Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Współczesna proza zagraniczna - Kazuo Ishiguro

sushi - 2011-07-26, 21:17
Temat postu: Kazuo Ishiguro
Kazuo Ishiguro (カズオ・イシグロ Kazuo Ishiguro, oryg. 石黒一雄 Ishiguro Kazuo, ur. 8 listopada, 1954) brytyjski pisarz japońskiego pochodzenia. Urodził się w Nagasaki w Japonii, ale jego rodzina przeprowadziła się do Anglii w 1960, kiedy miał pięć lat. Obecnie mieszka w Londynie.

W 1986 roku, otrzymał nagrodę Whitbread Award za swoją drugą powieść Malarz świata ułudy (An Artist of the Floating World), a w 1989 roku Nagrodę Bookera za trzecią powieść Okruchy dnia (The Remains of the Day).

Powieść Okruchy dnia w 1993 roku została zekranizowana pod tym samym tytułem. Reżyserem był James Ivory, a Anthony Hopkins zagrał postać kamerdynera Stevensa.

Powieści
Pejzaż w kolorze sepii (A Pale View of Hills, 1982)
Malarz świata ułudy (An Artist of the Floating World, 1986, wyd. polskie - 1991)
Okruchy dnia (The Remains of the Day, 1989, wyd. polskie - 1993 jako U schyłku dnia i ten sam przekład pod obecnym tytułem - 1997)
Niepocieszony (The Unconsoled, 1995, wyd. polskie - 1996)
Kiedy byliśmy sierotami (When We Were Orphans, 2000, wyd. polskie - 2000)
Nie opuszczaj mnie (Never Let Me Go, 2005, wyd. polskie - 2005)


Źródło: Wikipedia


Ostatnio głośno się zrobiło wokół Niego z powodu nowego filmu Nie opuszczaj mnie.
Dla mnie jest on przede wszystkim autorem Okruchów dnia. Chociaż pewnie film jest bardziej znany. Nic dziwnego, duet Thompson/Hopkins zasłużyli na pochwały (i Oscary).

Historia kamerdynera (Stevensa), który u schyłku życia stwierdza, że zmarnował sobie życie. Podążał za swoim panem (Lordem Darlingtonem), było on całym jego światem. Kiedy Lord umiera Stevens dostrzega, że jego życie jest puste i bezcelowe, że wszystkie wzniosłe idee i wartości, które wyznawał nie były jego ideami i watrościami, tylko pustym naśladownictwem.

Ravena - 2011-07-26, 21:56

Niedawno miałam okazję przeczytać "Nie opuszczaj mnie" - historia zrobiła na mnie duże wrażenie, od książki nie mogłam się oderwać, styl i sposób pisania o bohaterach bardzo przypadły mi do gustu, ale kiedy chciałam stworzyć jakąś recenzję tej książki, nie umiałam sklecić zdania. Nie wiem dlaczego, przecież to nie tak, że powieść mi się nie podobała, czy nie zaintrygowała - minęło parę miesięcy, a wciąż mam ją w myślach, wrażenie całkiem świeże... A jednak nie potrafię powiedzieć, co mi się w niej tak podobało. Wiem, że warto, ale dlaczego? ^^" W każdym razie ejstem pewna, że z pewnością sięgnę po inne książki Ishiguro, choćby po "Okruchy dnia", o których wspomniała Sushi - film widziałam i uważam, że jest niezwykle urzekający.
sushi - 2011-07-26, 22:20

Cytat:
urzekający

O tak, tak. To słowo najlepiej oddaje klimat filmu i powieści.

Czytałam także Pejzaż w kolorze sepii.
O czym to jest? Hmm... O przyjaźni dwóch kobiet. Jedna to matka, żona, synowa. Druga to... i tu jest problem, bo wydaje się, że pochodzi z wyższych sfer, a mieszka w rozpadającej się chałupce. Pewnego dnia ta druga kobieta znika. Jak kamień w wode. Jest wiele niedopowiedzeń: czy ucieka, czy się przed kimś ukrywa, nie wiadomo.
Bardzo podobało mi się jak ukazany jest stosunek do osób starszych. Akcja dzieje się w Japonii. Bardzo ciekawie wyglądają rozmowy kobiety z ojcem jej męża.

