Forum Książki
Witamy w Księgogrodzie!

Poezja - Ulubione wiersze

montano - 2008-11-10, 20:40
Temat postu: Ulubione wiersze
Wpisujcie Wasze ulubione wiersze :D .

Miron Białoszewski - "Klapa"

Czy ja muszę wciąż być Polakiem?
Czy ja muszę wciąż być człowiekiem?
Chwilami zamęt,
ledwie dyszę,
jestem tylko ssakiem


Arthur Rimbaud - "Wrażenie"

W modre, letnie wieczory, pójdę miedzą kłośną,
Łechtany zbóż kitami, deptać trawy płowe:
Marząc, czuć będę świeżość pod stopami rośną.
Dozwolę wiatrom kąpać nagą moją głowę.

Nie będę mówił, myślał. W ciszy niewysłownej,
W duszy miłość ogromna wzbierze mi z pogodą;
I pójdę, het, daleko, jak cygan wędrowny,
W Naturę - szczęsny taki, jak z kobietą młodą.

Ravena - 2008-11-11, 13:43

Bardzo lubię ten wiersz Rimbauda, przytoczony przez Montano. Jakoś tak zawsze mnie uspokaja...
Ja ostatnio na nowo odkrywam Herberta:

Zbigniew Herbert - Dwie krople

Lasy płonęły -
a oni
na szyjach splatali ręce
jak bukiety róż

ludzie zbiegali do schronów -
on mówił że żona ma włosy
w których się można ukryć

okryci jednym kocem
szeptali słowa bezwstydne
litanię zakochanych

Gdy było bardzo źle
skakali w oczy naprzeciw
i zamykali je mocno

tak mocno że nie poczuli ognia
który dochodził do rzęs
do końca byli mężni
do końca byli wierni
do końca byli podobni
jak dwie krople wody
zatrzymane na skraju twarzy

Zbigniew Herbert - Siódmy aniołł

Siódmy anioł
jest zupełnie inny
nazywa się nawet inaczej
Szemkel

to nie co Gabriel
złocisty
podpora tronu
i baldachim

ani to co Rafael
stroiciel chórów

ani także
Azrael
kierowca planet
geometra nieskończoności
doskonały znawca fizyki teoretycznej

Szemkel
jest czarny i nerwowy
i był wielokrotnie karany
za przemyt grzeszników

między otchłanią
a niebem
jego tupot nieustanny

nic nie ceni swojej godności
i utrzymują go w zastępie tylko ze względu na liczbę siedem

ale nie jest taki jak inni

nie to co hetman zastępów
Michał
cały w łuskach i pióropuszach

ani to co Azrafael
dekorator świata
opiekun bujnej wegetacji
ze skrzydłami jak dwa dęby szumiące

ani nawet to co
Dedrael
apologeta i kabalista

Szemkel Szemkel
- sarkają aniołowie
dlaczego nie jesteś doskonały

malarze bizantyjscy
kiedy malują siedmiu
odtwarzają Szemkela
podobnego do tamtych

sądzą bowiem
że popadliby w herezję
gdyby wymalowali go
takim jak jest
czarny nerwowy
w starej wyleniałej aureoli

burli - 2008-11-12, 18:10

a Herbert mieszkał koło mnie! :-P 5 min od mojego domu przy samym parku (bo koło mnie jest park)
koncept - 2008-11-14, 19:40

Juliusz Słowacki

"Testament mój"


Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami,
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny,
Dziś was rzucam i dalej idę w cień - z duchami -
A jak gdyby tu szczęście było - idę smętny.

Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
Ani dla mojej lutni, ani dla imienia; -
Imię moje tak przeszło jako błyskawica
I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia.

Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie,
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode;
A póki okręt walczył - siedziałem na maszcie,
A gdy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę...

Ale kiedyś - o smętnych losach zadumany
Mojej biednej ojczyzny - przyzna, kto szlachetny,
Że płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany,
Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny.

Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne serce moje spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą -
Tak się matkom wypłaca świat, gdy proch odniesie...

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb - oraz własną biedę:
Jeżeli będę duchem, to się im pokażę,
Jeśli Bóg [mię] uwolni od męki - nie przyjdę...

Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!...

Co do mnie - ja zostawiam maleńką tu drużbę
Tych, co mogli pokochać serce moje dumne;
Znać, że srogą spełniłem, twardą bożą służbę
I zgodziłem się tu mieć - niepłakaną trumnę.

Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi
Iść... taką obojętność, jak ja, mieć dla świata?
Być sternikiem duchami napełnionej łodzi,
I tak cicho odlecieć, jak duch, gdy odlata?

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic... tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba - w aniołów przerobi.





Edward Stachura

Człowiek Człowiekowi

Człowiek człowiekowi wilkiem
Człowiek człowiekowi strykiem
Lecz ty się nie daj zgnębić
Lecz ty się nie daj spętlić

Człowiek człowiekowi szpadą
Człowiek człowiekowi zdradą
Lecz ty się nie daj zgładzić
Lecz ty się nie daj zdradzić

Człowiek człowiekowi pumą
Człowiek człowiekowi dżumą
Lecz ty się nie daj pumie
Lecz ty się nie daj dżumie

Człowiek człowiekowi łomem
Człowiek człowiekowi gromem
Lecz ty się nie daj zgłuszyć
Lecz ty się nie daj skruszyć

Człowiek człowiekowi wilkiem
Lecz ty się nie daj zwilczyć
Człowiek człowiekowi bliźnim
Z bliźnim się możesz zabliźnić

Czarna Stopa - 2008-11-16, 17:01

Kazimierz Przerwa-Tetmajer, jeden z moich ulubionych poetów, bratnia dusza, gdy jest źle na sercu - jego utwory są bardzo przejmujące i poruszające.


DUSZA W POWROCIE

Szukam na próżno - odnaleźć nie mogę -
nie mogę znaleźć dawnej duszy mojej...
Gdzież jest? Gdzie znikła?... Ach! przede mną stoi
jakiś cień - jodła widna przez szeżogę.

Jakiś, cień, mara blada, znikła zjawa -
smutno się, trwożnie, bojaźliwie do mnie
zza mgły uśmiecha - patrzę nieprzytomnie,
strach mi wśród piersi zrywa się i wstawa!

To widmo - to jest - moja dusza!? Moja
dusza!? To widmo?! Ten cień!? To konanie!?
To dusza moja!? Naokół otchłanie
i mgły... Tak jest: to ona. Mówi: to ja.

To ja... Tak jest: to ty... Ty... Gdzieżeś była?
Milczy. - Skąd wracasz? Powiedz... Schyla głowę.
Mów... Głowa na piersi spada... Przez niezdrowe
szłaś kraje?... Drży, jak haszyszem opiła.

Wróciłaś?... Szepce: tak - i patrzy w oczy,
jak pies, co zwlókł się i wraca ku nodze.
Ty jesteś dusza moja... po złej drodze
szłaś - nawet krew ci, spojrzyj, stopy broczy.

Nie czujesz?... Przeczy głową. Zziębła, blada,
nie czuje bólu, krwi na stopach. - Długo
błądziłaś kędyś -patrz: czerwoną strugą
za tobą bieży krew, co z nóg twych pada.

Długo nie było cię. Pójdź, chcę ci rany
obetrzeć z krwi... lecz gdzie są skrzydła twoje?...
Gdzie skrzydła!? Powiedz! Mów! Jak orzeł dwoje
skrzydeł szerokich miałaś, jak orkany!

Mówi Mów! Na Bogal Gdzie twe skrzydła? Duszo!
Dwa miałaś skrzydła, wielkie, silne, duże,
gdzież są!? - Noc legła na całej naturze,
mgły kłębem spadły w dół i światło głuszą.

Gdzie skrzydła?... Pustka... Zapomniałem ciebie,
nagle uczułem w sobie, że cię nie ma;
zacząłem szukać - przyszłaś, jesteś... Niema
cisza na ziemi zwisła i na niebie.

Nagle cię znaleźć i mieć zapragnąłem:
jesteś - ta sama, co tam, na Jeziorze, --
chłonęłaś w siebie świat... Przyszłaś w pokorze
z bezwładną ręką i spuszczonym czołem...

W źrenicach suchość masz, w skroniach pożogę,
twe skrzydła strzęp, proch duma twa i siła,
na stopach twoich krew... Wiem już, gdzieś była -
anioł cię śmierci wwiódł na swoją drogę.



DO SNU

Nie mam dosyć odwagi, aby przed złem życia
w śmierci szukać zbawienia
i wiecznego ukrycia,
ani wiem, czy śmierć kresem ludzkiego istnienia
jest wieczystym?... Ani wiem, czy zło w tej zaziemnej
bezwiednie przeczuwanej przestrzeni tajemnej
nie władnie? Lecz strudzony walką bezowocną
z siłą losu przemocną,
ciebie wołam, śnie cichy... O! gdybyś przez wieki
nie schodził z mej powieki...
Śnie! Ileż razy westchnę do ciebie, gdy jasna
okrutna prawda mózg mój i serce rozdziera...
Jeszcze godzina jedna, dwie - - a potem zasnę
i cichość mnie śmiertelna
kołysze na swym łonie... Duch we mnie umiera,
i jestem, jak trup żywy, bez czucia, bez myśli,
więc złemu niedostępny... Ty mi słodycz zeszłej,
śnie - - chcę choć wizji szczęścia. O! gdybyś przez wieki
nie schodził z mej powieki...


A choćbym dziś zasnąwszy, zamiast spodziewanej
ulgi, miał śpiący stać się łupem widm cierpienia
lub choćby się jątrzyły w nocy owe rany,
zdobyte w walce dziennej,
których ja zapomnienia
szukam w martwości sennej:
jeszcze do cię zawołam, śnie, obyś przez wieki
nie schodził z mej powieki...

Uczeń Czarnoksiężnika - 2008-11-16, 17:44

Czarna Stopa napisał/a:
Kazimierz Przerwa-Tetmajer, jeden z moich ulubionych poetów, bratnia dusza, gdy jest źle na sercu - jego utwory są bardzo przejmujące i poruszające.


Akurat tych dwóch wierszy nie znam, ale Kazimierz Przerwa-Tetmajer również jest jednym z moich ulubionych poetów. Lubiłem czytać zwłaszcza jego smutne wiersze, szczególnie wtedy, gdy było mi smutno. Słowa wierszy Tetmajera zawsze dość łatwo do mnie trafiały i dogłębnie przemawiały.

Warto również wspomnieć jego wiersze dotyczące Tatr, bardzo pięknie umiał przedstawiać przyrodę.

Ten czarny, smutny kwiat, co tu przed nami kwitnie,
on cały oczom świat zasłania kirem liści;
ach nigdy, nigdy on nie zwiędnie, nie przekwitnie,
nie zagra złoty dzwon, marzenie sie nie ziści.




Parodia życia

Żyjemy często, jako te smutne jelenie
urodzone i w puszczy wyrosłe za młodu,
które - stworzone wielkie przebiegać przestrzenie -
zamknięto do zwierzyńca, w trzy morgi ogrodu.

Mogą w biegu korzystać z sił swoich zapasu,
mają drzewa i wodę w potoku do picia,
żyją całkiem jak w puszczy - na trzech morgach lasu - -
zabija je smutek tej parodii życia.




Ze wzgardą patrzę na to nędzne życie,
gdzie błoto bryzga aż na samą skroń,
gdzie się oddycha gnijącym powietrzem
i musząc ująć, z wstrętem cofa dłoń.

Czylibyż cała ziemia była błotem,
wszystkież by rzeczy ziemskie kalał brud?
Czy jest świat inny, czystszy i piękniejszy,
a tylko mnie doń nie otwarto wrót?...



PONURE WIDMO…

Ponure widmo, co nad wodne głębie
płyniesz w obłoków zawichrzonych kłębie,
niesione wichrem rozszalałym halnym,
straszne, że smreki drżą na brzegu skalnym:

mnie nie przerazisz… Gdyby wyszła ze mnie
mara mej duszy na te wodne ciemnie,
to przed jej smutkiem ty, górskie widziadło,
cofnęłobyś się i w turniach przepadło


Dla przykładu. Jest jeszcze sporo innych, które w jakiś sposób do mnie przemówiły, ale nie mam ich teraz pod ręką. Należą do nich znany zapewne wszystkim Evviva L'arte oraz Koniec wieku XIX

Ravena - 2008-11-16, 20:37

Moja ulubiona poetka z Nowej Anglii, Emily Dickinson. Kocham jej poezję, najbardziej w przekładzie Barańczaka, ale i Marjańskiej i Iłłakowiczównie udało się wyłowić z jej wierszy ten charakterystyczny ton.

"Nadzieja" jest tym upierzonym
Stworzeniem na gałązce
Duszy - co śpiewa melodie
Bez słów i nie milknące -

W świście Wichru - brzmi uszom najsłodziej -
I srogich by trzeba Nawałnic -
Aby spłoszyć maleńkiego ptaka,
Co tak wielu zdołał ogrzać i nakarmić -

Śpiewał mi już na Morzach Obcości -
W Krainach Chłodu -
Nie żądając w zamian Okruszka -
Choć konał z Głodu

I jeszcze jeden:

Wody - uczy pragnienie.
Brzegu - morskie przestrzenie.
Ekstazy - ból tępy jak ćwiek -
Pokoju - o Bitwach pamięć -
Miłości - nagrobny Kamień -
Ptaków - Śnieg.

