Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Książki - Czytać do końca czy nie...?

M - 2010-11-22, 10:13
Temat postu: Czytać do końca czy nie...?
Pomysł na ten wątek nasunęły mi wypowiedzi z tematu "Czym się kierujecie przy wyborze lektury?", głównie wypowiedź Procelli. Przejrzałem z grubsza całe forum i nie znalazłem takiego tematu. Jeśli jednak była już taka dyskusja, to nie widzę przeszkód w skasowaniu tego wątku ;)

Czy zawsze doczytujecie rozpoczętą książkę do samego końca? Zdarzają się przecież pozycje nudne, które nie wciągają i odrzucają... których czytanie nie sprawia żadnej satysfakcji, a wręcz powoduje (chwilowy) wstręt do słowa pisanego. Co wtedy robicie? Odrzucacie tę pozycję czy męcząc się niemiłosiernie staracie się na siłę czytać do samego końca?
Czekam na odpowiedzi :)

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-11-22, 10:59

Żaden sensowny temat dotyczący książek nie będzie kasowany Martinusie. :) I jest to skądinąd ciekawe pytanie. Pokusa by rzucić niektóre książki w połowie, rzeczywiście się pojawia. I powiem szczerze, że zasadniczo jestem temu przeciwny. Skoro już coś się zaczęło, mówiąc nie tylko o książkach, ale i w szerszym kontekście, warto to już dokończyć.
Inna rzecz, że czasami nudne z początku książki w swej drugiej połowie okazują się bardzo ciekawe. Są autorzy, którzy dość długo wprowadzają czytelnika w akcję. I cóż, porzucimy książkę po 100 stronach a okaże się, że po następnych stu zmienilibyśmy diametralnie zdanie na plus. I w efekcie jest ryzyko przegapienia ciekawej pozycji dając się ponieść chwilowemu znudzeniu.

Procella - 2010-11-22, 11:11

Nie czytam do końca, jeżeli książka mi się nie podoba. Po co? W końcu czytam dla przyjemności.
Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
czasami nudne z początku książki w swej drugiej połowie okazują się bardzo ciekawe. Są autorzy, którzy dość długo wprowadzają czytelnika w akcję. I cóż, porzucimy książkę po 100 stronach a okaże się, że po następnych stu zmienilibyśmy diametralnie zdanie na plus. I w efekcie jest ryzyko przegapienia ciekawej pozycji dając się ponieść chwilowemu znudzeniu.

Nigdy mi się coś takiego nie zdarzyło. Kiedy jeszcze czytałam wszystko od początku do końca - książki, które "powoli się rozkręcały" miały jednak w sobie coś, co zachęcało do dalszego czytania. Są rzeczy, w których nie ma nic, ani to ciekawe, ani dobrze napisane... Nie widzę powodu, żeby się męczyć.

M - 2010-11-22, 11:33

Daję książce szansę do 100 strony. Jeżeli do tego momentu niczym mnie nie zachwyci i sprawi, że na samą myśl o powrocie do czytania dostaję nieprzyjemnych dreszczy, to odkładam ją. Obecnie dla mnie czytanie jest już wyłącznie przyjemnością, a przyjemnością nie można nazwać zmuszania się do czytania nudnej książki. Poza tym, takie zmuszanie się trwa zwykle bardzo długo (przymusowe przerwy, przekładanie o kilka miesięcy). Mi osobiście jest szkoda czasu na mało interesujące książki, tylko w imię zasady, że jak się coś zaczęło to trzeba skończyć :roll: Są rzeczy, które faktycznie trzeba, ale akurat czytania książki z pewnością nie. Takie jest moje zdanie i będę go bronił jak lew i sto tygrysów :mrgreen:

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Pokusa by rzucić niektóre książki w połowie, rzeczywiście się pojawia. I powiem szczerze, że zasadniczo jestem temu przeciwny. Skoro już coś się zaczęło, mówiąc nie tylko o książkach, ale i w szerszym kontekście, warto to już dokończyć.
A w imię czego wprowadzasz tę zasadę w życie? Bo według mnie czytanie książki ma przynosić przyjemność i relaks, a męczenie się nad nudną pozycją zdecydowanie nie jest przyjemnością. Czyżbyś uprawiał masochizm? :mrgreen:
Ravena - 2010-11-22, 15:02

Ja bardzo długo miałam to uczucie, że jak już zaczęłam, to muszę skończyć, choćby książka mi się wybitnie nie podobała. Nie wiem czy wynikało to z jakiegoś poczucia obowiązku czy czegoś innego, musiałam doczytać, szczególnie gdy była to książka wypożyczona z biblioteki, a jak już pożyczona od kogoś znajomego, tym bardziej ^^ A może po prostu cały czas miałam nadzieję, że jednak coś jeszcze dobrego się w książce trafi, że natrafię na fragment perełkę, która wynagrodzi mi dotychczasowe męki? Nie wiem. Teraz już tego nie robię, może dlatego, że bardziej zdałam sobie sprawę z upływającego czasu i szkoda mi go marnować na tytuły, które mnie męczą/irytują/nie podchodzą. Ale wyrzuty sumienia, gdy odkładam niedokończoną książkę wciąż mam i nie umiem się ich wyzbyć :)
BlueEyed Girl - 2010-11-22, 16:56

Ja nie dokończam książki, kiedy wiem, że mnie niczym już nie zaskoczy, a wszystko idzie w znanym kierunku... i po co się niepotrzebnie męczyć i nudzić - nie mam wtedy żadnych wyrzutów sumienia, w innych przypadkach lecę dalej.
Panna Jeż - 2010-11-22, 18:06

Kończę książki, które nie bardzo mnie interesują tylko i wyłącznie, gdy pożyczyłam je od znajomych, lub gdy mi je polecili i oczekują mojej opinii. Z reguły jednak, jeśli książka mnie nie zainteresuje do mniej więcej 1/3 swej objętości, nie męczę się dalej i oddaję do biblioteki. Z tego powodu nie przeczytałam połowy lektur szkolnych. Smutna to prawda....
Ishikawa - 2010-11-22, 18:10

Nie doczytuje książek do końca które mnie męczą i nudzą.
Dla mnie czytanie to relaks, przyjemność - ale nie powiem, jest kilka książek które mimo,że były nudne jak flaki z olejem,to po dobrnięciu do końca diametralnie zmieniałam zdanie na pozytywne.
Ale to wyjątki potwierdzające regułę...

BlueEyed Girl - 2010-11-22, 18:53

Eva del Dolores napisał/a:
Z tego powodu nie przeczytałam połowy lektur szkolnych. Smutna to prawda....

