Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Książki - Dom bez książek

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-13, 08:43
Temat postu: Dom bez książek
Jak zapatrujecie się na zagadnienie posiadania książek w domu. Jak to wygląda u Was (tu jestem spokojny, na pewno świetnie), a jak u Waszych znajomych. Zwłaszcza to ostatnie jest ciekawe. Zdarza Wam się zajść do kumpla, przyjaciółki i delektować się patrzeniem na ich podręczny księgozbiór? :)

Czy książki w domu są potrzebne, żeby się w nim dobrze czuć, czy może wystarczy od czasu do czasu zajść do biblioteki. W tym temacie chciałbym porozmawiać nie tyle o czytaniu książek, bo to każdy z nas kocha i nie ma dylematu, ale o posiadaniu, o tym czy bez książek w domu da się żyć. :)

M - 2010-12-13, 09:25

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Jak zapatrujecie się na zagadnienie posiadania książek w domu.
Szczerze mówiąc, to ja osobiście nie wyobrażam sobie domu bez książek. Dom bez książek jest jak pokój bez klamek ;-) W miejscu mojego zamieszkania zawsze były książki, raz było ich więcej, raz mniej, ale zawsze były. Moi dziadkowie posiadali całkiem pokaźna bibliotekę, w której można było znaleźć m.in. nieśmiertelne dzieła Włodzimierza Lenina :mrgreen: Mój ojciec też ma swoją kolekcję, która choć wielkością nie bije na głowę, ale małe co nieco się w niej znajduje. Ja mam 84 książki (z czego 44 poświecone starożytnemu Rzymowi), ale niestety zostały one w mieszkaniu w Szczecinie. Dopóki nie kupimy z narzeczoną własnego mieszkania, to będę na wynajmowaną kawalerkę zwoził tylko książki które namówią mnie na rozpoczęcie lektury ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Zdarza Wam się zajść do kumpla, przyjaciółki i delektować się patrzeniem na ich podręczny księgozbiór? :)
Niestety, nie bardzo. Większa część mojego dość szerokiego grona znajomych to ludzie, którzy może nie tyle brzydzą się słowem pisanym, co niespecjalnie go pożądają ;-) W związku z tym, posiadane przez nich książki są raczej w ilościach dość szczątkowych. Tylko nieliczni posiadają ich kilkanaście, choć z reguły są to pozycje wybrane w dość chaotyczny sposób, np. pod wpływem czytelniczej mody ("Bridget Jones" i "Kod Leonarda da Vinci" obok sagi "Zmierzch" tylko to jedno nasuwa mi się na myśl :mrgreen: ).
Tylko jedno zaprzyjaźnione małżeństwo posiada dość ciekawy księgozbiorek (Zafon, Koontz, Dan Brown, Cussler + kilkanaście pozycji historyczno-politycznych oraz trochę kobiecej literatury). Wadą jest to, że urodziło im się teraz dziecko i na czytanie raczej czasu nie mają, a pieniądze pakują w zasadzie tylko w potomka swoich lędźwi, więc księgozbiorek nie zmienił się od kilku miesięcy ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Czy książki w domu są potrzebne, żeby się w nim dobrze czuć, czy może wystarczy od czasu do czasu zajść do biblioteki.
Najlepiej się czuję w księgarniach i w antykwariatach, gdzie książek jest duuuuuuuuuuuużo ;-) Biblioteki już tak na mnie nie działają niestety. Może dlatego, że jestem książkowym fetyszystą :mrgreen:
Córka Lavransa - 2010-12-13, 21:05

Lubię biblioteki, mają taki swojski, kochany, książkowy zapach. :)

W domach, w których bywam - nie jest ich wiele - najczęściej jest dużo książek. I ludzie są przyzwyczajeni, że od progu witam się z nimi machnięciem ręki i pędzę na polowanie. :) Szczególnie moja przyjaciółka, która jest hm... w dobrej sytuacji finansowej i zawsze ma coś nowego, jest zawsze przygotowana na to, że mocno przetrzebię jej liczne szeregi. :)

U mojej teściowej książek nie ma. Nie wpływa to oczywiście na przytulność domu, gdzie zawsze jest smakowite jedzenie, kwitnące storczyki i mnóstwo przytulastych, domowych detali. Nie wpływa to też zresztą specjalnie na teściową, która w bibliotece bywa i czyta. Co tam czyta, to jej sprawa, ale czyta. Wniosek - bez książek w domu można żyć. :)

Aha, jeszcze jedno - w obcym mieszkaniu, w którym jestem po raz pierwszy, u osoby, którą dopiero poznaję - zawsze kieruję się w stronę półki z książkami. To, co dana osoba u siebie ma, coś mi o niej zawsze powie. :)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-13, 21:26

Córka Lavransa napisał/a:
Aha, jeszcze jedno - w obcym mieszkaniu, w którym jestem po raz pierwszy, u osoby, którą dopiero poznaję - zawsze kieruję się w stronę półki z książkami. To, co dana osoba u siebie ma, coś mi o niej zawsze powie.


'What! You too? I thought I was the only one.' :)

Córka Lavransa napisał/a:
Wniosek - bez książek w domu można żyć. :)


Ale co to za życie? Bez urazy dla teściowej. :)

Córka Lavransa - 2010-12-13, 23:42

Yeah, me too :mrgreen:
Trzeba trochę powęszyć i obadać, kto zacz...

Życie całkiem niezłe, wydaje mi się, tym bardziej, że jak napisałam, to nie jest życie bez książek, tylko dom bez książek. A to różnica. :)
Życie bez książek obserwuję na przykładzie jednej z moich koleżanek z pracy. Clubbing, clubbing, clubbing, to tak w skrócie. Kosmetyki, "Kac Vegas" i "Lejdis"... i niewiele więcej. Co dziwniejsze - narzeczony tej koleżanki "czyta". Piszę to z lekkim przekąsem, ponieważ pan czyta rzeczy "modne". Był więc Murakami, był Kapuściński. Z panem nie rozmawiałam, ale rozmawiam z koleżanką i czasami jest to nawet zabawne, kiedy ona z pełnym przekonaniem głosi zasłyszane od niego opinie, nie mając żadnej styczności z książką, na temat której się wypowiada...
Dla mnie takie życie to byłby koszmar. Koleżanka jednak w nieświadomości swej wygląda na względnie szczęśliwą, więc jej nie żałuję. :)

M - 2010-12-14, 08:36

Córka Lavransa napisał/a:
U mojej teściowej książek nie ma. Nie wpływa to oczywiście na przytulność domu, gdzie zawsze jest smakowite jedzenie, kwitnące storczyki i mnóstwo przytulastych, domowych detali. Nie wpływa to też zresztą specjalnie na teściową, która w bibliotece bywa i czyta. Co tam czyta, to jej sprawa, ale czyta. Wniosek - bez książek w domu można żyć. :)
U mojej teściowej książek jest całkiem sporo, co raczyłem wykorzystać kiedy w ubiegłym roku złamałem rękę i z nudów przetrzebiłem nieco jej domową biblioteczkę. Aż się dziwię, że moja narzeczona nie lubi czytać mając w młodym wieku taką styczność ze słowem pisanym...

Córka Lavransa napisał/a:
w obcym mieszkaniu, w którym jestem po raz pierwszy, u osoby, którą dopiero poznaję - zawsze kieruję się w stronę półki z książkami. To, co dana osoba u siebie ma, coś mi o niej zawsze powie. :)
Ale to może też na swój sposób mylić, jak to z pozorami bywa. Moja biblioteczka głównie składa się z książek stricte naukowych, więc osoby odwiedzające mój pokój w Szczecinie mogą mieć wrażenie, że jestem jakimś intelektualistą :mrgreen: A to przecież nieprawda ;-)
Córka Lavransa - 2010-12-14, 20:28

Martinus Jachus napisał/a:
Ale to może też na swój sposób mylić, jak to z pozorami bywa. Moja biblioteczka głównie składa się z książek stricte naukowych, więc osoby odwiedzające mój pokój w Szczecinie mogą mieć wrażenie, że jestem jakimś intelektualistą :mrgreen: A to przecież nieprawda ;-)


Zaprawdę, zaprawdę, wszyscy wiedzą, że jesteś przyrośniętym do butelki z winem marki wino prymitywem i tylko zręcznie się maskujesz... :hehe:

M - 2010-12-15, 09:24

Córka Lavransa napisał/a:
Zaprawdę, zaprawdę, wszyscy wiedzą, że jesteś przyrośniętym do butelki z winem marki wino prymitywem i tylko zręcznie się maskujesz... :hehe:
Przejrzałaś mnie, chociaż nie do końca :mrgreen: Tak naprawdę jestem nieślubnym synem Boba Marley'a i Joli Rutowicz, przez co do dnia dzisiejszego pozostaję pod opieką psychoterapeutów. W nocy śnią mi się krasnoludki i mówią "Zrobimy siku, jak nie kupisz kolejnej książki" i w związku z tym kupuję je i czytam, bo boję się obudzić na prześcieradle z wielką żółtą plamą :mrgreen: Poza tym - pomimo faktu, że mieszkam na czwartym piętrze, to nie jestem człowiekiem na wysokim poziomie. Nie lubię podejmować trudnych decyzji, ale uwielbiam podejmować pieniądze z banku :mrgreen: Taki ogólnie dziwny człek jestem ;-)
Córka Lavransa - 2010-12-15, 22:33

Ja bym też wymagała opieki psychiatrycznej, gdybym musiała żyć ze świadomością, że mój ojciec zmarł trzy lata przed narodzinami mojej matki... :hehe:
Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-17, 21:38

Martinus Jachus napisał/a:
U mojej teściowej książek jest całkiem sporo, co raczyłem wykorzystać kiedy w ubiegłym roku złamałem rękę i z nudów przetrzebiłem nieco jej domową biblioteczkę.


Ja niestety nigdy nie miałem w otoczeniu rodziny i znajomych domu, na którego biblioteczce mógłbym pasożytować. :) A na pewno taka przygoda byłaby miła.

Martinus Jachus napisał/a:
Moja biblioteczka głównie składa się z książek stricte naukowych, więc osoby odwiedzające mój pokój w Szczecinie mogą mieć wrażenie, że jestem jakimś intelektualistą :mrgreen: A to przecież nieprawda ;-)


Skromność przede wszystkim. Moja biblioteka składa się głównie z literatury pięknej, w połowie klasycznej, w połowie z fantastyki plus trochę literatury przygodowej, podróżniczej czy reportażu. Można by odnieść wrażenie, że mieszka tu jakiś humanista, a nie inżynier. :) Pozory mogą mylić. :)

Córka Lavransa napisał/a:
Życie bez książek obserwuję na przykładzie jednej z moich koleżanek z pracy. Clubbing, clubbing, clubbing, to tak w skrócie. Kosmetyki, "Kac Vegas" i "Lejdis"... i niewiele więcej.


Bardzo dobrze opisał tą kwestię jednym zdaniem C.S. Lewis:

"Friendship is unnecessary, like philosophy, like art... It has no survival value; rather it is one of those things that give value to survival."

Czytanie wcale nie jest do życia potrzebne, można sobie dobrze bez niego radzić. Fakt faktem, że bez książek nie byłoby naszej cywilizacji w obecnym kształcie. Internet, telewizję mamy dopiero od kilkunastu lat/dekad natomiast książka towarzyszy nam od wieków. I zawsze towarzyszyła domom inteligentnych ludzi.

M - 2010-12-30, 08:49

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Czytanie wcale nie jest do życia potrzebne, można sobie dobrze bez niego radzić.
Oczywiście, że można. W naszym kraju sytuacja wygląda tak: większość Polaków nie czyta i nie rozumie "wyrzucania" pieniędzy na książki. Ci którzy czytają, podchodzą do książek w specyficzny sposób - książka ma duszę, musi żyć, nie ocenia się jej po okładce, musi to być ryza kartek śmierdząca kurzem i starością, itd. Dla mnie książka to jest zwykły przedmiot jak figurka Hasbro czy klocki Lego. Im lepszej jest jakości, tym większą ma wartość kolekcjonerską. Są ludzie, którzy zbierają monety, są tacy, którzy zbierają znaczki i to jest powszechnie rozumiane i akceptowane, choć zarówno monety, jak i znaczki mają inne zastosowanie praktyczne ;-)

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Fakt faktem, że bez książek nie byłoby naszej cywilizacji w obecnym kształcie. Internet, telewizję mamy dopiero od kilkunastu lat/dekad natomiast książka towarzyszy nam od wieków. I zawsze towarzyszyła domom inteligentnych ludzi.
Mogę się pod tym podpisać rękami i nogami ;-) Z całą świadomością i odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że książki były, są i zawsze będą dla mnie ważne. Były w moim życiu zawsze, czytam je i zbieram już od ponad piętnastu lat, choć księgozbiór wielokrotnie ulegał zmianom, czasem dość poważnym ;-) Są takie książki, które lata temu zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie, które przeczytałem masę razy i mimo tego, że obecnie stoją i kurzą się na półce i może już nigdy do nich nie zajrzę, to nigdy w życiu bym się ich nie pozbył ;-)
Córka Lavransa - 2011-01-01, 20:01

Martinus napisał/a:
Ci którzy czytają, podchodzą do książek w specyficzny sposób - książka ma duszę, musi żyć, nie ocenia się jej po okładce, musi to być ryza kartek śmierdząca kurzem i starością, itd. Dla mnie książka to jest zwykły przedmiot jak figurka Hasbro czy klocki Lego. Im lepszej jest jakości, tym większą ma wartość kolekcjonerską.


Dla mnie książka ma duszę. Musi tak być, skoro jest przyjacielem człowieka. Jak kobieta. ;)
Dlatego nigdy nie powiem, że książka "śmierdzi" starością. Ona nią pachnie...

Nie zgodzę się też z twierdzeniem, że im lepszej jest przedmiot jakości, tym większą ma wartość kolekcjonerską. Rozlatujący się egzemplarz "Chłopów" w pierwszym wydaniu miałby dla mnie o wiele większą wartość niż lśniący nowością "Zmierzch" S. Meyer w oprawie twardej z obwolutą...