Lumen - 2008-11-21, 23:22

Ptaki pytaki

Poznacie ich po dobrych chęciach
Dużo tych stworów w naszym kraju
Co mają cienki głos pisklęcia
i nim pytania wciąż zadają
Tą działalnością wywierciły
W niejednym całokształcie dziurę
Potem szalenie się dziwiły
Zbierając opieprz, czyli burę

Ptaki -
Pytaki
Głupie pingwiny
Z dziobem otwartym na oścież
Takich rzucają
Mądre dziewczyny
Jak Cezar rzucił kości
Ptaki -
Pytaki
Sensu szukają
Dziobami w liter ziarnie
Im więcej znoszą
Kolumba jajek
Tym rozmnażają się marniej

Poluje na nie się z przynętą
Trochę problemów podsypawszy
Czekamy, aż się zlecą zewsząd
I dziób wysunie co ciekawszy
I wtedy cap go! Cap za słówko
I załatwimy w ustnym zwarciu
Już nie zagrozi łamigłówką
Ptaszek - pytaszek na wymarciu

Ptaki -
Pytaki
Nie śpią nocami
Przez wyobraźni erupcję
Jak zaczną trzaskać
Swymi dziobami
Zepsują każdą dyskusję
Tak by-
ły ładnie
Zaplanowane
Wydźwięk i oddźwięk, i skala
A taki wstanie
Zada pytania
I brzydko gniazdo własne pokala

Mają dziecinne wątpliwości
Wiele zastrzeżeń do jakości
Z każdej, tak zwanej, szczerej troski
Na siłę wyciągają wnioski
Poznacie ich po dobrych chęciach
Serio podejściu do tematu
Po tym, że mają głos pisklęcia
Że uciekają z rezerwatów

Ptaki -
Pytaki
Brzydkie kaczątka
Którym łatwizna obrzydła
Kiedyś się pewnie
Dodziobią wątku
Wtedy urosną im skrzydła
Potem
Się wzbiją
Ponad głowami
Innych, pożółkłych z zazdrości
Tych, którzy pytań
Nie zadawali
I skrzydła im nie urosły

"Ptaki- pytaki" to Jonasz Kofta.

Ks. Twardowski

Czekanie

Kiedy na miłość niecierpliwie czekasz
pomiędzy dzwonkiem a otwieraniem drzwi
czasem wepchnie się kurczak, za chudy na rosół
opluje deszcz
nie kracz
jeszcze podziękujesz Bogu
gdy przyjdzie tylko pies


Bliscy i oddaleni

Bo widzisz tu są tacy, którzy się kochają
i muszą się spotkać aby się ominąć
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało
są inni, co się nawet po ciemku odnajdą
lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali lecz wad im zabrakło

Bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają - to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka - jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie moga byc razem
jak bażanty, co nigdy nie chodzą parami

Można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
Nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem

Camelai - 2008-11-29, 17:29

"Sen" Wisława Szymborska

Mój poległy, mój w proch obrócony, mój ziemia,
przybrawszy postać, jaką ma na fotografii:
z cieniem liścia na twarzy, z muszlą morską w ręce,
wyrusza do mojego snu.

Wędruje przez ciemności od nigdy zagasłe,
przez pustki otworzone ku sobie na zawsze,
przez siedem razy siedem razy siedem cisz.

Zjawia się na wewnętrznej stronie moich powiek,
na tym jednym jedynym dostępnym mu świecie.
Bije mu serce przestrzelone.
Zrywa się z włosów pierwszy wiatr.

Zaczyna istnieć łąka między nami.
Nadlatują niebiosa z chmurami i ptactwem,
na horyzoncie cicho wybuchają góry
i rzeka spływa w dół w poszukiwaniu morza.

Już tak daleko widać, tak daleko,
że dzień i noc stają się równoczesne,
a wszystkie pory roku zaznawane naraz.

Księżyc czterokwadrowy wachlarz rozpościera,
wirują płatki śniegu razem z motylami
i z kwitnącego drzewa spadają owoce.

Zbliżamy się do siebie. Nie wiem czy we łzach
i nie wiem czy w uśmiechach. Jeszcze jeden krok
i posłuchamy razem twojej muszli morskiej,
jaki tam szum tysiącznych orkiestr,
jaki tam nasz weselny marsz.

Tifa Lockhart - 2008-12-06, 08:32

A to jest mój ulubiony wiersz. Przeczytałam go w 6 klasie i od tego czasu jest moim numerem jeden .
Edward Stachura Człowiek Człowiekowi



Człowiek człowiekowi wilkiem
Człowiek człowiekowi strykiem
Lecz ty nie daj się zgnębić
Lecz ty nie daj się spętlić



Człowiek człowiekowi szpadą
Człowiek człowiekowi zdradą
Lecz ty nie daj się zgładzić
Lecz ty nie daj się zdradzić



Człowiek człowiekowi pumą
Człowiek człowiekowi dżumą
Lecz ty nie daj się pumie
Lecz ty nie daj się dżumie



Człowiek człowiekowi łomem
Człowiek człowiekowi gromem
Lecz ty nie daj się zgłuszyć
Lecz ty nie daj się skruszyć



Człowiek człowiekowi wilkiem
Lecz ty nie daj się zwilczyć
Człowiek człowiekowi bliźnim
Z bliźnim możesz się zabliźnić .

burli - 2008-12-11, 10:11

mam pytanie. Pamiętam z liceum i to chyba współczesność już była .... a raczej na pewno bo wiersz nawiązujący do II WŚ nie wiem czy to nie był Herbert .... ale wujek Google nie pomógł ... wiersz jeżeli się nie mylę miał w tytule Barbarzyńcy "przyszli barbarzyńczy' czy coś takiego. na pewno ostatnia zwrotka tak brzmiała. albo podobnie jakoś .... wiersz opowiada o lekcjach łaciny bardzo trudnych. O tym, że póki nie nauczysz się całej gramatyki i słówek nie ma co się zabierać za tłumaczenia. i o tym, że jak już się cała klasa wszystkiego nauczyła i mieli się zabierać za tłumaczenie pierwszego wiersza "weszli barbarzyńcy" - zaczęła się wojna. przypominacie sobie coś takiego ?
Ravena - 2008-12-11, 12:21

Mnie się kojarzy tylko wiersz Kawafisa "Czekając na barbarzyńców", ale tam o lekcjach łaciny nic nie było.
karinka - 2008-12-11, 15:55

to nie wiersz
to esej Herberta pt. "Lekcja łaciny" z tomu "Labirynt nad morzem" z 2000 roku :)

burli - 2008-12-12, 00:04

chyba tak ale nie mogę znaleźć :cry: wujek Google nie pomaga !! :cry:

mój inny ulubiony wiersz:

Julian Tuwim-Lokomotywa


Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa -
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Buch - jak gorąco!
Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!
Uff - jak gorąco!
Już ledwo sapie, już ledwo zipie,
A jeszcze palacz węgiel w nią sypie.
Wagony do niej podoczepiali
Wielkie i ciężkie, z żelaza, stali,
I pełno ludzi w każdym wagonie,
A w jednym krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,
Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy.
A czwarty wagon pełen bananów,
A w piątym stoi sześć fortepianów,
W szóstym armata, o! jaka wielka!
Pod każdym kołem żelazna belka!
W siódmym dębowe stoły i szafy,
W ósmym słoń, niedźwiedź i dwie żyrafy,
W dziewiątym - same tuczone świnie,
W dziesiątym - kufry, paki i skrzynie,
A tych wagonów jest ze czterdzieści,
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze mieści.

Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną - taki to ciężar!

Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!

Najpierw
powoli
jak żółw
ociężale
Ruszyła
maszyna
po szynach
ospale.
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi.

A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most,
Przez góry, przez tunel, przez pola, przez las
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to,
Gładko tak, lekko tak toczy się w dal,
Jak gdyby to była piłeczka, nie stal,
Nie ciężka maszyna zziajana, zdyszana,
Lecz raszka, igraszka, zabawka blaszana.

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?
To para gorąca wprawiła to w ruch,
To para, co z kotła rurami do tłoków,
A tłoki kołami ruszają z dwóch boków
I gnają, i pchają, i pociąg się toczy,
Bo para te tłoki wciąż tłoczy i tłoczy,,
I koła turkocą, i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to to, tak to to, tak to to!...


Wasi rodzice też znali go na pamięć?

karinka - 2008-12-12, 16:58

nie chyba tylko na pewno ;)
mam to w wersji papierowej
w google jest w takim pliku pdf-u który ma zabiezpieczenia przed kopiowaniem
na upartego mozna zrobic print screena ;)

karinka - 2008-12-12, 23:19

burli, znalzłam fragment w internecie :

Cytat:
Zbigniew Herbert Lekcja łaciny
[...] Pamiętam dobrze ten dzień, kiedy po raz pierwszy wszedł, a właściwie wkroczył do naszej klasy. Staliśmy przed ławkami, a on przechadzał się między rzędami, patrzył na nas badawczo, lustrował nas jak dowódca swój oddział. Kazał siadać. Powiedział, że nie będzie zachęcał do nauki, liczy na nasz rozsądek i poczucie odpowiedzialności, bo w końcu młodzieńcy rzymscy w naszym wieku przywdziewali togę męską i gotowali się do rządzenia największym imperium świata. [...] Był dla nas uosobieniem męskości, a także tego, co rzymskie, i łatwo wyobrażaliśmy go sobie w todze obramowanej purpurą lub na czele legionów. Uśmiechał się rzadko, a jeśli już, to sardonicznie, natomiast skala jego gniewu była nieporównana w swoim bogactwie i odcieniach – od ironicznego syku, przez retoryczną tyradę o powinnościach młodzieńców, aż do padającego jak jowiszowy grom: siadaj, durniu! Znosiliśmy te ciosy z pokorą, wiedząc dobrze, że qui bene amat,
bene castigat. Pierwsze lekcje były dziecięco łatwe. Bez większego trudu przebrnęliśmy przez pięć deklinacji.[...] Koniugacje stanowiły już problem daleko trudniejszy, więc wieszaliśmy nad naszymi łóżkami arkusze papieru, na nich czerwonym ołówkiem wypisane były jak magiczne zaklęcia końcówki: -o, -as, -at, -amus, -atis, -ant... i ukołysani tym jak dzwonkami płynęliśmy w nasze niespokojne sny szkolne.[...] Aż wreszcie doszliśmy do najwyższego stopnia wtajemniczenia – do składni – i tu zaczął się las,
matecznik i zgrzytanie zębów. To już nie były banalne zdanka, wymyślone przez poczciwych pedagogów, aby oswoić nas z mową naszych kulturalnych praojców, lecz wspaniałe jak portyki, długie jak bezsenne noce okresy klasycznych mówców i filozofów.[...] Kto tłumaczył zbyt potocznie, ale nie umiał objaśnić konstrukcji gramatycznej, demaskował się, że korzysta z pracy cudzej i z kandydata na obywatela Rzymu spadał nieuchronnie w szeregi niewolników.[...] Było to ćwiczenie umysłu, a także zaprawa charakteru, gdyż zmagaliśmy się z rzeczami trudnymi.[...] Więc uczyliśmy się łaciny. Jak? W męce. Panował w klasie dryl niemal wojskowy, a dwóje sypały
się gęsto. Kiedy atmosfera stawała się nie do zniesienia, nasz profesor podrywał nas z ławek i pozwalał na całe gardło ryczeć (byle po łacinie), najczęściej: „Ave, Caesar, morituri te salutant", więc krzyczeliśmy i jednocząc się w tym krzyku, pokonywaliśmy strach i słabość ducha.[...] Z czasem lekcje składały się nie tylko ze żmudnych tłumaczeń, szlifowania gramatyki, ale część ich była poświęcona kulturze i cywilizacji antycznej. [...] poznawaliśmy życie codzienne w stolicy imperium, uzbrojenie legionisty, rytuał Saturnaliów.
Oczywiście, był to Rzym wyidealizowany, Rzym cnót obywatelskich, surowego męstwa. [...]
Wiedzieliśmy o doli niewolników, okrutnych prześladowaniach chrześcijan, szaleństwach Kaliguli, ale nad tymi mrokami świeciła mocno gwiazda rozumu.
Nie wiem, kiedy to się stało (a chyba na pewno nie wydarzyło się nagle), że łacina zaczęła nas wciągać i fascynować. Naprzód, jeśli dobrze pamiętam, sam jej dźwięk poważny, spiżowy, a jednocześnie jasny. Najprostsze zdania miały linię, mocno zarysowany kontur, jakby wykute były w kamieniu.[...] Pracowaliśmy w pocie czoła. Zbliżała się pora owocobrania: w następnym roku mieliśmy przejść do poezji Katullusa i Horacego. Ale wtedy wkroczyli barbarzyńcy.

(1973)
(Zbigniew Herbert, Lekcja łaciny, w: Labirynt nad morzem, Warszawa 2000)

burli - 2008-12-13, 22:18

dziękuję :* może jeszcze znajdę ... na pewno mam go w podręczniku od polskiego ...
rygor - 2009-01-04, 16:07

Dawno żadnego wiersza nie było, dlatego odświeżę ten temat. Tym razem kilka utworów Wisławy Szymborskiej.


"Schyłek wieku"

Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek.
Już tego dowieść nie zdąży,
lata ma policzone,
krok chwiejny,
oddech krótki.

Już zbyt wiele się stało,
co się stać nie miało,
a to, co miało nadejść,
nie nadeszło.

Miało się mieć ku wiośnie
i szczęściu, między innymi.

Strach miał opuścić góry i doliny.
Prawda szybciej od kłamstwa
miała dobiegać do celu.

Miało się kilka nieszczęść
nie przydarzyć już,
na przykład wojna
i głód, i tak dalej.

W poważaniu być miała
bezbronność bezbronnych,
ufność i tym podobne.

Kto chciał cieszyć się światem,
ten staje przed zadaniem
nie do wykonania.

Głupota nie jest śmieszna.
Mądrość nie jest wesoła.

Nadzieja
to już nie jest ta młoda dziewczyna
et cetera, niestety.

Bóg miał nareszcie uwierzyć w człowieka
dobrego i silnego,
ale dobry i silny
to ciągle jeszcze dwóch ludzi.

Jak żyć - spytał mnie w liście ktoś,
kogo ja zamierzałam spytać
o to samo.

Znowu i tak jak zawsze,
co widać poniżej,
nie ma pytań pilniejszych
od pytań naiwnych.




"Dworzec"


Nieprzyjazd mój do miasta N.
odbył się punktualnie.

