Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Książki - Nagłośnienie w mediach

M - 2010-12-29, 15:37
Temat postu: Nagłośnienie w mediach
Chciałbym poznać waszą opinię na temat nagłośnienia w mediach niektórych dzieł pisarzy. Osobiście uważam, że takie nagłośnienie jest bardzo dobrą reklamą książki. Wiadomo, że jest nieważne, czy czytelnicy uznają to za powieść wybitną, dobrą, przeciętną czy słabą, ale ważne jest to, że się sprzeda. Najlepszym tutaj przykładem jest Dan Brown. Gdyby włodarze Kościoła Katolickiego nie interweniowali, nikt by pewnie nie nazywał książki kontrowersyjną, a sprzedaż mimo wszystko nie byłaby taka ogromna.

Osobiście nie lubię poznawać książek w ten sposób. Czytanie dzieł na zasadzie "bo wszyscy inni to przeczytali" albo "bo to najważniejsza książka XXI wieku" to według mnie czysta komercja i podążanie za modą, co nie ma wiele wspólnego z samą literaturą, a ma na celu ZYSK. Zresztą mam taką zasadę, że im mocniej książka jest reklamowana, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że po nią sięgnę. Być może jest to po prostu moja życiowa przekora. Czym jakaś książka jest bardziej polecana i zachwalana, tym mniejszą mam ochotę ją przeczytać - czuję się wtedy jakbym sięgał po coś pospolitego...

A jakie jest wasze zdanie :?:

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-29, 16:58

Martinus napisał/a:
Czytanie dzieł na zasadzie "bo wszyscy inni to przeczytali"


Zależy też, co sprawiło, że wszyscy inni przeczytali. Czy to, że nagle wszystkie media zaczęły o danej pozycji mówić i zachwalać jako najwybitniejszą książkę ostatnich lat, czy też to, że po prostu książka ma w sobie to coś, co porywa czytelników.
Przyznam, że mam coś na kształt odruchu obronnego i gdy widzę, że wszyscy wokół nagle coś czytają, że w kinie właśnie weszła ekranizacja a na każdym rogu ulicy straszą mnie billboardy reklamujące właśnie tę pozycję, mnie jakoś przechodzi natychmiast ochota nawet na zainteresowanie się ową książką.
Niemniej reklama jest potężnym sprzymierzeńcem autorów i wydawców. I to nie tylko w branży książkowej, lecz w każdej. Wyobrażacie sobie taki sukces Harrego Pottera, gdyby nie było ekranizacji i wielkiej akcji reklamowej? Przecież pierwszej część HP wielu wydawców w Anglii odrzuciło. Wreszcie ukazała się w dosyć niskim nakładzie. Nie jestem pewien czy bez promocji, książka sama w sobie zdobyła by serca tak wielu czytelników. Podobnie ze sagą "Zmierzch". Na forach książkowych zwykle spotykam się z opinią, że jest to napisana takim sobie piórem opowieść miłosna dla nastolatek. Niby nic specjalnego, pozycja jakich wiele, ale w jakiś sposób wciągnęła rzesze czytelników. I tu znów ta sama prawidłowość - Hollywood i ekranizacja. To dopiero napędza sprzedaż, sprawia, że nakłady idą w miliony.

A jak można się przekonać analizując co ostatnimi laty było czy jest bestsellerami o milionowych nakładach, czy wielka literatura czy dobre czytadła, myślę, że więcej będzie tych drugich. Oczywiście nakład nie stanowi o wielkości literatury, trzeba o tym pamiętać.

M - 2010-12-29, 20:03

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Niemniej reklama jest potężnym sprzymierzeńcem autorów i wydawców.
Zgadzam się, ale że reklama u nas, a reklama na zachodzie (jeżeli chodzi o książki, komiksy) to dwie różne rzeczy. Książki np. Stephena Kinga reklamowane były na gigantycznych billboardach, jakich u nas nie powstydziłyby się bogate firmy samochodowe, czy też politycy najwyższego szczebla. Jego sława przyszła do naszego kraju ugruntowana, tak samo jak sława wielu innych pisarzy z zagrabanicy. Tak więc wydawca nie musiał u nas inwestować w to cholernie kosztowne przedsięwzięcie. Co więcej, miał pewność, że to nazwisko będzie dla niego skuteczną reklamą...

