakoś mnie męczą):
1. autorka opisuje furtkę na cmentarz, która otwierała się tylko dla umarłych z plebanii, wydawało mi się zatem, że byli pochowani na cmentarzu. A jednocześnie pisze, że Branwell był świadkiem, jak "składano malutką trumnę do ziemi pod kamienną posadzką kościoła". Czyli nie na cmentarzu. Czy cmentarzem kondukt szedł do kościoła?
2. kiedy mowa o "kwestii katolickiej", autorka twierdzi, że rodzina Bronte odczuwała "serdeczne napięcie woli, aby stało się to, co uważano tutaj za zadośćuczynienie sprawiedliwości". Jak rozumiem - byli za przywróceniem praw katolikom. Ale strona wcześniej cytuje Charlotte - "przy takim dobrym zabezpieczeniu katolicy nie mogą zaszkodzić". To mi nie brzmi na serdeczne uczucia, raczej na akceptację nieco dłuższego łańcucha dla wyjątkowo nieobliczalnego psa.
I tak mnie te dwie bzdurki intrygują... :)

Panna Jeż - 2011-09-27, 10:06

1.
Córka Lavransa napisał/a:
Czy cmentarzem kondukt szedł do kościoła?

Stawiam na tę opcję, jeśli brać słowa dosłownie. Może ta furtka otwierała się tylko symbolicznie ^^ Faktycznie, wszyscy, oprócz Anny, pochowani zostali w krypcie kościelnej.

2. Nie wiem, czy słusznie, ale powiedziałabym, że to była tolerancja w tej najprostszej postaci. Charlotta nie odmówiłaby pewnie żadnej religii prawa do swobody wyznania w kraju, ale religii katolickiej nie rozumiała, a po doświadczeniach brukselskich, wręcz nie cierpiała. W rozdziale dziesiątym będziesz miała więcej na ten temat.

Córka Lavransa - 2011-09-30, 19:40

Czytam właśnie o "wizjach" Charlotty, o tym, jak odpływała w fantazje. Wiem, że u niej to było już chorobliwe, ale z drugiej strony doskonale ją rozumiem.

Bo najbardziej, najbardziej na świecie nie znoszę, kiedy zapadam się w świat swoich własnych historii, a ktoś mi nagle przerywa... :zlo

Bruixa - 2011-10-02, 18:20

Czytałam tylko "Dziwne losy Jane Eyre" i to bardzo dawno temu, pod koniec podstawówki. Treść nieźle pamiętam dzięki kilku filmom/ serialom. O istnieniu innych powieści Charlotte B. nie miałam pojęciam.
Będę się musiała rozejrzeć za "Na plebanii w Haworth".

Córka Lavransa - 2011-10-02, 18:50

Oglądałam dzisiaj katalog Weltbild.
Obok "Shirley" pojawiło się dwutomowe "Villette". :)

Panna Jeż - 2011-10-03, 10:53

Córko, a Ty czytałaś już "Villette"?
Ravena - 2011-10-03, 16:24

A także pojawiło się wznowienie "Jane Eyre", już bez "Dziwnych losów" w tytule, z filmowa okładką:


To dziwne, a propos "Villette", niewiele pamiętam z samej fabuły, natomiast świetnie pamiętam postać Monsieur Paula, Charlotte opisała go naprawdę fenomenalnie, stawrzając niezwykle charyzmatyczną postać. Czytając potem "Na plebanii w Haworth" przypomniałam sobie wrażenie, jakie wtedy dla mnie fikcyjna osoba, dopiero potem, jak się okazało, niemal całkowicie przełożona w literackiego bohatera autentyczna postać, zrobiła. Faktycznie, uczucie Charlotty musiało być niezwykle silne, skoro z taką pasją potrafiła oddać wizerunek swojego nauczyciela.

Córka Lavransa - 2011-10-03, 19:38

Nie, nie czytałam. Przeprosiłam się za to z "Shirley" trochę. :)
Co do "Villette", to jestem rozdarta, bo mogę wyżebrać u mojej mamusi zakup czegoś, a alternatywą jest magiczna "Złota czara" Jamesa...

Ravena napisał/a:
z filmowa okładką


Nie przepadam w ogóle za filmowymi okładkami, a już Jane w wykonaniu Wasikowskiej w ogóle mnie nie przekonuje.
Ja mam "Jane Eyre" tylko w oryginale, w tanim wydaniu Barnes and Noble Books:
Jane Eyre
Z tej samej serii mam "Wichrowe wzgórza:
Wichrowe wzgórza
Tanie, ale solidne. :)

Panna Jeż - 2011-10-04, 21:40

Ravena napisał/a:
świetnie pamiętam postać Monsieur Paula

Rzeczywiście bardzo wyrazista postać i było dla mnie zupełnym (no prawie) zaskoczeniem, jak się potoczyły sprawy w drugim tomie powieści. Córko, rzuć tę "Shirley", przeczytaj "Villette" ^^


Nie oglądałam jeszcze tego nowego filmu, ale (pewnie dlatego) okładka wydaje mi się całkiem przyjemna ;-)

Córka Lavransa - 2011-10-12, 20:46

Jestem po lekturze "Na plebanii w Haworth". Przedpełska-Trzeciakowska udowodniła, że jest nie tylko świetną tłumaczką, ale i całkiem niezłą autorką. Po przeczytaniu biografii rodzeństwa Bronte naprawdę mam ochotę przeczytać wszystkie powieści sióstr - zwłaszcza te, które już znam. :)
Wydaje mi się, że momentami autorka nieco dała się ponieść magii wrzosowisk i wyidealizowała nieco dziewczęta, ale nie razi to zbytnio przy ogólnym, bardzo w mojej opinii wysokim poziomie powieści.

Ravena - 2011-10-12, 21:22

Córka Lavransa napisał/a:
Wydaje mi się, że momentami autorka nieco dała się ponieść magii wrzosowisk i wyidealizowała nieco dziewczęta

Czy ja wiem? Charlotty na przykład nie udało mi się w jej ujęciu polubić ani trochę. Nadwrażliwa, histeryczka, nosiło ją i ponosiło, aż dostawała zadyszki, dopiero w ostatnich rozdziałach, pod koniec życia jakby wreszcie złapała oddech ^^
Tak samo nie polubiłam Emily - zbyt introwertyczna, za bardzo skoncentrowana na sobie, w opisie Przedpełskiej zdawała się sprawiać wrażenie egocentryczki, której wprawdzie nie można odmówić inteligencji i talentu, ale zbyt wielki z niej był samotnik, by mogła dobrze funkcjonować w społeczeństwie.
Tak, najbardziej spodobała mi się Anna, cicha i spokojna, bystra obserwatorka, choć też nazbyt uległa i zbyt wrażliwa na punkcie duchowości i sumienia, by mogło jej to wyjść na dobre. Żadne z rodzeństwa Bronte nie umiało "złapać" do siebie dystansu. Jak już przeżywali to na całego - ekstaza albo otchłań rozpaczy, nic pośrodku.

Ale czy nie miałam racji, że warto tę Przedpełską mieć na półce? ;-)

Córka Lavransa - 2011-10-12, 21:40

Ravena napisał/a:
Jak już przeżywali to na całego - ekstaza albo otchłań rozpaczy, nic pośrodku.

Właśnie to miałam na myśli, mówiąc o wyidealizowaniu. Nie chodziło mi o to, że przedstawiała je zbyt pozytywnie, ale właśnie o to, że moim zdaniem trochę im dorobiła tego życiowego dramatyzmu. Tak mi to trochę wyglądało, jakby w każdej z sióstr znalazła zestaw cech, który jej do czegoś pasował i ten właśnie zestaw pchała czytelnikowi przed oczy. Emily - twarda, Anna - łagodna, Charlotta - neurotyczka.

Ravena napisał/a:
Ale czy nie miałam racji, że warto tę Przedpełską mieć na półce? ;-)

Miałaś. :)

Ravena - 2011-10-12, 21:49

Córka Lavransa napisał/a:
Nie chodziło mi o to, że przedstawiała je zbyt pozytywnie, ale właśnie o to, że moim zdaniem trochę im dorobiła tego życiowego dramatyzmu.

Też się zastanawiałam na ile to interpretacja, na ile obiektywny opis. Musiałabym przeczytać jeszcze inną biografię o siostrach Bronte, żeby porównać. Jest jeszcze trochę mniej znana pozycja Ewy Kraskowskiej "Siostry Bronte", czytałaś może?

Córka Lavransa - 2011-10-12, 21:56

Nie, ta była jedyną, którą w ogóle miałam w ręku.
Potrafi jednak pani P-T szaleńczo zaintrygować czytelnika i przywiązać do lektury swoich dzieł - bo przecież, tłumaczenia Austen są także w pewnym sensie jej dziełami. A skoro potrafi, to teraz zacznę krążyć i drążyć i nie spocznę, dopóki nie poznam sióstr Bronte "through and through".
Rozpoczynam poszukiwania książki E. Kraskowskiej. :)

Ravena - 2011-10-13, 11:02

Córka Lavransa napisał/a:
Rozpoczynam poszukiwania książki E. Kraskowskiej.

U mnie niestety zakończyły się fiaskiem, rozglądałam się wokoło i nic. Jakby Tobie powiodło się lepiej to się ładnie uśmiechnę do Ciebie ;-)

Córka Lavransa - 2011-10-13, 14:38

Wzrusza mnie Twoja interesowność... :)
Ale jeśli mi się uda, to uśmiech nie wystarczy, o, tu jakieś odpuszczenie klątwy będzie wchodziło w grę... :-P

Ravena - 2011-10-13, 14:51

I kto tu jest interesowny, no kto? :lol:
Zdobędziesz książkę, potargujemy się :P

Panna Jeż - 2011-10-13, 15:37

Ravena napisał/a:
Emily - zbyt introwertyczna, za bardzo skoncentrowana na sobie, w opisie Przedpełskiej zdawała się sprawiać wrażenie egocentryczki

Introwertyczna - tak. Egocentryczka? Nie powiedziałabym. Mam wrażenie że byłą dla sióstr dużym wsparciem. Swoje sprawy trzymała dla siebie, ale sióstr wysłuchiwała, a one latały do niej ze swoimi problemami. Takie odniosłam wrażenie. Samotnik a egocentryk to zupełnie inna para kaloszy, albo nie pojmuję znaczenia tego słowa.

Ravena napisał/a:
Charlotty na przykład nie udało mi się w jej ujęciu polubić ani trochę. Nadwrażliwa, histeryczka, nosiło ją i ponosiło, aż dostawała zadyszki

Hmm, po tych dwóch zdaniach mam ochotę lecieć na pocztę i wyrwać ze dwie kartki z listu, który wczoraj nadałam. Szkoda, że jest na to za późno :-P Rav, nie lubisz niezrównoważonych nadwrażliwców? Ze mną jakoś się zadajesz, ale fakt, nie widujemy się często 8-)

Ravena napisał/a:
Ewy Kraskowskiej "Siostry Bronte"

A ja mam tę książkę. Ale zjechałyście tak biedną Charlotte, że... :evil3:

Ravena - 2011-10-13, 15:54

Cytat:
A ja mam tę książkę. Ale zjechałyście tak biedną Charlotte, że...

Masz? I się nie przyznałaś?! O ty niedobra, niedobra, klątwa na Cię i na dzieci Twoje! :zlo :D
Charlotte już się niczym nie przejmuje, wsio jej rawno czy ją zjechałyśmy czy nie ^^
Eva del Dolores napisał/a:
Egocentryczka? Nie powiedziałabym. Mam wrażenie że byłą dla sióstr dużym wsparciem. Swoje sprawy trzymała dla siebie, ale sióstr wysłuchiwała, a one latały do niej ze swoimi problemami.