Zostałeś uprzedzony
niewysłanym listem.

Zdążyłeś nie przyjść
w przewidzianej porze.

Pociąg wjechał na peron trzeci.
Wysiadło dużo ludzi.

Uchodził w tłumie do wyjścia
brak mojej osoby.

Kilka kobiet zastąpiło mnie
pośpiesznie
w tym pośpiechu.

Do jednej podbiegł
ktoś nie znany mi,
ale ona rozpoznała go
natychmiast.

Oboje wymienili
nie nasz pocałunek,
podczas czego zginęła
nie moja walizka.

Dworzec w mieście N.
dobrze zdał egzamin
z istnienia obiektywnego.

Całość stała na swoim miejscu.
Szczegóły poruszały się
po wyznaczonych torach.

Odbyło sie nawet
umówione spotkanie.

Poza zasięgiem
naszej obecności.

W raju utraconym
prawdopodobieństwa.

Gdzie indziej.
Gdzie indziej.
Jak te słówka dźwięczą.




Miłość od pierwszego wejrzenia

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic miedy nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli się od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamietają -
może w drzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś ,,przepraszam'' w ścisku?
głos ,,pomyłka'' w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamietają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił się nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbliżał ich i oddalał,
zabiegał im droge
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kladł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.




Gawęda o miłości ziemi ojczystej

Bez tej miłości
można żyć,
mieć serce suche jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie uwić,
o blasku próchna mówić "dnieje",
o blasku Słońca nic nie mowić.

Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które na płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyje cząstką czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?

Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocniej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić,
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię - i żyć,
ale nie można owocować.

Ta dawność jej w głębokich warstwach...
Czasem pośrodku drogi stanę:
może nieznanych pieśni garstka
w skrzyni żelazem nabijanej,
a może dzban, a może łuk
jeszcze się w łonie ziemi grzeje,
może pradawny domu próg
ten, którym wkroczyliśmy w dzieje?

Stąd idę myślą w przyszle wieki,
wyobrażenia nowe składam.
Kamień leżący na dnie rzeki
oglądam i kształt jego badam.
Z kamienia tego rzeźbiarz przyszły
wyrzeźbi głowę rówieśnika.
Ten kamień leży w nurcie Wisły,
a w nim potomna twarz ukryta.

By na tej twarzy spokój był
i dobroć, i rozumny uśmiech,
naród mój nie żałuje sił,
walczy i tworzy, i nie uśnie.
Pierścienie świetlnych lat nad nami,
ziemia ojczysta pod stopami.
Nie będę ptakiem wypłoszonym
ani jak puste gniazdo po nim.


Ravena - 2009-01-04, 19:46

Pani Szymborska w świetnej formie!
A ponieważ wchodzimy w Rok Słowackiego:



Smutno mi, Boże! - Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowéj wodzie
Gwiazdę ognistą…
Choć mi tak niebo ty złocisz i morze,
Smutno mi, Boże!

Jak puste kłosy, z podniesioną głową
Stoję rozkoszy próżen i dosytu…
Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,
Ciszę błękitu.
Ale przed tobą głąb serca otworzę,
Smutno mi, Boże!

Jako na matki odejście się żali
Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,
Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali
Ostatnie błyski…
Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
Smutno mi, Boże!

Dzisiaj, na wielkim morzu obłąkany,
Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,
Widziałem lotne w powietrzu bociany
Długim szeregiem.
Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
Smutno mi, Boże!

Żem często dumał nad mogiłą ludzi,
Żem prawie nie znał rodzinnego domu,
Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi
Przy blaskach gromu,
Że nie wiem, gdzie się w mogiłę położę,
Smutno mi, Boże!

Ty będziesz widział moje białe kości
W straż nie oddane kolumnowym czołom;
Alem jest jako człowiek, co zazdrości
Mogił popiołom…
Więc że mieć będę niespokojne łoże,
Smutno mi, Boże!

Kazano w kraju niewinnéj dziecinie
Modlić się za mnie co dzień… a ja przecie
Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
Płynąc po świecie…
Więc, że modlitwa dziecka nic nie może,
Smutno mi, Boże!

Na tęczę blasków, którą tak ogromnie
Anieli twoi w siebie rozpostarli,
Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie
Patrzący - marli.
Nim się przed moją nicością ukorzę,
Smutno mi, Boże!

Pisałem o zachodzie słońca, na
morzu przed Aleksandrią.

montano - 2009-01-04, 20:29

Omawialiśmy ten wiersz na polskim niedawno.
Razem z moją koleżanką doszliśmy do wniosku, że Słowacki i większość polskich poetów romantycznych to prekursorzy subkultury emo :lol: .
Ten wiersz jest wręcz niemożliwie pretensjonalny.
No, ale co kto lubi, oczywiście ;-).

Ravena - 2009-01-12, 22:06

Z inspiracji ^-^

John Keats

La belle dame sans merci


O, cóż ci jest, Rycerzu blady,
Dokąd cię błędne wiodą szlaki?
Na brzegach jezior żółkną trawy
I milkną ptaki.

O, cóż ci jest, Rycerzu młody
Z twarzą zapadłą, nieszczęśliwą?
Wiewiórka pełną ma spiżarnię,
Z pól znikło żniwo.

Rosa gorączki i udręki
Skropiła lilie twoich skroni
A twój policzek rześką różą
Już się nie płoni.

— Spotkałem Panią, córkę wróżki:
Przez łąkę szła jak zwid uroczy;
Włos miała długi, stopę lekką
I dzikie oczy.

Uwiłem jej na włosy wianek,
Oplotłem kwieciem przegub cienki;
Omotał mnie jej wzrok wabiący
I słodkie jęki.

Na siodło wziąłem i w objęciach
Trzymałem czar, co tak mnie urzekł:
Koń szedł, a ona mi nuciła
Piosenkę wróżek.

Słodkie korzenie znajdowała,
Leśny miód, krople rosy świeże,
Szeptała w swojej obcej mowie:
"Kocham cię szczerze".

Spoczęliśmy w jej skalnej grocie:
Wzdychała i spływała łzami;
Zamknąłem dzikie, dzikie oczy
Pocałunkami.

Zasnąłem przy jej kołysance
I śniłem — o, nieszczęście moje! —
Sen dziwny, zimny jak te skały
I górskie zdroje.

Śmiertelnie bladzi, w śnie wołali
Władcy, Książęta i Rycerze:
"Strzeż się — La Belle Danie Sans Merci
W jasyr cię bierze!"

W mroku ich wygłodniałe usta
Przestrogą przeraźliwą ziały:
Ocknąłem się — już sam — na zboczu
Tej zimnej skały.

Oto dlaczego tu się błąkam
I, blady, zwiedzam błędne szlaki,
Choć wokół jezior zżółkły trawy
I milczą ptaki

Przełożył
Stanisław Barańczak

Ravena - 2009-01-25, 21:21

Wklejam w wersji angielskiej, bo polskie tłumaczenie zupełnie nie oddaje aliteracji w wierszu.

Robert Louis Stevenson

"Requiem"

Under the wide and starry sky
Dig the grave and let me lie:
Glad did I live and gladly die,
And I laid me down with a will.

This be the verse you 'grave for me:
Here he lies where he long'd to be;
Home is the sailor, home from the sea,
And the hunter home from the hill.

Utopiste - 2009-01-26, 01:45

Uti jest z siebie dumna, ponieważ wie co to jest aliteracja i kiedy w jakich dziełach była stosowana (ech ten egzamin z literatury :D )
Ravena - 2009-02-15, 20:46

Aliteracja jako pojęcie teoretycznoliterackie wprowadzana jest w gimnazjum ;-)

Ten wiersz również bardzo lubię.

Adam Ziemianin "Przyda się taka chwila"

Daj nam oddechu
pełną garść
Na chwilę - Boże
zwolnij czas

Niech choćby czasem
maj nam trwa
Tyle co stycznie
trzy lub dwa

Daj nam miłości
pełną garsć
Na chwilę - Boże
zwolnij czas

Niech nie ucieka
tak jak mgła
Niech się dodaje
dzień do dnia

Czasu Ci Boże
nie ubędzie
Ty wszystko możesz
jesteś wszędzie

A nam się przyda
taka chwila
Żeby nad życiem
się zatrzymać

Ishikawa - 2009-02-15, 22:05

Last night, ah, yesternight, betwixt her lips and mine
There fell thy shadow, Cynara! thy breath was shed
Upon my soul between the kisses and the wine;
And I was desolate and sick of an old passion,
Yea, I was desolate and bowed my head:
I have been faithful to thee, Cynara! in my fashion.

All night upon mine heart I felt her warm heart beat,
Night-long within mine arms in love and sleep she lay;
Surely the kisses of her bought red mouth were sweet;
When I awoke and found the dawn was grey:
I have been faithful to thee, Cynara! in my fashion.

I have forgot much, Cynara! gone with the wind,
Flung roses, roses riotously with the throng,
Dancing, to put thy pale, lost lilies out of mind;
But I was desolate and sick of an old passion,
Yea, all the time, because the dance was long:
I have been faithful to thee, Cynara! in my fashion.

I cried for madder music and for stronger wine,
But when the feast is finished and the lamps expire,
Then falls thy shadow, Cynara! the night is thine;
And I am desolate and sick of an old passion,
Yea, hungry for the lips of my desire:
I have been faithful to thee, Cynara! in my fashion.

Kto zgadnie co skad to ?:D Kurde, nie moge znalezc polskiego tlumaczenia:(

montano - 2009-02-15, 22:10

Ja wiem, ja wiem ;-).
Ale to tylko dlatego, że wygooglowałem :lol: .
Nigdy wcześniej nie zetknąłem się z tym poetą.

Ravena - 2009-02-15, 22:16

Angielski symbolista, chociaż nie znam jego wierszy.
Ishi, nie wiem czy akurat ten wiersz, ale jest taka antologia w opracowaniu Barańczaka "Od Chaucera do Larkina: 400 nieśmiertelnych wierszy, 125 poetów anglojęzycznych z 8 stuleci". To nazwisko powinno się tam znaleźć.

Ishikawa - 2009-02-15, 22:20

montano napisał/a:
Ja wiem, ja wiem ;-).
Ale to tylko dlatego, że wygooglowałem :lol: .
Nigdy wcześniej nie zetknąłem się z tym poetą.


Oszukujesz :P


Ja tez to wyguglowalam :D

Hm, jutro pedze do biblioteki, kusi mnie zeby samej to przestudiowac, ale niewiem czy to nie jest jaki staroangielski itp. No leniwa jestem ;)

Utopiste - 2009-02-15, 22:41

Ishi, uspokoję Cię, to nie jest staroangielski, średniowieczny też raczej nie, można go zrozumieć :D
Ishikawa - 2009-02-15, 22:45

Uff :)
Zasugerowalam sie tymi " thy" "betwix" :mrgreen:

Utopiste - 2009-02-15, 22:52

thy, thee, thou, to są starsze wersje you i ja się z nimi męczę jeszcze w renesansie ;-) niestety nie wiem kiedy dokładnie zniknęły.
Strzyga - 2009-03-24, 08:32

hmmm....
Moje ulubione wiersze?
"Scherzo" Juliana Tuwima
"NN próbuje sobie przypomnieć słowa modlitwy" Stanisława Barańczaka
"Cebula" oraz "Kot w pustym mieszkaniu" Wisławy Szymborskiej.

Bardzo lubię też poezję Edwarda Stachury, Sylvii Plath oraz Haliny Poświatowskiej.

Pandora - 2009-03-29, 21:38

Od zawsze uwielbiałam Zbigniewa Herberta, pisałam muzykę do jego wierszy, przedstawiałam jego poezję na różnych apelach w liceum. Na studiach teraz mniej, ale we własnym zakresie staram się, żeby jego poezji było jak najwięcej, bo wokół siebie widzę jej tak mało... (już nie będę się publicznie bulwersować czyja to wina). Piszę to, bo bardzo się ucieszyłam, że jest tu cytowany. Ravena, podzielam Twoje zdanie, co do "Siódmego Anioła" i "Dwóch Kropli", ja dodatkowo szczególnym sentymentem darzę "Wyspę" i nieśmiertelne "Przesłanie Pana Cogito". Często słucham nagrania, gdzie sam Herbert czyta ten wiersz... można słuchać, czytać i nigdy się nie znudzić, za to co jakiś czas odkrywać coś nowego...

Przesłanie Pana Cogito

Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę

idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo

bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys

i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie

strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych

strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy

czuwaj - kiedy światło na górach daje znak - wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę

powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku

a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku

idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów

Bądź wierny Idź

Camelai - 2009-04-06, 12:34

Bardzo bliski mi wiersz.

Miron Białoszewski

"Dobrze dobrze"

dobrze jak nie za dobrze
a nawet dobrze
nie za mądrze
nie zaszkodzi niepolepszenie
jak tylko można wytrzymać
na głupi sposób swój.

Ishikawa - 2009-04-06, 13:03

Super wiersz. Skopiowalam go sobie ;)
Ishikawa - 2009-04-06, 13:30

wiersz Krzysztofa Pieczyńskiego - aktora.

Jeśli wiesz jak całować
okalecz swoje usta
Jeśli wiesz jak dotykać
odetnij swoje ręce
Jeśli wiesz jak patrzeć
wydłub swoje oczy
Jeśli wiesz jak kochać
odejdź ode mnie
Jeśli nie wiesz tego
zostań na wieki ze mną

Camelai - 2009-04-06, 13:32

Bardzo, bardzo dobry wiersz, podoba mi się :)
Najpierw się zdziwiłam, że to aktora wiersz, ale po chwili doszłam do wniosku, że to nic dziwnego -wielu ludzi "popełnia" wiersze ;-)
Nawet ja... :oops:

Ishikawa - 2009-04-06, 13:36

A tu taki smieszny ;P
UAKTUALNIONY WIERSZ O MURZYNKU

Tadeusz Rydzyk w Toruniu mieszka
czarną sukienkę ma ten koleżka.
Uczy prostaczków noce i ranki
ze swej maryjnej radioczytanki

Leje na serce miód swoim gościom
beret z antenką czesząc z lubością.
geja i Żyda czuje z daleka
niewiernych ściga niczym bezpieka.