Ja przeczytałam prawie wszystkie, żeby potem mogłabym się tym chwalić... <tak jak teraz> ...i przez to niekiedy musiałam uprawiać okrutny masochizm :-P ;-)

Tifa Lockhart - 2010-11-22, 19:08

Staram się czytać zaczęte książki. Jednakże nie zawsze mi się to udaje. Niektóre są tak nudne, że wymiękam po 30 stronach. Tak było np. z ''Eragonem''. Natomiast '' Pana Tadeusza'' doczytałam do połowy. Jest to moja lektura w tym roku, więc zmuszę się do przeczytania całości.
Córka Lavransa - 2010-11-22, 21:20

Zawsze starałam się doczytać do końca, nie wiem, czy to przez zasadę podobną tej przywołanej przez Ucznia, czy też po prostu żywiąc naiwnie nadzieję, że się jeszcze poprawi... (Nota bene kojarzę chyba dwa takie przypadki, kiedy książka była nudna przez większość stron i nie spodziewałam się po niej wiele dobrego, a jednak po zakończeniu dochodziłam do wniosku, ze było warto).
Ostatnio coraz częściej się "łamię" i jeśli książka mnie męczy, nie czytam do końca dokładnie, tylko przerzucam kartki mniej-więcej śledząc akcję. Bywa tak, że gdzieś jeszcze zatrzymuję się na dłużej, żeby dokończyć jakiś bardziej frapujący watek, ale czasami tylko zerkam na koniec i odkładam.
Brak cierpliwości, brak czasu - nie wiem. Staram się unikać takich sytuacji, bo nie lubię książek niedokończonych, ale zdarzają się.

Paleolog - 2010-11-22, 22:38

W zasadzie wypadałoby czytać...

Z męczącą książką jest trochę tak jak z nieudaną randką - chce się wyjść, ale wypada zostać do końca.

W każdym razie ja staram się doczytywać, chociaż nie zawsze się udaje... Z drugiej strony takie odłożenie na półkę czasem wychodzi na dobre - po jakimś czasie ta sama kniga może okazać się dużo bardziej 'przyswajalna'.

Kiedyś odłożyłem "Bolesława Chrobrego". Gdybym nigdy do niego nie powrócił ominęłaby mnie największa literacka przygoda życia.

Generalnie warto doczytywać książki z jeszcze jednego powodu: przeciętna/słaba książka z genialnym zakończeniem warta jest więcej niż dobra z mocno przeciętnym.

A tak się zdarza - mam na koncie kilka książek, które do ostatniego rozdziału uważałem za gnioty, by nagle, przeczytawszy ostatnią stronę, zmienić zdanie.

M - 2010-11-23, 08:48

Paleolog napisał/a:
Z męczącą książką jest trochę tak jak z nieudaną randką - chce się wyjść, ale wypada zostać do końca.
Oj tak, miałem kilkanaście takich sytuacji w życiu :mrgreen: Raz nawet niby wyszedłem do toalety i już nie wróciłem do stolika :mrgreen: To najgorsza randka w życiu.

Paleolog napisał/a:
Z drugiej strony takie odłożenie na półkę czasem wychodzi na dobre - po jakimś czasie ta sama kniga może okazać się dużo bardziej 'przyswajalna'.
Być może. To ryzyko jakie podejmuję odkładając książkę po 100 stronach. Mam nadzieję, że zbyt dużo niezłych książek nie straciłem odkładając je za wcześnie ;)

Paleolog napisał/a:
Generalnie warto doczytywać książki z jeszcze jednego powodu: przeciętna/słaba książka z genialnym zakończeniem warta jest więcej niż dobra z mocno przeciętnym.
Taka książka na pewno zaskakuje, ale wątpię, abym traktował ją jako więcej wartą niż dobrą książkę ze słabym zakończeniem. Przykładowo sagę o Wiedźminie pomimo strasznie spartolonego zakończenia uważam za bardzo dobrą pozycję.

Paleolog napisał/a:
A tak się zdarza - mam na koncie kilka książek, które do ostatniego rozdziału uważałem za gnioty, by nagle, przeczytawszy ostatnią stronę, zmienić zdanie.
Nie znam takich przypadków, bo gniotów nigdy nie doczytałem do końca :mrgreen:
Ravena - 2010-11-23, 10:57

Martinus Jachus napisał/a:
Raz nawet niby wyszedłem do toalety i już nie wróciłem do stolika To najgorsza randka w życiu.

No nie... nieładnie. Chyba wolałabym usłyszeć wprost, że "nic z tego nie będzie", niż tak zostać porzuconą bez słowa :->
A co do ksiażek, niedokończonych, tak mam z Dickensem. Wciąż jednak jestem uparta i wracam do jego powieści. Nawet kupiłam sobie Copperfielda z myślą, że kiedyś w końcu go przeczytam, do tej pory miałam trzy podejścia. Za każdym razem doszłam trochę dalej, więc istnieje szansa, że w końcu dotrwam do ostatniej strony :-P
A ze zmor, których nogd nie dokończyłam i wspominam jak nagorzej to studenckie lektury: "Generał Barcz" Kadena Bandrowskiego i "Czarny potok" Bukowskiego. Męczarnia tak okropna, że bez najmniejszego żalu odłożyłam obydwie i doczytałam jakieś opracowanie tylko. Istnieją granice masochizmu ^^

elfrun - 2010-11-23, 11:50

Dawno, dawno temu uwazalam ze wszystkie ksiazki ktore sie zaczelo nalezy skonczyc bez wzgledu na to jak malo interesujaca jest ich lektura. Od kilku lat nie mam najmniejszych wyrzutow sumienia jesli porzuce ksiazke w dowolnym momencie. Czytanie powinno byc przyjemnoscia.
Procella - 2010-11-23, 11:58

Ravena napisał/a:
A co do ksiażek, niedokończonych, tak mam z Dickensem.

Ja też! Ale kolejne podejścia odkładam na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Tina - 2010-11-29, 21:53

Przeważnie staram się doczytać do końca. Gdy zaczęłam odpuszczać sobie ksiażki, które mnie nie interesują, zaczęłam coraz mniej czytać, ponieważ nie potrafiłam się skupić na żadnej książce na tyle długo, aby mogła mnie zainteresować.
Teraz właściwie niewiele czytam dla przyjemności. A jeśli książka po kilkunastu stronach nie podoba mi się to odkładam. Jestem zbyt leniwa, na to, aby czytać coś, co od razu mnie nie wciąga. Wiąże się to z tym, że ostatnio czytam przede wszystkim po to, aby zdobyć wiedzę.

Wiele książek tak zmęczyłam, nie interesowały mnie, ale czytałam, żeby skończyć. Pierwsza pozycja jaka przychodzi mi na myśl - "Dzieci Północy" Rushdiego. Książka liczy sobie dość sporo stron, niemiłosiernie mi się nudziła, nic z niej nie pamiętam, ale poświęciłam prawie pół miesiąca, aby ją skończyć tylko dlatego, że stała na półce.

Jelon - 2010-12-02, 12:01

Oczywiście. Jeżeli coś ne jest fajne, to przestaje to czytać. Książka ma być dla mnie przyjemnością, a nie męką.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-06, 09:03

Jelon napisał/a:
Oczywiście. Jeżeli coś nie jest fajne, to przestaje to czytać


Można wtedy wyrzucić z rękawa pytanie - to po co zaczynać? :)

Procella - 2010-12-06, 10:38

Bo dopiero w trakcie czytania okazuje się, czy książka jest fajna, czy nie?
Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-06, 11:19

Procella napisał/a:
Bo dopiero w trakcie czytania okazuje się, czy książka jest fajna, czy nie?


Racja. Ale z drugiej strony książkę najlepiej oceniać jako całość. Gdy rzucisz powieść po setnej stronie, a ma ona w sumie 600 nie wiadomo czy książka cała była gniotem czy po prostu początkowo akcja wolno się rozkręca i po prostu trzeba to przebrnąć, żeby potem całościowo móc cieszyć się opowieścią. Czasem trudno jest rozpoznać czy cała książka jest beznadziejna czy tylko ma ciężki początek.