A w temacie - ostatnio zdarzyło mi się oglądać plany domu kolegi z pracy. I jest tam miejsce na gabinet z książkami. Niezbyt duży, ale słoneczny, z narożnym oknem... Rozmarzyłam się... :)

M - 2011-01-01, 20:41

Córka Lavransa napisał/a:
Dlatego nigdy nie powiem, że książka "śmierdzi" starością. Ona nią pachnie...
Witam w gronie fetyszystów :mrgreen:

Córka Lavransa napisał/a:
Nie zgodzę się też z twierdzeniem, że im lepszej jest przedmiot jakości, tym większą ma wartość kolekcjonerską. Rozlatujący się egzemplarz "Chłopów" w pierwszym wydaniu miałby dla mnie o wiele większą wartość niż lśniący nowością "Zmierzch" S. Meyer w oprawie twardej z obwolutą...
W przykładzie który podałaś - masz rację. Natomiast w przypadku - rozlatujący się egzemplarz "Zmierzchu" nie ma tej samej wartości co nowy i nieczytany egzemplarz "Zmierzchu", prawda? ;-)
Przemek0911 - 2011-01-01, 20:55

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Zdarza Wam się zajść do kumpla, przyjaciółki i delektować się patrzeniem na ich podręczny księgozbiór? :)

Moi kumple mają tylko podręczniki, a i to nie zawsze:D
U siebie mam bardzo dużo książek.

Córka Lavransa - 2011-01-01, 22:09

Martinus napisał/a:
W przykładzie który podałaś - masz rację. Natomiast w przypadku - rozlatujący się egzemplarz "Zmierzchu" nie ma tej samej wartości co nowy i nieczytany egzemplarz "Zmierzchu", prawda? ;-)


Nieprawda - w tym przykładzie obie książki, które wymieniłeś, nie mają absolutnie żadnej wartości... :hehe:

Przemek0911 - 2011-01-02, 15:49

Córka Lavransa napisał/a:
Martinus napisał/a:
W przykładzie który podałaś - masz rację. Natomiast w przypadku - rozlatujący się egzemplarz "Zmierzchu" nie ma tej samej wartości co nowy i nieczytany egzemplarz "Zmierzchu", prawda? ;-)


Nieprawda - w tym przykładzie obie książki, które wymieniłeś, nie mają absolutnie żadnej wartości... :hehe:

Zależy dla kogo, zawsze można sprzedać. :)

elfrun - 2011-01-06, 09:49

W domach w ktorych mieszkalam zawsze bylo mnostwo ksiazek. W moim domu rodzinnym bylo ich calkiem sporo. W moim pokoju juz pod koniec szkoly sredniej nagromadzilam okolo 600 ksiazek, w okresie studiow liczba ta znacznie wzrosla. Moi rodzice kolekcjonowali ksiazki zanim pojawilam sie na swiecie. Najbardziej pamietam gigantyczna kolekcje z ksiazkami o malarstwie mojej mamy, pochodzily z roznych krajow i byly naprawde piekne. Pamietam ze jako male dziecko urzadzalam sobie wycieczki do Ermitazu, Luwru i British Muzeum ogladajac rozne albumy. Rowniez w mieszkaniach mojej dalszej rodziny bylo mnostwo ksiazek. Siostra mojej mamy, ktora mieszkala w malutkim mieszkanku z mezem i trojka dzieci miala cala czterodrzwiowa szafe pelna ksiazek. Staly jedna na drugiej w kilku rzedach. Uwielbialam po niej buszowac.
Jesli chodzi o domy moich przyjaciol to najczesciej oni rowniez mieli spore kolekcje. Moja najblizsza przyjaciolka, ktora mieszka w Polsce tez jest ksiazkomaniaczka. Zawsze kiedy wracam do kraju nasze pierwsze spotkanie ma miejsce w ksiegarnii Empik. Potrafimy tam siedziec przez kilka godzin, rozmawiajac o zyciu i ksiazkach a potem wedrujemy do innych ksiegarni, ktore lubimy.
Z moich norweskich przyjaciol jedynie dwie dziewczyny lubia ksiazki. Reszta zdecydowanie woli filmy. Ja rowniez uwielbiam filmy, mam ich obecnie chyba z 600, jednak jesli mialabym dokonac wyboru co zakupic, zdecydowanie wolalabym kupic ksiazke niz film.
W domach bez ksiazek czuje sie troche nieswojo. Czegos mi po prostu brakuje. W moim domu ksiazki sa w kazdym pomieszczeniu za wyjatkiem toalety, nawet w kuchni. Kiedys moj syn zazartowal sobie ze nasze mieszkanie sklada sie z czterech bibliotek i toalety.
Cos w tym jest.

Panna Jeż - 2011-01-06, 17:03

W moim domu zawsze było duzo książek, ale głównie słowników, encyklopedii, różnego rodzaju pomocy dydaktycznych, z których korzystali wszyscy znajomi, ewentualnie książek dla dzieci, ale kupowania powieści rodzice ani siostry nie uznawały, bo przecież można je wypożyczyć z biblioteki. Moja mama bibliotekarka z trzydziestopięcioletnim stażem postanowiła chyba wspierać swoją instytucję ;) Jako jedyna w domu kupuję książki dla siebie.
Procella - 2011-01-09, 20:37

http://bookshelfporn.com/
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-02-13, 11:40

Eva del Dolores napisał/a:
W moim domu zawsze było duzo książek, ale głównie słowników, encyklopedii, różnego rodzaju pomocy dydaktycznych,


To jest ciekawe, że domach rodziców, dziadków, nawet jeśli nie było tysięcy książek to przeważnie zawsze można znaleźć Pismo Święte, Słowniki języka polskiego, encyklopedie i przynajmniej kilka dzieł klasyków w stylu Sienkiewicza, Prusa. Nie wiem z czego to wynikało, ale wydaje mi się, że były po prostu książki, które "powinny się znaleźć w każdym domu". Bo są użyteczne, bo są ważne w narodowej tradycji.

Czy dziś też mamy taki zestaw, który powinien być w każdym domu? :)

Córka Lavransa - 2011-02-13, 12:01

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
To jest ciekawe, że domach rodziców, dziadków, nawet jeśli nie było tysięcy książek to przeważnie zawsze można znaleźć Pismo Święte, Słowniki języka polskiego, encyklopedie i przynajmniej kilka dzieł klasyków w stylu Sienkiewicza, Prusa. Nie wiem z czego to wynikało,


Wydaje mi się, że te pozycje po prostu były dostępne na rynku.
Moi rodzice zawsze byli maniakami czytelniczymi i kupowali wszystko, co im wpadło w ręce (moja mama miała nawet "subskrypcję" w księgarni, więc automatem odkładano jej wszelkie nowości). I pamiętam, jak się kiedyś zdziwiłam, jeden chłopak tutaj na forum napisał, że odziedziczył biblioteczkę, było tam kilka setek tytułów - wyglądało to jak spis moich rodziców.

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Czy dziś też mamy taki zestaw, który powinien być w każdym domu? :)


Nie zastanawiałam się nigdy nad tym, co powinno być w każdym domu. I czy w ogóle coś powinno. Chyba nie, niech każdy sobie ma według swojego uznania...

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-02-13, 12:21

Córka Lavransa napisał/a:
I czy w ogóle coś powinno


Właśnie dlatego użyłem słowa "czy?". Ja w zasadzie kieruje się swoim gustem i kupuję to, co chcę mieć na półkach, co będę chciał przeczytać w bliższej lub dalszej przyszłości. Staram sięaby to były dobre, wartościowe książki, ale od czasu do czasu skuszę się też na czytadła, choć przy tak wielu książkach, które chciałbym mieć, robię to dość rzadko, z racji ograniczonych funduszy.

Córka Lavransa napisał/a:
Wydaje mi się, że te pozycje po prostu były dostępne na rynku.


Niemniej było charakterystyczne, że niezależnie czy ktoś czytał mniej czy więcej jakieś książki na półkach były. Dziś albo ktoś jest wielbicielem czytelnictwa i ma dużo książek, albo, w przeważającej liczbie przypadków, nie ma ich wcale.

Weronika - 2011-02-13, 13:08

Byłam wczoraj( w sprawie służbowej) w jednym takim domu.Przywitał mnie gospodarz,facet ok.40-50 lat. W trakcie rozmowy okazało się,że jest analfabetą. Nigdy nie nauczył się czytać ani pisać!
Córka Lavransa - 2011-02-13, 13:30

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Niemniej było charakterystyczne, że niezależnie czy ktoś czytał mniej czy więcej jakieś książki na półkach były.


Kryształy na meblościankach stały. :) Ludzie brali, co dają...

Weronika napisał/a:
Przywitał mnie gospodarz,facet ok.40-50 lat. W trakcie rozmowy okazało się,że jest analfabetą. Nigdy nie nauczył się czytać ani pisać!


Ciekawe. Jak taki człowiek funkcjonuje? Jak sobie radzi w codziennym życiu? :shock:

alibaba - 2011-02-13, 16:47

A dowiedziałaś się Weroniko, jaka jest tego przyczyna? Bo mnie się wydaje, że tylko ktoś, głęboko upośledzony umysłowo może być analfabetą. Innej przyczyny nie potrafiłabym zrozumieć.
Raziel - 2011-02-13, 18:30

Mam w domu kilka książek taty (chyba ponad 30 sztuk), powieści, religijne, naukowe... Żadna to biblioteczka. Sam dopiero zacząłem kupować książki (kupiłem już całe 2). W związku z tym dużo czasu minie, zanim powstanie w moim pokoju duży zbiór. Póki co korzystam z biblioteki i jestem w stanie wyobrazić sobie dom bez książek. Kumple właściwie nie mają swoich książek, jedynie zrobiła na mnie wrażenie kolekcja matki jednego z moich przyjaciół, ponad 100 książek z kategorii "klasyka".
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-02-13, 22:14

Raziel napisał/a:
Póki co korzystam z biblioteki i jestem w stanie wyobrazić sobie dom bez książek.


Wiele osób tak zaczynało. Nie inaczej było u mnie. Co raz zaglądałem do biblioteki i podczytywałem w pociągach podczas dojazdów do szkoły. Później zacząłem powoli kompletować biblioteczkę. Zaczynając od zgromadzenia książek, które już czytałem z biblioteki i zrobiły na mnie wrażenie. Później zacząłem kupować nowe lektury.
Zawsze od czegoś trzeba zacząć. A jeśli ktoś lubi czytać to zacznie prędzej czy później.

Raziel napisał/a:
Kumple właściwie nie mają swoich książek


Czytanie dziś nie jest jakimś super popularnym sportem. :)

Karolina912 - 2011-02-13, 22:21

Ja całe szczęście poszczycić się mogę dość dużą ilością książek w moim pokoju, bo w samym jednym regale jest ich ok. 100. Fakt, że są to głównie lektury i książki których nie czytałam i raczej nie mam zamiaru przeczytać, po prostu nie są to moje klimaty. A jeżeli chodzi o znajomą, niestety nie posiada za dużej kolekcji książek, lecz po prostu nie może sobie na nie pozwolić. Zawsze przecież można pójść sobie do biblioteki :)
Panna Jeż - 2011-02-14, 19:16

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
To jest ciekawe, że domach rodziców, dziadków, nawet jeśli nie było tysięcy książek to przeważnie zawsze można znaleźć Pismo Święte, Słowniki języka polskiego, encyklopedie i przynajmniej kilka dzieł klasyków w stylu Sienkiewicza, Prusa.

Uczniu, to wygląda, jakbyś był w moim domu i spisał zawartość półek :hehe:
Widać to typowy zestaw pokolenia naszych rodziców. Nie wiem jak to było w innych domach. Moi rodzice zdecydowanie kierowali się przydatnością tych wszystkich tomów dla swojej podrastającej dziatwy :lol: Poza tym mama zawsze była dumna ze swego domowego katalogu :)

Córka Lavransa - 2011-02-14, 20:16

Karolina912 napisał/a:
Zawsze przecież można pójść sobie do biblioteki :)


I na szczęście... Chociaż ja się ostatnio trochę opuszczam. Jak zawsze na początku roku, kiedy to trzeba przeczytać wszystkie prezenty świąteczne - swoje i znajomych. :)

Weronika - 2011-02-26, 19:26

Człowiek,o którym pisałam,nie jest chory psychicznie.Kiedy się spontanicznie zapytałam - "dlaczego nie umie pisać i czytać?" Odpowiedział - "Bo chcę mieć święty spokój!"
Dziwne - co?

zonka_88 - 2011-03-01, 21:39

Jak każdy zaczynałam od biblioteki, ale raz w księgarni zobaczyłam książkę, którą mnie zaciekawiła i tak już poleciało. Praktycznie każdą gotówkę, jaką dostałam bądź zarobiłam wydawałam na książki, czym zaraziłam także mamę. razem stworzyłyśmy dość pokaźny zbiór (ponad 200 pozycji, nie licząc klasyki i tych, za które nikt się nie brał i były pochowane).

Po ślubie jednak musiałyśmy je jakoś rozdzielić, więc i zbiory zeszczuplały. Dalej bardzo chętnie kupowałabym książki, ale niestety na razie wszystko ładujemy w Maluszka, który dopiero pojawi się na świecie.
Poza tym niestety mój mąż nie należy do osób czytających książki i dla niego kupienie jakiejś jest po prostu stratą pieniędzy, które zamiast tego można ulokować na lokacie.

Biblioteczki znajomych? Niestety w moim otoczeniu tylko ja odznaczam się takim zamiłowaniem do książek. W dodatku wszyscy dziwią się, jak mi nie szkoda pieniędzy...

Weroniko , faktycznie bardzo dziwne. Tym bardziej, że teraz wcale nie trzeba umieć czytać, żeby śledzić co się dzieje w świecie. Większy spokój by miał gdyby pozbył się TV, Internetu i radia.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-03-01, 21:51

zonka_88 napisał/a:
Poza tym niestety mój mąż nie należy do osób czytających książki i dla niego kupienie jakiejś jest po prostu stratą pieniędzy, które zamiast tego można ulokować na lokacie.