Odniosłam wrażenie, że owszem wysłuchała, ale nie aż tak specjalnie ją obchodziło. W tym sensie, że nie była zbytnio zaangażowana w cudze sprawy, no chyba że mogłyby stać się pożywką dla wyobraźni. Czy myśmy czytały tę samą książkę? :lol:
Eva del Dolores napisał/a:
Rav, nie lubisz niezrównoważonych nadwrażliwców? Ze mną jakoś się zadajesz, ale fakt, nie widujemy się często

A z której strony Ty jesteś niezrównoważona? Nie zauważyłam jakoś specjalnie ^^ Charlotte przy tym wszystkim nie miała poczucia humoru 8-)

Panna Jeż - 2011-10-13, 16:08

Ach, to musi być to poczucie humoru... 8-)

Dopiero wczoraj zamówiłam w bibliotece, a JUŻ dziś jest do odbioru :] No ale przez stan zdrowia i pracę odbiorę dopiero w poniedziałek :] A może iść ta klątwa na dzieci cudze? Wiesz, mam jedną kandydatkę? ;>

Ravena napisał/a:
Czy myśmy czytały tę samą książkę?

I ja się nad tym zastanawiam :lol:
Generalnie mam dość bezkrytyczne podejście do tematu :] A Charlottę pomszczę jeszcze. Jakoś :evil3:

Ravena - 2011-10-13, 16:09

Eva del Dolores napisał/a:
A może iść ta klątwa na dzieci cudze? Wiesz, mam jedną kandydatkę? ;>

Nawet domyślam się jaką! Możemy pohandlować 8-)

Córka Lavransa - 2011-10-13, 17:31

Eva del Dolores napisał/a:
Ale zjechałyście tak biedną Charlotte, że...

Kto zjechał, kto? Ja tylko napisałam, że neurotyczka... :) A poza tym zjechać nie mogę, bo obawiam się, że w wielu kwestiach jestem do niej bardzo podobna... A zatem - Ravena wypada z kolejki za zjechanie, a ja zaklepuję!! :)
Eva del Dolores napisał/a:
Mam wrażenie że byłą dla sióstr dużym wsparciem.

A wiesz, że ja nie miałam takiego wrażenia. Zajmowała się gospodarstwem, owszem, ale tak poza tym wydaje mi się, że była zbytnio skoncentrowana na sobie. Moim zdaniem wysłuchała tego, co ją interesowało, a na resztę machnęła ręką.

Ravena - 2011-10-14, 20:40

Córka Lavransa napisał/a:
A zatem - Ravena wypada z kolejki za zjechanie, a ja zaklepuję!!

Podstępne działanie, Aguśko! Jak mogłaś, tak niczego niespodziewającej się Wiedźmie tasak w plecy... 8-)
Córka Lavransa napisał/a:
Moim zdaniem wysłuchała tego, co ją interesowało, a na resztę machnęła ręką.

No widzisz, Eve nie tylko ja odniosłam takie wrażenie. A o do Charlotte przeczytawszy Twoje wywody tutaj i w liście, wiem o co Ci chodziło... co jednak nie zwiększa mojej sympatii do tej kobiety. Czasem wychodzi z niej bardzo gwałtowna osoba, w dodatku niezbyt sympatyczna i nietolerancyjna (fragment o katolikach). No i ta chorobliwa nieśmiałość, to ciągłe przełamywanie się w wyjściu do ludzi, ta "dzikość". Rozmowa z nią musiała być mordęgą, każde zdanie wyduś, wyciągnij. w codziennym obejściu też chyba nie była zbyt przyjemną osobą, choć nie odmawiam jej ogromnego przywiązania do rodzeństwa, do sióstr, do brata szczególnie (do niego miała anielską cierpliwość).
A co myślicie o Branwellu? Irytował mnie mocno, ale też było mi go bardzo szkoda, w sumie dość tragiczna postać...

Panna Jeż - 2011-10-14, 20:54

Córka Lavransa napisał/a:
a na resztę machnęła ręką.

No nie mogę się zgodzić. Między rodzeństwem istniała silna więź emocjonalna. Były w znacznym stopniu zamknięte na świat zewnętrzny, ale własne towarzystwo było im niezbędne. Dla Anny Emila była wręcz kimś, za kogo plecami mogła się skryć - jak starsza siostra, którą straszy się łobuzów na podwórku ("Przyjdzie moja siostra i wam dokopie") :-P Takie ja odniosłam wrażenie 8-)

Zastanawiam się, czy nie skserować tej Kraskowskiej. Z jej dostępnością to chyba gorzej niż swego czasu z "Haworth".

Ravena napisał/a:
No i ta chorobliwa nieśmiałość, to ciągłe przełamywanie się w wyjściu do ludzi, ta "dzikość". Rozmowa z nią musiała być mordęgą, każde zdanie wyduś, wyciągnij. w codziennym obejściu też chyba nie była zbyt przyjemną osobą

A tu akurat jestem w stanie ją zrozumieć, powiedziałabym nawet w pełni. Z tym że nie dla każdego taka była, przed bliskimi potrafiła się otworzyć. A nieśmiałość jest naprawdę potężną barierą i najczęściej prowadzi do zasklepiania się w sobie, zdziwaczenia i wywołuje mylny obraz danej osoby w oczach ogółu.

Córka Lavransa - 2011-10-14, 21:13

Eva del Dolores napisał/a:
Zastanawiam się, czy nie skserować tej Kraskowskiej.


Tak, tak, TAK!!! (I oczywiście, nie ja to mówiłam/pisałam, ja, oczywiście brzydzę się piractwem... :-P )

Przede wszystkim wydaje mi się, że każde z rodzeństwa cierpiało na zaawansowaną chorobę psychiczną, która wynikała z długich lat zamknięcia w swoim urojonym świecie. Paradoksalnie, to zamknięcie też było dla nich ratunkiem, miejscem, gdzie mogli jako-tako egzystować. Anna, wywieziona poza dom, umierała w sensie fizycznym. Emilia i Charlotta nie potrafiły nawiązać podstawowego kontaktu z otoczeniem. Branwell wpadł w nałogi.
Z Branwellem mam kłopot, z reguły nie potrafię znaleźć w sobie współczucia dla takich osób, ale pytanie brzmi, czy on miał alternatywę...? Rozejrzyjcie się dziewczyny, ilu jest w Waszym otoczeniu takich "artystów", którym mamusia / nadopiekuńcza siostrzyczka toruje drogę przez życie i umacnia w przekonaniu, że są absolutnie idealni... po prostu ludzie im zazdroszczą.
Myślę, że przy stosunku sióstr do niego Branwell nie miał żadnych szans. Subtelne potępienie Charlotty przyszło za późno, tak czy inaczej, wydaje mi się, że ona właśnie tak potępiała z daleka, ale nie próbowała bliżej zainteresować się problemem. Zresztą, pewnie w ówczesnych czasach nie było takich możliwości, takiej wiedzy, jak mamy dzisiaj, to ją tłumaczy.

Eva del Dolores napisał/a:
Między rodzeństwem istniała silna więź emocjonalna. Były w znacznym stopniu zamknięte na świat zewnętrzny, ale własne towarzystwo było im niezbędne.

Moim zdaniem to właśnie było ich przekleństwo, niestety. Tak, zostawiły po sobie fantastyczną literaturę, ale jako jednostki, jako kobiety, były - wybaczcie określenie - zbukami.
I mam takie uczucie, że "towarzystwo" dotyczyło wyłącznie tej nieszczęsnej, urojonej Gondali, że tak naprawdę, one funkcjonowały we wspólnocie wyłącznie wtedy, kiedy znajdowały się w tym urojonym świecie, krążąc wokół stołu - nota bene, kiedy to sobie wyobrażę, wydaje mi się ta scena upiorną...
W "realu", jakbyśmy to dzisiaj ujęły, siostry żyły zupełnie osobno, budząc się z letargu tylko wtedy, kiedy działo się coś naprawdę poważnego, ergo było już za późno na przeciwdziałanie.

Panna Jeż - 2011-10-14, 21:24

Branwell? Miał to irytujace poczucie własnej wyjątkowości, wyższości nad innymi. Sam z siebie na tę przypadłość podatny + "wsparcie" rodziny. A na koniec chyba nawet ta rodzina przyjęła jego śmierć z pewną ulgą. (Nie sądzicie?)

Córka Lavransa napisał/a:
Przede wszystkim wydaje mi się, że każde z rodzeństwa cierpiało na zaawansowaną chorobę psychiczną, która wynikała z długich lat zamknięcia w swoim urojonym świecie.


Córko, nie owijasz w bawełnę, widzę ^^ Coś w tym jest, choć Anna była chyba pod tym względem najzdrowsza.

I powiem Wam, że w najbliższym czasie przeczytam książkę raz jeszcze, bo mnie denerwujecie :lol:

Ravena - 2011-10-14, 21:35

Eva del Dolores napisał/a:
Coś w tym jest, choć Anna była chyba pod tym względem najzdrowsza.

Anna zdecydowanie była najrozsądniejsza osobą w tym towarzystwie, chyba też najmniej "dziką". Choć też nie uniknęła "rysu Bronte", który u niej ujawnił się w tej nadmiernej żarliwości i religijnej skrupulatności. Jakkolwiek można nawet do pewnego stopnia podziwiać związki Emily z naturą czy szalenie wybujałą wyobraźnię, zgadzam się z Córką - rodzeństwu Gondala w żadnym wypadku nie wyszła na zdrowie, a wyobraźnia zmieniłą się w coś chorobliwego, co zaczęło utrudniać normalne funkcjonowanie. Tak, jakby się od tego uzależnili, wpadli w nałóg, jeszcze jeden powrót do Gondali, jeszcze jedno wejście w świat, w którym udajemy kogoś innego. Nie mówię że to nie w porządku, ale gdy zaczyna dominować nad rzeczywistością, to włącza się dzwonek ostrzegawczy.
A Branwell był chyba w takim samym stopniu "skażony Gondalą", co rozpaczliwie starał się dowieść, że wyobrażenia ojca i sióstr o nim są słuszne. A jeśli od dziecka słyszysz, że jesteś genialny, że dokonasz czegoś wielkiego, że w tobie cała nadzieja... Nic dziwnego, że skończył tak, jak skończył, okrutnie zawiódłszy cudze i własne oczekiwania.

Córka Lavransa - 2011-10-14, 21:35

Eva del Dolores napisał/a:
Anna była chyba pod tym względem najzdrowsza


Ale też i najdelikatniejsza psychicznie, najbardziej uzależniona. Gdyby nie choroba w sensie fizycznym, myślę, że gdyby Anna wyszła za mąż, jako jedyna z sióstr funkcjonowałaby normalnie.
I uprzedzając ewentualne odpowiedzi - tak, pamiętam, że Charlotta wyszła za mąż. Uważam natomiast, że z niewłaściwych pobudek. I wbrew temu, co pisała o tym Przedpełska-Trzeciakowska, nie oceniam tego jej małżeństwa dobrze. Moim zdaniem kochała męża trochę jak Flossy, a nie rozumiała go wcale. Nie było między nimi głębszego związku.

Ravena - 2011-10-14, 21:43

Córka Lavransa napisał/a:
Moim zdaniem kochała męża trochę jak Flossy, a nie rozumiała go wcale. Nie było między nimi głębszego związku.

Coś jak porozumienie stron? Charlotta po prostu "zrobiła partię"? Może też zapragnęła w końcu stabilizacji, a małżeństwo jej to jednak przyniosło, chyba? Widocznie się wyciszyła, przestało nią tak miotać we wszystkie strony.

Córka Lavransa - 2011-10-14, 22:00

Wydaje mi się, że tęskniła za towarzystwem, po prostu... Może się bała umierać sama? To takie prozaiczne, wiem, ale jakoś mi pasuje.
Czy się wyciszyła? Nie sądzę, chyba trochę bardziej otworzyła na świat i skierowała energię gdzie indziej, np. na rodzinę męża (pobyt u nich wzbudził chyba wiele emocji).