Kościół do góry wierzchem wywraca
Psoci, figluje - to jego praca.
Glemp grozi palcem: Rydzyk -łobuzie
Tadzio z uśmiechem nadyma buzie.

Pieronek błaga: Daj na wstrzymanie,
a on rozkręca nową kampanię.
Życiński prosi: raz odpuść sobie;,
a Rydzyk:z radiem co zechce- zrobię;.

Lech go popiera, Jarosław chwali
a sztab ministrów pokłony wali.
A gdy mu ktoś gębę zamknąć próbuje
armię beretów mobilizuje.

Mohery wielbią swego pasterza
Bez jego radia - nie ma pacierza
I mnie już Tadziu zamącił w głowie
Wspieram go w myślach, uczynku,mowie

I wciąż pracuję na swe zbawienie
Pompując rentę w jego kieszenie

Ishikawa - 2009-04-06, 14:36

WOjaczek

Chodzę i pytam: gdzie jest moja szubienica?
W czyim ogrodzie, w jakim lesie rośnie?
Na jakiej miedzy pasie cień kobiecy?
Na którym rynku świąteczną choinką?

W jakim pokoju zwiesza się nad stołem
Uprzejma pętla, bym ją szyją przetkał?
Na jakich schodach nareszcie ją spotkam?
Na którym piętrze sznur sobą wyprężę?

W której to stronie głowę ku niej skłonię?
W jakiej piwnicy, hałasie czy ciszy?
Na jakim strychu, ciemnym albo widnym?
W jakim klimacie, gorącym czy zimnym?


Szymborska
Ten wiersz jakos nostalgicznie na mnie działa..
Wszelki wypadek


Zdarzyć się mogło.
Zdarzyć się musiało.
Zdarzyło się wcześniej. Później. Bliżej. Dalej.
Zdarzyło się nie tobie.

Ocalałeś, bo byłeś pierwszy.
Ocalałeś, bo byłeś ostatni.
Bo sam. Bo ludzie. Bo w lewo. Bo w prawo.
Bo padał deszcz. Bo padał cień.
Bo panowała słoneczna pogoda.

Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście szyna, hak, belka, hamulec,
Framuga, zakręt, milimetr, sekunda.
Na szczęście brzytw pływała po wodzie.

Wskutek, ponieważ, a jednak, pomimo.
Co było to było gdyby ręka, noga,
O krok, o włos
Od zbiegu okoliczności.
Więc jesteś?
Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
Sieć jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu.
Posłuchaj
Jak mi prędko bije twoje serce.

Ishikawa - 2009-04-06, 14:43

Ale mnie naszło dzis:) Przepraszam za post pod postem.

Andrzej Bursa "Z zabaw i gier dziecięcych"

Gdy ci się wszystko znudzi
spraw sobie aniołka i staruszka
gra się tak:
podstawiasz staruszkowi nogę że wyrżnie mordą o bruk
aniołek spuszcza główkę
dasz staruszkowi 5 groszy
aniołek podnosi główkę
stłuczesz staruszkowi kamieniem okulary
aniołek spuszcza główkę
ustąpisz staruszkowi miejsca w tramwaju
aniołek podnosi główkę
wylejesz staruszkowi na głowę nocnik
aniołek spuszcza główkę
powiesz staruszkowi "szczęść Boże"
aniołek podnosi główkę
i tak dalej
potem idź spać
przyśni ci się aniołek albo diabełek
jak aniołek wygrałeś
jak diabełek przegrałeś
jak ci się nic nie przyśni
r e m i s

Pandora - 2009-04-06, 14:49

Cytat:
Andrzej Bursa "Z zabaw i gier dziecięcych"


Uwielbiam to!
Rozbraja mnie :mrgreen:

Ravena - 2009-04-07, 20:54

A mnie się dziś przypomniał Tennyson. Chyba dlatego, że mignął mi dziś przed oczyma obraz Waterhouse'a do tego motywu.

"Lady of Shalott"

Part I

On either side the river lie
Long fields of barley and of rye,
That clothe the wold and meet the sky;
And through the field the road runs by
To many-tower'd Camelot;
And up and down the people go,
Gazing where the lilies blow
Round an island there below,
The island of Shalott.

Willows whiten, aspens quiver,
Little breezes dusk and shiver
Through the wave that runs for ever
By the island in the river
Flowing down to Camelot.
Four grey walls, and four grey towers,
Overlook a space of flowers,
And the silent isle imbowers
The Lady of Shalott.

By the margin, willow veil'd,
Slide the heavy barges trail'd
By slow horses; and unhail'd
The shallop flitteth silken-sail'd
Skimming down to Camelot:
But who hath seen her wave her hand?
Or at the casement seen her stand?
Or is she known in all the land,
The Lady of Shalott?

Only reapers, reaping early,
In among the beared barley
Hear a song that echoes cheerly
From the river winding clearly;
Down to tower'd Camelot;
And by the moon the reaper weary,
Piling sheaves in uplands airy,
Listening, whispers, “ 'Tis the fairy
Lady of Shalott.”

Part II

There she weaves by night and day
A magic web with colours gay.
She has heard a whisper say,
A curse is on her if she stay
To look down to Camelot.
She knows not what the curse may be,
And so she weaveth steadily,
And little other care hath she,
The Lady of Shalott.

And moving through a mirror clear
That hangs before her all the year,
Shadows of the world appear.
There she sees the highway near
Winding down to Camelot;
And sometimes through the mirror blue
The knights come riding two and two.
She hath no loyal knight and true,
The Lady of Shalott.

Sometimes a troop of damsels glad,
An abbot on an ambling pad,
Sometimes a curly shepherd lad,
Or long-hair'd page in crimson clad
Goes by to tower'd Camelot;
And sometimes through the mirror blue
The knights come riding two and two.
She hath no loyal Knight and true,
The Lady of Shalott.

But in her web she still delights
To weave the mirror's magic sights,
For often through the silent nights
A funeral, with plumes and lights
And music, went to Camelot;
Or when the moon was overhead,
Came two young lovers lately wed.
“I am half sick of shadows,” said
The Lady of Shalott.

Part III

A bow-shot from her bower-eaves,
He rode between the barley sheaves,
The sun came dazzling thro' the leaves,
And flamed upon the brazen greaves
Of bold Sir Lancelot.
A red-cross knight for ever kneel'd
To a lady in his shield,
That sparkled on the yellow field,
Beside remote Shalott.

The gemmy bridle glitter'd free,
Like to some branch of stars we see
Hung in the golden Galaxy.
The bridle bells rang merrily
As he rode down to Camelot:
And from his blazon'd baldric slung
A mighty silver bugle hung,
And as he rode his armor rung
Beside remote Shalott.

All in the blue unclouded weather
Thick-jewell'd shone the saddle-leather,
The helmet and the helmet-feather
Burn'd like one burning flame together,
As he rode down to Camelot.
As often thro' the purple night,
Below the starry clusters bright,
Some bearded meteor, burning bright,
Moves over still Shalott.

His broad clear brow in sunlight glow'd;
On burnish'd hooves his war-horse trode;
From underneath his helmet flow'd
His coal-black curls as on he rode,
As he rode down to Camelot.
From the bank and from the river
He flashed into the crystal mirror,
“Tirra lirra,” by the river
Sang Sir Lancelot.

She left the web, she left the loom,
She made three paces through the room,
She saw the helmet and the plume,
She look'd down to Camelot.
Out flew the web and floated wide;
The mirror crack'd from side to side;
“The curse is come upon me,” cried
The Lady of Shalott.

Part IV

In the stormy east-wind straining,
The pale yellow woods were waning,
The broad stream in his banks complaining.
Heavily the low sky raining
Over tower'd Camelot;
Down she came and found a boat
Beneath a willow left afloat,
And round about the prow she wrote
The Lady of Shalott.

And down the river's dim expanse
Like some bold seer in a trance,
Seeing all his own mischance -
With a glassy countenance
Did she look to Camelot.
And at the closing of the day
She loosed the chain, and down she lay;
The broad stream bore her far away,
The Lady of Shalott.

Lying, robed in snowy white
That loosely flew to left and right -
The leaves upon her falling light -
Thro' the noises of the night,
She floated down to Camelot:
And as the boat-head wound along
The willowy hills and fields among,
They heard her singing her last song,
The Lady of Shalott.

Heard a carol, mournful, holy,
Chanted loudly, chanted lowly,
Till her blood was frozen slowly,
And her eyes were darkened wholly,
Turn'd to tower'd Camelot.
For ere she reach'd upon the tide
The first house by the water-side,
Singing in her song she died,
The Lady of Shalott.

Under tower and balcony,
By garden-wall and gallery,
A gleaming shape she floated by,
Dead-pale between the houses high,
Silent into Camelot.
Out upon the wharfs they came,
Knight and Burgher, Lord and Dame,
And around the prow they read her name,
The Lady of Shalott.

Who is this? And what is here?
And in the lighted palace near
Died the sound of royal cheer;
And they crossed themselves for fear,
All the Knights at Camelot;
But Lancelot mused a little space
He said, “She has a lovely face;
God in his mercy lend her grace,
The Lady of Shalott.”

A wersja dźwiękowa Tutaj. Trochę się różni, bo samego tekstu istnieją dwie wersje.

montano - 2009-04-09, 18:59

Uwielbiam "Annabel Lee" Edgara Alana Poe :D .
Podaję w oryginale, bo żadne tłumaczenie nie jest w stanie zachować melodyjności tego tekstu.

E.A. Poe "Annabel Lee"

It was many and many a year ago,
In a kingdom by the sea,
That a maiden there lived whom you may know
By the name of ANNABEL LEE;
And this maiden she lived with no other thought
Than to love and be loved by me.

I was a child and she was a child,
In this kingdom by the sea;
But we loved with a love that was more than love-
I and my Annabel Lee;
With a love that the winged seraphs of heaven
Coveted her and me.

And this was the reason that, long ago,
In this kingdom by the sea,
A wind blew out of a cloud, chilling
My beautiful Annabel Lee;
So that her highborn kinsman came
And bore her away from me,
To shut her up in a sepulchre
In this kingdom by the sea.

The angels, not half so happy in heaven,
Went envying her and me-
Yes!- that was the reason (as all men know,
In this kingdom by the sea)
That the wind came out of the cloud by night,
Chilling and killing my Annabel Lee.

But our love it was stronger by far than the love
Of those who were older than we-
Of many far wiser than we-
And neither the angels in heaven above,
Nor the demons down under the sea,
Can ever dissever my soul from the soul
Of the beautiful Annabel Lee.

For the moon never beams without bringing me dreams
Of the beautiful Annabel Lee;
And the stars never rise but I feel the bright eyes
Of the beautiful Annabel Lee;
And so, all the night-tide, I lie down by the side
Of my darling- my darling- my life and my bride,
In the sepulchre there by the sea,
In her tomb by the sounding sea.

Bruixa - 2009-04-09, 23:20

Skoro zamieszczacie poezje po angielsku, pozwolę sobie zapodać wiersz hiszpańskiego poety anarchisty - coby przełamać anglosaską dominację :zlo I dlatego, że jest mi bliski:

León Felipe - "COMO TÚ"

Así es mi vida,

piedra,

como tú. Como tú,

piedra pequeña;

como tú,

piedra ligera;

como tú,

canto que ruedas

por las calzadas

y por las veredas;

como tú,

guijarro humilde de las carreteras;

como tú,

que en días de tormenta

te hundes

en el cieno de la tierra

y luego

centelleas

bajo los cascos

y bajo las ruedas;

como tú, que no has servido

para ser ni piedra

de una lonja,

ni piedra de una audiencia,

ni piedra de un palacio,

ni piedra de una iglesia;

como tú,

piedra aventurera;

como tú,

que tal vez estás hecha

sólo para una honda,

piedra pequeña
y

ligera...

Ishikawa - 2009-04-10, 11:59

Ja ni w zab nie wiem o co kaman w tym wierszu :)
Utopiste - 2009-04-10, 18:08

a ja już niedługo będę rozumiała :mrgreen:
Lean val Tirach - 2009-05-07, 17:51

A ja coś w pięknym języku ojczystym wrzucę. Jeden z najpiękniejszych wierszy (moim zdaniem).

Adam Asnyk
Dwa anioły


Dwa anioły spotkały się w locie,
Ponad ziemią, wśród błękitnych mórz
Jeden płynął w purpurze i złocie
Miał wejrzenie jakby rannych zórz.

Drugi w czarnych aksamitach tonął,
Łez brylantem świecił jego wzrok -
A na głowie wieniec z gwiazd mu płonął
I rozjaśniał nieskończony mrok.

"Wracam z ziemi - rzekł pierwszy z aniołów -
Gdziem w ogrodzie życia kwiaty siał,
Rozdmuchiwał płomienie z popiołów
I przyśpieszał nowy rozkwit ciał.

Tam widziałem, w ciemnej nieszczęść nocy,
Dwóch serc czystych krwawy z losem bój,
Dwojga istot gorzki ból sierocy,
Ich samotny, ciężki życia znój,

Więc zbliżyłem dwie niedole z sobą
I miłości owiałem je tchem,
A z dwóch smutków nad dawną żałobą
Szczęście rajskim wykwitnęło snem!"

"Ja - rzekł drugi w gwiaździstej koronie
- Wracam także z owych ziemskich pól,
Gdzie na chorych sercach kładłem dłonie...
I na zawsze koiłem ich ból.

Tam spotkałem, pomiędzy innemi,
Jedną duszę szlachetną, bez plam -
l kochałem tego syna ziemi,
Co pięknością dorównywał nam.