Można ulokować, ale pieniądze mają to do siebie, że sprawiają zwykle radość wtedy, kiedy zamienimy je na coś miłego naszemu sercu. Książki na pewno takim elementem są.

zonka_88 napisał/a:
Niestety w moim otoczeniu tylko ja odznaczam się takim zamiłowaniem do książek. W dodatku wszyscy dziwią się, jak mi nie szkoda pieniędzy...


A na cóż pożytecznego znajomi wydają swoje oszczędności? :) Ludzie często dziwią się, że ktoś kupuje książkę a nie zdają sobie sprawy ile pieniędzy wydają na różne swoje zamiłowania. Ale oczywiście tamto to są uzasadnione wydatki a książka to wg nich zbytek, bez którego można spokojnie egzystować.

Madka - 2011-03-01, 23:11

Nie wyobrażam sobie ani życia ani domu bez książek. Ksiązki dla mnie to czasem ucieczka od rzeczywistości, czasem zabijanie nudy, a czasem po prostu miłe spędzenie czasu we własnym (i książkowym) towarzystwie :D .
Procella - 2011-03-02, 08:42

zonka_88 napisał/a:
Jak każdy zaczynałam od biblioteki

Dlaczego "jak każdy"? :shock:

zonka_88 - 2011-03-02, 13:55

Procella napisał/a:
Dlaczego "jak każdy"? :shock:


Bo zauważyłam, że większość jednak zaczynała w bibliotece. Wybacz uogólnienie...

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Ludzie często dziwią się, że ktoś kupuje książkę a nie zdają sobie sprawy ile pieniędzy wydają na różne swoje zamiłowania. Ale oczywiście tamto to są uzasadnione wydatki a książka to wg nich zbytek, bez którego można spokojnie egzystować.


Co racja to racja. A do tego można egzystować bez książek w domu, skoro istnieją biblioteki i tacy ludzie, którzy jednak je kupują. Zawsze w końcu można pożyczyć :)

Żabka - 2011-03-07, 12:19

Niby tak, ale nie ma większej radości i satysfakcji otworzyć jakąś książkę jako pierwszy i wiedzieć, że jest taka dziewicza. Ja na przykład bardzo dobrze się dobrałam z mężem i lubimy nie tylko czytać,ale również kupować książki ;-)
Zauważyłam jednak, że coraz częściej spotyka się domy gdzie albo nie ma w ogóle książek albo jest tylko kilka egzemplarzy...

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-03-07, 13:26

Żabka napisał/a:
Ja na przykład bardzo dobrze się dobrałam z mężem i lubimy nie tylko czytać,ale również kupować książki


Gratuluję Wam obojgu. Czasem, jeśli zdarzy się, że jedna osoba nie rozumie pasji drugiej mogą wystąpić drobne różnice zdań. :) A tak nie macie problemu. Wspólna pasja to bardzo dobra rzecz. Można się wtedy nią dzielić. :)

Żabka napisał/a:
Zauważyłam jednak, że coraz częściej spotyka się domy gdzie albo nie ma w ogóle książek albo jest tylko kilka egzemplarzy...


Nie są one niezbędne do przetrwania. Można dobrze zarabiać nie czytając. Ale przecież w tej naszej egzystencji na Ziemi nie o to tylko chodzi, żeby mieć pełny portfel, wielką chatę i co tam jeszcze. Tego, co się nauczymy, przeczytamy, tego nikt nam nie zabierze. :)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-22, 18:46

"Powiedz mi co czytasz, a powiem ci kim jesteś" :)

Czy to, jakie ktoś ma książki na półce może coś o człowieku powiedzieć? :) Na gdy będę oglądał owe książki na półce dowiem się czy ma podobny gust czytelniczy do mnie. Ale nawet jeśli nie, to tytuły, nazwy autorów co nieco o czytelniku powiedzą. Czy ktoś mający dobre książki w domu może być złym człowiekiem?

Ravena - 2011-10-22, 19:12

No, nie jestem pewna i raczej byłabym ostrożna w ocenianiu ludzi po księgozbiorze. To chyba trochę tak jak z ubiorem. Osoba, która ma na półce klasyków i literaturę wybitną, może okazać się ostatnią szują - bo, co jeśli trzyma te książki tylko w celach dekoracyjnych i nobilitujących? Podobnie osoba, która ma na półce same romanse, czy znaczy to że jest puściutka i nieinteligentna? A może w ten sposób odreagowuje trudną, umysłową pracę? (wspomina o tym, bo sama zna panię profesor, która ma właśnie taką biblioteczkę, a co jak co inteligencji bym jej nie odmówiła!)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-22, 19:25

Nie twierdzę, żeby oceniać kogoś po samych tylko książkach na półce. Ale po księgozbiorze i rozmowie o książkach, o gustach literacki, już coś można powiedzieć. Chyba.
Kamil - 2011-10-22, 20:34

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Ale nawet jeśli nie, to tytuły, nazwy autorów co nieco o czytelniku powiedzą.

A potem dziewczyna opowiada koleżance: "wszystko fajnie, ale na jego półce zobaczyłam Alchemika!" "no co ty!! więc chyba sie z nim już nie umówisz?!" "czemu przytrafiają mi się takie miernoty!" (zainspirowane całkiem poważnym wpisem na pewnym blogu :) ).
Ale pomijając takie zwyczajnie głupie podejście to też uważam, że trochę można dowiedzieć się o kimś wiedząc co czyta, choć dla mnie przede wszystkim liczy się to czy te książki stojące na półkach były w ogóle czytane, mniejsza z tym jakie. Chyba więcej o charakterze osoby można się dowiedzieć oglądając mieszkanie, a półki z książkami to tylko jedna składowa.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-22, 21:16

kenaz napisał/a:
choć dla mnie przede wszystkim liczy się to czy te książki stojące na półkach były w ogóle czytane


Nie zakładamy innej możliwości. Czytane lub będące czytanymi w niedalekiej przyszłości. :)

kenaz napisał/a:
Chyba więcej o charakterze osoby można się dowiedzieć oglądając mieszkanie, a półki z książkami to tylko jedna składowa.


To oczywiście także. Ale, że jesteśmy na książkowym forum temat książek często jest tym wiodącym. :)

Panna Jeż - 2011-10-22, 21:46

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
o gustach literackich

A jeśli te gusta są zupełnie odmienne od naszych, to co, od razu "skreślić" taką osobę? ^^' Jeśli oceniać w ten sposób, chyba niewiele osób wydałoby się nam interesującymi, a raczej tylko Ci, których gusta są zbieżne. Być może szybciej dogadamy się z kims, kto ma preferencje książkowe podobne do naszych, ale to nie powinno być wyznacznikiem opinii o danej osobie. A raczej nie powinniśmy się tym zniechęcać, bo można przeoczyć wartościową osobę.

Np. Gdy widzę na półkach u kogoś niemal wyłącznie fantastykę, mówi mi to jedynie, że mamy z człowiekiem inny gust, a nie, że "nic z tego nie będzie". Tak samo gdy ktoś spojrzy na moją półkę, nie chciałabym, by stwierdził od razu coś w stylu "Tej to tylko dać suknię z epoki, a do ręki wachlarz" :lol:

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-22, 22:07

Eva del Dolores napisał/a:
A jeśli te gusta są zupełnie odmienne od naszych, to co, od razu "skreślić" taką osobę? ^^' Jeśli oceniać w ten sposób, chyba niewiele osób wydałoby się nam interesującymi, a raczej tylko Ci, których gusta są zbieżne. Być może szybciej dogadamy się z kims, kto ma preferencje książkowe podobne do naszych, ale to nie powinno być wyznacznikiem opinii o danej osobie. A raczej nie powinniśmy się tym zniechęcać, bo można przeoczyć wartościową osobę.


Evo, takie oceny byłyby niesprawiedliwe. I nie różniłoby się od każdego oceniania na bazie stereotypów. Mnie osobiście zawsze cieszy, kiedy widzę u kogoś w domu jakiekolwiek książki. Jeśli odnajdę takie, które sam czytałem i lubię wiem, że będę miał przynajmniej jeszcze jeden więcej wspólny temat do rozmów. :) Praktycznie niemożliwe jest, żeby gusta literackie dwóch osób różniły się w 100%. Jeśli ktoś lubi dobrą literaturę zawsze rozpozna dobrą książkę, niezależnie od gatunku.
Ale powiedzmy, ze nasz znajomy/znajoma ma jednak w dużym stopniu różny gust. Jakaż pojawia się okazja, żeby poznać nowe ścieżki literackie, a przy tym lepiej poznać tę drugą osobę czytając to, co ona lubi i poprzez to dowiadując się jakie wartości sobie w życiu ceni. Bo cokolwiek by nie mówić książki są poniekąd zwierciadłem duszy. Podoba się nam w nich to z czym się utożsamiamy, co jest nam w jakiś sposób bliskie.

Panna Jeż - 2011-10-22, 22:16

Ok, uspokoiłeś mnie ;-)
Córka Lavransa - 2011-10-22, 22:42

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Czy to, jakie ktoś ma książki na półce może coś o człowieku powiedzieć? :)

Hm... Ryzykowne trochę. Bo może zdarzyć się tak, że tych książek nie wybierał sobie sam.
Ja swego czasu miałam na półkach mnóstwo książek, które kupowali dla mnie jeszcze rodzice. Mógłbyś zatem, Uczniu, na podstawie lustracji ;) moich półek dojść w owym czasie do wniosku, że lubię Szklarskiego, bo miałam przepiękną kolekcję. A mnie jakoś z tym panem nie było nigdy po drodze. :)

Na pewno łatwiej jest, gdy przegląda się zawartość biblioteczki osoby dorosłej, większe są szanse na to, że to jej własna kolekcja, a nie np. zbiór nieudanych prezentów gwiazdkowych... :)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-23, 06:20

Córka Lavransa napisał/a:
Bo może zdarzyć się tak, że tych książek nie wybierał sobie sam.


Ok, to ustalmy warunki początkowe. :) Oto jest sobie nasz reprezentacyjny znajomy, którego odwiedzamy w domu pierwszy raz. Jak to zwyczajem entuzjastów książek jest, jak tylko wchodzimy do salonu od razu rzuca się nam w oczy regał lub regały zapełnione książkami. Znajomy poszedł wstawić wodę na herbatę a my w tym czasie z zaciekawieniem przyglądamy się zawartości regałów. :) Przyjmujemy, że nasz znajomy wszystkie książki kupił sam, z własnej woli, według własnego upodobania. :)

Kamil - 2011-10-23, 10:31

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Przyjmujemy, że nasz znajomy wszystkie książki kupił sam, z własnej woli, według własnego upodobania.

I przyjmujemy, że nieudane zakupy wyrzucił/oddał nie zostawiając ich na półkach? ;-)
Jeśli tak to dużo w moich oczach straciłaby dziewczyna mająca na półce całą serię Zmierzchu (pierwszy tom bym przebolał). Więcej książkowych przeszkód nie widzę :) Z pewnością ucieszyłbym się widząc na półkach dużo fantastyki, najlepiej jakby na regałach była fantastyka + Murakami + trochę książek skierowanych do dzieci i młodszej młodzieży, bo to by chyba znaczyło, że osoba ta nie wyrosła z bajek. Z pewnością obejrzałbym w jakim stanie technicznym są książki, czy je szanuje, jaką osobą może być ktoś kto ma bajzel i sponiewierane, porwane, brudne książki?

Procella - 2011-10-23, 11:18

kenaz napisał/a:
Z pewnością obejrzałbym w jakim stanie technicznym są książki, czy je szanuje, jaką osobą może być ktoś kto ma bajzel i sponiewierane, porwane, brudne książki?

Oj, chyba uciekłbyś z mojego mieszkania nie czekając na herbatę :-P

EDIT: To mój post nr 666! :evil3: :evil2:

Ravena - 2011-10-23, 13:00

Procella napisał/a:
Oj, chyba uciekłbyś z mojego mieszkania nie czekając na herbatę

Ja bym nie uciekła, bo bym się zaczytała w tych wszystkich grozach i musiałabyś mnie siłą wykopywać... :mrgreen:
Cytat:
EDIT: To mój post nr 666!

Cyfera Lucyfera ^^

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-23, 13:06

Procella napisał/a:
Oj, chyba uciekłbyś z mojego mieszkania nie czekając na herbatę :-P


Ja na pewno zaczekałbym na herbatę. :) Herbata to druga rzecz po książkach, którą lubię najbardziej. :) A dom pełen książek, już niezależnie w jakim stanie one są, to zawsze coś wspaniałego. :)

Viwoo - 2011-10-23, 13:16

Posiadane, zakupione z własnej woli książki, na pewno wskazują na gust książkowy, co prawda mogą znaleźć się wśród nich pozycje nie trafione, ale przy większej ilości książek, to raczej pojedyncze egzemplarze.
Nasza ocena będzie wynikała z naszych preferencji, jeśli podejdę do półki wypełnionej książkami, a okaże się, że to np.sama fantastyka... bądź same romanse.. będę na pewno rozczarowana, natomiast gdybym czytała akurat taką literaturę moje odczucia były by zapewne przeciwne.
Książki należące do jednego gatunku ( którego sama nie czytam) były by dla mnie minusem.
Ale, żeby stwierdzić coś więcej na temat danej osoby trzeba ją trochę znać, nie kierować się wyłącznie książkami na półce ; )

Cytat:
Z pewnością obejrzałbym w jakim stanie technicznym są książki, czy je szanuje, jaką osobą może być ktoś kto ma bajzel i sponiewierane, porwane, brudne książki?