Panna Jeż - 2011-10-15, 07:53

Posądziłabym ją może o desperację (chciała mieć happy end w życiu), ale o robienie partii raczej nie. Miała to szczęście, ze wyszła na tym dość dobrze, bo desperacja jest chyba najgorszym z możliwych motywów działania :/ O głębokości związku można by mówić, gdyby potrwał on dłużej. Moim zdaniem byli ze sobą szczęśliwi na tym pierwszym etapie.
Córka Lavransa - 2011-10-20, 21:57

Eva, ja bym się chyba do posądzenia o desperację nie posunęła. Mnie się wydaje, że urzekło ją to, że on żywił do niej uczucie, że ją to ujęło i postanowiła "skrócić jego męki" ;) , tym bardziej, że ojciec się przeciwstawiał - jakie to było romantyczne! A że przy okazji dobrze na tym wyszła, to dlaczego miała się wahać.
Dobrze, że byli w miarę szczęśliwi w tym krótkim pożyciu, bo wydaje mi się, że z czasem te ogromne różnice między nimi zaczęłyby się jeszcze pogłębiać, a uczucie z jego strony powoli wygasać. A tak...? Piękne, choć dramatyczne zakończenie powieści. :)

Aura - 2011-10-21, 12:57

Serce mi się ściskało, kiedy czytałam końcówkę powieści, naprawdę. Zal mi było Charlotte, a chyba jeszcze bardziej jej ojca. Przeżył śmierć żony i sześciorga dzieci. Straszne.

Właściwie dlaczego tak uparcie nie pozwalał na ślub Charlotte? Jakaś chora zazdrosć o córkę? Ponoć tłumaczył, że ten wikary to zbyt kiepska partia, ale to kompletnie nieprzekonujące...

Całe rodzeństwo Bronte było dziwne. Uzdolnieni, z żywą, bujną wyobraźnią, ale kompletnie nie radzili sobie w życiu, zamknęli się w świecie własnej wyobraźni. Chyba zaawansowana fobia społeczna plus może jeszcze kilka zaburzeń. Ale przyznam się, że właśnie dlatego czuję więź z siostrami Bronte :)

Kraskowską czytałam, ale już dawno i nie pamiętam :oops: Niewielka objętościowo, nie powiem, czytało się ją dobrze, ale książka Trzeciakowskiej bardziej mnie poruszyła. Kraskowska zdecydowanie zachowuje dystans do swoich bohaterek.

Córka Lavransa - 2011-10-21, 19:33

Aura napisał/a:
Ponoć tłumaczył, że ten wikary to zbyt kiepska partia, ale to kompletnie nieprzekonujące...

Mnie też to nie przekonało. Jakby nie było, jego córka w owym czasie, choć sławna i chyba dość dobrze sytuowana, była już dość wiekowa, jeśli chodzi o zawieranie małżeństwa. Trochę jej się czas na szukanie kończył...
Biorąc pod uwagę fakt, że ona jedna została mu z całej rodziny, myślę, że po prostu chciał ją zatrzymać przy sobie pod byle jakim pretekstem. Przecież, kiedy już było wiadome, że mąż zamieszka z Charlotte, a nie na odwrót, to nagle zaakceptował zięcia...

Aura napisał/a:
Kraskowska zdecydowanie zachowuje dystans do swoich bohaterek.

To tylko przemawia za tym, żeby przeczytać tę biografię. "Na plebanii w Haworth" jest rzeczywiście poruszające, i dlatego chciałabym spojrzeć na rodzinę Bronte chłodniejszym okiem. :)

Panna Jeż - 2011-10-26, 15:11

Po chwili wahania zabrałam się za Kraskowską. Na razie tylko jeden krótki rozdział. Na samym początku myślałam, że będzie ciężko. Trochę jak praca magisterska - zimno i sucho, ale rozkręca się ^^ Mam wrażenie nawet, że autorka dość... brutalnie wyraża swoje poglądy, zobaczymy, co będzie dalej. Co ciekawe Kraskowska we wstępie odnosi się do pracy Przedpełskiej-Trzeciakowskiej. Oczywiście chwali ją w zwrotach pełnych kurtuazji, ale uważa, że "Haworth" skierowano raczej do czytelnika "posiadającego przynajmniej podstawową znajomość realiów bronteańskich", sama zaś chce trafić do odbiorcy mniej zaangażowanego. Wspomina coś o innej perspektywie... Zobaczymy ^^

Zobaczcie, co napisała o Charlotte:
[...]jej swoiste uzależnienie od pisania, a także otrzymywania listów można postrzegać jako szczególny przypadek psychologiczny, niewątpliwie pozostający w najściślejszym związku ze skryta, a w istocie namiętną naturą autorki "Jane Eyre". Z jej kompleksami na tle domniemanej brzydoty, z trwałym oddaleniem od głównych nurtów życia kulturalnego i towarzyskiego ówczesnej Anglii. Kiedy próbuje ją sobie wyobrazić jako osobę żyjącą w realiach współczesnego nam świata, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w wirtualnej przestrzeni kontaktów międzyludzkich odbywających się za pomocą e-maili i czatów czułaby się jak ryba w wodzie.

Eee, pisałaby nadal tradycyjne listy i udzielałaby się na forach :lol:
Ja z kolei (nadal) "nie mogę oprzeć się wrażeniu", że jesteśmy tym samym "przypadkiem psychologicznym" :lol:

Córka Lavransa - 2011-10-26, 20:58

Eva del Dolores napisał/a:
Mam wrażenie nawet, że autorka dość... brutalnie wyraża swoje poglądy

To mnie tylko zachęca, jak już wspomniałam wcześniej. :) I ogromnie zaciekawia.

Eva del Dolores napisał/a:
Ja z kolei (nadal) "nie mogę oprzeć się wrażeniu", że jesteśmy tym samym "przypadkiem psychologicznym" :lol:

Podczas lektury "Haworth" wydawało mi się, że Charlotte to moja najlepsza przyjaciółka. Ja to raczej Emily. To pewnie ze względu na to bieganie naokoło stołu, z moją przyjaciółką mamy na sumieniu podobne praktyki... :)

Panna Jeż - 2011-10-26, 21:45

Córka Lavransa napisał/a:
I ogromnie zaciekawia.

Bądź cierpliwa i poniechaj zazdrości, to się może doczekasz... czegoś ;)

Na tym etapie za wiele nie mogę powiedzieć, ale będzie mi chyba brakowało tej pasji Przedpełskiej-Trzeciakowskiej ^^

Ravena - 2011-10-27, 12:47

Eva del Dolores napisał/a:
Bądź cierpliwa i poniechaj zazdrości, to się może doczekasz... czegoś

Poczułam się totalnie pominięta :foch:
Córka Lavransa napisał/a:
Podczas lektury "Haworth" wydawało mi się, że Charlotte to moja najlepsza przyjaciółka.

A dla mnie dość irytująca znajoma, za przyjaciółkę widziałabym Annę... :roll:

Panna Jeż - 2011-10-27, 15:28

Ravena napisał/a:
A dla mnie dość irytująca znajoma

:foch: za :foch: :-P

Ravena - 2011-10-27, 17:39

Nie wiem czemu tak do siebie to bierzesz :lol:
A w ogóle wiesz, że sobie życzę rzetelnej, drobiazgowej recenzji z Kraskowskiej, co? :D

Córka Lavransa - 2011-10-27, 19:48

Ja też sobie życzę. Oprócz ksera. :)
I przestańcie :fochać: jedna na drugą, bo dyskusja się nam zrobi monotonna... :)

Panna Jeż - 2011-10-27, 21:42

Ravena napisał/a:
życzę rzetelnej, drobiazgowej recenzji z Kraskowskiej

Dobra, masz tę książkę, wygrałaś. 8-)

Córka Lavransa - 2011-10-27, 22:28

:FOCH: :evil:
Córka Lavransa - 2011-12-23, 21:15

Czytam ponownie "Shirley".
Zastanawiające, że - podczas gdy poprzednio książka nudziła mnie mocno - teraz, po lekturze "Na plebanii w Haworth" połykam ją strona za stroną. Przedpełska-Trzeciakowska okazuje się być nie gorszą wiedźmą od Naszej Zielonej. :)
Przy pierwszej próbie rozmowy pomiędzy Shirley i Caroline, ich rozważania, wydawały mi się zbędne i niczego nie wnoszące. Teraz, kiedy wiem, że Shirley to Emily, a Caroline to Charlotte, ich rozmowy i opinie na różne tematy są dla mnie bardzo ciekawe. :)

Panna Jeż - 2011-12-23, 21:35

Córka Lavransa napisał/a:
Caroline to Charlotte

Caroline to raczej Anna (?), a przynajmniej z biegiem czasu "nabiera coraz więcej cech Anny", jak to zapamiętałam z "Haworth" ^^

Córka Lavransa - 2011-12-23, 21:49

Eva del Dolores napisał/a:
Caroline to raczej Anna (?)

A, to dlatego coś mi nie grało. :-P Jakaś taka za pokorna była... Może dlatego, że bardziej interesuje mnie Shirley-Emily. :)

Panna Jeż - 2011-12-24, 11:53

Dla mnie postać Shirley jest również interesująca, ale taka... niedopisana :lol: Wydawca twierdził, że jest nierealna i chyba się z tym zgodzę, ale wcale nie dlatego, ze jej zachowanie wydaje mi się nieprawdopodobne, a po prostu całość sprawia na mnie wrażenie trochę urwanej z choinki ^^'

Podobało mi się, jak sobie poczynała z wikarymi. ^^

Córka Lavransa - 2011-12-24, 13:46

Eva del Dolores napisał/a:
całość sprawia na mnie wrażenie trochę urwanej z choinki ^^'

To, po pierwsze, bardzo odpowiednio, zważywszy na czas. :P A po drugie, ciekawe, bo mnie się właśnie ona wydaje bardzo naturalną. Ale, jak pisałam już wcześniej, podczas lektury "Na plebanii w Haworth", Emily była mi charakterem najbliższa - może dlatego. :)

@EDIT:
"Shirley" wciągnęła mnie bardzo, porzuciłam dla niej nawet Atwood, ale jedno przyznać tej książce trzeba - tłumacz skutecznie zarżnął tekst. Naprawdę, takie błędy, logiczne, gramatyczne, jakie są w tym przekładzie, moim zdaniem powinny być karalne.

"wibrujący gruchot pani głosu"...? Chciałoby się rzec - WTF? :shock:
Zakładam, że niuńcia tłumaczka nie rozumie różnicy pomiędzy gruchotem a gruchaniem... Ale w takim razie nie powinna tłumaczyć nawet listy zakupów, nie mówiąc o dziełach klasyki światowej.
Koszmar.

Panna Jeż - 2011-12-26, 21:31

Córka Lavransa napisał/a:
tłumacz skutecznie zarżnął tekst.