I mimo, że mamy dwie bardzo różne kobiety (przepraszam, że tak to ujmuję, ale naprawde nie pamiętam imion) to łączy je niewymowna samotność.

Córka Lavransa - 2011-07-26, 23:06

Jestem pod olbrzymim urokiem "Okruchów dnia" w każdej postaci - książkowej, w oryginale i tłumaczeniu, oraz filmowej. Język, którym napisana jest powieść, jest piękny, w pełni zasługuje na miano "literackiego". Ekranizacja w niczym nie ustępuje powieści.
Wszystkie książki Ishiguro mam w audiobookach w oryginale, niestety nie znoszę tej formy książki, dlatego jeszcze do tej pory się z nimi nie zapoznałam. Gdybym w jakiejś bibliotece napotkała którąś z powieści, z pewnością bym po nią sięgnęła, ale jeszcze mi się nie zdarzyło...

Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-01-11, 19:00

Ravena napisał/a:
W każdym razie ejstem pewna, że z pewnością sięgnę po inne książki Ishiguro, choćby po "Okruchy dnia", o których wspomniała Sushi - film widziałam i uważam, że jest niezwykle urzekający.


Kilka dni temu miałem okazję przeczytać "Okruchy dnia" Kazou Ishiguro. Książkę otrzymałem w prezencie gwiazdkowym. Cóż, nie mogę nie zgodzić się z pozytywnymi głosami moich poprzedniczek, książka naprawdę coś w sobie ma.

Może to ten angielski klimat wielkich domów i posiadłości, pełnych dostojeństwa, szlacheckich, można by powiedzieć. Kiedy Stevens snuje swoją opowieść te czasy zdają się już odchodzić. Wraca on jednak pamięcią do najświetniejszych lat swojej służby u lorda Darlingtona. Za ten niepowtarzalny angielski klimat bardzo książkę polubiłem. Bo to jest sztuka, wyzwanie dla autora, wytworzyć w powieści taką atmosferę, żeby czytelnik mógł ją poczuć niemal namacalnie. Jak choćby smutne wrzosowiska Emily Bronte.
Sam Stevens jest postacią wielce oryginalną, ale może tego właśnie oczekiwano od kamerdynera w tamtych czasach. Nienagannej prezencji, znakomitej wymowy, dobrych manier, stuprocentowego oddania się swojej pracy, doglądania, żeby lord nie musiał się niczym martwić jeśli chodzi o prowadzenie domu. Bardzo prawdopodobne, że to wymagania roli kamerdynera, chęć dosięgnięcia ideału ukształtowały Stevensa w to kim się stał. Jego podróż i spotkania ze zwyczajnymi ludźmi pokazywały jak dalece był odstający od rzeczywistości.

Powiem Wam, że przyjemnie jest czytać powieść pisaną z perspektywy dżentelmena. :) Dziś często autorzy szczycą się z brutalnego języka, bo przez to powieść jest bardziej realna, bliższa rzeczywistości. A w "Okruchach dnia" wszystko jest pisane zgodnie z regułami dobrego wychowania. Oryginalne to, ale ciekawe i takie inne. :)

Któż dziś powie o pijanym, że 'pozwolił sobie na wprawienie się w stan nietrzeźwości"? :) Cytuje ten fragment już któryś raz, ale to dlatego, że jest bardzo reprezentacyjny i dlatego, że nikt tak dziś nie mówi, doskonale zapada w pamięć jako przykład języka głównego bohatera, Stevensa.