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Zależy też, co sprawiło, że wszyscy inni przeczytali. Czy to, że nagle wszystkie media zaczęły o danej pozycji mówić i zachwalać jako najwybitniejszą książkę ostatnich lat, czy też to, że po prostu książka ma w sobie to coś, co porywa czytelników.
Wiesz, reklamowanie książki słowami "Genialna, porywająca, niezapomniana, MUSISZ TO MIEĆ!" na wiele osób - osób, które czytają książki na co dzień, nie od wielkiego święta, zaznaczam - wpływa odstraszająco. Jakoś tak z góry taki czytelnik zakłada się, że największe echo wywołują rzeczy puste w środku, więc i tutaj może być podobnie ;-)
Trochę reklamy na pewno nie zaszkodzi, byle niezbyt nachalnej, ja osobiście nie lubię jak ktoś mówi mi co muszę mieć, a czego nie, więc może dlatego na mnie to działa odwrotnie.
Niemniej rozumiem, że reklama sprzedaje towar i nastawiona jest na masowość, no chyba, że ktoś jest w klasie luuuuuks, gdzie otrzymuje indywidualne oferty firm przygotowane tak by łechtać jego nieobliczalnie bogate w boga materializmu ego ;-)
Nachalne hasła są skuteczne, a wydawca patrzy tylko jak mu słupek sprzedaży rośnie. Choć oczywiście można przedobrzyć, ale zanim ludzie się zorientują, to wydawca nieźle na tym zarobi ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-11-11, 08:33

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Z punktu widzenia czytelnika (czytelnik też może reklamować książkę) polecilibyśmy innym książkę, którą uważamy za dobrą, której wystawilibyśmy dobrą recenzję. To wydaje się oczywiste.
Natomiast już na wyższych progach, tam gdzie w grę idą zyski, pieniądze, książka staje się często produktem jak każdy inny, jak płyn do mycia naczyń, proszek, nowy model komórki. Jest reklama i świetne opinie, bo ktoś wyłożył na to fundusze. Mniejsza o to jeśli przynajmniej książka jest dobra, ale jeśli słysząc wszędzie, że to jedna z lepszych książek ostatnich lat (itp, itd.) kupię, przeczytam i okaże się tandetną historią, zwyczajnie zostałem oszukany.
Popularne jest zjawisko tzw. patronatów nad książką. Ostatnio wprowadził to u siebie Selkar.pl, ale często robi to też Wirtualna Polska czy Radio Zet. Zastanawiam się co to oznacza, ten patronat. Czy ma funkcjonować jako znak jakości? Jeśli tak, to mnie to średnio przekonuje, podobnie jak rekomendacje na tylnej okładce z takich gazet jak Bravo czy podobne 'autorytety w dziedzinie literatury'.
I na jakiej zasadzie taki patronat działa. Wydawca daje pieniądze i książkę do objęcia patronatem czy może to WP czy Radio Zet wybiera sobie książkę, bo uważa ją za dobrą?

Kamil - 2011-11-11, 12:28

M napisał/a:
Czytanie dzieł na zasadzie "bo wszyscy inni to przeczytali" albo "bo to najważniejsza książka XXI wieku" to według mnie czysta komercja i podążanie za modą
M napisał/a:
Czym jakaś książka jest bardziej polecana i zachwalana, tym mniejszą mam ochotę ją przeczytać - czuję się wtedy jakbym sięgał po coś pospolitego...

Coś takiego równie dobrze można powiedzieć o książkach takich jak "Imię róży", "Mistrz i Małgorzata" i wiele innych. Czy to też podążanie za modą i komercja? Tylko o tych książkach nikt złego słowa nie powie i każdy się zaznajomi, bo wypada, bo ważna.
Dlatego dla mnie popularność i moda nie jest absolutnie żadnym wyznacznikiem, ale też mam chyba w sobie troche takiej przekory, dlatego do dziś nie sięgnąłem po te dwie książki które wymieniłem powyżej. Ale sięgnę... kiedyś. Bo wierzę, że dobre. Tylko że to będzie "podążanie za modą", prawda?

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Ostatnio wprowadził to u siebie Selkar.pl,
Może chcą podnieść sprzedaż pozycji na której mają większą marżę? Albo wydawca zapewnia jakieś dodatki? Np. egzemplarze do oddania w konkursach itd.
Ja się patronatami nie kieruję, jeśli już to biorę pod uwagę cytaty na tylnej części okładki, ale tylko tych osób, które mają u mnie pewien autorytet. Zawsze to lepsze niż przeczytać na odwrocie note wydawcy czyli często streszczenie lub zakończenie powieści (np. na drugim tomie 1Q84).