:shock:
Może nie mam bajzlu i nie poniewieram książek, ale mam trochę książek zakupionych w antykwariacie, które to nie są w za dobrym stanie ( osobiście mi to nie przeszkadza )
ciekawe co niektórzy mogą sobie o mnie pomyśleć.. :lol: ;-)

A w ogóle to swoich książek mam nie za wiele, bo przede wszystkim korzystam z biblioteki, więc można by założyć, że i nie wiele czytam. Pozory jednak mogą mylić : >

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-23, 13:23

Viwoo napisał/a:
Książki należące do jednego gatunku ( którego sama nie czytam) były by dla mnie minusem.
Ale, żeby stwierdzić coś więcej na temat danej osoby trzeba ją trochę znać, nie kierować się wyłącznie książkami na półce ; )


Niekoniecznie muszą być minusem. Jeśli ów znajomy zacznie Ci opowiadać, dlaczego akurat takie książki zbiera i co go w nich pasjonuje, może się zdarzyć, że jego szczere uwielbienie może przeskoczyć na Ciebie. Ludzie ogarnięci pasją często zarażają nią innych. :) Ja tak wsiąkłem np. w Gaimana, G.R.R. Martina czy Jacka Dukaja. Nasłuchałem się pasjonatów, potem z ciekawości postanowiłem spróbować, a później już nikt nie musiał mnie przekonywać. :)

Viwoo napisał/a:
A w ogóle to swoich książek mam nie za wiele, bo przede wszystkim korzystam z biblioteki, więc można by założyć, że i nie wiele czytam. Pozory jednak mogą mylić : >


Jak byśmy się znali i akurat ja miałbym tę przyjemność oglądać Twoją biblioteczkę na pewno zapytałbym się co jeszcze lubisz czytać. I co wypożyczasz z biblioteki. :)

Viwoo - 2011-10-23, 13:48

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:

Niekoniecznie muszą być minusem. Jeśli ów znajomy zacznie Ci opowiadać, dlaczego akurat takie książki zbiera i co go w nich pasjonuje, może się zdarzyć, że jego szczere uwielbienie może przeskoczyć na Ciebie. Ludzie ogarnięci pasją często zarażają nią innych. :)

Jeśli spojrzeć na to z tej strony, mogło by się tak zdarzyć : )
A miałam na myśli taki brak otwartości na inne gatunki, i być może uznanie moich 'gustów' za głupie i beznadziejne.

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Jak byśmy się znali i akurat ja miałbym tę przyjemność oglądać Twoją biblioteczkę na pewno zapytałbym się co jeszcze lubisz czytać. I co wypożyczasz z biblioteki. :)

Ale chyba nie każdy by zapytał, a może się mylę? :)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-23, 14:06

Viwoo napisał/a:
Ale chyba nie każdy by zapytał, a może się mylę? :)


Pewnie nie, ale myślę, że każdy większy entuzjasta książek by zapytał. :) A duża część osób w ogóle by nie zauważyła by książek na półce traktując je na równi z porcelaną, czy innymi ozdobami. :)

Córka Lavransa - 2011-10-23, 14:13

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Znajomy poszedł wstawić wodę na herbatę a my w tym czasie

...dobieramy mu się do szuflad... :hehe:

Mnie zawsze w takich przypadkach fascynują książki naukowe, np. jeden ze znajomych miał obszerną biblioteczkę nt. fizyki - od "przypadków" bardziej popularnonaukowych, do całkiem zaawansowanych, pisanych językiem niezrozumiałym dla przeciętnego zjadacza chleba. :) Wydaje mi się, że takie książki mocno specjalistyczne bardzo dużo mówią o człowieku, bo przecież czegoś takiego nie kupuje się przypadkiem.

Procella, samo ZUO! :zlo I tak przy niedzieli... :mrgreen:

Kamil - 2011-10-23, 14:39

Procella napisał/a:
Oj, chyba uciekłbyś z mojego mieszkania nie czekając na herbatę

Nic by mnie nie odstraszyło gdybym czekał na herbatę... :D
Zresztą jak pisałem wcześniej w tym temacie nie ma dla mnie większego znaczenia kto jakie książki ma, ważne że ma, w następnych postach po prostu "poszedłem dalej" :)
Choć raczej książki bym Ci nie pożyczył :mrgreen:
Viwoo napisał/a:
Może nie mam bajzlu i nie poniewieram książek, ale mam trochę książek zakupionych w antykwariacie, które to nie są w za dobrym stanie ( osobiście mi to nie przeszkadza )
ciekawe co niektórzy mogą sobie o mnie pomyśleć..

Tak teraz przeczytałem te moje zdanie i stwierdziłem, że zbyt poważnie zabrzmiało ;-) Niczego złego bym nie pomyślał, pisząc to miałem bardziej na myśli HP5 znaleziony u koleżanki w trzech kawałkach i zalany herbatą... "bo czytałam dużo razy i się rozleciał". Choć ta sama koleżanka pożyczyła ode mnie kilka książek które oddała w nienagannym stanie, więc notoryczną niszczycielką nie jest :)

Panna Jeż - 2011-10-23, 19:28

kenaz napisał/a:
Z pewnością obejrzałbym w jakim stanie technicznym są książki, czy je szanuje, jaką osobą może być ktoś kto ma bajzel i sponiewierane, porwane, brudne książki?

Kenaz, jesteś okrutny! :lol: Ja to nawet na wszelki wypadek nie zaproszę Cię na tę herbatę. Napiję się z Procellą :D

Kamil - 2011-10-23, 20:39

Eva del Dolores napisał/a:
Ja to nawet na wszelki wypadek nie zaproszę Cię na tę herbatę.

ale ja baaaardzo lubię herbatę. z fusów i w szklance? to już w ogóle by mi serce zmiękło.

Kamil - 2011-10-25, 09:39

Tak się zastanawiam: co można mieć na półkach jeśli nie książki? czy w domu bez ksiązek jest echo? :D Wydaje mi się, że książki to jeden z najlepszych materiałów do stworzenia odpowiedniej akustyki w pomieszczeniu gdzie np. oglądamy głośno filmy :)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-25, 11:01

Wiesz, nie tylko regały z książkami mogą zdobić ściany. Zawsze można sobie powiesić np. 50 calowy telewizor. :)
Córka Lavransa - 2011-10-25, 19:17

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
50 calowy telewizor. :)

Czy 46 cali już podpada pod tą ukrytą krytykę...? :mrgreen:

Moja znajoma z pracy właśnie urządza swoje nowe 90-metrowe mieszkanie. Na ścianach będzie miała jakieś grafiki, jakieś durnostojki, półeczki na świeczki i oczywiście szafy na ciuchy.
Pomijając fakt, że w ogóle nie leży mi jej styl, to mieszkanie bez książek rzeczywiście wygląda trochę nieciekawie.

Panna Jeż - 2011-10-25, 21:24

U mnie tam się mieści wszystko, i książki i durnostojki :]
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-26, 19:21

Córka Lavransa napisał/a:
Czy 46 cali już podpada pod tą ukrytą krytykę...? :mrgreen:


Córko, powiedzmy, że 46 cali jeszcze mieści się w granicach tolerancji. :)

Ale tak na serio, pisząc o tej 50 calówce miałem przed oczyma kumpla który urzadzając sobie nowe mieszkanie tak właśnie zaplanował wystrój pokoju. Po jednej stronie duża narożna kanapa, po drugiej szafka (w zasadzie to regał) RTV-ka na całą ścianę a na niej 50 albo nawet 55 calowy telewizor. Reszta jakoś tam będzie, ale te dwa elementy były priorytetem. :)

Córka Lavransa - 2011-10-26, 20:44

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
miałem przed oczyma kumpla który urzadzając sobie nowe mieszkanie tak właśnie zaplanował wystrój pokoju

Czyżbyś się znał z moim mężem...? :mrgreen:
U nas kanapa nie jest narożna, ale ostatnio wpadłam na fajny pomysł (mamy 3osobówkę z ikea i do niej dwa pufy + stolik do kawy), a mianowicie przesunęłam pufy pomiędzy stolik a kanapę, wszystko zsunęłam razem i mamy przewygodne leże, na którym się wspólnie w trójkę kotłując, oglądamy telewizję albo czytamy. Jestem zachwycona. :)
Już chyba gdzieś pisałam, że książki mam za kanapą, ze względu na malucha i kurz - ale dla mojego męża priorytetem takiego ustawienia było właśnie odpowiednie dopasowanie położenia kanapy do tylnich głośników. :) Świetnie więc rozumiem twojego kumpla, jak ma niezły sprzęt, to trudno go marnować... :mrgreen:

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-10-26, 20:50

Córka Lavransa napisał/a:
Świetnie więc rozumiem twojego kumpla, jak ma niezły sprzęt, to trudno go marnować... :mrgreen:


Wtedy kumpel jeszcze tego sprzętu nie miał, dopiero się przymierzał. Tak jak w pewnym starym filmie - mamy ogromny telewizor. To znaczy telewizora jeszcze nie ma, ale miejsce już jest. :)
Nigdy nie miałem okazji korzystać z tych dzisiejszych nowoczesnych i wielkich sprzętów telewizyjnych, może więc nie wiem co tracę. Ale jakoś na razie jeszcze nie zamierzam kupować. Laptop zżera mi i tak sporo czasu. :)
Zamiast ogromnego telewizora kupiłem sobie ogromne biurko. :)

Córka Lavransa - 2011-10-26, 21:09

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
może więc nie wiem co tracę

Moim zdaniem niewiele. :) Mojego męża do bladego szału doprowadza, kiedy on mi tłumaczy właściwości naszych fantastycznych głośników, a ja mu mówię, że nie słyszę różnicy - no może poza tym, że ogólnie jest głośniej, co mi akurat prawie zawsze przeszkadza. A już kiedy jest mowa o "właściwej czerni" danego modelu telewizora po prostu odjeżdżam... :hehe: Ale co robić, ja mam swoje książki, on swój sprzęt.
On czasami czyta, ja czasami oglądam i się jakoś zgadzamy... ;-)
Ogromne biurko też bym chciała mieć. Już mi się kluje taki koncept przerobienia na gabinet połowy mojej sypialni - uznałam ostatnio, ze nie potrzebuję aż tyle miejsca na ciuchy, których nie mam, i na stoliki nocne, które tylko gromadzą śmieci. Powoli, krok po kroku, dojdę do mojego olbrzymiego biurka i regałów z książkami... 8-)

Atłasowa - 2011-11-02, 09:54

A mnie zastanawia co byście pomyśleli o mnie :p Książek w sumie nielewe, bo tylko te osobiście zakupione (lektury szkolne zostały u rodziców) i to dość specyficzne. Głównie historie konfliktów i ludobójstw i to prawdziwych, bo za beletrystyką tak bardzo nie przepadam. Plus ewentualnie reportaże z życia nizin społecznych i innych patologii. Z powieści to może Michael Houellebecq, którego książki też do delikatnych nie należą :p Psychopatka?
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-11-02, 10:29

Atłasowa napisał/a:
Z powieści to może Michael Houellebecq, którego książki też do delikatnych nie należą :p


Też mam zestaw powieści Houellebecqa, to jeszcze o niczym nie świadczy. :)
Poza tym, zastanawiamy się, co można powiedzieć o osobie po obejrzeniu jej księgozbioru. Co nie znaczy, że jak ktoś ma mniejszą biblioteczkę będziemy mówili coś krytycznego. :)

Córka Lavransa - 2011-11-02, 11:31

Atłasowa napisał/a:
historie konfliktów i ludobójstw i to prawdziwych

Ja bym była zachwycona. Czemu nie widzę postów na ten temat na forum, hm...? :->

Atłasowa - 2011-11-02, 12:58

Córka Lavransa napisał/a:
Atłasowa napisał/a:
historie konfliktów i ludobójstw i to prawdziwych

Ja bym była zachwycona. Czemu nie widzę postów na ten temat na forum, hm...? :->


Masz rację, potrzeba trochę więcej krwawych wątków :)

Żabka - 2011-11-02, 14:49

A ja wam powiem, że bardziej negatywne wrażenie robią na mnie ludzie, którzy nie mają żadnych książek bądź są to tylko atrapy. Nie miałabym do takich osób zaufania, choć sama nie mam za dużo książek. W porównaniu z niektórymi to mój jeden regalik jest niczym ,ale jednak coś tam stoi na półce...

Ja lubię patrzeć na to, co ktoś posiada w swoim księgozbiorze... Dla mnie to odkrywanie rąbka tajemniczy o danym człowieku ;-)

Atłasowa - 2011-11-02, 15:05

Brak książek rzeczywiście jest niepokojący, ale niepokojące są też książki "tylko dla ozdoby". Rozumiem przez to zestaw widocznie nieużywanych, ładnych wydać tego, co według czyjegoś mniemania powinno być w domu, czyli powiedzmy encyklopedia plus lektury szkolne. W ogóle, jeśli ktoś ma w domu tylko lektury (o to te z Grega z opracowaniem - do samego wydawnictwa nic nie mam, bo książki są przyjemnie tanie) to od razu nachodzi mnie myśli, że zakończył lekturę czegokolwiek wraz z opuszczeniem szkoły.
Żabka - 2011-11-02, 15:21

Mnie jeszcze bardziej przerażają ludzie, którzy na półce mają atrapy czyli pomalowany styropian albo samą okładkę... Dla mnie to już jest zgroza...
To już nawet nie jest oszukiwanie, że się jest inteligentnym, ale po prostu jakaś ściema i paranoja...