No właśnie, Stevens. Kamerdyner w jednym z najświetniejszych domów w Anglii. Doskonale spełniający swoje obowiązki. Doskonały w pracy, ale lekko nieudolny jako człowiek, w relacjach międzyludzkich. On, wydaje mi się, nie był takim robotem pozbawionym uczuć, 100% poświęconym pracy. Gdy się czyta widać, że spod tego ideału kamerdynera wychyla się czasami normalny człowiek, który się cieszy, smuci, denerwuje, rozpacza. Tylko on sam nie chce się do tego przyznać, nawet, a może zwłaszcza przed sobą. Często próbuje, ale kiedy do tego dojrzewa zwykle bywa już za późno. Można uznać Stevensa za trochę nieporadnego, ale gdy poszukamy w pamięci, czy podobne sytuacje nie trafiają się nam współcześnie w życiu? Ishiguro bardzo te zachowania i sytuacje przerysował, taki był jego zamiar, ale to są sytuacje, które większości z nas się mogą przytrafić.
Sytuacje, w których rola którą gramy przesłania człowieka, którym jesteśmy. Na szybko, w literaturze przypomniały mi się dwa obrazy. Eddard Stark, grający lorda Winterfell godzący się na zabicie wilkora Sansy w Grze o Tron. Drugi pochodzi ze Stowarzyszenia umarłych poetów, w którym to ojciec Neila Perry'ego tak wczuł się w rolę stanowczego ojca, który najlepiej i bezbłędnie wie, co jest dla syna najlepsze, w konsekwencji doprowadził do tragicznego wypadku.
Stevens niejednokrotnie unieszczęśliwiał panią Kenton, nie dlatego, że był zły, dlatego, że nie chciał wypaść z roli. I choć sto razy w swojej opowieści zaznaczał, że wieczorne kakao to tylko sprawa urzędowa, codziennie oczekiwał tej krótkiej chwili rozmowy.

Podsumowując, "Okruchy dnia" stanowiły moje pierwsze, ale jakże udane spotkanie z Kazuo Ishiguro. Powiadają, że pierwsze wrażenie jest, w pewnym sensie, niezniszczalne (pewne dlatego kupuję wciąż coraz gorsze książki Zafona po znakomitym Cieniu wiatru...). Dlatego w planach mam kolejne książki autora. Może zaprzyjaźnimy się na dłużej. Będę śledził jego twórczość i jeśli napisze coś nowego z pewnością się tym zainteresuję.

W poruszanej przez Stevensa sprawie żartowania bardzo mi do niego blisko. :) Nie znajduję w sobie wielkiego talentu w tej dziedzinie. :)

alibaba - 2012-01-11, 19:28

Przeczytałam ostatnio dwie książki Kazuo Ishiguro- "W kolorze sepii" i "Nie opuszczaj mnie". Właśnie po przeczytaniu tej ostatniej rozpoczęłam dyskusję na temat klonowania ludzi.
Dziś byłam w bibliotece i wypożyczyłam "Okruchy dnia".
Teraz, po przeczytaniu postów o tej książce, bez zwłoki za nią się wezmę. A wypożyczyłam dziś ogółem 18 książek. Zacznę od tej własnie.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-01-11, 19:48

alibaba napisał/a:
Teraz, po przeczytaniu postów o tej książce, bez zwłoki za nią się wezmę. A wypożyczyłam dziś ogółem 18 książek. Zacznę od tej własnie.


Bardzo się cieszę alibabo, że się na nią zdecydowałaś. Będę bardzo ciekawy Twojej opinii o książce i o Stevensie. :)
Ja, po Twoim wspomnieniu o "Nie opuszczaj mnie" mam ochotę po tę pozycję sięgnąć. Będę o niej pamiętał przy następnej wizycie w księgarni lub bibliotece.

Zamierzałem kupić sobie jedną książkę Ishiguro, "na spróbowanie", ale teraz widzę, że czeka mnie dłuższa relacja z autorem. :)

alibaba - 2012-01-11, 20:32

Uczniu- czy przeczytałeś posty dot. klonowania?
Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-01-11, 20:42

alibaba napisał/a:
Uczniu- czy przeczytałeś posty dot. klonowania?