M - 2010-12-06, 11:44

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Racja. Ale z drugiej strony książkę najlepiej oceniać jako całość. Gdy rzucisz powieść po setnej stronie, a ma ona w sumie 600 nie wiadomo czy książka cała była gniotem czy po prostu początkowo akcja wolno się rozkręca i po prostu trzeba to przebrnąć, żeby potem całościowo móc cieszyć się opowieścią. Czasem trudno jest rozpoznać czy cała książka jest beznadziejna czy tylko ma ciężki początek.
Moim zdaniem tylko połowicznie masz rację. Książkę, którą źle się czyta, nie odpowiada nam jej język czy styl, możemy ocenić już po paru stronach. Już wtedy wiemy, że książka przez to nie jest najlepsza i mało prawdopodobnie jest, że później nadrobi treścią. Dlatego też ja stosuję się do dobrej rady Stephena Kinga z książki "Serca Atlantydów" - żeby dać każdej książce szansę i przeczytać 10%. Jeżeli po tej ilości książka wciągnie to super, jeśli nie, to bez wyrzutów sumienia można ją odłożyć. Te 10% procent to choćby przez zwykły szacunek dla pracy autora by książkę napisać :)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-06, 12:20

Weź po 10% doceń Czarodziejską górę Manna :)
M - 2010-12-06, 12:38

Tina napisał/a:
Wiele książek tak zmęczyłam, nie interesowały mnie, ale czytałam, żeby skończyć. Pierwsza pozycja jaka przychodzi mi na myśl - "Dzieci Północy" Rushdiego. Książka liczy sobie dość sporo stron, niemiłosiernie mi się nudziła, nic z niej nie pamiętam, ale poświęciłam prawie pół miesiąca, aby ją skończyć tylko dlatego, że stała na półce.
Nigdy bym tak nie zrobił. Jak książka by mi się nie podobała, to wylądowałaby na Allegro ;)

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Weź po 10% doceń Czarodziejską górę Manna :)
Nie czytałem tej pozycji, więc nie jestem w stanie nic o niej powiedzieć ;) Może być tak, że gdybym po tę książkę sięgnął, to po 100 stronach bym ją rzucił w kąt. Jest to niewykluczone i bardzo prawdopodobne. Być może wiele wartościowych książek odrzuciłem po przeczytaniu zaledwie 100 stron. Niemniej - nie było chemii, więc nie było nic więcej ;) Jak z kobietami - nie wiążesz się na stałe z dziewczyną, która w łóżku jest sztywna jak kłoda, a w kuchni zachowuje się jak słoń w składzie porcelany :mrgreen:
Procella - 2010-12-06, 12:45

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Weź po 10% doceń Czarodziejską górę Manna :)

Zdecydowanie po 10% widać już, że to nie jest zła książka. Ja na przykład czuję, czy z daną książką warto się pomęczyć. W czasach, kiedy jeszcze czytałam wszystko do końca przekonałam się, że jeżeli książka zdecydowanie źle się zaczyna, raczej się nie poprawu - nie chodzi mi tu o "wonle rozkręcanie się", różnica jest widoczna.

A jeżeli nawet jakaś dobra książka przepadnie w ten sposób - no cóż, i tak nie przeczytam wszystkiego, co przeczytania jest warte, bo życia ubywa a książek przybywa.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-06, 12:51

Martinus Jachus napisał/a:
Jak książka by mi się nie podobała, to wylądowałaby na Allegro ;)


Musiałaby być wyjątkowo paskudna. W całej mojej historii zbierania i kupowania książek tylko Allaha 2.0 Zagańczyka chciałem opylić. Ale jakoś nie było chętnych i stoi u mnie do dziś. To było moje największe książkowe rozczarowanie. Ciekawie się zapowiadało, ciekawy pomysł, ale jakoś nie umiałem chyba docenić.

Martinus Jachus napisał/a:
Być może wiele wartościowych książek odrzuciłem po przeczytaniu zaledwie 100 stron


No właśnie, w zasadzie sam się przyznajesz. :P Po prostu nie wszystkie powieści mają tak jak filmy Hitchcocka, że najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie rośnie. :) Wiele osób ceni sobie "Ulissesa" Joyce'a bądź siedmioksiąg "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Przez te książki trzeba brnąć jak przez bagno. A jednak są doceniane.

M - 2010-12-06, 12:58

Procella napisał/a:
A jeżeli nawet jakaś dobra książka przepadnie w ten sposób - no cóż, i tak nie przeczytam wszystkiego, co przeczytania jest warte, bo życia ubywa a książek przybywa.
Podpisuję się pod tym rękami i nogami.

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Wiele osób ceni sobie "Ulissesa" Joyce'a bądź siedmioksiąg "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Przez te książki trzeba brnąć jak przez bagno. A jednak są doceniane.
Tak, ale tu mówimy o czytaniu książek, a nie o ich ocenianiu. Czytasz tylko i wyłącznie po to, aby oceniać i nie ma dla ciebie znaczenia czy brniesz i męczysz się niemiłosiernie? Czy też czytasz, aby spędzić miło czas, zrelaksować się i przeżyć fajną przygodę? Bo mam wrażenie, że poniekąd z twoich wypowiedzi wynika jedno - czytasz, aby ocenić czy książka była warta zainteresowania. Być może jest inaczej, ale ja tak to odbieram.
Ravena - 2010-12-06, 17:56

Martinus Jachus napisał/a:
Tak, ale tu mówimy o czytaniu książek, a nie o ich ocenianiu. Czytasz tylko i wyłącznie po to, aby oceniać i nie ma dla ciebie znaczenia czy brniesz i męczysz się niemiłosiernie? Czy też czytasz, aby spędzić miło czas, zrelaksować się i przeżyć fajną przygodę? Bo mam wrażenie, że poniekąd z twoich wypowiedzi wynika jedno - czytasz, aby ocenić czy książka była warta zainteresowania. Być może jest inaczej, ale ja tak to odbieram.

Ale jedno nie wyklucza drugiego! ;-) Zresztą niektóre książki wymagają, że sie tak wyrażę, pewnej okolicznościowej oprawy. Swego czasu z dziką przyjemnością czytałam Prousta, choć dziś nie wiem czy starczyłoby mi cierpliwości na ten cykl. Wtedy akurat miałam "wenę" na ten typ narracji - nieśpieszny, leniwy, przeskakujący. Wiele książek w moim życiu, musiało poczekać na swój czas. Ale w jednym przyznam Ci rację - książka, która drażni nieporadnym stylem, choćby miała wszelkie inne zalety w rodzaju świetnej fabuły i niebanalnych charakterów (nie, to tylko moje gdybanie, nie spotkałam się jeszcze z taką ksiażką :-P), jest koszmarem czytelniczym. Język to połowa sukcesu ^^

Paleolog - 2010-12-06, 21:14

Martinus Jachus napisał/a:
Moim zdaniem tylko połowicznie masz rację. Książkę, którą źle się czyta, nie odpowiada nam jej język czy styl, możemy ocenić już po paru stronach. Już wtedy wiemy, że książka przez to nie jest najlepsza i mało prawdopodobnie jest, że później nadrobi treścią


Nie zgadzam się, a przynajmniej nie do końca - to nie musi być regułą. Są książki, które naprawdę na początku czyta się ciężko, ale jeśli wytrzymamy złe miłego początki okazuje się, że warto.