Atłasowa - 2011-11-02, 15:28

Na żywo u kogoś w domu nigdy nie widziałam atrap... Ja rozumiem, że puste półki źle wyglądają, ale to już by mogli jakieś obrazki, albo ozdoby postawić. Rzeczywiście musi to robić upiorne wrażenie.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-11-04, 20:15

Książki bardzo ładnie wyglądają na półkach i mówią wiele o właścicielu. Niemniej jednak jeśli ktoś stawia je tylko dla ozdoby to w rozmowie z pierwszym lepszym entuzjasta słowa pisanego natychmiast to wyjdzie. Co jest lepsze, nie mieć książek i szczerze się przyznać, że raczej nie przepada się za czytaniem czy udawać erudytę i zostać przejrzanym? Chyba, także i w innych przypadkach, lepsza jest szczerość i naturalność niż gra pozorów.
Kamil - 2011-11-04, 21:19

Najgorsze są półki z niczym. Jeżeli nie książki to fajnie jak są chociaż płyty CD, winyle, filmy, gry, komiksy, cokolwiek z tych rzeczy, zawsze milej do takiego domu wejść, poprzeglądać czyjesz zbiory. Dziwnie jest, gdy brakuje w domu tego wszystkiego, a bywają takie domy... i co to mówi o mieszkańcach? brak zainteresowań albo pasożytniczy charakter (wieczne pożyczanie od wszystkich wokół nie pożyczając nic w zamian). Być może zbyt dobitnie to ująłem, ale myślę że coś w tym jest... Na pewno wielu z was zna osoby, które czytają dużo książek, słuchają dużo muzyki, ale nie posiadają książek i płyt. Książki tylko od znajomych i z biblioteki, a muzyka tylko z internetu (tak to nazwę łagodnie pożyczaniem, bo sam mam dużo mp3, nie sposób wszystko kupować, zresztą nie warto) :mrgreen:
Córka Lavransa - 2011-11-04, 22:17

kenaz napisał/a:
Na pewno wielu z was zna osoby, które czytają dużo książek, słuchają dużo muzyki, ale nie posiadają książek i płyt.

Mój szef. Kasy jak lodu, dziennie wyśpiewywane peany na cześć jego ulubionego serialu, ale zamiast kupić sobie wszystkie sezony na dvd, to 1) pożyczył od koleżanki i trzymał dwa lata, a i tak nie wystarczyło mu czasu, żeby sobie przegrać, 2) wysępił dwa sezony w oryginale od znajomych na urodziny.
Głupota? Skąpstwo? Nie mam pojęcia, ale to niedorzeczne. :-/

Raziel - 2011-11-04, 23:00

Ja tam lubię czuć się jak burżuj, gdy ludzie patrzą na moje 26 płyt i mówią : "Nie szkoda ci kasy?! : O Ale dużo!!!" :mrgreen: Nawet mimo faktu, że żałosna na razie to kolekcja.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-11-05, 09:44

Raziel napisał/a:
Ja tam lubię czuć się jak burżuj, gdy ludzie patrzą na moje 26 płyt i mówią : "Nie szkoda ci kasy?! : O Ale dużo!!!"


Trzeba mówić podobnie jak radził w jednym tekście Umberto Eco - " te są do przesłuchania tylko na najbliższy tydzień, resztę trzymam u dziadka/wujka/w piwnicy/gdzieś indziej. :)

kenaz napisał/a:
Najgorsze są półki z niczym.


Kto wie, może w szafie kryją się skarby ukryte przed znajomymi, bo jeszcze zechcą pożyczyć. :) A tak poważniej, zgadzam się. Choć z drugiej strony taka osoba może się np. interesować motorami i mieć w garażu niezły warsztacik do tunningu i renowacji starych egzemplarzy.

Kamil - 2011-11-05, 11:07

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Choć z drugiej strony taka osoba może się np. interesować motorami i mieć w garażu niezły warsztacik do tunningu i renowacji starych egzemplarzy.

Tak, albo np. posiadać zbiór broni białej, tylko że jako czytelnik, słuchacz i gracz (to okazjonalnie) mam w swoim otoczeniu ludzi o podobnych zainteresowaniach.
Jeszcze ktoś może nie posiadać książek, ale mieć Kindle i mase ebooków.. a ja choć chciałbym mieć Kindle, bo to fajny sprzęt szczególnie na wyjazdy, nie mógłbym całkiem zrezygnować ze zwykłych książek. Także pochopnie nie powinno się oceniać ludzi, ale i tak puste półki są minusem, wielu ludzi postępuje tak jak wspomniany pare postów wyżej szef Córki.

Córka Lavransa - 2011-11-05, 15:08

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Kto wie, może w szafie kryją się skarby ukryte przed znajomymi, bo jeszcze zechcą pożyczyć. :)

Albo za kanapą... :-P

Ravena - 2011-11-05, 15:39

Córko, obudziłaś we mnie żyłkę odkrywcy, teraz będę patrzeć u znajomych czy aby za kanapą tych książek rzeczywiście nie trzymają i uchodzić za większą dziwaczkę niż dotychczas... :-P
Bardzo ciekawie to co piszecie. No, a co z ludźmi, którzy są wiecznie "na walizkach" i ograniczają posiadanie rzeczy "do minimum"? W komputerze mnóstwo ebooków albo audiobooków, ale na półkach w ogóle pusto... Też można odnieść mylne wrażenie, szczególnie przy pierwszym poznaniu, gdy jeszcze nie wie się, że ta osoba to taki Nomada ;-)
Ale miłość do książek i czytania wychodzi w rozmowie, jak ktoś wyżej słusznie zauważył. Prędzej czy później wyjdzie, no i wtedy "Aha! Mam cię!" 8-)

Nieznany - 2011-11-05, 16:53

Ravena napisał/a:
większą dziwaczkę niż dotychczas...
Jeszcze większą? :shock: :-P

Jeśli ktoś jest melomanem, filatelistą lub zbiera mało używane kapsle napojów jabłkowo-miętowych Tymbarku, to oczywiście nie musi mieć książek na półkach, ale naturalnie miło jest zasiąść w czyimś salonie wśród książek, pod warunkiem, że ich właściciel nie traktuje ich wyłącznie jako dekorację. ;-)

majka.jot - 2011-11-05, 16:56

Każdy ma prawo kłaść na półkach, co chce, ale dla mnie najpiękniej wyglądają półki z książkami. Gdy jest mi smutno, lubię oglądać domowe biblioteczki w necie i wyobrażać sobie, że też kiedyś będę miała podobną. Na razie mam swoją kolekcję w kartonach w mieszkaniu studenckim, trochę u chłopaka, w szafach i na półkach w domu rodzinnym, ale kiedy już na stałe gdzieś osiądę, na pewno znajdę im odpowiednie miejsce.
Czy Wam też szybciej serducho bije, gdy oglądacie takie biblioteczki? http://designedbydesign.b...me-library.html

Nieznany - 2011-11-05, 17:40

O tak, aż by się chciało zajrzeć do takiej biblioteczki i sobie skubnąć jedną... no maksimum dwadzieścia ;-) książek, zasiąść we wygodnym fotelu z gorącą herbatą i większą jej ilością w termosie, tą kupką książek i nie wstawać aż się je wszystkie przeczyta... no może wstawać kilka razy, bo przecież ta cała herbata... teges. :-P
Córka Lavransa - 2011-11-05, 20:36

majka.jot napisał/a:
gdy oglądacie takie biblioteczki?

Ta druga z samymi różowymi grzbietami to mi właśnie wygląda na atrapy... :) Ale reszta - całkiem smaczne, choć część jednak mało pojemna...

Nieznany napisał/a:
bo przecież ta cała herbata... teges. :-P

Taaa... to był ten negatywny aspekt przedsięwzięcia, którego nie przewidziałam, kupując sobie ogromniasty kubek... :roll:

Nieznany - 2011-11-05, 22:03

To będzie offtop, ale ja mam taki półlitrowy kubek i z niego się najlepiej popija. :tea: :D
Córka Lavransa - 2011-11-05, 23:04

To ja też sobie off-topnę, póki nikt nie widzi - ja też mam pół litra. Fajnie się z niego popija, to prawda, ale ta cała herbata jednak... teges. :hehe:
Ja widzę. Wszystko widzę i sobie w kapowniczku notuję, hehe. R.

Atłasowa - 2011-11-07, 09:28

kenaz napisał/a:
Najgorsze są półki z niczym. Jeżeli nie książki to fajnie jak są chociaż płyty CD, winyle, filmy, gry, komiksy, cokolwiek z tych rzeczy, zawsze milej do takiego domu wejść, poprzeglądać czyjesz zbiory. Dziwnie jest, gdy brakuje w domu tego wszystkiego, a bywają takie domy... i co to mówi o mieszkańcach? brak zainteresowań albo pasożytniczy charakter (wieczne pożyczanie od wszystkich wokół nie pożyczając nic w zamian). Być może zbyt dobitnie to ująłem, ale myślę że coś w tym jest... Na pewno wielu z was zna osoby, które czytają dużo książek, słuchają dużo muzyki, ale nie posiadają książek i płyt. Książki tylko od znajomych i z biblioteki, a muzyka tylko z internetu (tak to nazwę łagodnie pożyczaniem, bo sam mam dużo mp3, nie sposób wszystko kupować, zresztą nie warto) :mrgreen:


A wziąłeś pod wagę kwestie finansowe? Nie każdego stać na zebranie kolekcji, kupowanie płyt itp. Moje dotychczasowe pensje wystarczały raczej na kolekcjonowanie jedzenie w lodówce przez miesiąc i ewentualnie wymiany garderoby :p Książki wynosiłam z biblioteki i oddawałam haniebnie, zamiast ich kupować. Kupowałam tylko te bez których obejść się nie mogę. I tak po czterech latach życia poza domem rodzinnym mam ich zaledwie kilkanaście. Poza tym często zmieniam wynajmowane mieszkania i nie wyobrażam sobie transportu takich kolekcji na własnych plecach, już moje książki zajmują jedną walizkę, którą ledwo jestem w sanie zatachać do windy.

Córka Lavransa - 2011-11-07, 11:17

Ravena napisał/a:
Ja widzę. Wszystko widzę i sobie w kapowniczku notuję, hehe. R.

No, właśnie. A potem mnie się ciągle wydaje, że pochmurno, a to Wiedźmie klątwy mi nad głową wiszą... :-/

Atłasowa napisał/a:
Poza tym często zmieniam wynajmowane mieszkania i nie wyobrażam sobie transportu takich kolekcji na własnych plecach, już moje książki zajmują jedną walizkę, którą ledwo jestem w sanie zatachać do windy.

To prawda, to jest problem. Ja się z moją biblioteczką przenosiłam trzy razy - raz próbowałam sama, etapami, z plecakiem, ale to nie ma sensu, więc dwa następne to byli mili panowie z przeprowadzek. Za każdym razem, jak widzieli, że mają zamiast dwóch szaf przenieść 300 książek, miny wyciągały im się do ziemi... :mrgreen:

Żabka - 2011-11-07, 12:05

Ja mieszkając u babci miałam taką fazę i potrafiłam odmówić sobie zjedzenia obiadu, żeby kupić jakąś książkę. Dzięki temu obecnie mam mały regalik z książkami... Jednak jak pomyślę sobie, że za jakiś czas być może będziemy się przeprowadzać i trzeba będzie znowu spakować to w kartony i przenosić to odechciewa mi się posiadania książek... Niestety, ale mam nadzieję, że jak w końcu osiądę z mężem to będziemy mieli bibliotekę (tak mi przynajmniej obiecał :-P ) Zobaczymy jak to wyjdzie, a na razie jestem skromnym posiadaczem wielu E-booków i jeszcze większej ilości audiobooków... A książki choć nieliczne stoją na półkach...

To jest przykre kiedy nie można wydać pieniędzy na to, co się chce i podoba się... Jednak to nie usprawiedliwia do nie posiadania w ogóle książek w domu mimo wszystko.

Atłasowa - 2011-11-07, 14:00

Żabka napisał/a:

To jest przykre kiedy nie można wydać pieniędzy na to, co się chce i podoba się... Jednak to nie usprawiedliwia do nie posiadania w ogóle książek w domu mimo wszystko.


Nawet te pożyczone powinny gdzieś w końcu leżeć :p Ale ja raczej oceniam jakościowo, a nie ilościowo. Dlatego pisałam, że jak ktoś ma same lektury szkolne to jest dla mnie podejrzany. Same bestsellery też o czymś świadczą. Nie tak trudno się domyślić, czy ktoś czyta z wyboru, czy tylko robi pozory choćby po nieznajomości innych tytułów, niż te najbardziej znane.

Radament - 2011-11-07, 15:33

Atłasowa napisał/a:
Dlatego pisałam, że jak ktoś ma same lektury szkolne to jest dla mnie podejrzany.

E tam bardzo to porządna literatura. Jeśli ktoś się w ogóle pokusi o jej przeczytanie, bo mimo że klasa humanistyczna, to jestem jedyną osobą, która przeczytała je wszystkie.

Atłasowa napisał/a:
Same bestsellery też o czymś świadczą. Nie tak trudno się domyślić, czy ktoś czyta z wyboru, czy tylko robi pozory choćby po nieznajomości innych tytułów, niż te najbardziej znane.


Dobra, dobra ale dlaczego nie może czytać z wyboru samych bestselerów? Generalnie wychodzą one co chwilę, są reklamowane jakie och i ach. Więc w porządku czytam to co mi polecają. Nie znaczy to, że pozuję tylko na jakiegoś wielkiego miłośnika książek, po prostu jako najbardziej rozpowszechnione, rozreklamowane.

A idąc dalej. To co posiadamy nie oznacza, że nie znamy niczego innego.

Atłasowa - 2011-11-07, 16:33

Radament napisał/a:

A idąc dalej. To co posiadamy nie oznacza, że nie znamy niczego innego.


Nie miałam na myśli faktu, że sama biblioteczka oznacza, że właściciel nie zna niczego innego, ale w rozmowie czasem wychodzi, że faktycznie właściciel nie interesuje się żadną dziedziną literatury, lektury to mu jeszcze w szkole rodzice kupili, a bestsellery wpadły mu w ręce w powodów wizerunkowo-marketingowych lub dostał je w prezencie. I tak mamy książki, a nie ma komu ich czytać :p Pominę już fakt, że na liście bestsellerów figuruje dużo książek po prostu głupich, bo i jakieś wartościowe pozycje też można tam znaleźć. To są moje subiektywne spostrzeżenia na podstawie moich doświadczeń. Ludzie, którzy mieli książki każdą z innej beczki, a łączył je tylko znany tytuł (od "Pana Tadeusza" po Grocholę) okazywali się w praktyce nieczytającymi.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-11-07, 16:34

Radament napisał/a:
Dobra, dobra ale dlaczego nie może czytać z wyboru samych bestselerów?