Tak, przejrzałem go. Właśnie wspomnienie o problemie klonowania przypomniało mi film "Wyspa", który sobie wczoraj obejrzałem. Ishiguro porusza w zasadzie ten sam problem - hodowla klonów do wykorzystania jako potencjalni dawcy organów. Makabryczne to jest. W filmie społeczeństwa zgodziły się na klonowanie, ale utrzymywano przed opinią publiczną w tajemnicy, że klony są istotami myślącymi, że czują, żyją świadomie, przyjaźnią się, że są tacy jak zwykli ludzie.

alibaba - 2012-01-11, 20:47

Czy ten film ma swój pierwowzór w postaci książki?
Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-01-11, 20:50

alibaba napisał/a:
Czy ten film ma swój pierwowzór w postaci książki?


Ponoć tak. Córka wspominała w wątku o klonowaniu:

Córka Lavransa napisał/a:
Nie czytałam jeszcze akurat tego Ishiguro (mam w planach powoli przeczytać wszystkie książki tego autora, ale w oryginale), natomiast czytałam książkę, o której tu już wspomniałam gdzieś na forum - "Zmieniaki" M. Michaela, na podstawie której nakręcono film "Wyspa" z 2005 r.


Niestety o książce nie potrafię nic powiedzieć.

alibaba - 2012-01-11, 21:31

Ok. przeoczyłam tę informację.
alibaba - 2012-01-15, 13:54

Okruchy dnia” – wspaniała książka. Pełna humoru dyskretnie ukrytego w poważnym monologu kamerdynera. Już na samym początku rozbawił mnie sposób, w jaki kamerdyner kompletował swoją garderobę potrzebną w czasie planowanej podróży. Z jaką powagą traktował swoje ubrania , podarowane przez bogatych gości lorda u którego pracował. Te ubrania miały ponad 30 lat!
No a jego wywód dlaczego tylko Anglik może być dobrym kamerdynerem!
Cała książka to wspaniale przedstawiony obraz kamerdynera, który wykonywanie swoich obowiązków przedkładał ponad wszystko. Nawet śmierć ojca nie była w stanie mu w tym przeszkodzić. Na zarzut, że jest potworem skoro nie przerwał pracy by być przy umierającym, odpowiedział, że ojciec byłby z niego dumny za to, że tak postąpił.
W monologu kamerdynera ukryte są niemal wszystkie aspekty życia tzw. wyższych sfer w Anglii. Kamerdyner uważa, że wszystko to ,co dzieje się w domu jego chlebodawcy jest właściwe, że nawet działania zbliżone do zdrady są usprawiedliwione bo miały szlachetne podłoże.

Córka Lavransa - 2012-01-15, 20:32

W "Okruchach dnia" ujmują mnie najbardziej trzy momenty:
- pierwszy, kiedy Stevens opowiada o dobrym kamerdynerze;
- drugi, kiedy w pubie podczas wyjazdu nie przyznaje się do pracy u Lorda Darlingtona;
- trzeci, na molo, kiedy zdaje sobie sprawę z faktu, że dzień - jego życie - mija.

A przy okazji - czy zauważyliście w powieści arcyciekawy wywód na temat demokracji...?

Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-01-15, 21:39

Córka Lavransa napisał/a:
A przy okazji - czy zauważyliście w powieści arcyciekawy wywód na temat demokracji...?


To, kiedy znajomy lorda wzywa Stevensa i zadaje mu pytania na temat gospodarki i polityki?

Córka Lavransa - 2012-01-15, 22:00

Tak, dokładnie to.
Od czasu, kiedy to przeczytałam, mam mieszane uczucia co do demokracji... Jak by na to nie patrzeć, znajomy lorda udowodnił, że ma rację... :-/

Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-01-15, 22:44

Córka Lavransa napisał/a:
Od czasu, kiedy to przeczytałam, mam mieszane uczucia co do demokracji... Jak by na to nie patrzeć, znajomy lorda udowodnił, że ma rację...