Zauważam, że to się zdarza coraz częściej. Niektóre z błędów są wręcz żenujące i chyba nawet ja, z moją mierną znajomością angielskiego, bym ich uniknęła ^^'

Czytając "Chłopca z latawcem" wydanego przez Amber zauważyłam z kolei zatrzęsienie litrówek. Korektorzy chyba mocno zakochani byli ^^

Córka Lavransa napisał/a:
A po drugie, ciekawe, bo mnie się właśnie ona wydaje bardzo naturalną


Nie chodzi mi tyle o jej charakter, co wprowadzenie jej do książki. Niby tytułowa bohaterka, a często miałam wrażenie, że wpadła tam co najwyżej na małą kawkę ^^ A co do twojego przywiązania do Emily, rozumiem doskonale, bom się na tej samej zasadzie uczepiła Charlotte.
Córko, pamiętam, że znudził Cię początek powieści. U mnie było na odwrót. Początek wydał mi się dość monotonny wprawdzie, ale obiecujący, a później coraz mniej mi się wszystko podobało. Postać Caroline mnie irytowała i jeśli ma być odzwierciedleniem Anne, to musiałabym najmłodszej siostry Bronte nie lubić. A jednak po "Haworth" darzę ja sympatią :)

Córka Lavransa - 2011-12-26, 23:48

Mnie się w ogóle wydaje, że ten tytuł jest nietrafiony. Gdyby to-to było nazwane inaczej, nikt by nie oczekiwał, że to Shirley ma być główną bohaterką, i byłoby ok. Ona i Caroline są przecież w tej powieści tak naprawdę równoważne - a czasem nawet Caroline wysuwa się naprzód. Nigdy nie miałam wrażenia, że Shirley jest ważniejsza.

Trochę zirytował mnie zabieg z panią Pryor - nie wiem, czy to podświadoma tęsknota Charlotte (Anny?) za matką, ale w sumie dość oklepanie to wyszło. Teraz minęłam stronę 500-tną, pojawił się Louis (to chyba jeden z nielicznych w literaturze przypadków, kiedy bohater romantyczny zjawia się pod sam koniec powieści... :mrgreen: ) i wydaje mi się znacznie ciekawszy od Roberta.
Reakcja Shirley na Louisa jest taka prawdziwa, że aż urocza. :)

Panna Jeż - 2011-12-27, 13:13

Córka Lavransa napisał/a:
i wydaje mi się znacznie ciekawszy od Roberta.


Zdecydowanie. Louis to jeden z ciekawszych mężczyzn w tej książce. Stary Helstone też był dobrze pomyślany, moim zdaniem, ale nie wzbudził mojej sympatii.

A wiesz, że byłam zdziwiona panią Pryor? Nie podejrzewałam, że jest... tym, kim jest <nie spojleruje> :D Ale rzeczywiście sporo w "Shirley" chwytów z tanich romansów :-/

Córka Lavransa - 2011-12-30, 21:04

W "Shirley" jeszcze dziwiły mnie te rozbudowane wątki dzieci. To znaczy, dziwiły, zanim przeczytałam "Na plebanii w Haworth". Naprawdę, to ciągłe wspominanie śmierci Jessie, takie wnikliwe przedstawienie wszystkich dzieci Yorków i potem ten fragment z Martinem, który w zasadzie do niczego nie prowadził (wystarczyłoby, gdyby po prostu siedział kiedyś w tym rowie i zaprowadził Caroline do Moore'a, bez całej tej otoczki), są tam mocno na przyczepkę.
Ravena - 2012-01-12, 21:16

Eva del Dolores napisał/a:
I jeszcze chciałabym przeczytać "Szerokie Morze Sargassowe" - to o wydarzeniach z Jane Eyre z punktu widzenia żony Rochestera.

No właśnie, w Kraskowskiej ta książka była wspomniana, ale to był pierwszy raz, gdy się z tym zetknęłam. Kojarzę taki "Powrót Heithcliffa", a o tym nigdy nie słyszałam. Miałam nawet sprawdzić, czy to w ogóle w okolicach Wiedźmiej Chatki jest dostępne!

Córka Lavransa - 2012-01-12, 21:20

Eva del Dolores napisał/a:
I jeszcze chciałabym przeczytać "Szerokie Morze Sargassowe" - to o wydarzeniach z Jane Eyre z punktu widzenia żony Rochestera. Czytałyście może? Warte uwagi?


Na marginesie "Sióstr" zostawiłam uwagę, że koniecznie muszę to zdobyć i przeczytać. :)
Jeśli nam się uda, znowu będziemy miały o czym pogadać w temacie o Bronte... :)

Ravena - 2012-01-12, 21:24

Córka Lavransa napisał/a:
Jeśli nam się uda, znowu będziemy miały o czym pogadać w temacie o Bronte...

Szukałam choćby w ebooku, okazało się, że powstał film na podstawie powieści!

Panna Jeż - 2012-01-12, 21:45

A nawet serial BBC (?) Oglądałam niedawno tę "JAne Eyre" z 2006 i na zakończenie była zapowiedź chyba właśnie serialu opartego na tej książce.
Córka Lavransa - 2012-01-12, 22:35

To prawda, zapowiadali serial o Bercie, ale nie wiem, czy na podstawie akurat tej powieści.
Poszukam. :)

Może przenieśmy te kilka postów do Bronte... :)

Panna Jeż - 2012-01-12, 22:41

"Wide Sargasso Sea" to chyba to ^^
Córka Lavransa - 2012-01-12, 22:53

http://www.imdb.com/title/tt0828462/
Szukam, szukam...

Do "Dzierżawcy" nie znalazłam napisów. :( Były jedne, ale kompletnie nie pasują. :(

Nieznany - 2012-01-12, 22:57

;-)
Córka Lavransa - 2012-01-12, 23:00

No i proszę. Inteligentny, oczytany, dowcipny. I odgaduje życzenie kobiety, zanim ta je wypowie... :mrgreen:
Nieznany - 2012-01-12, 23:05

Uff... jak dobrze, że to nie o mnie. :hehe: Prawda? :shock:
Córka Lavransa - 2012-01-12, 23:09

Prawda. 8-)

*I tego się trzymajmy, ja chcę jeszcze trochę pożyć.

Nieznany - 2012-01-12, 23:16

No i git.

Jeśli chcesz pożyć każ iść Evie spać, bo jest niewyspana i zmęczona. Inaczej kęsim! :evil:

Panna Jeż - 2012-01-12, 23:18

Nie słuchaj go Córko. On chce się mnie wypchnąć do wyrka, a sam ruszy w tango na forum

To co, jednak film, nie serial? ^^

Przenosiny do offtopu? ^^

Córka Lavransa - 2012-01-12, 23:34

Ja nie przenoszę, to okropnie męczące. :P

Byłam przekonana, że to serial BBC, a to wygląda na półtoragodzinny film telewizyjny. Ale w drugą stronę pomyliłam się przy "Dzierżawcy" - myslałam, że to film, a to trzyodcinkowy serial. Jest zatem równowaga w przyrodzie.

Ciekawe, że w Jane Eyre pan Rochester mówi o swojej żonie "Bertha", a tu występuje "Antoinette"... :?:

Panna Jeż - 2012-01-12, 23:42

W serialu podali, że ona miała na drugie Antoinette ^^
Ravena - 2012-02-19, 20:13

Wczoraj zakończyłam ponowną lekturę "Jane Eyre". Ponowną, ale z kilkuletniego dystansu, więc choć powieść teoretycznie znam, czytanie jej sprawiło mi pewną odkrywczą przyjemność, bo jednak sporo rzeczy umknęło mej pamięci. Pan Rochester jak zawsze świetny, gwałtowny, pełen pasji i cynizmu, Jane nieładna, drobniutka, szara myszka, a tak stanowcza w działaniu i decyzjach. Przeczytawszy opis Berty Rochester mam jeszcze większą, niż dotychczas ochotę na Szerokie Morze Sargassowe, w "Jane Eyre" to głównie zawiedziony mąż opowiada o tej postaci, a z jego opisu wyłania się karykatura, kobieta rozwiązła i pozbawiona uczuć. Na ile jednak ten portret mógłby być prawdziwy, na ile przefiltrowany przez gniew, złość i w końcu nienawiść? Berta to jeden z niewykorzystanych przez Charlotte potencjałów i ciekawa jestem jak sobie z tym poradziła inna pisarka?
Co jeszcze ciekawe, nie pamiętam by przy poprzedniej lekturze, taką antypatię, jak teraz wzbudził we mnie St John. Cóż za okropna figura! I jakież mistrzostwo pióra u Charlotte, oddać postać, która teoretycznie wzniosła, wzór cnót i zalet, potrafi budzić co najmniej niechęć! Co za despotyzm w otoczce szlachectwa! Nieuchronnie nasuwa się porównanie St Johna i Rochestera... Jak zdecydowanie wolę tego drugiego o gwałtownym charakterze, splamionego niejedną skazą, ale mimo wszystko bardziej przystępnego niż ta zimna ryba St John. Mam wrażenie, ze Rochester choć gwałtowny nigdy nie potrafiłby być tak na zimno okrutny i bezwzględny jak Rivers.

Córka Lavransa - 2012-02-19, 20:48

Ravena napisał/a:
mam jeszcze większą, niż dotychczas ochotę na Szerokie Morze Sargassowe

Ja tez mam ogromną, niestety w bibliotekach mojego cudownego miasta go nie uświadczysz. :-/

Ravena napisał/a:
taką antypatię, jak teraz wzbudził we mnie St John. Cóż za okropna figura!

To prawda, był okropny. Ideał zresztą wyłącznie w teorii, moim zdaniem mnóstwo w nim było pychy i cynizmu.

Ravena napisał/a:
zdecydowanie wolę tego drugiego o gwałtownym charakterze, splamionego niejedną skazą,

Kobiety kochają drani. :-P

Ravena - 2012-02-19, 20:57

Ale łączy obydwu panów jeden rys: arogancja. Obaj przekonani są, że mogą wpływać na Jane jak chcą, a ona bezwolnie podąży za nimi, cokolwiek postanowią, jakąkolwiek decyzję podejmą. Wydaje mi się, że żaden z nich nie odważyłby się na podobne ruchy, przynajmniej nie tak otwarcie, gdyby Jane była pięknością. Wówczas liczono by się z nią trochę bardziej, ale brzydka guwernantka czy nauczycielka w wiejskiej szkole, ach w ogóle kobieta! Któż by pytał, jaki ona ma pogląd na sprawę, jakie sądy, a nie daj Boże, jakie zamierzenia! ^^
Córka Lavransa - 2012-02-19, 21:01

Ravena napisał/a:
gdyby Jane była pięknością

Hm... No nie wiem. Gdyby była bogata - na pewno. Gdyby była mężczyzną - oczywiście. Ale - pięknością...? Blanche Ingram była piękna i wszyscy podziwiali jej urodę, ale tak naprawdę nikt nie zwracał uwagi na to, co ma do powiedzenia... a pan Rochester najmniej. ;-)

Ravena - 2012-02-19, 21:06

Rochesterowi nazbyt przypominała Bertę, więc to oczywiste. Reszta jednak pragnęła jej uwagi, biegli spełniać jej życzenia na wyprzódki, więc chyba jednak zwracano? A że ona sama po prostu ignorowała wszystkich z wyjątkiem Rochestera...
St John w ogóle nie liczył się z niczyją opinią, gdy uznał, że jego racje są najświętsze, myślę jednak, że osobę takiej urody jak panna Olivier potraktowałby nieco łagodniej?

Córka Lavransa - 2012-02-19, 21:24

Ravena napisał/a:
biegli spełniać jej życzenia na wyprzódki, więc chyba jednak zwracano

Tak, kiedy prosiła o kolejny kawałek ciasta... Myślę jednak, że gdyby próbowała wypowiedzieć się w kwestii bieżącej polityki międzynarodowej, zostałoby to przyjęte ze zdumieniem, irytacją... z niechęcią. Kobiety, ładne czy brzydkie, nie od tego wtedy były. :)

Ravena napisał/a:
osobę takiej urody jak panna Olivier potraktowałby nieco łagodniej?