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-11-11, 13:24

kenaz napisał/a:
Coś takiego równie dobrze można powiedzieć o książkach takich jak "Imię róży", "Mistrz i Małgorzata" i wiele innych.


Ale tutaj zgodnie 'reklama' idzie i od znawców literatury i od dużej rzeszy czytelników czytających wiele, mających rozeznanie w dobrej literaturze. To już nieco silniejszy argument niż w przypadku owczego pędu jaki towarzyszył np. Zmierzchowi, gdzie nikt nie wiedział co to jest, ale nagle wszyscy zaczęli czytać. I większość zgodnie twierdzi, że książki są przeciętne.
Nigdy nie kierowałem się argumentem "bo wszyscy czytają", raczej nastawia mnie on do książki niechętnie lub sceptycznie. Ale cenię sobie opinie znajomych, którym wiedzy literackiej i ocenom wierzę. Dla jednej takiej szczerej rekomendacji jestem w stanie się na książkę skusić.

Procella - 2011-11-11, 13:59

Ja nie za bardzo rozumiem postawę "wszyscy to czytają (także"słuchają" i "oglądają"), więc ja nie, bo to zUa komercja jest". U mnie szum wokół czegoś raczej wywołuje zainteresowanie. Choć nie lecę za tym bezmyślnie i automatycznie, czasem widzę, że to nie dla mnie i wtedy się tym nie przejmuję.
Raziel - 2011-11-11, 14:09

Mam zdanie bardzo zbliżone do Procelli.
Kamil - 2011-11-11, 14:35

Procella napisał/a:
Ja nie za bardzo rozumiem postawę "wszyscy to czytają (także"słuchają" i "oglądają"), więc ja nie, bo to zUa komercja jest".

To druga skrajność, równie popularna jak "wszyscy czytają to ja też", mi sie wydaje, że nie należe do żadnej z tych grup, a wśród znajomych to właśnie ta druga grupa ("wiec ja nie, bo to komercha") jest irytująca ze swoim podejściem do lektur, silą się żeby za wszelką cenę być "alternatywnym", nie powstrzymują się od ostrej krytyki wszystkiego tego, co akutalnie popularne (ale im znane tylko z reklam) + gadanie sprowadzające się do "no i co ty czytasz, czas tracisz, sięgnąłbyś po coś ambitnego!". A może nie szukam czegoś ambitnego i chcę się odprężyć przy Brownie?

Czarna_Smoczyca - 2011-11-11, 16:52

Ja chyba nie mam zdania na ten temat :-/
Media mnie nie interesuja, rzadko kiedy ogladam tv i nie wiem co jest aktualnie na topie. Czytam co mi kto dostarczy, podaruje czy pozyczy, czyli i te przereklamowane bestsellery i te przecietniaki. Ja mam wybor to siegam po jakies ambitniejsz tytuly, ale nie pogardze i ,,Zmierzchem". Nigdy nie oceniam ksiazki przed jej przeczytaniem.

Córka Lavransa - 2011-11-11, 21:14

Czarna_Smoczyca napisał/a:
Nigdy nie oceniam książki przed jej przeczytaniem.

Popieram. W zasadzie wyłącznie dlatego sięgnęłam po Harry'ego Pottera, tak wszyscy po tym jechali, że stwierdziłam, że skoro mam brać udział w dyskusji, to wypada się zapoznać.
Pottera polubiłam, Whartona i Coelho - nie, co pewnie nie za dobrze o mnie świadczy w gronie osób czytających to, co trendy, ale trudno, jakoś to zniosę. :)

Patronat np. Radia Zet, selkar.pl czy lubimyczytac.pl ma dla mnie wymiar czysto informacyjny - często dowiaduję się w ten sposób o istnieniu jakiejś książki. Raczej nie biegnę jej zaraz kupić, ale przynajmniej wiem, że jest, mogę poszukać opinii na jej temat i wtedy zadecydować, czy byłabym nią zainteresowana.