To oczywiście nie znaczy, że mamy się z każdą rozpoczętą lekturą męczyć na siłę - wiele książek musi po prostu trafić na właściwy czas - np w tej konkretnej chwili za nic na świecie nie mam ochoty na nic bardzo wymagającego i po góra kilkudziesięciu stronach odłożyłbym na półkę (no, w moim przypadku raczej na dywan :mrgreen: ) większość pozycji z tak zwanej klasyki literatury. Ale w żadnym razie nie próbowałbym oceniać takich książek po tych przebrniętych z bólem stronicach.
Książki są jak ludzie ;-) Niektóre wolno się rozkręcają, jakby były nieśmiałe i zamknięte w sobie - potrzebują czasu żeby otworzyć się przed czytelnikiem i pokazać mu ile są naprawdę warte. Dlatego dobrze, tak jak ludziom, dawać im szansę :)

Ravena napisał/a:
Język to połowa sukcesu ^^


Tak, ale są wyjątki.
Z uporem maniaka będę wracał do pewnej książki pana Piekary ("Przenajświętsza Rzeczpospolita"), napisanej językiem żenującym (nawet mimo tego, że była to celowa stylizacja, bo Piekara akurat opowiadać umie), której zakończenie o 180 stopni (no, a przynajmniej znacznie) zmieniło moją opinię o całości.

Właśnie dlatego staram się nigdy nie wypowiadać o książkach, których z jakichś powodów nie skończyłem.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-07, 11:13

Martinus Jachus napisał/a:
Tak, ale tu mówimy o czytaniu książek, a nie o ich ocenianiu. Czytasz tylko i wyłącznie po to, aby oceniać i nie ma dla ciebie znaczenia czy brniesz i męczysz się niemiłosiernie? Czy też czytasz, aby spędzić miło czas, zrelaksować się i przeżyć fajną przygodę? Bo mam wrażenie, że poniekąd z twoich wypowiedzi wynika jedno - czytasz, aby ocenić czy książka była warta zainteresowania.


Jest co najmniej kilka powodów, dla których zwykle lubi się czytać książki i zwykle przenikają się one wzajemnie. Relaks i rozrywka jest tylko jednym z nich, ale nie jedynym. Bo książka, którą tylko i wyłącznie dobrze się czyta i nic poza tym trudno uważać za jakąś specjalnie wybitną. Jest dobrą alternatywą na jesienny wieczór, na poprawę humoru. Zapewne za dwa dni po lekturze zapomni się połowę treści, ale swoją funkcję rozrywkową spełniła.
Niemniej żeby cieszyć się z lektury książka niekoniecznie musi być łatwa. Czasem wręcz odwrotnie, zmusza czytelnika do intelektualnego wysiłku, nic nie jest podane wprost, trzeba czytać między wierszami, składać sobie szczątki informacji w całości i odgadywać motywy postępowania postaci.

Nastawienie na relaks i rozrywkę może w takim przypadku zawieść i spowodować, że książkę odrzucimy. Co nie znaczy, że słusznie.

Ja czytam książki, chyba jak większość ludzi lubiących ten sport, żeby miło spędzić czas, żeby się czegoś ciekawego dowiedzieć, niektóre, żeby coś głębiej przemyśleć, zastanowić się. I pewnie wiele jeszcze pomniejszych rzeczy można wymienić. Ale trudno to zamknąć w takiej zero-jedynkowej zależności - jak czyta się łatwo i przyjemnie to książka ok, a jak autor zaczyna wymagać myślenia ode mnie to rzucam, bo męczę się zanadto.

Cytat:
Właśnie dlatego staram się nigdy nie wypowiadać o książkach, których z jakichś powodów nie skończyłem.


Bo to jest często zgubne. Znacznie rzetelniej jest oceniać całość niż tylko po fragmentach. Może się trafić jakiś nudny fragment, może on ciągnąć się nawet przez 100 stron, ale w całości książka jest genialna.

M - 2010-12-07, 11:40

Uczniu, mam nieodparte wrażenie, że nie rozumiesz mojego stanowiska. Chyba za mało klarownie piszę, że nie zostałem do końca zrozumiany ;)
Nie mam nic przeciwko książkom trudnym, zmuszającym do głębszych przemyśleń i wymagającym od czytelnika większego zaangażowania intelektualnego. Co więcej, lubię takie książki! Pisząc o łatwości czytania, miłym spędzaniu czasu i przeżyciu przygody, nie miałem na myśli łatwej pozycji, gdzie wszystko jest podane czytelnikowi na talerzu. Chodziło mi o tę chemię, która wytwarza się pomiędzy drukiem wylewającym się ze stronic książki, a czytającym go czytelnikiem. Ta chemia pojawia się bardzo często nawet gdy książka jest z gatunku tych "trudniejszych", po prostu pomimo wysiłku jaki musisz włożyć w proces czytania, jest on dla ciebie przyjemnością. Natomiast często są książki które w taki czy inny sposób nie wywołują tej "chemii". I tu przychylam się poniekąd do uwagi Paleologa - że czasem nie trafiamy we właściwy czas z daną pozycją - tematyka nas nie interesuje, nie mamy ochoty na głębszą intelektualną przygodę, a może po prostu nie dorośliśmy do poziomu, jaki prezentuje sobą książka. Takich powodów może być dużo. I w takim wypadku - nie widzę sensu, aby "męczyć się" z czytaniem i starać się skończyć książkę. To jest bez sensu, bo będzie się czytało na siłę, nie angażując się jednocześnie w fabułę i po jej skończeniu nie będzie się miało kompletnie pojęcia co było ideą przewodnią książki :) Zgodzisz się ze mną?
Na pewno kojarzysz mega-powieść "Lód" Jacka Dukaja. Z powodów osobistych, nawarstwienia się tragedii rodzinnych i wielu problemów natury osobistej, nigdy nie ukończyłem tej cegły, gdyż nie potrafiłem się skupić na czytaniu, po czym minął termin oddania jej do biblioteki. Oddałem ją bez żalu, jednak to nie przeszkadza mi wcale polecać jej każdemu napotkanemu miłośnikowi dobrej książki i uważać jej za genialne dzieło Dukaja. Chciałbym ją też kupić i dzięki temu w końcu ukończyć, ale nie wiem czy to mi się uda w najbliższym czasie, bo cena powala na kolana, choć jest zdecydowanie adekwatna do ładnego wydania i zawartości.

Paleolog napisał/a:
Z uporem maniaka będę wracał do pewnej książki pana Piekary ("Przenajświętsza Rzeczpospolita"), napisanej językiem żenującym (nawet mimo tego, że była to celowa stylizacja, bo Piekara akurat opowiadać umie), której zakończenie o 180 stopni (no, a przynajmniej znacznie) zmieniło moją opinię o całości.
"Przenajświętsza Rzeczpospolita" to akurat bardzo dobra pozycja, która mogłaby być jeszcze lepsza, gdyby była dłuższa i autor napisałby trochę więcej zakulisowych szczegółów z życia osób rządzących RP ;)
Procella - 2010-12-07, 11:41

Ale niekoniecznie chodzi o to, że czyta się trudno=czyta się źle. Jest wiele książek, które czytało mi się trudno, ale dobrze (choćby ta wspomniana już "Czarodziejska góra". W takim przypadku jednak przeważnie jest coś, co przy tej książce trzyma - np. piękny język, świetnie skonstruowane postacie, głębia refleksji, sugestywny klimat itp. Natomiast czasem widać od początku, że książka nie jest udana: czy to słabo napisana, czy to postacie całkiem niewiarygodne, czy to fabuła bzdurna... w takiej sytuacji nie widzę powodu, by się męczyć.