To ta, która była w nim zakochana...? Jeśli tak, to potraktował ją dokładnie tak samo, choć odwrotnie niż Jane - ona chciała wyjść za niego za mąż, a on ją zupełnie zignorował, bo nie pasowała do jego planów. :D

Panna Jeż - 2012-03-04, 19:29

Przeczytałam "Szerokie Morze Sargassowe". W jeden wieczór - 200 stron, wydanie kieszonkowe, czcionka niemała - czytało się błyskawicznie i... podobało mi się. Bardzo ciekawa perspektywa. Książka dzieli się na 3 części. Pierwsza obejmuje dzieciństwo Antoinette (Berthy), druga jej małżeństwo z Rochesterem, a trzecia pobyt w Thornfield Hall. A w zasadzie epizody z tych okresów, bo nie ma ciągłości chronologicznej. Między poszczególnymi etapami są duże luki i jedynie to mi chyba przeszkadzało. Trzecia część jest bardzo krótka, raptem dwadzieścia stron, a ten okres wydaje mi się bardzo interesujący - nie ma nic na temat tego, jaki Bertha miała stosunek do Jane. Może autorka chciała uniknąć porównań do Charlotte Bronte i celowo nie wkraczało już na jej "podwórko". Zastosowano tu narrację pierwszoosobową z punktu widzenia Berthy lub Rochestera. Generalnie styl pisania, choć niepodobny do autorki "Jane Eyre", jest dobry, podobał mi się. Jak dla mnie powieść stanowi odrębną całość i nie doszukiwałam się nawet podobieństw między pisarkami. U Tennant raziło mnie to, że stara się pisać jak Austen, ale jej nie wychodzi. Tu jakoś nie miałam wrażenia, że coś jest pisane na siłę.

No ale co do samej treści, Rhys przedstawiła historię żony Rochestera tak jak i ja bym ją sobie wyobraziła. W tym świetle Antioinette jest raczej ofiarą niesprawiedliwości i uprzedzeń niż nieobliczalnym potworem. Trudne dzieciństwo, niewiele miłości, nienawiść otoczenia i niewielu przyjaciół. Trafia jej się w końcu zaaranżowane małżeństwo, którego nie pragnie, ale godzi się na nie, zmanipulowana przez przyrodniego brata. Mimo wszystko stara się za wszelką cenę dać szczęście swemu małżonkowi. Ten jednak jej nie kocha, nie ufa jej i daje wiarę oszczerstwom. Dodatkowo w całej sytuacji uważa się za jedynego poszkodowanego, przypisuje małżonce zdradę i kłamstwo, sam nie będąc względem niej w porządku... Doprowadza ją do szaleństwa, a na koniec odbiera to, co dla niej najcenniejsze... Odbiera jej nawet imię. Nazywa ją Berthą, choć miała na imię Antoinette. Na moje oko nie wiadomo do końca, czy zachowanie Berthy wynikało z rzeczywistej choroby psychicznej. Raczej to połączenie poczucia krzywdy, które przerodziło się w końcu w nienawiść, desperacji, wyobcowania, reakcja na niesprawiedliwość, przymusową izolację... Dodatkowo pewnie faszerowali ją jakimiś lekami. Całkiem zdrowy człowiek w takich warunkach mógłby zwariować.

Tak się rzeczy mają w wersji Jean Rhys. U Charlotte Bronte chyba jednak mamy do czynienia z dziką bestią. W sumie ciekawe, jak ona by przedstawiła sprawę.

Jestem ciekawa, jakie Wy miałybyście wrażenia po lekturze. Polecam.

Córka Lavransa - 2012-03-04, 21:13

Dla mnie Rhys niestety jest w tej chwili niedostępna. Spróbuję ją jakoś zdobyć, tym bardziej, że polecasz. :)
Panna Jeż - 2012-03-05, 08:46

Tym razem kserowania nie proponuję, bo to stary klejony egzemplarz. Rozwaliłby się na 100%. Rozpoczęłam polowanie na allegro, ale ani widu ani słychu :(
Córka Lavransa - 2012-03-05, 14:26

Nie, nie ma, mówiłam Ci już. Ostatni, jaki widziałam, to była wersja angielska w stanie mocno naruszonym, za kwotę - bagatela! - ponad 60 zł. :-/
Aura - 2012-03-06, 13:29

Eva del Dolores napisał/a:
Nazywa ją Berthą, choć miała na imię Antoinette.

A u Bronte tak było? Przyznaję, że nie pamiętam imienia żony Rochestera :oops:

Panna Jeż - 2012-03-06, 14:04

Z tego, co kojarzę, było w "Jane Eyre" wspomniane jedynie imię Bertha. Antoinette i cała ta zmiana imienia to chyba idea Rhys. Ja przynajmniej nie kojarzę czegoś takiego z książki ^^
Córka Lavransa - 2012-03-06, 21:04

W "Jane Eyre", kiedy ceremonia ślubna Jane i Rochestera zostaje przerwana, jest wspomniane, że jest on małżonkiem Berthy Antoinette Mason. Zatem są wymienione oba imiona, i to w kolejności podawanej przez Rochestera - tak więc powinna ich była również używać podczas ich własnego ślubu. :)
Panna Jeż - 2012-03-06, 22:00

Ach, no widzisz, nie pamiętałam już tego. W każdym bądź razie, w "Morzu" nie używała imienia Bertha i nie podobało jej się, że Rochester zwraca się do niej w ten sposób ^^ Widać autorka chciała podkreślić przez to, że pan R. nie liczył się z uczuciami żony.
Córka Lavransa - 2012-06-09, 21:24

Przeczytałam - nie, zmęczyłam - "Villette" Charlotte Bronte.
Nie wiem, co za poroniony umysł uznał tę powieść za lepszą od "Jane Eyre". W mojej skromnej opinii jest koszmarnie nudna i przegadana. Nie polubiłam żadnego z bohaterów. Lucy Snowe jest tak nijaka, a przy tym tak wyprana z jakichkolwiek emocji, że miałam ochotę złapać ją za kark i wytrzaskać po pysku - żeby sprawdzić, czy jest w stanie wykrzesać z siebie choć grymas. Monsieur Paul - nazywany na co drugiej stronie "małym człowieczkiem", co daje mi obraz czegoś na kształt breloczka, pałętającego się stale przy głównej heroinie złośliwego ratlerka - jest płytkim histerykiem, przewrażliwionym na własnym punkcie do granic obłędu. Panny, Ginewra i Paulina, to tępe lalki, przy czym pierwsza przynajmniej jest w tym szczera, podczas gdy druga jest nadęta jak krowie wymię przed dojem. Swoją drogą, Bronte musiała mieć jakąś obsesję na temat rozmiaru, bo Paulina Home to też jakaś niewydarzona karlica.
Nie dzieje się nic. Snują się po tej pensji (o, żeby choć o szkole coś było, ale nie, tego też na lekarstwo), trują o kokardkach, listach, jedzeniu. Tu idą do teatru, tu siedzą przy piecu. I nic z tego nie wynika. Nawet wątek demonicznej zakonnicy jest tak spłycony i rozmyty w tym gadulstwie, że trudno się nim zająć.
Wymęczyłam do zakończenia, które nie interesowało mnie zupełnie, tak dalece obojętni mi byli wszyscy bohaterowie powieści. I pomyśleć - o, zgrozo! - że o mało tego "dzieła" nie kupiłam... :shock:

Córka Lavransa - 2012-08-12, 20:23

Mam za sobą "Agnes Grey" Anny Bronte.
W odróżnieniu od dzieł sławnych sióstr, które czerpały inspiracje z licznych opowieści, jakimi raczyło je otoczenie, Anna napisała "Agnes Grey" na podstawie swoich skromnych doświadczeń życiowych. Opisała w powieści dwie rodziny, przy których miała okazję - i nieszczęście - otrzymać posadę guwernantki. Przeżycia dziewczyny rzeczywiście były traumatyczne, tym bardziej że wcześniejsze lata życia nie przygotowały jej na takie próby.
Spoiler:
Anna dopisała dla swojej bohaterki szczęśliwe zakończenie, Agnes wychodzi za mąż za ukochanego i rodzi trójkę udanych dzieci.
Ten dopisek na końcu, zamknięcie historii, jest dla mnie najsmutniejszy. Ciekawa jestem, czy tego Anna pragnęła dla siebie, a nie było jej to dane. Pewnie tak. I dlatego, zamiast cieszyć się z powodu Agnes, jest mi smutno z powodu Anny...

Ravena - 2012-08-14, 10:23

Tym razem nie napisałaś ani słóweczka na temat tłumaczenia. Rozumiem, że nie ma zastrzeżeń? ^^
Córka Lavransa - 2012-08-14, 13:20

Tym razem zaiste nie. :) Muszę sprawdzić, czy to ten sam zestaw ludzi, co przy "Shirley", ale wątpię, bo te dwie książki to ziemia i niebo.
Czyta się przyjemnie, nie ma błędów. Jedna nieco śmieszna sprawa - rozmawiając z jedną z wieśniaczek, wikary używa formy "wy", co samo w sobie jest normalne, ale kiedy cała, dość długa wypowiedź jest tak skonstruowana, czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy on się zwraca tylko do niej, czy do całej wsi. :)
Zdziwiło mnie to do tego stopnia, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinno być np.: "Mario, wiedzieliście, że nie powinnaś tego czynić", zamiast "Mario, wiedziałyście, że nie powinnyście tego czynić". Zgubiłam się w tych rozważaniach. Wiedźmo, co Ty na to?

Ravena - 2012-08-14, 13:47

Córka Lavransa napisał/a:
Zgubiłam się w tych rozważaniach. Wiedźmo, co Ty na to?

A toś mi zabiła... I to w taki dzień! Podumam ^^

domi - 2012-08-14, 17:11

chyba mam dwie książki do nadrobienia, które wyszły w tym roku u nas..wrrr :)
domi - 2012-08-14, 17:11

bo jeszcze : "Lokatorka Wildfell Hall"
Córka Lavransa - 2012-08-14, 20:11

Sprawdziłam:
"Shirley" - tłumaczenie: Magdalena Hume; korekta - Baltazar;
"Agnes Grey" - tłumaczenie: Magdalena Hume; korekta - Michał Borun.
Wnioski - pani Hume jest mocno na bakier z gramatyką polską, pan Baltazar albo nie czytał, albo również, za to pan Borun heroicznie naprostował tekst, ale poległ w tym samym miejscu, co ja, czyli na formie "wy".

Informacja dla zainteresowanych:
w zapowiedziach na końcu "Agnes Grey" jest również "Profesor". :)

Ravena - 2012-08-15, 13:23

Córka Lavransa napisał/a:
w zapowiedziach na końcu "Agnes Grey" jest również "Profesor". :)

Znaczy się, Eva nie będzie Cię męczyć już więcej... Heh, ktoś tu ma szczęście :P
Przemyślałam sobie te karkołomne konstrukcje "wyście" i nie doszłam do żadnych konstruktywnych wniosków. Podsunę zdanie znajomej lingwistce, ona się lubi bawić w takie niuanse, więc może coś orzeknie ;)

Córka Lavransa - 2012-08-15, 19:52

Ravena napisał/a:
Znaczy się, Eva nie będzie Cię męczyć już więcej... Heh, ktoś tu ma szczęście :P

Zapowiedziała, że nie przeczyta. Okrutna, jak to kobieta... :D

Ravena napisał/a:
Podsunę zdanie znajomej lingwistce

Dzięki, dobry człowieku. Koniecznie donieś, jaki wynik, bo dziś znowu mnie to męczyło. :)

Procella - 2012-08-16, 07:48

Córka Lavransa napisał/a:
Zdziwiło mnie to do tego stopnia, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinno być np.: "Mario, wiedzieliście, że nie powinnaś tego czynić", zamiast "Mario, wiedziałyście, że nie powinnyście tego czynić".

Powinno być "wiedzieliście".