Demokracja w tej najczystszej postaci to rzeczywiście trochę nieporadny ustrój. Utwierdzałem się w tym za każdym razem gdy widziałem w Sejmie ludzi z Samoobrony, a teraz z Ruchu Palikota. Na posła oprócz wyboru przez wyborców dodatkowo powinien być jakiś sprawdzian wiedzy, rozmowa kwalifikacyjna czy coś.

Fragment w książce jest bardzo ciekawy i trafny.

alibaba - 2012-01-16, 20:22

Czytając "Okruchy dnia" większą uwagę poświęciłam temu, co kamerdyner ujawniał w sprawie kontaktów lorda Darlingtona z Ribentroppem. Postać lorda fikcyjna, ale wydarzenia tamtych lat potwierdzają, że Ribentropp kontaktował się z osobami mającymi duże wpływy na politykę Wielkiej Brytanii. Świadczy o tym chociażby zawarty w 1935r. układ morski na mocy którego Niemcy mogły zwiększyć tonaż floty do 35% tonażu W.Brytanii.
A demokracja- no cóż, porównanie parlamentu do koła gospodyń wiejskich prowadzących kampanię wojenną wydaje się czasami bardzo słuszne. I to nie tylko u nas.

Córka Lavransa - 2012-01-16, 20:37

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Utwierdzałem się w tym za każdym razem gdy widziałem w Sejmie ludzi z Samoobrony, a teraz z Ruchu Palikota. Na posła oprócz wyboru przez wyborców dodatkowo powinien być jakiś sprawdzian wiedzy, rozmowa kwalifikacyjna czy coś.

No właśnie, ten sprawdzian wiedzy... Tylko kto takim posłem (albo co gorsza, ministrem) powinien zostać?
Popatrz na naszą minister sportu - jest doktorem ekonomii. Co ona wie o sporcie i jego strukturach, co ona wie o teorii polityki, co ona wie o stanowieniu i wykonywaniu prawa...?
Nie zawsze ten, kto ma wiedzę merytoryczną, sprawdza się w zarządzaniu, dla mnie kuriozum jest to, że sprawami administracyjnymi szpitala często zarządza jeden z lekarzy, który nie ma na ten temat podstawowej wiedzy.
A zatem...?
No i oddawać prawo wyboru konkretnych ludzi na posadki w rządzie w ręce narodu, który o polityce pojęcie ma jak kura o gwiazdach... To też takie... dyskusyjne... :roll:

alibaba napisał/a:
Postać lorda fikcyjna, ale wydarzenia tamtych lat potwierdzają, że Ribentropp kontaktował się z osobami mającymi duże wpływy na politykę Wielkiej Brytanii. Świadczy o tym chociażby zawarty w 1935r. układ morski na mocy którego Niemcy mogły zwiększyć tonaż floty do 35% tonażu W.Brytanii.

Ten motyw przewijał mi się już wcześniej gdzieś w literaturze, nie pamiętam dokładnie, w czym, ale chyba dopiero w "Okruchach dnia" zwróciłam na niego większą uwagę.