Paleolog napisał/a:
To oczywiście nie znaczy, że mamy się z każdą rozpoczętą lekturą męczyć na siłę - wiele książek musi po prostu trafić na właściwy czas

A to też. Mam stosik książek, do których zamierzam wrócić - zaczęłam je czytać i doszłam do wniosku, że nie są złe (a nawet czasem są bardzo dobre), ale to nie ten czas.

Uczeń Czarnoksiężnika - 2010-12-07, 11:53

Zgadzam się z Wami. Myślę, że zgadzamy się, przynajmniej w dużej części od samego początku, tylko może jakoś tak piszemy o zagadnieniu, że jakoś niedokładnie to wyrażamy. Mniejsza z tym. Jestem pewien, że na tym forum każdy jest w stanie rozpoznać dobrze napisaną książkę i takową nie pogardzi. :)

Martinus Jachus napisał/a:
Na pewno kojarzysz mega-powieść "Lód" Jacka Dukaja


A kojarzę, stoi u mnie na półeczce razem ze wszystkimi pozostałymi książkami Jacka Dukaja. :)

Aura - 2010-12-21, 18:26

Jeśli książka mnie nie zainteresuje, nie czytam do końca. Czasem zniechęca mnie czymś już na początku, czasem znacznie później, ale przecież nie ma sensu czytać na siłę.
Bywa, że ksiażka mi się nie podoba, ale chcę jednak wiedzieć, co było dalej. Wtedy zaglądam na środek, przeglądam kilka stron i czytam zakończenie :mrgreen:

Bruixa - 2010-12-21, 21:44

Kiedyś wiele książek napoczynałam i zarzucałam po 20-30 stronach, bo mnie nudziły, dołowały albo stawiały nieprzezwyciężony opór. Brałam się za zbyt trudne lektury w młodym wieku, za pozycje mocno przygnębiające, kiedy miałam chandrę albo takie, które nijak nie rezonowały z tym , co mi w duszy grało. Niektóre z nich po latach przeczytałam z przyjemnością, przez inne przebrnęłam bez większej satysfakcji, a do jeszcze innych zupełnie mnie nie ciągnie albo wręcz budzą we mnie tremę - że i tym razem nie podołam, bo widać nie dorastam intelekualnie :oops:
Ostatnimi czasy najczęściej jak już zacznę, to i skończę. Zwykle dobieram sobie książki, które mniej lub bardziej mi się podobają, a przynajmniej coś w nich jest. Zdarzają się rozczarowania, np. wychwalany Harukami nie utrafił w mój gust. Dobrnęłam do końca, bo miałam nadzieję odkryć, co inni w nim widzą - ale nadal tego nie wiem. Pewnie to kwestia odmiennego typu wrażliwości czy innych potrzeb psychicznych.
Bywa, że książka tak mi nie leży, że po kilkudziesięciu stronach resztę tylko przekartkuję, a w przypadkach beznadziejnych, gdy mnie telepie na taki gniot - porzucam ledwie napoczętą.

Viwoo - 2011-07-22, 19:14

Lubię kończyć wszystkie książki, które zacznę, i dlatego też staram się wybierać do czytania takie, które prawdopodobnie przypadną mi do gustu, ale wiadomo, że różnie bywa.
Kilka książek zdarzyło mi się odłożyć, ale już po kilku - kilkunastu stronach, gdy stwierdziłam, że książka jest nie dla mnie.

bookfan - 2011-07-25, 12:04

Viwoo napisał/a:
Lubię kończyć wszystkie książki, które zacznę, i dlatego też staram się wybierać do czytania takie, które prawdopodobnie przypadną mi do gustu, ale wiadomo, że różnie bywa.
Kilka książek zdarzyło mi się odłożyć, ale już po kilku - kilkunastu stronach, gdy stwierdziłam, że książka jest nie dla mnie.

Robię bardzo podobnie.
Chociaż wolę wypożyczać książki z biblioteki. Jak mi coś nie podejdzie to nie mam wrażenia, że wyrzuciłam pieniądze w błoto...

Viwoo - 2011-07-25, 15:56

bookfan napisał/a:

Robię bardzo podobnie.
Chociaż wolę wypożyczać książki z biblioteki. Jak mi coś nie podejdzie to nie mam wrażenia, że wyrzuciłam pieniądze w błoto...

Ja również głównie wypożyczam z biblioteki : ) ale i tak wolę wypożyczyć coś co później jednak przeczytam. A jak się zdarzy inaczej, to tak jak piszesz - przynajmniej nie 'wyrzuciło' się na to pieniędzy.

alibaba - 2011-07-25, 21:45

Zawsze staram się przeczytać rozpoczętą książkę do końca. Ale czasem trafia się na coś, czego niestety nie da się strawić. Wtedy łamię moją zasadę i zaczynam czytać coś nowego.W połowie lipca natomiast miałam dylemat innego rodzaju. Czytałam względnie dobrą książkę ale zdobyłam - na krótko- dwie wymarzone książki. Jedna 730 stron, druga 970 stron. A że pracuję po 10 godzin dziennie, czasu na czytanie mam niewiele. Tę zaczętą jednak skończyłam, przeczytałam też tę co ma 730 stron /kosztem dwóch nieprzespanych nocy/ i od wczoraj czytam tę najgrubszą,.
Reasumując- nie czytam do końca tylko takich naprawdę gniotów.

Utopiste - 2011-07-27, 22:51

Ostatnio przekonałam się kilka razy, że zdecydowanie warto czytać książki do końca. Nawet jak któraś mnie męczy, to staram się przez nią przebrnąć. I często okazuje się, że po pierwszych 60-100 stronach całkowicie zmieniam zdanie:) czasami potrzeba zwyczajnie więcej czasu żeby "wchłonąć się" w świat przedstawiony. Szczególnie jak czyta się tylko z doskoku, ze względu na nawał innych obowiązków ;-)
Żabka - 2011-07-28, 14:21

Ja też ostatnio przekonałam się, że warto czytać do końca. Miałam zamiar już odłożyć ostatnio czytaną książkę, ale przebrnęłam przez dziwny rozdział i dalej było już spoko... Mimo wszystko sprawiło mi to dużo przyjemności. ;-)
szamanka - 2011-10-01, 20:14

Ja czasami z kolei żałuję, że nie potrafię przerwać czytania książki, jeżeli stwierdzę, że mi się nie podoba. Jak już decyduję się sięgnąć po jakąś to czytam do końca. Chociaż nie, raz w życiu odłożyłam książkę na półkę. Wstyd się przyznać, ale był to "Władca Pierścieni". Nie wiem dlaczego, ale po prostu wystarczająco mocno mnie nie wciągnęło. Nawet przez "Wahadło Foucaulta" jakoś przebrnęłam po wielkich trudach, ale doczytałam do końca... To jest zdecydowanie książka na jeden raz jak dla mnie, więc już nie sięgnę po nią ponownie, ale "Władcy Pierścieni" jakoś nie mogę sobie odpuścić i się tak przymierzam od dłuższego czasu, aczkolwiek chyba jeszcze do niej po prostu "nie dorosłam".
Loki - 2011-10-02, 07:58

Zazwyczaj czytam książkę do końca, nawet jeśli mocno mnie nie wciągnie. Po prostu chcę wiedzieć, co będzie dalej i czy książka cała jest tak straszna. Poza tym źle bym się czuła, nie czytając do końca, jakby zapomniałą jakiegoś swojego rytuału...