Córka Lavransa - 2012-08-16, 14:56

To z pewnością, ale chodzi mi też o resztę zdania - czy ona zachowuje liczbę mnogą? bo jak on tak przemawia całą stronę, to się człowiek zaczyna zastanawiać, do kogo on właściwie mówi...
Aura - 2013-03-21, 17:44

Czytam właśnie Shirley, ale jak dotąd zachwycona nie jestem. "Jane Eyre" podobała mi się bardzo, a do tej książki nie wiem, czy się przekonam. Mam wrażenie, że jest zanadto rozwlekła :-| Bohaterowie ględzą i ględzą. Właśnie poznałam Shirley i wydała się całkiem przyjemną postacią, za to do tej drugiej nie mogę się przekonać. Chyba nie odpowiada mi klimat - fabryki, robotnicy, powiew industrializacji. Nie ma to jak ziemiańskie dworki ;)
Ravena - 2013-03-21, 19:41

Ale nie jesteś pierwszą osobą, od której słyszę, że "Shirley" niespecjalnie "podchodzi". Dlatego włąśnie zostawiłam ja sobie na koniec, wcześniej zaklepałam sobie "Profesora" i "Agnes Gre".
A propos sióstr Bronte. Na LC obiła mi się o oczy zapowiedź ksiażki "Charlotte Bronte i jej siostry śpiące" też wydawnictwa MG, które teraz wzięło się za wydawanie klasyki XIX-wiecznej prozy angielskiej, także pani Gaskell. Na blogu Bookownia znalazłam taką informację:
Cytat:
Dla fanów (choć nie tylko) “Dziwnych losów Jane Eyre”, czy “Wichrowych wzgórz” pojawi się ciekawa książka autorstwa Eryka Ostrowskiego. Będzie to monografia Charlotte Brontë pt. “Charlotte Brontë i jej siostry śpiące“, opublikowana w okresie letnim przez wydawnictwo MG. Nie bez przypadku wymieniłam wcześniej tytuł nie napisany przez Charlottę, czyli “Wichrowe wzgórza”, gdyż Ostrowski będzie udowadniał, że to właśnie ona jest autorką wszystkich książek słynnego pisarskiego tria sióstr.

Procella - 2013-03-21, 22:15

Ravena napisał/a:
Ale nie jesteś pierwszą osobą, od której słyszę, że "Shirley" niespecjalnie "podchodzi". Dlatego włąśnie zostawiłam ja sobie na koniec, wcześniej zaklepałam sobie "Profesora" i "Agnes Gre".

Mnie "Shirley" czytało się całkiem nieźle, choć faktycznie (o ile dobrze pamiętam - czytałam jeszcze w liceum, czyli dość dawno, to była jedna z pierwszych moich książek po angielsku, pożyczona od nauczycielki :mrgreen: ) odrobinę przegadana. "Profesor" na pewno jest słabszy, najsłabszy chyba z dorobku sióstr. Za to krótki ;)

Aura - 2013-03-22, 12:51

Charlotee miałaby być autorką wszystkich tych książek? Dziwne, niby dlaczego w takim razie nie wydała ich pod swoim nazwiskiem? :-|
Dokończę "Shirley" i wtedy wystawię opinię :mrgreen:
Bardzo jestem ciekawa książek Anny : )

Córka Lavransa - 2013-03-22, 13:07

Ravena napisał/a:
Nie bez przypadku wymieniłam wcześniej tytuł nie napisany przez Charlottę, czyli “Wichrowe wzgórza”, gdyż Ostrowski będzie udowadniał, że to właśnie ona jest autorką wszystkich książek słynnego pisarskiego tria sióstr.


A mnie by to chyba nie zdziwiło... Chętnie, bardzo chętnie przeczytam.

Aura - 2013-03-23, 16:21

Dlaczego Cię to nie dziwi? :->
Córka Lavransa - 2013-03-23, 23:39

Może dlatego, że siostry były ze sobą bardzo zżyte i funkcjonowały niemalże jako jeden organizm. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby Charlotte - jako jedyna pisząca - obdzieliła siostry swoimi utworami według upodobań swoich czy ich, po to, żeby dzieliły z nią kolejne przeżycie.
Może miały jakiś wpływ na to, co pisała, może podsuwały wątki, rozwiązania, pomysły. Ale wydaje mi się prawdopodobne, że faktycznie pisała tylko ona.

Panna Jeż - 2013-06-06, 20:17

Nie przeczytałam jeszcze ani jednej z powieści Anne, Profesor wciąż leży na półce w księgarni... Naprawdę źle się ze mną dzieje!

Za to obejrzałam jakiś czas temu ekranizację Jane Eyre z Mią Wasikowską... i sama nie wiem, jakie mam o niej zdanie. Bardzo nijaka, ot. Jednak wersja odcinkowa BBC z Ruth Wilson, to jest moje TO.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2013-07-26, 18:19

Ravena napisał/a:
Na LC obiła mi się o oczy zapowiedź ksiażki "Charlotte Bronte i jej siostry śpiące"


Wczoraj w radiowej Dwójce była audycja radiowa, której gościem był bohater tej książki. Dość ciekawie opowiadał. Stawia w swojej książce tezę jakoby to Charlotte była najbardziej zaradną z całego rodzeństwa i to ona była autorem dzieł rodzeństwa. Twierdził, że styl, tematyka tych dzieł są bardzo podobne. Że nie zachowały się rękopisy większości dzieł i trudno zweryfikować bezpośrednio kto to napisał.

Zainteresował mnie nawet. :)

Panna Jeż - 2013-07-26, 20:19

Nie, nie wierzę. Nie zagłębiając się w żadne analizy, "Wichrowe wzgórza" są zupełnie inne w odbiorze niż np. "Jane Eyre". Tematyka może i podobna, bo autorki były sobie bliskie i czerpały z doświadczeń własnych i otoczenia. Nieee...
Deina Eldathiel - 2013-07-30, 08:41

Toż na pierwszy rzut oka i ucha widać, że styl "Wichrowych..." i "Jane..." jest zupełnie, zupełnie różny.
Aura - 2013-08-07, 10:21

Też w to nie wierzę. Z ich biografii wynika, że wszystkie były utalentowane literacko i pisały od dzieciństwa, więc trochę dziwne jest uważanie, że tylko Charlotte była autorką książek :-|
Siostry były do siebie podobne, większość życia spędziły razem, miały podobne doświadczenia, więc ich książki mogą być podobne.
Charlotte była najbardziej zaradna, może to ona doprowadziła do wydania ich powieści. Możliwe, że pomagały sobie w pisaniu, poprawiały rękopisy, ale nie uwierzę, że tylko Charlotte pisała :P

Aura - 2013-11-19, 18:31

Przeczytałąm "Ch. Bronte i jej siostry śpiące" i nie wiem co myśleć : P
To, co piszę Autor, brzmi bardzo sensownie. Szczególnie dało mi do myślenia to, że nie ma dowodów na to, żeby Emily i Anne cokolwiek pisały - oprócz słów Charlotte, to, że przyjaciele Branwella twierdzili, że to on jest autorem "Wichrowych Wzgórz" i że nie ma żadnych rękopisów.
To ma sens. Niektórzy dostrzegają jednak indywidualne różnice w stylu, choć przyznam, że za mało wiem o twórczości sióstr (siostry?), żeby zająć jakieś stanowisko w tej sprawie.
Bardzo ciekawa historia.
Dodam jeszcze, że Autor naprawdę się przyłożył, praca jest świetna, mnóstwo wątków poruszonych, fotografie, historie itd. Jestem pod wrażeniem. Przeszkadzał mi tylko dość napuszony styl Autora plus jego uwielbienie dla Bronte i co chwilę powtarzane zachwyty nad arcydziełami i arcydoskonałym pisarstwem były trochę irytujące.
Jeśli zdjęcie sióstr jest prawdziwe, to nie rozumiem, dlaczego Charlotte tak rozpaczała nad swoją brzydotą. Na tym zdjęciu wydaje się naprawdę ładną kobietą, o takiej ciekawej, chmurnej urodzie.

Czytam teraz "Lokatorkę Wildfell Hall" i przyznam, że utknęłam. Znacznie lepsza w odbiorze niż "Shirley", której nie skończyłam, ale... główny bohater jest wkurzająco natrętny z tym swoim łażeniem za bohaterką, ona też mnie denerwuje, niby go chce, a niby nie ^^ I pomyśleć, że kiedyś chyba ta bohaterka była wzorem emancypacji... :/

Radament - 2013-11-19, 20:21

Aura napisał/a:
Jeśli zdjęcie sióstr jest prawdziwe, to nie rozumiem, dlaczego Charlotte tak rozpaczała nad swoją brzydotą. Na tym zdjęciu wydaje się naprawdę ładną kobietą, o takiej ciekawej, chmurnej urodzie.

kompleksy i takie tam. Myślę, że jest masa przykładów, kiedy dziewczyny, ba kobiety, nie doceniają swojej urody.

Córka Lavransa - 2013-11-19, 20:48

Aura napisał/a:
Przeszkadzał mi tylko dość napuszony styl Autora plus jego uwielbienie dla Bronte i co chwilę powtarzane zachwyty nad arcydziełami i arcydoskonałym pisarstwem były trochę irytujące.

To rzeczywiście może trochę irytować, ale mnie się dobrze komponowało z egzaltowanym stylem twórczości Charlotte. ;)

Aura napisał/a:
Jeśli zdjęcie sióstr jest prawdziwe, to nie rozumiem, dlaczego Charlotte tak rozpaczała nad swoją brzydotą. Na tym zdjęciu wydaje się naprawdę ładną kobietą, o takiej ciekawej, chmurnej urodzie.

Mnie się wydała zaciętą furiatką. Siostry zdecydowanie ładniejsze... Jak widać, kwestia gustu, natomiast Charlotte chyba po prostu odbiegała mocno od ówczesnego kanonu. Teraz zakompleksione dziewojki, jeśli nie wyglądają jak ten ohydny wieszak Rubik, też potrafią nieźle rozpaczać, podczas gdy naprawdę nie ma nad czym. :-D

Aura napisał/a:
Czytam teraz "Lokatorkę Wildfell Hall"

Nie czytałam jeszcze. Ale muszę przyznać, że po lekturze "Sióstr śpiących" mam wielką ochotę na ponowną lekturę "Villette", które mi się w ogóle nie podobało, "Wichrowych wzgórz", "Profesora" i "Lokatorki". Ot tak, z nowymi koncepcjami świeżo w pamięci.

Aura - 2013-11-27, 14:29

Na tym zdjęciu siostry są słabo widoczne, bo zamiast patrzeć w obiektyw, to one wpatrują się w Charlotte :) Wszystko kręciło się wokół niej... Myślałam, że Anne była ładniejsza, po tych opiniach, że była jedyną ładną z sióstr, a na tym zdjęciu w ogóle nie przypadła mi do gustu. Widać faktycznie, są gusta i guściki.
Inna sprawa, że ówczesne dziwaczne, przylizane fryzury i workowate suknie też niezbyt pomagały w podkreślaniu urody ;)

Charlotte chyba rzeczywiście była zaciętą furiatką. Bez wątpienia miała silną osobowość, ale nie wydała mi się sympatyczna, raczej irytująca i odpychająca. Chociaż i tak w pewnym stopniu ją lubię.

Nadal nie mogę pokonać "Lokatorki..." I szczerze mówić do mnie pisanie Bronte nie za bardzo przemawia. Bardzo podobała mi się "Jane Eyre" - tak, egzaltowane, ale ile w tym namiętności! I po prostu, przypadła mi ta książka do gustu. "Wichrowe Wzgórza" też są interesujące, ale to "nie moja" książka, zbyt ciężka jak dla mnie. Pozostałe - zwyczajnie mi się nie spodobały. "Villette" jeszcze jeszcze, zrobiła na mnie wrażenie książki napisanej z sposób bardzo szczery, ale Lucy Snowe była męcząca, a pozostali bohaterowie jacyś papierowi... "Shirley" tylko wynudziła (choć tytułową bohaterkę, która pojawia się w połowie książki, polubiłam :) ), a "Lokatorka" drażni.
Chyba muszę oczyścić umysł, wziąć poprawkę na to, w jakich czasach te utwory powstały i dopiero wtedy dokończyć "Lokatorkę".
Agnes Grey może mi się spodobać, ale Profesor prawdopodobnie nie. Zobaczymy.