Myślę, że każdy kto czyta trochę więcej z czasem zaczyna sięgać po rzeczy bardziej wymagające. Po prostu uczymy się, nie stoimy w miejscu. Bestsellery, dobrze się sprzedają, ale nie oszukujmy się, ich jakość często nie jest jakaś przesadnie duża. Średnio, bo są także bardzo dobre książki świetnie się sprzedające.
Kiedy sięgasz po same bestsellery to w zasadzie tak jakby twój własny gust nie istniał, jakby brakowało krytycznego podejścia do lektury. Bo co znaczy 'tylko bestsellery'? Brak chęci poszukiwania, jak ktoś mi walnie po oczach z banerów czy telewizji książką to kupie, a jak nie to, nie.


Radament napisał/a:
A idąc dalej. To co posiadamy nie oznacza, że nie znamy niczego innego.


Od początku towarzyszy nam takie założenie.

Atłasowa napisał/a:
Poza tym często zmieniam wynajmowane mieszkania i nie wyobrażam sobie transportu takich kolekcji na własnych plecach, już moje książki zajmują jedną walizkę, którą ledwo jestem w sanie zatachać do windy.


Aktualnie mieszkam poza domem rodzinnym, jak sobie policzyłem na regale stoi około 300 książek. A kupuję kolejne. Jeszcze przez rok na pewno będę tu mieszkał, może dłużej. A jak nie i będzie trzeba się wyprowadzić i tak będę musiał przenieść fotele, biurko, szafę, regały książkowe. Skoro tyle majdanu będę musiał powynosić to i książki podejrzewam, da radę.
Podobnie jak wyżej można powiedzieć - nie kupuję książek bo nie mieszczą mi się na półce..

Panna Jeż - 2011-11-07, 16:50

Radament napisał/a:
To co posiadamy nie oznacza, że nie znamy niczego innego.

Jeżeli tak jest, to się takim osobom chwali ^^ Ale naprawdę istnieją ludzie, którzy książkami dekorują mieszkania, a Ci którzy chcą być sprytniejsi pofatygują się po prostu, by sprawdzić, co tam jest na topie ^^'
Atłasowa napisał/a:
Moje dotychczasowe pensje wystarczały raczej na kolekcjonowanie jedzenie w lodówce przez miesiąc i ewentualnie wymiany garderoby :p

O, pod tym zdaniem się podpisuję, bo sama mam podobnie. Książki kupowałam częściej, gdy byłam na studiach. Miałam wtedy stały dochód + stypendium. Teraz kupuję rzadziej, bo zarobki marne. Przez półtora roku nie było ich wcale xD Z drugiej jednak strony jakąś sumę i tak wydaję na tak zwane fiu bździu. Gdyby z tego zrezygnować, jedna książka na miesiąc czy dwa byłaby czymś realnym. Gdyby częściowo ograniczyć, jedna książka na kwartał powiedzmy - czyli też nie najgorzej. Lepszy rydz niż nic, w każdym razie. Mam nad czym myśleć ^^

kenaz napisał/a:
Najgorsze są półki z niczym.

To fakt. Zupełnie nie w moim stylu. Choć np. u znajomej książki są pochowane do szafek. Na widoku ma tylko wazoniki, świeczniki, ramki ze zdjęciami etc. I to w niewielkiej ilości. Powiedzmy jedna rzecz na półkę. Po prostu uważa, że wygląda to schludniej. Hmmm, nie moja bajka ^^

Atłasowa - 2011-11-07, 17:05

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:

Aktualnie mieszkam poza domem rodzinnym, jak sobie policzyłem na regale stoi około 300 książek. A kupuję kolejne. Jeszcze przez rok na pewno będę tu mieszkał, może dłużej. A jak nie i będzie trzeba się wyprowadzić i tak będę musiał przenieść fotele, biurko, szafę, regały książkowe. Skoro tyle majdanu będę musiał powynosić to i książki podejrzewam, da radę.
Podobnie jak wyżej można powiedzieć - nie kupuję książek bo nie mieszczą mi się na półce..


No a dla mnie to już poważna przeszkoda, ostatnio przeprowadzałam się dwa razy i to z miasta do miasta, na odległość 300km, wynajęcie firmy przeprowadzkowej kosztowałoby fortunę, gdyż takie firmy liczą sobie od kilometra. Do dyspozycji miałam więc tylko Corsę :p i byłam bardzo szczęśliwa, że z mebli mam tylko biurko i książek tylko kilkanaście.

Kamil - 2011-11-07, 17:05

Atłasowa napisał/a:
I tak mamy książki, a nie ma komu ich czytać :p
Zawsze to lepiej niż jakby tych książek nie było w ogóle ;-)

Jasne, że nie wszystko kupujemy, że znamy dużo więcej niż posiadamy (wymiana, pożyczanie, sprzedaż przeczytanych, ebooki, itp.) i to jest oczywiste. Ale dla mnie dom z książkami (czy płytami itd..) jest bardziej domem, a mieszkańcy zyskują w moich oczach :) Tak po prostu. Co nie znaczy, że kogoś oceniam czy skreślam.

Atłasowa napisał/a:
Same bestsellery też o czymś świadczą. Nie tak trudno się domyślić, czy ktoś czyta z wyboru, czy tylko robi pozory choćby po nieznajomości innych tytułów, niż te najbardziej znane.
Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Kiedy sięgasz po same bestsellery to w zasadzie tak jakby twój własny gust nie istniał,
Bo może dopiero się kształtuje :) zresztą jak napisałeś 'z czasem zaczyna sięgać po rzeczy bardziej wymagające'.

Znacie ludzi, którzy gardzą bestsellerami z zasady? Czasem ktoś taki się trafia i niestety często są to ludzie, którzy wrednie wytkną mi Pottera czy Browna na półce, z którymi nie da się za bardzo rozmawiać, bo oni zawsze mają rację, bo tylko oni wiedzą co dobre, po prostu snoby. Więc już wolę osoby czytające same bestsellery, podchodzą do literatury mniej poważnie a do ludzi czytających co innego z większą tolerancją.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-11-07, 17:42

kenaz napisał/a:
Znacie ludzi, którzy gardzą bestsellerami z zasady? Czasem ktoś taki się trafia i niestety często są to ludzie, którzy wrednie wytkną mi Pottera czy Browna na półce, z którymi nie da się za bardzo rozmawiać, bo oni zawsze mają rację, bo tylko oni wiedzą co dobre, po prostu snoby.


Ja może nie tyle gardzę, ale tyle razy zweryfikowałem te 'ochy i achy', które serwowały media i w dużej części się rozczarowałem. Nie powiedziałbym, że gardzę, ale podchodze dość nieufnie. :) Browna na półce nie mam, ale przeczytałem Kod i Anioły i Demony i nie żałuję. Chociaż mam zastrzeżenia. :)

kenaz napisał/a:
Ale dla mnie dom z książkami (czy płytami itd..) jest bardziej domem


Tak, dom z książkami to tak jak zwykły dom, tylko bardziej. :)

Tifa Lockhart - 2011-11-08, 05:53

Wchodząc do domu. w którym nie ma książek czuję się trochę dziwnie. Nie wyobrażam sobie, żebym ja nie miała biblioteczki. Ale w sumie rozumiem, że ktoś może nie chce marnować pieniędzy i czyta ebooki. Będąc jednak u kogoś kto nie ma żadnych książek i wiem, że wcale nie czyta czuję się skonsternowana. Bo obawiam się zawsze, że nie będzie o czym i w jaki sposób rozmawiać z taką osobą.
Atłasowa - 2011-11-08, 09:15

To nie jest tak, że z "nieczytającymi" nie ma o czym rozmawiać, ale tematy pewnie będą inne. Pewnie o mnie też dużo osób myśli, że nie ma o czym ze mną rozmawiać, kiedy na przykład na wywody na temat ich ulubionego serialu potrafię zareagować tylko głupią miną.
Córka Lavransa - 2011-11-08, 09:40

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Podobnie jak wyżej można powiedzieć - nie kupuję książek bo nie mieszczą mi się na półce..

Ja bym się pod tym musiała podpisac, niestety. Dzielę mieszkanie z dwiema osobami i to nie jest tak, że mogę sobie każdą wolną przestrzeń zabudować półkami na książki. To mi się kojarzy trochę z rybkami w akwarium - jak mają za mało miejsca, to przestają rosnąć. :) To zupełnie jak moja biblioteczka.
Od czasu do czasu robię korektę, tzn. wynoszę x tytułów do biblioteki, albo zmieniam ustawienie, żeby zyska trochę miejsca. Ale jak go nie ma, to go nie ma, i wtedy się ograniczam albo przestaję kupować i na jakiś czas przerzucam się na rzeczy wypożyczone od przyjaciół albo z biblioteki.

kenaz napisał/a:
Znacie ludzi, którzy gardzą bestsellerami z zasady?

Znam, i uważam, że to głupia zasada. Ja wolę moją - nie gardzę, dopóki nie spróbuję chociaż przeczytać. :) Efekt jest taki, że z czystym sumieniem mogę potem odrzucić zarówno wypociny pani Meyer, jak i "wielką" klasykę Whartona czy Coelho.

Żabka - 2011-11-08, 14:21

kenaz napisał/a:
Znacie ludzi, którzy gardzą bestsellerami z zasady?


Może nie gardzę, ale jakoś tak bardzo sceptycznie podchodzę do nowości, które natychmiast stają się bestsellerami. Nie mówię, że nie czytam, bo wiadomo jak to jest, ale raczej unikam. Musi mnie zachęcić ktoś ze znajomych lub tutaj i wtedy prawdopodobnie się skuszę ;-)

Panna Jeż - 2011-11-08, 15:20

Atłasowa napisał/a:
To nie jest tak, że z "nieczytającymi" nie ma o czym rozmawiać

I znów się muszę zgodzić z Atłasową :) Wśród moich znajomych, z którymi spotykam się najczęściej jestem jedyną regularnie czytającą, a dwie najbliższe koleżanki wręcz nie lubią czytać, a mimo to przyjaźnimy się i nie brakuje im inteligencji (na ile potrafię to ocenić ^^). Gadamy o życiu, muzyce, filmach etc. Ale to przykre, że nie mogę podzielić się z nimi wrażeniami z lektury. "Słuchajcie, przeczytałam świetną książkę" euforii raczej nie wywoła :( Z koleżankami ze studiów to co innego, ale rzadko się widujemy. Dobrze, że jest forum :D


Do bestsellerów podchodzę jak do każdej innej książki. Jeśli opis mnie zaciekawi, do tego usłyszę pochlebną opinię kogoś znajomego, to sięgam śmiało. Ale zazwyczaj dopiero, gdy emocje związane z książką już trochę opadną. Nawet z tego względu, że w bibliotece trudno je upolować, a w ciemno nie kupuję ^^

Tifa Lockhart - 2011-11-08, 15:26

Atłasowa, wyraziłam się nieprecyzyjnie i krzywdząco dla części ludzi, przyznaję się bez bicia. :) Źle ujęłam swoją myśl. Nie twierdzę, że z każdym nieczytającym nie da się rozmawiać. Chodzi mi o część młodzieży, którą spotkałam. Nie czytają nic, dla nich słowo książka jest żałosne. O filmach z nimi też nie mogłam porozmawiać, bo nie oglądaliśmy tych samych. Muzyka również inna. Jedyny temat o jakim najwięcej mieli do powiedzenia to imprezy i kto ile wypił.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-11-08, 17:29

Eva del Dolores napisał/a:
Gadamy o życiu, muzyce, filmach etc. Ale to przykre, że nie mogę podzielić się z nimi wrażeniami z lektury. "Słuchajcie, przeczytałam świetną książkę" euforii raczej nie wywoła :( Z koleżankami ze studiów to co innego, ale rzadko się widujemy. Dobrze, że jest forum :D


Jest wiele tematów do dyskusji, wszak życie nie składa się tylko z czytania. Niemniej jednak jeden więcej wspólny temat do rozmów, a zwłaszcza taki, który nas pasjonuje zdecydowanie wpływa na korzyść przyjaźni.
Kiedyś gdzieś przeczytałem: "Cóż ci z tego, że uda ci się zgromadzić wielki majątek, jeśli nie będziesz miał się z kim podzielić". Podobnie jest z czytaniem czy innym hobby. I pewnie z tego powodu wielu z nas, jeśli nie wszyscy zaglądają na forum. :)

Tifa Lockhart napisał/a:
Jedyny temat o jakim najwięcej mieli do powiedzenia to imprezy i kto ile wypił.


To jest ulubiony temat dyskusji, zwłaszcza w pubie przy piwie. :) Nie to, co w czasach Tolkiena, kiedy szli sobie na piwo i dyskutowali o literaturze, filozofii, polityce itp. :)

Raziel - 2011-11-08, 18:59

A w tych wspomnianych czasach Tolkiena to tak wszyscy o filozofii dyskutowali? :-P
Jeden nic nie wnoszący post, trolling na dziś wyczerpany :D
Ja baaaardzo powoli jakąś swoją biblioteczkę zbieram, mam w domu nieco książek od rodziców (ale skromnie, w porywach 40 książek), swoich mam na razie 4 :(

Uczeń Czarnoksiężnika - 2011-11-08, 19:21

Raziel napisał/a:
A w tych wspomnianych czasach Tolkiena to tak wszyscy o filozofii dyskutowali?


Nie sądzę, ale zapewne częściej niż dzisiaj. :)

Z tego co ja zaobserwowałem dzisiejsze "wyjście na piwo" implikuje raczej poruszanie luźnych tematów. W sobotę byłem w pubie na spotkaniu (nieoficjalnym) forumowiczów z innego forum literackiego. Nawet trochę o literaturze sobie porozmawialiśmy, ale trzeba było się niemal przekrzykiwać, tak głośno grała muzyka. Z czego wnoszę, że ów lokal służy wszystkiemu tylko nie rozmowom, a zwłaszcza na jakiś poważniejszy temat.