Jedyną książką, którą rzuciłam w połowie czytania, była "Desperacja" Kinga.

Kamil - 2011-10-02, 10:23

Cytat:
Jedyną książką, którą rzuciłam w połowie czytania, była "Desperacja" Kinga.

U mnie ta jedyna to Cyfrowa twierdza Dana Browna. Też dokańczam nawet nudy, ale ostatnio stwierdziłem że koniec z tym, szkoda czasu, bo tyle ciekawszych książek na świecie..

bookstrefa - 2012-05-07, 11:02
Temat postu: Książki niedokończone
W mojej bibliotece poza półkami jest także stoliczek, na którym leżą książki właśnie zakupione przez bibliotekę - dobra wskazówka dla tych, którzy czytają dużo i właściwie tylko wśród nowości znajdą coś dla siebie.
Bez przemyśleń wzięłam do ręki książki Roberta Kaplowa Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?
Jak Boga kocham! Dobrnęłam do 83 strony i dalej ani rusz - biorę książkę do ręki a myśli uciekają gdzie indziej. Tydzień temu położyłam, może jeszcze się skuszę... (choć wątpię).

Książka miała wywoływać ból brzucha - ze śmiechu. Nie wywołała. Nie rozbawiła, nie wciągnęła. Może to dlatego, że na okładce z tyłu napisano: Dla wszystkich, którzy nienawidzą książek.?

Macie swoje książki niedokończone?

Raziel - 2012-05-07, 12:26

Tak, myślę, że tak z 5 % książek nie kończę. Jeśli mnie zwyczajnie męczą i nużą, a nie dają niczego w zamian. Z rzadka do nich wracam, ale np. "Stukostrachów" Kinga mimo 3 podejść chyba nigdy nie zmogłem, "Podpalaczkę" dopiero za czwartym.
Córka Lavransa - 2012-05-07, 12:34

"Lord Jim". Nie zmogłam... ;-)
Kamil - 2012-05-07, 12:45

Jeszcze jakiś czas temu miałem, że jak czytam to domęcze do końca, ale ostatnio stwierdziłem, że zbyt dużo dobrych książek czeka żeby się męczyć... No więc niektóre odkładam definitywnie, o niektórych myślę "spróbuję kiedy indziej" (bo to może po prostu nie ten czas).
Procella - 2012-05-07, 13:23

Był już taki temat, niech ktoś połączy albo cuś: http://forum-ksiazki.kei.pl/viewtopic.php?t=1136
Radament - 2012-05-07, 14:03

Nie dokończyłam "Aniołów i Demonów" o.O
Głownie dlatego, że zaczęłam czytać to na obozie pożyczając od koleżanki i... I obóz się skończył, ja skończyłam chyba na setnej stornie i jakoś do teraz nie bardzo mnie ciągnie do Browna. Uf, kiedyś będzie trzeba x]

Córka Lavransa - 2012-05-07, 15:25

Procella, dzięki za czujność. :)
Tifa Lockhart - 2012-05-07, 15:37

Z tego co pamiętam to nie udało mi się przebrnąć przez ''Białe jabłka'' Carolla, ''Ziemie jałowe'' Kinga oraz ''Wojny prowokują nieudacznicy'' Wadima Panowa. Do żadnej z nich nie zamierzam już nigdy wrócić. Źle mi się je czytało, nie potrafiłam się skupić.
Kamil - 2012-05-07, 16:59

Radament napisał/a:
Nie dokończyłam "Aniołów i Demonów" o.O

a ja Cyfrowej twierdzy. Któregoś dnia po prostu o niej zapomniałem...

Nieznany - 2012-05-07, 18:56

kenaz napisał/a:
a ja Cyfrowej twierdzy. Któregoś dnia po prostu o niej zapomniałem...
To tak, jak ja. Jakoś do mnie nie trafiła i basta.
migotka - 2012-05-08, 08:35

Nie dokończyłam mnóstwo książek, nawet nie pamiętam ich tytułów. Byłam trochę młodsza niż teraz. Wymyślałam własne zakończenie i wkurzałam się, że autor pomyślał inaczej i karałam go nie czytając książki do końca ;-)
bookstrefa - 2012-05-08, 08:40

Cyfrową twierdzę pochłonęłam bardzo szybko, ale Kod da Vinci mnie zniechęcił jeszcze szybciej.
Julietta - 2012-05-18, 12:25

niestety zbyt duzo kiepskich ksiażek trafia do mnie, bym je czytala...
Kiedyś miałam zecięcie by kończyć, ale jak Kenaz twierdze, że szkoda czasu :->

alibaba - 2012-05-18, 13:34

Migotko- miałaś wspaniały pomysł! To jest dobre rozwiązanie problemu, gdy książka okazuje się nudnawa a sumienie nie pozwala rzucić jej w kąt. Zawsze zmuszałam się do przeczytania książki do końca- trudno, zaczęłaś to skończ. Ale ostatnimi czasy jednak tę zasadę łamię. Nie ma za wiele czasu żeby posiedzieć w bibliotece i choć trochę zaznajomić się z treścią książki. Jeśli zdobywam książki o których czytałam na naszym forum i mnie zainteresowały to zawsze jest ok. Czasem wpadam do biblioteki, biorę cokolwiek co wydaje mi się interesujące a potem w domu - klapa. O tym najczęściej przekonuję się mniej więcej w pierwszej połowie i wtedy przerywam czytanie.
Kamil - 2012-05-18, 14:40

migotka napisał/a:
Wymyślałam własne zakończenie i wkurzałam się, że autor pomyślał inaczej i karałam go nie czytając książki do końca

Tylko skąd wiedziałaś jak pomyślał autor jeśli nie czytałaś do końca?
Ale idea wymyślania swoich zakończeń podoba mi sie :D

migotka - 2012-05-18, 17:44

Ciesze się, że mój pomysł się wam podoba.

Alibabo dzięki temu w ogóle teraz czytam książki. Myślę, że gdyby ktoś mnie do czegoś zmuszał to teraz w ramach buntu musiałabym nie czytać.

kenaz napisał/a:
Tylko skąd wiedziałaś jak pomyślał autor jeśli nie czytałaś do końca?


Jak tylko szło coś nie po mojej myśli, zanim jeszcze książka się kończyła.

Córka Lavransa - 2012-05-18, 17:46

migotka napisał/a:
Jak tylko szło coś nie po mojej myśli, zanim jeszcze książka się kończyła.