Żadne więc ze mnie bronteanka. Widać nie dla mnie wzniosłe, burzliwe emocje, bliższy mi słodki szczebiot Jane Austen XD

Swoją drogą, całe rodzeństwo Bronte dziś kwalifikowałoby się na wieloletnie terapie u psychologów i psychiatrów. Można się u nich dopatrzyć fobii społecznej, depresji, urojeń, uzależnień od używek... Chociaż biorąc pod uwagę historię rodziny, miejsce zamieszkania - przy cmentarzu, w odludnej wiosce pełnej dziwnych typów, można ich w dużym stopniu zrozumieć...

Radament - 2013-11-28, 02:06

Cytat:
Swoją drogą, całe rodzeństwo Bronte dziś kwalifikowałoby się na wieloletnie terapie u psychologów i psychiatrów. Można się u nich dopatrzyć fobii społecznej, depresji, urojeń, uzależnień od używek... Chociaż biorąc pod uwagę historię rodziny, miejsce zamieszkania - przy cmentarzu, w odludnej wiosce pełnej dziwnych typów, można ich w dużym stopniu zrozumieć...

A kto teraz nie kwalifikuje się na terapię... xD

Aura - 2013-11-28, 14:10

Wszyscy się kwalifikują, ale tej rodzince naprawdę był potrzebny terapeuta ;)
Z drugiej strony, gdyby mieli zdrowszą psychikę, to pewnie nie pisaliby takich książek :cry:

Córka Lavransa - 2013-11-28, 22:22

Aura napisał/a:
Inna sprawa, że ówczesne dziwaczne, przylizane fryzury i workowate suknie też niezbyt pomagały w podkreślaniu urody ;)


Mnie się akurat ten styl bardzo podobał.



Wcale nie uważam, żeby ta suknia była "workowata". :lol:

Oczywiście, masz rację, że są gusta i guściki. :)

Aura napisał/a:
nie wydała mi się sympatyczna, raczej irytująca i odpychająca

Zgadzam się. Z tym, że ja jej nie polubiłam ani trochę.

Aura napisał/a:
Swoją drogą, całe rodzeństwo Bronte dziś kwalifikowałoby się na wieloletnie terapie u psychologów i psychiatrów. Można się u nich dopatrzyć fobii społecznej, depresji, urojeń, uzależnień od używek... Chociaż biorąc pod uwagę historię rodziny, miejsce zamieszkania - przy cmentarzu, w odludnej wiosce pełnej dziwnych typów, można ich w dużym stopniu zrozumieć...

Zawsze to mówiłam... ;)

Aura - 2013-11-29, 17:06

Ta suknia jest ładna, ale jestem pewna, że w innym kostiumowym serialu widziałam już znacznie mniej ciekawe kreacje. Pewnie zależy od okresu, o którym mowa :) Fryzury też różnie, nie podoba mi się fryzura Anny ze zdjęcia, właśnie takie przylizane włosy i niefajne upięcie nad uszami.
Córka Lavransa - 2013-11-29, 21:49

Aura napisał/a:
nie podoba mi się fryzura Anny ze zdjęcia

Jacy różni są ludzie. :) Mnie się właśnie fryzura Anne podoba najbardziej, wyraźny przedziałek i ładnie zaplecione warkocze. Charlotte wygląda, jakby jej ptaszysko narobiło na głowę - i z tych ulizanych fal, i z tego wyrazu twarzy. Najmniej widać Emily, ale się przynajmniej trochę uśmiecha, obejmuje Anne - wygląda na miłą osobę.

Aura - 2013-11-30, 16:18

Ale wyglądają inaczej niż na portretach :shock: To mnie chyba zaskoczyło najbardziej. Dobrze, że odnaleziono to zdjęcie. I szkoda, że tylko jedno :-/

Bardzo chciałabym, żeby wyjaśniła się zagadka autorstwa książek. Kto wie, może kiedyś odnajdzie się list Emily lub Anne zawierający zdanie np. "Nie do wiary, krytycy chyba naprawdę uwierzyli, że to ja napisałam Agnes Grey, a nie Charlotte!". Takie tam marzenia : P

Córka Lavransa - 2013-12-01, 23:43

Aura napisał/a:
Dobrze, że odnaleziono to zdjęcie.

Tylko że chyba nie wiadomo na pewno, że to one. :) Ale miło w to wierzyć. :)

Córka Lavransa - 2014-04-03, 11:52

Mam pytanie.
Przyciąga oko moje to wydanie:
Jane Eyre. Autobiografia
Czy ktoś wie, jakie jest tłumaczenie? To znaczy, widzę, że spłodziła je Teresa Świderska, ale czy ono jest nowe, czy jest dobre?
Ja czytałam Jane Eyre wydaną chyba przed potopem i mam sentyment do tamtego tłumaczenia, oczywiście nie wiem, czyjego... I teraz nie wiem, czy kupić...

Ravena - 2014-04-03, 15:08

Możesz zapewne spokojnie nabyć. Stare wydanie "Dziwnych losów Jane Eyre" też tłumaczyła Świderska ^^
Córka Lavransa - 2014-04-03, 17:25

Dziękuję za potwierdzenie, Wiedźmo. :)
Uruchomiłam serię rozmów telefonicznych, żeby ustalić, które to tłumaczenie mi się spodobało. Rezultat?
a) było to tłumaczenie Świderskiej;
b) najkorzystniejsza z możliwych reakcja, czyli - "A po co masz kupować, przecież ja ci mogę oddać tę moją...".
Co oznacza tyle, że mogę sobie kupić KOLEJNĄ Bronte... Albo może Gaskell... :evil2:

Córka Lavransa - 2014-09-04, 20:13

Mam za sobą lekturę "Szerokiego Morza Sargassowego" Jean Rhys. Wrzucę opinię tutaj, bo to tutaj pojawił się ten temat i w zasadzie chyba słusznie.

Na wstępie cytat z boskiej Evy, która pięknie podsumowała powieść:
Eva del Dolores napisał/a:
Przeczytałam "Szerokie Morze Sargassowe". W jeden wieczór - 200 stron, wydanie kieszonkowe, czcionka niemała - czytało się błyskawicznie i... podobało mi się. Bardzo ciekawa perspektywa. Książka dzieli się na 3 części. Pierwsza obejmuje dzieciństwo Antoinette (Berthy), druga jej małżeństwo z Rochesterem, a trzecia pobyt w Thornfield Hall. A w zasadzie epizody z tych okresów, bo nie ma ciągłości chronologicznej. Między poszczególnymi etapami są duże luki i jedynie to mi chyba przeszkadzało. Trzecia część jest bardzo krótka, raptem dwadzieścia stron, a ten okres wydaje mi się bardzo interesujący - nie ma nic na temat tego, jaki Bertha miała stosunek do Jane. Może autorka chciała uniknąć porównań do Charlotte Bronte i celowo nie wkraczało już na jej "podwórko". Zastosowano tu narrację pierwszoosobową z punktu widzenia Berthy lub Rochestera. Generalnie styl pisania, choć niepodobny do autorki "Jane Eyre", jest dobry, podobał mi się. Jak dla mnie powieść stanowi odrębną całość i nie doszukiwałam się nawet podobieństw między pisarkami. U Tennant raziło mnie to, że stara się pisać jak Austen, ale jej nie wychodzi. Tu jakoś nie miałam wrażenia, że coś jest pisane na siłę.

No ale co do samej treści, Rhys przedstawiła historię żony Rochestera tak jak i ja bym ją sobie wyobraziła. W tym świetle Antioinette jest raczej ofiarą niesprawiedliwości i uprzedzeń niż nieobliczalnym potworem. Trudne dzieciństwo, niewiele miłości, nienawiść otoczenia i niewielu przyjaciół. Trafia jej się w końcu zaaranżowane małżeństwo, którego nie pragnie, ale godzi się na nie, zmanipulowana przez przyrodniego brata. Mimo wszystko stara się za wszelką cenę dać szczęście swemu małżonkowi. Ten jednak jej nie kocha, nie ufa jej i daje wiarę oszczerstwom. Dodatkowo w całej sytuacji uważa się za jedynego poszkodowanego, przypisuje małżonce zdradę i kłamstwo, sam nie będąc względem niej w porządku... Doprowadza ją do szaleństwa, a na koniec odbiera to, co dla niej najcenniejsze... Odbiera jej nawet imię. Nazywa ją Berthą, choć miała na imię Antoinette. Na moje oko nie wiadomo do końca, czy zachowanie Berthy wynikało z rzeczywistej choroby psychicznej. Raczej to połączenie poczucia krzywdy, które przerodziło się w końcu w nienawiść, desperacji, wyobcowania, reakcja na niesprawiedliwość, przymusową izolację... Dodatkowo pewnie faszerowali ją jakimiś lekami. Całkiem zdrowy człowiek w takich warunkach mógłby zwariować.


A oto moja opinia:
Krótka powieść napisana mocno chaotycznym językiem, który wzmaga wrażenie rodzącego się obłędu.
Nie zaszkodziłoby jej kilka zdań więcej, w pewnym momencie szaleństwo Berthy wybucha z pełną siłą, ale czytelnik może poczuć się zagubiony - co było tego powodem? Genetyczne obciążenie, zdrada męża czy nadmiar rumu i narkotyków? Można pozostawić niedomówienie, to zawsze jest intrygujące, ale tutaj poszło to trochę za daleko.
Czułam spory niedosyt podczas lektury dwóch partii powieści - najpierw, kiedy zmienia się stosunek pana Rochestera do żony. Nagle, w ciągu jednej nocy. Dlaczego? Z powodu oszczerczych listów? Bo mu się wydawało, że chce go otruć? Z innej przyczyny? Objawy też są dziwne, nagłe unikanie żony, zmiana imienia. Zastanawiam się, czy autorka nie próbuje nam sugerować, że zmiany nie leżały po stronie męża, ale wpadającej w obłęd Berthy, która pewne sprawy zaczęła odbierać inaczej, inaczej rozłożyła akcenty.
I uważam, że część, w której Rochester opisuje życie z żoną-wariatką została potraktowana po łebkach, więcej tam było filozofowania niż treści. Nie jestem zatem przekonana o rzekomej rozwiązłości Berthy, o jej napadach szału. Wygląda mi to raczej tak, jakby Rochester usiłował tłumaczyć się przed samym sobą ze środków ostrożności, która przedsięwziął na wyrost.
Za to zakończenie naprawdę niezłe. ;)

Ravena - 2014-09-24, 19:11



Autor: Charlotte Bronte
Tytuł: Niedokończone opowieści
Wydawca: MG
Dostępna w sprzedaży: 10 września 2014

Charlotte Brontë jest bez wątpienia autorką trzech niezwykłych książek: Jane Eyre, Shirley i Villette. Do dziś nie wyjaśniono, czy pozostałe powieści sygnowane nazwiskiem Brontë (Wichrowe Wzgórza, Agnes Grey oraz Lokatorka Wildfell Hall) wyszły spod jej pióra czy też rzeczywiście całe rodzeństwo było na równi utalentowane i mamy do czynienia z twórczością trzech sióstr.
Niewątpliwe jest również to, że Charlotte zostawiła w swoich papierach cztery Niedokończone opowieści. Jest to równie niezwykła proza, jak wszystko co wyszło spod jej pióra. Dlatego też dziś proponujemy czytelnikom i miłośnikom geniuszu Brontë te cztery niedokończone utwory, wierząc, że dalsze ich wątki rozwinie Wasza wyobraźnia.

Za: LC

Zawiera: "Ashworth", "Emma", "Państwo Moore" oraz "Historia Williego Ellina".