Córka Lavransa - 2011-11-08, 20:49

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
trzeba było się niemal przekrzykiwać, tak głośno grała muzyka

Unikam takich miejsc. Chyba stetryczałam nieco :-P ale wolę spotykać się w kawiarniach, kafejkach, nie pubach. Lubię słyszeć, co ma mi do powiedzenia mój towarzysz... :)

Kamil - 2011-11-08, 20:54

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Z czego wnoszę, że ów lokal służy wszystkiemu tylko nie rozmowom, a zwłaszcza na jakiś poważniejszy temat.

Mało jest miejsc gdzie można wypić piwo i swobodnie rozmawiać. A jeszcze mniej takich miejsc w których też można wypić dobre piwo... Całkiem przyjemnym lokalem jest np. Biblioteka w Łodzi, piwa to tam dobrego nie mają (wiadomo: standard w postaci Tyskiego i licznych klonów), ale są książki (które można sobie brać i przynosić różne inne) i nie ma głośnej muzyki. Jest klimat.
Tifa Lockhart napisał/a:
Jedyny temat o jakim najwięcej mieli do powiedzenia to imprezy i kto ile wypił.

Takie tematy wśród moich znajomych zaczeły się w gim. i nadal się nie skończyły. Ile można? i o ile niektóre historie bywają zabawne i ciekawe, to na ogół jest to bezsensowna i nudna gadanina, przyjemniejszą perspektywą jest zostanie samemu w domu.
Eva del Dolores napisał/a:
Do bestsellerów podchodzę jak do każdej innej książki. Jeśli opis mnie zaciekawi, do tego usłyszę pochlebną opinię kogoś znajomego, to sięgam śmiało.

O to jest wg mnie słuszne podejście :) lub ewentualnie bardziej sceptyczne podejście, ale nie dyskwalifikacja z powodu chwilowej popularności.

Radament - 2011-11-08, 20:54

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
ale trzeba było się niemal przekrzykiwać, tak głośno grała muzyka. Z czego wnoszę, że ów lokal służy wszystkiemu tylko nie rozmowom, a zwłaszcza na jakiś poważniejszy temat.


Cóż takie lokale są sympatyczne, jeśli dobierze się je do okazji. Zdecydowanie nie idzie się tam porozmawiać xD

Żabka - 2011-11-09, 08:42

To wam powiem ciekawostkę, że w Bułgarii piwo i inne mocne trunki można kupić prawie w każdej kawiarni... Nie wiem czy u nich istnieje takie słowo "pub", ale nie widziałam ich tam za bardzo. Niestety nie ma oddzielnych miejsc dla niepalących, więc można się udusić.

A ja mam różnych znajomych i takich co pochłaniają książki tonami, ale i takich co nigdy nie skalali się książką. Znam takie małżeństwo gdzie on non stop czyta,a ona nawet nie umie dobrze czytać, ale jakoś się dogadują. W gronie moich znajomych więcej jest chłopaków czytających niż dziewczyn i często powtarzają mojemu mężowi jakie to on ma szczęście... :-P Ciekawe czemu?

Atłasowa - 2011-11-09, 09:40

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:

Nie sądzę, ale zapewne częściej niż dzisiaj. :)


Nie zgodzę się, kiedyś te światki artystyczne, czy jak kto woli bohema były bardzo nieliczne, niewiele osób do nich należało i pewnie dlatego artyści znali się osobiście. Dziś więcej osób ma dostęp do słowa pisanego, może czytać filozofię czy cokolwiek innego i o tym dyskutować, kiedyś zarezerwowane to było tylko dla elit. To czy ktoś robi z tego użytek to już oczywiście osobna kwestia. :)

Paleolog - 2011-11-10, 09:34

kenaz napisał/a:
Całkiem przyjemnym lokalem jest np. Biblioteka w Łodzi, piwa to tam dobrego nie mają (wiadomo: standard w postaci Tyskiego i licznych klonów), ale są książki (które można sobie brać i przynosić różne inne) i nie ma głośnej muzyki. Jest klimat.


Miejsce znam i z tym 'klimatem' to bym się wstrzymał ;-) acz sam pomysł (książki na półkach, nazwa) niezły to potencjał zdecydowanie niewykorzystany i ten pub praktycznie nie różni się od innych tego typu przybytków. A mógłby.


Co do samej idei spędzania wolnego czasu przez młodych ludzi - warto zwrócić uwagę na to, że zdecydowanie - niestety - zwiększyło się tempo życia w porównaniu do tego jakie znał Tolkien i jego rówieśnicy. Ludzie, zmęczeni po często bardzo stresującej pracy, po prostu potrzebują momentu, kiedy mogą odreagować. Naprawdę trudno winić ich za to, że mają wtedy ochotę na lekkie tematy, a nie dysputy filozoficzne. Samemu można spędzać czas inaczej, ale myślę, że warto wstrzymać się przed ciśnięciem kamieniem. No, albo przynajmniej wybrać jakiś możliwie mały ;-)
Zdecydowanie przychylam się też do zdania, że z nieczytającym również można ciekawie porozmawiać. Ba, niekiedy nawet można mimochodem skutecznie zachęcić ich do czytania. A już na pewno wolałbym rozmawiać z osobą nieczytającą, którą znam i lubię, niż z czytająca, którą znam i podejrzewam o to, że rozmawiając o lekturach za główny cel stawia sobie kreowanie się na intelektualistę, co się niestety zdarza.

Atłasowa napisał/a:
Nie zgodzę się, kiedyś te światki artystyczne, czy jak kto woli bohema były bardzo nieliczne, niewiele osób do nich należało i pewnie dlatego artyści znali się osobiście. Dziś więcej osób ma dostęp do słowa pisanego, może czytać filozofię czy cokolwiek innego i o tym dyskutować, kiedyś zarezerwowane to było tylko dla elit. To czy ktoś robi z tego użytek to już oczywiście osobna kwestia. :)


Tu się w pełni zgadzam. Gdybyśmy dokonali proporcjonalnego porównania okaże się, że w wolnym czasie wysokie dysputy wiodło procentowo mniejsze grono niż dzisiaj - masy zwyczajnie nie miały aż takich możliwości. Fakt, że jakościowo przedstawiało się to już jednak zupełnie inaczej... ;-)

Kamil - 2011-11-10, 09:45

Cytat:
Miejsce znam i z tym 'klimatem' to bym się wstrzymał acz sam pomysł (książki na półkach, nazwa) niezły to potencjał zdecydowanie niewykorzystany i ten pub praktycznie nie różni się od innych tego typu przybytków. A mógłby.
Masz tu sporo racji. Po lokalach za bardzo nie chodzę, ale właśnie ten należy do tych niewielu, które wspominam miło.

Paleolog napisał/a:
Zdecydowanie przychylam się też do zdania, że z nieczytającym również można ciekawie porozmawiać.
Pewnie że się da. Gdyby się nie dało to by prawie nie było z kim gadać i się spotykać...
Córka Lavransa - 2013-03-04, 12:51

Przeprowadzki zdecydowanie nie sprzyjają obszernym bibliotekom...

Posiadam ok. 350 książek. Zabezpieczenie, pakowanie i transport tego wszystkiego, najpierw do "przechowalni", a teraz - niedługo - do miejsca docelowego skłania mnie do refleksji. (W paradę moim papierowym przyjaciołom wchodzi też lekko moja świeża fascynacja czytnikiem). ;)

Postanowiłam. Będzie to wymagało czasu i cierpliwości ze strony właściciela "przechowalni" :D , ale do mojego nowego domu wezmę tylko ok. 50 książek. Resztę może sprzedam, może oddam do biblioteki. Przez prawie pół roku nie widziałam ich wcale, a i wcześniej niezbyt często (schowek za kanapą się kłania). Nie czuję zatem potrzeby posiadania ich wszystkich.

Podejrzewam, że kiedy zacznę jest rozpakowywać, wśród rozlicznych "ochów" i "achów" dojde do wniosku, że jednak wszystkie są mi koniecznie potrzebne, ale jakiś czas temu pozbywałam się w ten sposób płyt CD, kaset, ubrań, zabawek...
Nic nie trwa wiecznie. Lepsza mała, ale naprawdę ukochana biblioteczka, niż setki regałów kurzozbieraczy. Niech tych książek ktoś dotyka. ;)

Deina Eldathiel - 2013-03-04, 13:04

Może dobrym pomysłem byłoby zrobienie spisu i prezentacja tutaj, na forum? Mam przeczucie, że znajdą się chętni do zakupu/przyhołubienia niektórych pozycji:)
Kamil - 2013-03-04, 13:16

Ale przecież 350 sztuk to mało :roll:
Ale przecież w książkach nie chodzi tylko o to żeby były dotykane...
... to doskonała dekoracja
... to doskonały materiał do wygłuszenia pomieszczeń (jak ktoś ma dobry sprzęt i lubi pooglądać filmy/posłuchać muzyki trochę głośniej to regały z książkami są niezbędne, jedyny sposób żeby je zastąpić to mocowanie specjalnych paneli lub... opakowań po jajkach :lol: )

A jak się jest na swoim a nie na wynajętym to problem z przeprowadzką odpada.

Choć ostatnio po zakupie Kindla spojrzałem na swoje przepełnione półki i też pomyślałem o ograniczeniu biblioteczki, ale tylko do momentu likwidacji tych, które się nie mieszczą i zasłaniają inne (bo np. są dwa rzędy).

Córka Lavransa - 2013-03-04, 13:58

kenaz napisał/a:
A jak się jest na swoim a nie na wynajętym to problem z przeprowadzką odpada.

Czyżby? :)
Moje dwie ostatnie przeprowadzki były ze swojego na swoje. :)

kenaz napisał/a:
Ale przecież 350 sztuk to mało

Może. I może kiedyś moja "ukochana" biblioteczka będzie tyle liczyła. Ale póki co, z większością mogę się spokojnie rozstać.

Deina Eldathiel napisał/a:
Może dobrym pomysłem byłoby zrobienie spisu i prezentacja tutaj, na forum?

Deina, Gaskell zostaje. ;)
Ale masz rację, tak zrobię. Zawsze lepiej oddać w ręce znajome. :)
Póki co, możesz zajrzeć na moją półkę "Posiadam" na LC, może coś ci w oko wpadnie. Nie patrz w kierunku półki "Nikomu nie oddam", oczywiście... :D

Deina Eldathiel - 2013-03-04, 14:15

Skąd wiedziałaś, że na Gaskell się czaję?;P Niedobra Ty:)
Kamil - 2013-03-04, 14:21

Córka Lavransa napisał/a:
Moje dwie ostatnie przeprowadzki były ze swojego na swoje.

Ty po prostu wymykasz się wszystkim utartym schematom działania :P

Mi w trakcie przeprowadzki książki dały ostro w kość. Masa ciężkich kartonów wypełnionych po brzegi książkami... Za każdym razem na stancjach też uzbieram sporo książek i jest problem z transportem. Ebooki to fajna sprawa :)

Córka Lavransa - 2013-03-04, 14:47

Deina Eldathiel napisał/a:
Skąd wiedziałaś, że na Gaskell się czaję?;P Niedobra Ty:)

Znam cię, znam... :)
Służę za to "Jane Eyre" i "Wuthering Heights", choć w niezbyt pięknej formie. :P

Przy okazji zajrzałam sobie na moje LC i z przerażeniem stwierdziłam, że na półce "Nikomu nie oddam" mam ok. 150 pozycji. Ulżyło mi, kiedy się okazało, że to jakieś Montgomery czy Musierowicz, które leżą sobie bezpiecznie u moich rodziców... :)

kenaz napisał/a:
Masa ciężkich kartonów wypełnionych po brzegi książkami...

No właśnie... I tak kursuj, przesuwając to-to po podłodze, bo podnieść ciężko.
A e-booki takie leciutkie. :)

Atłasowa - 2013-03-15, 18:55

Smutna prawda o książkach jest taka, że większość czytamy tylko raz. Ok, mogą po nie sięgnąć inni domownicy, ale co potem? Książka marnieje w osamotnieniu. A oddać szkoda.

Parę razy przy przeprowadzkach miałam taki pomysł, że wywieźć wszystkie książki do rodziców i zostawić sobie tylko kilka, które naprawdę w najbliższym czasie przeczytam. I rzeczywiście czasem wywożę. Ale i tak wychodzi kilkadziesiąt koniecznie potrzebnych. ;) Chyba po prostu czułabym się osierocona bez chociaż 2 czy 3 półek zapełnionych książkami.

Tak czy siak przydałby się jakiś portal, gdzie by się można powymieniać książkami.

PS Córko też jestem za tą listą, ktoś na pewno zaadoptuje chociaż część Twoich książek. ;)

Procella - 2013-03-15, 19:03

Atłasowa napisał/a:
przydałby się jakiś portal, gdzie by się można powymieniać książkami

Są takie.

Atłasowa - 2013-03-15, 19:05

Procella napisał/a:
Atłasowa napisał/a:
przydałby się jakiś portal, gdzie by się można powymieniać książkami

Są takie.


Ojej to jak taka niedzisiejsza? A korzystałaś? W sensie, czy to sprawnie działa i rzeczywiście ktoś się zgłasza?

Procella - 2013-03-15, 21:27

Nie korzystałam, ale znam osoby, które sobie chwalą.
Tifa Lockhart - 2013-03-16, 07:35

Ja korzystam z portalu lubimyczytać. Wymieniłam się dotychczas z kilkoma osobami i nie spotkało mnie nic nieprzyjemnego. Trzy książki sprzedałam i również wszystko przebiegło sprawnie. Polecam. :) Znajduje się tam również temat, w którym użytkownicy ostrzegają się przed oszustami/ zachwalają innych.
Wyjeżdżając na studia nie mogłam sobie wyobrazić jak wytrzymam bez wszystkich moich książek. Najchętniej zapakowałabym ze sobą te kilka półek, ale to nie było niestety wykonalne. Teraz, po kilku miesiącach przyzwyczaiłam się do tego, że ich nie mam. Wypożyczam teraz prawie wyłącznie z biblioteki tylko. Na stoliku czy też kartonie leży zazwyczaj ta, którą aktualnie czytam. Z racji tego, że na dwóch półkach leżą ubrania, więc książki znajdują w plecaku w szafie. Dlatego nie oceniajcie nikogo jeśli nie widać u niego żadnych lektur. Może chowa je jak ja. :mg:
W przyszłości oczywiście chciałabym je mieć wszystkie przy sobie, najlepiej we własnym domu. :)

Atłasowa - 2013-03-16, 22:03

Dzięki za podpowiedź, muszę poszukać takich tematów na lubimyczytac, bo jakoś niespecjalnie się tam do tej pory udzielałam.