Lecz dojrzałem, że w żywota męce
Zaczął oliwiąc się... rdzy dostrzegłem ślad,
l strwożony, wyciągnąłem ręce,
By, padając, nie poplamił szat.

l miłością prowadzony czystą,
Jak najciszej zbliżyłem się doń...
Zarzuciłem zasłonę gwiaździstą...
I na sercu położyłem dłoń.

W mych objęciach on teraz bezpieczny,
Bo już władzy nie ma nad nim czas -
I zostanie w swej piękności wiecznej,
Nie dotknięty żadną, z ziemskich skaz."

montano - 2009-09-28, 00:08

Odświeżę nieco temat.

"i like my body when it is with your
body. It is so quite new a thing.
Muscles better and nerves more.
i like your body. i like what it does,
i like its hows. i like to feel the spine
of your body and its bones, and the trembling
-firm-smooth ness and which i will
again and again and again
kiss, i like kissing this and that of you,
i like, slowly stroking the, shocking fuzz
of your electric fur, and what-is-it comes
over parting flesh . . . . And eyes big love-crumbs,

and possibly i like the thrill

of under me you so quite new"

E.E. Cummings

Cudowny.

Camelai - 2009-11-03, 22:12

***

Dla ciebie piszę miłość
ja bez nazwiska
zwierzę bezsenne

piszę przerażony
sam wobec ciebie
której na imię Być
ja mięso modlitwy
której Ty jesteś ptakiem

z warg spływa
kropla alkoholu
w niej wszystkie słońca i gwiazdy
jedyne słońce tej pory

z warg spływa
kropla krwi
i gdzie twój język
który by koił ból
wynikły z przegryzionego
słowa kocham


Rafał Wojaczek

______________

Cudo, majstersztyk.

Żabka - 2009-11-06, 23:44

Mój ulubiony wiersz:
Czesław Miłosz

Nadzieja

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.

Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.


Jonasz Kofta

Trzeba marzyć

Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć

Gdy spadają jak liście
Kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć
W chłodnej, pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć
W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć

Paleolog - 2010-01-01, 23:27

Tadeusz Miciński "Ananke"


Gwiazdy wydały nade mną sąd:
- wieczną jest ciemność, wiecznym jest błąd.
- Ty, budowniku nadgwiezdnych wież,
- będziesz się tułał jak dziki zwierz,
- zapadnie każdy pod tobą ląd -
- wśród ognia zmarzniesz - stlisz się jak lont.

A gwiazdom odparł królewski duch:
wam przeznaczono okrężny ruch,
mojej wolności dowodem błąd,
serce me dźwiga w głębinach ląd.
Poszumy płaczą mogilnych drzew,
lecz w barce życia płynie mój śpiew.
Ja, budowniczy nadgwiezdnych miast,
szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd.


Król Olch Goethego, w przekładzie Jadwigi Gamskiej-Łempickiej


Czyj galop tak tętni w wichurze i ćmie?
To ojciec z swym synem na koniu w cwał rwie,
to ojciec swe dziecię w czas wiezie spóźniony
i grzeje, ogarnia mocnymi ramiony.

- Mój synu wciąż z lękiem twarzyczkę zasłaniasz...
- Nie widzisz, mój ojcze, jak elf nas dogania?
Król elfów w koronie... i wlecze swój płaszcz...
- Mój synku, mgły wstają i wloką się, patrz!

"Pójdź do mnie, chodź do mnie, chłopczyno, bez obaw!
Znam ślicznych gier mnóstwo, chodź, pobaw się, pobaw!
I pełno mam kwiatów na brzegach mych wód,
A matka ma chowa złocistych szat w bród..."

- Mój ojcze, mój ojcze, czyś tego nie słuchał,
co elf mi obiecał, naszeptał do ucha?
- Uspokój się, synku, uspokój się, mały,
to wiatr tak w olszynach liść rusza, liść stlały.

"Chodź, piękny mój chłopcze, w te olchy... chodź ze mną,
me córy troskliwie hołubić cię będą.
Me córy tam tańczą, nim zejdzie świt,
wśpiewają... whuśtają i ciebie w swój rytm..."

- Mój ojcze, nie widzisz, tam w cieniu, przy drzewie
król elfów mnie wabi do swoich królewien.
- Mój synku... mój synku... sokoli mam wzrok:
To stare trzy wierzby szarzeją przez mrok.

"Ja kocham się w tobie... Twój wdzięk mnie zniewolił...
a będziesz oporny, to porwę wbrew woli!"
- Tatusiu... Tatusiu! Ach, jaki ból!
Już ciągnie mnie, ciągnie okrutny król...

Strach ojca porywa. Ostrogą spiął konia,
wiatr ściga - a dziecko majaczy w ramionach.
I dopadł wrót domu, nim zeszedł świt.
Na rękach syn jego już nie żył. Już stygł.

deco - 2010-05-12, 13:44

Ostatnio jednym z moich ulubionych wierszy jest tytułowy utwór z tomiku Janusza Przetacznika "Pozostało". To, że powstaje taka poezja, świadczy jak najlepiej o polskiej literaturze. Wydaje mi się, że mamy wielu znakomitych poetów, ale nie do końca potrafimy ich docenić. Jeżeli ktoś chciałby zapoznać się z całym tomikiem, to można go zamówić na (....) za naprawdę niewielkie pieniądze. Przyjemność obcowania z taka literatura jest niezbędna.

Proszę o nie stosowanie kryptoreklamy. Ravena

metasearcher - 2010-10-09, 16:43

Lajos Kassák (1887-1967) „Do prawdziwych poetów”

Kto nam powierzył wielką pracę pomnażania ładu i głoszenia wolności,
nie pytajmy z małostkowym wahaniem, lecz wykonujmy ją pilnie
jakbyśmy rzeczywiście byli mistrzami tworzenia,
jakbyśmy zaczynali budowę pałacu z niczego,
i ukażmy lite, twarde ściany pnące się już na wysokości,
jutro już dach nad nimi i całość stać będzie
niewzruszenie na środku placu.

Przyjmijmy, co nam przypadło
ponad sprawami finansowymi zawodu i wstydliwą samotnością uczonych.

W tej chwili niewarte słowa kłopoty, przez które przeszliśmy,
zapomnijmy też o zmartwieniach, które wyrzeźbiły nasze twarze,
wydłużyły je i naznaczyły bladością.
Podążajmy za tym, który kroczy na przedzie, ostrzy błyszczące narzędzia
i zapala płomień wiary tam, gdzie inni kładą się już spać załamani.
Cóż szkodzi, że niektórzy zwą nas maniakami,
że pod nos podsuwają nam słodkie przynęty i wreszcie
zaczynają burzyć nasze rusztowania?

Żywią nas ukryte źródła ducha,
nigdy nie było ważniejsze mądre słowo i właściwe postępowanie,
nigdy nie staliśmy bardziej zwartym szeregiem, pełni nadziei towarzysze broni,
nigdy nie było walki sprawiedliwszej niż nasza,
nigdy bardziej rozważnej, nigdy mniej zbrukanej krwią,
ale i niegodziwość nigdy nie była bardziej uporczywa, tak przebiegle
wyrafinowana jak dzisiaj.

Nie przepowiadamy różowych przyszłości i nie wręczamy bukietów obietnic.
Nie możemy pustymi słowami nakarmić nieszczęśliwych biedaków,
nie możemy odziać wyrzuconych na ulicę sierot,
czyimi dobrymi chęciami naoliwić nasze maszyny,
kogo kanonizować na świętego patrona, gdy wsi zagraża powódź?
Wszystko poruszone i wszystkiemu musimy dać nowe fundamenty.

Tylko ten, kto mężnie walczył, może czekać zwycięstwa,
przy nim staną biedni i odtrąceni, jemu dadzą ufność swych serc,
jego wzrok śledzą, o nim śnią w swych snach.
Taki nasz los, poeci – wiecznie niespokojny ludku,
bezbronni mistrzowie budowania.

Ravena - 2010-10-11, 23:20

To nazwisko kompletnie nic mi nie mówi, za to wiersz do mnie przemawia i z większością zawartych w nim stwierdzeń się zgadzam. Poza tym pięknie zbudowany, choć wypowiedziany na głos brzmi jak poetycka proza, a nie wiersz :)
Radament - 2011-09-05, 23:47

Gad - Bolesław Leśmian

Szła z mlekiem w piersi w zielony sad,
Aż ją w olszynie zaskoczył gad.

Skrętami dławił, ująwszy wpół,
Od stóp do głowy pieścił i truł.

Uczył ją wspólnym namdlewać snem,
Pierś głaskać w dłonie porwanym łbem,

I od rozkoszy, trwalszej nad zgon,
Syczeć i wić się i drgać, jak on.

Już me zwyczaje miłosne znasz,
Zwól, że przybiorę królewską twarz.

Skarby dam tobie z podmorskich den,
Zacznie się jawa - skończy się sen!

Nie zrzucaj łuski, nie zmieniaj lic!
Nic mi nie trzeba i nie brak nic.

Lubię, gdy żądłem równasz mi brwi
I z wargi nadmiar wysysasz krwi,

I gdy się wijesz wzdłuż moich nóg,
Łbem uderzając o łoża próg.

Piersi ci chylę, jak z mlekiem dzban!
Nie żądam skarbów, nie pragnę zmian.

Słodka mi śliny wężowej treść -
Bądź nadal gadem i truj i pieść!

~~

Oraz większość, pokuszę się o stwierdzenie, że wszystkie wiersze z tomiku "Ballady i romanse" Mickiewicza.

Starlicker - 2011-11-25, 20:41

Miron Białoszewski "O obrotach rzeczy"

A one krążą.

I krążą.

Przebijają nas mgławicami.

Spróbuj schwycić
ciało niebieskie
któreś z tych
zwanych "pod ręką" -

A czyj język
najadł się całym smakiem
Mlecznej Kropli przedmiotu?

A kto wymyślił,
że gwiazdy głupsze
krążą dookoła mądrzejszych?

A kto wymyślił
gwiazdy głupsze?

__

Magia. Na miarę całego kosmosu ; )

Nieznany - 2011-11-27, 19:37

Andrzej Ciach

Ballada na starą szafę i puste krzesła


Moje okna już skrzypią przed zimą
Stary sweter domaga się łat
Znów udało się jakoś dopłynąć
Chociaż w szafie postarzał się świat

A tu lecą znajomi do nieba
Na herbatę dziś mieli tu wpaść
I tak nagle dopada mnie trema
Widząc mola co wtulił się w płaszcz

Nie odlatujcie chłopaki
Na służbę do Pana Boga
Przecież tyle wypiło się wina
Tyle dziewczyn tuliło na schodach

Tak wam spieszno do posad
W niepojętym błękicie
Co wam chłopcy do tego
Gdy pod ręką jest życie

Znów sikorki za oknem
A wy już w wyższych sferach
Wam to po co chłopaki
W niebie się poniewierać

Czajnik gwiżdże aż pies ogon skulił
Ciepły szal muszę kupić i koc
Puste krzesła czekają na temat
Do rozmowy na bezsenną noc

Wiem znów kiedyś z tej szafy wyjdziecie
Nagle któryś pojawi się w drzwiach
Odwiedzajcie mnie częściej koledzy
Co wam szkodzi na chwilę tu wpaść


:roll:

A tu, proszę bardzo, to samo, z muzyką Krzyśka Krzaka (tak samo, jak autor tekstu, z Mielca, choć od wielu lat w Hiszpanii) - za każdym razem jak to słyszę na żywo dostaję dreszczy... http://www.youtube.com/wa...feature=related

Ravena - 2011-11-28, 19:56

Piękny tekst. Taki melancholijny, z nutą, hm, jak to nazwać? Zrezygnowanego buntu? Nie chcę zgodzić się na odchodzenie, szczególnie, gdy coraz mniej znajomych twarzy wokół, ale i tak wiem, że to nieuchronne.
Ravena - 2012-01-11, 22:23

Prócz Śmierci - wszystko się Naprawia -
Dynastia - znajduje Następcę -
System - osadza się w Łożysku -
W Gruz upadają - Fortece -

Kolejna Wiosna dziury w Życiu
Zaszywa barwnym Ściegiem -
Tylko Śmierć - nie podlega Zmianie -
Taki Wyjątek - jeden -

[Emily Dickinson przekł. S. Barańczak]

Nawiasem mówiąc wiersze Dickinson są rewelacyjne w interpretacji głosowej... Nie wszystkie wiersze są tak idealne do recytacji ^^

Nieznany - 2012-01-11, 23:22

Taki niby łatwy i lekki a jaki głęboki wiersz... dzięki, Raveno. :)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2012-02-21, 18:02

To ja dziś podzielę się wierszem Zbigniewa Herberta pt. Homilia.


Homilia (Zbigniew Herbert)


Na ambonie mówi tłusty pasterz
i cień pada na kościelny mur
a lud boży zasłuchany zapłakany
płoną świece - blaski ikon - milczy chór

płyną słowa nad głowami się unoszą
jaki dziwny ma ten kapłan głosu organ
ani żeński ani męski ni anielski
także woda z ust płynąca to nie Jordan

bo dla księdza - proszę księdza - to jest wszystko takie proste
Pan Bóg stworzył muchę żeby ptaszek miał co jeść
Pan Bóg daje dzieci i na dzieci i na kościół
prosta ręka - prosta ryba - prosta sieć

może tak należy mówić ludziom cichym ufającym
obiecywać - deszcze łaski - światło - cud
lecz są także tacy którzy wątpią niepokorni
bądźmy szczerzy - to jest także boży lud

proszę księdza ja naprawdę Go szukałem
i błądziłem w noc burzliwą pośród skał
piłem piasek jadłem kamień i samotność
tylko Krzyż płonący w górze trwał

i czytałem Ojców Wschodu i Zachodu
opis raju przesłodzony - zapis trwogi -
i sądziłem że z kart książek Znak powstanie
ale milczał - niepojęty Logos

pewnie ksiądz mnie nie pochowa w świętej ziemi
- ziemia jest szeroka zasnę sam
i odejdę w dal - z Żydami odmieńcami
bezszelestnie zwinę cały kram

na ambonie mówi w kółko pasterz
mówi do mnie - bracie mówi do mnie - ty
ale ja naprawdę chcę się tylko zastrzec
że go nie znam i że smutno mi

elfrun - 2012-06-04, 13:36

Kocham poezje, chociaz ostatnio niezbyt wiele jej czytam. W tym utworze nalezacym do cyklu "Piesni" piora Konstantego Ildefonsa Galczynskiego jestem zakochana od lat:

"Ile razem drog przebytych?
Ile sciezek przedeptanych?
Ile deszczow, ile sniegow
wiszacych nad latarniami?