Aura - 2014-12-06, 17:36

Dzięki za zaprezentowanie "Niedokończonych opowieści", Raveno :)

Przyniosłam z biblioteki, zabieram się do czytania ^^

Aura - 2014-12-07, 15:29

Kurczę, zła jestem :evil: Wszystkie cztery utwory Charlotte zapowiadały się na świetne powieści! Tak chciałabym poznać ich dalszy ciąg, a tu nic...
Ravena - 2014-12-07, 18:23

Dlatego nie lubię sięgać po takie niedokończone historie. Człowiek tylko sobie niepotrzebnie narobi apetytu ;) Jeszcze gorzej, gdy jakiś inny pisarz weźmie na warsztat i dopisze zakończenie, kompletnie mijając się ze stylem i zamysłami Autora ^^
Córka Lavransa - 2015-01-27, 18:42

A jaką czytałaś, Katya?
Córka Lavransa - 2015-02-02, 21:02

Z ostatnio wydanych - "Charlotte Bronte i jej siostry śpiące" Ostrowskiego (polecam!) i "Życie Charlotte Bronte" E. Gaskell. :)
Córka Lavransa - 2015-02-02, 21:08

Katya napisał/a:
Choć tytuł tej pierwszej książki jakoś mi tak nie pasi. :P

Dlaczego? :) Ostrowski napisał ładną rozprawkę na temat tezy, że to Charlotte pisała wszystkie utwory sióstr Bronte. Ja osobiście dałam się przekonać bez trudu. :)

Procella - 2015-02-04, 12:07

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/245015/sekret


Brajan - 2015-02-14, 23:14

Córka Lavransa napisał/a:
Z ostatnio wydanych - "Charlotte Bronte i jej siostry śpiące" Ostrowskiego (polecam!) i "Życie Charlotte Bronte" E. Gaskell. :)


Przy kolejnych zakupach będę musiał się na jedną zdecydować. Po zrobieniu wstępnego rozeznania raczej odpuszczę Gaskell, bo co z tego, że znała ją osobiście, skoro umyślnie przedstawiła niepełny obraz.
Chyba, że wznowią "Na plebanii w Haworth", to kupię dwie. :)

Córka Lavransa - 2015-02-15, 13:11

Brajan napisał/a:
co z tego, że znała ją osobiście, skoro umyślnie przedstawiła niepełny obraz

Poza tym, powiem ci szczerze, jakoś mi się to wlecze. Nie umiem się na tym skupić, czytam po dwie strony na tydzień. Ostrowski mnie znacznie bardziej zaciekawił, może dlatego, że to nie była biografia., a raczej rozprawa na temat konkretnej tezy.

Aura - 2015-02-16, 17:58

U Ostrowskiego widać też ogromną fascynację tym, o czym pisze :) Ciekawie opisał różne wątki mające związek z Bronte.
Aura - 2015-02-19, 13:29

Przeczytałam niedawno "Profesora" Charlotte Bronte. Boru, jaki główny bohater jest okropny. Zdaje się, że wyraża on poglądy samej Charlotte, więc faktycznie, jak wynika z jej biografii, musiała być antypatyczną i odpychającą osobą :/
Córka Lavransa - 2015-08-14, 22:56

Aura napisał/a:
jak wynika z jej biografii, musiała być antypatyczną i odpychającą osobą :/

Po lekturze biografii autorstwa Gaskell, pomimo szczerych przeciwnych chęci autorki, mam to samo wrażenie. Gaskell zamieściła wiele fragmentów listów Charlotte. Może to kwestia jej pogardy względem mojej ukochanej Jane Austen, ale czytając te listy, miałam wrażenie, że słucham nadętej dziwaczki. Niby wszystko takie słodziutkie, pełne pokory i miłych zwrotów, ale jednocześnie nieszczere. Brrr...

Panna Jeż - 2015-09-26, 22:02

http://lubimyczytac.pl/ks...0/chce-wszystko Taki wynalazek. Wydawnictwo Mg szaleje, ale tym razem się nie skuszę.
Córka Lavransa - 2015-09-26, 22:10

Czego oni jeszcze nie wygrzebią... niedługo zaczną jej listy zakupów wydawać... :-/
Ravena - 2015-09-27, 19:17

Zawsze możecie zmęczyć do Wyzwania i podzielić się wrażeniami na Forum 8-)
Córka Lavransa - 2015-09-28, 20:47

Namawiasz, Wiedźmo, do zUego... ale nie sposób nie przyznać ci racji. Może zaiste zmęczę. :chytry:
Brajan - 2015-10-14, 18:57

Bez żartów, to wygląda jak jakiś potworek, nie widzę żadnego sensu żeby się za to zabierać.
aybige - 2016-04-25, 15:27

"Wichrowe Wzgórza" były niesamowite! Czytałam tę książkę, kiedy skończyłam ostatnią klasę gimnazjum i pewnie teraz odebrałabym ją inaczej, bo trochę czasu upłynęło, ale mimo wszystko uważam, że jest wspaniała. Historia miłości aż po grób, tak wymownie opisanej, przeraża i fascynuje zarazem. A ten mroczny klimat wrzosowisk - niezapomniany... Ta powieść to przeciwieństwo nudnych historii Jane Austen; w "Wichrowych Wzgórzach" są emocje i te wszystkim bliskie, i te (a może zwłaszcza te), od których ciarki przechodzą po plecach...

"Dziwnych losów Jane Eyre" niestety nie skończyłam, bo przewidziałam zakończenie i uznałam, że nie ma sensu czytać czegoś, co i tak nie jest ciekawe.

Córka Lavransa - 2016-04-27, 21:35

aybige napisał/a:
Historia miłości aż po grób, tak wymownie opisanej,

Gdzieś ty tam miłość widziała, to mnie ciekawi...

aybige napisał/a:
przeciwieństwo nudnych historii Jane Austen

Apage!!! :zlo

aybige - 2016-04-28, 09:18

Heathcliff kochał Katarzynę, na swój sposób, ale jednak była to miłość. :)
Córka Lavransa - 2016-04-28, 21:44

aybige napisał/a:
Heathcliff kochał Katarzynę, na swój sposób, ale jednak była to miłość. :)

Ciekawe. Moim zdaniem, jak mężczyzna kocha kobietę, to robi wszystko, żeby po pierwsze ją zdobyć, a po drugie, utrzymać. A on nie zrobił ani jednego, ani drugiego. No, chyba że usiłował, wyjąc po wrzosowiskach, ale to w takim razie był wyjątkowo tępy na umyśle.

Aura - 2016-04-30, 11:15

Miłość? Chore, toksyczne uzależnienie + w przypadku Heathcliffa traktowanie rzekomo ukochanej osoby jak przedmiotu, który należy do niego. Odrażający, przemocowy typ, który nie rozumiał znaczenia słowa "nie".
Jeden z najlepiej opisanych toksycznych związków w literaturze.

Córka napisał/a:
Może to kwestia jej pogardy względem mojej ukochanej Jane Austen, ale czytając te listy, miałam wrażenie, że słucham nadętej dziwaczki

Dlatego jestem prawie pewna, że "Agnes Grey" napisała właśnie Charlotte, nie Anne. Styl świetnie do niej pasuje, to unoszenie się nad cnotami głównej bohaterki i świętojebliwego pastora i pisanie z pogardą o wszystkich pozostałych. Owszem, guwernantka miała ciężko, ale to pisanie z wyższością o podopiecznych, że jedna to taaaka bezbożna flirciara, a druga taka niekobieca chłopczyca... bleh.

Panna Jeż napisał/a:
Taki wynalazek. Wydawnictwo Mg szaleje, ale tym razem się nie skuszę.

Zaciekawiły mnie "Niedokończone historie" Charlotte (może dlatego, że jeszcze nie zdążyła się w nich rozpisać i mnie wkurzyć XD), a to jest ciągiem dalszym jednego z nich. Może kiedyś, przy okazji.

Córka Lavransa - 2016-05-03, 00:04

Aura, zgadzam się z tobą w pełni - od pierwszej litery, do ostatniej kropki. :)
Córka Lavransa - 2016-06-20, 14:33

Aura napisał/a:
Dlatego jestem prawie pewna, że "Agnes Grey" napisała właśnie Charlotte, nie Anne. Styl świetnie do niej pasuje, to unoszenie się nad cnotami głównej bohaterki i świętojebliwego pastora i pisanie z pogardą o wszystkich pozostałych. Owszem, guwernantka miała ciężko, ale to pisanie z wyższością o podopiecznych, że jedna to taaaka bezbożna flirciara, a druga taka niekobieca chłopczyca... bleh.

To samo było w "Profesorze". Zakładam, że Wiliam to ten jej ukochany Belg, Frances to ona sama, a ta nieszczęsna dyrektorka pensji to jego żona. Wszystkie bez wyjątku uczennice zepsute, tępe i złe, i tylko cudowna Frances jest ostoją kobiecości.
Nie czytało się tego źle, ale bohaterowie strasznie irytujący w tym swoim czarno-białym świecie, a świadomość, że Charlotte w samych superlatywach opisuje samą siebie, wywołuje lekkie uczucie żenady. :-/

Córka Lavransa - 2018-11-10, 21:06

Szanowne(i),
jest taka sprawa. Kupiłam sobie "Tajemnice Wichrowych Wzgórz" Eryka Ostrowskiego, przyszedł do mnie egzemplarz z zabrudzonym blokiem. Jestem estetką, więc zażądałam wymiany. Sklep zachował się fantastycznie, przysłał szybko nowy egzemplarz, natomiast po zabrudzony nikt się nie zgłosił. To było prawie dwa miesiące temu, egzemplarz leży, wydaje mi się, że już nikt po niego nie przyjdzie (upominałam się w sklepie dwa razy i trzeci raz nie zamierzam).
Myślę, że mogę go bezpiecznie komuś chętnemu przekazać. Byłby ktoś taki?

Panna Jeż - 2018-11-11, 17:31

Zgłaszam się na ochotnika ;)
Córka Lavransa - 2018-11-13, 09:31

Zaklepane. :-D
Panna Jeż - 2019-01-07, 13:32

Córka już wie, ale potwierdzam, że książkę otrzymałam i jestem z tego powodu bardzo zadowolona. Polecam takie deale z Lavransówną ;)
Córka Lavransa - 2019-01-07, 21:06

Lavransówna poleca się. :mrgreen:

Daj znać, jak wrażenia po lekturze, bo u mnie mieszane. Z jednej strony jestem pod wrażeniem pracy badawczej i zaangażowania Ostrowskiego, z drugiej jego manipulowanie źródłami jest dla mnie trochę zbyt widoczne, by bezkrytycznie mu wierzyć.

Ale jak zawsze, po lekturze jego tekstu, pojawia się u mnie dzika chęć przeczytania "czegoś Bronte". Chyba na "Shirley" padnie. :)

Aura - 2019-03-03, 21:47

Jakie manipulowanie źródłami?
Autor jest tak fanatycznie oddany siostrom Bronte, że całkiem możliwe, że obiektywizm zgubił gdzieś po drodze ^^
Teraz niedawno wyszła jego nowa książka, ponoć odkrył jakieś nowe wątki dotyczące rodzeństwa, o których postanowił napisać :)

Córka Lavransa - 2019-03-04, 10:18

Aura napisał/a:
Jakie manipulowanie źródłami?

Interpretuje te same fakty zupełnie inaczej, w zależności od tego, o czym właśnie pisze.

Aura napisał/a:
Teraz niedawno wyszła jego nowa książka, ponoć odkrył jakieś nowe wątki dotyczące rodzeństwa, o których postanowił napisać

Tak, "Tajemnice Wichrowych Wzgórz". Właśnie o niej pisałam. Nic nowego nie odkrył, on raczej zestawia ze sobą prace badawcze innych osób.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group