Viwoo - 2011-11-12, 21:19

Gdy jakaś książka jest bardzo popularna, to trochę mnie to zniechęca, bo obawiam się rozczarowania. Ale nie skreślam jej z tego powodu, i jeśli wyda mi się interesująca to mam ją na uwadze, z tym, że nie muszę jej od razu mieć/przeczytać.
A często to nawet nie wiem co jest aktualnie na topie, co media reklamują i 'co się czyta'.
Whartona przykładowo 'poznałam' widząc u koleżanki (lata temu) i wypożyczyłam z ciekawości (przyznam, że mnie akurat przypadł do gustu).

Tifa Lockhart - 2013-01-10, 08:35

Myślę, że reklamowanie książek w mediach to przydatna rzecz. A nuż ktoś się zainteresuje, kupi, przeczyta i zostanie fanem danego autora? :) Uważam tylko, że nie powinno się to odbywać w sposób bardzo nachalny. Weźmy chociażby przykład ''Pięćdziesięciu twarzy Grey'a''. Książka atakowała mnie z każdej strony. Tu w Biedronce, w każdej księgarni tylko ona na wystawie, w radiu o niej trąbili. Czułam się wręcz osaczona.
Ravena - 2013-01-10, 09:22

Niedługo zajrzysz do lodówki, a tam Grey :P
Córka Lavransa napisał/a:
Patronat np. Radia Zet, selkar.pl czy lubimyczytac.pl ma dla mnie wymiar czysto informacyjny

Przestałam kompletnie zwracać na to uwagę. Podobnie na te wszystkie znaczki bestseller, miliony sprzedanych egzemplarzy, itp.
I nie znoszę rekomendacji na okładkach typu "w stylu słynnego Cienia wiatru!", albo "szwedzkie Przeminęło z wiatrem!", rosyjski "Wywiad z wampirem!" - do pasji mnie to doprowadza ^^
Ale jednak wciąż nie mamy telewizyjnych reklam książek. Takich z polotem, jak wiele reklam dla produktów użytkowych. A w sumie chciałabym kiedyś zobaczyć jakąś inteligentną reklamę książki, można zrobić niezłe spoty propagujące czytanie, to chyba można by i literaturę... :)

Córka Lavransa - 2013-01-10, 09:33

Tifa Lockhart napisał/a:
Weźmy chociażby przykład ''Pięćdziesięciu twarzy Grey'a''. Książka atakowała mnie z każdej strony.

Gdyby nie to, nikt normalny by tego nawet kijem nie dotknął. A tak, to proszę, nawet przeczytałam. Nawet wszystkie.
I nadal saga "Zmierzch" jest najgorszym cyklem w moim życiu. ;)

Ravena napisał/a:
Ale jednak wciąż nie mamy telewizyjnych reklam książek.

Koszt produkcji reklamówki telewizyjnej jest dość wysoki i wątpliwe, żeby się zwrócił... Poza tym produkcja takiej reklamówki ma sens w przypadku produktów, które są na rynku odpowiednio długo. A książka...? "Moda" na takiego Greya choćby to będzie miesiąc-dwa i za chwilę wyskoczy inne paskudztwo.

Można by reklamować książki w telewizji przy okazji np. wypuszczania do kin ekranizacji. Duże wydawnictwa mogłyby sobie pozwolić chyba na reklamę cykli wydawniczych...

Ravena - 2013-01-10, 09:41

Córka Lavransa napisał/a:
Koszt produkcji reklamówki telewizyjnej jest dość wysoki i wątpliwe, żeby się zwrócił... Poza tym produkcja takiej reklamówki ma sens w przypadku produktów, które są na rynku odpowiednio długo.

Pewnie tak. Ale nawet te tzw "trailery" książek w Sieci są często jakieś bez polotu ^^

Córka Lavransa - 2013-01-10, 09:48

No tak, pokażą okładkę, opis z tyłu i po sprawie... Szkoda. :-/
Vesper - 2013-01-10, 19:22

A ja tam jestem z natury ciekawska więc jak wszyscy się czymś zachwycają to zazwyczaj sprawdzam o co tyle krzyku. I tak samo jak w przypadku niezareklamowanej książki można trafić fajnie albo nie. Czasem dostajesz Mistrza i Małgorzatę a czasem Graya...
Kamil - 2013-01-10, 20:16

Nagłaśnianie w mediach jest dobre, bo promuje książki (jakie by nie były...). A nuż ktoś dzięki temu sięgnie po jakąś tandete a potem po coś następnego aż wreszcie po coś lepszego :)

Ten Grey coraz bardziej mnie ciekawi. Córko, masz ebooka na Kindle? Czy można sie na tym pośmiać?