Ile listow, ile rozstan,
ciezkich godzin w miastach wielu?
I znow upor, zeby powstac
i znow isc, i dojsc do celu.

Ile w trudzie nieustannym
wspolnych zmartwien, wspolnych dazen?
Ile chlebow rozkrajanych?
Pocalunkow? Schodow? Ksiazek?

Ile lat nad strof tworzeniem?
Ile krzyku w poematy?
Ile chwil przy Beethovenie?
Przy Corellim? Przy Scarlattim?

Twe oczy jak piekne swiece,
a w sercu zrodlo promienia.
Wiec ja chcialbym Twoje serce
ocalic od zapomnienia."

Scarlett89 - 2012-07-15, 21:19

Leśmian Bolesław

Romans

Romans śpiewam, bo śpiewam! Bo jestem śpiewakiem!
Ona była żebraczką, a on był żebrakiem.

Pokochali się nagle na rogu ulicy
I nie było uboższej w mieście tajemnicy...

Nastała noc majowa, gwiaździście wesoła,
Siedli - ramię z ramieniem - na stopniach kościoła.

Ona mu podawała z wyrazem skupienia
To usta do pieszczoty, to - chleb do gryzienia.

I tak śniąc, przegryzali pod majowym niebem
Na przemian chleb - pieszczotą, a pieszczotę - chlebem

Dwa głody sycili pod opieką wiosny:
Jeden głód - ten żebraczy, a drugi - miłosny.

Poeta, co ich widział, zgadł, jak żyć trzeba?
Ma dwa głody, lecz brak mu - dziewczyny i chleba.


Wiersze Leśmiana mają w sobie coś takiego, co trudno określić do końca, ale co niesamowicie przyciąga. Taka magia :)

M.przy herbacie - 2012-08-29, 12:46

Antoni Rachmajda OCD

***
kiedy nocą
staniesz naprzeciwko Boga
i chciałbyś
by od tej rozmowy
wstało słońce
a nie usłyszysz żadnego głosu
nie odchodź zaraz
- to czasem tylko kwestia
przyzwyczajenia oczu do ciemności

Caroline* - 2012-12-14, 20:27

Trochę ich jest... :)
Poezja żyje własnym życiem, każdy może zinterpretować go inaczej... i to jest piękne ;)
Sama niedawno odkryłam, że jeden z moich wierszy- "Niebo", można rozumieć na co najmniej dwa różne sposoby. Inaczej rozumiałam go, gdy go pisałam, a inaczej dziś, po około trzech latach...
Dlatego nigdy nie lubiłam interpretacji wierszy- drażniło mnie, że nauczyciele nie przyjmują do wiadomości innej, mojej wersji "Co autor miał na myśli". Dopiero teraz, gdy zmieniła mi się nauczycielka od polskiego, zaczynam odkrywać poezję na nowo.
Nie ma jednej prawdy o danym wierszu- każdy z nas zauważa inną prawdę, tylko nie zawsze mamy możliwość, by ją ujawnić.

To tylko niektóre z moich ulubionych wierszy:

Wisława Szymborska Nic dwa razy

Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.

Żaden dzień się nie powtórzy,
nie ma dwóch podobnych nocy,
dwóch tych samych pocałunków,
dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Wczoraj, kiedy twoje imię
ktoś wymówił przy mnie głośno,
tak mi było, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.

Dziś, kiedy jesteśmy razem,
odwróciłam twarz ku ścianie.
Róża? Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?

Czemu ty się, zła godzino,
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś - a więc musisz minąć.
Miniesz - a więc to jest piękne.

Uśmiechnięci, współobjęci
spróbujemy szukać zgody,
choć różnimy się od siebie
jak dwie krople czystej wody.

***********

Adam Mickiewicz Niepewność

Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,
Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;
Jednakże gdy cię długo nie oglądam,
Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;
I tęskniąc sobie zadaję pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu
W myśli twojego odnowić obrazu?
Jednakże nieraz czuję mimo chęci,
Że on jest zawsze blisko mej pamięci.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,
Abym przed tobą szedł wylewać żale;
Idąc bez celu, nie pilnując drogi,
Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;
I wchodząc sobie zadaję pytanie;
Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?

Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,
Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;
Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem,
Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.
I znowu sobie powtarzam pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

Kiedy położysz rękę na me dłonie,
Luba mię jakaś spokojność owionie,
Zda się, że lekkim snem zakończę życie;
Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie,
Które mi głośno zadaje pytanie:
Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?

Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,
Wieszczy duch mymi ustami nie władał;
Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,
Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem;
I zapisałem na końcu pytanie:
Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?


Według mnie jest to bardzo wymowny, porywający i GENIALNY wiersz. Często ogarnia mnie podobna niepewność, a w głowie mam swój ulubiony wiersz Mickiewicza.
Próbowałam nawet stworzyć własną NIEPEWNOŚĆ, ale mi nie wyszło :-(

*************

Nieznany - 2012-12-14, 21:09

To może tym razem coś o mnie ;)


Stanisław Barańczak
"NN próbuje sobie przypomnieć słowa modlitwy"



Ojcze nasz, któryś jest niemy,
który nie odpowiesz na żadne wołanie,
a tylko rykiem syren co rano dajesz znać, że świat
ciągle jeszcze istnieje,
przemów:
ta dziewczyna jadąca tramwajem do pracy
w tandetnym płaszczu z trzema pierścionkami
na palcach, z resztą snu w zapuchniętych oczach,
musi usłyszeć Twój głos,
musi usłyszeć Twój głos, by się zbudzić
w ten jeszcze jeden świt.

Ojcze nasz, który nic nie wiesz,
który nie patrzysz nawet na tę ziemię,
a tylko codzienną gazetą obwieszczasz, że świat, że nasz świat,
trwa uporządkowany: spójrz,
ten mężczyzna siedzący za stołem, schylony
nad kotletem mielonym, setką wódki, płachtą
popołudniówki tłustą od sosu i druku,
musi wiedzieć, że ty także wiesz,
musi wiedzieć, że wiesz, aby przeżyć
ten jeszcze jeden dzień.

Ojcze nasz, którego nie ma,
Którego imienia nikt nawet nie wzywa
prócz dydaktycznych broszur piszących Cię z małej litery, bo świat
radzi sobie bez Ciebie,
bądź:
ten człowiek, który kładzie się spać i przelicza
wszystkie te dzisiejsze
kłamstwa, lęki, zdrady,
wszystkie hańby konieczne i usprawiedliwione
musi wierzyć, żeś jednak jest,
musi wierzyć, żeś jest, aby przespać
tę jeszcze jedną noc.

Caroline* - 2012-12-14, 21:23

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska Miłość
Nie widziałam Cię już od miesiąca
I nic. Jestem może bledsza, trochę śpiąca,
trochę bardziej milcząca.
Lecz widać można żyć bez powietrza.

**************

Adam Asnyk Daremne żale
Daremne żale — próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.

Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Znikomych mar szeregu —
Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.

Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe...
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.

Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą —
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.

********

Caroline* - 2012-12-16, 21:39

Adam Mickiewicz

Polały się łzy me czyste, rzęsiste

Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,

Na moją młodość górną i durną,

Na mój wiek męski, wiek klęski;

Polały się łzy me czyste, rzęsiste...



To jeden z wierszy, które zrobiły na mnie największe wrażenie, poruszył mną do głębi. Ten wiersz, choć ubogi w słowa, jest bardzo bogaty w treść, naładowany emocjami. Czytając go mam ochotę płakać razem z Mickiewiczem.

A to moja liryczna odpowiedź na tą skondensowaną biografię Mickiewicza:

Gdy przyszłam na świat
Wszystko było nowe
Nie mogłam wiedzieć
Nie mogłam wierzyć
Mogłam tylko czuć

Podrosłam, nauczyłam się chodzić
Nauczyłam się mówić
Nauczyłam się wierzyć
Ale nie mogłam być sobą

Moje słowa nie były moimi słowami
Moja wiedza nie była moją wiedzą
Moja wiara nie była moją wiarą
Były tylko powtarzaniem

Dziś zazdroszczę dawnej sobie
Zazdroszczę wiary w ludzi i w siebie
Zazdroszczę niewiedzy o ludzkiej słabości
Zazdroszczę dziecięcej wiary, miłości


###############

A. Mickiewicz

Precz z moich oczu! Posłucham od razu!
Precz z mego serca! I serce posłucha.
Precz z mej pamięci! Nie! Tego rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha.

Jak cień tym dłuższy gdy padnie z daleka,
Tym szerzej koło żałobne roztoczy,
Tak moja postać, im dalej ucieka,
Tym grubszym kirem twą pamięć pomroczy.

Na każdym miejscu i o każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.

Czy zadumana w samotnej komorze
Do arfy zbliżysz nieumyślną rękę,
Przypomnisz sobie: właśnie o tej porze
Śpiewałam jemu tę samą piosenkę.

Czy grając w szachy, gdy pierwszymi ściegi
Śmiertelna złowi króla twego matnia,
Pomyślisz sobie: tak stały szeregi,
Gdy się skończyła nasza gra ostatnia.

Czy to na balu w chwilach odpoczynku
Siędziesz, nim muzyk tańce zapowiedział,
Obaczysz próżne miejsce przy kominku,
Pomyślisz sobie: on tam ze mną siedział.

Czy książkę weźmiesz, gdzie smutnym wyrokiem
Stargane ujrzysz kochanków nadzieje,
Złożywszy książkę z westchnieniem głębokiem
Pomyślisz sobie: ach! to nasze dzieje...

A jeśli autor po zawiłej próbie
Parę miłosną na ostatek złączył,
Zagasisz świece i pomyślisz sobie:
Czemu nasz romans tak się nie zakończył?

Wtem błyskawica nocna zamigoce:
Sucha w ogrodzie zaszeleszczy grusza
I puszczyk z jękiem w okno zatrzepioce ...
Pomyślisz sobie, że to moja dusza.

Tak w każdym miejscu i o każdej dobie,
Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił,
Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie,
Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.



Mickiewicz był po prostu genialnym poetą! Pisał takie szczere, pełne emocji, uniwersalne wiersze...

Nieznany - 2012-12-16, 22:28

No, ten Twój wiersz jest lepszy - trochę może przegadany, ale ma coś w sobie. :) A Mickiewicz - jak by powiedziała dzisiejsza młodzież - "wymiata". ;)
Caroline* - 2012-12-17, 18:17

Nieznany napisał/a:
trochę może przegadany

Co masz na myśli? Wiersz ma to do siebie, że MÓWI w nim podmiot liryczny
Nieznany napisał/a:
ale ma coś w sobie.

A moje pozostałe wiersze... nic w sobie nie mają...?
Nieznany napisał/a:
A Mickiewicz - jak by powiedziała dzisiejsza młodzież - "wymiata". ;)

A z tym się zgadzam całkowicie ;)

Córka Lavransa - 2012-12-20, 16:23

Najlepszy z najlepszych:

Ach gdyby nawet piec zabrali...
Moja niewyczerpana oda do radości

Miron Białoszewski

Mam piec
podobny do bramy triumfalnej!

Zabierają mi piec
Podobny do bramy triumfalnej!!

Oddajcie mi piec
Podobny do bramy triumfalnej!!!

Zabrali.

Została po nim tylko
szara
naga
jama
szara naga jama.

I to mi wystarczy:
szara naga jama
szara-naga-jama
sza-ra-na-ga-ja-ma
szaranagajama.

Caroline* - 2012-12-20, 21:17

Córka Lavransa napisał/a:
Najlepszy z najlepszych

To jest uczucie zupełnie subiektywne... Do mnie Białoszewski nigdy "nie trafiał" ze swoim przekazem. Jakoś mi jego twórczość "nie leży"

Córka Lavransa - 2012-12-21, 11:53

Nie ma uczuć obiektywnych, Caroline*. A ten temat z definicji jest subiektywny.

Do mnie Białoszewski trafia zawsze, bo jest lekko absurdalny, z jajem i pięknie bawi słowem. Do mnie dla odmiany nie trafiają różnego autoramentu wzdychliwe Szymborskie. ;)

Ravena - 2012-12-21, 14:49

Córko, Ty byś się jednak wstydziła! 8-) Szymborska, "wzdychliwa"? Tak można powiedzieć o Asnyku, Lenartowiczu, Pawlikowskiej, ba, o Poświatowskiej! Ale nie o Szymborskiej, która nigdy nie bywa sentymentalna, a ostrzem jej ironii można ciąć ^^
Córka Lavransa - 2012-12-21, 15:39

Myślę, myślę... Nie, jednak się przekornie nie zawstydzę. :P
Ci, których wymieniłaś, byli "wzdychliwi" oficjalnie i po prostu unikałam. Natomiast Szymborska była "wzdychliwa" jakoś tak boczkiem... Niby inaczej, ale jednak mi to przeszkadzało, nawet bardziej właśnie dlatego, że pod płaszczykiem ironii.
No, i co Ci poradzę... wybaczysz? 8-)

Ravena - 2012-12-21, 15:40

A, niech Ci będzie. Na ten Kuniec Świata 8-)
Córka Lavransa - 2012-12-21, 15:42

Ach, jejku! :przytul:
Ravena - 2013-01-16, 20:02

Czytam sobie teraz taki jakiś zbiór anegdot notek biograficzny, czort wie jak to określić i w książce autorka umieściła wiersz Leśmiana. Przypomniał mi się, lubię go bardzo:

Po co tyle świec nade mną, tyle twarzy?
Ciału memu nic już złego się nie zdarzy.