Panna Jeż - 2012-03-21, 10:15

Przeczytałam wczoraj "Okruchy dnia". To było moje trzecie podejście do książki. Dwa poprzednie zakończyły się gdzieś w początkach. Język powieści jest niezwykle elegancki, nie powiem, piękny, a historia bardzo ciekawa. Do lektury zachęciła mnie również wspaniała ekranizacja z Anthonym Hopkinsem, ale sama książka niestety nie urzekła aż tak bardzo jak Was. Właściwie niewiele brakowało, a odłożyłabym książkę po raz kolejny na bliżej nieokreśloną przyszłość, ale jednak bliski termin zwrotu do biblioteki zmobilizował mnie do dalszej lektury. Po prawdzie nie mogę zarzucić jej niczego szczególnego. Warsztat autora robi wrażenie, książka porusza wiele ciekawych tematów, które ładnie skomponowano. Ale dałam jednak tylko 6/10 punktów, a to przez ogólne wrażenie, bo "Okruchy" zwyczajnie mnie zmęczyły. Wydaje mi się, że to jedna z takich książek, do których trzeba mieć wenę i czytać w odpowiednich warunkach. Długo to pierwsze nie mogło do mnie przyjść, a drugie zawsze było z jakichś powodów nieodpowiednie (a to pośpiech i gwar dookoła, a to bałagan w pokoju... :-P). No ale w końcu przeczytałam i... czułam się po lekturze jak po rozmowie kwalifikacyjnej, na której od początku do końca używasz super ugrzecznionej mowy, siedzisz spięty i nie czujesz się sobą. Na razie nie sięgnę po Ishiguro, za to mam ochotę na "Okruchy dnia" w wersji filmowej.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-04-16, 13:27

Raveno, przeczytałaś już może zbiorek Nokturny? :)
Ravena - 2012-04-16, 15:33

Nie, niestety nie. Książka czeka na swoją kolej, a ponieważ, jak zwykle mam stos książek z etykietka "pilne", to nie wiem kiedy się doczeka ;-)
Paleolog - 2012-05-13, 12:48

Nie czytałem tak tu przez was chwalonych "Okruchów dnia". Przeczytałem natomiast "Kiedy byliśmy sierotami" i mam mieszane uczucia. Z jednej strony książka zachwyca językiem i stylem. Sposób snucia opowieści jest świetny, tak bardzo brytyjski, że aż trudno to oddać słowami, to po prostu trzeba poczuć. Z drugiej jednak strony kuleje trochę sama historia - mnie osobiście rozczarowała. Na początku dostałem obietnicę czegoś wielkiego, po to by na końcu przekonać się, że tego czegoś jednak wcale tam nie ma. Szkoda.

Z "Kiedy byliśmy sierotami" jest trochę tak jak z herbatą z torebki podaną w pięknej, porcelanowej filiżance. Forma piękna, gorzej z treścią.
Jednak w przyszłości zamierzam zmierzyć się jeszcze z jakąś książką tego autora - choćby ze względu na sam sposób narracji i język, jakiego używa.

Córka Lavransa - 2012-05-13, 20:16

Paleolog napisał/a:
Sposób snucia opowieści jest świetny, tak bardzo brytyjski, że aż trudno to oddać słowami, to po prostu trzeba poczuć.

Paleologu, jakbyś pisał o "Okruchach dnia". Nie miałam w ręku "Kiedy byliśmy sierotami", ale zaczęłam jakiś czas temu (dłuższy, przyznaję) "Malarza świata ułudy" w oryginale i tam dla odmiany klimat jest do szpiku kości japoński. Dla mnie to fenomen.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-05-15, 17:53

Gdy zaczęliśmy tutaj rozmawiać o prozie Ishiguro nie znałem jeszcze żadnej jego książki. Potem kupiłem pierwszą - Okruchy dnia. świetna rzecz. Potem następną i jeszcze. Teraz mam już cztery. :) Część czeka na przeczytanie, ale po Okruchach dnia jestem w stanie uwierzyć w autora i mieć zaufanie, że pozostałe jego książki też są na dość dobrym poziomie. Nokturny, choć nie majstersztyk, ale mnie nie rozczarowały.

Ostatnio kupiłem "Pejzaż w kolorze sepii".