Córka Lavransa - 2013-01-11, 12:39

Miałam, wyrzucam zaraz po "przeczytaniu" każdej części.
"Przeczytanie" sprowadza się tak naprawdę do rzucenia okiem co drugą stronę, czy coś się zmienia.
Pośmiać się nie bardzo jest z czego, jest to po prostu nudne.
Naiwna dziewica spotyka bogatego kolesia (to, że jest bogaty, ma znaczenie, ponieważ a) na biednego by pewnie tępa dzida nie poleciała, b) nie bardzo mają o czym ze sobą rozmawiać, więc cała "akcja" to sceny erotyczne i opisy różnych luksusów typu własny samolot), oczywiście się zakochuje, po czym
Spoiler:
okazuje się, że biedaczek nie może inaczej, niż z pejczem i innymi zabawkami. I że ona musi podpisać z nim umowę, że będzie jego uległą i takie tam. Po czym oczywiście (!) okazuje się, że on jest bardzo wrażliwy i w ogóle, to wszystko ma źródło w dzieciństwie, a tak naprawdę on ją kocha nad życie.

Prawie jak Meyer, tylko w grę wchodzą jeszcze wyżej wymienione zabawki.
Jeśli chcesz, spróbuj z pierwszą częścią, ale ja nie polecam.

motylek727 - 2013-01-11, 12:44

A moja koleżanka czytała 2 części i jest zachwycona. Ja właśnie słyszałam więcej negatywnych opinii na temat Greya niż pozytywnych, ale tak się zastanawiam od jakiegoś czasu, że może samemu trzeba się przekonać? Na razie mam do czytania inne książki, więc Grey na pewno sobie poczeka... O ile się doczeka :P
Kamil - 2013-01-11, 13:02

Córka Lavransa napisał/a:
Jeśli chcesz, spróbuj z pierwszą częścią, ale ja nie polecam.

Skutecznie mnie zniechęciłaś. Kijem nie dotknę.

Córka Lavransa - 2013-01-11, 16:00

motylek727 napisał/a:
A moja koleżanka czytała 2 części i jest zachwycona.

Ja nikomu nie bronię, wierzę, że są takie osoby, którym się to podoba, które to może podnieca. Ja do nich nie należę z różnych względów.
Dla mnie scena, w której
Spoiler:
laska leży topless na plaży, a facet jej robi karczemną awanturę, bo patrzy na nią ochrona i mogą się trafić paparazzi (no, naturalnie, przecież on taki sławny i doskonały), przy czym na określenie zdenerwowania faceta autorka zna tylko jeden sposób, a mianowicie napisanie, że on warczy (warczy tak przez trzy tomy, ciągle go widzę jako takiego wkurzonego pinczerka)
jest absurdalna. Nie zabawna, ale absurdalna właśnie.

motylek727 - 2013-01-11, 18:31

Pewnie masz rację, Córko :) Ja się nie wypowiadam, bo nie czytałam ;)
Córka Lavransa - 2013-01-11, 18:44

To spróbuj, porozmawiamy. ;)
Radament - 2013-01-11, 18:48

Mnie an takiej zasadzie udało się przeczytać Zmierzch. Przez pierwsze dwa rozdziały, myślałam że w sumie to nie jest takie tragiczne, żeby to traktować jak jedną z kar piekielnych. Potem pojawił się Edward.
Ale przynajmniej nikt mi już nie zarzuci, że nie mogę się wypowiadać, bo nie czytałam xD

Goldi_91 - 2013-01-13, 19:03

Tifa Lockhart napisał/a:
Książka atakowała mnie z każdej strony. Tu w Biedronce, w każdej księgarni tylko ona na wystawie, w radiu o niej trąbili. Czułam się wręcz osaczona.

Mi nawet przysłali tą książkę przez pomyłkę zamiast zamówionej przeze mnie. Więc co ja mam powiedzieć?
Co do mediów, to nie mam nic przeciwko. bardziej męczą mnie autorzy, po których stylu pisania aż widać, że zakontraktował książkę na 7 części i teraz kombinuje jak tu to naciągnąć, żeby było ok :mrgreen: .


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group