A gdyby potem nastąpił jednak nieoczekiwany zwrot akcji, który doprowadzi do akceptowanego przez ciebie końca? Nigdy się nie dowiesz... :)

Goldi_91 - 2012-05-19, 15:13

Do tej pory zawsze kończyłem każdą książkę jaką zaczynałem. Po prostu się zmuszałem. Ostatnio wpadła mi w ręce nie wiadomo skąd jakaś cienka sensacja. Heh... co tu dożo pisać; ona była naprawdę cienka! Ciągle czekałem na rozwinięcie akcji. Zmuszałem się i zmuszałem, myślę sobie, w końcu to tylko 220 stron, a mam za sobą ponad setkę. Niestety 10 stron przed końcem odpuściłem, bo wiedziałem, że w biurku leży i czeka na mnie przedni thriller. Kiedyś bym skończył, ale stwierdziłem, że czytanie jak bot, by tylko odstawić książkę, czy też dokończyć dla świętego spokoju jest troszkę bezsensowne.
babsko - 2012-06-19, 00:35

Wychodzę z takiego założenia, że jeśli nie zaiskrzyło podczas pierwszej pięćdziesiątki stron, to już nie zaiskrzy. I nie zmuszam się. Szkoda mojego czasu i oczu. A kupka pozycji do przeczytania wciąż rośnie...
Kamil - 2012-06-19, 08:22

babsko napisał/a:
jeśli nie zaiskrzyło podczas pierwszej pięćdziesiątki stron, to już nie zaiskrzy

Można tak przegapić coś świetnego. Ja daję 100 stron, no chyba że ksiażka ma 200 stron, wtedy 50 to aż nadto żeby książka rozwineła się.

BiałyKruk - 2012-07-10, 18:02

Zdecydowanie czytam do końca!
Najaa - 2012-07-10, 19:43

Jak mi się nie podoba to po prostu odkładam na półkę, a jak się zbierze kupka to wystawiam na pewnym serwisie aukcyjnym.
30Paula - 2012-08-18, 15:05

ja nawet gnioty czytam do końca, nie darowałabym sobie - skoro już pożyczam, lub kupuję, to skończyć muszę. Najwyżej łupnę potem i ścianę.
Córka Lavransa - 2012-08-18, 19:32

Ja ostatnio przerwałam "Panią Avalonu" Marion Zimmer Bradley. Była tak nudna, że szkoda mi było na to czasu, bo to spore tomiszcze.
Było to o tyle zaskoczeniem, że "Mgły Avalonu" tej samej autorki były naprawdę niezłe.

M - 2012-08-20, 07:19

30Paula napisał/a:
ja nawet gnioty czytam do końca, nie darowałabym sobie - skoro już pożyczam, lub kupuję, to skończyć muszę. Najwyżej łupnę potem i ścianę.
A nie szkoda ci czasu, tak najzwyczajniej w świecie? Jest tyle cudownych książek i tyle literackich przygód przed tobą... czy warto cenny czas marnować na byle co?
czarownica - 2013-05-03, 21:43

Jeśli jakaś mi się nie podoba to się nie męczę,w trybie pilnym jest oddawana do biblioteki i zamieniana na następną,szkoda na taką czasu jak dla mnie
Daria - 2013-08-12, 20:12

Teraz owszem - każdą książkę, którą czytam, recenzuję. Nie mogę sobie pozwolić na fałsz w swoich wypowiedziach i tak, jeżeli mam coś pochwalić lub skrytykować, to muszę mieć do tego solidne podstawy i argumenty.
Dawniej na potęgę zdarzało mi się zaczynać i nie kończyć książek, które mi nie przypadły do gustu. Kończyła tak prawie każda lektura w LO :mrgreen:

Tifa Lockhart - 2013-08-13, 06:40

Daria, naprawdę recenzujesz każdą książkę, którą przeczytasz? Przestałam czytać do końca książki, które mi się nie podobają, nie ma co się katować. Tak było chociażby z ''Tkaczem Iluzji'' Białołęckiej. Gdzieś tak w okolicach setnej strony stwierdziłam, że dosyć tego. Przestałam też jakoś liczyć na to, że np. za 50 stron wciągnę się w fabułę danej książki. Pierwszy rozdział i jest beznadziejne, to odkładam.
Alice4 - 2013-08-13, 11:52

Zdarzyło mi się 2 w życiu książki odłożyć i nie przeczytać do końca. Męczyły mnie. Jednak z doświadczenia wiem, że często książka może zapowiadać się bardzo przeciętnie a potem jest ogromnym zaskoczeniem
Christine Wolf - 2013-08-13, 16:13

Ja zawsze staram się czytać wszystko do końca, bo bardzo nie lubię zostawiać niedoczytanych książek. Wyjątkami są chyba jedynie Ciemniejsza strona Greya (o nie, tego nie mam najmniejszej ochoty kończyć, bo Ana tak mnie wku#wiła.. ) i trzecia część cyklu o Ani z zielonego wzgórza, ale to było chyba w piątej klasie podstawówki o.o
Córka Lavransa - 2013-08-13, 19:46

Daria napisał/a:
każdą książkę, którą czytam, recenzuję

Czyli czytasz tylko to, co zlecą? Czy zmuszasz się do czytania badziewia, żeby napisać recenzję?
Nie atakuję, żebyś mnie źle nie zrozumiała, po prostu pytam. :)
Ja każdą książkę, którą biorę do ręki, oceniam na LC - jeśli coś porzucę w trakcie, co zdarza mi się bardzo rzadko, po prostu uprzedzam. Nie dałam rady, nie widziałam sensu męczenia się - i sprawa załatwiona.

Daria - 2013-08-13, 20:48

Ja czytam książki, które sama wybieram, nie działam na zlecenie żadnego wydawnictwa. I tak, każdy tytuł, który przeczytam, potem znajduje swój wpis na blogu, co w tym dziwnego lub złego?
Córka Lavransa - 2013-08-14, 11:06

Nic i dlatego zaznaczyłam, że moja wypowiedź to nie atak.
Ja też kiedyś czytałam wszystko do końca, a potem uznałam, że szkoda życia na niejeden chłam.

Julietta - 2013-08-14, 13:25

Córka Lavransa napisał/a:
Nic i dlatego zaznaczyłam, że moja wypowiedź to nie atak.
Ja też kiedyś czytałam wszystko do końca, a potem uznałam, że szkoda życia na niejeden chłam.


Ostatnio tez tak mam... Czas wydaje sie zbyt cenny.

Ribati - 2013-08-14, 14:37

Córka Lavransa napisał/a:
Ja też kiedyś czytałam wszystko do końca, a potem uznałam, że szkoda życia na niejeden chłam.

bywa tak i u mnie, ale do tej pory zawsze był w książce jakiś element, który mnie interesował. Mimo, że fabuła sama w sobie to kupa, bohaterowie jeszcze większa. I ten jeden malutki szczególik kazał mi przeczytać książkę do końca :P Tak np. przy nieszczęsnym Forysiu było :P Brak mi silnej woli i dochodzi tez fakt, że kupiłam sobie tą książkę, wydałam na nią kasę, to dam radę :P

alibaba - 2013-08-14, 16:03

Właśnie stoję przed problemem- złamać zasadę czytania każdej rozpoczętej książki, zasadę której przestrzegałam czy pomęczyć się i czytać dalej. No bo a nuż dalej będzie lepiej. Zaczęłam "Stal", książkę o tym jak dorastające dziewczyny widzą Włochy. W tej chwili mam ochotę ją rzucić. Pełna idiotycznych scen jak dwie dziewczyny wiedząc, że są podglądane przez dużo starszych panów, przy odsłoniętych oknach rozbierają się do naga i odgrywają sceny erotyczne. I nie tylko to. Jeszcze inne niezbyt miłe sceny.
To nie dla takiego dinozaura jak ja.