Ravena - 2012-05-16, 11:30

Chyba Ishiguro należy do tych pisarzy, których ciężko oceniać po jednej książce. Pamiętam, że "Pejzaż" swego czasu nie przypadł mi do gustu i porzuciłam tę powieść bez żalu, za to "Nie opuszczaj mnie" wciągnęło mnie nad wyraz :)
Paleolog - 2012-07-30, 11:24

Jestem świeżo po lekturze "Malarza świata ułudy". Pod względem języka i oddania klimatu miejsca, w którym dzieje się akcja mam podobne wrażenia, co po przeczytaniu "Kiedy byliśmy sierotami" - jest świetnie. Książka jest japońska do bólu, podobnie jak "Kiedy byliśmy..." było do bólu brytyjskie. Jest natomiast lepiej, jeżeli idzie o zakończenie: tym razem po przeczytaniu ostatniego zdania nie towarzyszyło mi uczucie rozczarowania i braku 'kropki nad i'.
To ważna powieść, w pewien sposób rozliczająca wojenną przeszłość Japonii. Autor robi to bardzo delikatnie, niejako na marginesie snutej opowieści. Swoją drogą ciekawy jestem jak faktycznie lata drugiej wojny światowej oceniają współcześni Japończycy, ale to już zupełnie inna historia.

Jednak pomimo pięknego języka, jakiego używa autor, lektura "Malarza..." nie porwała mnie. Nie pochłonąłem tej książki jednym tchem, serce przy czytaniu nie biło mi szybciej.

Proza Kazuo Ishiguro jest dla mnie trochę jak filiżanka dobrej herbaty podana w drogocennej, porcelanowej filiżance, pita pod bacznym spojrzeniem wytwornego gospodarza. Z pewnością jest wyśmienita, ale konwencja powoduje, że podczas takiej konwersacji trudno prawdziwie się wzruszyć, a człowiek pomiędzy jednym a drugim łykiem drży o to, by przypadkiem nie złamać etykiety, ograniczając się do kurtuazyjnych uśmiechów.
Wykwintna, ale nie daje takiej przyjemności, jakiej bym oczekiwał.

Dlatego klimat Japonii wolę poznawać z książek typu "Shogun" Clavella. A dobrą herbatę pijam w kubkach.


Nieprędko sięgnę po kolejną pozycję spod znaku Kazuo Ishiguro. Nie dlatego, żeby to nie był dobry pisarz. Jest. Po prostu znam autorów, których książki wybieram chętniej, a czasu na czytanie przecież i tak zawsze jest za mało...

Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-12-26, 08:02

Skończyłem wczoraj czytać książkę "Nie opuszczaj mnie" Kazuo Ishiguro. Wiedziałem wcześniej z opowieści forumowiczów, że rzecz traktuje o dylematach związanych z klonowaniem i byłem ciekaw jak autor tę sprawę przedstawi.

I w sumie to mam mieszane uczucia. Mógłbym o samej książce powiedzieć niemal to samo, co jakiś czas temu Ravena:

Cytat:
Niedawno miałam okazję przeczytać "Nie opuszczaj mnie" - historia zrobiła na mnie duże wrażenie, od książki nie mogłam się oderwać, styl i sposób pisania o bohaterach bardzo przypadły mi do gustu, ale kiedy chciałam stworzyć jakąś recenzję tej książki, nie umiałam sklecić zdania.


Trudno byłoby mi napisać recenzję. Może dlatego, że jakoś nie potrafiłem się zżyć z bohaterami, zidentyfikować się z nimi. Nie wzbudzili we mnie emocji a często ich zachowanie wprowadzało mnie w irytacje. No, ale mniejsza o to.

Skoro miało być o dylematach klonowania, czy można się z książki czegoś więcej o tym dowiedzieć? Jak na mój gust niewiele. Przez większość powieści nic się prawie o tym nie mówi, dopiero pod sam koniec trochę, ale to mnie nie zadowoliło.