Wszyscy stoją, a ja jeden tylko leżę -
Żal nieszczery, a umierać trzeba szczerze.

Leżę właśnie, zapatrzony w wieńców liście,
Uroczyście - wiekuiście - osobiście.

Śmierć, co ścichła, znów zaczyna w głowie szumieć,
Lecz rozumiem, że nie trzeba nic rozumieć...

Tak mi ciężko zaznajamiać się z mogiłą,
Tak się nie chce być kimś innym, niż się było!

Caroline* - 2013-01-17, 22:10

Jejka... jaki piękny wiersz!

Nie znałam go wcześniej :-( Ogólnie nie przepadam za twórczością Leśmiana, ale ten utwór bardzo mi się spodobał

Córka Lavransa - 2013-01-25, 11:37

Jim Morrison z cyklu "Nowe Stworzenia"

Brzegi są wysokie i zarośnięte
Bogate w ciepłe zielone zasadzki.
Otworzyć kanały.
Ukarać naszej siostry słodką przyjaciółkę rozpacz.
Czy chcesz byśmy byli jak inni?
Czy nas podziwiasz?
Czy gdy powrócisz
wciąż będziesz chciał bawić się z nami?


Lubię te jego klimaty. :)

Bruixa - 2013-02-26, 20:36

Raveno, nie znałam wcześniej tego wiersza, dzięki, Leśmian jest niesamowity.

Córko, z twórczości Morrisona znam tylko teksty piosenek. I mam uczucia mieszane - dobrze się ich słucha, ale gdy próbuję zanalizować co poeta miał na myśli, to najczęściej dochodzę do wniosku, że dał się ponieść - są takie psychodelicznie bełkotliwe :P Chociaż nie wszystkich to dotyczy, ma też na koncie teksty całkiem zborne, że się tak wyrażę. Szczególnie podoba mi się kilka fraz, fragmentów:

All our lives we sweat and save
Building for a shallow grave
Must be something else we say [...] (The Soft Parade)

Trade in your hours for a handful of dimes (Five To One)

The whole world's a savior
Who could ever, ever, ever
Ever, ever, ever
Ask for more? (Shaman's Blues)

alibaba - 2013-02-27, 10:40

Przyznam się szczerze, że nigdy nie przepadałam za poezją. Właściwie to poza Mickiewiczem, Słowackim, trochę Kochanowskim no i Homerem nie czytałam wiele poetyckich utworów. Ale tym razem wpadłam we własne sidła.
Otóż wnuczka która mieszka ze mną pisze prezentację maturalną na temat piękna Tatr w poezji Kasprowicza i Tetmajera oraz malarstwie Wyczółkowskiego. Z tego więc powodu odpowiednie książki znalazły się w naszym domu.
Któregoś dnia zaczęłam czytać......
Boże, jakie to piękne! Mając w pamięci obrazy Wyczółkowskiego, czytając wiersze obydwu poetów mogę śmiało powiedzieć, że wyjechałam w Tatry i całe ich piękno oglądam na własne oczy.

Córka Lavransa - 2013-03-01, 18:25

Bru, Five to One to jeden z moich ulubionych utworów. :)

Alibabo, odkryłaś poezję. :) Podziel się zatem wierszem, który Ci się szczególnie spodobał, ja Tetmajera nie widziałam na oczy już dobre ...naście lat. :)

Pazzak - 2013-05-12, 20:46

Zdecydowanie:
Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię w przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.

Lubię to -- i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskonczone przestrzenie nieziemskiego świata.


Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Lubię, kiedy kobieta...

Deina Eldathiel - 2013-05-12, 23:45

Pazzak, Ciebie ktoś z dawnej epoki wyrwał i na forum przytargał:)
Uczeń Czarnoksiężnika - 2013-05-13, 07:57

Pazzak napisał/a:
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Lubię, kiedy kobieta...


Pamiętam ten wiersz z podręcznika do 3 klasy liceum. :) Za Tetmajera masz u mnie plusa. :)

czarownica - 2013-05-13, 10:23

Hillar Małgorzata- "My z drugiej połowy XX wieku"

My z drugiej połowy XX wieku
rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy
wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość
wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości

motylek727 - 2013-05-13, 11:09

Pazzak napisał/a:
Kazimierz Przerwa-Tetmajer


Uwielbiam jego wiersze :)

Deina Eldathiel - 2013-05-13, 11:47

Serio tak wszyscy wielbicie Tetmajera? Jak dla mnie to grafoman był.
Uczeń Czarnoksiężnika - 2013-05-13, 11:56

Deina Eldathiel napisał/a:
Serio tak wszyscy wielbicie Tetmajera? Jak dla mnie to grafoman był.


Jednakże w prawie tysiąc stronicowym tomiku poezji zebranych Tetmajera znalazłem wiele wierszy, które do mnie trafiły, w różnych momentach życia.
Z poezją zawsze tak, że jednych zachwyca, innych nie. :)

Córka Lavransa - 2013-05-13, 12:58

Deina Eldathiel napisał/a:
Jak dla mnie to grafoman był.

Taki trochę... ;)

Uczeń Czarnoksiężnika napisał/a:
Z poezją zawsze tak, że jednych zachwyca, innych nie.

Patrz, Pazzak. Nie wszystkie piękne panie się wzruszyły, ale za to trafiłeś Admina. 8-)

Ravena - 2013-05-13, 13:11

Dlaczego grafoman? Poproszę o wyjaśnienie tej tezy... ^^
Lubię Tetmajera, może nie za całą twórczość, ale znaleźć u niego można wiersze, które często utrafiają w mój nastrój. No i ma zachwycające frazy :)

Deina Eldathiel - 2013-05-13, 14:18

Jak wykroję nieco wolnej chwili, to pokażę na przykładach:)
Raziel - 2013-05-14, 22:02

W pierwszej prezentacji maturalnej (już zarzuconej) chciałem gościa wykorzystać. Dzisiaj w ramach szkoły mi się przypomniał, przy całej mojej antypatii do większości poezji - no jak tu nie cenić pierwszego death metalowego tekściarza?
Cytat:
Przypomnij sobie, cośmy widzieli, jedyna,
W ten letni tak piękny poranek:
U zakrętu leżała plugawa padlina
Na scieżce żwirem zasianej.

Z nogami zadartymi lubieżnej kobiety,
Parując i siejąc trucizny,
Niedbała i cyniczna otwarła sekrety
Brzucha pełnego zgnilizny.

Słońce prażąc to ścierwo jarzyło się w górze,
Jakby rozłożyć pragnęło
I oddać wielokrotnie potężnej Naturze
Złączone z nią niegdyś dzieło.

Błękit oglądał szkielet przepysznej budowy,
Co w kwiat rozkwitał jaskrawy,
Smród zgnilizny tak mocno uderzał do głowy,
Żeś omal nie padła na trawy.

Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra
I z wnętrza larw czarne zastępy
Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta
Na te rojące się strzępy.

Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,
Jak fala się wznosiło,
Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało
Samo się w sobie mnożylo.

Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym
Jak wiatr i woda bierząca
Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym
W opałce obraca i wstrząsa.

Forma świata stawała się nierzeczywista
Jak szkic, co przestał nęcić
Na płótnie zapomnianym i który artysta
Kończy już tylko z pamięci.

A za skałami niespokojnie i z ostrożna
Pies śledził nas z błyskiem w oku
Czatując na tę chwilę, kiedy będzie można
Wyszarpać ochłap z zewłoku.

A jednak upodobnisz się do tego błota,
Co tchem zaraźliwym zieje,
Gwiazdo mych oczu, słońce mojego żywota,
Pasjo moja i mój aniele!

Tak! Taka będziesz kiedyś, o wdzięków królowo,
Po sakramentch ostatnich,
Gdy zejdziesz pod ziół żyznych urodę kwietniowa,
By gnić wśród kości bratnich.

Wtedy czerwiowi, który cię będzie beztrosko
Toczył w mogilnej ciemności,
Powiedz, żem ja zachował formę i treść boską
Mojej zetlałej miłości.


Robert Baudelaire.

Córka Lavransa - 2013-05-14, 22:15

Uwielbiam Baudelaire'a. :)

Dzięki, Raziel, za przypomnienie tej perełki. :)

Christine Wolf - 2013-06-01, 19:13

Tadeusz Różewicz

List do ludożerców

Kochani ludożercy
nie patrzcie wilkiem
na człowieka
który pyta o wolne miejsce
w przedziale kolejowym

zrozumcie
inni ludzie też mają
dwie nogi i siedzenie

kochani ludożercy
poczekajcie chwilę
nie depczcie słabszych
nie zgrzytajcie zębami

zrozumcie
ludzi jest dużo będzie jeszcze
więcej więc posuńcie się trochę
ustąpcie
kochani ludożercy
nie wykupujcie wszystkich
świec sznurowadeł i makaronu
nie mówcie odwróceni tyłem:
ja mnie mój moje
mój żołądek mój włos
mój odcisk moje spodnie
moja żona moje dzieci
moje zdanie

Kochani ludożercy
Nie zjadajmy się Dobrze
bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę







Władysław Broniewski
Firanka

Otworzyłem okno, a firanka
pofrunęła ku mnie,
jak Anka
w trumnie.

Biała firanka, błękitne zasłony,
zaszeleściło...
O! pokaż mi się od tamtej strony!
Jesteś? Jak miło!....

Jak miło... jak miło... jak strasznie,
moja miła...
Ja już chyba nie zasnę...
Firanka? ... Czy tyś tu była?

Ravena - 2013-06-07, 21:03

U pani Grodzieńskiej, w jednej z ksiażek wspomnieniowych, znalazłam niedawno taki oto uroczy tekst:

Jerzy Jurandot.

"Piosenka wytworna".

Gdy cudzoziemiec pozostaje w obcej ziemi
I do języka chce się wziąć,
Dwóch go rzeczy zwykle uczą przed innemi:
Mówić: "kocham" i dobrze kląć.
Mnie starczyła jedna doba,
Żebym umiał kląć "choroba"
Wtrącać "psiakrew" i "cholera" tu i tam.
A ponieważ mnie w tych słowach
Powitała polska mowa,
Dotąd dla nich sentymencik mam.

Ta "cholera" to, choroba, miłe słowo,
A "choroba" ma, cholera, jakiś wdzięk.
Zwłaszcza jeśli człowiek klnie już nałogowo,
Taki kwiatek ma soczystość, jędrność, dźwięk!
Jest, co komu się podoba,
Tak że tylko brać-wybierać
Powiedzonka jak ta lala, wprost ef-ef:
Dla spokojnych jest "choroba"
A dla chorych na żołądek jest "psiakrew"

A każde z słów tych ma do tego cechy własne,
Swą barwę, ciężar, nerwowy szok:
"Choroby" są przeważnie ciężkie albo jasne,
"Cholera" trafia zazwyczaj w bo.
Lista słówek psich jest znana:
Jest "psia noga", jest "psia pana…",
"Psia mamusia", "psiakrew", i "psiakość".
Przy "chorobie" i "cholerze"
Chyba każdy coś wybierze,
Jest dla wszystkich wybredniasów dość.

Bo "cholera", to, choroba, miłe słowo,
A "choroba" ma, cholera, jakiś wątek!
Lecz gdy "cholera" działa sama (i to zdrowo)-
Przy 'chorobie" dobrze dodać: "żebyś pękł".
Gdy w człowieku wściekłość wzbiera,
Gdy go dręczy coś, cholera,
Gdy go, psiakrew, coś choroba, wprawia w gniew,
Nic tak życia nie umili,
Jak rąbnięcie w takiej chwili:
A choroba! A cholera! A psiakrew!

Wspaniałe, moim zdaniem :) Jurandot napisał to dla Fryderyka Jarosego.

Ravena - 2013-06-17, 14:53

Niedawno trafiłam na ten utwór. Śpiewa go Maryle Rodowicz Autorem tekstu jest Andrzej Brzeski - polski aktor teatralny i filmowy, autor, kompozytor i wykonawca poezji śpiewanej. Czyli człowiek - orkiestra ;)
A utwór piękny...

Za pierwszą chmurą chmura gna
A czyste niebo chwilę trwa
Czy na to skazał nas Pan Bóg
Że za chmurami chmury znów
A dla mnie i dla ciebie łza

Po wielkim balu pusty stół
Po kruchym szczęściu zwykły ból
Czy na to skazał nas Pan Bóg
Że po wolności wojen huk
Po słodkim winie, ciemna sól

Nam małym ludziom z wielkich miast
Nim utoniemy w morzach kłamstw
Zanim ostatni ruszy prom
Daj Panie skrzydła nam u rąk
Byśmy się wznieśli chociaż raz

My tacy mali, a Ty Bóg
Więc nam te skrzydła Panie skróć
A jeśli nam je porwie wiatr
To chociaż miłość kruchą tak
Jak ptasie piórko z nieba rzuć

Po twojej dłoni obca dłoń
A po piosence - głuchy ton
Czy na to skazał nas Pan Bóg
Że za murawą - twardy lód
A prosta droga skręca w złą

Po wielkim słońcu nocy kres
Za złotą plażą czarny deszcz
Czy na to skazał nas Pan Bóg
Że po czułości - serca chłód
A tuż za rajem - piekło jest

Nam małym ludziom...

migotka - 2013-07-02, 16:40

Julian Przyboś

Z Tatr

Słyszę:
Kamienuje tę przestrzeń niewybuchły huk skał.

To - wrzask wody obdzieranej siklawą z łożyska
I
gromobicie ciszy.

Ten świat, wzburzony przestraszonym spojrzeniem,
uciszę,
lecz -

Nie pomieszczę twojej śmierci w granitowej trumnie Tatr.