PS Tifo masz uroczy awatarek. ;)

Emoonia - 2013-03-25, 22:31

Dla mnie książki oprócz oczywistej funkcji, do jakiej zostały powołane, pełnią także funkcję dekoracyjną. Zamiast kwiatków i bibelotów wolę zatem trzymać w domu książki. Właśnie szykuję się do zakupu kolejnego regału, bo te dwa, które mam, zaczynają się niepokojąco szybko zapełniać ;) I nie wiem, co zrobię, jak zapełnię kolejny, bo w mieszkaniu trudno będzie znaleźć miejsce na następny :-|

Tak naprawdę nienawidzę książek tylko w momencie przeprowadzki. Przeprowadzałam się w życiu już kilka razy i za każdym razem pudła z książkami były coraz większe i bardziej spuchnięte. Nie chcę myśleć, co będzie następnym razem... Mamy plan pomieszkać tu jeszcze z osiem lat, zanim dorobimy się czegoś własnego, a ponieważ zamierzam miesięcznie kupować cztery książki, to czekają mnie kolejne (kalkulator w dłoń :P ) 384 tomy do upchania poza tym, co już mam :P

Zapewne mogłabym chodzić do biblioteki (przynajmniej do tamtej, w której nie wiszą moje portrety pamięciowe, po tym, jak przez lata przetrzymywałam jakieś trzy książki, których tytuły dawno uleciały mi z pamięci - tak, z nimi też się przeprowadzałam :P Ale w końcu je zwróciłam, niemniej jednak wejście do którejkolwiek placówki Biblioteki Nowohuckiej napawa mnie strachem), jednakże przyznam, że mam w sobie bezwstydną żądzę posiadania książek. Chcę na nie patrzeć i móc ich dotykać, kiedy tylko zechcę. W moim wymarzonym domu, który w bezsenne noce raz po raz mebluję w wyobraźni, znajdzie się miejsce na osobną bibliotekę. Będą regały z ciemnego drewna, jasny dywan, miękki fotel i małe biurko z serwisem do herbaty. I wtedy będę mogła umrzeć szczęśliwa ;)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2013-03-26, 09:13

Córka Lavransa napisał/a:
Nic nie trwa wiecznie. Lepsza mała, ale naprawdę ukochana biblioteczka, niż setki regałów kurzozbieraczy. Niech tych książek ktoś dotyka. ;)


kenaz napisał/a:
Choć ostatnio po zakupie Kindla spojrzałem na swoje przepełnione półki i też pomyślałem o ograniczeniu biblioteczki, ale tylko do momentu likwidacji tych, które się nie mieszczą i zasłaniają inne (bo np. są dwa rzędy).


:zlo

A co jeśli spośród tych wielu wielu książek na półce wszystkie dla właściciela są drogie? Ja na swoje półki kupowałem raczej zawsze to, co naprawdę chciałbym mieć i przeczytać. I w sumie nie widzę książek, których łatwo mógłbym się pozbyć.
Kochani widzę, że posiadanie czytnika wywołuje niepokojące moje serce myśli o pozbywaniu się książek z domu. A przynajmniej w Waszych wypowiedziach jest to wspólny mianownik. :)

Córka Lavransa - 2013-03-26, 10:44

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
A co jeśli spośród tych wielu wielu książek na półce wszystkie dla właściciela są drogie?

Wtedy jest spory zgryz.
W czasach podstawówkowych, pamiętam, miałam sporą kolekcję wycinków z gazet (treść wstydliwie przemilczę). Trzymałam je, od czasu do czasu oglądałam, było to coraz większe. I pewnego dnia, jednego dnia, nagle uświadomiłam sobie, że nie zaglądałam do tej kolekcji od kilku miesięcy. I - nadal do niej nie zaglądając - wyniosłam całość do śmieci. Poczułam nawet ulgę. :)
Wydaje mi się, że z częścią książek mam tak samo. Trzymam je przez wzgląd na sentyment, który żywiłam do nich kiedyś tam. I głupio mi się przyznać do tego, że ten sentyment już znikł. Przeprowadzka jest dobrym czasem na zweryfikowanie tego, które książki są mi naprawdę drogie (wspomniana już Gaskell - choć też nie wiem, czy na zawsze; na zawsze na pewno powieści Jane Austen w genialnym tłumaczeniu Anny Przedpełskiej-Trzeciakowskiej).

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Kochani widzę, że posiadanie czytnika wywołuje niepokojące moje serce myśli o pozbywaniu się książek z domu.

Jestem zaskoczona rozmiarem tego zjawiska, powiem szczerze. Rozmawiałam o tym ostatnio z Przyjaciółką - posiadaczką tabletu. U niej też papierowych książek już jak na lekarstwo, choć kiedyś miała biblioteczkę większą od mojej, bo kupowała bardzo dużo. Obecnie większość tomów wyniosła do biblioteki i kupuje wyłącznie e-booki (wyjątkiem są nieliczne pozycje, których na e-bookach nie ma, ale to są ze dwie książki w ciągu ostatnich trzech miesięcy, podczas gdy kiedyś zdarzało jej się kupować dwie-trzy ksiązki tygodniowo).
Jedna z moich znajomych na LC też obserwuje u siebie taką tendencję. Zastanawiam się, czy to się utrzyma - w końcu mam czytnik stosunkowo niedawno, może w pewnej chwili bedę chciała od niego odpocząć i wrócę do papieru?

Kamil - 2013-03-26, 10:47

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Kochani widzę, że posiadanie czytnika wywołuje niepokojące moje serce myśli o pozbywaniu się książek z domu. A przynajmniej w Waszych wypowiedziach jest to wspólny mianownik.


Czy często wracasz do przeczytanych książek?
Ja nie zbyt... są tytuły, po które sięgałem pare, a nawet kilka razy, ale moge je policzyć na palcach.. to będą te do których mam ogromny sentyment (np. Pan Samochodzik, Harry Potter, pare jeszcze.. raczej z dzieciństwa). Oprócz tych, dodajmy tytuły, które są wyjątkowo ładnie wydane i lubie czasem wziąć do ręki, np. z Fabryki Słów (narzekam na nich, ale jak co do czego, to zachwycam sie tasiemko-zakładką, przybrudzonymi kartkami i innymi efekciarskimi zagrywkami ;) ), albo Hyperion - o to wygląda super. No i jeszcze te wydane kiepsko, ale jednak znakomite tytuły.

Zostają książki które czytałem, nie wracam, nie zachwyciły, a jeśli zachwyciły, i tak do nich nie wrócę. Czemu by się ich nie pozbyć? przynajmniej częściowo? Lubie mieć zapełnione książkami półki i z pewnością nie pozbęde się wszystkiego, ale przyda się odrobina luzu i miejsce na nowe - tylko tyle :)
W moim domu zawsze będą regały z książkami.

Poza tym ta technologia miesza człowiekowi w głowie :lol: i rzeczywiście teraz wolę sięgnąć po czytnik niż po papierową książkę (a tego to ja sie przed kupnem nie spodziewałem).

Emoonia - 2013-03-26, 13:00

No to jestem staroświecka... Chyba nigdy nie przekonam się do e-booków. Nie mieć w domu moich ukochanych książek, to jak pozbawić go wszelkich ozdób. Dla mnie książka musi swoje ważyć, musi pachnieć, musi się otwierać i zamykać z tym charakterystycznym "puk" ;) Nie przeszkadzają mi zagięcia na rogach i w ogóle ślady używania, wręcz przeciwnie, czynią książkę moją, nadają jej ślady dni, które z nią spędziłam. Trzymać cały swój księgozbiór w jednym małym urządzonku może i jest wygodnie - jaka oszczędność miejsca i o ileż łatwiej przy przeprowadzce - ale mój dom byłby niepełny bez tych woluminów. Książkę można zabrać wszędzie, nie martwić się, że ktoś ją ukradnie (kto w Polsce kradłby książki? :P ), jeśli upadnie na ziemię, nic się nie stanie, nawet lekkie zalanie nie zrobi jej krzywdy. O czytnik e-booków bałabym się jak o każde urządzenie elektroniczne, których nie rozumiem i które są dla mnie czymś obcym. A papierowa książka nie ma dla mnie tajemnic, widzę ją strona po stronie, mogę pogłaskać jej miękki papier i jakoś mnie to po prostu cieszy ;)

Tak naprawdę jedyna funkcja, jakiej mi w papierowych książkach brakuje, to Ctrl+F : :lol: Jestem zapominalska i czasami chciałabym szybko wyszukać coś, do czego potrzebuję się wrócić, zamiast wertować wstecz kartki :P

Córka Lavransa - 2013-03-26, 13:33

Emoonia, gdybyś znalazła moje wcześniejsze posty w tym temacie (lub w e-bookach), to brzmiałyby mniej więcej tak, jak teraz ten Twój. :)
Okrutnie mi się zmieniło.
Ale - wstyd przyznać - moja chęć pozbycia się części książek jest nie tylko wynikiem namiętności czytnikowej. Bierze się także ze zwykłego lenistwa. Książki trzeba odkurzać - i same tomy, i półki pod nimi, za nimi, czasami przetrzeć na mokro... Coraz mniej mam na to ochoty. Coraz częściej, urządzając sobie mieszkanie, myślę głównie o tym, żeby się to-to łatwiej myło/sprzątało/prało. Lenistwo moje rośnie i ma się coraz lepiej i nie ma sobie co do tego dorabiać ideologii. :)

kenaz napisał/a:
Zostają książki które czytałem, nie wracam, nie zachwyciły, a jeśli zachwyciły, i tak do nich nie wrócę. Czemu by się ich nie pozbyć? przynajmniej częściowo? Lubie mieć zapełnione książkami półki i z pewnością nie pozbęde się wszystkiego, ale przyda się odrobina luzu i miejsce na nowe - tylko tyle
W moim domu zawsze będą regały z książkami.

Podpisuję się pod tym. :)

Emoonia - 2013-03-26, 14:33

Córka Lavransa napisał/a:
Książki trzeba odkurzać - i same tomy, i półki pod nimi, za nimi, czasami przetrzeć na mokro... Coraz mniej mam na to ochoty.

Z tym aspektem się zgodzę, bo jestem strasznym leniuchem i wszelkie formy sprzątania odbębniam zawsze jak najszybciej i niedokładnie. Ale u nas w domu to mąż zwykle czyści regały :lol: Poza tym co w miejsce tych regałów? Puste, białe ściany? Coś musi przecież być, nawet szlachetny minimalizm ma swoje granice ;)

A może ja jestem po prostu snobem i traktuję książki niczym najlepszy serwis do herbaty i kolekcję drogich alkoholi za szybką? Prawdę mówiąc, już kilka razy spotkałam się z kurtuazyjnym tekstem gościa odwiedzającego nasze mieszkanie "o, wy to chyba lubicie czytać", mimo iż nasza kolekcja książek jest naprawdę skromna i dopiero teraz zaczyna się rozwijać. Może po prostu chcę uchodzić za inteligentniejszą niż jestem, a wiadomo, że inteligencja nigdzie nie wygląda lepiej niż na tle półek pełnych opasłych tomisk. Obawiam się, że coś w tym jest :oops:

Córka Lavransa - 2013-03-26, 16:11

Emoonia napisał/a:
Poza tym co w miejsce tych regałów? Puste, białe ściany?

Ja mam wąski pokój, więc u mnie im mniej regałów, tym lepiej. Zastanawiam się nad czarnobiałymi fotkami z ulubionych filmów, albo zdjęciami naszymi w dużych formatach.
Puste ściany nie kojarzą mi się źle, tym bardziej że maluję je zwykle na dość żywe kolory (obecnie - duży pokój jest słonecznie żółty, sypialnia lawendowo niebieska).

Emoonia napisał/a:
za szybką

O nie, tylko nie szybki. Szybki myje się najgorzej... :mrgreen:

Mnie rzadko ktoś odwiedza, a jeśli już, to osoby, które znają mnie bardzo dobrze i nigdy by nie pomyślały, że brak książek oznacza, że nie lubię czytać. :)

Ravena - 2013-03-26, 18:41

Ja mam na szczęście wielki pęd zarówno do posiadania ksiażek (niewirtualnych) jak i sprzątania. A odkurzanie ksiażek uważam za wielką przyjemność :) Więc posiadania czytnika na pewno mi w ten sposób nie zaszkodzi ^^
W ramach wiosennych porządków pozbyłam się z witrynki podręczników z czasów studenckich i belferskich. Miałam trochę zarówno historii literatury, nauki o języku jak i metodyki nauczania. Uznałam jednak, że nie przydadzą mi się już na nic i wyniosłam do biblioteki. Troszkę miejsca dzięki temu zyskałam, ale tylko troszkę. Na tyle, że mogłam poukładać ksiażki tematycznie i zyskałam chwilę pięknej satysfakcji ^^

Córka Lavransa - 2013-03-26, 20:30

Ravena napisał/a:
W ramach wiosennych porządków pozbyłam się z witrynki podręczników z czasów studenckich i belferskich.

Ja dla odmiany pozbyłam się wielu podręczników i materiałów do nauki języka angielskiego. Przeskoczyłam już te poziomy kilka razy, nauczać już nie zamierzam (brrrr...), więc niech sobie kto inny korzysta. Byłam zaskoczona, gdy zobaczyłam, ile tego jest. Plus wszystkie materiały do rozlicznych prac magisterskich i dyplomowych... Masa, masa makulatury.

Viwoo - 2013-03-26, 21:34

Emoonia napisał/a:
No to jestem staroświecka... Chyba nigdy nie przekonam się do e-booków.

No to ja też :)
Czytnik może czasem być przydatny, ale żeby mi urządzenie zastąpiło normalną książkę? nie...


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group