Uważam, że człowiek nie znosi żadnych ograniczeń, że pragnienie wolności ma gdzieś wpisane głęboko w genach, podobnie jak opór przed wszelkim rodzajem kajdan. Skoro autor przedstawia tezę, że bohaterowie jego książki w zasadzie są takimi samymi ludźmi jak my, mają te same pragnienia, tak samo czują, dlaczego wszyscy godzą się na los jaki im zgotowano, dlaczego nie pojawił się wewnętrzny opór? Tak po prawdzie tego właśnie oczekiwałem przez całą książkę i się nie doczekałem.
Po opuszczeniu ośrodków wychowawczych wychowankowie żyją w normalnym świecie, mogą swobodnie podróżować, oglądać telewizję, czytać prasę, kontaktować się z ludźmi. Niemożliwe, żeby nie zetknęli się z zagadnieniem hodowli klonów. Mam wrażenie, że autor przedstawił temat zbyt płytko, tylko z perspektywy głównych bohaterów, tylko z jednej strony. Jakby temat, który przecież dziś elektryzuje cały świat, praktycznie nie istniał na zewnątrz, poza ośrodkami takimi jak Hailsham, nie budził żadnych kontrowersji.

Gdy czytałem zamiast sympatyzować się z wiecznie niezdecydowaną i obojętną Kathy, wiecznie pozującą i kapryśną Ruth czy nieporadnym Tommym zadawałem sobie pytanie:
- Czy nikt nigdy nie próbował uciec z tych ośrodków wychowawczych.
- Czy już po ich opuszczeniu i wezwaniu na donację nikt nie próbował stawiać oporu?
- Jeśli tak to jak egzekwowano przymusowe doprowadzenie na donację?

Klony w powieści traktowały oddawanie organów jako swoją życiową powinność, coś naturalnego. Co trudno jest pojąć kiedy autor przez całą powieść dowodzi, że są w zasadzie takimi samymi ludźmi jak każdy z nas. Są więc czy nie są?

Po przeczytaniu książki wrażenie, że autor nie przedstawił tematu całościowo mnie nie upuściło. Powieść mnie nie zachwyciła, tak jakby mogła. Choć czyta się dobrze, mnie zajęło to jeden dzień. :)

Deina Eldathiel - 2013-01-17, 17:19

Jak dotąd przeczytałam trzy - "Nie opuszczaj mnie", "Okruchy dnia" (uwielbiam film) i "Nokturny". Doceniam elegancki styl Ishiguro, ale w serce mi nie zapada. Jest taki dziwnie chłodny, nadmiernie oszczędny, jakby ktoś przemawiał z zasznurowanymi ustami. Pomysł na "Nokturny" jest świetny, ale chyba nie do końca, nomen omen, wybrzmiał. Sądziłam, że może tylko dla laika - ale moja znajoma, zawodowa pianistka rozmiłowana w literaturze, potwierdziła mi to wrażenie, więc coś w tym jest. Brakuje mi w książkach Ishiguro jakiejś iskry ożywienia, czegoś poza kliniczną obserwacją.
Ravena - 2013-01-17, 19:56

Deina Eldathiel napisał/a:
Pomysł na "Nokturny" jest świetny, ale chyba nie do końca, nomen omen, wybrzmiał. Sądziłam, że może tylko dla laika - ale moja znajoma, zawodowa pianistka rozmiłowana w literaturze, potwierdziła mi to wrażenie, więc coś w tym jest.

Wiesz, coś w tym niewątpliwie jest. Bardzo czekałam na te opowiadania, chciałam koniecznie przeczytać, bo uwielbiam muzykę w literaturze, ale "Nokturny" przeszły bez większego wrażenia i właściwie mnie rozczarowały. Spodziewałam się, sama nie wiem czego... Jakiegoś większego entuzjazmu, pasji? Miłość do muzyki taka chyba powinna być? Jest za to fantastycznie "zrobiony" klimat melancholii, jakiejś schyłkowości, lekkiego poczucia beznadziei. Stylistycznie książce też nic nie można zarzucić. Jest nastrój. I nic poza tym. Odszukałam też utwory muzyczne wspomniane w opowiadaniach, niektórych nie udało mi się znaleźć - nie wiem czy są więc tak niszowe, czy po prostu nie istnieją wymyślone na potrzeby prozy.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group