Ribati - 2013-08-14, 16:09

alibaba napisał/a:
To nie dla takiego dinozaura jak ja.

też bym tego nie przebrnęła. Jesli będziesz miała czyste sumienie, rzuć i miej w nosie :P

czytatnik - 2013-08-14, 19:29

Ja zwykle staram się skończyć, jeśli już coś zaczęłam. Były w moim życiu dwa wyjątki: "Powrót króla" (bynajmniej nie dlatego, że mi się nie spodobała/znudziła/itp. - jakoś nie mogę nigdy dokończyć tej trylogii, obojętnie czy czytam czy oglądam) oraz "Ciemniejsza strona Greya". W tym drugim przypadku po prostu nie dało się tego czytać. Przez pierwszą część jakoś przebrnęłam w wielkich bólach i nawet zaczęłam tę drugą, ale rzuciłam chyba po pierwszych dwóch stronach. :D

Co do dawania książce szans po przeczytaniu X stron: robiłam tak kiedyś, dawno temu, jak jeszcze czytałam harlequiny. :P Niektóre były po prostu nie do przejścia. :mrgreen:

Alice4 - 2013-08-20, 13:14

Mi się cała trylogia Greya podobała:D
A co do tematu to, staram się kończyć, ale nie zawsze warto...

Molencius - 2013-10-10, 12:46

Niezmiennie póki co uważam, że jak się zaczęło, to wypada skończyć. Niektóre książki potrafią zaskoczyć na koniec. Chyba:P, bo dobra historia nie powinna się rozkręcać nie wiadomo jak długo.
alibaba - 2013-10-14, 20:35

Do niedawna wyznawałam zasadę : jak zaczęłaś to dokończ. Teraz jednak doszłam do wniosku, że szkoda mojego czasu na czytanie tego co mnie nudzi.
Procella - 2013-10-15, 07:32

Molencius napisał/a:
Niezmiennie póki co uważam, że jak się zaczęło, to wypada skończyć. Niektóre książki potrafią zaskoczyć na koniec.

Ile czytałeś złych ksiązek - naprawdę złych, nie średnich czy całkiem przyzwoitych z pewnymi wadami, nie takich, które po prostu nie były tym, czego w danej chwili szukałeś, a ZŁYCH - które nagle pod koniec stały się dobre?

Gorgona - 2013-10-15, 09:04

czytatnik napisał/a:
Ja zwykle staram się skończyć, jeśli już coś zaczęłam. Były w moim życiu dwa wyjątki: "Powrót króla" (bynajmniej nie dlatego, że mi się nie spodobała/znudziła/itp. - jakoś nie mogę nigdy dokończyć tej trylogii, obojętnie czy czytam czy oglądam) oraz "Ciemniejsza strona Greya". W tym drugim przypadku po prostu nie dało się tego czytać. Przez pierwszą część jakoś przebrnęłam w wielkich bólach i nawet zaczęłam tę drugą, ale rzuciłam chyba po pierwszych dwóch stronach. :D

Co do dawania książce szans po przeczytaniu X stron: robiłam tak kiedyś, dawno temu, jak jeszcze czytałam harlequiny. :P Niektóre były po prostu nie do przejścia. :mrgreen:


Miałam tak samo - "Ciemniejsza strona Grey'a" okazała się dla mnie nie do przejścia... . Jeśli zaczynam czytać i w połowie książka "nie łapie za serce", to nie czytam dalej. Zwiększyłam obecność na forach, czytam kilka blogów, na których były recenzje książek, które mi "podeszły". W ten sposób omijam papierowe "rafy" :) ( aczkolwiek kiedyś się zdziwiłam, gdyż wpadł mi w ręce tekst mocno skrytykowany, a ja przeczytałam jednym tchem :)

Reniś - 2013-12-21, 17:50

Przeważnie jeśli książka mnie nudzi, to odkładam - uważam że nie ma sensu się męczyć. Jednak potem zapisuję, czego nie dokończyłam - nigdy nie wiadomo, czy znowu mnie najdzie na czytanie. Jeśli książka mi się dłuży, ale da się ją skończyć, to robię sobie przerwy albo czytam dwie pozycje na zmianę - raz tą ciekawszą a raz tą mniej interesującą.
tomeosx - 2014-01-13, 22:35

Widzę, że trzeba trochę odświeżyć ten wątek :)
Wracając do tematu.
Dwa razy nie dobrnąłem do końca przeczytania zaczętej książki, dwa razy tej samej :) ,,Iliada" Homera... Ciekawa, ale niestety później zaczyna męczyć.
A co do reszty, to zawsze czytałem do końca i to raczej nie z przymusu, ale z własnej woli. Zazwyczaj staram się wypożyczyć/kupować takie książki, o których prędzej przeczytam np. recenzje :)

Yacek - 2014-01-13, 23:07

Niegdyś zawsze starałem się dobrnąć do końca nawet największej szmiry (np. "Katedra w Barcelonie"). Teraz zdarza mi się rezygnować ale dopiero po dokładnym sprawdzeniu tematu. Raz miałem wyrzucić oknem "Obcego" Camusa, dociągnąłem jednak do końca i to było to :) Pod koniec jest bowiem taka wolta, że zupełnie inaczej musiałem na całość spojrzeć.
Belial - 2014-01-14, 10:14

Czytam do końca. Nawet jak się męczę. Nawet tą szmirę "Draculę".
Yacek - 2014-01-14, 11:24

Belial, chodzi Ci o drakulę drakulę czy jakieś popłuczyny po Stokerze?
Belial - 2014-01-14, 11:43

Chodzi mi o Draculę Stokera.
Yacek - 2014-01-14, 14:31

Mi się w oryginale nawet podobało. Miejscami niezły stajl:
'poczułem niezdrowe pragnienie, żeby te usta czerwone mnie całowały'
Serio uznajesz drakle za najgorszą książkę jaką przeczytałaś?

Belial - 2014-01-14, 15:20

Serio. Dawno już czegoś tak złego nie dane mi było czytać. :P
Yacek - 2014-01-14, 16:09

Zaciekawiłaś mnie trochę. To jaka jest np 2 najsłabsza książka u Ciebie?
Belial - 2014-01-14, 18:13

Czytana w zeszłym roku? Special Needs autorstwa K.A.Merikan.
molekuł - 2014-01-16, 11:33

Ja mam tak, że jak mnie książka nie zaciekawi, to nie czytam do końca, szkoda czasu.
natka8 - 2014-10-30, 21:07

Czasem mi się zdarzyło, że trafiłam na koszmarną książkę.
Zazwyczaj odwlekam wtedy jej czytanie, ale ostatecznie ją kończę.
Jednak zdarzyło mi się kilku nie doczytać, bo nie dałam rady przez nie przebrnąć.

Tifa Lockhart - 2014-10-31, 07:37

Trochę się zmieniło moje podejście. Jeśli książka mnie nudzi nie czytam jej na siłę do końca. I tak mało czytam ostatnio, więc szkoda bym traciła czas na coś co mi się nie podoba.
Mormolyke - 2014-10-31, 08:46

Do końca, zawsze. Prócz jednej.. Sto dwadzieścia dni Sodomy - nie przebrnęłam, nie wrócę, nie ma opcji. Nie i koniec.
Gorm1 - 2014-10-31, 23:45

Zazwyczaj czytam, czasem trochę po łebkach ale do końca ;-)

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group