To zgrzyt
czekana,
okrzesany z echa,
to tylko cały twój świat,
skurczony w mojej garści na obrywie głazu;
to - gwałtownym uderzeniem serca powalony szczyt.
Na rozpacz - jakże go mało!
A groza - wygórowana!

Jak lekko
turnię zawisłą na rękach
utrzymać i nie paść,
gdy
w oczach przewraca się obnażona ziemia
do góry dnem krajobrazu,
niebo strącając w przepaść!

Jak cicho
w zatrzaśniętej pięści pochować Zamarłą.

EDIT: drugi wiersz mojego życia

Stanisław Grochowiak

Płonąca żyrafa

Tak
To jest coś
Biedna konstrukcja człowieczego lęku
Żyrafa kopcąca się pomaleńku
Tak
To jest coś
Coś z tamtej ściany z aspiryny i potu
Ta mordka podobna do roztrzaskanego kulomiotu
Tak
To jest coś
Czemu próchniejecie od brody do skroni
Jaki wam ząbek w pustej czaszce dzwoni
Tak
To jest coś
Coś co nas czeka
Użyteczne i groźne
Jak noga
Jak serce
Jak brzuch i pogrzebacz
Ciemna mogiła człowieczego nieba
Tak
To jest coś
O wiersz ja ten piszę
Sobie a osłom
Dwom zreumatyzowanym
Jednemu z bólem zęba
Oni go pojmą
Tak
To jest coś
Bo życie
Znaczy:
Kupować mięso Ćwiartować mięso
Zabijać mięso Uwielbiać mięso
Zapładniać mięso Przeklinać mięso
Nauczać mięso i grzebać mięso
I robić z mięsa I myśleć z mięsem
I w imię mięsa Na przekór mięsu
Dla jutra mięsa Dla zguby mięsa
Szczególnie szczególnie w obronie mięsa
A ONO SIĘ PALI
Nie trwa
Nie stygnie
Nie przetrwa i w soli
Opada
I gnije
Odpada
I boli
Tak
To jest coś

Pazzak - 2013-07-04, 00:19

Petroniusz Bredzi

"Pamięci prof. Alfreda Rachalskiego

Życie jest śmiechu warte, więc się z niego śmieję
Choć na paru zasadach jednak mi zależy:
Nie mam zwyczaju pijać wina, nim dojrzeje,
Do ust owoców morza nie biorę nieświeżych.
Raczej zmilczę, niż powiem coś, co nic nie znaczy -
Bezsensu dzieckiem chaos, gwałt dzieckiem chaosu;
Szczęścia gwałtem nie pragnąc, unikam rozpaczy,
Można mnie skrzywdzić, wyśmiać - upodlić nie sposób.
Mogę upodlić się sam - przełknąwszy pogardę
Błyszczeć wśród stręczycieli, morderców, lichwiarzy,
Którzy myślą, że rządzą... uśmiech mieć na twarzy
I piać głośno z zachwytu nad Ahenobarbem.
Ale złych wierszy nie da się słuchać bez wstrętu,
Na uczcie Trymalchiona sycić się bez mdłości.
Chamstwo się szybko w togach senatorskich mości,
Lecz nie skryje bezguścia, nie zgubi akcentu...
Niemniej musimy wstydzić się wiedzy i smaku,
Ukrywać się z wykwintem słowa, dzieła, gestu,
By czasem nie urazić dostojnych pętaków,
Nie budzić gniewu bogów i nie drażnić plebsu.
W tym bajorze, co z naszych czasów pozostanie
Lękam się, że po władzę sięgną chrześcijanie...
Po naszym rozbestwieniu przyjdzie na nich pora:
Dysząca żądzą zemsty bezwzględna pokora.
Kara za uśmiech, zapach, dotyk i spojrzenie,
A za miłość do piękna - wieczne umartwienie.
Tęsknisz do mogiły, tarzasz się w popiołach,
Lecz nie wolno ci umrzeć, aż cię Bóg przywoła.
Nie należy istnienia traktować zbyt serio,
Choć jest próbą wierności. Śmiercią płacisz wierność.
Nie należy się życiem zbyt łapczywie sycić -
Śmierć w męczarniach z przeżarcia - co to jest za życie?
Nie należy się życia zbyt kurczowo trzymać -
Strata bardziej zaboli, a ucieczki nie ma.
Tak czy tak nas zabije - ogniem, krzyżem, nożem

Dzisiaj - ludzka nienawiść.

Jutro - Miłość Boża.

Nawet, jeśli unikniesz wyroku, czy kary

Umrzesz.

Chory, jęczący, bezsilny, bo stary.


Tyle trudu, co pluskwę po ścianie rozmazać.

Ani chwili na chichot. Odraza, odraza...


Czy nie lepiej więc zająć się sobą zawczasu?

Oszczędzając i bogom, i ludziom ich czasu?


Wedle swych upodobań,

Gustów i skłonności?

Samemu,

Z ukochaną?

Przy uczcie wśród gości?


Nie dając satysfakcji ludziom ani bogom,

Że nam życie odebrać lub darować mogą...


Wolę sam sobie wręczyć ten jedyny prezent.

Tyle krwi.

Tyle żółci.

Za dużo.

Już bredzę.

Z białej dłoni wyrasta purpurowa gałąź
Ciepłe ciało Arbitra z wolna się marmurzy
Tyle woli w człowieku ile krwi w kałuży
Niemało"

Ravena - 2013-07-09, 14:35

No ba! Jacek Kaczmarski. Klasa, po prostu.
I jakie to aktualne...

W. Szymborska/ Miłość od pierwszego wejrzenia

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli sie od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają-
może w dzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś "przepraszam" w ścisku?
głos "pomyłka" w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił sie nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbiżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

czwartaoslpoj - 2013-07-29, 14:42

Gdyby nie ludzie. Stanisław Barańczak.

Gdyby nie ludzie, gdyby nie istnieli
tak natrętnie, ze swoim łupieżem, paranoją,
wystrzępionymi spodniami, antysemityzmem,
kłopotami w pracy, trwałą ondulacją, skłonnością
do uproszczeń i zadyszki, gdyby wcale
nie trzeba ich było poznawać, przecierających zamglone
okulary, wycierających zamaszyście
buty straszne dziś błoto, ocierających
bezsilną łzę, gdyby nie otwierali przed każdym
tak od razu swoich otłuszczonych serc i wyszmelcowanych teczek
z przetartymi na zgięciach papierami chwileczkę
gdzie ja podziałem to zaświadczenie, gdyby
w ogóle ich nie było, tych zanadto
takich samych i nadmiernie
odmiennych światów z podwyższonym
ciśnieniem, z wygórowanymi
żądaniami panie musisz mi pomóc, zbyt głośno
mówiących, zbyt naocznie
żywych, zbyt dotkliwie
ludzkich, ile łatwiej by się mówiło nic co ludzkie nie jest

Deina Eldathiel - 2013-08-26, 13:45

Trudno nazwać to "ulubionym", ale ten wiersz robi na mnie ogromne wrażenie. Napisał go Tadeusz Gajcy na zaledwie trzy dni przed śmiercią. Przyznam, że z całej twórczości Kolumbów Gajcego znam chyba najsłabiej, a ten konkretny kawałek jest naprawdę mocny. Odnosi się do zdarzenia, które jest chyba najtragiczniejszym i najokrutniejszym w historii Powstania Warszawskiego - wybuchu czołgu-pułapki na Starym Mieście, w wyniku czego setki ludzi rozerwało na strzępy, a kilkaset kolejnych zostało rannych. Po latach muzycznie zaaranżował go Lech Janerka. Ta wersja zresztą też robi straszne wrażenie...

Święty kucharz od Hipciego
Wszyscy święci, hej, do stołu!
W niebie uczta: polskie flaczki
wprost z rynsztoków
Kilińskiego!
Salcesonów misa pełna,
Świeże, chrupkie
Pachną trupkiem:
To z Przedmurza!
Do godów, święci, do godów,
Przegryźcie Chrystusem
Narodów!

kasia-wer - 2014-03-19, 11:11

Anna Świrszczyńska - Odwaga

Nie będę niewolnicą żadnej miłości.
Nikomu
nie oddam celu swego życia,
swego prawa do nieustającego rośnięcia
aż po ostatni oddech.

Spętana ciemnym instynktem macierzyństwa,
spragniona czułości jak astmatyk powietrza,
z jakim mozołem buduję w sobie
swój piękny człowieczy egoizm,
zastrzeżony od wieków
dla mężczyzny.

Przeciw mnie
są wszystkie cywilizacje świata,
wszystkie święte księgi ludzkości
pisane przez mistycznych aniołów
wymownym piórem z błyskawicy.
Dziesięciu Mahometów
w dziesięciu wytwornie omszałych językach
grozi mi potępieniem
na ziemi i wiecznym niebie.

Przeciw mnie
jest moje własne serce.
Tresowane przez tysiąclecia
w okrutnej cnocie ofiary.

Irmina - 2014-08-09, 21:38

George Gordon Byron - Gdy stąpa, piękna

Gdy stąpa, piękna, jakże przypomina
Gwiaździste niebo bez śladu obłoku:
Ciemność i jasność — każda z nich zaklina
W nią swój osobny czar, i jest w jej oku
To miękkie światło, które zna godzina
Nocy, gdy blaski dnia zagasną w mroku.

Dodaj cień więcej, zgaś parę promieni —
Zniknie w połowie wdzięk nie do nazwania,
Którym jak gromem stajemy rażeni,
Gdy z czarnej fali włosów się wyłania
Lub kiedy jasną jej twarz zarumieni
W pogodnym akcie samorozpoznania.

I czar tej twarzy, policzka i skroni
Jakąż spokojnie pewną ma wymowę:
W ufnym uśmiechu, w barwie, co twarz płoni,
Widać jej czyste dni dotychczasowe,
Lecz i świadomość, jak wielu śni o niej —
Serce niewinne, lecz kochać gotowe!



Krzysztof Kamil Baczyński - Piosenka

Znów wędrujemy ciepłym krajem,
malachitową łąką morza.
(Ptaki powrotne umierają
wśród pomarańczy na rozdrożach.)
Na fioletowoszarych łąkach
niebo rozpina płynność arkad.
Pejzaż w powieki miękko wsiąka,
zakrzepła sól na nagich wargach.
A wieczorami w prądach zatok
noc liże morze słodką grzywą.
Jak miękkie gruszki brzmieje lato
wiatrem sparzone jak pokrzywą.
Przed fontannami perłowymi
noc winogrona gwiazd rozdaje.
Znów wędrujemy ciepłą ziemią,
znów wędrujemy ciepłym krajem.



Robert Frost - Ogień i lód

Jedni mówią, że świat zniszczy ogień,
Inni, że lód.
Iż poznałem pożądania srogie,
Jestem z tymi, którzy mówią: ogień.
Gdyby świat zaś dwakroć ginąć mógł,
Myślę, że wiem o nienawiści
Dość, by rzec: równie dobry lód
Jest, aby niszczyć,
I jest go w bród.



Charles Baudelaire - Albatros

Czasami dla zabawy uda się załodze
Pochwycić albatrosa, co śladem okrętu
Polatuje, bezwiednie towarzysząc w drodze,
Która wiedzie przez fale gorzkiego odmętu.

Ptaki dalekolotne, albatrosy białe,
Osaczone, niezdarne, zhańbione głęboko,
Opuszczają bezradnie swe skrzydła wspaniałe
I jak wiosła zbyt ciężkie po pokładzie wloką.

O jakiż jesteś marny, jaki szpetny z bliska,
Ty, niegdyś piękny w locie, wysoko, daleko!
Ktoś ci fajką w dziób stuka, ktoś dla pośmiewiska
Przedrzeźnia twe podrygi, skrzydlaty kaleko!

Poeta jest podobny księciu na obłoku,
Który brata się z burzą, a szydzi z łucznika;
Lecz spędzony na ziemię i szczuty co kroku,
Wiecznie się o swe skrzydła olbrzymie potyka.

Yacek - 2014-08-11, 01:06

A ja lubim to:

Znasz-li ten gmach,
Gdzie wielkich sto podwoi,
Gdzie kolumn rząd
I tłum posągów stoi,
A wszystkie mnie
Witają twarzą białą:
Pielgrzymie nasz,
Ach! co się z tobą stało!
Znasz-li ten kraj?
Ach, tam, o moja miła,
Tam był mi raj,
Pókiś ty ze mną była!

Tak sobie myślę, że akurat to, który wiersz jest ulubiony zależy w dużej mierze od humoru na dany dzień.

May - 2015-02-09, 22:38

Fragment mojego ulubionego wiersza;)

Dylan Thomas
"A śmierć utraci swą władzę"

A śmierć utraci swoją władzę.
Nadzy umarli będą jednym
Z człowiekiem pod zachodnim księżycem i w wietrze;
Gdy spróchnieją ich kości do czysta obrane,
Będą im świecić gwiazdy u łokcia i stopy;
Chociaż szaleni, odzyskają rozum,
Powstaną chociaż potonęli w morzu;
Choć zginą kochankowie, lecz nie zginie miłość;
A śmierć utraci swoją władzę

elfrun - 2015-02-13, 01:17

Piekny fragment.
janina384 - 2015-03-31, 12:37

Jeden z moich ulubionych: Na dzień dobry

Czasem wiatr zdmuchnie
smutek przelotny,
Ciepłym tchnieniem znów dłonie ogrzeje,
I przegoni wszystkie kłopoty,
Więc dziękuję wiatrowi, że wieje.

Czasem deszcz o szyby zadzwoni
Mokra trawa kroplami lśni
Łzami łatwiej tęsknotę zasłonić,
Więc dziękuję deszczowi za łzy.

Czasem słońce w gonitwie do lata
Znowu ogród barwami roznieci
Pozapala iskry na kwiatach,
Więc dziękuję słońcu, że świeci.

No, a czasem się do mnie uśmiechniesz
Znikną smutki szaro – niebieskie
Stoisz w progu i słońce masz w oczach,
Więc dziękuję Ci za to, że jesteś...

- Czesław Miłosz


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group